Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA KARIERY - MOJA KARIERA ZAWODOWA » Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 81 ]

1

Temat: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Często pojawiają się posty dotyczące trudności ze znalezieniem pracy, nierzadko podsumowane zdaniem "zrobiłam już wszystko, co mogłam, zrobiłabym wszystko, żeby dostać pracę, ale jej po prostu NIE MA". Później magicznym sposobem inni wyliczają pomysły na ogarnięcie sytuacji zawodowej... a to wszystko, co autorka przecież zrobiłaby, żeby pracę znaleźć, ogranicza się do skontrowania każdej propozycji, tłumaczenia, dlaczego ta praca niet, a tamten pomysł też coś nie bardzo...
Zabawne, że w życiu też mam znajomych, którzy albo pracę zawsze mają, albo o pracy zawsze gadają - że nie ma, nikt nie ma i w ogóle nie. I też każdą radę/propozycję są w stanie odrzucić, by za chwilę powtarzać, że zrobiliby wszystko.

No więc jak to jest? Jest ta praca, czy nie ma?

PRACA W DUŻYM MIEŚCIE:
Czy argument "nie chcę się przeprowadzać" jest odpowiedni, skoro na miejscu pracy nie ma, a w innym mieście by była? Dlaczego, skoro ludzie wyjeżdżają często nawet bez zastanowienia na studia do większego miasta, wyjazd do większego miasta do pracy można odrzucić zwykłym "nie mam ochoty"? Jaki sens ma stwierdzenie "tam mało odłożę, jak wynajmę mieszkanie" - skoro na miejscu bez pracy nie odkłada się nic poza skarpetkami do kosza z brudną bielizną?

PRACA W KFC/McD/CC/PODOBNYM - MAŁO AMBITNYM:
Jak można mówić, że od pół roku szuka się pracy, mając pod oknem jedną z wytwórni fast foodów, mówiąc, że "to nie dla mnie, nie po to studiuję XX, żeby frytki podawać"? Dlaczego można odrzucić pracę w call center, "bo to wyłudzanie", a siedzieć np. rodzicom na głowie? To nie jest właściwie to samo?

PRAKTYKI:
- Nie mam doświadczenia, więc nikt mnie nie zatrudni...
- Bezpłatne praktyki, czasem możliwość zatrudnienia dla najlepszych?
- Nikt po tym nie zatrudnia, szukają jeleni do darmowej roboty! Poza tym potrzebuję kasy, a nie praktyk!

Litościwie pominę to, że nadużycia zdarzają się wszędzie, a brak zatrudnienia nie musi oznaczać farmy niewolników, a np. to, że ktoś był lepszy.
  >>> Pół roku później <<<
-Jak z pracą?
- To samo, brak doświadczenia, brak roboty...

To ile by w tym czasie praktyk skończył? A, co ja tam wiem... Lepiej siedzieć i narzekać.

  No i... można tak długo, w końcu i pomysłów na znalezienie pracy jest sporo - tyle samo, co powodów, dla których są złe/nieodpowiednie/głupie/fuj wg szukających pracy.

Dla ilu osób "spróbowałem wszystkiego" nie jest pustym sloganem? Ile osób nie chce się wyprowadzić za pracą z poważnych powodów, a nie przez widzimisię? Ile osób, które nie miały pracy w okresie wakacyjnym, starało się chociażby o najcięższą pracę z zamieszkaniem nad morzem np. na jakimś stoisku czy przy handlu kukurydzą na plaży? Ile starało się zostać nianią? Ile pytało o pracę na zmywaku? Ile tak naprawdę prób zostało podjętych? No i najważniejsze - jest praca czy jej nie ma? big_smile

Mała uwaga na koniec, żeby nie podniósł się krzyk: ja nie twierdzę, że nie ma osób, które zrobiły naprawdę wszystko, ale... jeśli są, to naprawdę dobrze się ukrywają.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez zaklopotana123451 (2014-08-23 17:58:18)

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Dokładnie też tak samo twierdzę. Jeśli ktoś chce, będzie próbował. Jeśli ktoś nie chce, będzie szukał wymówek.  Też u niektórych osób mamy do czynienia ze strachem przed pracą. Najsmutniejsze jest to, że ludzie niektórzy narzekają na swoją pracę, ale nie robią nic w tym kierunku, by ją zmienić. To jest najgorsze co może być. Jeśli nam źle, nie podoba nam się coś, to trzeba próbować to zmienić, a nie czekać aż wszystko samo się naprawi. W życiu wszystko zależy od nas samych smile

3 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2014-08-23 20:40:33)

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

No jest ta praca, ale owszem, ja np nie mam jeszcze stałej pracy, ale wybieram już ulotki i inne dorywcze jak na stałe jeszcze nie znalazłam niż np call center. Tu trzeba mieć pewne predyspozycje do tej sprzedaży, do naciągania, bo tym to jest, a ja tego nie mam. No i wszystko tam często jest prawie uzależnione od prowizji, zwłaszcza w tych pracach, które reklamują się jak widzę. Natomiast, niedługo planuję iść na praktyki lub staż, to zgadzam się, że jest zawsze jakaś opcja zdobycia doświadczenia.

4

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Truskaweczka19, mi przecież nie chodziło o to, że trzeba robić wszystko, ale właśnie chociaż jedno, starać się, nie wiem, próbować... Albo potem nie mówić, że praca nie istnieje. No bo przecież też byś mogła nie pracować dorywczo, rozłożyć ręce i powiedzieć "nie ma".

Tak jak np. chce mi się śmiać z mojego brata (18 lat) i jego starszego o 5 lat znajomego. Ten znajomy wiecznie marudził, że pracy nie ma, małe miasto itd. Mój brat z kolei na wakacjach wymyślił, że też chce do pracy. Szukali razem. W jednej restauracji szef powiedział, że na stałe nic nie ma, ale czasem mógłby dać im jakąś robotę, jak coś wypadnie. Kolega odmówił, bo - jak stwierdził - jego praca dorywcza nie urządza, co mu jakieś grosze zmienią, poza tym za daleko mieszka, żeby latać z pierdołami. Mój brat się zgodził, no fakt, ma dużo bliżej, ale tamten też nie aż tak daleko. Prace były rzędu zrobienia szybko zakupów, wykopania krzaka, pomalowania kawałka ogrodzenia itd. Dostawął po 10 - 30 zł za chwilę roboty, no ale tak, ciężko nazwać to pracą, bo "zlecenie" raz na parę dni. Tyle że później zwolniła się praca na zmywaku i szef oczywiście z miejsca zaproponował ją mojemu bratu, on się zgodził, koniec końców na zmywaku siedzi więcej jego "zmienniczka", a on jest przynieś-wynieś-pozamiataj, czyli lata z zakupami i ogólnie robi to, co akurat potrzebne, ale atmosferę ma fajną w pracy, zarabia dość sporo, wszystkie wolne i cała reszta do dogadania. A co zrobił kolega, jak się dowiedział, że mu w pewnym sensie robota koło nosa przeszła? Wzruszył ramionami, bo nieeee, na zmywak to on by nie chciał... Pomijając już, jest średnio lotny umysłowo, wykształcenie ma średnie, nie wiem, czy maturę zdał. No to ja rozumiem, że bez doświadczenia, bez studiów, to się kierownicze stanowiska należą za pensję z czterema zerami na końcu - a jak nie ma, to nie ma pracy. tongue

5

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Moja mama zawsze mówi "kto chce znaleźć pracę to ją znajdzie".

Dla osób takich jak ja- młodych, bez wykształcenia i zawodu, to właśnie taki McDonald jest świetną opcją. Bo ja w tej chwili nie potrzebuję kilku tysięcy na konto, rozwoju zawodowego i możliwości awansu. Nie mam rodziny na utrzymaniu, mieszkam z mamą, więc nie płacę rachunków, nie mam kredytów, nie mam wielkich potrzeb. A dzięki tego typu pracy zdobędę DOŚWIADCZENIE. A z tego co zauważyłam (bo od jakiegoś czasu na nowo szukam pracy) to właśnie brak doświadczenia jest największym problemem. Wszędzie do sklepów potrzebne jest doświadczenie. I wbrew pozorom nie tak łatwo je zdobyć. Nie widziałam jeszcze propozycji praktyk w sklepie, są najwyżej staże- próbowałam z UP, ale na jedno miejsce jest masa chętnych i szybko kończą się żetony.

A do call center bym nie poszła nigdy. Bo znam siebie i wiem, ze bym to przepłaciła sporą nerwicą i stanami depresyjnymi. Choć nie mówię że to zła opcja dla każdego. Jeśli ktoś ma gadane, nie ma wyrzutów sumienia i byłby dobrym sprzedawcą to może tam naprawdę sporo zarobić. No i jest niekiedy możliwość odbycia szkoleń, które też przydadzą się w CV.

Z tego co zauważyłam, ludziom oczy się otwierają dopiero wtedy kiedy mają nóż na gardle. Kiedy człowiek jest naprawdę zdesperowany, nie jest już na utrzymaniu rodziców i ma wybór: pracuj, albo głoduj, to nawet ten znienawidzony i wyśmiewany McDonald jest świetną opcją. Widziałam takie przypadki na własne oczy. No a póki nie ma presji, bo rodzice dopomogą, nakarmią, to po co się poniżać i myć podłogi w galerii handlowej? Lepiej poczekać na tą wymarzoną posadkę dyrektora z 5 tysiączkami na koncie.

A, jeszcze jedno spostrzeżenie. Obserwując znajomych stwierdzam, że osoby bez studiów łapią się każdej pracy, byle szybko coś zarobić i mieć, zaś osoby po studiach (albo nadal studiujące) strasznie wybrzydzają. Dla kogoś po 5 latach studiów konieczność pracy w McDonaldzie faktycznie może być bolesnym zderzeniem z rzeczywistością. No ale to już kwestia źle wybranych studiów, bądź świadomy wybór kierunku, którego magistrów jest już przesyt (np. pedagogika, na którą ludzie wciąż się pchają mimo bezrobocia wśród nauczycieli).

Dodatkowo dla osób które jeszcze się uczą, powiem: W tej chwili najwięcej ofert pracy jest dla ludzi z umiejętnościami i/lub zawodem, niekoniecznie z papierkiem uczelnianym. Codziennie sprawdzam oferty pracy i naprawdę, jest sporo pracy dla fryzjerów, krawcowych, spawaczy, mechaników, elektryków, budowlańców, kierowców i mogę w sumie wymieniać jeszcze długo smile Więc może jeśli ktoś nie może znaleźć pracy po samych studiach, to warto iść na kursy, albo do jakichś szkół policealnych albo zawodowych, żeby zdobyć realne umiejętności? W tej chwili mamy duży wybór darmowych szkół, więc przekwalifikowanie się nie jest wielkim problemem.

6

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Mam kilkoro znajomych, którzy pracy szukają tak, aby jej przypadkiem nie znaleźć - marudzą, wybrzydzają, kręcą nosem, za to praca naprawdę jest, trzeba tylko po nią sięgnąć.

Nie dalej jak trzy tygodnie temu do mojego 16-letniego syna zadzwonił pan, który od czasu do czasu różne rzeczy robił mu przy skuterze, potem motocyklu (prowadzi warsztat mechaniki motocyklowej). Pan szukał pomocnika. Twierdził, że pytał kilku znajomych, kilku młodych chłopaków, ale nikt nie był pracą zainteresowany. Syn propozycję przyjął chętnie, nie tylko dlatego, że zarobi parę złotych, ale także, bo czegoś się nauczy i potem już sam to i owo będzie mógł sobie naprawić.

Eileen napisał/a:

Pomijając już, jest średnio lotny umysłowo, wykształcenie ma średnie, nie wiem, czy maturę zdał. No to ja rozumiem, że bez doświadczenia, bez studiów, to się kierownicze stanowiska należą za pensję z czterema zerami na końcu - a jak nie ma, to nie ma pracy. tongue

O taaaaak... Mam kuzyna - młody (prawie 30-letni), silny, zdrowy facet, ale konkretną pracą jeszcze się nie skalał. Szkoły nie skończył właściwie żadnej, za to oczekiwania ma z kosmosu. Na stacji benzynowej za najniższą krajową pracował nie będzie, nie będzie też kelnerem, bo tam za dużo piją ("niezły" argument na "nie" biorąc pod uwagę, że przecież byłby w pracy), w budowlance zniszczy sobie kręgosłup, ulotek roznosił nie będzie, bo to wstyd, poza tym musiałby wstawać o 4.00 w nocy (dostał dosyć konkretną propozycję) i tak mogłabym wymieniać jeszcze długo. A jak zdarzy się, bo sytuacja go do tego zmusi, że coś zacznie, to po tygodniu, dwóch rezygnuje - hrabiemu wyraźnie jest zbyt ciężko.

Z ręką na sercu mogę stwierdzić, że w moim otoczeniu, jeśli komuś zależy i pracy naprawdę szuka, to ją znajduje. Co prawda czasem poniżej oczekiwań, niekoniecznie zgodną z wykształceniem i aspiracjami, ale zarabia, zdobywa doświadczenie, a przede wszystkim nie siedzi bezczynnie czekając na mannę z nieba. Zresztą dziś jest taka, za to jutro będzie inna, ważne, aby iść do przodu.

7 Ostatnio edytowany przez Vian (2014-08-24 02:09:05)

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?
Eileen napisał/a:

PRACA W DUŻYM MIEŚCIE:
Czy argument "nie chcę się przeprowadzać" jest odpowiedni, skoro na miejscu pracy nie ma, a w innym mieście by była? Dlaczego, skoro ludzie wyjeżdżają często nawet bez zastanowienia na studia do większego miasta, wyjazd do większego miasta do pracy można odrzucić zwykłym "nie mam ochoty"? Jaki sens ma stwierdzenie "tam mało odłożę, jak wynajmę mieszkanie" - skoro na miejscu bez pracy nie odkłada się nic poza skarpetkami do kosza z brudną bielizną?

Hm.. no dobrze, ale żeby się przeprowadzić, to na start trzeba mieć jakiś kapitał - na wynajem jakiegoś mieszkania/pokoju plus kaucję, na życie zanim się znajdzie pracę, a znalezienie pracy za taką kwotę, która się pozwoli utrzymać w miarę pewnie to też nie takie hop siup, bo w dużym mieście zwykły pokój ze współlokatorami kosztuje 700-1000zł (zakładając, że nie ma 4m2, nie jest zdewastowany i zagrzybiony albo pozbawiony kompletnie umeblowania). Nie wspominając, że pokój łatwo znaleźć młodym ludziom, starszych po prostu nie chcą często, bo co - 3 młode, szalone studentki mają przyjąć do mieszkania babę po 40-tce (tak przykładowo). A jak ktoś nic nie ma poza jakimiś tam groszami z zasiłku czy coś?

To jak z wyjazdem za granicę - może to być świetny pomysł, ale jak się pojedzie w ciemno, bez zaklepanego mieszkania, bez kasy na nie, bez znalezionej pracy, często bez sensownie opanowanego języka, to MOŻE się poszczęści, znam takie przypadki. Ale znam też sporo przypadków, że znajomi w Polsce organizowali zrzutkę na bilet dla kogoś, kto utknął w obcym państwie, nie ma pieniędzy, nie ma co jeść, nie ma gdzie spać i jest bezdomnym po prostu.

PRAKTYKI:
- Nie mam doświadczenia, więc nikt mnie nie zatrudni...
- Bezpłatne praktyki, czasem możliwość zatrudnienia dla najlepszych?
- Nikt po tym nie zatrudnia, szukają jeleni do darmowej roboty! Poza tym potrzebuję kasy, a nie praktyk!
Litościwie pominę to, że nadużycia zdarzają się wszędzie, a brak zatrudnienia nie musi oznaczać farmy niewolników, a np. to, że ktoś był lepszy.
  >>> Pół roku później <<<
-Jak z pracą?
- To samo, brak doświadczenia, brak roboty...
To ile by w tym czasie praktyk skończył? A, co ja tam wiem... Lepiej siedzieć i narzekać.

No dobra, jak ktoś siedzi i NIC nie robi, to się zgadzam, ale znam sporo osób, w tym siebie, których często na praktyki zwyczajnie nie stać, bo muszą skądś wziąć pieniądze, żeby się utrzymać, więc łapią fuchy poza swoim wyuczonym zawodem, co de facto nic im nie da do ich planów rozwojowych, ale z czegoś trzeba zapłacić rachunki, coś trzeba jeść. Mnie np. kilka lat temu zaproponowano świetnie płatną, ciekawą pracę ale pod warunkiem, że odbędę półroczny staż (albo bezpłatny, albo za jakąś czysto symboliczną pensję). Godziny pracy właściwie nie pozwalały sobie dorobić nic nigdzie, no i musiałam odmówić.

PRACA W KFC/McD/CC/PODOBNYM - MAŁO AMBITNYM:
Jak można mówić, że od pół roku szuka się pracy, mając pod oknem jedną z wytwórni fast foodów, mówiąc, że "to nie dla mnie, nie po to studiuję XX, żeby frytki podawać"? Dlaczego można odrzucić pracę w call center, "bo to wyłudzanie", a siedzieć np. rodzicom na głowie? To nie jest właściwie to samo?

A z tym to się w pełni zgadzam.

8

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Ja też jestem po studiach dziennych, z wyróżnieniami, a pracuję na średnim szczeblu. I nie wynika to z małych ambicji. Rynek jest trudny i ciężko na niego wbić. Szukałam pracy 2 lata imając się w różnych zajęć, łącznie z pracą na produkcji. Jak człowiek potrzebuje się usamodzielnić i potrzebuje pieniędzy bo nie ma mu kto pomóc to nie będzie wybrzydzał. W obecnej firmie są szukane osoby na nowe stanowiska przychodzą popracują miesiąc i już im się nie chce. A praca jest ambitna, rozwojowa, ale dużo wymaga od pracownika. Więc po co pracować? sama wyprowadziłam się z domu, sama się utrzymuję i daję radę. Więc czasem ma się trochę szczęścia a czasem lenistwo bierze górę.

