Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » Debiuty literackie - artykuły, opowiadania Netkobietek » Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 20 ]

1 Ostatnio edytowany przez Eileen (2014-08-11 18:02:14)

Temat: Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy

No tego no... powieści mi się zachciało, motywacji mi brakuje, więc jakby ktoś się czasem odezwał i nawet skrytykował, to będę wdzięczna niesamowicie. tongue



1. Nieporozumienie

Łatwiej pilnować całej zagrody bawołów, niż jednej młodej dziewczyny. (przysłowie malajskie)

Okno było zdecydowanie za wąskie, żeby się przez nie przecisnąć. Było również zbyt wysoko, żeby wygodnie oprzeć nogi o podłogę. Niestety, te fakty Shaera pojęła odrobinę zbyt późno ? kiedy już ugrzęzła na dobre. Zwisając zgięta w pół z okna strychu, przedstawiała sobą dość interesujący widok, jednakże na razie nie było nikogo, kto mógłby go docenić.
Dziewczyna zaklęła w duchu. Podsłuchiwanie zawsze źle się kończy, przypomniała sobie nauki matki, ale przecież jeszcze nic nie zdążyła usłyszeć! A musiała, po prostu musiała dowiedzieć się, o czym pan Hermelius przyszedł rozmawiać z jej ojcem, bo jeżeli to było to, o czym myślała? Przymknęła na chwilę oczy i ujrzała siebie w białej sukni u boku Galiana. Zostałaby panią Cedrowej Doliny, a wszystkie koleżanki by jej zazdrościły? Tak, to było ważne. Wystarczająco ważne, by poślubić syna pana Hermeliusa, nawet jeśli go nie kochała. Cóż, lubiła go bardziej od większości chłopców z osady, więc nie byłoby to do końca małżeństwo z rozsądku ? a przynajmniej tak to sobie tłumaczyła. 
Z przyjemnego rozmarzenia Shaerę wyrwało skrzypnięcie ławki. Czyli już skończyli grzecznościowe rozmowy z matką i wyszli, jak zwykle, porozmawiać o poważnych, nieprzeznaczonych dla małych rozumków kobiet sprawach, pomyślała z przekąsem. Miała tylko nadzieję, że się nie pomyliła i tym razem te sprawy będą dotyczyć właśnie jej.
Odczekała, aż spokojnie usiądą za załomem szopy i ze zdwojonym wysiłkiem naparła na okno. Nic z tego. Nie mogła przecisnąć bioder za okno, a biust uniemożliwiał jej powrót do środka.
- Do diabła! ? zaklęła dziewczyna tym razem na głos, jednak na tyle cicho, by jej nie usłyszano.
Po chwili namysłu, machając nogami w powietrzu, zaczęła szukać oparcia dla stóp. Niestety, zdołała jedynie sięgnąć podłogi czubkami palców, a to było zbyt mało, by się zaprzeć i wydostać na zewnątrz. Bez większych nadziei podkuliła nogi i, zdzierając sobie skórę na kolanach, próbowała wcisnąć palce w szczeliny pomiędzy deskami. W końcu się udało! Shaera powoli wyprostowała się i jakimś cudem przesunęła ciało odrobinę do przodu. Zignorowała drzazgi w stopach i obtarte biodra i jak najciszej przelazła na gzyms. Licząc, że nikt jej nie zauważy, przesuwała się stopniowo do bocznej ściany szopy.
- Wiesz, że traktuję ją jak córkę? - dobiegł ją cichy głos ojca.
Tak! Rozmawiali o niej!
Shaera przeszła jeszcze kawałek i stanęła przy samym rogu.
- Nie mógłbym znaleźć kogoś, kogo chętniej widziałbym w roli pani na moich posiadłościach. Wiesz, że dopilnuję, by nigdy niczego jej nie brakowało ? przekonywał pan Hermelius.
- Jestem o tym przekonany i rad byłbym, mogąc połączyć nasze rodziny. Oczywiście, ostateczna decyzja będzie należała do niej ? odparł ojciec.
Shaera nie mogła powstrzymać triumfalnego uśmiechu. Grzecznościowa formułka, jaką wypowiedział jej ojciec, była tylko na pokaz. To rodzice wybierali córkom mężów i pan Hermelius musiał o tym wiedzieć.
Właściwie to już jestem zaręczona, myślala podekscytowana.
Przesunęła się jeszcze kawałek, chcąc zobaczyć, co się działo pod domem. Wychyliła się mocno za lewą ścianę i zmartwiała. Ojciec z panem Hermeliusem podnosili się właśnie. Na szczęście przyszły teść dziewczyny stał tyłem, ale ojciec z pewnością ją dostrzegł, bo nie było innego wytłumaczenia dla zaskoczenia na jego twarzy. Shaera  oderwała dłoń od ściany i uniosła do ust, błagając ojca o milczenie, po czym spiesznie zaczęła się wycofywać. Nagle usłyszała trzask starej deski. Obróciła głowę na tyle szybko, by ujrzeć, jak jej prawa noga obsuwa się bez oparcia i ciągnie ją w dół. Spadła.
- A żeby to tak? - jęknęła,  podnosząc się niepewnie i otrzepując podartą teraz spódnicę.
No to już po ślubie, zrozumiała w rozpaczy. Nie chcę wiedzieć, co on teraz sobie o mnie pomyśli. Nikt nie chciałby synowej łażącej po dachach!
Bierne godzenie się z losem i rozpamiętywanie porażek nie leżało jednak w naturze Shaery. Nie miała już nic do stracenia, więc musiała spróbować naprawić sytuację. Zanim dwaj mężczyźni podbiegli do niej przestraszeni, ona już stała pewnie na nogach i uśmiechała się wdzięcznie.
Skoro takie głupiutkie miny działają na chłopców, to może na dorosłych również. W końcu mama często powtarza, że ojciec zachowuje się jak duże dziecko, myślała dziewczyna i uśmiechała się coraz promienniej.
- Nic ci się nie stało?
- A coś ty tam robiła? ? spytali jednocześnie pan Hermelius i ojciec dziewczyny. Shaera spiorunowała tego drugiego wzrokiem, nie zaprzestając intensywnych uśmiechów.
- Sprzątałam, oczywiście. Wiesz, że żaden z parobków nie zajmie się tym, jak należy, a nie mogłam już znieść tego brudu? - odparła szybko Shaera, starając się wypaść przekonująco w roli dojrzałej pani domu i modląc się by ojciec jej nie wydał.
- Tak? Wiem, że zawsze denerwował cię pył na ścianach szopy. To takie wzruszające, że postanowiłaś poświęcić nową spódnicę na zajęcie się nim? - odparł ten z kpiącym uśmiechem.
Shaera dopiero teraz zwróciła większą uwagę na swój wygląd. Bose stopy, podrapane kolana, spódnica w strzępkach, biodra otarte do krwi i potargane włosy. Jedynie koszula prezentowała się przyzwoicie. Dziewczyna zacisnęła wargi i rzuciła ojcu wyzywające spojrzenie. Nie pomagasz mi, ale ja i tak sobie poradzę, mówiło.
- Zostanie pan u nas na kolacji? ? odwróciła się do pana Hermeliusa, trzepocząc rzęsami. Nienawidziła zachowywać się w ten sposób, ale czasem nie było innego wyjścia.
- Nie, nie sądzę. Mam jeszcze ważne spotkanie, ale jutro chętnie zostanę waszym gościem, jeśli nie będziecie mieli nic przeciwko.
- Och, pan zawsze jest tu mile widziany, prawda, ojcze?
- Tak, oczywiście. Przyjdź do nas, najlepiej razem z Galianem, będziemy wszyscy mieli okazję spokojnie porozmawiać.
Cóż, jednak ojciec nie jest taki zły, pomyślała Shaera z radością, patrząc za odchodzącym mężczyzną.
- Dzięki, tato ? mruknęła, gdy pan Hermelius zniknął za ogrodzeniem i pocałowała ojca w policzek.
- Proszę, moja droga. Czy teraz zechciałabyś mi wyjaśnić, co robiłaś w szopie w tym stroju?
- Ale ja? - zaczęła niepewnie dziewczyna, ale wesoły uśmiech ojca przekonał ją, że on doskonale zdaje sobie sprawę z jej poczynań. ? Czy to ważne? ? spytała więc tylko. - Powiedz lepiej, o czym wy rozmawialiście. Dokładnie.
- Może najpierw przebierzesz się i doprowadzisz do porządku to coś na twojej głowie?
- Tato!
- No dobrze, już dobrze? Rozmawialiśmy o tym i owym?
Shaera pokręciła w desperacji głową.
- Oświadczył się czy nie? ? prawie warknęła. 
- Maniery, młoda damo. Gdzie się podziała twoja dziewczęca subtelność?
- Ulotniła się razem z panem Hermeliusem ? prychnęła młoda dama i na znak tego pokazała ojcu język. ? No powiedz mi w końcu!
- No już, już. Tak, oświadczył się. Zadowolona?
Odpowiedzią był jedynie błysk satysfakcji w oczach Shaery.

