Na to pytanie pewnie nie ma dobrej odpowiedzi ale - Jak w temacie. Kiedy zaczyna wypalać się związek ? Jakaś cezura czasowa ? Poznanie się ? Brak pożądania ? Po jakim czasie u Was się to zaczynało dziać jeśli się działo ?
Co wtedy robicie ? Ratujecie czy odchodzicie ?
Podobne tematy
Związek zazwyczaj się wypala jak ucieka pożądanie.
Doświadczamy wówczas monotonii i rutyny, dotyk partnera już nie jest ten sam, emocje się wypaliły, wtedy zaczynają się kryzysy.
Większość par decyduje się na rozstanie, tylko nieliczni będą dalej ze sobą.
Gdy dopada nas rutyna wówczas dowiadujemy się czy to było prawdziwe uczucie.
Związek trzeba zawsze ratować. Jeśli jest się w pełni świadomym i darzysz kogoś uczuciem to jak może się wypalić ? Owszem zawsze trzeba się starać, kobieta powinna o siebie zawsze dbać, bo wiadomo mężczyzna to wzrokowiec, a mężczyzna powinien zaskakiwać czymś swoją kobietę, zwykły kwiatek bez okazji, czekoladki, albo romantyczny spacer. Czasami jakiś wypad do kina lubb za miasto. Jest niezliczenie wiele mozliwości jak dbać i pielęgnować swój związek ![]()
A jeżeli jest się w związku kilkadziesiąt lat i uczucie z jednej strony prawie wygasło? I pomimo starań, pomimo wmawiania sobie że się do partnera /małżonka/ coś czuje, to nic niestety nie działa, bo w sercu pustka.. Czy w takim wypadku warto w takim układzie tkwić? Nawet dla własnej wygody? Żeby nie zostać samemu, żeby być w lepszej sytuacji finansowej? Ale to przecież męczarnia! Poświęcić się? W imię czego?
Związek zazwyczaj się wypala jak ucieka pożądanie.
Doświadczamy wówczas monotonii i rutyny, dotyk partnera już nie jest ten sam, emocje się wypaliły, wtedy zaczynają się kryzysy.
Większość par decyduje się na rozstanie, tylko nieliczni będą dalej ze sobą.
Gdy dopada nas rutyna wówczas dowiadujemy się czy to było prawdziwe uczucie.
I to jest to! Pożądanie, seks, bardzo scala partnerów. Bez tego związek nie ma szans przetrwania!
Owszem zawsze trzeba się starać, kobieta powinna o siebie zawsze dbać, bo wiadomo mężczyzna to wzrokowiec, a mężczyzna powinien zaskakiwać czymś swoją kobietę, zwykły kwiatek bez okazji, czekoladki, albo romantyczny spacer. Czasami jakiś wypad do kina lubb za miasto. Jest niezliczenie wiele mozliwości jak dbać i pielęgnować swój związek
Zgadzam się z tym
Wielkie uczucia z czasem przygasają jak pojawia się nuda. Jeżeli nie ma w związku spontaniczności, niespodzianek, zwykłych rozrywek, to takie uczucie z czasem umiera. Dużo robi też zazdrość. Jak jest się atrakcyjnym dla innych, to staje się bardziej atrakcyjnym dla partnera. To jest głupie ale niestety tak jest.
Moim zdaniem każdy związek, w który nie jest wmieszana osoba trzecia, można uratować.
7 2014-09-11 10:47:33 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-09-11 10:48:54)
Debilny temat. Jak Ci się wypala, to znaczy, że masz choleryny problem i potrzebujesz pomocy, jeśli nie wiesz, co z tym i sobą zrobić. Kuźwa, albo masz prawdziwy problem, albo nie wiesz, co z sobą zrobić, bo przecie jest tyle cudownych rzeczy na tym świecie.
No najwidoczniej dupka się domaga tego, czego nie dostaje. Tyle.
Mi już się przed chwilą związek wypalił.Zerwał ze mną chłopak a ja go nadal bardzo kocham i chce nadal z nim być.Bardzo mi go brakuje! ;_;
brzoskwiniowapanna napisał/a:Owszem zawsze trzeba się starać, kobieta powinna o siebie zawsze dbać, bo wiadomo mężczyzna to wzrokowiec, a mężczyzna powinien zaskakiwać czymś swoją kobietę, zwykły kwiatek bez okazji, czekoladki, albo romantyczny spacer. Czasami jakiś wypad do kina lubb za miasto. Jest niezliczenie wiele mozliwości jak dbać i pielęgnować swój związek
Zgadzam się z tym
Wielkie uczucia z czasem przygasają jak pojawia się nuda. Jeżeli nie ma w związku spontaniczności, niespodzianek, zwykłych rozrywek, to takie uczucie z czasem umiera. Dużo robi też zazdrość. Jak jest się atrakcyjnym dla innych, to staje się bardziej atrakcyjnym dla partnera. To jest głupie ale niestety tak jest.
Moim zdaniem każdy związek, w który nie jest wmieszana osoba trzecia, można uratować.
Moja mama zmarla jak miala 45 lat...moj ojciec zawsze ja kochal..
Pobrali sie jak mieli 20, i ani ja, ani moj duzo starszy brat nie pamietamy, zeby mieli " kryzysy" ," przerwy", " ciche dni", czy inne manipulacje i podchody...
Wiele mozna mojej rodzinie zarzucic, ale nie brak stalosci zwiaxku...
Po smierci mamy, ojciec zenil sie dwa razy..ale to bylo, " bo ciezko zyc samemu" , " uklad ktory obojgu pasuje".
Do tej pory mama jest jedyna kobieta jego zycia.- wszystko co z nia zwiazane zyskuje na wartosci, i nie jest to idealizowanie zmarlej, bo jak byli raxem tez tak ja kochal...
Gdyby uslyszal o " wypaleniu" pewnie by nie zrozumial, o czym mowa....
Takie mam wzorce: nie wierze w motylki, chemie, wypalenia, zdrady dla podsycania zazdrosci, robienie przerw i inne cuda.
Partnera sie poznaje, pokochuje, przywiaxuje i akceptuje.
Jak dziecko- tez sie akceptuje i kocha- takie jakie jest. Bez przerw i wybuchow namietnosci...
A jesli zwiaxek to fundament rodziny, jesli partnerzy maja razem ciagnac ten wozek, na ktorym siedza dzieci...
To musi to byc stabilna konstrukcja.
Oczywiscie- seks, ale i szacunek, i wsparcie, i porozumienie- to wszystko tworzy calosc.
Ojciec zawsze mawial, ze zona, to osoba, ktora decyduje sie uwodzic do konca zycia.( i odwrotnie- oczywiscie)
Brak pożądania/spełnienia jakiś tam potrzeb(uzależnienie). Pożądanie zawsze mija (przynajmniej w takiej formie jak na początku), więc to problem w głowie z definicją związku, milosci - bo w kazdym związku przychodzi to samo. Takze bedzie rutyna, takze bedzie nuda, takze będzie sie robiło ze sobą typowe rzeczy i juz nic nie bedzie takie wyjątkowe jak na początku bo nowe i inne.
Brak pożądania/spełnienia jakiś tam potrzeb(uzależnienie). Pożądanie zawsze mija (przynajmniej w takiej formie jak na początku), więc to problem w głowie z definicją związku, milosci - bo w kazdym związku przychodzi to samo. Takze bedzie rutyna, takze bedzie nuda, takze będzie sie robiło ze sobą typowe rzeczy i juz nic nie bedzie takie wyjątkowe jak na początku bo nowe i inne.
Thepass- kocham wciaz to samo dziecko, od 13 lat, i nie przejdzie mi...dziecko zmienia sie szybciej, niz partner...innych ludzi tez kocham od lat...i nie rokuje " wypalenia", tak samo partnera kochasz jak siebie..
Czy moze ci sie znudzic Twoja osoba? Twoje cialo?, to, ze ono lubi pomarancze, od lat?