9

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Temat akurat do mojej obecnej sytuacji. Nie mam pracy. Jestem juz na skraju załamania, bo resztki pieniedzy sie kończą. Nie boje sie zadnej pracy, potrafie sie dopasować i nauczyć. Jetem zdrowa i nieczęsto choruje. Problem jest jeden. Mam 6-cio letnie dziecko i zero rodziny. Znajomych też mało, bo przeprowadziłam sie do innego miasta. Nie mogę ciagle małej po znajomych prowadzać i po 23 odbierać, bo przecież popołudniowe zmiany kończą się o 22. I co robić ? Gdzie znajdę pracę ?
Gdyby nie ten mój mały szkrab to pracę bym miala. Na 100 %. Moze nie zarabialabym kokosow, ale napewno miałabym. Praca jest tylko trzeba chciac. Problem w tym ze ja chce, a nie moge :-(

10

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Powiem tak ja pracy szukam gdzieś tak od dwóch tygodni i rzeczywiście jak się czyta te ogłoszenia to można stwierdzić, że nic nie ma bo wszędzie chcą doświadczenie, doskonałe umiejętności interpersonalne i nie wiadomo co. Myślę, że większość ma na celu to, że chcą być postrzegani jako profesjonalni. Jak patrzę na ogłoszenie jakiejś sieciówki, w której robię zakupy i później porównuję to z osobami, które tam pracują to stwierdzam, że ogłoszenie jest takie dla picu, żeby  zniechęcić tych mniej pewnych siebie. bo nie sądzę żebym była w czymkolwiek gorsza od tych dziewczyn, które tam pracują.
A więc sposób w jaki jest napisane ogłoszenie często może zniechęcać.
Wysyłam dziennie po około kilkanaście cv ale nikt jeszcze nie odpowiedział. Ale mnie interesuje tylko praca w sklepie, na taśmie produkcyjnej, przy pakowaniu czy wykładaniu towarów.
Widzę, że jest mnóstwo ofert pracy dotyczącej sprzedaży bezpośredniej i call center. Ja powiem tak, chcę zarabiać w uczciwy sposób, a wiadomo, że w sprzedaży bezpośredniej żeby coś zarobić trzeba ludziom wciskać kit, nie mam zamiaru zarabiać na ludzkiej naiwności. Jedyna możliwość takiej pracy to gdyby towar, który sprzedaję był naprawdę dobrej jakości i nie musiałabym koloryzować na temat sprzedawanych rzeczy, a jego cena byłaby porównywalna z podobnymi towarami.

11

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Hm.. no dobrze, ale żeby się przeprowadzić, to na start trzeba mieć jakiś kapitał - na wynajem jakiegoś mieszkania/pokoju plus kaucję, na życie zanim się znajdzie pracę, a znalezienie pracy za taką kwotę, która się pozwoli utrzymać w miarę pewnie to też nie takie hop siup, bo w dużym mieście zwykły pokój ze współlokatorami kosztuje 700-1000zł (zakładając, że nie ma 4m2, nie jest zdewastowany i zagrzybiony albo pozbawiony kompletnie umeblowania).

a praca z zakwaterowaniem i wyżywieniem albo prace zdalne? takie oferty tez sa

PRACA W KFC/McD/CC/PODOBNYM - MAŁO AMBITNYM:
Jak można mówić, że od pół roku szuka się pracy, mając pod oknem jedną z wytwórni fast foodów, mówiąc, że "to nie dla mnie, nie po to studiuję XX, żeby frytki podawać"? Dlaczego można odrzucić pracę w call center, "bo to wyłudzanie", a siedzieć np. rodzicom na głowie? To nie jest właściwie to samo?

Ja bym dodała do tej grupy prace w Biedronce. smile Mało kto się decyduje, bo panuje przekonanie ze to 'cieżka praca i mała płaca'. Tymczasem mam osoby z rodziny i przyjaciół, którzy tam pracują i chwalą sobie - fakt, że organizacja sklepu zalezy od kierownictwa i ruchu, ale jest tez mozliwosc podwyżek i nadgodzin a nie w kazdym sklepie sie to zdarza.

Drażni mnie brak obiektywizmu niektórych osób bezrobotnych, to tak jakby ci ludzie nie mieli konstruktywnego spojrzenia na swoje umiejętności. Jesli ktoś dopiero zaczyna pracować, to jasne że jego pensja bedzie nizsza lub rowna sredniej krajowej - no niestety, taki stazysta/praktykant nie wiele jeszcze umie. I jeszcze ten mit, że jadąc zza granice od razu zdobede prace i bede zarabiać miliony wink

Zauważyłam też, że to najczesciej dorosli ludzie na utrzymaniu rodzicow najbardziej narzekaja i wybrzydzaja w ofertach. Widać ich sytuacja materialna jest na tyle komfortowa, że mogą sobie na to pozwolić smile Choc moim zdaniem sami sobie robią krzywde bedąc x lat na bezrobociu, mam wujka który ma 40+ lat, jest inżynierem budownictwa. Od momentu skończenia studiów przepracował może 2 czy 3 lata, jego wieczną wymówką było 'bo tutaj nie ma pracy, jest wysokie bezrobocie' (sic!). Co jak co, ale branża budownicza w Polsce dobrze sie rozwija. Teraz zaś nową wymówką stało sie 'bo jest dużo młodych, i dla starszych nie ma pracy'. Zastanawiam się tylko, jak jego rodzice umrą i bedzie zmuszony sam sie utrzymac, to jak szybko znajdzie ta prace.

12

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?
Vian napisał/a:

Hm.. no dobrze, ale żeby się przeprowadzić, to na start trzeba mieć jakiś kapitał - na wynajem jakiegoś mieszkania/pokoju plus kaucję, na życie zanim się znajdzie pracę, a znalezienie pracy za taką kwotę, która się pozwoli utrzymać w miarę pewnie to też nie takie hop siup, bo w dużym mieście zwykły pokój ze współlokatorami kosztuje 700-1000zł (zakładając, że nie ma 4m2, nie jest zdewastowany i zagrzybiony albo pozbawiony kompletnie umeblowania). Nie wspominając, że pokój łatwo znaleźć młodym ludziom, starszych po prostu nie chcą często, bo co - 3 młode, szalone studentki mają przyjąć do mieszkania babę po 40-tce (tak przykładowo). A jak ktoś nic nie ma poza jakimiś tam groszami z zasiłku czy coś?

Nie zgadzam się z cenami mieszkania. Owszem, pokoje nawet droższe bywają, ale w Warszawie nigdy nie płaciłam więcej jak 500 zł. Ostatnio mieszkanie 65m^2 - 1000 zł. Kaucja też raz jest, raz nie ma - w ciągu 4 lat płaciłam 2 razy, a 2 razy nie. Moja znajoma teraz z marszu znalazła duży pokój z balkonem za 500 zł. Spokojnie można znaleźć w takiej cenie i to ładne, ale ok. 20 min od centrum komunikacją miejską. Nie wiem też, jak młode, szalone studentki wybierają współlokatorów, bo zawsze wynajmowałam bezpośrednio od właściciela - i w takiej sytuacji starsza, spokojna osoba może mieć przewagę. Mniejsza szansa, że wysadzi chałupę. wink
Co do samych funduszy - zakładając, że mówimy o sytuacji długotrwałej, nożu na gardle itd. itp., to ja bym po prostu, nawet nie mając zdolności kredytowej, wzięła jakąś chwilówkę, czy pożyczkę w providencie, potem spłacała. Trudno, wiem, jak wyglądają koszty takiej imprezy, ale to nie fanaberie typu pożyczka na wycieczkę, tylko pożyczka, żeby zacząć w końcu zarabiać i żyć na własny rachunek. Moim zdaniem to się opłaca. ;p

13

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Myślę że lenistwo lenistwem, pewnie że są leniwe ancymony którym zwyczajnie się nie chce. Jednak po pierwsze jako niegdyś mieszkanka dużego miasta powiem, że z tą wyprowadzką do niego nie jest tak różowo, ceny mieszkań, a nawet pokoi w ot takiej Warszawie wyglądają tak że za byle pokój można zapłacić 600 zł, a za mieszkanko 16 m 2 1200 bez rachunków, przeciętny pracownik dostanie właśnie te 1200, to wybaczcie ale za co on będzie żył jeśli za mieszkanko zapłaci całą swoją pensję smile.

Małe miasta? U nas jest praca, ale mało i głównie dla mężczyzn, a przynajmniej na typowo męskie zawody, a w małych mieścinach kobiety raczej nikt do nich nie weźmie nawet jeśli mają potrzebne kwalifikacje, są to takie zawody jak kierowca ciężarówek, operator wózka widłowego itp.

To że młodzi ludzie nieraz myślą że zrobili studia i świat leży u ich stóp, to zupełnie inna para kaloszy, poniekąd biorąca się z dawnych lat kiedy studia rzeczywiście były drogą do dobrych zarobków, a rodzice wmawiali swoim pociechom, że MUSZĄ MIEĆ STUDIA. Okazało się jednak, że to tak nie działa, a wielu ludzi po zawodówkach zarabia więcej niż po studiach i to ludzi boli.

Ja np. nie mam i nie będę miała problemu ze znalezieniem pracy z racji na nietypowy zawód, ale to ile mi zaoferował facet w takiej małej mieścinie było śmieszne, do rzeczy, z pracy zrezygnowałam, bo okazało się, że jestem w ciąży, moja praca jest szkodliwa dla zdrowia, więc zrezygnowałam, mogłam do niej wrócić, ale tego nie zrobiłam, bo za ciężką pracę z uszczerbkiem na zdrowiu dostawałam...6zł za godzinę, a dodam że musiałam do niej jeździć swoim samochodem (nie ma tam komunikacji) przy moich zwyżkach za wiek i przy tym, że przynajmniej w zimę samochód nie odpalałby z gazu i jeździłby na benzynie, plus ubezpieczenie samochodu, to właściwie nic bym nie zarobiła smile I tak zostałam housewife, mi to pasuje. Czy nic nie robię? Robię, ale w domu, maluje obrazy, tworzę grafiki przy okazji mając nieco czasu by zająć się domem.

14 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-08-24 11:15:29)

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Często własnie jest tak, ze zeby zacząć trzeba COKOLWIEK mieć. Tak jak pisała Vian. Kasa z nieba nie spada. Nawet jak ktos dostanie propozycje darmowego stażu, to czesto nie ma finansów na podjęcie tego (dojazd itp). Najczesciej barierą są nikłe predyspozycje psychiczne (jak z tym naciaganiem, prezentacją, odpornoscia na stres). Fizyczne to juz bardziej w chorobach. To sa powszechnie znane problemy i w UP ciagle sie o tym słyszy. W duzym miescie na pewno jest tego więcej, ale trzeba sie do niego dostać, opłacic. Takze podroze w poszukiwaniach nie sa darmowe. Trzeba mieć start, a pozniej te pieniadze zainwestowac w dalszy rozwoj, jednoczesnie opłacając na biezaco zycie. Często rodzice dzieciom pomagaja, z dojazdami, z oplata takze nauk, praktyk, studiow. Inni pożyczają, czy zalatwiaja prace po znajomosci bo ktos kogos polecił. Nie kazdy tak ma, wiec musi kombinować i z tych kombinacji często niewiele wynika lub na krotka mete, bo bilans jest ujemny. Kasa schodzi, a nowej nie przybywa, lub przybywa za mało. Co innego jak ktos ma zawód, 50 metrow dalej zakład i nie idzie "bo zupa jest za slona", albo ma wszystko opłacone, zyje na luzie, high life, a mu sie nie chce isc chocby do tego maca, bo czeka na jakas spektakularna oferte gdzie placa kokosy za nic nie robienie. I juz nie wspomne o tym , ze jak ktos jest chory to sobie moze pomachać juz chusteczka i przegral zycie.

O zadnych szkołach zawodowych nie słyszałem, by tak mozna było sie łatwo przekwalifikować. Policealne często nic nie dają oprocz straconego czasu, a czas ucieka i tez coraz mniej przychylnie pracodawca patrzy na starszą osobe bez doswiadczenia. Przyklady szkol ktore znalazłem: technik administracji (gdzie praca po tym, w biurze?), technik bhp (bardzo niska szansa na zatrudnienie bez studiow), farmaceuta (np apteka, po przeszkoleniu jest to samo), opiekunka srodowiskowa (do wyjazdu za granice opiekowac sie starszymi ludzmi... i mozna bez tego), technik informatyk (w 90% tylko w sklepie z komputerami, co mozna zrobic i bez technika, jesli ktos troche sie tym interesuje, czasem jako grafik w branzy reklamy), technik ochrony mienia (np za ochroniarza mozna isc bez tego, z podstawowym). Byc moze policealna szkolna przygotuje... ale do studiów. I co z tego? Nadal nie ma pieniedzy.
90% szkol policealnych jak widze kierowane jest do kobiet: masazystka, opiekunka, florystka, psycholog (haha po liceum), dekoracja wnetrz, asystentka, wizazystka, uslugi kosmetyczne, rejestratorka medyczna, fotograf artystyczny. Gdzies tam prace pewnie by wtedy znalazły, ale czy to wszystko jest perspektywiczne i pewne?

Ja jako mezczyzna chciałbym wrocic np na mechanika, slusarza. Nie znalazłem takiej szkoły, by mozna było sie wyuczyć i zaczac od początku.

A pomysł o pozyczce w providencie mysle nieodpowiedzialny... nie ma pewnosci, ze sie wygrzebiesz a koszta beda rosnac. Ile ludzi tak zrobiło i ma potezne problemy. Co innego małe kwoty, gdy mamy w zapasie bezpiecznie do oddania. A tak? Nie dosc, ze nie masz kasy, to jeszcze jestes na minusie i minus rosnie. Dla mnie bardzo zły pomysł.

15 Ostatnio edytowany przez Radkka (2014-08-24 11:13:47)

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Gdzies tam prace pewnie by wtedy znalazły, ale czy to wszystko jest perspektywiczne i pewne?

Myślę, że my kobiety jestesmy z natury próżne więc praca dla kosmetyczki, fryzjerki czy masażystki na pewno się znajdzie smile Jak człowiek rzuci okiem na całe półki farby do włosow albo ilosc kosmetykow do makijażu w sklepach to zdaje sobie dopiero sprawe jaki to biznes.

16

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?
thepass napisał/a:

A pomysł o pozyczce w providencie mysle nieodpowiedzialny... nie ma pewnosci, ze sie wygrzebiesz a koszta beda rosnac. Ile ludzi tak zrobiło i ma potezne problemy. Co innego małe kwoty, gdy mamy w zapasie bezpiecznie do oddania. A tak? Nie dosc, ze nie masz kasy, to jeszcze jestes na minusie i minus rosnie. Dla mnie bardzo zły pomysł.

Sprostuję, mi nie chodziło o to, że brać pożyczkę w ciemno i wio do stolycy szukać szczęścia. Raczej o to, że jak znajdzie się tam pracę, to potem wziąć brakującą kwotę, wystarczy na początek i 1000 - 1500 zł, żeby ten pierwszy miesiąc jakoś przeżyć. Moim zdaniem lepsze to, niż siedzenie w domu miesiącami bez pracy. Oczywiście, że jak jest możliwość pracy na miejscu, to nie ma co się rzucać na pożyczanie kasy, ale jeśli to jest jedyne wyjście... To chyba warto, w końcu 1500 zł to nie jest pakowanie się w kredyt na mieszkanie na kilkadziesiąt lat.

17

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Zgadzam się z przedmówczynią. Poszukiwanie pracy dzisiaj, w dobie Internetu, nie wymaga przeprowadzki. Można wysyłać cv na drugi koniec kraju, pojechać na rozmowę i od razu wiedzieć, na czym się stoi. Jeśli już zapraszają cię na rozmowę, a w cv masz adres z daleka, to znaczy, że coś ich zainteresowało i masz jakieś szanse. Mój znajomy tak miał. Pojechał na rozmowę do stolicy, a mieszkał w małej miejscowości w lubelskim. Już na rozmowie wiedział, że dostaje robotę. Dzisiaj jest zachwycony zmianami, na jakie się wtedy zdecydował. Czasami warto się nieco wysilić i zaryzykować.

18 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-08-24 13:35:05)

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

No ok , ale to 1500zł jak nie spłacisz to pozniej bedzie duzo, duzo wiecej. Stracisz tyle, z pracą nie wyjdzie i znowu musisz pozyczyc, by sie utrzymac kolejny miesiac:)

Hilaria napisał/a:

Zgadzam się z przedmówczynią. Poszukiwanie pracy dzisiaj, w dobie Internetu, nie wymaga przeprowadzki. Można wysyłać cv na drugi koniec kraju, pojechać na rozmowę i od razu wiedzieć, na czym się stoi. Jeśli już zapraszają cię na rozmowę, a w cv masz adres z daleka, to znaczy, że coś ich zainteresowało i masz jakieś szanse. Mój znajomy tak miał. Pojechał na rozmowę do stolicy, a mieszkał w małej miejscowości w lubelskim. Już na rozmowie wiedział, że dostaje robotę. Dzisiaj jest zachwycony zmianami, na jakie się wtedy zdecydował. Czasami warto się nieco wysilić i zaryzykować.

Taak wysyłanie cv jak nie ma sie wykształcenia, zawodu, doswiadczenia, kursow... chyba do marketu na 2 koncu Polski. To zupelnie inne sytuacje.

19

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Eileen..., aby się do miasta wyprowadzić, to trzeba mieć kasę na start. Nie wiem skąd wynajdujesz te ceny za pokój i mieszkanie, bo 65m2 za 1000 zł to może w Pruszkowie, albo Kobyłce, ale na pewno nie w Warszawie. Jeśli ktoś wynajmie tańsze mieszkanie, ale dalej, to musi dopłacić sporo do dojazdów. Przypominam, że nie wszyscy mają zniżkę studencką, a pojeździj tak trochę komunikacją miejska za 100% biletu, to zobaczysz jak to boli.

Praca z McDonaldzie itp. Wszystko ładnie pięknie i te argumenty, które podałaś faktycznie świadczą o tym, że komuś się zwyczajnie nie chce. Jednak nikt nigdzie nie mówi, że aby pracować w fast foodach to trzeba mieć książeczkę sanepidu, a taka książeczka kosztuje 100 zł + obowiazkowa wizyta u lekarza pracy organizowana na własną rękę, czyli dodatkowe 100-150 zł, razem 200 zł. Książeczkę też trzeba sobie kupić samemu, ale to już 5 zł... Więc dla kogoś, kto liczy każdy grosz, przeprowadził się do dużego miasta i musi wydać 200 zł, aby dostac pracę, z której będzie go ledwo stać na opłacenie za ten pokój, bilet i trochę jedzenia, to już woli siedzieć na tej swojej wsi i marudzić.

