Ja może ze swojego doświadczenia.
Praca zdalna:
- liczba oszustów naprawdę bije rekordy... W swej naiwności przy pierwszym ogłoszeniu wpłaciłam "zabezpieczenie". Kwota niby niewielka, raptem 10 zł. Ale jeżeli takiemu ogłoszeniodawcy zbierze się 10 takich osób, to już ma 100 zł. A jest masa historii nie tylko w internecie, gdzie więcej osób dało się tak nabrać. Wpłaciłam i nie zobaczyłam ani materiałów, ani umowy. A to i tak dobrze, bo znam osoby, które zostały np z samymi materiałami "próbnymi" tzn np 5 długopisów, które w sklepie można kupić za 30 gr i pracodawca więcej się nie odezwał. Takich naciągaczy jest o wiele więcej. Koleżanka tak się nacięła, że podała dane niby do umowy i przelewu, a pół roku później się dowiedziała, że ma spory kredyt, którego od kilku miesięcy nie spłaca.
- jeżeli jesteś szwaczką z doświadczeniem, to wiedz, że praca na ciebie czeka. Jeżeli nie - masz przekichane.
- Jeżeli wiesz, że dasz radę pracować w callcenter nie tylko pod względem predyspozycji wymaganych przez pracodawcę, ale również jeśli idzie o warunki w domu (wystarczy, że masz ruchliwe dziecko, które w chwili, gdy prowadzisz rozmowę, zrobi absolutnie wszystko, żeby natychmiast przykuć twoją uwagę, i wierz mi, pracodawca bardzo szybko ci podziękuje), to jasne. Problem w tym, że łatwo naciąć się na firmę, która płaci dopiero za "wyniki", ale nie oferuje stałego, nawet groszowego wynagrodzenia, czyli tak zwanej podstawy. To jest spory problem, jeżeli masz na utrzymaniu mieszkanie lub chcesz wynająć mieszkanie, albo też po prostu opłacasz studia
- pisanie precli, copywriting etc - nie ukrywam, że ja osobiście najbardziej widzę się w tej pracy. Chętnie zarabiałabym też na pisaniu ogólnie, co też wcale nie jest takie łatwe, jak może się wydawać. Dlaczego? Nie jest łatwo przebić się w tym "fachu". Serio. Na pocieszenie dla tych, którzy chcą iść w tym kierunku powiem jednak, że naprawdę warto próbować. Początkowo nie ma kokosów, a wręcz zarabia się śmiesznie mało. Ale jeśli już raz wejdziesz w to i zaczniesz zarabiać, to w końcu się przebijesz. Ja nadal próbuję i nie mam zamiaru się poddawać. Nawet, jeżeli znajdę stałą pracę, to chętnie zajmę się czymś takim dodatkowo choćby miały wpaść "grosze" w postaci 100-200 zł/msc (w końcu drogą to nie chodzi... ale na utrzymanie się to jednak za mało, prawda?
) Podejrzewam jednak, że mogłam po prostu nie trafić jeszcze na odpowiednie ogłoszenie. Mam nadzieję, że niedługo trafię
- Klikanie - czyli klikamy w bannery reklamowe, ankiety etc... To są naprawdę grosze "na waciki" a nie możliwość realnego zarobku.
- rękodzieło - raczej forma dorobienia niż zarobienia
- sprzedaż internetowa - jeżeli do obowiązków będzie należało również wysyłanie towarów, a nie jedynie przyjmowanie zamówień i wystawianie np. aukcji na allegro czy też w innym sklepie internetowym, to dobrze, jeżeli masz pocztę na miejscu, która jest stosunkowo długo otwarta. Ja mieszkam na za*upiu i, w co może ciężko uwierzyć, poczty na miejscu nie mam. Natomiast bus w obie strony do najbliższej poczty to wydatek 8 zł. Już samo to może zniechęcić. ALE powiem Wam, nad czym ja się ostatnio zastanawiam... Mam w cholerę książek w domu, których już po prostu nie czytam, bo albo np. gdzieś wygrałam i mnie nie interesują tak naprawdę, albo znam je już praktycznie na pamięć i dodatkowo mam je też w formie ebooka gdzieś na komputerze. Może by tak wykorzystać to na poczet otworzenia antykwariatu? Sama interesuję się rękodziełem, a konkretnie ozdabianiem szkła - w przyszłości mogłabym to połączyć. Ale to jest pomysł "na później" kiedy będę miała za co kupować potrzebne materiały. Ale z tego, co wiem, warto zaryzykować. Przeraża mnie jednak perspektywa taka, jak w wypadku koleżanki ze studiów, która ma swój antykwariat i są miesiące, kiedy cieszy się, jeżeli wyjdzie "na 0", a są i takie, kiedy wręcz dopłaca do interesu. To też napawa lękiem. MOŻE, gdyby nie to, że mam za dużo w tej chwili do stracenia, to już teraz podjęłabym ryzyko, ale obawiam się, że ostatecznie mogłabym mieć większe problemy, niż juz mam.