Przez cały wieczór wszyscy traktowali Shaerę inaczej niż zwykle. Kiedy zeszła na kolację, siostry przyglądały jej się z nabożnym podziwem, a matka z trudem ukrywała wzruszenie. Shaera wydęła pogardliwie wargi. Zachowują się tak, jakby same miały wyjść za mąż, myślała rozdrażniona. Nie chciała przyznać nawet sama przed sobą, że jest podekscytowana.
- Mamo, przestań w końcu ? fuknęła, kiedy Camilia zaczęła szukać chusteczki do otarcia łez. ? Zachowujesz się, jakby ktoś umarł.
- Nie co dzień twoje dziecko się zaręcza. Kiedy sama będziesz mieć córkę, zrozumiesz.
Córka. No tak, tego nie przewidziała. Może Galian nie będzie chciał mieć dzieci, przynajmniej nie od razu, rozważała Shaera. Pragnęła korzystać z życia, jakie miało zapewnić jej małżeństwo i jej plany nie obejmowały zagrzebania się w pieluchach na długi czas.
- Jak będziesz miała dzidziusia, to pozwolisz mi go karmić? ? spytała Yuvli. Młodsza siostra Shaery z pewnością nie miałaby nic przeciwko poświęceniu wszystkich rozrywek na rzecz opieki  nad dzieckiem.
- Yuvli, dziewczynkom nie wypada o takich rzeczach myśleć, a co dopiero mówić! ? upomniała jedenastolatkę Camilia, po czym zwróciła się do Shaery. - Widzisz, czego je nauczyłaś, będą tak samo rozbrykane jak ty i nigdy nie znajdą męża.
- Jakoś ja znalazłam. Poza tym to ty zaczęłaś o dzieciach.
- Shaera! ? ojciec postanowił zapobiec tradycyjnej kłótni przy stole.
- Przecież to normalny temat?
- Wystarczy.
Shaera westchnęła. Nie rozumiała, dlaczego należy udawać delikatność, wrażliwość i ugodowość, żeby złapać męża. Dlaczego dorośli twierdzili, że jedynie dziewczęta, które potrafiły tylko wdzięcznie się uśmiechać, słuchać z zainteresowaniem największych bzdur wypowiadanych przez mężczyzn i płonąć rumieńcem na każdą propozycję wspólnego spędzenia czasu, miały szanse na małżeństwo? Co można widzieć w takim stworzeniu bez wyrazu, zastanawiała się.
- Mam dość. Idę pojeździć ? oświadczyła w końcu Shaera.
- Niedługo się ściemni. Nie powinnaś włóczyć się sama, zwłaszcza teraz, kiedy jesteś już?
- Mamo, błagam! Nic mi nie będzie, idę się tylko przejechać po okolicy. I nie będę sama, na pewno któryś z chłopców pojedzie ze mną.
- Po nocy z chłopcami! Zaręczona! Wybij to sobie z głowy, moja panno ? oznajmił ojciec tonem nieznoszącym sprzeciwu. Shaera postanowiła spróbować ostatniej deski ratunku. Wiedziała, że nie powinna się spotykać z narzeczonym tuż po oświadczynach, ale w końcu stare plotkary najwyżej powiedzą, że zakochani nie mogli wytrzymać bez siebie ani godziny.
- To może poszukam Galiana? ? spytała bez mrugnięcia okiem.
- Galiana? Hm? to by chyba można było uznać za przyzwoite.
Shaera zaśmiała się w duchu. Przyzwoite? Młodzi narzeczeni na nocnej wyprawie, pewnie, co mogli niby zrobić?
- Nie wrócę późno ? rzuciła tylko, starając się nie wyglądać na przesadnie uszczęśliwioną.