Biedronki, kasy, magazyny - spoko, ale nie wszyscy tam mogą pracować. Przypominam, że człowiek z wyrokiem sądowym ( a wyrokiem sądowym jest już niezapłacony mandat, który trafił do sądu, czyli żadne tam ciężkie przestępstwo) NIE mają prawa ani wstępu do pracy w takich miejscach, więc Ci ludzie już mają ukrócone połowe prac, które mogliby wykonywać.

Praktyki? Można je zrobić będą na studiach jako obowiązek, ale potem? Po co? ZA CO?! Co Ci da w CV 3 różne praktyki po 3 miesiące. Jak się utrzymasz chodząc TYLKO i wyłącznie na bezpłatne praktyki?

Dla ludzi przeciętnych, bez wykształcenia z pracą w tym kraju jest do dupy. I nie ma się co oszukiwać. Dla tych z wykształceniem też niewiele lepiej.

20

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?
Radkka napisał/a:

a praca z zakwaterowaniem i wyżywieniem albo prace zdalne? takie oferty tez sa

Prace z zakwaterowaniem i wyżywieniem - czyli w praktyce opieka nad dzieckiem, osobą starszą albo prowadzenie domu (przynajmniej dla kobiet, nie wiem, jak wygląda to w przypadku mężczyzn). W takim układzie po pierwsze trzeba się na tym chociaż trochę znać, po drugie wypada mieć doświadczenie i referencje, bo bez tego może być serio ciężko. Po trzecie do osób starszych i zajmowania się domem trzeba mieć trochę fizycznych warunków, bo to często wymaga po prostu fizycznego wysiłku. Po czwarte łatwo w takiej pracy utknąć, bo pracodawcy często wychodzą z założenia, że jak już zatrudnili z zamieszkaniem, to mają pracownika 24/7 i powinien być ZAWSZE pod ręką. To nie jest reguła, ale często tak się zdarza. Tak samo jak płaca w takich wypadkach często jest bardzo niewielka albo wręcz żadna (szczególnie jeśli stawia się warunek, że pracuje się tylko do jakiejś tam godziny, a potem ma się wolne). Po piąte tacy pracodawcy bardzo niechętnie zatrudniają kogoś, kto ma zamiar szukać innej, lepszej dla siebie pracy, bo stracą pracownika. Oczywiście można się nie przyznawać, ale jak sie z marszu zaznacza, że chce się mieć wolne czasem w takich a takich godzinach jak potrzeba, to sobie potrafią dodać 2 do 2. Innymi słowy moim zdaniem jest to jakieś rozwiązanie dla osób, które nie mają co ze sobą zrobić, nie mają pracy, nie mają gdzie mieszkać, ale to średni sposób na "wkręcenie się" do dużego miasta i sensowny start.

A praca zdalna - rozumiem masz na myśli jakąś taką typowo chałupniczą, a nie wymagającą specjalistycznego wykształcenia np. bycie tłumaczem czy grafikiem? Znasz jakieś uczciwe, pewne opcje? Ja się serio pytam, bo moja mama od pewnego czasu się rozgląda i na razie nic sensownego nie znalazła.

Eileen napisał/a:

Nie zgadzam się z cenami mieszkania. Owszem, pokoje nawet droższe bywają, ale w Warszawie nigdy nie płaciłam więcej jak 500 zł. Ostatnio mieszkanie 65m^2 - 1000 zł. Kaucja też raz jest, raz nie ma - w ciągu 4 lat płaciłam 2 razy, a 2 razy nie. Moja znajoma teraz z marszu znalazła duży pokój z balkonem za 500 zł. Spokojnie można znaleźć w takiej cenie i to ładne, ale ok. 20 min od centrum komunikacją miejską.

Jak ja albo "ktoś ode mnie" będzie szukać mieszkania, to możemy poprosić Cię o pomoc? Również całkiem serio pytam. Może my nie umiemy szukać, ale nawet nie tak dawno rozglądałam się za pokojem dla przyjaciółki i wszystko było powyżej 500zł, często dużo powyżej, w granicach 700-800zł i to nie były żadne szałowe lokalizacje, tylko takie w rodzaju Bemowo, Tarchomin, Ursynów (dla nieznających Wawy, dość daleko od centrum). Kaucje też raczej zawsze są koniecznością, przynajmniej nie kojarzę, żeby ktoś nie musiał płacić. 500zł to za miejsce w pokoju 2-osobowym widziałam.

Co do samych funduszy - zakładając, że mówimy o sytuacji długotrwałej, nożu na gardle itd. itp., to ja bym po prostu, nawet nie mając zdolności kredytowej, wzięła jakąś chwilówkę, czy pożyczkę w providencie, potem spłacała. Trudno, wiem, jak wyglądają koszty takiej imprezy, ale to nie fanaberie typu pożyczka na wycieczkę, tylko pożyczka, żeby zacząć w końcu zarabiać i żyć na własny rachunek.

Ja bym się nigdy na to nie zdecydowała, dla mnie to zbyt niepewne. Chwilówkę mogłabym najwyżej wziąć, gdybym miała niespodziewany wydatek tuż przed 1-szym, mam za mało na koncie, brakuje mi tych 500zł, ale WIEM NA PEWNO, że za kilka dni dostanę wypłatę i będę miała z czego spłacić. Na pewno nie wzięłabym takiej pożyczki jak nawet nie wiedziałabym, czy znajdę jakąkolwiek pracę, a jeśli tak, to jaką i kiedy.

21

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?
Eileen napisał/a:

Ostatnio mieszkanie 65m^2 - 1000 zł.

Znalazłaś takie duże mieszkanie w Warszawie w takiej cenie? Jakim cudem? Szukałam mieszkań w Bydgoszczy (więc teoretycznie powinno być taniej niż w stolicy). Miejsca z dobrym dojazdem (tzn. bez przesiadek i 45 minutowej drogi) są strasznie drogie! I nie mówię tu wcale o centrum. Za 1000 zł (dolicz do tego opłaty za wodę, prąd itd.) można dostać najwyżej kawalerkę, bez mebli i w starej kamienicy, w nieinteresującej nas dzielnicy (bo za daleko od pracy chłopaka). Mieszkania dwupokojowe albo pokój + kuchniosalon w dobrej okolicy i ocieplanym budynku to koszt co najmniej 1200 + opłaty (czyli po przeliczeniu ok. 1600-1800 zł na 4 osoby). Kawalerki są niewiele tańsze (minimum 1400 zł po doliczeniu opłat). I nie mówię tu o pięknych, wyremontowanych i umeblowanych nowocześnie mieszkaniach na strzeżonych osiedlach, tylko o zwykłych mieszkaniach zagraconych starymi meblami i bambetlami właścicieli.

Gdyby udało mi się znaleźć szybko pracę, to dostałabym najwyżej najniższą krajową, tak jak mój chłopak, więc gdybyśmy chcieli zamieszkać w Bydgoszczy sami, we dwójkę, to wydawalibyśmy prawie półtora pensji na samo mieszkanie (pokój+kuchniosalon albo kawalerka). Nic nie bylibyśmy w stanie odłożyć na czarną godzinę, albo na drobne przyjemności, bo reszta kasy szłaby na jedzenie i bilety komunikacji miejskiej.

Więc nie mów, że przeprowadzka do większego miasta to takie hop siup, bo czasem jest to niemożliwe, albo bardzo trudne (szczególnie bez pieniędzy, bo na początek, zanim znajdzie się pracę trzeba jakoś się utrzymać, a nie zawsze rodzina jest w stanie pomóc aż tak bardzo). Jasne, można wynająć pokój, ale mieszkanie ze studentami to zgroza i mówię to z własnego doświadczenia.

22

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

hmm kurcze ja też szukałem pracy na wakacje i mi nie poszło ale jak to wyglądało z mojej perspektywy -> MOGŁEM, FAKTYCZNIE przyznaję się bez bicie mogłem jeździć autobusem do eurocomfortu tylko, że dojazd godzine -> dwie strony czyli 10 godzin pracy a płacone za 8, faktycznie. Patrząc teraz moglem iść chociaż na miesiąc, za rok tego błędu nie popełnię. Tak to miałem nadzieję, dostać się na pomidory z kumplami ale babka stwierdziła, że jak dwa tygodnie ostatnich wakacji to nie chce mnie brać bo bym musiał jeszcze we wrześniu robić (a tu już mam szkołę). Jeszcze złożyłem do chyba 4 zakładów, o jednym się dowiedziałem na następnym dzień, że nie zatrudniają bo "góra" robiła przekręty i hajsu nie ma. Z dwóch w ogóle się nie odezwali chociaż dzwoniłem a z ostatniego upragnionego też mi powiedziała, że wolałaby kogoś kto by we wrześniu robił, pytałem się podczas rozmowy trzy razy czy by nie dało rady -> niestety nie

PS: więc za rok eurocomfort prawdopodobnie ^^

23

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?
MissF napisał/a:

Gdyby udało mi się znaleźć szybko pracę, to dostałabym najwyżej najniższą krajową, tak jak mój chłopak, więc gdybyśmy chcieli zamieszkać w Bydgoszczy sami, we dwójkę, to wydawalibyśmy prawie półtora pensji na samo mieszkanie (pokój+kuchniosalon albo kawalerka). Nic nie bylibyśmy w stanie odłożyć na czarną godzinę, albo na drobne przyjemności, bo reszta kasy szłaby na jedzenie i bilety komunikacji miejskiej.

Mniejsza o czarną godzinę i drobne przyjemności, ja się zastanawiam skąd w takim wypadku wziąć na np. ubrania, buty, leki w wypadku choroby, które potrafią słono kosztować. Na ubrania trzeba chyba polować na okazje typu "oddam ciuchy za darmo za koszty wysyłki" albo w jakichś tanich ciucholandach. Co z butami nie wiem, bo używane buty to bardzo niefajne są, raz, ze niezdrowe, dwa można grzybicę czy inną cholerę złapać. A jak np. kupić nowy laptop, który w dzisiejszych czasach jest właściwie niezbędny?

24 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2014-08-24 16:19:57)

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?
missF napisał/a:

Moja mama zawsze mówi "kto chce znaleźć pracę to ją znajdzie".

Dla osób takich jak ja- młodych, bez wykształcenia i zawodu, to właśnie taki McDonald jest świetną opcją. Bo ja w tej chwili nie potrzebuję kilku tysięcy na konto, rozwoju zawodowego i możliwości awansu. Nie mam rodziny na utrzymaniu, mieszkam z mamą, więc nie płacę rachunków, nie mam kredytów, nie mam wielkich potrzeb. A dzięki tego typu pracy zdobędę DOŚWIADCZENIE. A z tego co zauważyłam (bo od jakiegoś czasu na nowo szukam pracy) to właśnie brak doświadczenia jest największym problemem. Wszędzie do sklepów potrzebne jest doświadczenie. I wbrew pozorom nie tak łatwo je zdobyć. Nie widziałam jeszcze propozycji praktyk w sklepie, są najwyżej staże- próbowałam z UP, ale na jedno miejsce jest masa chętnych i szybko kończą się żetony.

A do call center bym nie poszła nigdy. Bo znam siebie i wiem, ze bym to przepłaciła sporą nerwicą i stanami depresyjnymi. Choć nie mówię że to zła opcja dla każdego. Jeśli ktoś ma gadane, nie ma wyrzutów sumienia i byłby dobrym sprzedawcą to może tam naprawdę sporo zarobić. No i jest niekiedy możliwość odbycia szkoleń, które też przydadzą się w CV.

Z tego co zauważyłam, ludziom oczy się otwierają dopiero wtedy kiedy mają nóż na gardle. Kiedy człowiek jest naprawdę zdesperowany, nie jest już na utrzymaniu rodziców i ma wybór: pracuj, albo głoduj, to nawet ten znienawidzony i wyśmiewany McDonald jest świetną opcją. Widziałam takie przypadki na własne oczy. No a póki nie ma presji, bo rodzice dopomogą, nakarmią, to po co się poniżać i myć podłogi w galerii handlowej? Lepiej poczekać na tą wymarzoną posadkę dyrektora z 5 tysiączkami na koncie.

A, jeszcze jedno spostrzeżenie. Obserwując znajomych stwierdzam, że osoby bez studiów łapią się każdej pracy, byle szybko coś zarobić i mieć, zaś osoby po studiach (albo nadal studiujące) strasznie wybrzydzają. Dla kogoś po 5 latach studiów konieczność pracy w McDonaldzie faktycznie może być bolesnym zderzeniem z rzeczywistością. No ale to już kwestia źle wybranych studiów, bądź świadomy wybór kierunku, którego magistrów jest już przesyt (np. pedagogika, na którą ludzie wciąż się pchają mimo bezrobocia wśród nauczycieli).

Dodatkowo dla osób które jeszcze się uczą, powiem: W tej chwili najwięcej ofert pracy jest dla ludzi z umiejętnościami i/lub zawodem, niekoniecznie z papierkiem uczelnianym. Codziennie sprawdzam oferty pracy i naprawdę, jest sporo pracy dla fryzjerów, krawcowych, spawaczy, mechaników, elektryków, budowlańców, kierowców i mogę w sumie wymieniać jeszcze długo smile Więc może jeśli ktoś nie może znaleźć pracy po samych studiach, to warto iść na kursy, albo do jakichś szkół policealnych albo zawodowych, żeby zdobyć realne umiejętności? W tej chwili mamy duży wybór darmowych szkół, więc przekwalifikowanie się nie jest wielkim problemem.

No masz rację, jak jest nóż na gardle to motywacja jest inna. Tzn, człowiek nie myśli czy to będzie ok praca, po prostu idzie zwykle.

No albo jakiś cel. Ja teraz wiedziałam, że przyda się bardzo choć dorobić, skoro stałej pracy nie mogłam znaleźć i szukałam dorywczej dalej, było ciężko, ale w końcu oddzwonili i parę dni przed wyjazdem teraz, bo za 2 dni jadę nad morze zadzwonili i rozdawałam gazety, ulotki. Żadna praca nie hańbi i dla mnie to żaden wstyd - wręcz przeciwnie. A znam takie osoby, co dziwią się chyba jak można ulotki rozdawać i wolą całkiem siedzieć na pupie i właśnie nie zarobić nic. Ja tam wolę zarobić, nawet na ulotkach, ale zawsze coś smile Po powrocie z wyjazdu od września chyba też porozdaję te ulotki, tutaj tylko 3 godziny dziennie, ale zawsze jakiś grosz, choć mały, a przy tym oczywiście dalej będę szukać stałej pracy i przy tym zawsze jakieś choć drobne kwoty będę miała smile Facet od ulotek jak najbardziej mówił i pisał, że jak wrócę, to mogę rozdawać dalej, tylko się przypomnieć, więc spoko, będę mogła i tak zrobię smile

25

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Prawda jest taka, że jakąkolwiek prace na pokrycie bieżących rachunków da się znalezc - mysle że wam chodzi o coś wiecej, o prace ponad srednia krajową a o to juz cieżej. Co do minusów podanych rozwiazań w temacie, na szczescie większosc bezrobotnych nie jest osobą chorą, z wyrokiem sądowym, bez 200zł na ksiazeczke sanepidowską. tongue

Prace z zakwaterowaniem i wyżywieniem - czyli w praktyce opieka nad dzieckiem, osobą starszą albo prowadzenie domu (przynajmniej dla kobiet, nie wiem, jak wygląda to w przypadku mężczyzn).

I prace w hostelach, czy praca zza granica z relokacja itd, trzeba wyguglować jest troche tych możliwosci.
Nad minusami nie bede się rozwodzić, wiadomo "coś za coś" gdyby to była praca marzeń to każdy by tam bił. wink

Innymi słowy moim zdaniem jest to jakieś rozwiązanie dla osób, które nie mają co ze sobą zrobić, nie mają pracy, nie mają gdzie mieszkać, ale to średni sposób na "wkręcenie się" do dużego miasta i sensowny start.

No jasne, to jest troche lepsze niz przyjazd w ciemno.

A praca zdalna - rozumiem masz na myśli jakąś taką typowo chałupniczą, a nie wymagającą specjalistycznego wykształcenia np. bycie tłumaczem czy grafikiem? Znasz jakieś uczciwe, pewne opcje? Ja się serio pytam, bo moja mama od pewnego czasu się rozgląda i na razie nic sensownego nie znalazła.

Chałupnicza też. Zalezy jak twoja mama radzi sobie z komputerem, prowadzenie sprzedaży na allegro albo sklepu internetowego? Sa tez zlecenia na pisanie artykułów (SEO lub zwykłych) np. tematyka ciązy. Jakies tam umiejetnosci i wiedze trzeba miec, jak to w każdej pracy.

Może my nie umiemy szukać, ale nawet nie tak dawno rozglądałam się za pokojem dla przyjaciółki i wszystko było powyżej 500zł, często dużo powyżej, w granicach 700-800zł i to nie były żadne szałowe lokalizacje,

Przed rozpoczeciem roku akademickiego jest napraaaawde drogo w WWie, i te tansze pokoje/mieszkania ida jak swieze bułeczki - na drugi dzien ogłoszenia sa nieaktualne. Ale tez sie zastanawiam gdzie Eileen znazłam taka oferte, na Pradze? bo wiem ze tam jest nie zaciekawie, ale tanio i blisko do centrum.

Jesli chodzi o ceny wynajmu, to sa absurdalnie wysokie - przeciez to stanowi 100% pensji minimalnej za kawalerke. D:

26

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Zalezy kto jakie ma bieżące wydatki. Jak mieszka z rodzicami i jest zdrowy to na pewno mu minimalna krajowa styknie, ale nie zgodze sie, ze latwo jest znalezc. U mnie sa takie zaklady, gdzie przyjmuja na 3 miesiace, a pozniej nie przedluzaja umowy i nie ma mozliwosci ponownego przyjęcia. Trzeba byloby od razu zmienic miejsce zamieszkania i kwalifikacje.

27

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?
Teo napisał/a:

Eileen..., aby się do miasta wyprowadzić, to trzeba mieć kasę na start. Nie wiem skąd wynajdujesz te ceny za pokój i mieszkanie, bo 65m2 za 1000 zł to może w Pruszkowie, albo Kobyłce, ale na pewno nie w Warszawie. Jeśli ktoś wynajmie tańsze mieszkanie, ale dalej, to musi dopłacić sporo do dojazdów. Przypominam, że nie wszyscy mają zniżkę studencką, a pojeździj tak trochę komunikacją miejska za 100% biletu, to zobaczysz jak to boli.

