Kiedy pieniądze niszczą związek ... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kiedy pieniądze niszczą związek ...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 49 ]

1 Ostatnio edytowany przez tajemnicza90 (2019-12-14 16:46:04)

Temat: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

Mam 25 lat. Od 10 lat jestem z facetem, poznaliśmy się jak miałam 15 lat. Teraz mieszkamy razem za granica, w UK. Mam bardzo dobrą pracę, żyjemy na dosyć wysokim poziomie. Jest tylko jeden problem ... nie układa nam się, a ja nie mam dokąd wrócić w razie czego gdybyśmy się rozstali. W moim rodzinnym domu mieszka chora psychicznie matka razem z babcia i dziadkiem, która nigdy nie dawała my żyć.  Przez wiele lat męczyłam się w tym chorym domu. To mój facet mnie z tego wyciągnął i przez te lata byłam w prawdziwym raju, z daleka od tego piekla, a za niedługo może to wrócić. Bez niego nie mam nic. Pracy, mieszkania, wsparcia. Będę musiała wracać do Polski.
My po prostu do siebie nie pasujemy. Mamy inne plany na życie ... prawda jest taka, ze ja jestem niedojrzała i nie mam żadnych planów. Nie umiem dojrzeć, to jest mój największy problem. Jesteśmy zaręczeni, on nie chce brać ślubu, bo twierdzi, ze dzisiaj ślub już nic nie znaczy i dla niego zaręczyny znaczą więcej, tak powiedział. Ja nie chce brać ślubu, bo mam za dużo obaw- boje się, ze się rozstaniemy i będę  musiała brać rozwód latać po sadach.
Juz Wam mówię o sprawie która najbardziej nas poróżniła. Chodzi o kredyt na dom. On nie chce ślubu i chce wziąć kredyt sam. Powiedział, ze ja mam wszystko gdzieś i on sam zarobi. Chce zmienić prace, bo mówi, ze w tej za dużo nie odłoży. On zarabia 8 tysięcy, a ja 4. Oddaje mu na życie i zostają mi 3. Z tego odkładam 800 zł na wakacje (umówiliśmy sie, ze zawsze odkładamy na wakacje) i 800 na oszczędności(na dom). Zostaje mi 1400 zł i ta kasę wydaje na siebie, na swoje „...y” i on ma o to problem. Mówi, ze ja mam wszystko gdzieś, ze wydaje za dużo, ze on tylko 400 zł na siebie wydaje, a resztę odkłada, a ja do niego, ze może więcej odłożyć, bo więcej zarabia. On oczekuje, ze ja będę odkładać cała swoją wypłatę jak on zarabia jeszcze raz tyle. Ja tez chce mieć coś ze swoich pieniędzy, a nie wszystko odkladac. I tu jest ten problem, bo zaczęliśmy się kłócić o pieniądze. I ja czuje , ze coraz bardziej się od siebie oddalamy. Nie rozumiemy się w ogóle. Ja nie chce odkładać całej swojej wypłaty i on ma do mnie o to pretensje, ze kupuje sobie jakieś drogie torebki itp. Kupuje ze swojej kasy. A poza tym daje mu kasę na życie, odkładam na wspólne wakacje i odkładam jeszcze na oszczędności, wiec o co chodzi ? Dzisiaj zrobił mi awanturę w sklepie jak chciałam kupić sobie kosmetyczkę za 100 zł i się pokłóciliśmy.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2019-12-14 16:56:41)

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
tajemnicza90 napisał/a:


Juz Wam mówię o sprawie która najbardziej nas poróżniła. Chodzi o kredyt na dom. On nie chce ślubu i chce wziąć kredyt sam. Powiedział, ze ja mam wszystko gdzieś i on sam zarobi. Chce zmienić prace, bo mówi, ze w tej za dużo nie odłoży.

Nie jest przypadkiem tak, że twoj partner chce kupić dom na siebie, a spłacać go z pieniędzy waszych wspólnych? Kiedy nie będziecie małżeństwem, to zawsze ten dom będzie jego, a ty nie będziesz miala do niego żadnych praw, chocbyś nie wiem jak oszczędzała i pomagała mu ten dom spłacać. Powinniście jasno okreslić co jest jego a co twoje i twardo się tego trzymać. Jesli pracujesz i chcesz wydawać swoje pieniądze, to on nie powinien ci niczego zabraniać. Inna sprawa, to że sama powinnas oszczędzać, aby mieć coś na wypadek, gdybyś nagle musiała np. wynająć mieszkanie.
To po pierwsze, a po drugie - co znaczy, że bez niego nie masz pracy, mieszkania niczego i musiałabys wracac do Polski? On chyba nie jest twoim pracodawcą, czy jak to wygląda?

3 Ostatnio edytowany przez tajemnicza90 (2019-12-14 17:08:22)

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

No on chce wziąć kredyt sam i sam go spłacać, bo twiedzi, ze on więcej jest w stanie zarobić, a moje odkładanie po 800 zł miesięcznie nic nie da. Mówił, ze musiałabym zmienić prace na cały etat i odkładać miesięcznie cała wypłatę.
On w przyszłym roku zmienia prace i chce zacząć odkładać jeszcze wiecej.

Mam na myśli to, ze nie jestem w stanie żyć bez faceta. Nie wyobrażam sobie życia w samotności. A druga sprawa, samemu jest ciężej się utrzymać.
Możecie nazywać mnie jak chcecie, ale tak. Jestem niedojrzała i niesamodzielna. Bez faceta bym zginęła, wiec mam problem.
A nie wiem jak długo jeszcze będziemy ze sobą, bo za bardzo się różnimy w kwestiach finansowych. Jeżeli chodzi o charakter to tez, ale to już wypracowaliśmy. Po prostu widzę, ze ciagle kłócimy się o pieniądze, a teraz już konkretniej o ten kredyt na dom, bo on chce brać kredyt na siebie, nie biorąc ślubu. I jak on to sobie wyobraża ? Chce niby tworzyć wspólnotę, a myśli o swojej przyszłości. Bierze kredyt sam na siebie i będzie budował SWÓJ dom

4

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
tajemnicza90 napisał/a:

No on chce wziąć kredyt sam i sam go spłacać, bo twiedzi, ze on więcej jest w stanie zarobić, a moje odkładanie po 800 zł miesięcznie nic nie da. Mówił, ze musiałabym zmienić prace na cały etat i odkładać miesięcznie cała wypłatę.
On w przyszłym roku zmienia prace i chce zacząć odkładać jeszcze wiecej.

Mam na myśli to, ze nie jestem w stanie żyć bez faceta. Nie wyobrażam sobie życia w samotności. A druga sprawa, samemu jest ciężej się utrzymać.

Ja dalej nie rozumiem, dlaczego w takim razie on ma pretensje do ciebie, ze za malo odkładasz? Nie jesteście malżeństwem i on nie powinien zarządzać twoimi pieniędzmi.

Jak nie jestes w stanie żyć bez faceta, to albo idź na terapię albo pogódź się z tym, że pracujesz.zarabiasz, a nie możesz sobie z własnych pieniedzy kupić kosmetyczki. Rozumiem, że własnych odłożonych pieniędzy też nie masz? W razie gdyby on cię z domu wyrzucił, to malo że nie masz dokąd pójść to jeszcze nie masz na wynajęcie mieszkania? Wszystko jest "wasze wspólne", czyli o wszystkich wydatkach decyduje on?

5 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2019-12-14 17:14:57)

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

A czemu Ty nie pracujesz na cały etat? Coś Cię przed tym powstrzymuje?
Skoro on na mieszkanie odłoży sam to niech odkłada. Ale fakt faktem, też by mnie wkurzało, gdybym ja zapierdzielała jak głupia, żeby mieć jak najwięcej kasy na mieszkanie, a druga osoba, która potencjalnie mogłaby się do niego dołożyć i oszczędzalibyśmy szybciej, wolałaby wydać miesięcznie półtora tysiąca na pierdoły.

No bo sorry, ale kolejna torebka czy kosmetyczka za 100zł to są pierdoły.
Może on chciał kupić wspólnie, ale widzi, że z Tobą się nie da, bo nie odłożysz?

Jesteście razem 10 lat i nie macie absolutnie żadnych wspólnych planów na przyszłość. Tu jest pies pogrzebany i tutaj zawaliliście. Jak dla mnie to niech on sobie to mieszkanie kupuje sam, bo prędzej czy później i tak Wam się sypnie przez to właśnie, że nie macie żadnych wspólnych dążeń.

edit:

bo on chce brać kredyt na siebie, nie biorąc ślubu. I jak on to sobie wyobraża ? Chce niby tworzyć wspólnotę, a myśli o swojej przyszłości. Bierze kredyt sam na siebie i będzie budował SWÓJ dom

A jak Ty sobie to wyobrażasz? Że weźmiecie ten kredyt oboje, ale potem on go będzie spłacał, a Ty będziesz się cieszyć, bo jest wspólne? Znowu to, co napisałam wyżej. Gdybyś Ty myślała o wspólnej przyszłości to odkładałabyś kasę razem z nim zamiast kupować kolejną torebkę.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

6

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

A w jakim wieku mieliśmy myśleć o wspólnej przyszłości ? Mając 16 lat? Jak zaczęliśmy być para w wieku 15 lat, a mieszkamy razem dopiero od dwóch lat.