Letni wieczór powoli przeradzał się w noc. Shaera uwielbiała taką porę ? cisza, spokój i odrobina samotności zawsze dobrze jej robiły. Przelazła przez płot za chatami parobków, oglądając się, czy matka nie wypatruje za nią z okna i podbiegła do starego, rozłożystego dębu, rosnącego nieopodal stajni. Wdrapała się na najniższe gałęzie i odszukała po omacku drabinkę, która była pozostałością po domku na drzewie, zbudowanym kilka lat wcześniej przez nią i Galiana. Wspinając się, uśmiechała się lekko na wspomnienie zgorszenia matki. Niemal słyszała jej głos: ?Nie poszłaś na przyjęcie, tylko łaziłaś po drzewach? Nie będę mogła pokazać się na spotkaniu koła hafciarskiego tygodniami!?.
Kiedy Shaera dotarła na platformę, wymacała dziuplę i wyjęła z niej małe zawiniątko. Nie różniło się wiele od starych szmat, jednak dla dziewczyny było na wagę złota. Połatane spodnie i grube, wełniane skarpety, które wygrała kiedyś w karty od jednego z młodych parobków, nie wyglądały pięknie, ale zdecydowanie uprzyjemniały jazdę, jeśli jeździło się w tajemnicy w męskim siodle. Shaera przebrała się szybko i zwinnie ześlizgnęła z drzewa. Była gotowa.
W stajni bez wahania podeszła do najmniej ułożonego ogierka ? karego Siriusa i przekupiła go jabłkiem wyłudzonym od stajennych. Uwielbiali młodą panienkę, która tak dobrze obchodziła się z końmi, a do tego nienajgorzej grała w karty i potrafiła kląć jak marynarz. Jeżeli nabroiła i potrzebowała pomocy, zawsze przychodziła najpierw do nich, a oni nigdy nie wydali jej rodzicom. Traktowali ją jak swoją, a ona w zamian wykradała dla nich z kuchni przysmaki. Tym razem też stajenni, widząc strój Shaery, bez słowa osiodłali Siriusa siodłem ojca dziewczyny.
- Dzięki ? z uśmiechem skinęła głową i wyprowadziła konia ze stajni i dalej, za furtkę w ogrodzeniu porośniętym bluszczem.
W końcu, z nieodłącznym w takich momentach uczuciem radości, dosiadła Siriusa i ruszyła kłusem do lasu. Pokluczyła trochę urywanym galopem między drzewami, gdy nagle ogier puścił się cwałem. Shaerze przeleciało przez myśl, że byłoby to normalne na łące czy w pobliżu stajni, ale nie tu! Nie miała jednak czasu tego roztrząsać. Próbowała zatrzymać Siriusa, ale ten nie reagował. Gdy dziewczyna szarpnęła w desperacji wodze, ogier stanął dęba, po czym pognał dalej. Dopiero w tym momencie Shaera przestraszyła się nie na żarty. Jeszcze kilka razy próbowała się zatrzymać, ale w końcu dała za wygraną. Byle nie spaść! Gałązki smagały ją po twarzy i ramionach, więc pochyliła się nisko i poczuła, że ze zdenerwowania napięła nienaturalnie wszystkie mięśnie. Przypomniała sobie ojca, który upominał ją wielokrotnie, kiedy była mała, że powinna jeździć rozluźniona i uśmiechnęła się mimowolnie. Kilka razy odetchnęła głęboko i podniosła nieostrożnie głowę. Zaraz tego pożałowała, kiedy cieniutka gałązka chlasnęła ją w policzek, a następna w oczy, które natychmiast zaczęły łzawić.
- Cudownie, to jeszcze nic nie widzę ? mruknęła z irytacją. ? Spaść nie powinnam, ale tutaj nie mam jak jej poprowadzić. Muszę się wydostać na ścieżkę i skręcić, zawrócić, cokolwiek! ? rozważała gorączkowo.
Sirius skutecznie omijał w cwale wszystkie drzewa, pnie i krzaki, co objawiało się w nagłych skrętach i podskokach. Na szczęście Shaera naprawdę dobrze jeździła. Pierwszego kucyka dostała, gdy miała trzy lata, a kiedy skończyła sześć, ćwiczyła z ojcem w męskim siodle, kiedy matka nie patrzyła.
Nagle dziewczyna poczuła uderzenie wiatru. Lekko uniosła głowę i zamrugała, chcąc pozbyć się zamglonego wzroku. Była na jakimś polu, ale kilkaset metrów przed nią znowu zaczynał się las, o ile dobrze rozpoznała w ciemności. To musi być pole przy starej świątyni, pomyślała. Starała się skręcić w lewo, żeby ominąć ruiny, ale Sirius nie zareagował.
- No to w prawo ? szepnęła i pokierowała konia. O dziwo, ten posłuchał i zarżał cicho. Shaera poczuła się pewniej. Nie obawiała się prędkości, ale utraty panowania nad ogierkiem. Mimo że Sirius stosunkowo często robił, co mu się żywnie podobało, to jednak nie na taką skalę. Teraz strach powoli opuszczał dziewczynę.
W oddali zamajaczyła sylwetka innego jeźdźca. Shaera wytężyła wzrok, ale nie była w stanie nic więcej dostrzec w półmroku. Po chwili wahania skierowała Siriusa w tamtą stronę. W końcu o tej porze w okolicy to nie mógł być nikt obcy, myślała. Najpewniej mężczyzna wracający z polowania lub kupiec z pobliskiej osady. Nie myliła się.
- Shaero? A co ty tu robisz o tej porze? ? usłyszała głos Galiana. ? Nie powinnaś teraz siedzieć w domu i szyć białych fatałaszków? ? dodał z kpiną.
Shaera zdziwiła się lekko, że tak otwarcie o tym mówi, ale w końcu zawsze razem wyśmiewali się z panujących obyczajów i całej tej etykiety, więc nie było powodu, by narzeczony nagle miał złagodnieć.
- Na to jeszcze przyjdzie czas ? odparła pewnym głosem i zaśmiała się radośnie.
- Och, moja droga, ojciec liczy na rychły ślub, najlepiej przed żniwami. 
- A ty? ? Shaera spytała zalotnie.
- Wiesz, że nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie?
- Rodzice, jak zawsze, najważniejsi ? mruknęła Shaera, jednak jej irytacja nie była tak duża, jak zazwyczaj, kiedy myślała o tym, że ktoś inny ma mieć ostatnie słowo w decyzjach dotyczących jej życia. ? Narzeczeństwem też się można cieszyć.
- Jestem pewien, że ojciec o to zadba ? odparł Galian wesoło.
- Ojciec, ojciec? Przynajmniej po ślubie to się nareszcie skończy.
- Jak to ? skończy?
Shaera nie odpowiedziała. Zastanowiła się chwilę nad jego słowami. Rzeczywiście, skoro będą mieszkali w majątku pana Hermeliusa, to na pewno będzie miał duży wpływ na ich życie. Nie chciała, żeby narzeczony myślał, że nie przepada za jego ojcem. Zanim jednak zdążyła cokolwiek wyjaśnić, Galian machnął ręką i zbliżył się do niej jeszcze bardziej.
- Właśnie, zapomniałbym zapytać ? zaczął konspiracyjnym szeptem.
- Tak? ? spytała dziewczyna, nagle zdenerwowana. Pocałuje mnie za chwilę, na pewno mnie pocałuje, myślała.
- Czy mam od tej pory mówić do ciebie ?pani matko? czy zwykłe ?Shaerka? wystarczy?
- Co, proszę? 
- Nie mów, że o tym nie pomyślałaś! I to ty!
- Ale jak, o czym? ? spytała słabo, chociaż okropne podejrzenie zalęgło jej się w głowie.
- O tym, że zostaniesz nie tylko żoną mojego ojca, ale i moją macochą, a ja będę ci winien szacunek i posłuszeństwo, należne starszemu pokoleniu ? wyrecytował Galian ze śmiechem. ? Nie uwierzę, że tego nie wykorzystasz, już widzę, jak będę musiał?
Shaera przerwała mu, unosząc rękę. Nagle zakręciło jej się w głowie, a kolana miała jak z waty.
- Jakie starsze pokolenie, ja mam piętnaście lat ? wymamrotała bez sensu i niemal zsunęła się z siodła. Galian sprawnie przytrzymał ją i posadził z powrotem na koniu.
- Aż takie wrażenie zrobiła na tobie wiadomość, że będę na każde twoje skinienie, jak przystało na dobrego syna? ? zakpił lekko.
- Nie, ja? po prostu nie pomyślałam o tym i? to jest trochę nagłe? - tłumaczyła Shaera bezmyślnie. ? Ja? chyba muszę już wracać.
Dziewczyna niemrawo zawróciła konia i ruszyła stępem ze zwieszoną głową. Galian dziwny nastrój swojej dotychczasowej towarzyszki zabaw zrzucił na nadchodzące zmiany w jej życiu i nie przejął się zbytnio. Dogonił ją tylko i smagnął jej konia batem w ramach dowcipu, po czym pojechał w swoją stronę. 
Shaera skrzywiła się machinalnie. Nie znosiła używać palcata, jeżeli nie musiała, ale po chwili uznała, że dzisiaj to na pewno nie ma znaczenia. Nagły galop otrzeźwił ją trochę. Najpierw chciała wpaść do domu i zrobić awanturę, ale zrozumiała, że naraziłaby się tylko na kompromitację i litość. Nie mogłaby tego znieść. Po policzkach popłynęły jej łzy wstydu i upokorzenia. Otarła twarz z wściekłością. A właśnie, że nie będę płakać, postanowiła z uporem.
- Nie wyjdę za tego starego barana, ale nikt nigdy się nie dowie dlaczego, przysięgam na bogów! ? oznajmiła Siriusowi stanowczo, choć nieco drżącym głosem. Złożywszy przyrzeczenie, zacisnęła usta i wbiła ogierkowi pięty w boki. Całą drogę do domu pokonała cwałem, który nie ukoił jednak jej zranionej dumy.