Forma sie zmienia, i Twoja, i partnera...i w tych zmianach uczestniczycie RAZEM
Oldorando, miłość do dziecka a do partnera to różnica. W tym wątku mówimy o wypaleniu uczuć w związku kobiety i mężczyzny. Dziecko kocha się bezwarunkowo i jest to inny rodzaj miłości. Nie wyobrażam sobie by mogło wypalić się uczucie do dziecka!
Thepass- kocham wciaz to samo dziecko, od 13 lat, i nie przejdzie mi...dziecko zmienia sie szybciej, niz partner...innych ludzi tez kocham od lat...i nie rokuje " wypalenia", tak samo partnera kochasz jak siebie..
Czy moze ci sie znudzic Twoja osoba? Twoje cialo?, to, ze ono lubi pomarancze, od lat?
Forma sie zmienia, i Twoja, i partnera...i w tych zmianach uczestniczycie RAZEM
Przeciez razem ze mna glosisz, ze milosci nie ma - jest tylko pożądanie (przyklad z dzieckiem wiec nietrafiony), ktore mija po "okresie spozycia".
Milosc do partneta tez bywa bezwarunkowa- kocha sie za yo, ze jest MOIM partnetem...nawet, kiedy sie zestarzeje, roztyje, zdziwaczeje...
Dlatego analogia trafiona- dziecko kocha sie instynktownie, a poyem, jak podrosnie- za co?
Za to, ze jest, z przywiazania, ze jest inne, niz wsxystkie inne i nasze.
Thepass, ale ja sie bawie w adwokata diabla- swietnie sie bawie.. :-)
15 2014-09-11 21:44:49 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-11 21:46:05)
Jak to powiedział moj praojciec. Łatwo kochać dzieci, które są dobre i są rybami.
No i niech Ci bedzie - sa rozne formy miłosne, ale mowimy tu o tej opartej na seksie. Ludzie sie rozstaja wlasciwie w momencie jak milosc z tej pożądliwej(?), przechodzi na bratersko-przyjacielsko-bezwarunkową(czyli warunkową, bo sie znudziło).
Jak to powiedział moj praojciec. Łatwo kochać dzieci, które są dobre i są rybami.
No i niech Ci bedzie - sa rozne formy miłosne, ale mowimy tu o tej opartej na seksie. Ludzie sie rozstaja wlasciwie w momencie jak milosc z tej pożądliwej(?), przechodzi na bratersko-przyjacielsko-bezwarunkową(czyli warunkową, bo sie znudziło).
No, to " ludziow" problem...jak nie potrafia pozadac tego, kogo kochaja....albo nie kochaja, bo nie pozadaja...
Jak to powiedział moj praojciec. Łatwo kochać dzieci, które są dobre i są rybami.
No i niech Ci bedzie - sa rozne formy miłosne, ale mowimy tu o tej opartej na seksie. Ludzie sie rozstaja wlasciwie w momencie jak milosc z tej pożądliwej(?), przechodzi na bratersko-przyjacielsko-bezwarunkową(czyli warunkową, bo sie znudziło).
Normalnie już tego czytac nie mogę. Ogarnij się wreszcie! To, że nie spotkałeś jeszcze tego kogoś, nie pokochałeś na 100% i ona w drugą stronę też, czyli prawdziwej miłości nie doświadczyłeś, to co ty kurde blaszka możesz wiedzieć? Jak można czegoś nie doświadczyć a już wiedzieć, że napewno nie? Taki mądry jesteś, a takie głupoty czasem piszesz.
Sa ludzie- to nie zart, ktorzy kochaja dzieci uposledzone, nawet cudze...
Sa ludzie, serio- ktorzy kochaja cale zycie jedna osobe...
Sa tacy, co z czasem kochaja coraz mocniej...
Sa tacy, co kochaja niezaleznie od spelnienia seksualnego...
Sa tacy, co kochaja mocniej od siebie....
I sa tacy, co sie " zauroczaja"... I znudzaja...
Jak wspominalam troska o dobro partnera, uwodzenie, i swiadomosc wlasnej wartosci na pewno sa w zwiazku wazne nawet po wielu latach..
Dlatego nie wchodze w " zwiazek" wole pokochac kogos, kto mnie pokocha, a jesli tak sie nie stanie, trudno, bedzie jak bylo- i tez dobrze...
Normalnie już tego czytac nie mogę. Ogarnij się wreszcie! To, że nie spotkałeś jeszcze tego kogoś, nie pokochałeś na 100% i ona w drugą stronę też, czyli prawdziwej miłości nie doświadczyłeś, to co ty kurde blaszka możesz wiedzieć? Jak można czegoś nie doświadczyć a już wiedzieć, że napewno nie? Taki mądry jesteś, a takie głupoty czasem piszesz.
To takie gadanie jak "nie oceniaj muzyki, jak nie skomponowałeś lepszej!!!". Słysze co słysze, widze co widze. Ludzie sie masowo w ten sposob rozstają i nie mow, ze nie bo ja mam milion przykładów potwierdzających moją teorie, a Ty - z jedną? A moze 10? Lecimy po większości. Masz inne zdanie to dobrze, buduje mnie to niezmiernie, bo wtedy na pewno "to coś" przyciągniesz i będe na pewno cieszył sie razem z Tobą.
Lovelka17 napisał/a:Normalnie już tego czytac nie mogę. Ogarnij się wreszcie! To, że nie spotkałeś jeszcze tego kogoś, nie pokochałeś na 100% i ona w drugą stronę też, czyli prawdziwej miłości nie doświadczyłeś, to co ty kurde blaszka możesz wiedzieć? Jak można czegoś nie doświadczyć a już wiedzieć, że napewno nie? Taki mądry jesteś, a takie głupoty czasem piszesz.
To takie gadanie jak "nie oceniaj muzyki, jak nie skomponowałeś lepszej!!!". Słysze co słysze, widze co widze. Ludzie sie masowo w ten sposob rozstają i nie mow, ze nie bo ja mam milion przykładów potwierdzających moją teorie, a Ty - z jedną? A moze 10? Lecimy po większości. Masz inne zdanie to dobrze, buduje mnie to niezmiernie, bo wtedy na pewno "to coś" przyciągniesz i będe na pewno cieszył sie razem z Tobą.
Twoje gadanie "nie słyszałem muzyki, ale napewno jest do doopy".
Sam się skazujesz na taki los.
Bo skupiasz się tylko na rozstaniach innych ludzi(a być może na swoim?) i nie zwracasz uwagi, że ludziom się UDAJE.
Ty ze swoim podejściem napewno niczego nie przyciągniesz. Przestań być wiecznym nieszczęśnikiem. A możę lepiej ci takim być, bo nie wymaga to zmiany, bo trzeba by się było wysilić żeby zmienić nastawienie.
Jak na razie jestes na tym samym etapie co ja w tym aspekcie i nawet nie masz iskierki nadziei, ze cos sie zmieni mimo ze jestes tak szalenie pozytywna, zdrowa i zadowolona.
Jak na razie jestes na tym samym etapie co ja w tym aspekcie i nawet nie masz iskierki nadziei, ze cos sie zmieni mimo ze jestes tak szalenie pozytywna, zdrowa i zadowolona.
Skąd wniosek, że jestem na tym samym etapie?
A właśnie, że mam!
Więc zmaluj z twarzy te wieczne niezadowolenie i się usmiechnij.
A od kiedy to wiekszosc ustala, co jest wlasciwe..
To, ze " wszyscy kradna" nie znaczy, ze Ty tez powinienes..
Chyba, ze zakladasz, ze wszyscy- i zvtakimi osobami sie zadajesz, bo ich zachowanie jest dla Ciebie zrozumiale.
No, i nie musisz zadawac sobievtrudu sprzeciwienia sie..
24 2014-09-11 22:46:26 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-11 22:49:20)
Trzeba mieć powód najpierw to raz, a dwa jakies podstawy. Jak masz to ok, widzisz - będe miał pierwszą pozytywną historię do kolekcji.