7

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
tajemnicza90 napisał/a:

A w jakim wieku mieliśmy myśleć o wspólnej przyszłości ? Mając 16 lat? Jak zaczęliśmy być para w wieku 15 lat, a mieszkamy razem dopiero od dwóch lat.

Zedytowałam, zobacz sobie.

15 lat miałaś 10 lat temu. Od tego czasu jednak sporo minęło, prawda?

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

8

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

Ja będę spłacała go z nim tylko niech mi na to pozwoli, a nie twiedzi, ze on pójdzie do innej pracy i jako facet zarobi więcej i będzie szybciej odłożyć. Lepiej odkładać coś niż nic. I tak i tak będzie się to przeciągać latami, bo ja mu powiedziałam , ze jeżeli kupno domu- ok, ale najpierw ślub.

9

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
Lady Loka napisał/a:

A jak Ty sobie to wyobrażasz? Że weźmiecie ten kredyt oboje, ale potem on go będzie spłacał, a Ty będziesz się cieszyć, bo jest wspólne? Znowu to, co napisałam wyżej. Gdybyś Ty myślała o wspólnej przyszłości to odkładałabyś kasę razem z nim zamiast kupować kolejną torebkę.

To chyba nie jest tak.. On chce wziąć kredyt na dom który będzie TYLKO JEGO WŁASNOŚCIĄ. On nie chce aby dom był na nich oboje, albo ja dalej nic nie rozumiem.

10

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

No sporo minęło, ale tak naprawdę teraz zaczęliśmy myśleć o przyszłości, bo on mi się oświadczył rok temu.

11 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2019-12-14 17:26:18)

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
tajemnicza90 napisał/a:

No sporo minęło, ale tak naprawdę teraz zaczęliśmy myśleć o przyszłości, bo on mi się oświadczył rok temu.

Przeciez napisalaś, ze on nie chce ślubu! To po co oświadczyny?

Jak ustaliliście w końcu; kto kupuje ten dom, kto będzie właścicielem a kto będzie w nim tylko mieszkał i  kto ma go spłacać.

12

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
Salomonka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

A jak Ty sobie to wyobrażasz? Że weźmiecie ten kredyt oboje, ale potem on go będzie spłacał, a Ty będziesz się cieszyć, bo jest wspólne? Znowu to, co napisałam wyżej. Gdybyś Ty myślała o wspólnej przyszłości to odkładałabyś kasę razem z nim zamiast kupować kolejną torebkę.

To chyba nie jest tak.. On chce wziąć kredyt na dom który będzie TYLKO JEGO WŁASNOŚCIĄ. On nie chce aby dom był na nich oboje, albo ja dalej nic nie rozumiem.



Jak ja dzisiaj z nim rozmawiałam to powiedziałam mu, ze mogę iść na cały etat, a on do mnie, ze kolejne 800 zł więcej nic nie da i ze on tez w tej swojej pracy nie odłoży nie wiadomo ile i w przyszłym roku zmienia prace żeby mógł odłożyć bardzo dużo kasy na ten dom, CZYLI wynika z tego,ze on chce wziąć ten kredyt na SIEBIE, kupić dom SAM, a co ze spłata kredytu nie wiem. I jak się rozstaniemy i wywali mnie ze SWOJEGO domu go wtedy zostanę z niczym, bo ślubu nie chce brać, bo mu niepotrzebny.

13 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2019-12-14 17:28:45)

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
Salomonka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

A jak Ty sobie to wyobrażasz? Że weźmiecie ten kredyt oboje, ale potem on go będzie spłacał, a Ty będziesz się cieszyć, bo jest wspólne? Znowu to, co napisałam wyżej. Gdybyś Ty myślała o wspólnej przyszłości to odkładałabyś kasę razem z nim zamiast kupować kolejną torebkę.

To chyba nie jest tak.. On chce wziąć kredyt na dom który będzie TYLKO JEGO WŁASNOŚCIĄ. On nie chce aby dom był na nich oboje, albo ja dalej nic nie rozumiem.

Ja to rozumiem tak, że on chce wziąć ten kredyt na siebie i w efekcie kupić dom na siebie, bo Autorki oszczędzanie 800zł miesięcznie jest tak małą kwotą, że sam sobie kredyt ogarnie lepiej.

Obstawiam, że gdyby Autorka była w stanie odkładać więcej i jej wkład w kredyt byłby 50%, to pewnie i kredyt i mieszkanie byłoby ich wspólne. Widać też różnicę priorytetów - dla niego ważna jest przyszłość i to, żeby mieli gdzie mieszkać, ona woli kupować rzeczy na teraz i wydawać na to prawie połowę swojej wypłaty. Nie ma w tym nic złego, ale jest to bardzo mało przyszłościowe. Wymagałoby to wyrzeczenia się wielkich zakupów co miesiąc. Swoją drogą ja serio trochę nie rozumiem, co można takiego kupować co miesiąc wydając półtora tysiaka. Ile Ty masz torebek i par butów? Może to jest tak, że tych torebek i kosmetyczek już nie masz gdzie trzymać i dlatego on się wkurza bo widzi, że to pieniądze zmarnowane w momencie, kiedy liczy się każdy grosz?

Tajemnicza, ja myślę, że jego po prostu Twoja rozrzutność wkurza od dłuższego czasu i teraz masz po prostu w konsekwencji te jego wybuchy.
edit. Zastanawiałabym się też czy nie stąd wynika jego niechęć do ślubu i w efekcie do wspólnoty majątkowej z Tobą. Skoro nie mógłby kontrolować ile i na co wydajesz kasę.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

14

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
Salomonka napisał/a:
tajemnicza90 napisał/a:

No sporo minęło, ale tak naprawdę teraz zaczęliśmy myśleć o przyszłości, bo on mi się oświadczył rok temu.

Przeciez napisalaś, ze on nie chce ślubu! To po co oświadczyny?


Dobre pytanie. Powiedział, ze nie spieszy mu się do ślubu, bo jest mu niepotrzebny i ze w dzisiejszych czasach nic nie znaczy. Zaręczyny znaczą dla niego więcej niż sam ślub, bo są takie „intymne” i ze pierścionek jest symbolem, ze jestem jego. A ja na to, ze nie rozumiem dlaczego wtedy pytał czy zostanę jego żona.
On mówi, ze możemy wziąć ślub jeżeli ja chce, ale  nie mam oczekiwać, ze się będzie nim ekscytował, bo tacy są faceci .

15

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
Lady Loka napisał/a:
Salomonka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

A jak Ty sobie to wyobrażasz? Że weźmiecie ten kredyt oboje, ale potem on go będzie spłacał, a Ty będziesz się cieszyć, bo jest wspólne? Znowu to, co napisałam wyżej. Gdybyś Ty myślała o wspólnej przyszłości to odkładałabyś kasę razem z nim zamiast kupować kolejną torebkę.

To chyba nie jest tak.. On chce wziąć kredyt na dom który będzie TYLKO JEGO WŁASNOŚCIĄ. On nie chce aby dom był na nich oboje, albo ja dalej nic nie rozumiem.

Ja to rozumiem tak, że on chce wziąć ten kredyt na siebie i w efekcie kupić dom na siebie, bo Autorki oszczędzanie 800zł miesięcznie jest tak małą kwotą, że sam sobie kredyt ogarnie lepiej.

Obstawiam, że gdyby Autorka była w stanie odkładać więcej i jej wkład w kredyt byłby 50%, to pewnie i kredyt i mieszkanie byłoby ich wspólne. Widać też różnicę priorytetów - dla niego ważna jest przyszłość i to, żeby mieli gdzie mieszkać, ona woli kupować rzeczy na teraz i wydawać na to prawie połowę swojej wypłaty. Nie ma w tym nic złego, ale jest to bardzo mało przyszłościowe. Wymagałoby to wyrzeczenia się wielkich zakupów co miesiąc. Swoją drogą ja serio trochę nie rozumiem, co można takiego kupować co miesiąc wydając półtora tysiaka. Ile Ty masz torebek i par butów? Może to jest tak, że tych torebek i kosmetyczek już nie masz gdzie trzymać i dlatego on się wkurza bo widzi, że to pieniądze zmarnowane w momencie, kiedy liczy się każdy grosz?

Tajemnicza, ja myślę, że jego po prostu Twoja rozrzutność wkurza od dłuższego czasu i teraz masz po prostu w konsekwencji te jego wybuchy.
edit. Zastanawiałabym się też czy nie stąd wynika jego niechęć do ślubu i w efekcie do wspólnoty majątkowej z Tobą. Skoro nie mógłby kontrolować ile i na co wydajesz kasę.




