Nie wiem co mam robić. Czasem mam myśli, żeby skończyć ze sobą, ale przecież nie mogę zostawić mojego ukochanego dziecka samego na świecie. Mam kilkuletnie dzieciątko z I małżeństwa, gdzie były mąż odszedł do kochanki. Wyszłam II raz za mąż, za zdawałoby się świętego człowieka. Pokochał dziecko, dawał prezenty, mnie bardzo kochał, poświęcał się, był bardzo dobry. Ja zrozpaczona po rozwodzie wpadłam jak śliwka w kompot. Pomagał mi we wszystkim, dzięki niemu otrząsnęłam się po traumie zdrady i rozwodu. Nie byłam zakochana, to była z mojej strony szczera miłość, zaufanie, taka spokojna chęć stworzenia prawdziwej rodziny. Zapewniał, że on też właśnie tego pragnie, rodziny i spokoju.
Teraz jestem po ślubie, w ciąży z II mężem, czyli nim. Okazało się, że po ślubie wszystko pękło jak bańka mydlana. Całe dnie spędza przed komputerem - facebook, allegro i czort wie co jeszcze. Czyta o swoich hobby - motory, sport. Mnie nie widzi. Nie ma mowy o rozmowie, nudzi go to, przy dziecku mi nie pomaga, ewentualnie kiedy trzeba dać klapsa lub nakrzyczeć. Nie zwraca na mnie uwagi, na inne kobiety owszem chętnie patrzy. Gdy gdziekolwiek idziemy, siada daleko ode mnie, przez kilka godzin nawet mnie nie obejmie, nie pocałuje. Generalnie w ogóle praktycznie mnie nie przytula. Nie całujemy się w ogóle. Idziemy jak kumple - bo on nie lubi się trzymać za ręce. Żarty przy znajomych o mnie grubiańskie ("taka się teraz gruba zrobiła, że tknąć nie mam ochoty" - twierdzi, że przesadzam, takie żarty są zabawne, a ja jestem egzaltowana). Czuję, że kompletnie go do mnie nie ciągnie, na żadnej płaszczyźnie, ani do rozmowy, ani do przytulenia. Ja płaczę codziennie, wiem już że niestety to prawda, że facet to świnia i nie ma mowy o udanym związku. Nigdy już w to nie uwierzę.
Chcę uciec, już mi wszystko obojętne. Próbowałam żyć z nim i udawać obojętność - nie potrafię, nie potrafię udawać, że nic mnie nie rusza kiedy po dniu w pracy idzie do siebie i siedzi do wieczora. Ciąża go nic nie rusza, a tak bardzo pragnął dziecka. Teraz wiem, że to była kolejna zachcianka, hobby. Żeby się spełnić i w tej dziedzinie.
Nie wiem co mam robić. Nie mam rodziny, wszyscy zmarli bliscy, lub są starzy i nie mogę ich obciążać. Nie mam przyjaciół, a znajomi mają swoje problemy, ogromne. Mam pracę, ale nawet przy porodzie nie miałabym kogo poprosić o pomoc, żeby choć przyszedł i pomógł wyjść ze szpitala. Jestem sama jak palec. Z pracą też nie wiem jak będzie, na razie o ciąży nie wiedzą, nie mam umowy, pracuję na zlecenie. Nie dam rady jesli starsze dziecko zacznie chorować, a ja w ciąży.
Nie mam pieniędzy na tyle aby wynająć jakieś mieszkanie, nie dam rady się utrzymać z dwójką maleńkich dzieci.
Co ja mam robić?? Błagam poradźcie coś, bo wpadam w coraz większą depresję, a mam dzieci, o które się muszę martwić.
1 2014-08-11 23:11:17 Ostatnio edytowany przez lepikig (2014-08-11 23:28:20)
Podobne tematy
Wydaje mi się, ale najlepszą opcją byłoby pójście do psychologa, wyciągnie Panią z depresji. Doradzi co w takiej sytuacji powinna Pani zrobić.