Wiekszosc nie ustala co jest właściwe, ale wiekszosc pokazuje rachunek prawdopodobienstwa czy cos sie udaje. Jak 9/10 przypadkow sie sypie to 1/10 jest wyjątkiem. Na wyjątkach nie ma co bazować, bo w taki sposob mozna nawet powiedziec, ze menel spod mostu moze stac sie gwiazdą hollywood jesli tylko chce. Realizm az do przesady.
Noo, wiesz, najlatwiej z rachunku prawdopodob. Ustalic , ze kazdy zwiazek sie rozpadnie po 2 latach,( bo tyle chyba ya chemia dziala), i z tym nastawieniem szukac " tymczasowej" partnerki. Nie przywiazujesz sie, nie cierpisz, i tak w kolko....
Pamietacie autora " mieczyka", ktory nie mogl znalezc " klasowej" dziewczyny?
I nie mogl zrozumiec, czemu, chociaz mu gary tlumaczyl jak krowie na miedzy..
To sie tyczy i Ciebie thepass, i mnie pewnie tez.....
I pewnie wiekszosci samotnych....
27 2014-09-11 22:54:23 Ostatnio edytowany przez Lovelka17 (2014-09-11 22:56:19)
Trzeba mieć powód najpierw to raz, a dwa jakies podstawy. Jak masz to ok, widzisz - będe miał pierwszą pozytywną historię do kolekcji.
Wiekszosc nie ustala co jest właściwe, ale wiekszosc pokazuje rachunek prawdopodobienstwa czy cos sie udaje. Jak 9/10 przypadkow sie sypie to 1/10 jest wyjątkiem. Na wyjątkach nie ma co bazować, bo w taki sposob mozna nawet powiedziec, ze menel spod mostu moze stac sie gwiazdą hollywood jesli tylko chce.
I znowu zrzęda się w tobie odzywa. Jak chcesz spotkac kogoś, mając takie nastawienie? Przecież na pewno przeczytałeś sobie w tych Twoich mądrych księgach, że nastawienie gra bardzo dużą rolę w relacjach, a skoro to wiesz, to po co robisz zupełnie odwrotnie? Żeby się do ciebie zniechęcali?
Ale to nie są wyjątki, tylko normalne przypadki, tylko ty myślisz, że to wyjatki.
A swoją drogą-potraktuj to jak wyzwanie, żeby zamieszać tam w tych twoich statystykach, a nie tylko myślisz o dołączeniu do nieszczęsnych rozwodników-samotników.
A jak już będziesz wiedział o czym piszesz to wtedy krytykuj, że nie ma, że tylko chamstwo na świecie i wykorzystywanie.
28 2014-09-11 23:03:02 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-11 23:06:09)
W NAJLEPIEJ dobranym związku znika po 2 latach. I tak ludzie wyznaczaja sobie rozne "terminy prob". Pierwszy 3 miesiace, pozniej 6, pozniej rok - faza trwalsza, pozniej 2 lata - ostatni motylek zdechł. Pozniej chyba 5 lat, czas "straszliwej rutyny". Pozniej lat 7 i 8, czyli "znacie sie jak łyse konie".
A prawda jest taka, ze te motylki czesto i w ogole sie nie pojawiaja (niektorzy do dzis nie wiedzą co to jest i smieszy ich takie okreslenie), a jak pojawiaja to czasem i po miesiacu znikają, wiec te 2 lata jako termin przydatnosci... niby umowne, niby ktos stwierdził to w badaniach (na pewno amerykanscy naukowcy), ale jesli motylki da sie rozbudzać manipulacjami i grą psychologiczną? Bo się da.
Lovelka a co Ty tak o mnie sie martwisz, ze mam kogos przyciagnac? Ciesz sie swoim szczesciem i brakiem nieszczesc. Nigdy na moim miejscu nie byłaś i nie będziesz. Chcesz to zrozumiesz, nie to nie. Dlatego sie ludzie rozstają, bo sie nie rozumieja i tak wlasnie "zniechęcają". Ja nikogo nie namawiam do zmiany zdania, a jesli juz to wlasnie np podpieram się chocby tym badaniem o rozwodach. Z roku na rok coraz wiecej i 1 powod - wypalenie, a jakby inaczej. Czemu nie napiszesz niczego na temat? Przeciez temat jest negatywny. Wypalenie zwiazku, kiedy sie wypala. Idealny temat do ukazywania tej ciemnej strony.
Ales Ty uparty..masz taki schemat:
Poznajesz, rozbudzasz motylki, inwestujesz w podtrzymanie motylkow, tracisz sily na to inwestowanie- motylki zdychaja, znow szukasz....
Moze zmien schemat?
Albo inaczej- Ty nie umiesz poznac takiej, ktora z czasem bedzie kochac mocniej..
Ja tez nie umiem , miec takiego faceta, jakiego chce...tylko ja uwazam, ze to we mnie problem...
A Ty uwazasz, ze we " wszystkich kobietach"...
31 2014-09-11 23:19:14 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-11 23:25:35)
Eee nie, to we mnie jest najwiekszy problem. Majac tamte relacje byłem 100x lepszy niz jestem dzis i 'mimo tego nic z tego', stąd takie nastawienie. Jedyna roznica taka, ze wiedziałem tak 100x mniej o tym wszystkim, jak to działa, jak coś zmieniać, co jest wazne itp Przeciez moje dziewczyny nie miały na czole napisane ile mają motylków i kiedy sie kończą, z jakiego powodu, w jakim czasie. Ja nawet nie zdazylem poznac czegos takiego jak rutyna, wiec nie jestem stwierdzic na 100% czy mi by to uwłaczało. I jesli to one ze mną zrywały to i tak moja wina, wiadoma sprawa. To jakby dzis nie miały zrywac? A kysz od dziada;d
oldo Ty to powinnas najlepiej rozumiec, bo troche juz przezylas i zobaczylas. Toż szczera i brutalna prawda jest taka, ze nie masz czegos co przyciaga mezczyzn, a ja nie mam co przyciaga kobiety. Tak jest i juz. Wszystko w jednym zdaniu. I ktos Ci jedyne co powiem to ZMIEN SIE. Ano zmieniaj , prosze bardzo;) Udało się? Komu sie udało? Badz sobą, też Ci powiedzą. Jestes i co sie dzieje? Ano nic. Badz szczery! Nie, bo jak szczery to tylko mowic to co ludzie chcą usłyszeć, inaczej wejdą w ruch negatywne emocje, odpychanie i zniechęcenie.
32 2014-09-11 23:23:59 Ostatnio edytowany przez Lovelka17 (2014-09-11 23:28:43)
W NAJLEPIEJ dobranym związku znika po 2 latach. I tak ludzie wyznaczaja sobie rozne "terminy prob". Pierwszy 3 miesiace, pozniej 6, pozniej rok - faza trwalsza, pozniej 2 lata - ostatni motylek zdechł. Pozniej chyba 5 lat, czas "straszliwej rutyny". Pozniej lat 7 i 8, czyli "znacie sie jak łyse konie".
A prawda jest taka, ze te motylki czesto i w ogole sie nie pojawiaja (niektorzy do dzis nie wiedzą co to jest i smieszy ich takie okreslenie), a jak pojawiaja to czasem i po miesiacu znikają, wiec te 2 lata jako termin przydatnosci... niby umowne, niby ktos stwierdził to w badaniach (na pewno amerykanscy naukowcy), ale jesli motylki da sie rozbudzać manipulacjami i grą psychologiczną? Bo się da.
Lovelka a co Ty tak o mnie sie martwisz, ze mam kogos przyciagnac? Ciesz sie swoim szczesciem i brakiem nieszczesc. Nigdy na moim miejscu nie byłaś i nie będziesz. Chcesz to zrozumiesz, nie to nie. Dlatego sie ludzie rozstają, bo sie nie rozumieja i tak wlasnie "zniechęcają". Ja nikogo nie namawiam do zmiany zdania, a jesli juz to wlasnie np podpieram się chocby tym badaniem o rozwodach. Z roku na rok coraz wiecej i 1 powod - wypalenie, a jakby inaczej. Czemu nie napiszesz niczego na temat? Przeciez temat jest negatywny. Wypalenie zwiazku, kiedy sie wypala. Idealny temat do ukazywania tej ciemnej strony.