Niestety masz rację. Nie dobraliśmy się pod tym względem, bo ja jestem bardzo rozrzutna, a on bardzo oszczędny. Ostatnio powiedział mi, ze denerwuje go jego oszczędność, bo chciałby sobie kupić coś konkretnego, a nie umie. A ja nie umiem nie kupować. I tu jest ten problem. Ja się denerwuje, ze on mi wylicza wypłatę, bo nie chce odkladac wszystkiego, chce żeby mi trochę zostało, bo mam swoje potrzeby, a on chciałby żebym ja ta wypłatę cała odkładała.

Najlepszym wyjściem chyba jest pójście do pracy na cały etat. Będę odkladac więcej na dom.

16

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
Lady Loka napisał/a:

Tajemnicza, ja myślę, że jego po prostu Twoja rozrzutność wkurza od dłuższego czasu i teraz masz po prostu w konsekwencji te jego wybuchy.
edit. Zastanawiałabym się też czy nie stąd wynika jego niechęć do ślubu i w efekcie do wspólnoty majątkowej z Tobą. Skoro nie mógłby kontrolować ile i na co wydajesz kasę.

A to jest akurat możliwe.
Teraz to tylko zostaje autorce pilnowanie własnego interesu w tym związku i oszczędzania pieniędzy DLA SIEBIE.

17

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
Lady Loka napisał/a:
Salomonka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

A jak Ty sobie to wyobrażasz? Że weźmiecie ten kredyt oboje, ale potem on go będzie spłacał, a Ty będziesz się cieszyć, bo jest wspólne? Znowu to, co napisałam wyżej. Gdybyś Ty myślała o wspólnej przyszłości to odkładałabyś kasę razem z nim zamiast kupować kolejną torebkę.

To chyba nie jest tak.. On chce wziąć kredyt na dom który będzie TYLKO JEGO WŁASNOŚCIĄ. On nie chce aby dom był na nich oboje, albo ja dalej nic nie rozumiem.

Ja to rozumiem tak, że on chce wziąć ten kredyt na siebie i w efekcie kupić dom na siebie, bo Autorki oszczędzanie 800zł miesięcznie jest tak małą kwotą, że sam sobie kredyt ogarnie lepiej.

Obstawiam, że gdyby Autorka była w stanie odkładać więcej i jej wkład w kredyt byłby 50%, to pewnie i kredyt i mieszkanie byłoby ich wspólne. Widać też różnicę priorytetów - dla niego ważna jest przyszłość i to, żeby mieli gdzie mieszkać, ona woli kupować rzeczy na teraz i wydawać na to prawie połowę swojej wypłaty. Nie ma w tym nic złego, ale jest to bardzo mało przyszłościowe. Wymagałoby to wyrzeczenia się wielkich zakupów co miesiąc. Swoją drogą ja serio trochę nie rozumiem, co można takiego kupować co miesiąc wydając półtora tysiaka. Ile Ty masz torebek i par butów? Może to jest tak, że tych torebek i kosmetyczek już nie masz gdzie trzymać i dlatego on się wkurza bo widzi, że to pieniądze zmarnowane w momencie, kiedy liczy się każdy grosz?

Tajemnicza, ja myślę, że jego po prostu Twoja rozrzutność wkurza od dłuższego czasu i teraz masz po prostu w konsekwencji te jego wybuchy.
edit. Zastanawiałabym się też czy nie stąd wynika jego niechęć do ślubu i w efekcie do wspólnoty majątkowej z Tobą. Skoro nie mógłby kontrolować ile i na co wydajesz kasę.




Pewnie stad, bo moje wątpliwości wynikają z tego, ze boje się, ze będzie mi wyliczał każdy grosz i nic nie będzie mi pozwalał kupic, bo wtedy już pieniądze będą wspólne. A jak już są takie problemy przed ślubem to po ślubie będzie tylko gorzej.

18 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2019-12-14 17:40:06)

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

Tajemnicza, więcej kasy nie nauczy Cię oszczędzać. Będziesz wydawać więcej. Jedyną opcją tutaj jest wtłuczenie sobie samej do głowy, że nie potrzebujesz dziesiątej torebki, dwudziestej pary butów i najdroższej kosmetyczki.

Wiesz, on się oświadczył, gdybyś chciała ślubu, to zapewne znowu wszystkie koszta byłyby na jego głowie, bo Twoje oszczędności to kropla w morzu potrzeb. Widzisz jak to wygląda z jego perspektywy?

Wiem, że to się łatwo mówi, a trudniej robi, ale po prostu przestań tyle kupować. Zrób sobie limity na karcie, wypłacaj kasę i noś przy sobie gotówkę, a kartę zostawiaj w domu, poproś go o pomoc i niech Cię pilnuje, przelej więcej kasy na inne konto, do którego nie masz karty, przede wszystkim spisz wszystkie swoje wydatki z całego miesiąca i realnie popatrz na to, ile z nich mogłaś sobie darować. Obstawiam, że Cię ta ilość przerazi.

edit. Ty się boisz, że będzie Cię kontrolował, a on się pewnie boi, że przepuścisz całą jego wypłatę. Jedyna opcja tutaj to to, że Ty sama zaczniesz siebie kontrolować. Wysoki standard życia nie oznacza otaczania się rzeczami, z których nie korzystasz albo korzystasz raz do roku.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

19

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
Lady Loka napisał/a:

Tajemnicza, więcej kasy nie nauczy Cię oszczędzać. Będziesz wydawać więcej. Jedyną opcją tutaj jest wtłuczenie sobie samej do głowy, że nie potrzebujesz dziesiątej torebki, dwudziestej pary butów i najdroższej kosmetyczki.

Wiesz, on się oświadczył, gdybyś chciała ślubu, to zapewne znowu wszystkie koszta byłyby na jego głowie, bo Twoje oszczędności to kropla w morzu potrzeb. Widzisz jak to wygląda z jego perspektywy?

Wiem, że to się łatwo mówi, a trudniej robi, ale po prostu przestań tyle kupować. Zrób sobie limity na karcie, wypłacaj kasę i noś przy sobie gotówkę, a kartę zostawiaj w domu, poproś go o pomoc i niech Cię pilnuje, przelej więcej kasy na inne konto, do którego nie masz karty, przede wszystkim spisz wszystkie swoje wydatki z całego miesiąca i realnie popatrz na to, ile z nich mogłaś sobie darować. Obstawiam, że Cię ta ilość przerazi.

edit. Ty się boisz, że będzie Cię kontrolował, a on się pewnie boi, że przepuścisz całą jego wypłatę. Jedyna opcja tutaj to to, że Ty sama zaczniesz siebie kontrolować. Wysoki standard życia nie oznacza otaczania się rzeczami, z których nie korzystasz albo korzystasz raz do roku.




Nie, nie. Jego wypłaty nigdy nie dotykałam i nie dotknę i on o tym dobrze wie. On mówi, ze chętnie pójdzie do innej pracy, żeby więcej odłożyć na dom i go kupi sam, a ja w tym czasie mam zajmować się porządkami, obiadami itp, wydawać swoją kasę na co chce i dopóki bedziemy razem to kupiony przez niego dom będzie nasz, ale mam się liczyć z tym, ze jak się rozstaniemy to jestem z niczym. Ja się z tym liczę i dlatego nie zgadzam się na to, żeby kupił go sam i chce odkladac. Pójdę na cały etat i pokaże mu, ze umiem odkladac. Porozmawiamy, ustalimy najlepiej kwotę jaka miesięcznie każdy z nas odkłada na dom. Tylko, ze powiem mu wprost: najpierw ślub. Ja nie pozwolę na to, żeby on wziął kredyt na siebie, a razem będziemy spłacać dom, bez ślubu, bo jak się rozstaniemy to będzie lipa.

20

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

Tajemnicza powtórzę - po ślubie mielibyście wspólnotę majątkową więc technicznie rzecz biorąc facet ma prawo się bać, że przepuścisz jego wypłatę.

Powtórzę też - większa wypłata nic Ci nie da, Ty się musisz nauczyć ograniczać w zakupach.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

21 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2019-12-14 18:13:51)

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
tajemnicza90 napisał/a:

Nie, nie. Jego wypłaty nigdy nie dotykałam i nie dotknę i on o tym dobrze wie. On mówi, ze chętnie pójdzie do innej pracy, żeby więcej odłożyć na dom i go kupi sam, a ja w tym czasie mam zajmować się porządkami, obiadami itp, wydawać swoją kasę na co chce i dopóki bedziemy razem to kupiony przez niego dom będzie nasz, ale mam się liczyć z tym, ze jak się rozstaniemy to jestem z niczym. Ja się z tym liczę i dlatego nie zgadzam się na to, żeby kupił go sam i chce odkladac. Pójdę na cały etat i pokaże mu, ze umiem odkladac. Porozmawiamy, ustalimy najlepiej kwotę jaka miesięcznie każdy z nas odkłada na dom. Tylko, ze powiem mu wprost: najpierw ślub. Ja nie pozwolę na to, żeby on wziął kredyt na siebie, a razem będziemy spłacać dom, bez ślubu, bo jak się rozstaniemy to będzie lipa.