Nie, w Warszawie. Nie na Pradze, na Zaciszu, to (chyba) część Bródna albo Targówka, w każdym razie te okolice, dzielnica domków jednorodzinnych. To nie było mieszkanie, tylko domek. Jak się wyprowadziliśmy, to znowu było to samo ogłoszenie, tyle że za 1100 zł (ale jak szukaliśmy rok temu, w ogłoszeniu stało 1200 zł, a na miejscu powiedzieli nam, że 1000 zł. Oczywiście, tak, opłaty za media były dodatkowe i tu akurat była kaucja, chciała 1000 zł, ale zgodziła się na 700 czy 750 zł). I tak, jak zmieniałam kierunek, to pół roku nie miałam zniżki studenckiej.

Teo napisał/a:

Praktyki? Można je zrobić będą na studiach jako obowiązek, ale potem? Po co? ZA CO?! Co Ci da w CV 3 różne praktyki po 3 miesiące. Jak się utrzymasz chodząc TYLKO i wyłącznie na bezpłatne praktyki?

Hmm... skoro nie mam pracy na miejscu i mam siedzieć np. pół roku w domu, szukając i słysząc za każdym razem "brak doświadczenia", to chyba lepiej w tym czasie chociażby to zrobić.  Na samych praktykach nie zarobisz, ale siedząc w domu też nie. Poza tym też są praktyki zdalne.

Vian napisał/a:

A praca zdalna - rozumiem masz na myśli jakąś taką typowo chałupniczą, a nie wymagającą specjalistycznego wykształcenia np. bycie tłumaczem czy grafikiem? Znasz jakieś uczciwe, pewne opcje? Ja się serio pytam, bo moja mama od pewnego czasu się rozgląda i na razie nic sensownego nie znalazła.

Nie mam praktycznie żadnych zdolności graficznych, więc się nie wypowiem, chociaż rzeczywiście zleceń dla grafików i programistów jest najwięcej, jeśli chodzi o pracę zdalną - czy to dla freelancerów, czy na umowę. Ja sama parę lat temu złapałam 2 zlecenia związane z pisaniem tekstów, jedne SEO, które przerodziło się w dłuższą współpracę, drugie - jednorazowe stworzenie tekstu na stronę szkoły tańca czy czegoś tam z tańcem, dokładnie już nie pamiętam. To akurat złapałam na serwisie zlecenia przez net, nie wiem, jak tam obecnie jest, bo od dawna nie zaglądałam. Teraz pracuję zdalnie na polskim portalu zagranicznej firmy, generalnie coś jak obsługa klienta, tylko nie na słuchawce, a bezpośrednio na portalu, odpowiadam na wiadomości, mam płacone od ilości znaków. Mam umowę zlecenie, jestem w stanie spokojnie się z tego utrzymać. Ogólnie to raczej za specjalistę od pracy zdalnej ciężko mnie uznać, nie wiem, jak doradzić w kwestii samego szukania, chodziło mi o to, że to jedna z możliwych opcji. Mi taka praca po prostu odpowiada, więc właściwie codziennie przeglądam portale z ogłoszeniami o pracę tego typu (bo ta obecna mimo dobrych zarobków mi się zwyczajnie nie podoba, więc chętnie bym zmieniła).

Vian napisał/a:

Jak ja albo "ktoś ode mnie" będzie szukać mieszkania, to możemy poprosić Cię o pomoc? Również całkiem serio pytam. Może my nie umiemy szukać, ale nawet nie tak dawno rozglądałam się za pokojem dla przyjaciółki i wszystko było powyżej 500zł, często dużo powyżej, w granicach 700-800zł i to nie były żadne szałowe lokalizacje, tylko takie w rodzaju Bemowo, Tarchomin, Ursynów (dla nieznających Wawy, dość daleko od centrum). Kaucje też raczej zawsze są koniecznością, przynajmniej nie kojarzę, żeby ktoś nie musiał płacić. 500zł to za miejsce w pokoju 2-osobowym widziałam.

O kurde. big_smile Nie no, ja chętnie pomogę, tylko nie wiem jak. big_smile Zawsze robiłam tak, że ze znajomym (raz sama), jechaliśmy na miejsce, przeglądaliśmy ogłoszenia od najnowszych i do określonej kwoty i na bieżąco dzwoniliśmy - jechaliśmy - dzwoniliśmy... tongue Aż do skutku i - może szczęście faktycznie - zawsze to mieszkanie do 500 zł znalazłam. Dwa lata mieszkaliśmy w jednym pokoju - raz po 300, raz po 350 zł płaciliśmy (jak ktoś tam mieszkał sam, to płacił 500 zł, to też Zacisza okolice, domek jednorodzinny), potem rok mieszkałam w Krakowie, 25 min od centrum, płaciłam 480 zł za pokój. Teraz wyżej opisany domek jednorodzinny za 1000 zł - minusem była wścibska, nieznośna właścicielka, ale do przeżycia... Kaucję płaciłam tylko w tych ostatnich dwóch latach, wcześniej nie chcieli. Czasem nawet w ogłoszeniu jest zaznaczone, że kaucja niewymagana. Na Bemowie to nie wiem, raz byłam zobaczyć, ale za pokój chcieli 1200 zł, więc przykro mi bardzo, muszę mieć na papierosy. big_smile Teraz moja znajoma przeprowadziła się do Wawy, ona dzwoniła jeszcze z domu i umawiała się na oglądanie, znalazła spory pokój z balkonem za 500 zł na Bródnie, tyle że ta metoda dla mnie jest średnia, wolę dzwonić na bieżąco, co mi po umówionej wizycie, jak zanim przyjadę, już komuś wynajmą. I co do kaucji, nawet jak musiałam płacić, to nie było problemu, żeby ją rozbili np. na 2-3 raty.

Vian napisał/a:

Ja bym się nigdy na to nie zdecydowała, dla mnie to zbyt niepewne. Chwilówkę mogłabym najwyżej wziąć, gdybym miała niespodziewany wydatek tuż przed 1-szym, mam za mało na koncie, brakuje mi tych 500zł, ale WIEM NA PEWNO, że za kilka dni dostanę wypłatę i będę miała z czego spłacić. Na pewno nie wzięłabym takiej pożyczki jak nawet nie wiedziałabym, czy znajdę jakąkolwiek pracę, a jeśli tak, to jaką i kiedy.

Ale ja pisałam, że nie chodzi o to, żeby brać pożyczkę w ciemno i jechać na podbijanie świata, tylko najpierw znaleźć pracę, a potem najwyżej brakującą kwotę na start pożyczyć.

missF napisał/a:

Gdyby udało mi się znaleźć szybko pracę, to dostałabym najwyżej najniższą krajową, tak jak mój chłopak, więc gdybyśmy chcieli zamieszkać w Bydgoszczy sami, we dwójkę, to wydawalibyśmy prawie półtora pensji na samo mieszkanie (pokój+kuchniosalon albo kawalerka). Nic nie bylibyśmy w stanie odłożyć na czarną godzinę, albo na drobne przyjemności, bo reszta kasy szłaby na jedzenie i bilety komunikacji miejskiej.

Nie twierdzę, że to jest łatwe i idealne, ale dalej jest lepsze, niż siedzenie w domu nierobienie niczego. Mówiłam o osobach permanentnie bez pracy. To chyba lepiej zarabiać mało i nic nawet nie odkładać, niż nie zarabiać w ogóle, prawda? No chyba że kogoś utrzymują rodzice, ale to wtedy nie ma co narzekać, że nie ma pracy, jeśli ktoś tak woli. Przecież to nie temat, że łatwo nam wszystkim o pracę; założyłam dlatego, że jest sporo opcji, ale nie wszystkie ludzie chcą wykorzystać. Tyle że to nie oznacza, że pracy nie ma, jak mówią.

Vian napisał/a:

Mniejsza o czarną godzinę i drobne przyjemności, ja się zastanawiam skąd w takim wypadku wziąć na np. ubrania, buty, leki w wypadku choroby, które potrafią słono kosztować. Na ubrania trzeba chyba polować na okazje typu "oddam ciuchy za darmo za koszty wysyłki" albo w jakichś tanich ciucholandach. Co z butami nie wiem, bo używane buty to bardzo niefajne są, raz, ze niezdrowe, dwa można grzybicę czy inną cholerę złapać. A jak np. kupić nowy laptop, który w dzisiejszych czasach jest właściwie niezbędny?

Ale jak nie masz w ogóle pracy, zwłaszcza od dawna, to też Cię nie stać na ciuchy ani na laptop, prawda? tongue

Radkka napisał/a:

Prawda jest taka, że jakąkolwiek prace na pokrycie bieżących rachunków da się znalezc - mysle że wam chodzi o coś wiecej, o prace ponad srednia krajową a o to juz cieżej. Co do minusów podanych rozwiazań w temacie, na szczescie większosc bezrobotnych nie jest osobą chorą, z wyrokiem sądowym, bez 200zł na ksiazeczke sanepidowską.

No właśnie, też mam wrażenie, że o to chodzi, skoro pojawiają się argumenty, że za mało się odłoży czy za mało zarobi. To ile odkłada czy zarabia osoba bezrobotna, że w porównaniu z niską pensją to za mało? I jednak prędzej odłoży się cokolwiek z malutkiej pensji niż z żadnej. No i niewielka po jakimś czasie może się podnieść, w McD to jest jasno uregulowane, z tego, co pracujący mi tam znajomi mówią, a za długi staż bezrobotności kasy się nie dostaje.

28 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2014-08-24 17:54:34)

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Co do pracy w Biedronce, to mój facet do niedawna pracował tam pół roku jako kasjer. Chcieli go potem na zastępce kierownika, ale nie zgodził się i odszedł. Chcieli dać śmieszne parodniowe szkolenie, potem ta praca, duża odpowiedzialność, a bodajże 300 czy 400 zł więcej. Uznał, że jednak nie bardzo. Szuka teraz innej pracy. Sam twierdził, że Biedronka nie jest aż taka zła, ale jednak ma 27 lat i cały czas chce innej pracy np biurowej. A pracował do tej pory w fizycznych, bo po prostu tony aplikacji, dużo starania się, ale do biurowej często nie oddzwaniali albo cisza po spotkaniu, a często było tam, że średnie wykształcenie wystarczy, więc ok, mój ma policealne no i dobrze się prezentuje, a jednak cisza. Chce zacząć studia, ale teraz to jedyna opcja w sumie to zaoczne, więc najpierw musi złapać pracę. Wcześniej studiował 2 lata, ale przerwał, bo kierunek dość mocno się zmienił, potem zaczął pracować i tak to minęło. No i co, skoro do biurowej tak go nie chcieli, nie chcą na razie mimo dużych starań, to pracował w fizycznych, bo co zrobić Teraz się martwi, bo mówi, że do biurowych, to będzie mu ciężko, bo doświadczenia w pracy fizycznej nie uwzględnia. Coś w tym jest, ale moim zdaniem pracodawca powinien docenić, że osoba nie osiadła na laurach, że jest pracowita. A z biurowych to ma tylko staż w urzędzie pracy przez to. No tak to bywa.

No i do tego prezencję ma, kulturalny jest, szybko się uczy, inteligentny i piszę to obiektywnie, więc no niefajnie, że często nawet nie chcą dać szansy. Na kompie sobie radzi dobrze, jak to w tych czasach, angielski zna dobrze, niemiecki do podszlifowania i sami widzicie jak jest. Tak że tak, praca jest, ale często jak widać po przykładzie mojego chłopaka tą lepszą już ciężko dostać, nawet jak człowiek się stara i tu ciężko. A leniem nie jest, jak szuka pracy to szuka, całe dnie coś robi w tym kierunku, aplikuje, jeździ na rozmowy, ładnie się ubierze, punktualny, nie wybrzydza, więc widzicie, różnie to jest. A co najlepsze szuka w Warszawie tych biurowych i nie tylko, więc powinno być łatwo, a tu klops. Pierwszej pracy szukał pół roku i to i tak dostał trochę po znajomości, chodzi mi o pracę na stałę. Na stałe to jest już ciężej. Plusem tam było to, że była na umowę o pracę, a teraz co nie patrzeć to prawie wszędzie zlecenia.

A Wy macie umowę o pracę? Ciekawa jestem jak u Was. Jak tak to gdzie znaleźliście tę pracę?

Ogólnie np dodam jeszcze, że Urzędy Pracy dla mnie są zbędne jak na razie. Dużo więcej znajduję przez Internet niż tam ofert. A jak jest wizyta, to podpisanie, w sumie nie dają nawet ofert mi, a co ja będę się prosić. Popatrzę na korytarzu tam potem, pospisuję i tyle. A wizyty co 2 miesiące. No, ale chociaż ubezpieczenie jest, dopóki się nie pracuje. Niby i tak.

Vian, hm z tymi butami to trudniej masz rację, ale jeśli pytasz o tanie, a takie dobre, to mogę polecić jak na razie Ray Obuwie w Warszawie też jest. To tak nawiasem mówiąc. Na razie tam mam sandały letnie takie rzymianki, super są i kosztowały chyba 40 zł albo nawet 30 zł. A adidasy i inne tak 40-60 zł. Po prostu nie są markowe, pewnie chińszczyzna, ale tanie i dosyć ok, dlatego pewnie jeszcze kiedyś tam kupię.

Edit: Małpa, to jak mogę spytać oczywiście, to partner Was utrzymuje czy jak? smile Dajecie radę?

29 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2014-08-24 19:33:58)

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Dajemy radę, partner pracuje imając się różnych zajęć, a że to bardzo sprytny i zaradny człowiek to w ten sposób zarabia kilka do kilkunastu razy więcej niż tego co dostałby na etacie. Ja za swoje prace też nie mogę narzekać, chociaż nie robię ich bardzo dużo to z powodzeniem mam na swoje potrzeby. Partner opłaca rachunki, większą część wyżywienia, natomiast ubrania, kosmetyki, kupuję sobie za swoje, chociaż jestem pewna że gdybym nie miała a on by miał to by mi kupił, często zresztą zostawia mi pieniądze bo jak mówi "nie lubię jak nic nie masz".

Szczerze mówiąc ja na etacie i tak bym teraz nie dała rady ze względu jak wiesz Truskaweczko mój stan zdrowia, a gdyby mój pracował na etacie to nie dalibyśmy rady się utrzymać, a że oboje mamy łby nie od parady i myślimy nie szablonowo to jest dobrze.

Przy czym taka sytuacja ma swoje minusy, jednego miesiąca możemy mieć bardzo duży przychód innego niemal 0, bo wiadomo jak jest jak się robi po swojemu i na swój rachunek smile

Ja chciałabym pójść do pracy, poznać nowych ludzi, trochę wyjść, ale póki co nie mogę i cóż muszę się z tym pogodzić wink

30

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Mnie sie wydaje ze ludziom w wiekszosci brakuje elastycznosci w dzialaniu.
Kazdy by chcial spiewajaco ukonczyc szkole wyzsza, studia rozwalic z wyroznieniem i najlepiej zeby pracodawcy w kolejce sie ustawiali z propozycjami pracy. No w najgorszym wypadku pierwsza rozmowa o prace powinna byc lsniacym sukcesem. A z chwila kiedy tak sie nie dzieje to sie zaczynaja schody. I wymowki...
"Nie po to studiuje zeby frytki podawac"- od czegos trzeba zaczac.
Oferuje sie ludziom prace ale nie taka jakby sobie wymarzyli.... To jej nie wezma. Bo za daleko, za malo placa, nie taka praca jakby sobie wymarzyli...
Ludzie nie maja w sobie elastycznosci. MA byc tak jak oni sobie wymarza i NIC innego nie ma szans.

Znam ludzi ktorzy studiujac na prestizowych uczelniach imali sie roznych zajec od pracy w marketach po sprzatanie salonow samochodowych i w momencie w ktorym konczyli studia mieli w CV juz kilka prac.
Znam rowniez ludzi ktorzy pokonczyli rozne, rozniste studia ale nie pracuja w zawodzie i to co obecnie wykonuja podoba im sie duzo bardziej niz zawod wyuczony.
Ja tez nie pracuje w zawodzie wyuczonym i nie narzekam.
Czasem jest tak ze my sobie wymarzymy to czy tamto a zycie jak to zycie ma w nosie nasze oczekiwania i daje nam to co dla nas ma. Tylko trzeba umiec to dostrzec i docenic.
Jak ktos nie chce to pracy nie znajdzie. Tyle w temacie.

31

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Temat budzi wiele emocji big_smile
W tej chwili jestem bezrobotna osoba ze statusem zasiłku który trwa rok.

Pracowałam jako pracownik administracyjny, opiekun dzieci podczas przejazdu ze szkoly do domu, roznoszenie ulotek oraz pracownik na świetlicy.

Wszystko pięknie tylko nie kazdy nadaje się na dany zawod.

Ja gdy zaczelam jezdzic z grupka dzieci ok 32 po nocach nie spalam, dzieci w wieku przedszkolnym do 6 klasy. Praca mega odpowiedzialna , w busie pilnować z przystanku do szkoly , później oddac dziecko osobie ktora ma uprawnienia.
I gadajcie jak chcecie , ale nie kazdy moze pracować na tak odpowiedzialnym stanowisku.

Wspominam bardzo fajnie ta prace nie liczac faktu ile ja nerwów stracilam , rachunki za telefon bo mamusia zapomniala po dziecko wyjsc.

jasne gdyby byla taka mozliwosc to bym sie podjela taka pracy na stale.

Szukam sobie, jest ciężko.

32

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Truskaweczko - Urząd Pracy - jak dla mnie szkoda slów. Ostatnio stukam slysze proszę wchodzę a pani sobie pilniczkiem piluje pazurki. Spoko.
Setka pytan, jak dla mnie bez konkretnej pomocy.
Paniusia mówi no widzę ze pani ma wyksztalcenie w zawodzie Administracji ale wie pani ze ciezko jest dostać taka prace, kuzwa mac a ja dlugo nie myśląc odpowiadam jej tak wiem ze ciezko jest prace znaleźć w Administracji bo stołki są zajęte juz po znajomości przez kolejne 20 lat.
Nic nie odp.

Ja naprawdę potrafię zamknąć dziuba i byc potulna ale denerwuje mnie taka paniusia co grzeje panstwowa posadę i przypuszczam ze jej coreczka , synek skoczą na jej miejsce.

33 Ostatnio edytowany przez ziemniaczana (2014-08-24 22:02:31)

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Praca i jest i nie ma. Zależy jak patrzeć. Jeśli ktoś nie może złapać pracy na stałe to niech sie chwyta tymczasowej albo sezonówek. Prócz tego że trochę grosza wpadnie, istnieje szansa że jeśli bedzie się dobrze pracować pracodawca będzie chciał nas zostawić na stałe.