W najlepiej dobranym związku, czyli takim prawdziwym, bez ściemy to się zmienia tylko uczucie z motylków w dojrzałe, ale to nie oznacza wypalenia.
Ano martwię się, nie mogę?
Własnie piszę na temat w tym momencie. Zaprzeczając twojemu myśleniu. Masz tam te swoje badania itp, itd, ale czy zawsze musisz sprowadzać do formy 'statystyki'? czy myślisz, że jak każdy patrzyłby na te zapiski średnich, to ludzie by się w ogóle ze sobą spotykali? nie spotykaliby się, sensu by nie było, bo zakładali by z góry, że to przecież się wypali, bo można nie być tymi 1/10, czy 5/10, czy niewazne z ilu tam.
a co do manipulacji i gry psychologicznej-to ty tak robisz rozumiem?
Eee nie, to we mnie jest najwiekszy problem. Majac tamte relacje byłem 100x lepszy niz jestem dzis i 'mimo tego nic z tego', stąd takie nastawienie. Jedyna roznica taka, ze wiedziałem tak 100x mniej o tym wszystkim, jak to działa, jak coś zmieniać, co jest wazne itp Przeciez moje dziewczyny nie miały na czole napisane ile mają motylków i kiedy sie kończą, z jakiego powodu, w jakim czasie. Ja nawet nie zdazylem poznac czegos takiego jak rutyna, wiec nie jestem stwierdzic na 100% czy mi by to uwłaczało. I jesli to one ze mną zrywały to i tak moja wina, wiadoma sprawa. To jakby dzis nie miały zrywac? A kysz od dziada;d
Kwestia nie w tym, czemu zrywaly, tylko jakie to byly dziewczyny...
Jak myslisz- jaka dziewczyne moze miec rozmowca dagano?
Czemu nie moze miec innej?
Jasne, ze kazdy tutaj ma swoje uprzedzenia...tylko to nie jest usprawiedliwienie dla biadolenia i nie zmieniania niczego...
Trzeba sie zastanowic po prostu, co zmienic, potem poznac sporo osob spelniajacych wymagania.( bo jedna, to nie wyznacznik)
To prowadzi do ciaglego myslenia co ze mna nie tak? Czego mi brakuje? Jakiej osoby pragnie ktos taki, na kogo mnie nie stac? I co moge zmienic, pozostajac w zgodzie ze soba?
Upierdliwe, ale w koncu czlowiek sie zmienia, dojrzewa.
Moze i tak nigdy z nikim sie nie zejde, ale i tak warto....
Pamietasz sytuacje u moich znajomych? Te z kolezanka i jej znajomymi... Dala mi sporo do myslenia, niezaleznie od tego, ze byla zenujaca...
34 2014-09-11 23:32:24 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-11 23:42:36)
Na temat to by było Lovelciu tak, że bys pisała, ze nie ma czegos takiego jak wypalenie i bys podwazala tego istnienie moze jakimis badaniami, albo doswiadczeniami.
Ludzie zawsze analizuja, bo jakby nie analizowali to nie byliby rozsądni. Jak chcesz skoczyc na bungee to myslisz co to da, ile kosztuje, jaki masz poziom strachu itp Jak jestes wyprany z emocji to tez niedobrze, ale kobiety powinny to najlatwiej zrozumiec. Jak skladasz podanie do pracy to myslisz, czy wyrobisz, czy to perspektywiczne, czy sie dostaniesz. To samo ze znajomosciami. Tam gdzie uczucia sie pojawiaja spontanicznie, w roznym momencie to jest cos czego sie nigdy nie analizuje, bo po prostu jest. Ja do znajomosci nie podchodze negatywnie jako takiej, ale juz do pojawienia sie uczuc tak. Ja sie skupiam na negatywnych tematach, ale to juz naprawde nie znaczy, ze ja o niczym pozytywnym nie mysle, nie marze i w nic nie wierze. Bardziej nie wiem, moze naukowo chce do tego podejsc. Masz nature, biologie, psychologie, badania, schematy, doswiadczenia. Na bajkach nie bazuje, a dla mnie to co nie widze jest bajką. Tak jak Missy powiedziała, że nie zna nikogo kto by na portalu znalazł 2 połówkę. I tez sie nie zgodziłem z tym negatywnym stwierdzeniem, bo sam znalazłem, a ze na krótko to co z tego.
oldo no ale wlasnie to by było wciaz szukanie akceptacji u kogos. Zmiany po to, by komus sie podobac, a nie uczucia za to kim sie jest. I co to byly za dziewczyny - na pewno inne niz takim jakim bym sie dzis spodobał. Bazowaly na tym co dobre, tak samo. O ten to taki pozytywny, otwarty, pewny siebie, towarzystki, zabawny i dlatego go pragne, z nim bede miała dobrze! A tu nagle załamanie i konczy się. Dlatego czy nie lepiej poznac kogos komu sie bedzie podobało w tej "złej wersji"? Wtedy ta pozytywna bedzie tylko plusem, a juz wiadomo ze negatywną akceptują.
Co do manipulacji i gry psychologicznej - kazdy robi, tylko nie kazdy umie nazwac te mechanizmy. Nawet głupia sprzeczka często jest grą na siły, przewagi. Osoba bardziej uległa uzna siebie winną, przeprosi i bedzie zakochana dluzej.
Widzisz- thepass, ja sie zmieniam..to nie tak, ze nikt mnie nie chce, dzis mialam 2 propozycje calkiem powazne ..ale nie byly to osoby, ktore mi odpowiadaly. Tak, szukam " ksieciunia" i mam wymagania, bo nie chce mi sie bawic w byleco..szkoda mojego poczucia wygody i komfortu dla " kogokolwiek"
Moze znow spotkam kogos, kogo uznam za wartego wywrocenia mojego swiata do gory nogami, moze nie, moze ten ktos mnie nie nie zechce- trudno, i tak bedzie warto....
Ty nie rozumiesz, że nie wszystko da się tylko analizowac na sucho i lecieć schematami. Uczucie, to są emocje, nie jakieś gotowanie obiadu. Tu się nie da wszystkiego zaplanować, przewidzieć, a ty tak robisz i to w negatywną stronę. I dlatego jesteś odbierany tak, a nie inaczej (piję tu oczywiście do dzisiejszej dyskusji z innego wątku, mam nadzieję, że wiesz której). Weź raz przestań testować, tylko zachowuj się spontanicznie, to zobaczysz zmianę.
post #33 sobie przeczytaj raz jeszcze.
Temat o wypaleniu wreszcie wypłynął, więc nie marudź jak stary dziadek.
Na poczatek, nauczylam sie odrzucac to co dla mnie nie jest korzystne, te relacje, ktore mi nie sluza, ktore sie na pewno rozleca, bo sa wymuszone.
Teraz ucze sie , czego moze oczekiwac taki mezczyzna jakiego chce.
I na ile moge spelnic te oczekiwania. To nie jest proste, bo kazdy ma yroche inne, i inaczej je wyraza..poza tym baaardzo rzadko kogos takiego spotykam..
Ty robisz tak: wiesz co " dziala " na kobiety, i tym oddzialujesz, wciaz tym samym, i wciaz masz takie same kobiety.( przynajmniej tak jestes odbierany tu)
To troche tak, jak moj znajomy, on uwazal, ze kobiety leca na kase, uzywal wypasionego auta, inwestowal..i kiedys sie mnie pyta- czemu zawsze trafia na materialistki...on tym innym nawet nie dal szans...
Jesli podjezdza " fura" i zaprasza " laske" na noc, to wiadomo, jaka sie zgodzi- i takich wybiera.