Tak właśnie będzie, więc  zacznij myślec jak dojrzaly czlowiek i przestaniesz kupować wszystko, co tylko wpadnie ci w ręce. Może on gdy zauważy zmianę, to zmieni zdanie i kupicie ten dom na współwłasność (ew. weźmiecie ślub), albo zacznij zarabiać i odkładać pieniądze dla siebie. Naprawdę tak latwo przychodzi ci wydawanie pieniędzy które przecież nie tak łatwo  zarobić? Bezmyslne to i krótkowzroczne.

22

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

To nie brzmi całkiem jasno, ale z tego co napisałaś można zrozumieć, że trochę racji ma on, a trochę Ty. Bo z jednej strony pretensje, że kupujesz sobie rzeczy z własnej wypłaty, gdy na wspólne życie też się składasz, są trochę na wyrost. Z drugiej, jeśli macie w planach kupno domu, a on widzi, że ani nie szukasz lepszej pracy, ani nie rezygnujesz z wydatków niekoniecznych, jak co chwila nowe torebki, żeby więcej oszczędzać pod tym kątem, to trudno mu się dziwić, że nie chce ryzykować wspólnoty majątkowej z Tobą. Bo może się okazać, że masz prawa do domu, ale kredyt i tak będzie spłacał sam. To żaden interes. Nie ufa Ci najwidoczniej i powiedzmy sobie szczerze, nie jest to bezpodstawne. Ale nie dziwię się też Tobie, że nie uśmiecha Ci się dokładanie do domu bez ślubu, bo gdyby Wam nie wyszło, zostaniesz z niczym. Nie piszesz nic o tym, jak Wam się układa i jak się porozumiewacie w innych sprawach. Napisałaś ogólnie, że do siebie nie pasujecie. Skoro czujesz coś takiego, to czy dobrze robisz, wiążąc z tym mężczyzną przyszłość, planując ślub, wspólne kupno domu? ? To, że teraz trudno by Ci było funkcjonować bez tego związku, nie jest dobrym powodem do tkwienia w relacji bez przekonania. Może finanse to wcale nie jest wasz największy problem. Może i on nie do końca jest przekonany do poważnych decyzji i nie chodzi tylko o kasę?
Tak czy inaczej, jeśli mimo to zdecydujecie się z sobą zostać to nie obejdzie się bez zmiany priorytetów, głównie z twojej strony, bo zazwyczaj nie da się zjeść ciastka i mieć ciastka. Jeżeli stwierdziliście że potrzebujecie domu, to inne wydatki trzeba będzie ograniczyć, a to  jest przede wszystkim twój problem. Ale to może nie starczyć. Jeżeli chcesz, by ten dom był też twoją własnością, to powinnaś włożyć w to podobne środki, czyli raczej poszukać lepszej i lepiej płatnej pracy na cały etat, żeby wasze wydatki na ten cel były równorzędne.
No, ale jeszcze raz podkreślam. Czuję, że pieniądze nie są Waszym największym problemem.

"[...]po raz kolejny upewniłem się w od dawna nurtującej mnie idei, iż życie składać się też może z kilku zdań. Kilka zdań może krążyć wokół ciebie przez całe życie. Od czasu do czasu będą ci je przypominali najzupełniej przypadkowi rozmówcy. Przeczytasz je w codziennej gazecie, w przypadkowo otwartej powieści. Reszta zaś - wszystko, co powiesz i usłyszysz - będą to wariacje na ich temat."

23

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
tajemnicza90 napisał/a:

(...) ja jestem bardzo rozrzutna, a on bardzo oszczędny. (...).

To nie pieniądze niszczą związek, destrukcyjnym jest kompletnie różny do nich stosunek obojga o czym wspomina sama autorka.
I albo spotkają się w pół drogi, ustalając wspólne priorytety, albo rozstania nadszedł już czas.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

24

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

Ten zwiazek nie dziala.
I ta cala gadanina o tym jak to odkladanie kasy zmieni zwiazek...bez sensu. Jeszcze gorzej bedzie.
Co zmieni Twoje zycie to rozstanie i bycie samej przez conajmniej rok i terapia.
W innym razie zawsze bedziesz cierpiec. Sama zobaczysz, bo pewnie wybierzesz line najmiejszego oporu i zostaniesz w tym zwiazku.
Byc moze on Cie zostawi jak bedziesz starsza

'Żadne drzewo nie wzrośnie do nieba,jeśli jego korzenie nie sięgają do piekła.'

25

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
Winter.Kween napisał/a:

Ten zwiazek nie dziala.
I ta cala gadanina o tym jak to odkladanie kasy zmieni zwiazek...bez sensu. Jeszcze gorzej bedzie.
Co zmieni Twoje zycie to rozstanie i bycie samej przez conajmniej rok i terapia.
W innym razie zawsze bedziesz cierpiec. Sama zobaczysz, bo pewnie wybierzesz line najmiejszego oporu i zostaniesz w tym zwiazku.
Byc moze on Cie zostawi jak bedziesz starsza

Odkładanie kasy zwiąku nie zmieni. Może wyeliminować jeden powód konfliktów i obawę przed finansową przyszłością. Jeśli zostaną razem to nie da się nie zmienić czegoś w podejściu do pieniędzy.

Ale też uważam, że to nie one "niszczą związek", ten związek jest, bo jest. Takie mam wrażenie, że niewiele ich łączy,

"[...]po raz kolejny upewniłem się w od dawna nurtującej mnie idei, iż życie składać się też może z kilku zdań. Kilka zdań może krążyć wokół ciebie przez całe życie. Od czasu do czasu będą ci je przypominali najzupełniej przypadkowi rozmówcy. Przeczytasz je w codziennej gazecie, w przypadkowo otwartej powieści. Reszta zaś - wszystko, co powiesz i usłyszysz - będą to wariacje na ich temat."

26

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

tajemnicza... Ty po prostu poszukaj sobie normalnego faceta. Już niejedną taką widziałem, którą zajeździł psychicznie "pan oszczędny". Przykładem choćby moja matka - po 70-ce - wydatki z jej małej emeryturki a gdzie są pieniądze pana męża który ma różnych źródeł 4 razy tyle to wie tylko on sam.
Rozumiem, że Ty wydajesz na życie - on oszczędza? Czy dajecie na życie po równo?
Facet ma z tym jakiś problem - zgaduje, że oszczędność objawią się też w innych sfera życia - nie chodzi tylko o dom?
Generalnie facet nie powinien problemu z wzięciem kredytu na dwoje i przy takich zarobkach jakie ma nie musi odkładać wszystkiego - litości.

27 Ostatnio edytowany przez tajemnicza90 (2019-12-15 09:34:47)

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
dexx napisał/a:

tajemnicza... Ty po prostu poszukaj sobie normalnego faceta. Już niejedną taką widziałem, którą zajeździł psychicznie "pan oszczędny". Przykładem choćby moja matka - po 70-ce - wydatki z jej małej emeryturki a gdzie są pieniądze pana męża który ma różnych źródeł 4 razy tyle to wie tylko on sam.
Rozumiem, że Ty wydajesz na życie - on oszczędza? Czy dajecie na życie po równo?
Facet ma z tym jakiś problem - zgaduje, że oszczędność objawią się też w innych sfera życia - nie chodzi tylko o dom?
Generalnie facet nie powinien problemu z wzięciem kredytu na dwoje i przy takich zarobkach jakie ma nie musi odkładać wszystkiego - litości.




Tak jak napisałam. Ja zarabiam 4 tys, on 8.
Ja daję mu na życie dokładnie 1200 zł. Tyle chciał. Powiedział, że zarabiam dużo mniej, wiec nie chce ode mnie dużo.
800 zł odkładam na wakacje (tak ustaliliśmy)
800 zł odkładam na oszczędności (dom lub ślub)
A dla siebie zostawiam 1200 zł na swoje wydatki, a jemu to nie pasuje, bo on odkłada cała swoją wypłatę na nas i mówi, ze ja tez powinnam, a ja nie mam zamiaru, bo tez chce mieć coś z życia i nie po to pracuje, żeby WSZYSTKO odkladac. A dla mnie pozbawiając się wszystkiego przez 5 lat, żeby odłożyć na dom jest bez sensu. Mam takie podejście, ze lepiej odkladac trochę i tez coś mieć ze swojej wypłaty, a nie tylko pracujesz i nic nie masz.
On jest przesadnie oszczędny. Raz mi powiedział, ze jest na siebie zły, ze sobie nic nie kupi tylko odkłada wszystko na nas i właściwie to „mam racje”. A ja swoich wydatków nie ograniczę do 400 zł tak jak robi to on, bo po prostu nie. To są moje pieniądze, pracuje za granica i tez chce coś mieć. Nikt mi nie będzie wyliczał. Dokładam się do życia, odkładam kasę, wiec nie rozumiem z czego robić problem. Jakbym całe 4 tysiące przewalala i żyła na jego utrzymaniu to mógłby mnie zostawić, bo to byłoby chore. Wtedy to już jest inna sprawa.
A jak chcecie wiedzieć co za te pieniądze kupuje to Wam powiem. Kupuje sobie to na co wcześniej nie było mnie stać. Markowe rzeczy, drogie torebki, jakieś sprzęty, chodzę do kosmetyczki itp, a w tym miesiącu wydałam polowe swojej wypłaty na prezenty dla mojej rodziny i prezent dla mojego faceta. Kupiłam mu bardzo drogi perfum i golarkę do twarzy, chciałam zrobić mu przyjemność.