Co do UP to chyba wg mnie lepszą alternatywa są agencje pracy. Fakt, że kokosów się nie zarobi a najczęściej najniższą krajową i to za robotę raczej fizyczną - ale dla młodych osób chcących zdobyć jakieś doświadczenie myślę dobra opcja. Najgorzej zacząć- potem już leci.

No i trzecia opcja: znasz język - rusz się zagranice. nie, niekoniecznie w ciemno i niekoniecznie na stałe - można posiedzieć pare miesięcy i trochę odłożyć, a potem siedzieć w PL  sie przekwalifikowywać czy odbywać wspomniane wcześniej praktyki.  Wbrew pozorom koszty mogą być niższe niż przeprowadzka do większego miasta. Są agencje, a własciwie większość, które gwarantują zakwaterowanie, dojazdy do pracy itp, które po prostu odliczaja ci z pensji. I wbrew pozorom wcale nie wymagają doświadczenia.
Robota w sumie też raczej mało kreatywna, jeśli nie ma się wyuczonego zawodu i uprawnień, niemniej jednak pensja znacznie bardziej zadowalająca niż 1200 pln na rekę.

Ja rok temu (nie skonczylam studiow big_smile planuję skonczyc w przyszlym roku) też narzekałam, że roboty brak. Wysyłałam zgłoszenia itd.  najpierw złapałam jedna robotę, potem drugą, trzecią ii... jakoś poszło. Fakt, że nie były to stabilne prace a tymczasowe niemniej jednak lepsze to niż siedzenie na dupie i biadolenie.

34

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?
Małpa69 napisał/a:

Dajemy radę, partner pracuje imając się różnych zajęć, a że to bardzo sprytny i zaradny człowiek to w ten sposób zarabia kilka do kilkunastu razy więcej niż tego co dostałby na etacie. Ja za swoje prace też nie mogę narzekać, chociaż nie robię ich bardzo dużo to z powodzeniem mam na swoje potrzeby. Partner opłaca rachunki, większą część wyżywienia, natomiast ubrania, kosmetyki, kupuję sobie za swoje, chociaż jestem pewna że gdybym nie miała a on by miał to by mi kupił, często zresztą zostawia mi pieniądze bo jak mówi "nie lubię jak nic nie masz".

Szczerze mówiąc ja na etacie i tak bym teraz nie dała rady ze względu jak wiesz Truskaweczko mój stan zdrowia, a gdyby mój pracował na etacie to nie dalibyśmy rady się utrzymać, a że oboje mamy łby nie od parady i myślimy nie szablonowo to jest dobrze.

Przy czym taka sytuacja ma swoje minusy, jednego miesiąca możemy mieć bardzo duży przychód innego niemal 0, bo wiadomo jak jest jak się robi po swojemu i na swój rachunek smile

Ja chciałabym pójść do pracy, poznać nowych ludzi, trochę wyjść, ale póki co nie mogę i cóż muszę się z tym pogodzić wink

No tak, ma to swoje plusy i minusy. Pewnie trzeba walczyć jak lew o pewne zlecenia, a i tak różnie jest. Skoro jest tak, że raz dużo, raz prawie nic, to musieliście też pewnie dobrze zacząć tym rozporządzać, żeby wtedy, gdy nadejdzie miesiąc, że będzie zero lub prawie zero mieć jeszcze jakieś pieniądze z poprzedniego miesiąca. Niemniej fajnie, to dobrze, że tak sobie dajecie radę smile No czyli Ty praca zdalnie? To też zawsze coś smile  No, ale pewnie, że chce się i do ludzi wyjść, tak popracować, ale wiem, że nie możesz, zrozumiałe.

35

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?
cisowianka napisał/a:

Truskaweczko - Urząd Pracy - jak dla mnie szkoda slów. Ostatnio stukam slysze proszę wchodzę a pani sobie pilniczkiem piluje pazurki. Spoko.
Setka pytan, jak dla mnie bez konkretnej pomocy.
Paniusia mówi no widzę ze pani ma wyksztalcenie w zawodzie Administracji ale wie pani ze ciezko jest dostać taka prace, kuzwa mac a ja dlugo nie myśląc odpowiadam jej tak wiem ze ciezko jest prace znaleźć w Administracji bo stołki są zajęte juz po znajomości przez kolejne 20 lat.
Nic nie odp.

Ja naprawdę potrafię zamknąć dziuba i byc potulna ale denerwuje mnie taka paniusia co grzeje panstwowa posadę i przypuszczam ze jej coreczka , synek skoczą na jej miejsce.

Jak masz znajomości to masz ciepłą posadkę. Ja mam właśnie konkretnego doła bo wszyscy moi znajomi tutaj szukają pracy "po znajomości" innej opcji nie przewidują. Ja nie mam takich możliwości, zawsze sama musiałam sobie pracy szukać i teraz bardzo mnie to boli. Wiem, wiem jestem zaradna i dużo bardziej operatywna ale jestem tym już zmęczona sad
Teraz próbuję działać na własną rękę, znalazłam pomysł na siebie ale nikt nie docenia mojej pomysłowości, widzę niedowierzanie, sceptycyzm i rezerwę, chore to wszystko...........trzymajcie kciuki, żeby mi się udało bo bardzo bym chciała utrzeć nosa tym wszystkim "po znajomości"!!!! chce mi się wyć

36

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Joga, za to jak Ci się uda, to będziesz mieć satysfakcję... A oni? big_smile

37 Ostatnio edytowany przez Joga (2014-08-25 10:36:03)

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?
Eileen napisał/a:

Joga, za to jak Ci się uda, to będziesz mieć satysfakcję... A oni? big_smile

Oni też mają satysfakcję tyle, że innego rodzaju. Właśnie moja koleżanka czeka na rozmowę kwalifikacyjną w urzędzie, choć nie ukazało się jeszcze żadne ogłoszenie.......ciekawie prawda???
Kiedy zaproponowałam jej wspólną pracę, w sumie kilka godzin w miesiącu (8 godzin) i zarobek kilkuset złotych przy opcji, że sama organizuje sobie czas, niczego nie inwestuje, ja mam pomysł, zarobek pewny jeśli projekt przejdzie, ona tylko jest w razie gdybym potrzebowała zastępstwa na dwie godziny raz w tygodniu, w przypadku jakiejś choroby czy zdarzenia losowego i ....zgadnij jak zareagowała???? Ja to szukam czegoś w urzędzie bo chcę pracy od-do ze stałą pensją. Ale siedzi i czeka, narzeka, że kasy mało i dogaduje, że ja mam super dobrze w życiu.....a ona taka bidulka nikt jej nie chce załatwić. Teraz jej załatwił i .......oby znalazł się ktoś kto ma mocniejsze plecy.
Jestem wredna ale mam nadzieję, że nie dostanie tej pracy.

Ps. bardzo to wredne?? właśnie siedzę i ryczę sad

38

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Właśnie moja koleżanka czeka na rozmowę kwalifikacyjną w urzędzie, choć nie ukazało się jeszcze żadne ogłoszenie.......ciekawie prawda???

Cwaniara. ^^ Ciągnie swój do swego, w urzędach strasznie się żrą między sobą wink

Jesli chodzi o prace dla nauczyciela w szkole publicznej to ta sama sprawa. Bardzo czesto mozna sie dostac tylko po znajomosci. Najbardziej denerwują mnie rozmowy o prace które z góry są ''ustawione'', tzn. zapraszaja cie i wymyslala jakieś odjechane w kosmos pytania, widac ze nie sa zainteresowani twoja kandydura - a ty tracisz czas i pieniadze na dojazd smile

39

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Witaj Elileen. Z mojego punktu widzenia, praca jest, ale głównie na umowę zlecenie. Teraz była praca sezonowa, która powoli się kończy, bo przecież niebawem mamy wrzesień, chociaż we wrześniu kurorty jeszcze działają i można znaleźć prace. Jak ktoś chce znaleźć pracę to znajdzie, nawet poniżej swoich kwalifikacji. Problem jest tego typu, że trzeba się dostosować do pracodawcy, czasem właśnie się przeprowadzić, czasem zmienić coś w swoim wyglądzie. Ja buntowałam się przed takimi zmianami, ale czasem mogą one wyjść komuś na dobre, a nawet dawać możliwość rozwoju, poznawania nowych ludzi itd. Ja jestem raczej mało odporna na zmiany, wynika to z mojej sytuacji uczuciowej i tego też, że dawniej nie bałam się zmian ale obecnie zaczęło mnie to męczyć, po prostu mam już swoje lata, nie lubię niespodzianek, zwariowanego życia i ciągłego przekwalifikowywania się i poznawania nowych struktur. Natomiast wracając do tematu uważam że praca jest, tylko ludzie są leniwi i wygodni i oczekują dużych pieniędzy, a to jest błąd bo niby skąd ten pracodawca ma im zapłacić, skoro On też nie zarabia.

40 Ostatnio edytowany przez cisplatyna (2014-08-25 12:09:21)

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Ja pracuję od zawsze, od liceum, więc mi jest ciężko zrozumieć, jak można nic nie robić przez okres dłuższy niż 2-3 miesiące. Wiem, że o dobrą pracę jest bardzo ciężko, szczególnie, jeśli nie ma się ściśle określonego planu i setki lat doświadczenia, by zaimponować pracodawcy. Widzę trzy grupy wśród znajomych (piszę o osobach z najbliższego otoczenia): tacy, którzy próbują się w czymś specjalizować, kończą studia, szlifują języki, robią ew. kursy, chodzą na bezpłatne praktyki, byleby tylko coś w wymarzonym kierunku. Wielu z nich się udaje. Druga grupa to osoby, które kończą studia na przeciętnym poziomie i po prostu szukają pracy. Tutaj już tylko część znajduje pracę w kierunku zgodnym z wykształceniem, ale fakty są takie, że pracę znajdują i jakoś się nie dają. Trzecia grupa - osoby, które skończyły studia i siedzą w domu przez długi okres czasu. Bo nie mają pracy zgodnej z wykształceniem, bo rodzice dają pieniądze, bo partner zarobi... I tych osób zupełnie nie rozumiem, tracą młodość na siedzenie w domu. Osobiście wolałabym iść do KFC czy innego fastfoodu, byleby pracować i mieć jakiekolwiek pieniądze.
Widzę też sporo osób, które nie poszły na studia i zazwyczaj te osoby sobie bardzo dobrze radzą. Ja mam 24 lata i dopiero od 3 miesięcy pracuję na cały etat (wcześniej studia dzienne), zaś niektórzy na tym etapie mają już dobre umowy o pracę, jakieś doświadczenie... Fakt jest jednak taki, że jest to częściej praca fizyczna, ale w dobrych firmach.

41 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2014-08-25 13:50:26)

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?
cisplatyna napisał/a:

Ja pracuję od zawsze, od liceum, więc mi jest ciężko zrozumieć, jak można nic nie robić przez okres dłuższy niż 2-3 miesiące. Wiem, że o dobrą pracę jest bardzo ciężko, szczególnie, jeśli nie ma się ściśle określonego planu i setki lat doświadczenia, by zaimponować pracodawcy. Widzę trzy grupy wśród znajomych (piszę o osobach z najbliższego otoczenia): tacy, którzy próbują się w czymś specjalizować, kończą studia, szlifują języki, robią ew. kursy, chodzą na bezpłatne praktyki, byleby tylko coś w wymarzonym kierunku. Wielu z nich się udaje. Druga grupa to osoby, które kończą studia na przeciętnym poziomie i po prostu szukają pracy. Tutaj już tylko część znajduje pracę w kierunku zgodnym z wykształceniem, ale fakty są takie, że pracę znajdują i jakoś się nie dają. Trzecia grupa - osoby, które skończyły studia i siedzą w domu przez długi okres czasu. Bo nie mają pracy zgodnej z wykształceniem, bo rodzice dają pieniądze, bo partner zarobi... I tych osób zupełnie nie rozumiem, tracą młodość na siedzenie w domu. Osobiście wolałabym iść do KFC czy innego fastfoodu, byleby pracować i mieć jakiekolwiek pieniądze.
Widzę też sporo osób, które nie poszły na studia i zazwyczaj te osoby sobie bardzo dobrze radzą. Ja mam 24 lata i dopiero od 3 miesięcy pracuję na cały etat (wcześniej studia dzienne), zaś niektórzy na tym etapie mają już dobre umowy o pracę, jakieś doświadczenie... Fakt jest jednak taki, że jest to częściej praca fizyczna, ale w dobrych firmach.

Aha czyli do tej pory studiowałaś dziennie i dorabiałaś sobie dorywczo na studiach, tak? smile
To dobrze smile
Dla mnie nie ma dużego znaczenia czy fizyczna praca czy inna, liczą się chęci, tak samo mam u mojego faceta, ważne, że zaradny, stara się i jak pracuje to pracuje, nie leni się i tu nie ma znaczenia, że np praca fizyczna. A biurową tak jak chce, to pewnie też w końcu znajdzie.

Kiedyś najważniejszy był angielski, teraz pewnie trochę mniej, bo inne języki się przydają. Ja niestety tylko angielski i to też muszę podszlifować sporo, ale zacznę też hiszpański, podoba mi się i trochę już zaczęłam jakieś podstawy z książki sama. Przyda się.

42

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Praca jest i dla tego kto chce pracować to ją znajdzie.
może często ludzie pracują poniżej swoich kwalifikacji, często za mniej niż by chceili, ale przecież od czegoś trzeba zacząć.
Można znaleźc na początek pracę jakąkolwiek byle ją mieć, byle mieć wlasny grosz i coś robić a z czasem szukać tej lepszej. na to zawsze znajdzie sie czas bo przecież nikt nie pracuje 24h.

można w między czasie robić kursy aby zdobyć trochę lepsze pojęcie o tym co nas interesuje.
Ważne jest aby coś robić a nie siedzieć i narzekać że pracy nie. Może nie ma wymarzone na obecna chwilę, ale z czasem znajdzie sie i taka która nas będzie satysfakcjinowała.

43

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Notorycznie pojawia się tu stwierdzenie ''praca poniżej kwalifikacji''.
A z tymi kwalifikacjami to jest słabiutko.
Dyplom licencjata czy magistra to jest przeważnie paragon za opłacenie studiów i nic więcej.
Zmorą, tragedią i ponurym żartem jest właśnie fakt, że większość ludzi nie ma żadnych realnych kwalifikacji i nic nie potrafi.Absolutnie nic.
Inwazja lewusów.

44

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?
pitagoras napisał/a:

Notorycznie pojawia się tu stwierdzenie ''praca poniżej kwalifikacji''.
A z tymi kwalifikacjami to jest słabiutko.
Dyplom licencjata czy magistra to jest przeważnie paragon za opłacenie studiów i nic więcej.
Zmorą, tragedią i ponurym żartem jest właśnie fakt, że większość ludzi nie ma żadnych realnych kwalifikacji i nic nie potrafi.Absolutnie nic.
Inwazja lewusów.

lepiej bym tego nie ujęła! Od razu przypominam sobie moją koleżankę, skończyła prawo, wujek prezes załatwił jej pracę, bardzo miła dziewczyna i koniec zalet. Jako pracownik beznadziejna, nie potrafiła obsłużyć poczty elektronicznej, ciągle uczyła się obsługi jednego programu, przez 4 lata nie zdołała się nauczyć, nie potrafiła załatwić najprostszej rzeczy w banku, totalne zero ale miała się w pracy dobrze bo wujek prezes skutecznie chronił tyłeczek. Jak ona skończyła te studia prawnicze to dla mnie zagadka, w jej przypadku dyplom był rzeczywiście paragonem big_smile

45 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2014-08-26 11:39:03)

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?
pitagoras napisał/a:

Notorycznie pojawia się tu stwierdzenie ''praca poniżej kwalifikacji''.
A z tymi kwalifikacjami to jest słabiutko.
Dyplom licencjata czy magistra to jest przeważnie paragon za opłacenie studiów i nic więcej.
Zmorą, tragedią i ponurym żartem jest właśnie fakt, że większość ludzi nie ma żadnych realnych kwalifikacji i nic nie potrafi.Absolutnie nic.
Inwazja lewusów.

A gdzie ci ludzie mają zdobyć kwalifikacje/umiejętności ? Wszędzie wymagają doświadczenia i pracodawca niemal zawsze znajdzie kogoś z tym doświadczeniem bo najzwyczajniej jest za duże bezrobocie. Nie pozwala się młodym ludziom wejść na rynek pracy, emeryci robią na pól etatu zajmując stanowiska, ogromny nepotyzm i kolesiostwo załatwiają sprawę.

Kolejnym mitem, który tutaj kilka osób powiela to "zrób kurs na spawacza czy hydraulika, bo jest zapotrzebowanie". Guzik prawda. Przede wszystkim wszystkie te kursy maja to do siebie, że stosunkowo łatwo je zrobić/ wymagają góra raptem kilku tyś zł na ukończenie. Doliczyć do tego nadprodukcję dzięki kochanym urzędom które masowo ślą ta te kursy i mamy ogrom ludzi z uprawnieniami. Problem w tym, że nikt nie chcę spawacza/operatora CNC czy hydraulika bez doświadczenia. I ma do tego prawo bo przy takiej ilości bezrobotnych i tak bez problemu znajdą kogoś z uprawnieniami i doświadczeniem. Poza tym tak przy okazji, zrobienie kursu spawacza z UP może dać co najwyżej pracę przy spawaniu ogrodzeń, bo to tylko mała część potrzebnych uprawnień i umiejętności do osiągnięcia sukcesu. Podobnie z kursem na koparko-ładowarki, urzedy wysyłają na koparko-ładowarki klasy III, która jest na najmniejszy sprzęt, a którego firmy praktycznie nie używają bo po co pracować na małej koparce jak kilka razy szybciej wykona się pracę na większej (klasa II/I), przy czym każda kolejna klasa jest droższa i wymaga bodaj 1,5roku praktyki między poszczególnymi podejściami do egzaminu.

Ja sam posiadam inzyniera z transportu. Myślałem, że po inż. załapie się na staż (nawet darmowy), zdobędę praktykę i zaocznie zrobię mgr. Okazało się, iż doszło do takich patologii, że na staże robione są rekrutacje i wymagane jest DOŚWIADCZENIE. Poza tym firma sama nie opłaci stażu, wyłącznie oczekuje kasy z UP, a w moim mieście ponad (200tyś ludu ) pieniądze na staże skończyły się w marcu big_smile

Stwierdziłem zrobię kurs na wózkowego. Straciłem 400zł i pracy nie znalazłem chociaż obszedłem większość firm gdzie wózki są. Biorą tylko z doświadczeniem, a płacą góra 1100zł netto. I nie da się tego obejść bo wózkowych jest za dużo, tak jak ludzi po innych kursach tego typu.