Powodzenia!
Spróbuj się pozbierać.
Bardzo Ci współczuję, ale nie pora na myślenie o odejściu od niego.
Nie masz nikogo kto może teraz Ci pomóc. Lada chwila będzie 2 dzieci. Musisz na razie wytrzymać. Myśleć o dzieciach i dla nich być silna. Zbieraj sobie pieniądze na "czarną godzinę", ale próbuj też spokojnie dogadać się z mężem. Nie na zasadzie pretensji ,ale rozbudzenia zainteresowania rodziną. Wiem, że to brzmi śmiesznie, ale nie mogą się od niego wynieść, musisz chyba próbować się z nim dogadać.
Wyprowadziłam się od niego
JUż nie mogłąm wytrzymać siedzenia samotnie, jego dogryzań, braku czułości. Bez przerwy wyśmiewał moje dziecko z pierwszego małżeństwa, że płaksa, że mała ciota, przeklinał przy nim celowo, co II słowo, aż mały zaczął kląć. Nie pomagał nic, bawił się swoim hobby, z jakimiś pannami.
Już wolę być sama niż samotna w małżeństwie. Wpadł w szał i powiedział, że zniszczy mnie w sądzie, że porzuciłam rodzinę.
Nie wiem jak sobie poradzę, nie mam nawet samochodu. Mam na szczęście gdzie głowę schronić (stary walacy się ogromny dom na wsi), nie wiem czy mnie pogotowie nie zabierze z poronieniem, bo muszę sobie tu radzić z ogromnym piecem, pracą, codziennie rano będę musiała prowadzać dziecko do znajomej, która za groszę mi się nim zajmie. Będzie okropnie ciężko. Nie wyobrażam sobie nawet, żyję z dnia na dzień, a byłam naprawdę super zapowiadającą się kobietą. Straciłam wszystko, jestem wrakiem człowieka. Już nie liczę na nic dla siebie, przyniosłam wstyd swojej rodzinie, wróciłam do rodzinnej wsi z brzuchem, małym dzieckiem, które nic nie zazna z życia przy mnie.
Mąż się śmieje ze mnie, że jestem beznadziejna, bo wymagam nie wiadomo czego, on nie potrzebuje czułości, i powinnam go takim zaakceptować. Śmieje się, że teraz będą z byłym przyjeżdżać w odwiedziny każdy do swojego dziecka. A ja wiem, że to ogromny wstyd będzie. Boję się jak mnie zobaczą znajomi, będą wypytywać, nawet nie wiem co mówić, bo to przecież moja wina, że drugie małżeństwo mi nie wyszło. Dlaczego ze wszystkich mężczyzn na świecie musiałam trafić dwa razy na takich??
Czy są tu jakieś kobiety w podobnej sytuacji?
Kochana. Żaden wstyd. Żaden. Jesteś silna i ja jestem z Ciebie dumna. Ludźmi się nie przejmuj. Zawsze ktoś coś będzie gadał. I co? I nic.
Najważniejsze, że Twoje dziecko, syn nie będzie wyzywane i upokarzane przez Twojego pożal się Boże męża.
Nie ma tam nikogo kto mógłby pomóc?
6 2014-09-06 08:06:04 Ostatnio edytowany przez Zbyś (2014-09-06 09:22:39)
lepi
W swoim życiu podjęłaś właściwą decyzje o odejściu i powrocie do rodzinnego domu
Jeśli ktoś coś źle uczynił to na pewno nie ty
Po swojej miejscowości chodź dumnie z podniesioną głową, jak ktoś zapyta to powiedz całą prawdę.