On wymaga ode mnie żebym skróciła swoje wydatki do 400 zł, a ja wtedy będę się burzyć, bo nie ma prawa wyliczać mi moich pieniędzy i tylko się będziemy kłócić.
Poza tym wymaga ode mnie żebym odkładała coraz więcej i w końcu tak jak on, żebym sobie nic nie kupiła, bo to „niepotrzebne”, a ja nie mam zamiaru, bo taka nie jestem i nie będę.  Nie lubię jak ktoś mną rządzi. I mi by nie przeszkadzało jakby on wydawał na siebie 1200 zł miesięcznie tym bardziej przy jego zarobkach. On odłoży więcej, bo więcej zarabia i go to nie boli.

28

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

Według mnie niesprawiedliwie posądzono Cię o rozrzutność. Odkładasz 1600zł miesięcznie z własnej wypłaty - mało kogo na to stać. Ja odkładam tylko 1000, bo więcej nie jestem w stanie, ale zdarzają się miesiące, że tylko 500.

Myślę, że macie ze swoim partnerem różne spojrzenia na kwestie finansowe, nie wiem, czy to się da zmienić w inny sposób, niż szczerą rozmową o wzajemnych oczekiwaniach.

29 Ostatnio edytowany przez tajemnicza90 (2019-12-15 09:38:35)

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
Cyngli napisał/a:

Według mnie niesprawiedliwie posądzono Cię o rozrzutność. Odkładasz 1600zł miesięcznie z własnej wypłaty - mało kogo na to stać. Ja odkładam tylko 1000, bo więcej nie jestem w stanie, ale zdarzają się miesiące, że tylko 500.

Myślę, że macie ze swoim partnerem różne spojrzenia na kwestie finansowe, nie wiem, czy to się da zmienić w inny sposób, niż szczerą rozmową o wzajemnych oczekiwaniach.



No tak, mamy różne spojrzenie na kwestie finansowe, bo on się oburza, że tamte drugie 1200 zł biorę na siebie, a mogłabym tez odłożyć na dom i ja już zaczynam mieć wyrzuty sumienia, ze on oddaje wszystko, a ja nie. Twierdzi, ze moje zakupy to są pierdoly, bo są, ale mi to sprawia przyjemność. Ja na nie zarabiam sama, nie biorę niczego z jego wypłaty. Jeżeli zabraknie mi pieniędzy w Polsce to pożyczam od niego i później oddaje.

30

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

W tytule wątku pojawiają się pieniądze i one przewijają się we wszystkich postach autorki. Tymczasem stanowią one wierzchołek góry lodowej, zajęcie się nim znakomicie odciąga uwagę od znacznie istotniejszych przyczyn, o których sama napisała.

tajemnicza90 napisał/a:

(...) żyjemy na dosyć wysokim poziomie. Jest tylko jeden problem ... nie układa nam się, a ja nie mam dokąd wrócić w razie czego gdybyśmy się rozstali. (...)

To mój facet mnie z tego wyciągnął i przez te lata byłam w prawdziwym raju,  z daleka od tego piekla, a za niedługo może to wrócić. Bez niego nie mam nic. Pracy, mieszkania, wsparcia.(...)

My po prostu do siebie nie pasujemy. Mamy inne plany na życie ... prawda jest taka, ze ja jestem niedojrzała i nie mam żadnych planów. Nie umiem dojrzeć, to jest mój największy problem. (...)

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

31 Ostatnio edytowany przez tajemnicza90 (2019-12-15 10:18:10)

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
Wielokropek napisał/a:

W tytule wątku pojawiają się pieniądze i one przewijają się we wszystkich postach autorki. Tymczasem stanowią one wierzchołek góry lodowej, zajęcie się nim znakomicie odciąga uwagę od znacznie istotniejszych przyczyn, o których sama napisała.

tajemnicza90 napisał/a:

(...) żyjemy na dosyć wysokim poziomie. Jest tylko jeden problem ... nie układa nam się, a ja nie mam dokąd wrócić w razie czego gdybyśmy się rozstali. (...)

To mój facet mnie z tego wyciągnął i przez te lata byłam w prawdziwym raju,  z daleka od tego piekla, a za niedługo może to wrócić. Bez niego nie mam nic. Pracy, mieszkania, wsparcia.(...)

My po prostu do siebie nie pasujemy. Mamy inne plany na życie ... prawda jest taka, ze ja jestem niedojrzała i nie mam żadnych planów. Nie umiem dojrzeć, to jest mój największy problem. (...)



Nie układa nam się przez to, ze mamy inne spojrzenie na pieniądze. Przez to, ze jesteśmy bardzo różni było dużo kłótni, chodziło o takie pierdoly, prawie się rozstaliśmy po wspólnym zamieszkaniu, bardzo zniechęciliśmy sie do siebie. On się czepiał, ze w domu jest bałagan, krzyczał na mnie i przez to ja po prostu przestałam go lubić, nie lubię jak ktoś podnosi na mnie głos. Padło dużo niemiłych słów, bardzo oddaliliśmy się od siebie. Nie mieliśmy jak tego naprawić nawet, bo wtedy mieliśmy długi i on wyjechał za granice sam, na rok. Przyjeżdżał co dwa mies. Ja poszłam do mojej pierwszej w życiu pracy, żeby zarobić na prawo jazdy. Zarabiałam 1600 zł, mieszkałam z mama i odkładałam na prawo jazdy. Jak tylko udało mi się zdać przeprowadzilam się do UK razem z nim.
I tam zaczęło się piekło. Wyszło wszystko to, czego nie mieliśmy czasu naprawić. 3 miesiące codziennych kłótni, cichych dni i niechęci do siebie, po raz drugi. Wtedy już się spakowalam. On stwierdzil, ze już mnie nie kocha , ja tez. (Nic dziwnego skoro przez te 3 mies nie było tego czuć, tylko same kłótnie).
W końcu się pogodziliśmy. On powiedział, ze mnie kocha, ale pogubił się, bo nie czuł tego przez to, ze za bardzo się od siebie oddaliliśmy. Ja stwierdziłam to samo.
Od tego czasu minęły 4 miesiące i ja teraz jestem wyczulona na każda nasza kłótnie, bo boje się, ze znowu będzie to samo, ze się oddalimy od siebie. Kiedyś tak nie było, ale teraz czuje, ze z każda nasza kłótnia coś się zmienia. Jakby każda sprzeczka coraz bardziej oddalała nas od siebie, takie mam wrażenie, ze wystarczy jedna kłótnia i po wszystkim. On twierdzi, ze przesadzam, bo ludzie się kłócą. Fakt, ale po tamtym okresie przez te 4 miesiące nie pokłóciliśmy się ani raz i było cudownie. Ja myśle, ze te kłótnie pokazują nam, ze mamy siebie dość coraz bardziej. W tym związku już za dużo się wydarzyło. Dlatego tez to jest pewnie powodem, ze nie chcemy brać ślubu, bo boimy się, ze się rozstaniemy. I ja bałabym się brać kredyt na siebie, bo czuje się niestabilnie w tym związku. Nie mam tej pewności po prostu. Boje się, ze to się posypie.

Teraz wystarczy kłótnia o byle co. Dam wam przykład.


Dzwoni do mnie, ze mam zabrać mu jogurt do samochodu jak będę wychodziła. Ja mówię, ze wezmę i zapamiętuje to, ale ubieram się, pakuje w biegu i patrzę, kurde, zapomniałam... a on na to: przecież Cię prosiłem. I jest na mnie wściekły do tego stopnia, ze przestaje się odzywać na kilka godzin. A ja płacze co się z nim dzieje, czuje się winna o głupi jogurt i chodze przygnębiona i wkurzona. Tłumacze mu, ze przecież nic się nie stało, a on się nie odzywa. A jak się odzywa to oschle. Mam wrażenie, ze wkurza go moja zapominalskosc do tego stopnia, ze nie chce ze mną być i tak samo z różnymi innymi cechami.
Ja się na niego obrażam za takie rzeczy jak on się nie odzywa do mnie przez głupi jogurt i wtedy jest napięta atmosfera cały czas i to nam psuje związek, bo ja tego nie akceptuje. Tego, ze on nie umie odpuścić i nie powie „ok kochanie” tylko o taka pierdole chce psuć atmosferę. Ja bardzo często boje się odezwać i to mnie odpycha od niego, zniechęca, bo czuje się zle.
Jeżeli się nie kłócimy to wszystko jest ok, cudownie, ale jak już przyjdzie kłótnia to narasta wzajemna niechec. W nim taka, ze on nie akceptuje tego, ze jestem zapominalska itp, a we mnie, ze robi taki problem z błahych rzeczy.
On jeszcze mi mówi, ze w pracy mu się nie układa i ze denerwuje się co dalej będzie, dlatego chodzi taki rozdrażniony i faktycznie wtedy jak był taki okres ze prawie się rozstaliśmy to jeszcze w pracy miał poważne problemy. Teraz od nowego roku chce ja zmienić, bo mówi, ze nie chce wracać do domu ciagle rozdrażniony, a on jest taki, ze kumuluje w sobie wszystkie emocje i potem to się zbiera i są efekty.