A co do wyjazdu, to sam 3,5 roku mieszkałem w Wawie i powiem tak, polecam wyjazd ludziom, którzy mieszkają na zadupiach typu Pcim Dolny czy Puck, bo za wiele dobrego to ich tam nie czeka. Ale mieszkajac z rodziną nawet w małej mieścinie 30-40tyś ludzi i majac do wyboru wyjazd i pracę w McD czy innym tego typu tworze, żeby zarobić na życie i odłożyć 100zł, albo siedzenie w rodzinnym miescie, wybieram to drugie. Wyjazd do dużego miasta ma sens gdy mamy plan na siebie, mamy umiejętności i wiemy czeo chcemy. Natomiast uważam za chybiony pomysł wyjazd np. do Wawy, żeby pracować w CC czy McD i żyć z nastawieniem jakoś to będzie, bo ani z tego nic nie uzbieracie, a większośc wydaciena opłaty i mieszkanie w wątpliwym standardzie.

46

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?
Wtorek napisał/a:

A gdzie ci ludzie mają zdobyć kwalifikacje/umiejętności ?.

Kwalifikacje np. w szkole, na studiach...
Wiesz, miałem to szczęście, że załapałem się na ten świat w takim czasie, że było mi dane poznać parę osób w przedwojenną maturą.
Ich ogólny poziom intelektualny bił na głowę dzisiejszych doktorów; jeden język obcy nieźle, drugi absolutnie biegle; wiedza z zakresu historii, matematyki, fizyki ...itd. imponująca.Do tego historia sztuki itp.
Pozwolę sobie zwrócić uwagę na słowo ''studiować''; dziś to po prostu ''chodzić na zajęcia celem dostania dyplomu''.
Ale pierwotne znaczenie tego słowa to ''zgłębiać'' jakiś temat.
Jeżeli ktoś traktuje obowiązkowe zajęcia jako wskazówkę do samodzielnej pracy, to spokojnie- kwalifikacje zdobędzie.
I co by nie mówić- wykładowcy akademiccy widząc kogoś AUTENTYCZNIE zainteresowanego nauką bardzo chętnie pomogą, ukierunkują.No ale skoro widzą, że student ma wszystko w dupie, to oni też mają; wpiszą 3+ i wypad.
Przyznać szczerze- ile razy byliście na konsultacjach w celu do jakiego zostały stworzone, a nie coś poprawiać?
Ja- zero...
Tylko że ja nie widząc się w roli intelektualisty poszedłem na budowę i w czasie gdy inni chlali korzystając z nieobecności szefa- podpatrywałem co lepszych fachowców; a ci z przyjemnością mnie uczyli widząc autentycznie zainteresowanego.
   A co do doświadczenia- to zdobywa się je robiąc różne rzeczy: wolontariaty; dorywcze prace wakacyjne jak się jest bardzo młodym.
Bo to kolejna zmora naszej rzeczywistości: siedzenie na dupie do 25 roku życia; a potem nagle zdziwo że brak doświadczenia.

47

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Cóż, dla mnie jak się okazało studia to zabijanie kreatywności i przymus nauki przedmiotów zapychaczy. Jak rozmawiałem ze znajomymi, którzy ze mną studiowali i jednocześnie pracowali w branzy TSL (wyłącznie znajomości/rodzina), to czesto słyszałem jaką beke mają ich przełożeni z tego co na tych studiach uczą. Na moich studiach nie było żadnego przygotowania do bycia spedytorem/dyspozytorem/koordynatorem ds. magazynu itp. Zamiast tego pełno głupot matematycznych zupełnie niepotrzebnych w tym zawodzie, jakieś pierdoły dot. zarządzania ludźmi jakbyśmy mieli po studiach prezesami zostać itd. Za magisterke podziękowałem bo do niczego by mnie nie doprowadziła.

48

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Ich ogólny poziom intelektualny bił na głowę dzisiejszych doktorów; jeden język obcy nieźle, drugi absolutnie biegle; wiedza z zakresu historii, matematyki, fizyki ...itd. imponująca.Do tego historia sztuki itp.

Etam po prostu jak człowiek nie zna dogłębnie tematu to nie potrafi wychwycić błędów. Mam zajecia z profesorami zwycz (~80 lat) na filologii ang UW i co do ich biegłości językowej- owszem mówia płynnie, ale z błedami wymowy, z pomijaniem rodzajników, tłumacza zwroty bezposrednio z polskiego na angielski.. kiedys nawet bym tego nie zauważyła, teraz po kilku latach studiowania az razi w oczy. Tak samo jak ktoś zacznie do mnie gadac o fizyce kwantowej to w życiu nie wyłapie błędów.

Pozwolę sobie zwrócić uwagę na słowo ''studiować''; dziś to po prostu ''chodzić na zajęcia celem dostania dyplomu''.

Bo edukacja stała się dochodowym biznesem - sprzedawane sa dyplomy na wyzszych szkołach gotowania na gazie. Nic dziwnego że potem pracodawcy wymagaja mgr z byle czego, tak zeby przerzedzić kandydatów.

Stwierdziłem zrobię kurs na wózkowego. Straciłem 400zł i pracy nie znalazłem chociaż obszedłem większość firm gdzie wózki są. Biorą tylko z doświadczeniem, a płacą góra 1100zł netto. I nie da się tego obejść bo wózkowych jest za dużo, tak jak ludzi po innych kursach tego typu.

Jesli masz mozliwosc sie przeniesc to sprobuj pracy w Holandii. Moj uczen zarabia 1800 euro jako operator wozka, procentowo koszty mieszkania sa duzo nizsze niz u nas, ceny żywnosci porownywalne... tyle ze wszedzie wymagany komunikatywny angielski lub holenderski.

49

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?
Radkka napisał/a:

Ich ogólny poziom intelektualny bił na głowę dzisiejszych doktorów; jeden język obcy nieźle, drugi absolutnie biegle; wiedza z zakresu historii, matematyki, fizyki ...itd. imponująca.Do tego historia sztuki itp.

Etam po prostu jak człowiek nie zna dogłębnie tematu to nie potrafi wychwycić błędów.

W kwestiach o których tu piszę potrafię wychwycić błędy.Jak na ironię, mam papiery które to potwierdzają, ale moja wiedza klęka przed tym co wiedzieli gimnazjaliści starej daty.Tacy prawdziwi, kształceni w Wilnie czy Lwowie.

50

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Czuję, ze są osoby, które zawsze świetnie sobie radzą mimo bezrobocia. Są pewne siebie, bystre lub silne, albo mają jakiś punkt zaczepienia. gorzej mają osoby bardziej nieśmiałe lub z jakimiś problemami np. dyskalkulią lub mające problemy ze zdrowiem. Mam wrażenie czasem, że praca na umowę o pracę jest tylko dla wybrańców. Pracuję tylko dorywczo i nie mam żadnej umowy. Teraz, gdy dziecko zaczęło chodzić do przedszkola, szukam z większą nadzieją. Wcześniej praca by była, ale w godzinach popołudniowych, nocnych. Łatwiej, gdy ktoś może pracować na każdą zmianę, czy dojeżdżać. Wtedy zawsze w końcu coś się znajdzie. Młode, ambitne i wykształcone osobą żyją jeszcze nieco marzeniami. Sądzę, że najpierw szukają czegoś "lepszego" gorzko po drodze niekiedy połykając rozczarowanie.

51

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Lorinna, to mi się często wydaje odwrotnie - tzn. wielu znajomych w moim wieku, czyli tych młodych, pracuje właśnie byle gdzie na razie, żeby tylko kasa była - makdonaldy, kejefsi i inne burgercośtam, na słuchawkach, jako kelnerzy/kelnerki, przy segregowaniu jakichś archiwów, generalnie gdzie się da. Nie wiążą tego jeszcze ze  swoją docelową pracą, po prostu jest to tylko i wyłącznie sposób na zarobienie pieniędzy, a nie początek szumnej kariery. Natomiast znam kilka osób, które długi czas nie pracowały z różnych powodów - chore dziecko, zajmowanie się domem, po prostu taki wybór, naprawdę różnie - i zaczynając szukać pracy w wieku 35 - 40 lat, mając skończone studia, ale te naście lat temu i... przerwa w życiorysie, szukały wśród takich stanowisk, na jakich pracowały ich koledzy/koleżanki, ale mając te 15 - 20 lat doświadczenia. I tu było zderzenie z rzeczywistością, bo "jak to? Ja do fast foodów? Mam takie same studia jak Zosia/Basia/Kasia, a ona jest teraz kierowniczką gdzieś tam".

52

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Eileen - sporo jest teoretyzowania w Twoim podejściu. Jest takie idealistyczne. Wiadomo, że lepiej jest pracować niż żyć na garnuszku rodziców ale z drugiej strony czy jest sens jechać do dużego miasta pracować za te 1500 zł lub mniej (mówimy o ludziach bez doświadczenia) jak za mieszkanie i jedzenie zapłacimy tyle samo. Jaki sens ma taka praca ? Trzy-cztery miesiące i mamy zszargane nerwy, że tyramy tylko po to żeby nie zdechnąć z głodu i nie spać pod mostem ? I jeszcze brak czasu na podnoszenie kwalifikacji bo przecież jesteśmy w pracy. To jest koło zamknięte. Ja bym próbował wtedy za granicą, bo tam nawet za minimalną płacę można przeżyć i odłożyć. A pomysł z chwilówkami też bez sensu bo ktoś, kto nie ma na bilet i będzie pracował za 1500 zł (daj Boże) to nie spłaci lichwiarskich odsetek. Także zamysł masz koleżanko dobry, ale sposoby wykonania słabe.

53

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Tomasinho, sporo moich znajomych, którzy nigdzie nie pracują, dostaje od rodziców równe 1000 zł, czasami 1200 na miesiąc. Nie dorabiają. Żyją za to w Warszawie. Opłacają kawalerki/pokoje. Kupują ubrania. Chodzą na imprezy. Nie no, jasne, że nie można wtedy szastać pieniędzmi na prawo i lewo, ale można się z 1500 zł utrzymać i cokolwiek odłożyć. Więcej, niż nie robiąc nic, siedząc na garnuszku rodziców. Poza tym garnuszek rodziców nie daje doświadczenia i możliwości znalezienia lepszej pracy po jakimś czasie - zakładając, że wyjazd do dużego miasta, to rodzice mieszkają w małym. Nie widzę nadal wyższości siedzenia w domu niż wyprowadzki i zarabiania tych 1500 zł. Chyba że ktoś z niczego potrafi więcej odłożyć niż z 1500 i woli czekać, aż nagle w tym małym miasteczku pojawi się praca z genialną stawką dla kogoś bez doświadczenia i akurat on ją dostanie.

54 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-09-16 14:00:16)

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Jedno czego NIE kupuje i jestem przeciwnikiem wchodzenia w to .. to są wielomiesieczne darmowe praktyki
Nie mowie o studenckich, które trwają miesiąc ,czy tam kilka tygodni ( to się zalicza do programu studenckiego i trzeba zrealizować ), chodzi mi o półroczne darmowe lub nawet roczne
Znam osobiście kilka takich firm, które od lat-wielu, żerują na darmowych praktykantach regularnie zmieniając personel praktykantów  a mimo  tego NIGDY żadnego z nich nie zatrudnili- tak to nazywam darmową silą robocza

Można użyć argumentu w obronie , ze  praktykant nabiera doświadczenia przez ten czas itd., no ale to nie jest takie sielankowe,  z tego związku ,ze potencjalny przyszły pracodawca widząc u osoby wypis gdzie miała praktyki, ile czasu to trwało a mimo tego nigdzie nie została przyjęta na stanowisko jednak sobie  negatywną ocenę wystawia taki  osobnik  i można pomyśleć ,ze się nie spisał, zawalał, nie realizował  odpowiednio swoich obowiązków  dlatego nigdzie nie został zatrudniony na umowę już o platną prace.
Pomimo iż ja sama osobiście znam politykę  brania na darmowe praktyki, mam kontakt z wieloma pracodawcami ,którzy lubią brac na darmowe praktyki  wiedząc od razu ,ze nie ma szans na zatrudnienie ,ale mydląc oczy ze istnieje taka możliwość , mimo ze to blef . Tym sposobem od lat mają praktykantów za darmo nie wypłacając im ani gorsza
Składając podanie o przyjęcie na jakieś stanowisko w cv wypisując o praktykach  pracodawca krytycznym okiem będzie patrzeć na takiego przyszłego pracownika  nie będąc nigdzie zatrudnionym po  długim czasie odbywania praktyk- czyli wcale nie ma doświadczenia, ani takich umiejętności jelsi go nie zatrzymali   .Tak to może czasami wygalać oczami pracodawcy , a inaczej wygląda  z perspektywy  osoby, która miała praktyki bezpłatne
Wg mnie  to  nie jest wcale takie dobre - tak, od dawna uważam jest to wyzysk i robienie w bambuko praktykantów

55

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

No to mały eksperyment. Zaczęła mi się nudzić moja obrzydliwie dobrze płatna, ale i obrzydliwie odmóżdżająca praca i wczoraj wysłałam może 10 CV - wszystkie do prac zdalnych, wszystkie znalezione w internecie na różnych portalach (łącznie z często pogardzanymi gumtree i olx). DZISIAJ dostałam już 3 odpowiedzi, po wymianie maili na dwie z nich się zdecyduję, nad trzecią się zastanawiam.
Nie mam skończonych studiów.
Doświadczenie w tym jakieś mam, ale nikt go nie sprawdzał.
W dodatkowych umiejętnościach każdy może wpisać coś związanego z tworzeniem tekstów, redagowaniem czy copywritingiem (jedna z tych prac to właśnie copywriting, druga - tworzenie tzw. wartościowych tekstów do pewnego portalu).
Tylko jedna z tych firm wymaga statusu studenta.
A to dopiero pierwszy dzień.

Ja naprawdę nie rozumiem - zawsze można powiedzieć "masz szczęście". Jasne, mam je od kiedy skończyłam liceum i zawsze dzięki temu szczęściu znajduję pracę. Tutaj odpadają wymówki typu "nie mam co z dzieckiem zrobić" itd. Do tego naprawdę wystarczy chwila czasu i dostęp do internetu. Ach, no i CV trzeba wysłać, sami nie dzwonią i nie pytają, czy zrobi się im łaskę i popracuje u nich. Jakim cudem tyle osób narzeka, że nie ma pracy? No litości, żebym była wyspecjalizowanym pracownikiem, z doktoratem, dziesięcioma językami znanymi w stopniu biegłym, setką kursów i dwudziestoletnim doświadczeniem w branży, ale nie - nie mam skończonych studiów, doświadczenie mam na pewno niezbyt oszałamiające, poza tym rozwalone po milionie dziedzin, języki znam co prawda 3, ale żaden mi się w pracy jeszcze nie przydał, a jakoś nigdy nie miałam tak, że pracy nie mogłam znaleźć. Cud? >.<

56

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Ja niestety mieszkam w mniejszym mieście i tu pracy PO PROSTU NIE MA! Jestem świadoma tego, że jakbym się wyprowadziła do więszkego to coś bym znalazła, ale jestem w sytuacji w której NIE MAM ZA CO się wyprowadzić. Mnie dla odmiany denerwują troche takie teksty typu: Ja mam to ty też możesz mieć. To niekoniecznie prawda, bo nie każdy ma równy start w życiu! Miałam takie koleżanki Z większych miast, które twierdziły to samo - póki nie przyjechały do mnie na chociażby chwilę. Wtedy zrozumiały. Są różne oferty dużo dużo dalej - które mogłabym podjąć, ale TAK ja przyznaję nie szukam czegoś za stawkę 7 czy 8 zł dziennie, bo więcej udam na PALIWO/ bądź bilet miesięczny. Wątpie czy którakolwiek z was wiedząć, że NIE MA tej kasy i nie może liczyć na pomoc rodziów wzięła by pracę do której MUSI dokładać. Jestem tego świadoma, ze gdybym mieszkala gdzie indziej - prace być może juz bym miała. Tym bardziej, ze chce sie dostać na staż w biurze rachunkowym i zwyczajnie nikt mnie nie chce. Jeździłam po sklepach w wiekszych miastach -  a wielu pracodawców w oczy mi powiedziało : "Ale Pani ma za daleko..."

57

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Dlatego pisałam o pracy zdalnej. Skoro ktoś się wypowiada na forum - ma dostęp do internetu, pracować tak może nawet z najmniejszej wioski w Polsce.

58

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Ja może ze swojego doświadczenia.