38 2014-09-12 00:19:32 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-12 00:20:30)
Uczucia to emocje, a wzbudzanie emocji da sie zaplanowac, jesli ma sie o tym pojecie i zna sie czuly punkt danej osoby (a ze ludzie sa prosci to maja wiele takich punktow wspolnych). Oczywiscie duzo latwiej jest wywolac negatywne emocje. Po prostu wyrażam zdanie jakie sobie wyrobiłem przez X lat, obserwacji i doswiadczen. Tego nie sposob zanegowac, bo to jest, czy było. oldo probujesz mi wcisnac, ze to ja wybieram sobie takie panny. Jak ja sobie wybiore, to mnie nie chce, lub chce na chwile. I czlowiek podupada pozniej widząc, że go nie stać na kogos z kim bedzie mozna bylo tworzyc cos trwałego. Jak mnie ktoras wybierze to chce poki sie nie zmienie (bo to ja kocham pozniej niz wczesniej, a one wolą mnie niedostępnego i ktory ma je gdzieś, one sie staraja wielce "zasłużyć" na moja milosc). Jakos tak to działa. I nie ma czegos takiego, ze mi panna powie - zmien to i to, a wtedy cie zechce, nie. Uczucia nie są logiczne, wiec jedyne co mozemy to gonic za stereotypowymi ideałami, albo sie cieszyc z własnej wyjatkowosci liczac, ze ktos nas kiedys zauwazy. I na nic ta cała wiedza, swiadomosc, kiedy widzisz co sie dzieje. Jedynie umiesz nazwac to poprawnie, ale zeby cos zmienic trzeba dotrzec do podstaw. Podstawą są geny i schemat wychowania w rodzinie i to jest naukowe wytłumaczenie, ale tez rownoczesnie usprawiedliwienie przed swiatem. Niektorzy mogą tym manipulowac, udawac, maskować, zatajać, ale swojej natury tej prawdziwej nie zmienia. I chca akceptacji w milosci tej najglebszej prawdy, a nie ze ktos wzbudził emocje jakims durnym kwiatkiem, żartem czy seksem. No i mamy wypalenie murowane.
Uczucia to emocje, a wzbudzanie emocji da sie zaplanowac, jesli ma sie o tym pojecie i zna sie czuly punkt danej osoby (a ze ludzie sa prosci to maja wiele takich punktow wspolnych). Oczywiscie duzo latwiej jest wywolac negatywne emocje. Po prostu wyrażam zdanie jakie sobie wyrobiłem przez X lat, obserwacji i doswiadczen. Tego nie sposob zanegowac, bo to jest, czy było. oldo probujesz mi wcisnac, ze to ja wybieram sobie takie panny. Jak ja sobie wybiore, to mnie nie chce, lub chce na chwile. I czlowiek podupada pozniej widząc, że go nie stać na kogos z kim bedzie mozna bylo tworzyc cos trwałego. Jak mnie ktoras wybierze to chce poki sie nie zmienie (bo to ja kocham pozniej niz wczesniej, a one wolą mnie niedostępnego i ktory ma je gdzieś, one sie staraja wielce "zasłużyć" na moja milosc). Jakos tak to działa. I nie ma czegos takiego, ze mi panna powie - zmien to i to, a wtedy cie zechce, nie. Uczucia nie są logiczne, wiec jedyne co mozemy to gonic za stereotypowymi ideałami, albo sie cieszyc z własnej wyjatkowosci liczac, ze ktos nas kiedys zauwazy. I na nic ta cała wiedza, swiadomosc, kiedy widzisz co sie dzieje. Jedynie umiesz nazwac to poprawnie, ale zeby cos zmienic trzeba dotrzec do podstaw. Podstawą są geny i schemat wychowania w rodzinie i to jest naukowe wytłumaczenie, ale tez rownoczesnie usprawiedliwienie przed swiatem. Niektorzy mogą tym manipulowac, udawac, maskować, zatajać, ale swojej natury tej prawdziwej nie zmienia. I chca akceptacji w milosci tej najglebszej prawdy, a nie ze ktos wzbudził emocje jakims durnym kwiatkiem, żartem czy seksem. No i mamy wypalenie murowane.
" jak ja sobie wybiore, to mnie nie zechce, lub chce na chwile", " podupada widzac, ze go NIE STAC na kogos, z kim bedzie mozna budowac cos trwalego", jak mnie ktoras wybierze"...
To jest to o czym mowie.
Zrobic tak, zeby bylo Cie bylo STAC na kogos, kogo TY wybierzesz, bo oceniasz, ze warto...
A jak to zrobic, to juz inna sprawa, nikt Ci nie powie,bo kazdy oceni po sobie., a wiadomo...wiekszosc...:-\
No, koleczko sie zatacza. Nie mowie wiec, ze nie ma "lepszych połączeń", ale sa jednostronne. I niby cos mozesz zmienic, ale nie wiesz co. Niby wzbudzic emocje mozna grą, ale na chwile. Podstaw jednak nie zmienisz, bo ja jednak wierze w cos takiego jak selekcje naturalna. Slabe jednostki sie nie rozmnazaja, tylko gina w przyrodzie zazwyczaj zdominowane przez te alfa. Geny determinuja atrakcyjnosc i fizyczna i psychiczna, bo to wspolgra ze soba. Jedni maja predyspozycje do slabosci i chorob od urodzenia, drudzy sa zdrowi i silni przez wiele lat i co najwyzej sami sobie moga zepsuc to wszystko. Tak jak mozna zmarnowac talent, ale nie mozna nabyc go. Mozna tylko miec ciezka prace, ale ktora nie zawsze przyniesie efekt. Reszta to roszczenia, ktore np dadza lepsze zycie, ale uczuc nie wzbudzą. Przeciez mi kobieta nie powie, ze miej samochod to sie w tobie bujne;)
No, koleczko sie zatacza. Nie mowie wiec, ze nie ma "lepszych połączeń", ale sa jednostronne. I niby cos mozesz zmienic, ale nie wiesz co. Niby wzbudzic emocje mozna grą, ale na chwile. Podstaw jednak nie zmienisz, bo ja jednak wierze w cos takiego jak selekcje naturalna. Slabe jednostki sie nie rozmnazaja, tylko gina w przyrodzie zazwyczaj zdominowane przez te alfa. Geny determinuja atrakcyjnosc i fizyczna i psychiczna, bo to wspolgra ze soba. Jedni maja predyspozycje do slabosci i chorob od urodzenia, drudzy sa zdrowi i silni przez wiele lat i co najwyzej sami sobie moga zepsuc to wszystko. Tak jak mozna zmarnowac talent, ale nie mozna nabyc go. Mozna tylko miec ciezka prace, ale ktora nie zawsze przyniesie efekt. Reszta to roszczenia, ktore np dadza lepsze zycie, ale uczuc nie wzbudzą. Przeciez mi kobieta nie powie, ze miej samochod to sie w tobie bujne;)
Czy Ty masz swiadomosc jap pieprzysz??
I pisze to z cala sympatia sympatia dla pieprzenia...
Poczytaj, to- jak bedziesz mial samochod, to sie w tobie bujne( szukasz blachary na krotko, i masz)
A czym zaiponujesz kobiecie, ktora sie nie " buja", bo jak sie buja, to sie i odbuja...?
A Tobie zalezy na stalosci- czyli, co imponuje kobietom stalym emocjonalnie?
Co takiego mozesz jej zaoferowac, zeby wybrala Ciebie na reszte zycia?, zeby trwale pokochala...
42 2014-09-12 00:49:46 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-12 00:55:18)
Dlatego napisałem to w kategorii absurdu. Myslalem, ze to czuc. Dla samych trwalosci mozna dac tylko siebie, swoje emocje, swoje wartosci, cos co by ją uzupełniało, ona mnie. Tak to widze w duzym uproszczeniu. Moze inaczej, cos czego nie widac na 1 rzut oka i nie jest to tak latwo okreslic.
Dlatego napisałem to w kategorii absurdu. Myslalem, ze to czuc. Dla samych trwalosci mozna dac tylko siebie, swoje emocje, swoje wartosci, cos co by ją uzupełniało, ona mnie. Tak to widze w duzym uproszczeniu.
Nie- mylisz sie. Dla trwalosci trzeba znalezc kogos, kto pokochuje trwale , no i jeszcze Ci odpowiada.