32

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

Zaprzeczanie rzeczywistości nie sprawi, że problemy znikną.

Gdyby inny człowiek był jedyną ostoją, gdyby stanowił on gwarancję bezpieczeństwa, to bałabym się rozstania i wyczuloną byłabym na każdą rzecz mogącą stać się zarzewiem kłótni.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

33 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-12-15 11:06:22)

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
Wielokropek napisał/a:

Zaprzeczanie rzeczywistości nie sprawi, że problemy znikną.

Gdyby inny człowiek był jedyną ostoją, gdyby stanowił on gwarancję bezpieczeństwa, to bałabym się rozstania i wyczuloną byłabym na każdą rzecz mogącą stać się zarzewiem kłótni.

No właśnie.

Bardzo możliwe jest tez to, ze on wie, ze nie zbuduje ze mną przyszłości, ale mnie nie zostawi, bo wie, ze sobie nie poradzę i nie ma serca odesłać mnie do Polski do chorej matki od której mnie zabrał.

34

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

Nie poradzisz sobie? A niby dlaczego? Ani jesteś pierwszą, ani ostatnią, która nie ma zaplecza.
Problem do rozwiązania dla Ciebie: Co mogę zrobić, by zamiast być jemiołą, poradzić sobie?

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

35 Ostatnio edytowany przez tajemnicza90 (2019-12-15 10:34:32)

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
Wielokropek napisał/a:

Nie poradzisz sobie? A niby dlaczego? Ani jesteś pierwszą, ani ostatnią, która nie ma zaplecza.
Problem do rozwiązania dla Ciebie: Co mogę zrobić, by zamiast być jemiołą, poradzić sobie?


A dlatego, ze jestem niesamodzielna i nie wyobrażam sobie mieszkania samemu, jak nie będę miała komu się wypłakać, z kim zasnąć, porozmawiać. Mój facet jest taki, ze nie miałby problemu byc sam, on w ogóle jest samotnikiem, a ja nie wyobrażam sobie tego. Chyba najlepszym wyjściem z tej sytuacji będzie terapia u psychologa, bo jak się rozstaniemy to może się zle skończyć.

36

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

Kiedyś nie umiałaś chodzić, a jednak chodzisz. Hasło 'jestem niesamodzielna' jest kolejnym pretekstem, by wisieć na człowieku, którego ani kochasz, ani szanujesz.

Gdyby choć przez moment przyszło Ci do głowy, by stać się odpowiedzialną osobą, to plan działań miałabyś gotowy. Ale po co, gdy można ssać. Narzekanie zaś, że dawca ma już tej sytuacji dość jest kuriozalne.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

37 Ostatnio edytowany przez sosenek (2019-12-15 10:45:07)

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

na podstawie ostatniego posta obawiam się, że wasz problem to nie tylko finanse, ale po prostu różnice charakterów.
z jednej strony on ma racje, czasami po wspolnym zamieszkaniu trzeba się dotrzeć, czasem pokłocić.
pytanie- kto ma w tych kłótniach rację. jeśli  faktycznie był ciągły syf w domu, ty nie sprzątałaś, tylko ciągle on to może kłótnia była uzasadniona?
w kwestii finansowej- on ma trochę racji, trochę ty.
on bo mogłabyś nie przewalać kasy na głupoty przy załozeniu że odkładacie na konkretny cel, ty- bo jednak coś odkładasz.
moim zdaniem zacznij odkładać więcej kasy, pokaż mu że potrafisz, pokaż mu stan konta za 3 miesiące i może zmieni to jego stanowisko.
wcale się nie dziwię, że w tak burzliwej atmosferze nie spieszy się wam do ślubu...
i rzeczywiście- wybierz  się na terapię bo to nie jest zdrowe i normalne żeby tak się bać samotności w tym wieku.
moim zdaniem z tego wywodzą się wasze problemy.

38

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

Tajemnicza, a ile masz tych torebek, markowych ubrań, drogich sprzętów i kosmetyków?
Czasami trzeba zacisnąć pasa i odłożyć np. na mieszkanie. No chyba, że chcesz na to mieszkanie odkładać 15 lat zamiast 5. To proszę bardzo, droga wolna. Jednak Twój facet chyba jednak woli odłożyć szybciej i mieć potem spokój. Ja trochę Cię rozumiem, bo też w pewnym momencie zachłysnęłam się swoimi zarobkami i zaczęłam kupować dużo rzeczy, ale w sumie kończy się na tym, że mam masę kosmetyków, których nie używam, torebek, z którymi nie chodzę, bo nie chce mi się przekładać rzeczy między nimi i sprzętów, które używam może raz na dwa tygodnie. Spokojnie bym się bez nich obyła.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

39

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
Lady Loka napisał/a:

Tajemnicza, a ile masz tych torebek, markowych ubrań, drogich sprzętów i kosmetyków?
Czasami trzeba zacisnąć pasa i odłożyć np. na mieszkanie. No chyba, że chcesz na to mieszkanie odkładać 15 lat zamiast 5.

Może ich mieć, ile chce.
Zaciskać pasa trzeba, gdy się ma ciężką sytuację finansową, lub gdy się CHCE na coś zaoszczędzić, w sytuacji Autorki ewentualnie MOŻNA zacisnąć pasa. Ona tego nie chce.
Nikt nie ma prawa wymuszać tego na niej.

40

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
Cyngli napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Tajemnicza, a ile masz tych torebek, markowych ubrań, drogich sprzętów i kosmetyków?
Czasami trzeba zacisnąć pasa i odłożyć np. na mieszkanie. No chyba, że chcesz na to mieszkanie odkładać 15 lat zamiast 5.

Może ich mieć, ile chce.
Zaciskać pasa trzeba, gdy się ma ciężką sytuację finansową, lub gdy się CHCE na coś zaoszczędzić, w sytuacji Autorki ewentualnie MOŻNA zacisnąć pasa. Ona tego nie chce.
Nikt nie ma prawa wymuszać tego na niej.

Cyngli, wyluzuj. Nic na nikim nie wymuszam, zresztą jak miałabym cokolwiek wymusić na kimś, kto mieszka ponad tysiąc kilometrów dalej niż ja?
Autorka chciałaby kupić mieszkanie RAZEM ze swoim partnerem, to jak najbardziej jest to sytuacja, w której powinno się zacisnąć pasa i odkładać więcej.
I jak najbardziej jej partner może od niej oczekiwać, że skoro chce kupić mieszkanie razem z nim, bo źle będzie czuła się mieszkając w mieszkaniu własnościowym tylko partnera, to powinna przemyśleć to, czy ważniejsze jest właśnie mieszkanie czy kolejny markowy ciuch.

Napisałam zresztą ze swojej perspektywy, że czasami warto popatrzeć na swoje wydatki i pomyśleć, czy to co kupujemy jest nam faktycznie potrzebne.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

41

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

Loka, pisząc o wymuszaniu, nie miałam na myśli Ciebie, tylko partnera Autorki. smile
Ja tam widzę lekki szantażyk, który mnie osobiście się nie podoba.

42

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
Cyngli napisał/a:

Loka, pisząc o wymuszaniu, nie miałam na myśli Ciebie, tylko partnera Autorki. smile
Ja tam widzę lekki szantażyk, który mnie osobiście się nie podoba.

No dobrze smile
dlatego ja ciągle pytam ile tych torebek jest, ale Autorka chyba nie chce mi odpowiedzieć tongue
bo zupełnie inaczej na to się patrzy jeżeli to jest jedna torebka, jedna kosmetyczka, wymiana ciuchów czy jakieś drobne sprzęty, a zupełnie inaczej, kiedy torebek jest 10, ubrania wywalają się z szafy i nie mają poodcinanych metek, bo nie ma kiedy w nich chodzić, a sprzęty są nieużywane.
W pierwszej sytuacji, tak, facet przesadza. W drugiej sytuacji facet ma całkowite prawo do tego, żeby Autorce zwrócić uwagę, że za dużo wydaje.

Co innego jak jest się samemu sobie, a co innego, kiedy planuje się życie w parze. Dobrze, że oszczędza, dobrze, że ma na życie, to są jej pieniądze, więc technicznie rzecz biorąc może robić z nimi co sama chce, ale też trzeba zrozumieć faceta, który widocznie chciałby mieć coś swojego, a druga osoba go trochę w tej kwestii ogranicza. To jest kwestia minimum odpowiedzialności i patrzenia w przyszłosć, którego Autorce brakuje, zresztą sama o tym mówi już w swoim pierwszym wpisie tutaj.