Pomoc możesz uzyskać zgłaszając się do opieki społecznej i od tych wszystkich którzy się dowiedzą jakie miałaś życie,
W jaki sposób byłaś potraktowana ty i twoje dzieciątko bogu ducha winne
Zanim następne dzieciątko się urodzi faceta który (nie jest wart splunięcia) podaj o alimenty zapewnisz środki sobie i małym istotkom
W pracy na zlecenie też opowiedz jak twoje życie się potoczyło potem będą bardziej wyrozumiali jak będziesz miała kłopoty
To nie ty masz się wstydzić i chować głowę w piasek ale twoi poprzedni partnerzy
Na pewno zdziałasz więcej w swoim życiu niż z kulą u nogi która cię upokarza (głomb nr 2)
Masz dla kogo żyć i istnieć życie powoli samo się ułoży i znajdziesz swoje miejsce i miłość
Zbyś
P.s:Jeśli potrzebujesz finansowego wsparcia wyślij nr. konta na mojego maila postaram się tobie pomóc w miarę moich możliwości
Wstyd? Jaki wstyd? Podjęłaś słuszną decyzję o wyprowadzce i nie rozmyślaj nad tym- a już tym bardziej nie rozpatruj tego w kategoriach wstydu. On jest chamski i bezczelny- gadka, że on i były będą przyjeżdżac każdy do swoich dzieci trąci mi właśnie takim zachowaniem.
Niestety po ślubie się zmienił, to nie jest jedyny przypadek. Masz dzieci- największą wartośc jaką można miec- ciesz się. Nie rozpamiętuj tego co było, bo liczy się tylko to co teraz.
W małżeństwie nie można życ obok siebie, nie można nie rozmawiac a już tym bardziej unikac kontaktów fizycznych tj. pocałunków, przytulenia itd. To jest chore. Dlatego uważam, że zrobiłaś bardzo dobrze.
Teraz musisz skupic się na sobie. Ogarnij się i do dzieła:)))
Na szcęście mamy XXI wiek i samotne matki nie żyją napiętnowane!Najważniejsze,że podjęłaś decyzję-uważam,że słuszną!Pomyśl-jakim wzorcem był dla Twojego syna jego ojczym?! Zdaję sobie sprawę,że jesteś w bardzo trudnej sytuacji-lecz Polka potrafi!Jesteśmy takimi siłaczkami.Powodzenia !
Dokładnie. Teraz bycie samotną matką to żaden wstyd. Tym bardziej w Twoim przypadku kiedy dzieci masz z facetami, których kochałaś. Pisałaś, że nie masz znajomych, którzy mogliby Ci pomóc ale może jednak jest ktoś kto mógłby chociaż minimalnie cię odciążyć? Poza tym poszukaj w necie, może są jakieś organizacje (nie wiem pomoc społeczna), które dałyby Ci chociaż minimalne wsparcie. Pisałaś, że w rodzinie jest dużo starszych osób. Wbrew pozorom starsi potrafią być bardzo pomocni. Nawet nie chodzi o jakąś konkretną pomoc ale o to, żeby mieć kogoś z kim można dwa-trzy zdania zamienić wypłakać się
Ja mieszkam sama z córką od miesiąca. Wynajmuje mieszkanie, nie mam auta, ale mieszkam w dużym mieście. Byłego zostawilam w naszym wspólnym mieszkaniu, wyprowadzilam się z niczym. Mam niezłą pracę, ale starcza od pierwszego do pierwszego. Z byłym wyklocam się o kazda zlotowke na dziecko, bo on wychodzi z założenia, ze jak kupi dziecku kurtkę na zimę, to ja będę miała więcej dla siebie. Nie jest łatwo, ale nie żałuje żadnego dnia spędzonego bez despoty. Ty, jeśli zdecydowalas się na taki krok, musisz być silna kobieta. Przetrwasz i wyjdziesz na prostą. Zacznij od złożenia pozwu alimentacyjnego, bo chyba juz na czas ciąży nalezą Ci się pieniądze od męża. Nie mam pewności, skorzystaj z porady prawnej.