Tysiąc razy mówiłam ludziom, że jestem miła. Krzyczałam, groziłam, biłam... Bez skutku. Nikt mi nie wierzy.
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy

Przede wszystkim ogromne ukłony za to, że próbujesz się z pisaniem. Sztuka niewdzięczna i niełatwa. Jednak - jakby nie było sztuka;)

Zaczynasz ciekawie i intrygujesz na tyle, że chce się poznać dalszy ciąg. Podoba mi się Twoje poczucie humoru, które sprawia, że czyta się z uśmiechem. Mam nadzieję, że nie zmienisz tego humorystycznego stylu, bo powoduje, że lektura jest lekka i przyjemna. Muszę przyznać, że z ciekawością będę czekać, co dzieje się u Shaery.

Publikujesz długie kawałki. Z doświadczenia wiem, że czytelnicy wolą kilka krótszych odcinków. Od pięciuset do tysiąca słów.

Zdaję sobie sprawę, że najważniejsza jest treść i przekaz. Jednak nie byłabym sobą, gdybym się nie czegoś nie uczepiła;)
Nie będę już powtarzała swoich banałów o formie przekazu i schludności pisania, szacunku do czytelnika itp... Zdaję sobie sprawę, że można spisywać myśl, a finalnie nad poprawnością pracują inni. Rozumiem, że publikujesz ?surowy? kawałek. (Też mi się zdarza. Kurcze! Nagminnie;)
Pokażę Ci na dwóch przykładach, jak spisywać zdania, żeby nie zmieniać ich sensu, jednak żeby były poprawne i zrozumiałe dla odbiorcy.
Z moimi sugestiami zrobisz, co zechcesz.

Przykłady:
[A musiała, po prostu musiała dowiedzieć się, o czym pan Hermelius przyszedł rozmawiać z jej ojcem, bo jeżeli to było to, o czym myślała?]
[A musiała, po prostu, musiała dowiedzieć się, o czym pan Hermelius przyszedł rozmawiać z jej ojcem, bo jeżeli to było to, o czym myślała, to (co?)...]
Proponuję przestawić przecinek, żeby fraza ?po prostu? była wtrąceniem, a ?musiała dowiedzieć się? - orzeczeniem. Jeżeli stosujemy w zdaniu zapytanie (w tym przypadku jest nim ?jeżeli?, to powinniśmy na nie odpowiedzieć. Rozumiem, że niedopowiedzenie jest Twoim zamysłem i dlatego proponuję małą zmianę konstrukcji na np.: [podejrzewała, że to było to, o czym myślała]. Możliwości jest dużo, podałam tylko przykład.

[Czyli już skończyli grzecznościowe rozmowy z matką i wyszli, jak zwykle, porozmawiać o poważnych, nieprzeznaczonych dla małych rozumków kobiet sprawach, pomyślała z przekąsem.]
Tu brakuje mi rozdzielenia myśli bohatera od narracji.
Propozycja:
[?Czyli już skończyli grzecznościowe rozmowy z matką i wyszli. Jak zwykle, porozmawiać o poważnych, nieprzeznaczonych dla małych rozumków kobiet sprawach.? - pomyślała z przekąsem.]
Lub:
[?Czyli już skończyli grzecznościowe rozmowy z matką i jak zwykle wyszli, porozmawiać o poważnych, nieprzeznaczonych dla małych rozumków kobiet sprawach? - pomyślała z przekąsem.]
Albo:
[Pomyślała z przekąsem, że już skończyli grzecznościowe rozmowy z matką i jak zwykle wyszli, porozmawiać o poważnych, nieprzeznaczonych dla małych rozumków kobiet sprawach.]

Sporo już opowiedziałaś w tym fragmencie i bardzo jestem ciekawa, jak rozwiniesz dalszy ciąg.

3

Odp: Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy

Świetny pomysł na powieść.  Dobrze, że język bohaterów taki żywy, bo  lepiej się czyta. Aż się uśmiechnęłam przeczytawszy niektóre sformułowania.   
Ewka3 nie marudź;)

4 Ostatnio edytowany przez ewelinaL (2014-08-12 20:16:46)

Odp: Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy
Summerka napisał/a:

Ewka3 nie marudź;)

Ta, ja marudzę, ja marudzę... No pięknie, jak słowo krytyki, to zaraz maruda! Po prostu ekstra!

A na poważnie - bardzo podoba mi się historia i sposób jej opowiadania. Wyjaśniłam już z jakich powodów.

Uwagi napisałam nie po to, żeby wytykać cokolwiek autorce, ale żeby podpowiedzieć, pomóc. Nawet nie twierdzę, że mam rację. Po prostu zauważyłam coś, co mi zakłócało czytanie i o tym wspomniałam.
Gdy publikuję swój tekst, oczekuję tego samego.

Na portalach i forach skupiających miłośników pisania nikt nie uważa za krytykę czy złą wolę (a już z pewnością marudzenie;) sugestii i uwag. Wymieniamy się wzajemnie doświadczeniem i bardzo rzadko zdarzają się fochy, które zazwyczaj świadczą o pewnego rodzaju niedojrzałości. Klepanie po plecach i fałszywe przyklaskiwanie jeszcze nikomu nie pomogły w rozwoju.
Wierz mi, że brak opinii i uświadomienia popełnionych błędów, jest znacznie gorszy od pokazania, co robi się źle, albo mogło zrobić lepiej.
Jeżeli nikt nie ma uwag do tekstu, to opcje są dwie, albo jest on tak denny, że nie warto wycierać sobie klawiatury, albo bezbłędny, iż mucha nie siada. Przy czym drugi wariant, przynajmniej w moim przypadku, jest niemożliwy.

5

Odp: Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy

Mnie się ten tekst też bardzo podobał, właśnie ze względu na lekkość i humor.
Mnie przeszkadzały w czytaniu takie przekombinowane zdania - za długie i wymagające ekwilibrystyki gramatycznej - warto by może co niektóre podzielić i uprościć wink

Ale tak to bomba - poproszę o ciąg dalszy wink

6

Odp: Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy
ewka3 napisał/a:
Summerka napisał/a:

Ewka3 nie marudź;)

Ta, ja marudzę, ja marudzę... No pięknie, jak słowo krytyki, to zaraz maruda! Po prostu ekstra!

A na poważnie - bardzo podoba mi się historia i sposób jej opowiadania. Wyjaśniłam już z jakich powodów.

Uwagi napisałam nie po to, żeby wytykać cokolwiek autorce, ale żeby podpowiedzieć, pomóc. Nawet nie twierdzę, że mam rację. Po prostu zauważyłam coś, co mi zakłócało czytanie i o tym wspomniałam.
Gdy publikuję swój tekst, oczekuję tego samego.