Zobacz ile tu na fgorum kobiet, ktore kochaja trwale " mimo wszystko", one nie kochaja za to, ze sa zle traktowane, one po prostu kochaja trwale, a sa tu, bo maja problem, jakby nie mialy meza z odchylami, to bys ich tu nie poxnal...myslisz, ze wszystkie sa glupie, brzydkie i z syndromem ofiary?
Nie, po prostu te szczesliwe w zwiazkach tu nie pisza, bo nie maja o czym.
Stabilnosc uczuciowa to cecha, jak kazda inna.
Tylko pytanie- czemu Ciebie nie stac na taka? Moze dlatego, ze " bajerujesz" i zdobywasz tylko amatorki bajeru?
Pisalam tu o moim bylym, sprzed 20 lat.
Byl ze mna 3 lata, ale ja za malo " rozrywkowa" bylam, probowal manipulowac, i pewnego dnia juz nie mial gdzie wracac...
Potem znalazl sobie panne idealna- taka " wyluzowana"- zaczynala znajomosc od spontanicznego seksu. Nie tylko z nim, brudas z niej byl i rogi mu przyprawila do nieba.
Po zwiazku ze mna, wydawalo mu sie, ze ona taka otwarta wyjatkowo, tylko dla niego., bo kobiety nie zdradzaja-takie przekonanie.
Dal sobie czas, pomyslal, i poznal stabilna osobe, sa ze soba..hmmm, jakies 13 lat, teraz im sie syn urodzil.
On jej nie wykiwa, ona jego tez nie.
Po prostu zmienil target zgodnie ze swoimi oczekiwaniami.
Szukal takiej osoby, ktora spelniasla jego wymagania. Odpowiadala oczekiwaniom.
Da sie.
A propos adoratorow portalowych...
Dzis poznalam leniwca kanapowego...
Poszukiwacza kandydatki na mame dla dzieci...( 43 lata)
I pana, ktory wraca jak pijany do plota, do tego, co on posiada( stadnina itp.)
Wszyscy to odrzutu.
1- przystawka do pilota- jak mu powiem, ze u mnie w domu niema miejsca na TV, sam odpadnie wyzywajac mnie od " wiedzm"
2- no, na dzieci, to ja sie nabrac nie dam. A jesli koles takie deklaracje sklada w pierwszej rozmowie, to ja Cie prosze...
3- nie daje sie z niego wyluskac nic ponad to, ze " co to on nie posiada", i szuka " normalnosci", plyta mu sie zaciela, jak Tobie na motylkach...nie pogadamy. Dla mnie koles niema NIC do zaoferowania...
PS odezwal sie staryvznajomy sprzed pol roku...hmmmm, ten jest ciekawy, 45 lat, wygledny, nieglupi i z polotem...stabilny...nie dla mnie- mnie nie chce, ale poznac mozna....nigdy nic nie wiadomo, ja mam kolezanki, on kolegow. Tylko to taki typ, co mi dal dostep do wszystkich swoich danych, ale na drugie spotkanie nie dotarl- uciekl..( to inna bajka)..
45 2014-09-12 01:14:40 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-12 01:32:14)
Uwierz mi, ze nie "bajeruje" amatorek bajeru, bo one nawet na mnie nie spojrzą, a ja z nimi nie umiem rozmawiac bo to w ogole inny poziom komunikacji (komus z forum wyslalem przyklady rozmow z takim typem kobiet, wygladaja naprawde dobrze, ale gadka poziom rynsztoku). Jestem dla nich zbyt złożony. Te o ktorych mowie przynajmniej mi sie wydaja inteligentne, z horyzontami. One nie wiedzą często nawet czym jest flirt i zapieraja sie, ze tego nie robią, a robią (bo przeciez rozmawiaja ze mna i czuje to). Jesli przede mna ta moja dziewczyna miała zwiazek kilkuletni to czy ona nie umie kochac trwale? Tez na to w jej metryce spojrzalem. Miala powazny zwiazek, teraz ja jestem "lepszy" i ze mna chce byc, wiec mowie sobie - wiedzaca czego chce, konkretna, stabilna. Zyc nie umierac. Poprzednia miala tylko jeden roczny zwiazek, wiec tu akurat słabo. Wczesniej to juz nastoletnie czasy, więc nie wiadomo ktora jest jaka. Z reszta nie mialy okazji miec zbyt wielu doswiadczen w dlugotrwalych relacjach, wiec na czole nie maja napisane czy umieja kochać. Za to umieja mowic, ze sie beda starac i naprawiac, a nie wyrzucac, bo marzą o takiej relacji. No i aktualnie mysle tez wybieram calkiem fajne dziewczyny, ktore choc niestety czasem podejrzewaja ze sprawdzam na nich jakies schematy, ale raczej nie lubują się w tego typu zabawach. I jesli juz to ja im nie pasuje, a nie na odwrot. Target uwazam wiec za ok, tylko "nie stać mnie". Poza tym pomysl sobie. Te ktore naprawde sa zdrowe i umieja kochac - juz sa pozajmowane. Inne sa albo niesprawdzone, albo po prostu maja inne cele. A jak niesprawdzone to ktos musi to zobaczyc. Jak nie wyjdzie to latwo powiedziec - nie ze nie umiemy kochac, ale ze nie pasujemy do siebie. I tak w kolko.
Dobra nie ma co drazyc, spytam na mailu.
Nie koniecznie pozajmowane- po prostu malo ich...
Takich ktorymi jestem zainteresowana jest malo....jeden na baaardzo wielu...
I widzisz, tu sie zgina- na co Cie stac. Mnie zreszta tez...
Bo, to, ze ilustam mnie chce, to co? Jesli nie chce ten, ktorego chce ja?
To wciaz nie ja wybieram to co JA chce, tylko biore z tych, co chca mnie, a to zasadnicza roznica.
To nie ja stwarzam swoje mozliwosci, nie jestem kreatorem swojego losu., moge tylko wybierac z tych, co juz sie na mnie zdecydowali...
Poza tym mnie trudniej- jestem starsza, rodziny nie zaloze, i wybor mniejszy panow w moim wieku..
Tobie latwiej, jestes mlodszy...
Tylko musisz zamiast powtarzac komunaly , zmienic metody, zmienic siebie.
Podam Ci przyklad- tej sytuacji u kolezanki, jeszcze rok temu, ten facet moglby mnie naciagnac na zwierzenia, zdominowac, i czulabym sie z tym zle.
Dzis on mi nie podskoczy, i mojej kolezance przy mnie tez sie nie odwazy.
On zrobi, to co ja chce, a nie odwrotnie.
Uwierz mi, ze nie "bajeruje" amatorek bajeru, bo one nawet na mnie nie spojrzą, a ja z nimi nie umiem rozmawiac bo to w ogole inny poziom komunikacji (komus z forum wyslalem przyklady rozmow z takim typem kobiet, wygladaja naprawde dobrze, ale gadka poziom rynsztoku). Jestem dla nich zbyt złożony. Te o ktorych mowie przynajmniej mi sie wydaja inteligentne, z horyzontami. One nie wiedzą często nawet czym jest flirt i zapieraja sie, ze tego nie robią, a robią (bo przeciez rozmawiaja ze mna i czuje to). Jesli przede mna ta moja dziewczyna miała zwiazek kilkuletni to czy ona nie umie kochac trwale? Tez na to w jej metryce spojrzalem. Miala powazny zwiazek, teraz ja jestem "lepszy" i ze mna chce byc, wiec mowie sobie - wiedzaca czego chce, konkretna, stabilna. Zyc nie umierac. Poprzednia miala tylko jeden roczny zwiazek, wiec tu akurat słabo. Wczesniej to juz nastoletnie czasy, więc nie wiadomo ktora jest jaka. Z reszta nie mialy okazji miec zbyt wielu doswiadczen w dlugotrwalych relacjach, wiec na czole nie maja napisane czy umieja kochać. Za to umieja mowic, ze sie beda starac i naprawiac, a nie wyrzucac, bo marzą o takiej relacji. No i aktualnie mysle tez wybieram calkiem fajne dziewczyny, ktore choc niestety czasem podejrzewaja ze sprawdzam na nich jakies schematy, ale raczej nie lubują się w tego typu zabawach. I jesli juz to ja im nie pasuje, a nie na odwrot. Target uwazam wiec za ok, tylko "nie stać mnie". Poza tym pomysl sobie. Te ktore naprawde sa zdrowe i umieja kochac - juz sa pozajmowane. Inne sa albo niesprawdzone, albo po prostu maja inne cele. A jak niesprawdzone to ktos musi to zobaczyc. Jak nie wyjdzie to latwo powiedziec - nie ze nie umiemy kochac, ale ze nie pasujemy do siebie. I tak w kolko.