Autorko postu, daj znać jak sie sprawy maja. Ja tez moge pomoc finansowo
Dziękuję, że się o mnie martwicie. Pieniędzy nie potrzebuję, póki co pracę mam, nie mówiłam, że jestem w ciąży.
Niestety, wróciłam do tego potwora
Groził mi, awanturował się, więc zdecydowałam, że do urodzin dziecka muszę przetrwać i przemieszkać z nim. Nie ma mowy abym sobie poradziła sama w tym domisku
Nie mam tam czym dojechać w przypadku choroby, a dziecko moje kochane, które mam ciągle niestety choruje, nie miałabym nawet jak pracować.
Generalnie moje życie widzę w czarnych barwach. Chciałabym po urodzeniu dziecka móc się wyprowadzic od niego z obojgiem maluchów i jakoś żyć samej, mam nadzieję, że do tego czasu sprzedam tą ruderę i będę mogła kupić jakąś kawalerkę aby w niej troszkę pomieszkać póki dzieci są małe. Takie mam na razie marzenie.
A póki co dzień za dniem jakoś leci, codziennie kłótnie, głównie o stosunek do małego, dbam aby mu ani włos z główki nie spadł. Niestety, nic nie mogę odłożyć, bo mąż ciągle coś sobie kupuje za wspólne pieniądze, ale już trudno, oby jakoś do tego urodzenia.
Za błędy słabość niestety się w dzisiejszych czasach płaci słono. Gdybym nie była taka zrospaczona po pierwszym małżeństwie nie padłabym tak łatwo ofiarą czułych słówek i zakłamania obecnego męża. A myślałam, że to taki dobry człowiek
Najgorsze, że nie widzę już w ogóle siebie nigdy z jakimkolwiek mężczyzną, są da mnie wszyscy jednakowo wstrętni, myślą tylko o sobie. Po co w ogóle są te związki?? Czy moi chłopcy też będą kiedyś takimi potworami??
Lepi proszę nie wrzucaj wszystkich mężczyzn do jednego wora.
Też są faceci dobrzy i kochający.
Ty niestety nie miałaś szczęścia co nie oznacza, że mieć nie będziesz.
Moim zdaniem zle zrobilas wracajac do niego. Tez mam takiego meza wrednego chamskiego co do mnie wyzwiska pod moim adresem bo jestem gruba on grubych bab nie lubi mam tak na codzien. Tez od niego odeszlam i popelnilam ten blad co ty wrocilam do niego ale nie ze mi grozil tylko przepraszal ze mnie kocha zalezy mu na rodzinie bla bla i co? Przez nie caly miesiac bylo dobrze? Nawet nie umiem okreslic czasu ale teraz jest tylko gorzej. Chce odejsc ale teraz sama nie wiem jak corka poszla do przedszkola i to narazie poki co tu mnie trzyma... A ty nie mozesz skorzystac z pomocy rodzicow?
Oj kobieto, szkoda że nie otworzyły ci się oczy wcześniej przed ślubem. Kupowanie prezentów nie ma nic wielkiego wspólnego z miłością a tym bardziej szacunkiem. Powinnaś odejść od niego, założyć alimenty na dziecko, i sie od niego wyprowadzić. Albo postawić mu warunki do zmiany choć to wątpie, aby się zmienił.
Czasem postrzegam małżeństwo jak jakiś cyrograf. Małżeństwo to wspólne droga a nie jakiś układ.
Idz do kościoła, albo do sióstr zakonnych, tam znajdziesz na pewno pomoc. Skierują Cię do grupy zakonnic, które zajmują się tylko takimi przypadkami jak Twój. Znajdziesz tam prawdziwe wsparcie, też w innych matkach, które przeszły to co Ty.