Praca zdalna:
- liczba oszustów naprawdę bije rekordy... W swej naiwności przy pierwszym ogłoszeniu wpłaciłam "zabezpieczenie". Kwota niby niewielka, raptem 10 zł. Ale jeżeli takiemu ogłoszeniodawcy zbierze się 10 takich osób, to już ma 100 zł. A jest masa historii nie tylko w internecie, gdzie więcej osób dało się tak nabrać. Wpłaciłam i nie zobaczyłam ani materiałów, ani umowy. A to i tak dobrze, bo znam osoby, które zostały np z samymi materiałami "próbnymi" tzn np 5 długopisów, które w sklepie można kupić za 30 gr i pracodawca więcej się nie odezwał. Takich naciągaczy jest o wiele więcej. Koleżanka tak się nacięła, że podała dane niby do umowy i przelewu, a pół roku później się dowiedziała, że ma spory kredyt, którego od kilku miesięcy nie spłaca.
- jeżeli jesteś szwaczką z doświadczeniem, to wiedz, że praca na ciebie czeka. Jeżeli nie - masz przekichane.
- Jeżeli wiesz, że dasz radę pracować w callcenter nie tylko pod względem predyspozycji wymaganych przez pracodawcę, ale również jeśli idzie o warunki w domu (wystarczy, że masz ruchliwe dziecko, które w chwili, gdy prowadzisz rozmowę, zrobi absolutnie wszystko, żeby natychmiast przykuć twoją uwagę, i wierz mi, pracodawca bardzo szybko ci podziękuje), to jasne. Problem w tym, że łatwo naciąć się na firmę, która płaci dopiero za "wyniki", ale nie oferuje stałego, nawet groszowego wynagrodzenia, czyli tak zwanej podstawy. To jest spory problem, jeżeli masz na utrzymaniu mieszkanie lub chcesz wynająć mieszkanie, albo też po prostu opłacasz studia
- pisanie precli, copywriting etc - nie ukrywam, że ja osobiście najbardziej widzę się w tej pracy. Chętnie zarabiałabym też na pisaniu ogólnie, co też wcale nie jest takie łatwe, jak może się wydawać. Dlaczego? Nie jest łatwo przebić się w tym "fachu". Serio. Na pocieszenie dla tych, którzy chcą iść w tym kierunku powiem jednak, że naprawdę warto próbować. Początkowo nie ma kokosów, a wręcz zarabia się śmiesznie mało. Ale jeśli już raz wejdziesz w to i zaczniesz zarabiać, to w końcu się przebijesz. Ja nadal próbuję i nie mam zamiaru się poddawać. Nawet, jeżeli znajdę stałą pracę, to chętnie zajmę się czymś takim dodatkowo choćby miały wpaść "grosze" w postaci 100-200 zł/msc (w końcu drogą to nie chodzi... ale na utrzymanie się to jednak za mało, prawda? wink ) Podejrzewam jednak, że mogłam po prostu nie trafić jeszcze na odpowiednie ogłoszenie. Mam nadzieję, że niedługo trafię
- Klikanie - czyli klikamy w bannery reklamowe, ankiety etc... To są naprawdę grosze "na waciki" a nie możliwość realnego zarobku.
- rękodzieło - raczej forma dorobienia niż zarobienia
- sprzedaż internetowa - jeżeli do obowiązków będzie należało również wysyłanie towarów, a nie jedynie przyjmowanie zamówień i wystawianie np. aukcji na allegro czy też w innym sklepie internetowym, to dobrze, jeżeli masz pocztę na miejscu, która jest stosunkowo długo otwarta. Ja mieszkam na za*upiu i, w co może ciężko uwierzyć, poczty na miejscu nie mam. Natomiast bus w obie strony do najbliższej poczty to wydatek 8 zł. Już samo to może zniechęcić. ALE powiem Wam, nad czym ja się ostatnio zastanawiam... Mam w cholerę książek w domu, których już po prostu nie czytam, bo albo np. gdzieś wygrałam i mnie nie interesują tak naprawdę, albo znam je już praktycznie na pamięć i dodatkowo mam je też w formie ebooka gdzieś na komputerze. Może by tak wykorzystać to na poczet otworzenia antykwariatu? Sama interesuję się rękodziełem, a konkretnie ozdabianiem szkła - w przyszłości mogłabym to połączyć. Ale to jest pomysł "na później" kiedy będę miała za co kupować potrzebne materiały. Ale z tego, co wiem, warto zaryzykować. Przeraża mnie jednak perspektywa taka, jak w wypadku koleżanki ze studiów, która ma swój antykwariat i są miesiące, kiedy cieszy się, jeżeli wyjdzie "na 0", a są i takie, kiedy wręcz dopłaca do interesu. To też napawa lękiem. MOŻE, gdyby nie to, że mam za dużo w tej chwili do stracenia, to już teraz podjęłabym ryzyko, ale obawiam się, że ostatecznie mogłabym mieć większe problemy, niż juz mam.

Praca "w miejscu zatrudnienia":
- sprzątaczka - uśmiejecie się pewnie, ale i tu trafiam na problemy. Moim pierwszym pracodawcą był oszust, który za trzy dni tyrady zapłacił mi 50 zł, co pokryło mi jedynie koszta dojazdów, za które sama sobie musiałam płacić. W miejscu zamieszkania takiej pracy nie dostanę, bo jedynym takim miejscem, gdzie sprzątaczka jest poszukiwana, jest miejscowa szkoła. A tu jest to nieco zamknięta klitka, gdzie sprzątaczki wciągają do pracy kogoś z rodziny i "przyuczają" na swoje miejsce. Serio - uroki mieszkania na wsi.
- biblioteka - jest tu trudniej znaleźć pracę, niż może się wydawać. Ponieważ nie jest to bardzo obciążająca praca, panie w bibliotece są w stanie pracować naprawdę do emerytury... a czasem pracują również na emeryturze. Serio...
- fryzjerka/kosmetyczka - wymagane doświadczenie. Kurs mile widziany. Ale co, gdy najzwyczajniej w świecie nie ma pieniędzy na kurs, ale jest talent? Nie masz tej pracy! Taka przykra prawda. W liceum dorabiałam sobie malując, czesząc i obcinając koleżanki za naprawdę grosze. Więc od biedy doświadczenie jest. Ale co z tego, skoro do CV nie mogę sobie tego wpisać?
- praca biurowa - litości... Angielski znam, ale okazuje się, że za słabo. I niestety znam tylko angielski. Mało tego, wielu pracodawców wymaga certyfikatów i znajomości już nie 2 ale 3 języków i to nie koniecznie tych, które akurat się zna. Dodam, że angielski wychodzi już "z mody". Coraz częściej znajduję ogłoszenia, gdzie poszukiwany jest... chiński. Trafiłam też na niderlandzki, węgierski i koreański. Ale jeżeli znacie np francuski - to też dobrze, bo to jest dość pomocny argument, jeżeli jest poszukiwany ktoś, kto jeszcze zna do kompletu np. włoski. Zaczęłam naukę obu (podkreślam - ZACZĘŁAM i do tego uczę się sama) i powiem Wam, że jest wiele elementów wspólnych albo może, mówiąc dokładniej, bardzo podobnych przynajmniej, jesli idzie o słówka. Tak naprawdę umiejętność obsługi podstawowych urządzeń biurowych etc to rzecz drugorzędna, bo to jest to, czego można się nauczyć nawet w jeden dzień. Sorry, ale drukarkę i komputer każdy umie obsługiwać, a fax szczególnie skomplikowany nie jest.
- praca w sieciówce - pracowałam... never more.

mogłabym tak wymieniać długo. Żeby nie było zaraz krzyku - nie szukam wymówek. Szukam uczciwej pracy, która pozwoli mi się utrzymać. W tej chwili mogę pracować tylko w domu, ponieważ nie mam z kim zostawić dziecka (dopiero w przyszłym roku idzie do przedszkola... o ile będzie mnie na nie stać). Wymieniłam kilka prac, których chciałam się podjąć. Niestety jeśli idzie o pracę wymagającą dojazdu, to problem był taki, że pracodawcy skreślają mnie wraz z usłyszeniem odpowiedzi na pytanie "Czy ma pani lub planuje mieć dzieci?"... A nie powiem, dojeżdżanie pociągiem też mi się nie uśmiecha.
Jakie byłoby najlepsze rozwiązanie? Przeprowadzić się do większego miasta (np. Tychy jako, że ze Śląska jestem, a studiuję w Katowicach). ALE:
- Nie mam za co się przeprowadzić
- Mam dziecko, więc to byłby kłopot taki, że musiałabym nie tylko mieć, za co wynająć mieszkanie, ale znaleźć takie, w którym mogłabym mieszkać z dzieckiem i mieć na opiekunkę, żeby ktoś z tym dzieckiem został kiedy ja będę w pracy.
- Musiałaby to być praca, w której zarobię dość, żeby wszystko utrzymać... Jak ktoś nie wie, ile wynosi wynajem mieszkania w takiej mieścince, jak Tychy, to sobie sprawdźcie...
.
.
.
.
Sprawdziliście? Budujące, no nie? Do tego doliczyć rachunki i... wypłaty ni ma. A jeszcze trzeba coś do przysłowiowego garnka włożyć.
Szukam też pracy jako opiekunka. Problem w tym, że nie znalazłam jeszcze takiej rodziny, która zgodziłaby się, żebym zabierała swoje dziecko ze sobą. Mam się zajmować tylko dzieckiem, do którego jestem wynajęta... Tak więc tez lipa. A dzieci lubię i chętnie bym się takiej pracy podjęła.
Próbowałam korepetycji, ale rodzice wolą wysyłać dzieci albo do studentów danego kierunku, albo do nauczycieli dorabiających sobie w ten sposób "na boku".
Tak więc wierzcie mi, z pracą wcale nie jest tak łatwo, jak może się wydawać. Jak to naiwna92 napisała "nie każdy ma równy start w życiu". Ja wiem, że każdy jest kowalem swojego losu, ale co, kiedy ktoś od losu dostaje chociaż młotek i kowadło, żeby dorobić się kuźni, a kto inny nawet tego nie ma?

59

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?
Cashmire napisał/a:

Ja może ze swojego doświadczenia.

Praca zdalna:
- liczba oszustów naprawdę bije rekordy... W swej naiwności przy pierwszym ogłoszeniu wpłaciłam "zabezpieczenie". Kwota niby niewielka, raptem 10 zł. Ale jeżeli takiemu ogłoszeniodawcy zbierze się 10 takich osób, to już ma 100 zł. A jest masa historii nie tylko w internecie, gdzie więcej osób dało się tak nabrać. Wpłaciłam i nie zobaczyłam ani materiałów, ani umowy. A to i tak dobrze, bo znam osoby, które zostały np z samymi materiałami "próbnymi" tzn np 5 długopisów, które w sklepie można kupić za 30 gr i pracodawca więcej się nie odezwał. Takich naciągaczy jest o wiele więcej. Koleżanka tak się nacięła, że podała dane niby do umowy i przelewu, a pół roku później się dowiedziała, że ma spory kredyt, którego od kilku miesięcy nie spłaca.
- jeżeli jesteś szwaczką z doświadczeniem, to wiedz, że praca na ciebie czeka. Jeżeli nie - masz przekichane.
- Jeżeli wiesz, że dasz radę pracować w callcenter nie tylko pod względem predyspozycji wymaganych przez pracodawcę, ale również jeśli idzie o warunki w domu (wystarczy, że masz ruchliwe dziecko, które w chwili, gdy prowadzisz rozmowę, zrobi absolutnie wszystko, żeby natychmiast przykuć twoją uwagę, i wierz mi, pracodawca bardzo szybko ci podziękuje), to jasne. Problem w tym, że łatwo naciąć się na firmę, która płaci dopiero za "wyniki", ale nie oferuje stałego, nawet groszowego wynagrodzenia, czyli tak zwanej podstawy. To jest spory problem, jeżeli masz na utrzymaniu mieszkanie lub chcesz wynająć mieszkanie, albo też po prostu opłacasz studia
- pisanie precli, copywriting etc - nie ukrywam, że ja osobiście najbardziej widzę się w tej pracy. Chętnie zarabiałabym też na pisaniu ogólnie, co też wcale nie jest takie łatwe, jak może się wydawać. Dlaczego? Nie jest łatwo przebić się w tym "fachu". Serio. Na pocieszenie dla tych, którzy chcą iść w tym kierunku powiem jednak, że naprawdę warto próbować. Początkowo nie ma kokosów, a wręcz zarabia się śmiesznie mało. Ale jeśli już raz wejdziesz w to i zaczniesz zarabiać, to w końcu się przebijesz. Ja nadal próbuję i nie mam zamiaru się poddawać. Nawet, jeżeli znajdę stałą pracę, to chętnie zajmę się czymś takim dodatkowo choćby miały wpaść "grosze" w postaci 100-200 zł/msc (w końcu drogą to nie chodzi... ale na utrzymanie się to jednak za mało, prawda? wink ) Podejrzewam jednak, że mogłam po prostu nie trafić jeszcze na odpowiednie ogłoszenie. Mam nadzieję, że niedługo trafię
- Klikanie - czyli klikamy w bannery reklamowe, ankiety etc... To są naprawdę grosze "na waciki" a nie możliwość realnego zarobku.
- rękodzieło - raczej forma dorobienia niż zarobienia
- sprzedaż internetowa - jeżeli do obowiązków będzie należało również wysyłanie towarów, a nie jedynie przyjmowanie zamówień i wystawianie np. aukcji na allegro czy też w innym sklepie internetowym, to dobrze, jeżeli masz pocztę na miejscu, która jest stosunkowo długo otwarta. Ja mieszkam na za*upiu i, w co może ciężko uwierzyć, poczty na miejscu nie mam. Natomiast bus w obie strony do najbliższej poczty to wydatek 8 zł. Już samo to może zniechęcić. ALE powiem Wam, nad czym ja się ostatnio zastanawiam... Mam w cholerę książek w domu, których już po prostu nie czytam, bo albo np. gdzieś wygrałam i mnie nie interesują tak naprawdę, albo znam je już praktycznie na pamięć i dodatkowo mam je też w formie ebooka gdzieś na komputerze. Może by tak wykorzystać to na poczet otworzenia antykwariatu? Sama interesuję się rękodziełem, a konkretnie ozdabianiem szkła - w przyszłości mogłabym to połączyć. Ale to jest pomysł "na później" kiedy będę miała za co kupować potrzebne materiały. Ale z tego, co wiem, warto zaryzykować. Przeraża mnie jednak perspektywa taka, jak w wypadku koleżanki ze studiów, która ma swój antykwariat i są miesiące, kiedy cieszy się, jeżeli wyjdzie "na 0", a są i takie, kiedy wręcz dopłaca do interesu. To też napawa lękiem. MOŻE, gdyby nie to, że mam za dużo w tej chwili do stracenia, to już teraz podjęłabym ryzyko, ale obawiam się, że ostatecznie mogłabym mieć większe problemy, niż juz mam.

Praca "w miejscu zatrudnienia":
- sprzątaczka - uśmiejecie się pewnie, ale i tu trafiam na problemy. Moim pierwszym pracodawcą był oszust, który za trzy dni tyrady zapłacił mi 50 zł, co pokryło mi jedynie koszta dojazdów, za które sama sobie musiałam płacić. W miejscu zamieszkania takiej pracy nie dostanę, bo jedynym takim miejscem, gdzie sprzątaczka jest poszukiwana, jest miejscowa szkoła. A tu jest to nieco zamknięta klitka, gdzie sprzątaczki wciągają do pracy kogoś z rodziny i "przyuczają" na swoje miejsce. Serio - uroki mieszkania na wsi.
- biblioteka - jest tu trudniej znaleźć pracę, niż może się wydawać. Ponieważ nie jest to bardzo obciążająca praca, panie w bibliotece są w stanie pracować naprawdę do emerytury... a czasem pracują również na emeryturze. Serio...
- fryzjerka/kosmetyczka - wymagane doświadczenie. Kurs mile widziany. Ale co, gdy najzwyczajniej w świecie nie ma pieniędzy na kurs, ale jest talent? Nie masz tej pracy! Taka przykra prawda. W liceum dorabiałam sobie malując, czesząc i obcinając koleżanki za naprawdę grosze. Więc od biedy doświadczenie jest. Ale co z tego, skoro do CV nie mogę sobie tego wpisać?
- praca biurowa - litości... Angielski znam, ale okazuje się, że za słabo. I niestety znam tylko angielski. Mało tego, wielu pracodawców wymaga certyfikatów i znajomości już nie 2 ale 3 języków i to nie koniecznie tych, które akurat się zna. Dodam, że angielski wychodzi już "z mody". Coraz częściej znajduję ogłoszenia, gdzie poszukiwany jest... chiński. Trafiłam też na niderlandzki, węgierski i koreański. Ale jeżeli znacie np francuski - to też dobrze, bo to jest dość pomocny argument, jeżeli jest poszukiwany ktoś, kto jeszcze zna do kompletu np. włoski. Zaczęłam naukę obu (podkreślam - ZACZĘŁAM i do tego uczę się sama) i powiem Wam, że jest wiele elementów wspólnych albo może, mówiąc dokładniej, bardzo podobnych przynajmniej, jesli idzie o słówka. Tak naprawdę umiejętność obsługi podstawowych urządzeń biurowych etc to rzecz drugorzędna, bo to jest to, czego można się nauczyć nawet w jeden dzień. Sorry, ale drukarkę i komputer każdy umie obsługiwać, a fax szczególnie skomplikowany nie jest.
- praca w sieciówce - pracowałam... never more.

mogłabym tak wymieniać długo. Żeby nie było zaraz krzyku - nie szukam wymówek. Szukam uczciwej pracy, która pozwoli mi się utrzymać. W tej chwili mogę pracować tylko w domu, ponieważ nie mam z kim zostawić dziecka (dopiero w przyszłym roku idzie do przedszkola... o ile będzie mnie na nie stać). Wymieniłam kilka prac, których chciałam się podjąć. Niestety jeśli idzie o pracę wymagającą dojazdu, to problem był taki, że pracodawcy skreślają mnie wraz z usłyszeniem odpowiedzi na pytanie "Czy ma pani lub planuje mieć dzieci?"... A nie powiem, dojeżdżanie pociągiem też mi się nie uśmiecha.
Jakie byłoby najlepsze rozwiązanie? Przeprowadzić się do większego miasta (np. Tychy jako, że ze Śląska jestem, a studiuję w Katowicach). ALE:
- Nie mam za co się przeprowadzić
- Mam dziecko, więc to byłby kłopot taki, że musiałabym nie tylko mieć, za co wynająć mieszkanie, ale znaleźć takie, w którym mogłabym mieszkać z dzieckiem i mieć na opiekunkę, żeby ktoś z tym dzieckiem został kiedy ja będę w pracy.
- Musiałaby to być praca, w której zarobię dość, żeby wszystko utrzymać... Jak ktoś nie wie, ile wynosi wynajem mieszkania w takiej mieścince, jak Tychy, to sobie sprawdźcie...
.
.
.
.
Sprawdziliście? Budujące, no nie? Do tego doliczyć rachunki i... wypłaty ni ma. A jeszcze trzeba coś do przysłowiowego garnka włożyć.
Szukam też pracy jako opiekunka. Problem w tym, że nie znalazłam jeszcze takiej rodziny, która zgodziłaby się, żebym zabierała swoje dziecko ze sobą. Mam się zajmować tylko dzieckiem, do którego jestem wynajęta... Tak więc tez lipa. A dzieci lubię i chętnie bym się takiej pracy podjęła.
Próbowałam korepetycji, ale rodzice wolą wysyłać dzieci albo do studentów danego kierunku, albo do nauczycieli dorabiających sobie w ten sposób "na boku".
Tak więc wierzcie mi, z pracą wcale nie jest tak łatwo, jak może się wydawać. Jak to naiwna92 napisała "nie każdy ma równy start w życiu". Ja wiem, że każdy jest kowalem swojego losu, ale co, kiedy ktoś od losu dostaje chociaż młotek i kowadło, żeby dorobić się kuźni, a kto inny nawet tego nie ma?

