Na myśli miała z czasem ulatniające sie starania, zainteresowanie, czułość, wylewność, oddanie (której właściwie od początku nie było - taki typ faceta). Wierzyłam, że zaczniecie sypać złotymi środkami, radami i przykładami jak to wszystko wskrzesić, a tlącą iskrę zamienić w ogień
Niestety takowych rad nie ma, bo trudno znaleźć na to odpowiedź z teorii jak i z praktyki... Początki są piękne, ale też szybko mijają. Szczerze, zazdroszcze tym paniom, które ze swoimi facetami potrafią, a przede wszystkim mogą szczerze na tematy związków rozmawiać... W moim obecnym związku był to temat od zawsze ciężki i dla mego pana trudny...
Aczkolwiek na początku okazywał to wszystko na tyle ile potrafił i starał się bardziej... Choć muszę przyznać, że przez te 2.5 roku wielkich zawodów mi nie sprawiał 
KAMIL, nie potrzebuję pieska na smyczy, któego ubezwłasnowolnie, którego dosłownie będę trzymała krótko przy nodze. Nie o to chodzi. Chcę i właściwie w dużym stopniu mam parnerskie związek, bez ograniczeń, dziwnych zasad itd. Zawsze grałam w otwarte karty, mówiłam co mnie boli, co się nie podoba, a co podoba, za co cenię, a co chciałabym naprawić/zmienić... Zawsze podchodziłam do tematu związku bardzo poważnie i otwarcie, do dziś czekam na sugestie jeśli Mojemu coś nie odpowiada, jeśli coś robię nie tak. Ale nie doczekałam się jeszcze tego. Przez czas jaki jesteśmy ze sobą max 2 razy wyciągnęłam z niego, co mu nie odpowiada, bo sam ma trudności z mówieniem o tym
Brzmi strasznie...
A to, że mnie kocha słyszę wtedy, gdy sama mu to wyznają, a on odpowiada "Ja Ciebie też..." cholera, ale co ja Ciebie też??? Ręce opadają... Spcyfike naszego związku opisałam w różnych postach, dlatego nie chcę tego powtarzać 
Faktem jest, że Mojemu chyba w jakimś stopniu na mnie zależ i faktycznie mnie kocha... Nie okazuje tego jak napisałeś "różami" na każdym kroku itd. Choć muszę przyznać, że w Walentynki, imieninki, urodzinki, rocznice, Dzień Kobiet, obrona mgr itd. bukiety róź dostaje i jest to cholernie miłe i na jakiś czas pozbawia wątpliwości
Ale poza tym zawsze jest obok, moge na niego liczyć, mogę poroazmawiać, spędzamy sporo czasu razem - to jest dla mnie najważniejsze!!!
Ale brakuje w tym czułości, miłego słowa - od siebie, drobnych gestów itd. Facet myśli, że skoro jesteśmy razem, kocham Go i on jest tego bardzo pewny (tu popełniłam błąd, zbyt go upewniłam w tym) nie musi się starać, zabiegać, od czasu do czasu okazac to w sposób jaki wymieniłam pod BRAK
Ja osobiście bardzo świadomie pielęgnuję to uczucie, związek, wymagam szacunku i sama szanuję, staram się, czasem zabiegam, czasem udaję, że mniej zależy... Ale cały czas go kocham i on o tym wie, widzi to, czuje, jest tego pewny... I jest dla mnie najważniejszy...
Niestety największym problemem jest jego skryty charakter i to pewnie z tego to wszystko wynika... Obawiam się, że na to nie ma lekarstwa, taki jest i będzie, a ja chyba muszę się z tym pogodzić, albo odejść...
Kocham Go bardzo i chce z nim spędzić resztę życia, ale nie wiem na ile sił mi starczy, bo czasem jest trudno z takim skrytym człowiekiem żyć...
Nie wiem nawet czy on też myśli o naszej wspólnej przyszłości... Moge go o to zapytać, ale oczywiste, że nie odpowie mi, że NIE. Więc takie wymuszanie jest zbędne, nie dowiem sie prawdy, a sam z siebie tematu nie zacznie.
I się wszystko nakręca...
Oczekiwałam sposobów, pomysłów jak to zrobić, żeby sie trochę poczuł niepewnie i zaczął działać, starać sie i to wszystko co wymieniałam wyżej 
Mam nadzieję, że przybliżyłam Ci Kamilu, "Co autor miał na myśli" mimo późnej pory, bo moje szare komórki już spią i pisałam tu haotycznie... 