Na portalach i forach skupiających miłośników pisania nikt nie uważa za krytykę czy złą wolę (a już z pewnością marudzenie;) sugestii i uwag. Wymieniamy się wzajemnie doświadczeniem i bardzo rzadko zdarzają się fochy, które zazwyczaj świadczą o pewnego rodzaju niedojrzałości. Klepanie po plecach i fałszywe przyklaskiwanie jeszcze nikomu nie pomogły w rozwoju.
Wierz mi, że brak opinii i uświadomienia popełnionych błędów, jest znacznie gorszy od pokazania, co robi się źle, albo mogło zrobić lepiej.
Jeżeli nikt nie ma uwag do tekstu, to opcje są dwie, albo jest on tak denny, że nie warto wycierać sobie klawiatury, albo bezbłędny, iż mucha nie siada. Przy czym drugi wariant, przynajmniej w moim przypadku, jest niemożliwy.

No wiem, wiem! To było tak żartem. Myślę, że autorka sama widzi te błędy i poprawi się  w następnych odcinkach.
Konstruktywna krytyka  przydaje się ze strony tych, którzy dobrze znają się na literaturze. Zgadzam się z tym.
Ja spoglądam z fotela zwykłej czytelniczki.

Tak na marginesie rozbawił mnie  także niezamierzony humor w niektórych zdaniach.

7

Odp: Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy

Fajne, ale Ewa ma rację, miejscami stylistykę można poprawić. Takie małe korekty.
Mam rozumieć że będziemy mogli całą powieść tu przeczytać?

8

Odp: Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy
Summerka napisał/a:
ewka3 napisał/a:
Summerka napisał/a:

Ewka3 nie marudź;)

Ta, ja marudzę, ja marudzę... No pięknie, jak słowo krytyki, to zaraz maruda! Po prostu ekstra!

A na poważnie - bardzo podoba mi się historia i sposób jej opowiadania. Wyjaśniłam już z jakich powodów.

Uwagi napisałam nie po to, żeby wytykać cokolwiek autorce, ale żeby podpowiedzieć, pomóc. Nawet nie twierdzę, że mam rację. Po prostu zauważyłam coś, co mi zakłócało czytanie i o tym wspomniałam.
Gdy publikuję swój tekst, oczekuję tego samego.

Na portalach i forach skupiających miłośników pisania nikt nie uważa za krytykę czy złą wolę (a już z pewnością marudzenie;) sugestii i uwag. Wymieniamy się wzajemnie doświadczeniem i bardzo rzadko zdarzają się fochy, które zazwyczaj świadczą o pewnego rodzaju niedojrzałości. Klepanie po plecach i fałszywe przyklaskiwanie jeszcze nikomu nie pomogły w rozwoju.
Wierz mi, że brak opinii i uświadomienia popełnionych błędów, jest znacznie gorszy od pokazania, co robi się źle, albo mogło zrobić lepiej.
Jeżeli nikt nie ma uwag do tekstu, to opcje są dwie, albo jest on tak denny, że nie warto wycierać sobie klawiatury, albo bezbłędny, iż mucha nie siada. Przy czym drugi wariant, przynajmniej w moim przypadku, jest niemożliwy.

No wiem, wiem! To było tak żartem. Myślę, że autorka sama widzi te błędy i poprawi się  w następnych odcinkach.
Konstruktywna krytyka  przydaje się ze strony tych, którzy dobrze znają się na literaturze. Zgadzam się z tym.
Ja spoglądam z fotela zwykłej czytelniczki.

Tak na marginesie rozbawił mnie  także niezamierzony humor w niektórych zdaniach.

Jak żartem, to okej. Już się nie focham;)

Historia Eileen zasługuje na to, żeby ją doszlifować.

Spojrzenie z "fotela zwykłego czytelnika" ma największe znaczenie, bo dla kogo się udostępnia swoje prace, jak nie dla odbiorcy?

9

Odp: Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy
ewka3 napisał/a:
Summerka napisał/a:
ewka3 napisał/a:

Ta, ja marudzę, ja marudzę... No pięknie, jak słowo krytyki, to zaraz maruda! Po prostu ekstra!

A na poważnie - bardzo podoba mi się historia i sposób jej opowiadania. Wyjaśniłam już z jakich powodów.

Uwagi napisałam nie po to, żeby wytykać cokolwiek autorce, ale żeby podpowiedzieć, pomóc. Nawet nie twierdzę, że mam rację. Po prostu zauważyłam coś, co mi zakłócało czytanie i o tym wspomniałam.
Gdy publikuję swój tekst, oczekuję tego samego.

Na portalach i forach skupiających miłośników pisania nikt nie uważa za krytykę czy złą wolę (a już z pewnością marudzenie;) sugestii i uwag. Wymieniamy się wzajemnie doświadczeniem i bardzo rzadko zdarzają się fochy, które zazwyczaj świadczą o pewnego rodzaju niedojrzałości. Klepanie po plecach i fałszywe przyklaskiwanie jeszcze nikomu nie pomogły w rozwoju.
Wierz mi, że brak opinii i uświadomienia popełnionych błędów, jest znacznie gorszy od pokazania, co robi się źle, albo mogło zrobić lepiej.
Jeżeli nikt nie ma uwag do tekstu, to opcje są dwie, albo jest on tak denny, że nie warto wycierać sobie klawiatury, albo bezbłędny, iż mucha nie siada. Przy czym drugi wariant, przynajmniej w moim przypadku, jest niemożliwy.

No wiem, wiem! To było tak żartem. Myślę, że autorka sama widzi te błędy i poprawi się  w następnych odcinkach.
Konstruktywna krytyka  przydaje się ze strony tych, którzy dobrze znają się na literaturze. Zgadzam się z tym.
Ja spoglądam z fotela zwykłej czytelniczki.

Tak na marginesie rozbawił mnie  także niezamierzony humor w niektórych zdaniach.

Jak żartem, to okej. Już się nie focham;)

Historia Eileen zasługuje na to, żeby ją doszlifować.

Spojrzenie z "fotela zwykłego czytelnika" ma największe znaczenie, bo dla kogo się udostępnia swoje prace, jak nie dla odbiorcy?

Cieszy mnie, że się nie fochasz:)

Jeśli tak, to opowiadanie, jako zwyczajnej  czytelniczce, zwyczajnie poprawiło mi humor. Pewnie, że skorygowałabym  to i owo. Wychwyciłam tam jeszcze inne drobiazgi, które  warto zmienić (głównie chodzi o stylistykę, a to jest do dopracowania). Myślę, że w trakcie pisania autorka sama dojdzie do odpowiednich wniosków.

A umiejętność  wprawiania w dobry nastrój  i niezanudzania odbiorców to duża zaleta.

10

Odp: Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy

Dziękuję wszystkim za opinie. A, ja nie strzelam fochami za krytykę. Tak więc, Ewka3, dziękuję również. tongue

Co do stylistyki - wiem, że niektóre mogą być zbyt długie, postaram się to zmienić, czasami sama łapię się na tym, że coś mi nie pasuje, ale nie zawsze się tym zajmę.

Właściwie z większością się mogę zgodzić, stanę tylko murem za zapisem myśli takim, jaki obecnie jest. Można pisać z myślnikiem, można pisać bez, obie wersje są poprawne. Wybrałam drugą, ponieważ narracja jest personalna i raczej tego nie zmienię, a chyba lepiej wygląda taki zapis w połączeniu z mową pozornie zależną, bez której tutaj nie będę mogła się obejść.