Cala masa informacji o tym co pracodawcy tobie zrobili, masa zastrzeżeń... oszustów pomijam. W życiu trzeba być człowiekiem. Ale powiedz, co ty masz do zaoferowania. Jakie masz wykształcenie, jakie masz uprawnienia, jakie masz kursy, jakie masz doświadczenie i w czym. Na samym końcu co lubisz robić. Praca polega na zarabianiu pieniędzy a nie na tym co lubi się robić. Pracownik, dla pracodawcy to narzędzie pracy i ono musi przynosić zysk. Np. Chcesz dużo zarabiać, np. 5 tys miesięcznie? To dlaczego nie założysz firmy, i nie zaczniesz robić to co lubisz i zarabiać?
Bo często mit pryska. i boli.

60

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?
Wtorek napisał/a:
pitagoras napisał/a:

Notorycznie pojawia się tu stwierdzenie ''praca poniżej kwalifikacji''.
A z tymi kwalifikacjami to jest słabiutko.
Dyplom licencjata czy magistra to jest przeważnie paragon za opłacenie studiów i nic więcej.
Zmorą, tragedią i ponurym żartem jest właśnie fakt, że większość ludzi nie ma żadnych realnych kwalifikacji i nic nie potrafi.Absolutnie nic.
Inwazja lewusów.

A gdzie ci ludzie mają zdobyć kwalifikacje/umiejętności ? Wszędzie wymagają doświadczenia i pracodawca niemal zawsze znajdzie kogoś z tym doświadczeniem bo najzwyczajniej jest za duże bezrobocie. Nie pozwala się młodym ludziom wejść na rynek pracy, emeryci robią na pól etatu zajmując stanowiska, ogromny nepotyzm i kolesiostwo załatwiają sprawę.

Kolejnym mitem, który tutaj kilka osób powiela to "zrób kurs na spawacza czy hydraulika, bo jest zapotrzebowanie". Guzik prawda. Przede wszystkim wszystkie te kursy maja to do siebie, że stosunkowo łatwo je zrobić/ wymagają góra raptem kilku tyś zł na ukończenie. Doliczyć do tego nadprodukcję dzięki kochanym urzędom które masowo ślą ta te kursy i mamy ogrom ludzi z uprawnieniami. Problem w tym, że nikt nie chcę spawacza/operatora CNC czy hydraulika bez doświadczenia.

Powiedz mi więc, dlaczego zdarzało się ze przychodziło do mnie dwóch, trzech ludzi z dyplomami w jednym roku, z jednego miasta, z różnych uczelni ale z podobnych kierunków, tylko jeden z trójki miał doświadczenie, zdobył dodatkowe kwalifikacje a dwaj pozostali nie? Jak to wytłumaczysz? Że jeden może a inny nie? Ja sobie to tłumaczę, ale nie będę nazywał.
Piszesz że mitem jest spawacz, hydraulik? A gdzie to wyczytałeś? Wiesz ile zarabia spawacz metali kolorowych np w DeLavall Wrocław? Ja wiem. Pracuje osiem godzin dziennie od pon. do pt. I nie znam tam nikogo, kto zarabiał by mniej niż średnią krajową na rękę.
Twój wpis świadczy tylko o tym, że nie wiesz co się dzieje na rynku pracy. U mnie hydraulik - instalator również nie narzeka. 
W każdym większym mieście są potrzebni dobrzy spawacze, dobrzy hydraulicy i dobrzy tokarze CNC.
Powiem Tobie jak się to odbywa u mnie. Jak szukam spawacza, to zapraszam go na dzień, daję próbki do wyspawania i widzę czy coś potrafi czy nie. Nie musi mieć doświadczenia, wystarczy mieć rękę. Instalator dostaje do odczytania plan i musi wiedzieć gdzie są zawory, położyć rury itp itd.
Mylisz się. Twój wpis to sztandarowy przykład, jak ponarzekać.

61

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?
mortisha napisał/a:

Jedno czego NIE kupuje i jestem przeciwnikiem wchodzenia w to .. to są wielomiesieczne darmowe praktyki
Nie mowie o studenckich, które trwają miesiąc ,czy tam kilka tygodni ( to się zalicza do programu studenckiego i trzeba zrealizować ), chodzi mi o półroczne darmowe lub nawet roczne
Znam osobiście kilka takich firm, które od lat-wielu, żerują na darmowych praktykantach regularnie zmieniając personel praktykantów  a mimo  tego NIGDY żadnego z nich nie zatrudnili- tak to nazywam darmową silą robocza

Można użyć argumentu w obronie , ze  praktykant nabiera doświadczenia przez ten czas itd., no ale to nie jest takie sielankowe,  z tego związku ,ze potencjalny przyszły pracodawca widząc u osoby wypis gdzie miała praktyki, ile czasu to trwało a mimo tego nigdzie nie została przyjęta na stanowisko jednak sobie  negatywną ocenę wystawia taki  osobnik  i można pomyśleć ,ze się nie spisał, zawalał, nie realizował  odpowiednio swoich obowiązków  dlatego nigdzie nie został zatrudniony na umowę już o platną prace.
Pomimo iż ja sama osobiście znam politykę  brania na darmowe praktyki, mam kontakt z wieloma pracodawcami ,którzy lubią brac na darmowe praktyki  wiedząc od razu ,ze nie ma szans na zatrudnienie ,ale mydląc oczy ze istnieje taka możliwość , mimo ze to blef . Tym sposobem od lat mają praktykantów za darmo nie wypłacając im ani gorsza
Składając podanie o przyjęcie na jakieś stanowisko w cv wypisując o praktykach  pracodawca krytycznym okiem będzie patrzeć na takiego przyszłego pracownika  nie będąc nigdzie zatrudnionym po  długim czasie odbywania praktyk- czyli wcale nie ma doświadczenia, ani takich umiejętności jelsi go nie zatrzymali   .Tak to może czasami wygalać oczami pracodawcy , a inaczej wygląda  z perspektywy  osoby, która miała praktyki bezpłatne
Wg mnie  to  nie jest wcale takie dobre - tak, od dawna uważam jest to wyzysk i robienie w bambuko praktykantów

Absolutnie jest to przestępstwo. Jak ktoś sprytnie rozegra taką sytuacje, to odzyska pieniądze.

62

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Mam doświadczenie w handlu, florystyce, obsłudze klienta, opiece nad dziećmi. Kilka razy napisałam, że aktualnie studiuję.
Tak, mam masę zastrzeżeń. Jestem ostrożna, bo mając na utrzymaniu dziecko nie stać mnie na pomyłki. A zarabiać 5 tysięcy nie muszę. Przynajmniej nie na dzień dobry. Niech to jest najniższa krajowa, ale na umowę o pracę i w stałym terminie. To naprawdę jest takie wielkie wymaganie - legalne zatrudnienie, pewne i do tego stała pensja?
A własnej firmy nie założę bo mnie na nią nie stać. Sorry, aktualnie ze stypendium mam niecały tysiący złotych od listopada do czerwca i muszę za to opłacać studia, opłacać te rachunki, które są na mnie, dojeżdżać na studia i mieć odłożone dość, żeby dziecku mieć na ubrania i pieluchy, bo w nocy jeszcze się moczy (ma trzy lata, więc jeszcze mnie to nie niepokoi). W pozostałe miesiące mam nieco ponad 600 zł i z tego jak głupia odkładam na okres chorób, a sama też od kilkunastu lat choruje i na same leki dla mnie idzie prawie stówa. Serio, nie stać mnie na to, żeby założyć sobie radośnie firemkę i płacić ZUS. Co będzie, jeśli firma nie będzie zarabiać? Co wtedy zrobię? Pożyczka żeby spłacić ZUS? A potem następna, żeby poprzednią spłacić?
Pracowałam na czarno, to nie jest dobre rozwiązanie. Z dnia na dzień zostałam w pewnym momencie bez pracy, bo szefowa wolała córkę koleżanki wziąć. Za drugim razem to samo (pracowała w sklepie z odzieżą), bo mrozy się zaczęły i szefowej nie chciało się w tym momencie stać na targowisku na straganie, bo utargu tez już za bardzo nie było. I znów z dnia na dzień zostałam bez pracy, bo ona z powrotem stanęła za ladą. W kwiaciarni było to samo, bo Urząd Pracy przysłał jakąś dziewczynę na staż i w dniu, gdy skończyła mi się umowa (umowa absolwencka, żeby było śmieszniej), to dowiedziałam się, że następnego dnia mam już nie przychodzić, bo jej muszą dać teraz umowę. No cóż, bywa. Ale zaskoczyło mnie to o tyle, że klienci mnie chwalili, często o mnie pytali, co sama szefowa przyznała, nawet dostałam podwyżkę w pewnym momencie z 6 zł na 8 zł. Raz miałam nawet bardzo miłą sytuację, kiedy klientce tak bardzo spodobał się zrobiony przeze mnie stroik, że następnego dnia wróciła z winem i czekoladą żeby podziękować. Akurat mnie nie było na zmianie, tylko była szefowa i sama przyznała, że pierwszy raz coś takiego się u niej w kwiaciarni zdarzyło i była pozytywnie zaskoczona. W dzień matki dostałam zadanie-wyzwanie - pierwszy raz miałam sama robić stroik-kosz z żywych kwiatów. To wcale nie jest takie proste, bo o ile sztuczny kwiat zawsze można po prostu zgiąć w łodydze w innym miejscu o tyle żywy jak przytniesz za krótki... to masz problem. Szefowej kosz spodobał się do tego stopnia, że kazała mi zrobić drugi taki sam, tylko większy na inne zamówienie. A jednak jak przyszło co do czego, to umowy mi nie przedłużyła chociaż pracowałam u niej od kilku miesięcy.

Nie wykluczam, że ze mna po prostu jest coś nie tak. To jest bardzo mozliwe. Ale nie unikam pracy. Pracowałam na stacji paliw, w myjni samochodowej (ręcznej - wcale nie prosta praca), opiekowałam się już dziecmi w różnym wieku, zajmowałam się zwierzętami, sprzątałam w domach i klienci jakoś byli zadowoleni. Jedynymi miejscami, gdzie nie dałabym rady pracować, są hospicja, miejsca gdzie są pająki (mam arachnofobię) i w bardzo małych pomieszczeniach (klaustrofobia).

63

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?
Cashmire napisał/a:

Mam doświadczenie w handlu, florystyce, obsłudze klienta, opiece nad dziećmi. Kilka razy napisałam, że aktualnie studiuję.
Tak, mam masę zastrzeżeń. Jestem ostrożna, bo mając na utrzymaniu dziecko nie stać mnie na pomyłki. A zarabiać 5 tysięcy nie muszę. Przynajmniej nie na dzień dobry. Niech to jest najniższa krajowa, ale na umowę o pracę i w stałym terminie. To naprawdę jest takie wielkie wymaganie - legalne zatrudnienie, pewne i do tego stała pensja?
A własnej firmy nie założę bo mnie na nią nie stać. Sorry, aktualnie ze stypendium mam niecały tysiący złotych od listopada do czerwca i muszę za to opłacać studia, opłacać te rachunki, które są na mnie, dojeżdżać na studia i mieć odłożone dość, żeby dziecku mieć na ubrania i pieluchy, bo w nocy jeszcze się moczy (ma trzy lata, więc jeszcze mnie to nie niepokoi). W pozostałe miesiące mam nieco ponad 600 zł i z tego jak głupia odkładam na okres chorób, a sama też od kilkunastu lat choruje i na same leki dla mnie idzie prawie stówa. Serio, nie stać mnie na to, żeby założyć sobie radośnie firemkę i płacić ZUS. Co będzie, jeśli firma nie będzie zarabiać? Co wtedy zrobię? Pożyczka żeby spłacić ZUS? A potem następna, żeby poprzednią spłacić?
Pracowałam na czarno, to nie jest dobre rozwiązanie. Z dnia na dzień zostałam w pewnym momencie bez pracy, bo szefowa wolała córkę koleżanki wziąć. Za drugim razem to samo (pracowała w sklepie z odzieżą), bo mrozy się zaczęły i szefowej nie chciało się w tym momencie stać na targowisku na straganie, bo utargu tez już za bardzo nie było. I znów z dnia na dzień zostałam bez pracy, bo ona z powrotem stanęła za ladą. W kwiaciarni było to samo, bo Urząd Pracy przysłał jakąś dziewczynę na staż i w dniu, gdy skończyła mi się umowa (umowa absolwencka, żeby było śmieszniej), to dowiedziałam się, że następnego dnia mam już nie przychodzić, bo jej muszą dać teraz umowę. No cóż, bywa. Ale zaskoczyło mnie to o tyle, że klienci mnie chwalili, często o mnie pytali, co sama szefowa przyznała, nawet dostałam podwyżkę w pewnym momencie z 6 zł na 8 zł. Raz miałam nawet bardzo miłą sytuację, kiedy klientce tak bardzo spodobał się zrobiony przeze mnie stroik, że następnego dnia wróciła z winem i czekoladą żeby podziękować. Akurat mnie nie było na zmianie, tylko była szefowa i sama przyznała, że pierwszy raz coś takiego się u niej w kwiaciarni zdarzyło i była pozytywnie zaskoczona. W dzień matki dostałam zadanie-wyzwanie - pierwszy raz miałam sama robić stroik-kosz z żywych kwiatów. To wcale nie jest takie proste, bo o ile sztuczny kwiat zawsze można po prostu zgiąć w łodydze w innym miejscu o tyle żywy jak przytniesz za krótki... to masz problem. Szefowej kosz spodobał się do tego stopnia, że kazała mi zrobić drugi taki sam, tylko większy na inne zamówienie. A jednak jak przyszło co do czego, to umowy mi nie przedłużyła chociaż pracowałam u niej od kilku miesięcy.

Nie wykluczam, że ze mna po prostu jest coś nie tak. To jest bardzo mozliwe. Ale nie unikam pracy. Pracowałam na stacji paliw, w myjni samochodowej (ręcznej - wcale nie prosta praca), opiekowałam się już dziecmi w różnym wieku, zajmowałam się zwierzętami, sprzątałam w domach i klienci jakoś byli zadowoleni. Jedynymi miejscami, gdzie nie dałabym rady pracować, są hospicja, miejsca gdzie są pająki (mam arachnofobię) i w bardzo małych pomieszczeniach (klaustrofobia).

Niestety, ale jak dla mnie to nie masz żadnego doświadczenia. Nie mam zamiaru a nawet myśli aby ciebie obrazić, ale dla mnie jako kogoś, kto jest na rynku od prawie dekady, nie masz doświadczenia. Już w pierwszym zdaniu to widać. Doświadczenia w handlu i w opiece nad dzieckiem jest przepaść.
Ja mam jeszcze większą masę zastrzeżeń do moich byłych i obecnych pracowników. Wiesz dlaczego? Bo nasze spojrzenia są inne. Ja doglądam na całość a przeciętny pracownik na swoją .... wiadomo co. I nie mam zastrzeżeń, ale nie będzie taki zarabiał tyle, co pracownik zaangażowany w to co firma reprezentuje. Najczęściej takich nazywa się lizusami, donosicielami itp itd.
Piszesz że nie musisz zarabiać 5 tys. A ja pytam, dlaczego nie? Wiesz kto stoi na przeszkodzie? tylko ty.
Nie założysz firmy bo ... . Kolejne sorry, znam ludzi którzy rozkręcili swój biznes mając tylko komputer i dostęp do sieci. \
Dzisiaj liczy się pomysł.
Wiesz co z tobą nie tak? i z osobami tobie podobnymi? Nie macie parcia na sukces. Jeżeli ty dzisiaj nie chcesz zarabiać tych 5 tys. to za chwile na twoje miejsce wejdzie ktoś kto zarobi 10 tys.
Dostajesz tyle, ile chcesz dostawać. Taka jest prawda.
Postaw sobie cel i do niego idź. Nie zasłaniaj się dzieckiem, studiami ( można wszystko pogodzić). Nie zwalaj winy na ZUS ( dzisiaj masz możliwości dotacji przez pierwsze lata działalności), US, ból zęba.
i tak pewnie mi napiszesz że piszę głupoty.

ps. Mówisz że masz doświadczenie w handlu, a sprzedasz piasek arabom? Lód Eskimosom? Ropę szejkom? Jak nie, to znaczy że nie masz doświadczenia w handlu i uwierz mi, ze to nie jest tylko głupie gadanie.

64

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Jestem po czterech kierunkach studiów i pracy znaleść nie mogłam. Do szkoły czy urzędu nie miałam znajomości. Do sklepu mnie nie chcieli, bo zaraz im ucieknę, gdyż z takim wykształceniem szybko coś znajdę... Błędne koło. Dorabiałam jako hostessa na promocjach i roznosząc ulotki. Ale żyć za to z dzieckiem? Ciężko. Myślałam o służbie w policji, ale tam trzeba na 6 miesięcy wyjechać do szkoły, a ja dziecka nie zostawię(nawet nie miałam z kim). Założyłam własną działalność, bo już ręce mi opadały. Udało się, ale zdaję sobie sprawę, że o pracę wcale nie jest tak łatwo. Z drugiej strony jak szukam pracownika to jest ciężko kogoś znaleść.

65

Odp: Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?
samotnax4 napisał/a:

Jestem po czterech kierunkach studiów i pracy znaleść nie mogłam. Do szkoły czy urzędu nie miałam znajomości. Do sklepu mnie nie chcieli, bo zaraz im ucieknę, gdyż z takim wykształceniem szybko coś znajdę... Błędne koło. Dorabiałam jako hostessa na promocjach i roznosząc ulotki. Ale żyć za to z dzieckiem? Ciężko. Myślałam o służbie w policji, ale tam trzeba na 6 miesięcy wyjechać do szkoły, a ja dziecka nie zostawię(nawet nie miałam z kim). Założyłam własną działalność, bo już ręce mi opadały. Udało się, ale zdaję sobie sprawę, że o pracę wcale nie jest tak łatwo. Z drugiej strony jak szukam pracownika to jest ciężko kogoś znaleść.

Masz teraz obraz drugiej strony. Ty także nie chcesz dopłacać do interesu i jest to słuszne podejście. Możesz raz na jakiś czas dać komuś szansę, ale wszystko musi mieć ręce i nogi.
Ja wogóle się zastanawiam dlaczego ludzie zamiast brać los w swoje ręce na siłę szukają czegoś, co i tak ich nie usatysfakcjonuje. Wyszukują tysiące problemów, których najczęściej nie ma. Gratuluję. Szczerze gratuluję.

Posty [ 1 do 65 z 81 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA KARIERY - MOJA KARIERA ZAWODOWA » Rzeczywisty brak pracy czy niechęć do zmian i lenistwo?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024