Praca "w miejscu zatrudnienia":
- sprzątaczka - uśmiejecie się pewnie, ale i tu trafiam na problemy. Moim pierwszym pracodawcą był oszust, który za trzy dni tyrady zapłacił mi 50 zł, co pokryło mi jedynie koszta dojazdów, za które sama sobie musiałam płacić. W miejscu zamieszkania takiej pracy nie dostanę, bo jedynym takim miejscem, gdzie sprzątaczka jest poszukiwana, jest miejscowa szkoła. A tu jest to nieco zamknięta klitka, gdzie sprzątaczki wciągają do pracy kogoś z rodziny i "przyuczają" na swoje miejsce. Serio - uroki mieszkania na wsi.
- biblioteka - jest tu trudniej znaleźć pracę, niż może się wydawać. Ponieważ nie jest to bardzo obciążająca praca, panie w bibliotece są w stanie pracować naprawdę do emerytury... a czasem pracują również na emeryturze. Serio...
- fryzjerka/kosmetyczka - wymagane doświadczenie. Kurs mile widziany. Ale co, gdy najzwyczajniej w świecie nie ma pieniędzy na kurs, ale jest talent? Nie masz tej pracy! Taka przykra prawda. W liceum dorabiałam sobie malując, czesząc i obcinając koleżanki za naprawdę grosze. Więc od biedy doświadczenie jest. Ale co z tego, skoro do CV nie mogę sobie tego wpisać?
- praca biurowa - litości... Angielski znam, ale okazuje się, że za słabo. I niestety znam tylko angielski. Mało tego, wielu pracodawców wymaga certyfikatów i znajomości już nie 2 ale 3 języków i to nie koniecznie tych, które akurat się zna. Dodam, że angielski wychodzi już "z mody". Coraz częściej znajduję ogłoszenia, gdzie poszukiwany jest... chiński. Trafiłam też na niderlandzki, węgierski i koreański. Ale jeżeli znacie np francuski - to też dobrze, bo to jest dość pomocny argument, jeżeli jest poszukiwany ktoś, kto jeszcze zna do kompletu np. włoski. Zaczęłam naukę obu (podkreślam - ZACZĘŁAM i do tego uczę się sama) i powiem Wam, że jest wiele elementów wspólnych albo może, mówiąc dokładniej, bardzo podobnych przynajmniej, jesli idzie o słówka. Tak naprawdę umiejętność obsługi podstawowych urządzeń biurowych etc to rzecz drugorzędna, bo to jest to, czego można się nauczyć nawet w jeden dzień. Sorry, ale drukarkę i komputer każdy umie obsługiwać, a fax szczególnie skomplikowany nie jest.
- praca w sieciówce - pracowałam... never more.
mogłabym tak wymieniać długo. Żeby nie było zaraz krzyku - nie szukam wymówek. Szukam uczciwej pracy, która pozwoli mi się utrzymać. W tej chwili mogę pracować tylko w domu, ponieważ nie mam z kim zostawić dziecka (dopiero w przyszłym roku idzie do przedszkola... o ile będzie mnie na nie stać). Wymieniłam kilka prac, których chciałam się podjąć. Niestety jeśli idzie o pracę wymagającą dojazdu, to problem był taki, że pracodawcy skreślają mnie wraz z usłyszeniem odpowiedzi na pytanie "Czy ma pani lub planuje mieć dzieci?"... A nie powiem, dojeżdżanie pociągiem też mi się nie uśmiecha.
Jakie byłoby najlepsze rozwiązanie? Przeprowadzić się do większego miasta (np. Tychy jako, że ze Śląska jestem, a studiuję w Katowicach). ALE:
- Nie mam za co się przeprowadzić
- Mam dziecko, więc to byłby kłopot taki, że musiałabym nie tylko mieć, za co wynająć mieszkanie, ale znaleźć takie, w którym mogłabym mieszkać z dzieckiem i mieć na opiekunkę, żeby ktoś z tym dzieckiem został kiedy ja będę w pracy.
- Musiałaby to być praca, w której zarobię dość, żeby wszystko utrzymać... Jak ktoś nie wie, ile wynosi wynajem mieszkania w takiej mieścince, jak Tychy, to sobie sprawdźcie...
.
.
.
.
Sprawdziliście? Budujące, no nie? Do tego doliczyć rachunki i... wypłaty ni ma. A jeszcze trzeba coś do przysłowiowego garnka włożyć.
Szukam też pracy jako opiekunka. Problem w tym, że nie znalazłam jeszcze takiej rodziny, która zgodziłaby się, żebym zabierała swoje dziecko ze sobą. Mam się zajmować tylko dzieckiem, do którego jestem wynajęta... Tak więc tez lipa. A dzieci lubię i chętnie bym się takiej pracy podjęła.
Próbowałam korepetycji, ale rodzice wolą wysyłać dzieci albo do studentów danego kierunku, albo do nauczycieli dorabiających sobie w ten sposób "na boku".
Tak więc wierzcie mi, z pracą wcale nie jest tak łatwo, jak może się wydawać. Jak to naiwna92 napisała "nie każdy ma równy start w życiu". Ja wiem, że każdy jest kowalem swojego losu, ale co, kiedy ktoś od losu dostaje chociaż młotek i kowadło, żeby dorobić się kuźni, a kto inny nawet tego nie ma?