Jozefina, nie wiem, czy całość, ale taki mam plan. W każdym razie całość jest zaplanowana, może nie z najdrobniejszymi szczegółami, ale mniej więcej zawartość każdego rozdziału aż do końca ustaliłam. Tylko cholera wie, ile razy mi się to w trakcie zmieni. wink

Cieszę się, że historia się spodobała. smile Jeszcze raz ukłon za wszystkie uwagi. Jestem leniem, więc bez świadomości, że ktoś tu zagląda, ciężko byłoby się za to wziąć... tongue

Tysiąc razy mówiłam ludziom, że jestem miła. Krzyczałam, groziłam, biłam... Bez skutku. Nikt mi nie wierzy.

11

Odp: Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy

Super! Lekkie i przyjemne. Jako czytelnik stwierdzam, że wcale nie musi być krótsze- jak coś jest dobre, to chcę więcej, a teraz chcę więcej!

W taki dzień jak ten Marco Polo wyruszył do Chin.
Jakie są Twoje plany na dzisiaj?

12 Ostatnio edytowany przez Eileen (2014-12-12 15:48:58)

Odp: Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy

Więc ten tego. To jest początek drugiego rozdziału. Problem w tym, że słaby. Większy problem w tym, że niepotrzebny - niezaplanowany. Po prostu jakoś mi się tak eee... rozwinęło. ;_; Generalnie można wyciąć ten fragment prawie cały, zostawić sam początek - do zdania "Shaera grała szczęśliwą....". Więc jeśli to jest tak beznadziejne, jak sądzę, to uprzejmie proszę o poinformowanie mnie o tym bez owijania w bawełnę, a się tego pozbędę. tongue A, no i oczywiście dalszą część rozdziału też wkleję, tylko jeszcze nie skończyłam. :X


2. Goście w osadzie

?Przypadkowe spotkanie jest czymś najmniej przypadkowym w życiu?
J. Cortazar, Gra w klasy


    Całe dnie Shaera spędzała w gronie w rozchichotanych koleżanek, które jednocześnie zazdrościły jej przyszłej pozycji i cieszyły się, że to nie one muszą tak szybko zrezygnować z przywilejów młodości. Dla niej skończyły się potańcówki, wieczorne przejażdżki czy wygłupy z chłopcami. Mogła też zapomnieć o jeździe wierzchem ? pan Hermelius w prezencie podarował jej bryczkę, którą nawet nie wypadało jej powozić. Mimo wszystko przyrzeczenie złożone w dniu oświadczyn spełniała do tej pory całkowicie. Shaera grała szczęśliwą narzeczoną i choć z bólem w sercu, wyniosłym uśmiechem kwitowała wszystkie zaproszenia do wyjścia na zabawy. Do jednego tylko nie była w stanie się zmusić. Towarzystwo Miłośników Garncarstwa przerastało ją i kiedy Camilia raz zaciągnęła tam córkę, szybko tego pożałowała.
  Spotkania Towarzystwa zawsze odbywały się pod jakimś hasłem ? kobiety tworzyły z gliny naczynia i inne drobiazgi, ozdabiały je odpowiednio do tematu, a po wypaleniu w piecu przeznaczały na stoiska, z których dochód szedł na najuboższych. Tym razem hasłem było ?życie?.
- Usiądź koło mnie, dziecko i postaraj się zrobić coś ładnego. Poczuj przyjemność z pomagania innym ? instruowała córkę Camilia. Prychnięcie Shaery było jedyną odpowiedzią, ale posłusznie usiadła przy stoliku w pobliżu matki. Zwyczajem Towarzystwa było oglądanie dzieł innych dopiero po ich wypaleniu, więc każda z pań posiadała osobne miejsce pracy.
Shaera opieszale zabierała się do roboty. Przez dłuższy czas przyglądała się ze złością glinie, aż w końcu na ostrzegawcze spojrzenie matki zacisnęła usta i wzięła garść błotnistej mazi w ręce.
Ja wam tu zaraz ulepię, pomyślała z mściwą satysfakcją, patrząc na twór, powstający pod jej dłońmi. Kiedy jej pomysł wyklarował się całkowicie, z prawdziwą przyjemnością pogrążyła się w pracy, wyobrażając sobie reakcję kobiet na widok jej dzieła.
W końcu nadszedł moment, gdy wszystkie panie zaczęły znosić swoje twory do pieca. Shaera poczekała, aż nikt nie będzie się tam kręcił i zaniosła swoje prace jako ostatnia. Teraz miała kilka godzin spędzić na pogawędce przy podwieczorku z tymi nudnymi, starymi babami, jak określała je w myślach. Ciekawe, czy kiedy były młode, zachowywały się tak samo beznadziejnie, zastanawiała się.
Podczas podwieczorku Shaera zachowywała się nienagannie. Uśmiechała się delikatnie do wszystkich, nie odzywała się niepytana i spuszczała wzrok na każdą wzmiankę o zbliżającym się ślubie. Widziała, jak matka oddycha z ulgą, licząc, że tym razem Shaera nie zrobi nic głupiego. Dziewczyna zawstydziła się trochę, że znowu sprawi jej przykrość, ale wciąż nie rozumiała, dlaczego na wszystkie dowcipy dorośli reagują tak poważnie. Trochę zabawy jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a ona ostatnio miała jej bardzo mało, więc odegnała szybko nikłe wyrzuty sumienia i z niecierpliwością czekała na wiadomość o zakończeniu wypalania przedmiotów.
W końcu zabrzmiał dzwonek, mający zwołać wszystkie kobiety z powrotem do sali. Shaera szybko zabrała swoje twory z pieca i usunęła się pod ścianę. Poczekała, aż pozostałe panie podejdą do wielkiego stołu i dopiero ruszyła w ich stronę, w efekcie czego wszyscy patrzyli na nią, gdy teatralnym gestem położyła swoje dzieło na stole.
- C-co? co to jest? ? jęknęła pani Plumina, opierając się ciężko o blat.
No, ta to nigdy nie przepuści okazji do zrobienia przedstawienia, pomyślała z ironią Shaera. Spojrzała na otyłą kobietę, która teraz demonstracyjnie wachlowała się tacą, i wzruszyła ramionami.
- Czaszka. I penis. Nie poznaje pani? ? odpowiedzi towarzyszył świst wciąganego gwałtownie powietrza.
-  Ale? ale?
-  Dosyć! ? ostry głos Camilii przerwał nieporadne wypowiedzi pozostałych. ? Możesz mi to wyjaśnić, młoda damo?
- No jasne. Penis ? początek życia. Czaszka ? koniec życia. Takie symboliczne troszkę mi wyszło. Głębokie nawet, powiedziałabym ? odparła Shaera przesadnie figlarnym tonem, zżymając się w duchu na te ?stare babska?.
- Natychmiast do?
- ?domu, marsz. Wiem, mamo. Dobrze, mamo.