Nie wiem jak wyglądają ceny mieszkań w UK i wkłady własne do kredytu, ale w Polsce jeżeli chciałabym kupić mieszkanie w moim mieście, w dzielnicy, w której chciałabym mieszkać, to oszczędzając 800zł miesięcznie, zebranie na wkład własny zajęło by mi 8 lat. To bardzo dużo i mi to osobiście daje mocnego kopa do mocnego oszczędzania, jeżeli zobaczymy ile dajemy na głupoty tongue nie kupię torebki, zamiast 800zł odłożę 1000 i już z 8 lat schodzę do 6 lat odkładania. To naprawdę dużo zmienia i podejrzewam, że takie właśnie jest podejście partnera Autorki.

Więc można olać całą sprawę, niech sobie facet to mieszkanie kupuje sam, skoro i tak w innych sferach im się zaczyna sypać i skoro w raju pojawiają się rysy, więc jak się sypnie to facet będzie miał swoje mieszkanie, a Autorka zawsze będzie mogła posprzedawać torebki, żeby mieć więcej kasy wink

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

43

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

Posiadam 8 torebek i każdą noszę tongue
Autorka i jej partner mają po prostu inne priorytety.

44

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
Cyngli napisał/a:

Posiadam 8 torebek i każdą noszę tongue
Autorka i jej partner mają po prostu inne priorytety.

Wiesz, ja mam w kuchni dwa blendery i dwa ekspresy do kawy, bo tak mi się zamarzyło big_smile
A torebek mam z 10 i noszę dwie na zmianę. Ostatnio też mocno ograniczyłam ilość butów, bo potrafiłam mieć po kilkanaście par różnych, a chodzić też w 2-3 na zmianę.

No mają, ale tu musieliby na spokojnie ze sobą porozmawiać bez atakowania siebie wzajemnie.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

45

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
Lady Loka napisał/a:

Więc można olać całą sprawę, niech sobie facet to mieszkanie kupuje sam, skoro i tak w innych sferach im się zaczyna sypać i skoro w raju pojawiają się rysy, więc jak się sypnie to facet będzie miał swoje mieszkanie, a Autorka zawsze będzie mogła posprzedawać torebki, żeby mieć więcej kasy wink

Oj tam, oj tam..Młoda jest, jeszcze nie miała przed soba żadnych większych celów do osiągnięcia i tyle. Rozrzutnośc to nie jest cecha wrodzona genetycznie, żeby nie mozna się jej było pozbyć, gdy się będzie tego chciało i gdy się nad sobą popracuje. Jeżeli autorka weżmie się w karby to może zacząc oszczędzać, a nawet więcej zarabiać i oszczędzać. Tylko musi wiedzieć, czego dokładnie chce, bo teraz gdy partner oświadczył, że nie chce z nią ślubu ale dom chce kupic, to może byc sytuacja taka, że on będzie właścicielem domu który będą spłacać razem. Pomijam już to, ze ona będzie najprawdopodobniej płacić mu czynśz za mieszkanie i to jest ten cel, który on sobie wyznaczył. W ten sposób, ona gdy będzie mniej pracować, pieniędzy będzie miala dostetecznie duzo by placić za swoje utrzymanie i jemu za mieszkanie, ale do tego będzie miała dość czasu, żeby zając się domem i pewnie jakimś remontem czy innym jego upiekszaniem i ciagle będzie nie u siebie. Wciąż będzie płaciła za dom, który z czasem będzie coraz bardziej należal do  jej partnera, a ona coraz bardziej  będzie z niczym. Tutaj jest problem, który autorka powinna sobie poukładać, bo ja szczerze mówiąc niezbyt to widzę.

46

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
tajemnicza90 napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

W tytule wątku pojawiają się pieniądze i one przewijają się we wszystkich postach autorki. Tymczasem stanowią one wierzchołek góry lodowej, zajęcie się nim znakomicie odciąga uwagę od znacznie istotniejszych przyczyn, o których sama napisała.

tajemnicza90 napisał/a:

(...) żyjemy na dosyć wysokim poziomie. Jest tylko jeden problem ... nie układa nam się, a ja nie mam dokąd wrócić w razie czego gdybyśmy się rozstali. (...)

To mój facet mnie z tego wyciągnął i przez te lata byłam w prawdziwym raju,  z daleka od tego piekla, a za niedługo może to wrócić. Bez niego nie mam nic. Pracy, mieszkania, wsparcia.(...)

My po prostu do siebie nie pasujemy. Mamy inne plany na życie ... prawda jest taka, ze ja jestem niedojrzała i nie mam żadnych planów. Nie umiem dojrzeć, to jest mój największy problem. (...)



Nie układa nam się przez to, ze mamy inne spojrzenie na pieniądze. Przez to, ze jesteśmy bardzo różni było dużo kłótni, chodziło o takie pierdoly, prawie się rozstaliśmy po wspólnym zamieszkaniu, bardzo zniechęciliśmy sie do siebie. On się czepiał, ze w domu jest bałagan, krzyczał na mnie i przez to ja po prostu przestałam go lubić, nie lubię jak ktoś podnosi na mnie głos. Padło dużo niemiłych słów, bardzo oddaliliśmy się od siebie. Nie mieliśmy jak tego naprawić nawet, bo wtedy mieliśmy długi i on wyjechał za granice sam, na rok. Przyjeżdżał co dwa mies. Ja poszłam do mojej pierwszej w życiu pracy, żeby zarobić na prawo jazdy. Zarabiałam 1600 zł, mieszkałam z mama i odkładałam na prawo jazdy. Jak tylko udało mi się zdać przeprowadzilam się do UK razem z nim.
I tam zaczęło się piekło. Wyszło wszystko to, czego nie mieliśmy czasu naprawić. 3 miesiące codziennych kłótni, cichych dni i niechęci do siebie, po raz drugi. Wtedy już się spakowalam. On stwierdzil, ze już mnie nie kocha , ja tez. (Nic dziwnego skoro przez te 3 mies nie było tego czuć, tylko same kłótnie).
W końcu się pogodziliśmy. On powiedział, ze mnie kocha, ale pogubił się, bo nie czuł tego przez to, ze za bardzo się od siebie oddaliliśmy. Ja stwierdziłam to samo.
Od tego czasu minęły 4 miesiące i ja teraz jestem wyczulona na każda nasza kłótnie, bo boje się, ze znowu będzie to samo, ze się oddalimy od siebie. Kiedyś tak nie było, ale teraz czuje, ze z każda nasza kłótnia coś się zmienia. Jakby każda sprzeczka coraz bardziej oddalała nas od siebie, takie mam wrażenie, ze wystarczy jedna kłótnia i po wszystkim. On twierdzi, ze przesadzam, bo ludzie się kłócą. Fakt, ale po tamtym okresie przez te 4 miesiące nie pokłóciliśmy się ani raz i było cudownie. Ja myśle, ze te kłótnie pokazują nam, ze mamy siebie dość coraz bardziej. W tym związku już za dużo się wydarzyło. Dlatego tez to jest pewnie powodem, ze nie chcemy brać ślubu, bo boimy się, ze się rozstaniemy. I ja bałabym się brać kredyt na siebie, bo czuje się niestabilnie w tym związku. Nie mam tej pewności po prostu. Boje się, ze to się posypie.

Teraz wystarczy kłótnia o byle co. Dam wam przykład.


Dzwoni do mnie, ze mam zabrać mu jogurt do samochodu jak będę wychodziła. Ja mówię, ze wezmę i zapamiętuje to, ale ubieram się, pakuje w biegu i patrzę, kurde, zapomniałam... a on na to: przecież Cię prosiłem. I jest na mnie wściekły do tego stopnia, ze przestaje się odzywać na kilka godzin. A ja płacze co się z nim dzieje, czuje się winna o głupi jogurt i chodze przygnębiona i wkurzona. Tłumacze mu, ze przecież nic się nie stało, a on się nie odzywa. A jak się odzywa to oschle. Mam wrażenie, ze wkurza go moja zapominalskosc do tego stopnia, ze nie chce ze mną być i tak samo z różnymi innymi cechami.
Ja się na niego obrażam za takie rzeczy jak on się nie odzywa do mnie przez głupi jogurt i wtedy jest napięta atmosfera cały czas i to nam psuje związek, bo ja tego nie akceptuje. Tego, ze on nie umie odpuścić i nie powie „ok kochanie” tylko o taka pierdole chce psuć atmosferę. Ja bardzo często boje się odezwać i to mnie odpycha od niego, zniechęca, bo czuje się zle.
Jeżeli się nie kłócimy to wszystko jest ok, cudownie, ale jak już przyjdzie kłótnia to narasta wzajemna niechec. W nim taka, ze on nie akceptuje tego, ze jestem zapominalska itp, a we mnie, ze robi taki problem z błahych rzeczy.
On jeszcze mi mówi, ze w pracy mu się nie układa i ze denerwuje się co dalej będzie, dlatego chodzi taki rozdrażniony i faktycznie wtedy jak był taki okres ze prawie się rozstaliśmy to jeszcze w pracy miał poważne problemy. Teraz od nowego roku chce ja zmienić, bo mówi, ze nie chce wracać do domu ciagle rozdrażniony, a on jest taki, ze kumuluje w sobie wszystkie emocje i potem to się zbiera i są efekty.