Słuchajcie, ja WIEM, że nie zrobiłam dobrze. Ale co mam zrobić? Do zakonnic nie pójdę, nie jestem jakąś skrajną sytuacją. Mam normalną pracę, jakieś swoje pieniądze, nie umrę z głodu, to nie o to chodzi. Niestety, nie mam ojca, a matka jest bardzo chora, więc nie ma mowy o jakiejkolwiek pomocy z jej str, zresztą nawet jej nie mówię jak jest w moim II małżeństwie, bo umarłaby wtedy, znam ją doskonale, już pierwszy rozwód ją doprowadził na skraj rozpaczy. W niej nie mam żadnego wsparcia, absolutnie.
NAjbardziej w tej całej sytuacji przeraża co ja zrobię, jakie będzie moje życie z 2 małych dzieci, czy dam radę. Boję się też tak bardzo samotności, nie chcę ciszy i samotności, miałam to po I małżeństwie jestem zbyt potrzebującą ludzi osobą. A z II strony WIEM, że nie zaufam już żadnemu mężczyźnie. Żal mi, że drugie dziecko też nie będzie miało ojca, bo sądzę, że to małżeństwo się rozpadnie tak czy inaczej, chcę tylko poczekać do końca ciąży, bo najbardziej boję się tego porodu, z kim zostawię starsze dziecko,kto mnie odbierze ze szpitala. Jak tylko nabiorę sił po porodzie, będę silniejsza, planuję się od niego uwolnić.
18 2014-10-30 10:07:07 Ostatnio edytowany przez lepikig (2014-10-30 10:08:52)
Czy ja mam naprawdę tak skrajnie złą sytuację, że nikt mi już nie może pomóc?
Nie wiem co mam robić, boję się, że dziecko urodzi się chore przez to, ze codziennie mam nerwy.
Żeby było ciekawiej mój były mąż prześladuje mnie, wraz z kochanką zakłada mi sprawy w sądzie o utrudnianie kontaktów z dzieckiem (które ciągle choruje i nie chcę aby chodziło na spotkania z tym nieodpowiedzialnym człowiekiem, który go wozi w jeden dzień 700 km aby pokjazać rodzinie) ponieważ stracili pracę i chcą jakoś ode mnie wyrwać pieniądze.
Obecny mąż nie jest w ogóle wsparciem, śmieje się ze mnie, że mam te sprawy, a ja muszę płacić kary za to że chcę chronić swoje najkochańsze dziecko przed psychicznym byłym mężem. Mam nakazy wydawania tego biedactwa nawet jeśli płacze, awanturuje się, że chce zostać z mamą, w nocy płacze, że nie chce na te wizyty. Serce mi pęka ![]()
Do tego jestem codziennie wyzywana przez drugiego męża, który nie pozwala mi już teraz wrócić do domu, grozi mi policją, wyzywa od najgorszych - nie mam na to świadków, jedynym jest jego matka, która stoi za nim murem, mnie ma za najgorszą możliwą. Zresztą wrócić nie mam gdzie.
Co ja mam zrobić? Najchętniej bym się zabiła, ale żyję tylko dla mojego cudu, nie zostawię go na pastwę życia z tamtym draniem.
Czy ta sytuacja się kiedykolwiek rozwiąże? Czy jest jeszcze na ziemi tak fatalna i głupia kobieta jak ja, która ma dwójkę dzieci z psycholami? Wszystko to przez dwie głupie życiowe decyzje, ale skąd mogłam wiedzieć, że po urodzeniu się dzieci okażą się potworami?? Mój obecny mąż powiedział mi, gdy się popłakałam po kolejnym wezwaniu: "sama sobie narobiłaś, zachodząc w ciążę z byłym" - tyle jego współczucia. A to przecież był porządny związek normalnych pracujących ludzi, nie patologii - to normalne, że po 6 latach małżeństwa, gdzie było dość dobrze, chciałam dzieciątko. Tak, błędem było zajście w ciążę z tym, ale on wykorzystał moje zrospaczenie i był taaaaki dobry. Czemu teraz jest potworem??
Co ja mam zrobić? ![]()