- Co ty sobie wyobrażałaś?! Zdajesz sobie sprawę, jak to wyglądało? Co powie na to Hermelius, jak się dowie?! ? już w ogrodzie Camilia zaczęła tyradę.
- A jak się niby dowie? Któraś z nich pójdzie i powie ?słuchaj, stary, Twoja narzeczona ulepiła na TMG wielką męską pa? [zamknięty cudzysłów czy nie? XD]
- SHAERA! Dorośnij wreszcie! Masz piętnaście lat, pora, by myśleć poważniej o życiu! Czy do Ciebie nie dociera, że wkrótce wychodzisz za mąż?!
- Nie wychodzę ? burknęła Shaera bez namysłu.
- Słucham?
- No bo? ee? sugerowałaś, że pan Hermelius mnie zostawi, gdy się dowie o ee? moich osiągnięciach w dziedzinie garncarstwa. Więc najwyraźniej nie wychodzę ? usiłowała ratować sytuację dziewczyna.
- Nie zostawi ? powiedziała stanowczo Camilia. W zamążpójściu Shaery widziała jedyną szansę na jej ustatkowanie się i nie zamierzała pozwolić, by cokolwiek temu przeszkodziło. ? Pójdziesz dzisiaj na festyn i będziesz zachowywać się nienagannie. Ja przeproszę panie z Towarzystwa i usprawiedliwię Cię gorączką. I zdenerwowaniem ślubem. I?
- Świetnie. Majaczę w gorączce, ale latam po festynach. Doprawdy to znakomity pomysł ? zadrwiła Shaera. 
- Nie dyskutuj. Pójdziesz i koniec.

Tysiąc razy mówiłam ludziom, że jestem miła. Krzyczałam, groziłam, biłam... Bez skutku. Nikt mi nie wierzy.

13 Ostatnio edytowany przez ewelinaL (2014-12-13 01:03:05)

Odp: Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy

Instrukcja czytania komentarzy.
Droga Forumowiczko (użytkowniczka forum), Drogi Forumowiczu, zanim oprzesz swoją wypowiedź na moim komentarzu ? przeczytaj go do końca. Internet jest miejscem, w którym każdy stara się zabłysnąć intelektem poprzez ironię. Nie dziw się więc, że ja też próbuję. Mając na względzie, że staram się zrozumieć Twoją i w tym celu czytam Twoje wypowiedzi do ostatniej kropki, uczyń mi ten zaszczyt, a sobie przysługę, i przeczytaj wszystko, co napisałam, zanim się wypowiesz.

Chyba Ci szczele Eileen!

Za długie zdania. Normalny człowiek nie ogarnie tak długich zdań!

[Całe dnie Shaera spędzała w gronie w rozchichotanych koleżanek,] - Co to ma być? - ja się pytam. Czy możesz mi łaskawie wyjaśnić po co to drugie ?w??
[Mogła też zapomnieć o jeździe wierzchem ? pan Hermelius w prezencie podarował jej bryczkę, którą nawet nie wypadało jej powozić.] - Na tym zdaniu poległa totalnie moja psycha i poczucie estetyki. Ja się tak nie bawię... Eileen do dyrektora!
Popraw ( i bez marudzenia) na:
O jeździe konnej wierzchem, również mogła zapomnieć. Pan Hermelius podarował jej bryczkę, ale nie wypadało nią osobiście powozić.
Już, już! Szybciutko. Poprawiamy...

Za czas, który poświęciłaś, otrzymujesz trzy mniej. Wiem, że stać Cię na więcej i jak się postarasz, to chętnie wstawię Ci piątkę, a nawet szóstkę. A jak się będziesz rzucać za tę tróję, to Cię przyduszę na ławce i biada gówniarzowi, który w tym czasie wyjmie telefon.

Komentarz właściwy.
Kawałek jest fajny i nie potrzebnie się martwisz. Czy słaby? Merytorycznie z pewnością nie. Potrzebuje, moim zdaniem, szlifu. Mając na względzie, że zadaniem autora jest pisanie, a o kosmetykę dbają inni, oceniam tekst pozytywnie.
Zaintrygował mnie i jestem ciekawa, co też ta małolata jeszcze nawywija. Również ciekawi mnie plan jej matki.

Z wyjaśnień na wstępie wywnioskowałam, że wątek nie był planowany.
Czytałam kiedyś myśl o wartości powieści, nie pamiętam jej słowo w słowo, ani autora. Sens mówił, że miarą pisarza nie jest ilość słów w powieści, a to, co świadomie potrafi z niej wyciąć. Podobno z pierwotnej całości pozostaje zaledwie czterdzieści procent.
Na zakończenie ? odpowiedź na Twoje zapytanie.
[- A jak się niby dowie? Któraś z nich pójdzie i powie ?słuchaj, stary, Twoja narzeczona ulepiła na TMG wielką męską pa? [zamknięty cudzysłów czy nie? XD] ] - żadnego cudzysłowu, to słowa Shaery.

14

Odp: Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy
ewka3 napisał/a:

Instrukcja czytania komentarzy.
Droga Forumowiczko (użytkowniczka forum), Drogi Forumowiczu, zanim oprzesz swoją wypowiedź na moim komentarzu ? przeczytaj go do końca. Internet jest miejscem, w którym każdy stara się zabłysnąć intelektem poprzez ironię. Nie dziw się więc, że ja też próbuję. Mając na względzie, że staram się zrozumieć Twoją i w tym celu czytam Twoje wypowiedzi do ostatniej kropki, uczyń mi ten zaszczyt, a sobie przysługę, i przeczytaj wszystko, co napisałam, zanim się wypowiesz.

Nic a nic  nie rozumiem z tej instrukcji;) Mam  inną:)

Zanim  cny autorze  kielich krytyk  wychylisz
wiedz, że sam  krytykant   nieba by ci przychylił.
W tym celu pilnie czyta, co sam tu naknocisz
żeby dotrzeć do sedna, nieźle się napoci,
każdy wers  pcha pod lupę i analizuje
skrzętnie wszystko zapisze, potem porządkuje
Na koniec wyda werdykt, może być niemiły
liczą się intencje, jakie by nie były!

Eillen żeby nie spaść  z piedestału, na którym nieopatrznie usiadłam, poproszę o więcej tekstu, tak, żeby się ułożył w stosik, bo  nie dosięgnę;)

15

Odp: Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy

Ewka big_smile, to drugie W jest ee... PRZYPADKIEM. xD Ostatnio gdzieś napisałam "przegrała z rakiem z płuc", widocznie mam jakieś skrzywienie, że nie widzę, gdzie literki stawiam. Znaczy, nieuważna jestem.

"[Mogła też zapomnieć o jeździe wierzchem ? pan Hermelius w prezencie podarował jej bryczkę, którą nawet nie wypadało jej powozić.] - Na tym zdaniu poległa totalnie moja psycha i poczucie estetyki. Ja się tak nie bawię... Eileen do dyrektora!
Popraw ( i bez marudzenia) na:
O jeździe konnej wierzchem, również mogła zapomnieć. Pan Hermelius podarował jej bryczkę, ale nie wypadało nią osobiście powozić.
Już, już! Szybciutko. Poprawiamy..."

Hm. Poprawię, ale inaczej, dobrze? big_smile Tzn. "jazda wierzchem" funkcjonuje, nie trzeba mówić "jazda konna wierzchem" - to trochę masło maślane. Z kropką się zgadzam, można rozdzielić, długie zdania moją zmorą. A z tym "ale nie wypadało nią osobiście powozić" - brzmi jakoś dziwnie, brakuje tego "jej", a to znowu powtórzenie zostanie. Może... e... "O jeździe wierzchem również mogła zapomnieć. W podarunku od pana Hermeliusa dostała bryczkę, którą nawet nie wypadało jej osobiście powozić"? Tak, upieram się przy tym "jej". Tak może zostać?

  Ja się nie rzucam, nie duś. ;p Błyskaj sobie ironią, ile chcesz. *daje lajka*

  Nie to, że się martwię, tylko on jest nooo... bez sensu, w sensie nie ma większego znaczenia dla całości, równie dobrze mogłoby go nie być. Trochę naciągany. Jakoś po prostu nie jestem z niego zadowolona. No ale przemęczyłam, powinno być lepiej. ;p

Fakt, jej, ale i tak coś bym tam dała. Przecinek, dwukropek? Coś musi być.