Miałam bardzo podobną sytuacje i faceta, co prawda nie mieszkaliśmy razem ale podejscie do pieniedzy i denerwowanie się o wszystko było takie same jak w przypadku twojego, tez nie chciałam się rozstać bo myślałam że sobie nie poradze, może nie finansowo ale psychicznie i życiowo ale gdy już zdobyłam się na ten krok okazalo się to najlepszą decyzją jaką mogłam podjać, po rozstaniu odżyłam i spotkałam faceta podobnego do siebie. Nie marnuj czasu na kogoś z kim czujesz się niepewnie i kto tak się od Ciebie różni

47 Ostatnio edytowany przez CatLady (2020-01-01 14:20:19)

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...
tajemnicza90 napisał/a:

Tak jak napisałam. Ja zarabiam 4 tys, on 8.
Ja daję mu na życie dokładnie 1200 zł. Tyle chciał. Powiedział, że zarabiam dużo mniej, wiec nie chce ode mnie dużo.
800 zł odkładam na wakacje (tak ustaliliśmy)
800 zł odkładam na oszczędności (dom lub ślub)
A dla siebie zostawiam 1200 zł na swoje wydatki, a jemu to nie pasuje, bo on odkłada cała swoją wypłatę na nas i mówi, ze ja tez powinnam, a ja nie mam zamiaru, bo tez chce mieć coś z życia i nie po to pracuje, żeby WSZYSTKO odkladac. A dla mnie pozbawiając się wszystkiego przez 5 lat, żeby odłożyć na dom jest bez sensu. Mam takie podejście, ze lepiej odkladac trochę i tez coś mieć ze swojej wypłaty, a nie tylko pracujesz i nic nie masz.
On jest przesadnie oszczędny. Raz mi powiedział, ze jest na siebie zły, ze sobie nic nie kupi tylko odkłada wszystko na nas i właściwie to „mam racje”. A ja swoich wydatków nie ograniczę do 400 zł tak jak robi to on, bo po prostu nie. To są moje pieniądze, pracuje za granica i tez chce coś mieć. Nikt mi nie będzie wyliczał. Dokładam się do życia, odkładam kasę, wiec nie rozumiem z czego robić problem. Jakbym całe 4 tysiące przewalala i żyła na jego utrzymaniu to mógłby mnie zostawić, bo to byłoby chore. Wtedy to już jest inna sprawa.
A jak chcecie wiedzieć co za te pieniądze kupuje to Wam powiem. Kupuje sobie to na co wcześniej nie było mnie stać. Markowe rzeczy, drogie torebki, jakieś sprzęty, chodzę do kosmetyczki itp, a w tym miesiącu wydałam polowe swojej wypłaty na prezenty dla mojej rodziny i prezent dla mojego faceta.

On wymaga ode mnie żebym skróciła swoje wydatki do 400 zł, a ja wtedy będę się burzyć, bo nie ma prawa wyliczać mi moich pieniędzy i tylko się będziemy kłócić.
Poza tym wymaga ode mnie żebym odkładała coraz więcej i w końcu tak jak on, żebym sobie nic nie kupiła, bo to „niepotrzebne”, a ja nie mam zamiaru, bo taka nie jestem i nie będę.  Nie lubię jak ktoś mną rządzi. I mi by nie przeszkadzało jakby on wydawał na siebie 1200 zł miesięcznie tym bardziej przy jego zarobkach. On odłoży więcej, bo więcej zarabia i go to nie boli.

Ja sięzgadzam z Tobą. Zarabiasz na tyle, że starcza Ci na to, by odłożyć i na to, by sprawić sobie przyjemność. Nie żyjesz na jego koszt. To są Twoje pieniądze i masz pełne prawo dysponować nimi jak chcesz - zwłaszcza, że dokładasz się uczciwie do wspólnego życia.

Wyżej ktoś mówił, że facet Ci nie ufa finansowo, bo widzi, że jesteś rozrzutna - i pewnie tak jest, ze Ci nie ufa, ale to dlatego, że sam ma wykrzywione pojęcie rozrzutności i oszczędzania. Ja mam podejście podobne do Twojego - też mieszkam w UK - po to pracuję cały dzień, by coś z tych pieniędzy mieć, jakieś przyjemności w życiu, a nie dla samego faktu pracowania i oszczędzania. Trzeba trochę pożyć, a nie tylko tyrać jak osioł. Poza tym w Polsce na wiele rzeczy nie było mnie stać - teraz jak w końcu mogę sobie pozwolić, to chcę sobie kupić. I mam podobny problem, jak Twój facet, że oglądam te pieniądze 3 razy zanim wydam, ale z tym walczę - zmuszam się, by właśnie wydać, kupić sobie coś fajnego, a nie tylko wpłacać na konto. Do grobu tych pieniędzy nie wezmę. One są po to, by żyć, są środkiem do celu. Oszczędności oczywiście mam.

Nie podoba mi się cały jego pomysł z tym, że on mieszkanie kupi dla siebie, za swoje pieniądze. Wtedy Ty będziesz mieszkać u niego, jak zerwiecie, zostajesz z niczym - z czego zdajesz sobie sprawę. Dla mnie to brzmi, jakby on sobie już budował furtkę, tylne wyjscie z tego związku. Mieszkanie kupuje dla siebie, ślubu wyraźnie nie chce, wprost mówi o zerwaniu i co by było gdyby... byłabym ostrożna. Tak się nie zachowuje facet, który coś z kobietą planuje. On ma plany, ale dla siebie, jak urządzić siebie, nie WAS.

Radzę Tobie zacząć oszczędzać, ale nie dlatego, że on Ci każe - dla siebie, zebyś się nie obudziła z ręką w nocniku, żebyś miała albo na depozyt, albo chociaż na kaucję, jak Ci przyjdzie coś wynająć.

Jestem jak najbardziej za wydawaniem na przyjemności, ale musisz mieć swoje pieniądze odłożone dla siebie i swoje plany - tak jak on ma swoje plany na SWÓJ dom.

W jakimś innym wątku ktoś powiedział, że jak facet się oświadcza, ale potem nie planuje ślubu, to są to oświadczyny, by lasce usta zamknąć, takie "chciałaś pierścionek, to masz", za tym nic nie stoi. Ten Twój narzeczony mówi, że to dla niego więcej znaczy, takie intymne, ale też łatwej zerwać. On będzie miał swój dom, wystarczy, że Ci powie do widzenia i wystawi walizki za drzwi i tyle Cię tam widzieli. Jakby mieszkanie było wspólne, nawet wynajęte, to zerwanie z kimś byłoby większym problemem, bo też musiałby czegoś szukać, a tak, to on będzie u siebie, to Ty wylecisz.

Zacznij się troszczyć o siebie i nie polegaj na nim finansowo.

wie, ze sobie nie poradzę i nie ma serca odesłać mnie do Polski do chorej matki od której mnie zabrał.

Dziewczyno, Ty nie jesteś jakąś paczką, zeby on Cię mógł odbierać, a potem odsyłać! Nie mów ani nie myśl tak o sobie. Masz pełne prawo do decydowania o sobie, do samostanowienia.

Jakby nawet doszło do zerwania, to nikt, w tym on, nie może Cię zmusić do powrotu do Polski do chorej matki. Przecież Ty masz pracę! PRzecież możesz znaleźć lepszą, na cały etat. Wierz mi, da się samej utrzymać, tylko musisz być bardziej odpowiedzialna, zacząć oszczędzać - DLA SIEBIE. Nie myśl o oszczędzani jak o odejmowaniu sobie od ust, pozbawianiu się przyjemności w postaci kolejnej torebki. Myśl o tym, jako o zabezpieczeniu dla siebie, jak o inwestycji w przyszłość, jak o trosce o samą siebie. Zacznij planować, dasz radę.

48

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

Przeniesione z kolejnego, trzeciego już wątku Autorki:

tajemnicza90 napisał/a:

Odkąd zamieszkaliśmy razem mam wrażenie, ze facet znudził się mną. Nie mamy co robić razem. On ciagle robi coś sam, ja proponuje mu wyjście i ciagle coś mu nie pasuje. Tylko siedzimy w domu przed telewizorem (on na telefonie albo ogląda jakieś filmy albo rozmawia z kolegami, ja na telefonie obok). Tak wyglądają wszystkie nasze dni wolne. On planuje sobie sam swój dzień, nigdy nie zaproponuje żadnego wyjścia, nigdy nic z własnej inicjatywy. Muszę przestać się starać i zająć się sobą, może wtedy się obudzi. Boli mnie to, ze on nie wykazuje chęci spędzania czasu ze mną, nie potrzebuje tego... nie tak sobie wyobrażałam nasze wspólne mieszkanie. Jeździmy razem tylko na zakupy, on twierdzi, ze jak chce coś robić to mam powiedzieć, ale nie ma co.  Miałyście takie przypadki? Jak to u was było ?

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

49

Odp: Kiedy pieniądze niszczą związek ...

Przecież ten związek to jakaś porażka. Po co chcesz być z tym gościem na siłę, dlaczego się nie szanujesz?

Posty [ 49 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kiedy pieniądze niszczą związek ...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018