Ale to nie polega na " sprawdzaniu", tylko na postrzeganiu., zeby w rozmowie, kontakcie wiedziec, jaka to jest osoba, i czego mozesz sie po niej spodziewac...
48 2014-09-12 01:33:40 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-12 01:36:06)
Sprawdzam właśnie, bo one duzo inwestuja, wydaja sie ok. Pozniej zaczyna sie mowienie jednego,a robienie drugiego. Mamy rozdzwiek i nie wiadomo o co chodzi. Słowa nic nie znaczą, przynajmniej nie dla nich. Czyny - moze tu jakas filtracja by sie przydała. Z reszta ile mozna tak odbiegac od tematow, to mialo byc o samych wypaleniach.
Sprawdzam właśnie, bo one duzo inwestuja, wydaja sie ok. Pozniej zaczyna sie mowienie jednego,a robienie drugiego. Mamy rozdzwiek i nie wiadomo o co chodzi. Słowa nic nie znaczą, przynajmniej nie dla nich. Czyny - moze tu jakas filtracja by sie przydała.
Jesli mowia co innego, niz robia, to juz do odstrzalu...
Ty lepiej pomysl, czego moze chciec taka, jaka ty chcesz- czego Ci brakuje, czemu Cie nie stac.
Bo u mnie to jest kluczowe...jesli trafie w to cos, to taka osoba sama sie " przyklei", nie ominie mnie...( albo nie odepchnie)
Bo na pospolite metody, to sie lapia pospolite ryby....
Jak chcesz cos nietuzinkowego, to musisz uzyc nietuzinkowych metod...a wtedy sie po prostu zlapie..
Rozmawiajcie dalej, dobrze się czyta ![]()
Wątek by sam się wypalił, więc sobie nie przeszkadzajcie ![]()
Rozmawiajcie dalej, dobrze się czyta
Wątek by sam się wypalił, więc sobie nie przeszkadzajcie
A wlasnie mialam niezdrowo nazrec sie na noc i isc spac...
A tu zabawe bym czytelnikom popsula.. :-) :-)
czego Ci brakuje
No ja wiem czego, wszystkiego
I tym miłym akcentem...
oldorando napisał/a:czego Ci brakuje
No ja wiem czego, wszystkiego
I tym miłym akcentem...
Leee, a ja myslalam, ze dotrzymasz mi towarzystwa przy jedzeniu...
A propos- wiecie, ze podobno, czlowiek taki jest w seksie jak przy stole?
I obserwacje to potwierdzaja...
oldorando napisał/a:czego Ci brakuje
No ja wiem czego, wszystkiego
I tym miłym akcentem...
I znowu " pitolisz", bo jak wszystkiego, to niczego- nie mozesz miec za malo przeciwstawnych cech..to logiczne :-)
55 2014-09-12 01:53:36 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-12 01:55:30)
Jak szybko wpieprzasz, to zasuwasz tyłkiem jak królik? (wyobraznie miec trzeba)
Pewnie ta sama zasada tyczy tanca i rozanca.
Nie do konca. Nie moge sie logicznie z tym zgodzic, ponieważ iż może brakować często kilku złych cech i kilku dobrych, w zaleznosci od sytuacji.
Raz pokazac te złe cechy, a raz dobre. W kazdej mozna byc "nie wystarczającym".
To nie tak- to tak, jak z tymi trzema dzisiejszymi z portalu:
Jestem przekonana, ze inna kobieta by sie na ktoregos skusila.
Oni po prostu uparli sie podrywac mnie na " zanete" , ktorej ja nie " biore", wiec odpadaja...
Jesli uwypuklisz- pokazesz cos, co zrazi taka osobe, to juz nie masz drugiej szansy...
I odpusc sobie projekcje mojej kolacji...bo Ci " klaskanie jedna dlonia wyjdzie"
Powiem tyle, ze nie wspomnialabym o tym nikomu, kto widzial, jak jem.
Po prostu polecam poddac zjawisko wlasnej obserwacji ;-)
Jak szybko wpieprzasz, to zasuwasz tyłkiem jak królik? (wyobraznie miec trzeba)
Pewnie ta sama zasada tyczy tanca i rozanca.Nie do konca. Nie moge sie logicznie z tym zgodzic, ponieważ iż może brakować często kilku złych cech i kilku dobrych, w zaleznosci od sytuacji.
Raz pokazac te złe cechy, a raz dobre. W kazdej mozna byc "nie wystarczającym".
Witam Was mili dyskutanci z rana! Stwierdzam, że dyskusja jest przebojowa! I jeszcze z wątkami humorystycznymi, co dodaje jej "uroku"! Żeby nie Lovelka, która co i rusz wtrąca parę słów krytyki /choć z racji wieku doświadczenia nie ma dużego, a o wypaleniu uczuć po latach cóż może wiedzieć../ to jeszcze ciekawiej by się czytało. Wcześniej, w swoim poście pytałam, co robić jak po kilkudziesięciu /!/ latach, znika /z różnych przyczyn/ uczucie do partnera /małżonka/. Czy warto tkwić w takim związku, tylko dlatego by nie zostać samotnym? Dodam jeszcze, że seks w takim związku od kilku lat nie istnieje, a osobie która nic już do partnera nie czuje, wygasło w niej również pożądanie. Na myśl o zbliżeniu czuje niechęć.. Sytuacja ta nasiliła się bardzo po pewnym incydencie, gdzie małżonek użył przemocy fizycznej /nie pierwszy już raz!/ i to z błahego powodu. Kiedyś osoby te pobrały się z wielkiej miłości! Lecz przez lata były najróżniejsze sytuacje, które powodowały zabijanie tego pięknego uczucia. Może Thepass mi odpowie? Bo uważam że Jego posty zasługują na wyróżnienie i pochwałę! :-)
......w moim przypadku mój ex miał setki powodów, aby mnie krytykować i odtrącać.... wpędzał w poczucie winy... zamykał się w sobie i odgradzał się barierami których ja nie mogłam przejść....jednocześnie był moim najlepszym przyjacielem i osobą która była przy mnie w bardzo ciężkich chwilach życia...jednak znudziłam go, nie fascynowałam ...odkochał się.....tak było, poznałam kogoś kogo naprawdę pokochałam i kto pokochał mnie, tak mi się zdawało...traktowałam ten związek zawsze poważnie, bardzo dobrze nam się układało, było zaufanie, przyjaźń...myślałam , że jesteśmy dla siebie stworzeni.....wkradła się jakaś monotonia, a o miłość zawsze trzeba dbać....nie podjęliśmy żadnej decyzji, żadnego małego kroczku do przodu, chociaż wspólne zamieszkanie.... ja nie chciałam nic wymuszać, zresztą on tego nie lubił....nic złego się nie działo........ znudziłam mu się? ...dla mnie byliśmy idealną parą....on się wypalił w środku?...rozstawaliśmy się, ja po przeanalizowaniu chciałam być lepsza dla niego przekonywałam do ratowania związku...chciałam z nim zamieszkać i zobaczyć czy będzie nam to pasowało...co ciekawe o tym że on chciał tego samego dowiedziałam się przy rozstaniu... te sprzeczne sygnały ...czyny które pokazują,że kocha i słowa które tak bardzo deprecjonowały mnie w związku...ranił,krytykował,był skryty...urazy i pretensje.....
thepass napisał/a:Jak szybko wpieprzasz, to zasuwasz tyłkiem jak królik? (wyobraznie miec trzeba)
Pewnie ta sama zasada tyczy tanca i rozanca.Nie do konca. Nie moge sie logicznie z tym zgodzic, ponieważ iż może brakować często kilku złych cech i kilku dobrych, w zaleznosci od sytuacji.
Raz pokazac te złe cechy, a raz dobre. W kazdej mozna byc "nie wystarczającym".Witam Was mili dyskutanci z rana! Stwierdzam, że dyskusja jest przebojowa! I jeszcze z wątkami humorystycznymi, co dodaje jej "uroku"! Żeby nie Lovelka, która co i rusz wtrąca parę słów krytyki /choć z racji wieku doświadczenia nie ma dużego, a o wypaleniu uczuć po latach cóż może wiedzieć../ to jeszcze ciekawiej by się czytało. Wcześniej, w swoim poście pytałam, co robić jak po kilkudziesięciu /!/ latach, znika /z różnych przyczyn/ uczucie do partnera /małżonka/. Czy warto tkwić w takim związku, tylko dlatego by nie zostać samotnym? Dodam jeszcze, że seks w takim związku od kilku lat nie istnieje, a osobie która nic już do partnera nie czuje, wygasło w niej również pożądanie. Na myśl o zbliżeniu czuje niechęć.. Sytuacja ta nasiliła się bardzo po pewnym incydencie, gdzie małżonek użył przemocy fizycznej /nie pierwszy już raz!/ i to z błahego powodu. Kiedyś osoby te pobrały się z wielkiej miłości! Lecz przez lata były najróżniejsze sytuacje, które powodowały zabijanie tego pięknego uczucia. Może Thepass mi odpowie? Bo uważam że Jego posty zasługują na wyróżnienie i pochwałę! :-)
Jak zdążyłaś zauważyć, to jest to forum i każdy ma prawo do wypowiedzi i swojej oceny.
Poza tym gdybyś znała całą sytuację, to wiedziałabyć dlaczego tak piszę, a ponieważ nie znasz, to proszę nie wypowiadaj się na mój temat ![]()
60 2014-09-12 14:02:34 Ostatnio edytowany przez arleta.b1 (2014-09-12 14:06:42)
Lovelka, czy znam temat, czy nie, to chyba raczej ja wiem najlepiej. I właśnie, powtórzę Twoje słowa : każdy ma tu prawo do wypowiedzi, więc i ja również! Ale spoko, więcej na Twój temat nie wspomnę.
Witam Was mili dyskutanci z rana! Stwierdzam, że dyskusja jest przebojowa! I jeszcze z wątkami humorystycznymi, co dodaje jej "uroku"! Żeby nie Lovelka, która co i rusz wtrąca parę słów krytyki /choć z racji wieku doświadczenia nie ma dużego, a o wypaleniu uczuć po latach cóż może wiedzieć../ to jeszcze ciekawiej by się czytało. Wcześniej, w swoim poście pytałam, co robić jak po kilkudziesięciu /!/ latach, znika /z różnych przyczyn/ uczucie do partnera /małżonka/. Czy warto tkwić w takim związku, tylko dlatego by nie zostać samotnym? Dodam jeszcze, że seks w takim związku od kilku lat nie istnieje, a osobie która nic już do partnera nie czuje, wygasło w niej również pożądanie. Na myśl o zbliżeniu czuje niechęć.. Sytuacja ta nasiliła się bardzo po pewnym incydencie, gdzie małżonek użył przemocy fizycznej /nie pierwszy już raz!/ i to z błahego powodu. Kiedyś osoby te pobrały się z wielkiej miłości! Lecz przez lata były najróżniejsze sytuacje, które powodowały zabijanie tego pięknego uczucia. Może Thepass mi odpowie? Bo uważam że Jego posty zasługują na wyróżnienie i pochwałę! :-)
Arleciu nie jestem przekonany czy satysfakcjonują Cię krótkie i wyraźne odpowiedzi, ale odpowiedź brzmi - że sensu w tym nie ma już od dawna. I tak według mnie jest to samotność, mimo że teoretycznie ktoś jest. To ja też mam brud za paznokciem i niezbyt jest mi on potrzebny. Ba, nawet przeszkadza. Relacja miedzy ludzmi zawsze ma kilka szczebli, od komunikacji różnego typu, po zrozumienie, cele i koncząc na tym pożądaniu. Pytanie czy jest tu na czym bazować nie licząc samotności? Jak widzę też budze nadal skrajne emocje, ale dziekuje i była to budująca zachęta. Co do Lovelki to po prostu nie została jeszcze zepchnięta w wir rozczarowań, czy braku perspektyw i stąd takie reakcje. Ja ją całkowicie rozumiem, bo to kobieta nerwowa i ciekawska, więc chce mnie ustawić też do pionu i może się jej to uda, jeśli ma silniejszy charakter i silniejsze pozytywne emocje od moich negatywnych. No to chyba tyle i czas iść bo burza, czy to w pogodzie czy na forum ![]()
Thepass, dziękuję za odpowiedź :-) U mnie burzy narazie nie ma i mam nadzieję że ładna aura nadal się utrzyma! I tu na forum również. :-)
Co do Lovelki to po prostu nie została jeszcze zepchnięta w wir rozczarowań, czy braku perspektyw i stąd takie reakcje. Ja ją całkowicie rozumiem, bo to kobieta nerwowa i ciekawska, więc chce mnie ustawić też do pionu i może się jej to uda, jeśli ma silniejszy charakter i silniejsze pozytywne emocje od moich negatywnych. No to chyba tyle i czas iść bo burza, czy to w pogodzie czy na forum
Uwierz mi, doświadczyłam rozczarowania, tylko to kwestia podejścia, jak sobie z nim poradzisz.
Jesteś na dobrej drodze ![]()
nerwowa?ciekawska? jejuuuuu.... no nie mógłbys napisać, że raczej emocjonalna? i dociekliwa?-lepiej by zabrzmiało ![]()
64 2014-09-12 21:44:01 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-12 21:45:55)
To co pisze nie ma brzmieć dobrze, bo to nie muzyka:P
Nie wątpie, ze doswiadczylas rozczarowania, nikt tego nie neguje. Problem jest głębszy, "wir", brak perspektyw. Do pewnego czasu też miałem podejscie nader optymistyczne, nie miałem w słowniku słowa rozczarowanie, a szybkie zamkniecie pewnego etapu zycia - czym oczywiscie takze dziwiłem ludzi skąd to mam. Miałem bo spadałem na 4 łapy przy każdej takiej sytuacji i widziało się co będzie dalej. Dziś te łapy troche straciły na gibkości i przegląd pola uległ zawężeniu. Coś tam o tym wiesz, ale na dobrej drodze to może będe w październiku
You know.
Jakbym napisał kobieta emocjonalna to tak jakbym napisał niebieskie niebo albo kolorowa tęcza:P
To co pisze nie ma brzmieć dobrze, bo to nie muzyka:P
Nie wątpie, ze doswiadczylas rozczarowania, nikt tego nie neguje. Problem jest głębszy, "wir", brak perspektyw. Do pewnego czasu też miałem podejscie nader optymistyczne, nie miałem w słowniku słowa rozczarowanie, a szybkie zamkniecie pewnego etapu zycia - czym oczywiscie takze dziwiłem ludzi skąd to mam. Miałem bo spadałem na 4 łapy przy każdej takiej sytuacji i widziało się co będzie dalej. Dziś te łapy troche straciły na gibkości i przegląd pola uległ zawężeniu. Coś tam o tym wiesz, ale na dobrej drodze to może będe w październikuYou know.
Jakbym napisał kobieta emocjonalna to tak jakbym napisał niebieskie niebo albo kolorowa tęcza:P
Alez z ciebie dowcipniś, no no ![]()
A skoro tylko do października masz być zrzędliwy, to jakoś wytrzymam ;P