  Summerko, dziękuję. tongue

Tysiąc razy mówiłam ludziom, że jestem miła. Krzyczałam, groziłam, biłam... Bez skutku. Nikt mi nie wierzy.

16 Ostatnio edytowany przez ewelinaL (2014-12-13 15:56:39)

Odp: Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy
Eileen napisał/a:

Ewka big_smile, to drugie W jest ee... PRZYPADKIEM. xD Ostatnio gdzieś napisałam "przegrała z rakiem z płuc", widocznie mam jakieś skrzywienie, że nie widzę, gdzie literki stawiam. Znaczy, nieuważna jestem.

"[Mogła też zapomnieć o jeździe wierzchem ? pan Hermelius w prezencie podarował jej bryczkę, którą nawet nie wypadało jej powozić.] - Na tym zdaniu poległa totalnie moja psycha i poczucie estetyki. Ja się tak nie bawię... Eileen do dyrektora!
Popraw ( i bez marudzenia) na:
O jeździe konnej wierzchem, również mogła zapomnieć. Pan Hermelius podarował jej bryczkę, ale nie wypadało nią osobiście powozić.
Już, już! Szybciutko. Poprawiamy..."

Hm. Poprawię, ale inaczej, dobrze? big_smile Tzn. "jazda wierzchem" funkcjonuje, nie trzeba mówić "jazda konna wierzchem" - to trochę masło maślane. Z kropką się zgadzam, można rozdzielić, długie zdania moją zmorą. A z tym "ale nie wypadało nią osobiście powozić" - brzmi jakoś dziwnie, brakuje tego "jej", a to znowu powtórzenie zostanie. Może... e... "O jeździe wierzchem również mogła zapomnieć. W podarunku od pana Hermeliusa dostała bryczkę, którą nawet nie wypadało jej osobiście powozić"? Tak, upieram się przy tym "jej". Tak może zostać?

Kiedyś napisałam coś o schodzeniu, otrzymałam komentarz, że schodzić można w dół i w górę. Tu posłużę się tamtą radą i napiszę, że wierzchem to i na byku można jeździć (na jego wierzchu;). Masło maślane wyszło Ci przy podarowanym podarunku, ale ładnie poprawiłaś.

Z wytykaniem błędów publicznie jest strasznie niezręczna sytuacja. Zdaję sobie doskonale sprawę, że tekst jest świeży i jeszcze wielokrotnie będzie poprawiany, albo wyrzucony całkowicie. Niestety nie zdaje sobie z tego sprawy czytelnik, bo otrzymuje książki i artykuły w nienagannej formie. Trzeba rozróżnić pracę nad tekstem od gotowego do publikacji dzieła.

Eileen napisał/a:

Ja się nie rzucam, nie duś. ;p Błyskaj sobie ironią, ile chcesz. *daje lajka*

  Nie to, że się martwię, tylko on jest nooo... bez sensu, w sensie nie ma większego znaczenia dla całości, równie dobrze mogłoby go nie być. Trochę naciągany. Jakoś po prostu nie jestem z niego zadowolona. No ale przemęczyłam, powinno być lepiej. ;p

Zanim powstanie całość, będziesz miała dużo czasu, żeby się na tym zastanowić. W swojej książce uparłam się jak osioł na wątek z psami. Koleżanka wciąż mi podpowiadała, żeby oddać je do schroniska, a myśl przekazać inaczej. W gotowej całości, "psy" zgrzytały jak sto diabłów i musiałam je wyrzucić. Jednak zanim się przekonałam o racji koleżanki, musiałam sama do tego dojść.

Ty wiesz najlepiej o czym ma być historia, w jaki sposób chcesz ją spisać i jak oddać to, co chciałaś powiedzieć. Sama musisz ocenić i zdecydować, czy ten kawałek jest ważny dla całości i czy jest w nim przekaz.
My, czytelnicy, chcemy się tylko dobrze bawić, a jak nas przy okazji czegoś nauczysz, to chwała Ci za to.

Eileen napisał/a:

Fakt, jej, ale i tak coś bym tam dała. Przecinek, dwukropek? Coś musi być.

A ja bym już zostawiła, ale bez "osobiście", to "osobiście", to wtrącenie czytelnika i zupełnie niepotrzebne.

Eileen napisał/a:

Summerko, dziękuję. tongue

Edit:

Eileen napisał/a:

Fakt, jej, ale i tak coś bym tam dała. Przecinek, dwukropek? Coś musi być.

Łomatko! Dopiero zajarzyłam, że o słowa w dialogu chodzi. Ja to mam w deklu - na... Z logiki pała;) Uważam, że nie jest potrzebne żadne odznaczenie, to słowa Shaery. Nie cytuje słów, a nawet jakby cytowała, to jest jej wypowiedź, w której zaznacza, że słowa należą do kogoś innego. Czy dwukropek? Bo ja wiem? Można, ale nie trzeba. Niech pomyślę... (leci po słownik) hymm...
Zajrzałam w powieść Kubryńskiej, a ona pisać potrafi, i zauważyłam, a właściwe nie zauważyłam w takich sytuacjach żadnych dwukropków, ani cudzysłowów.

17

Odp: Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy

Tu posłużę się tamtą radą i napiszę, że wierzchem to i na byku można jeździć (na jego wierzchu;). Masło maślane wyszło Ci przy podarowanym podarunku, ale ładnie poprawiłaś.

Ale na byka nie mówi się wierzchowiec. hmm Gdzie podarowany podarunek? yikes

Fakt, jej, ale i tak coś bym tam dała. Przecinek, dwukropek? Coś musi być.

A ja bym już zostawiła, ale bez "osobiście", to "osobiście", to wtrącenie czytelnika i zupełnie niepotrzebne.

Nie wiem, o co chodzi. tongue

Tysiąc razy mówiłam ludziom, że jestem miła. Krzyczałam, groziłam, biłam... Bez skutku. Nikt mi nie wierzy.

18

Odp: Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy
Eileen napisał/a:

Tu posłużę się tamtą radą i napiszę, że wierzchem to i na byku można jeździć (na jego wierzchu;). Masło maślane wyszło Ci przy podarowanym podarunku, ale ładnie poprawiłaś.

Ale na byka nie mówi się wierzchowiec. hmm Gdzie podarowany podarunek? yikes

Tutaj: [...pan Hermelius w prezencie podarował jej bryczkę...]. Heloł?

Eileen napisał/a:

Fakt, jej, ale i tak coś bym tam dała. Przecinek, dwukropek? Coś musi być.

A ja bym już zostawiła, ale bez "osobiście", to "osobiście", to wtrącenie czytelnika i zupełnie niepotrzebne.

Nie wiem, o co chodzi. tongue

Najpierw ja nie zrozumiałam Ciebie, a teraz Ty nie doczytałaś "edit". tongue

ewka3 napisał/a:

Łomatko! Dopiero zajarzyłam, że o słowa w dialogu chodzi. Ja to mam w deklu - na... Z logiki pała;) Uważam, że nie jest potrzebne żadne odznaczenie, to słowa Shaery. Nie cytuje słów, a nawet jakby cytowała, to jest jej wypowiedź, w której zaznacza, że słowa należą do kogoś innego. Czy dwukropek? Bo ja wiem? Można, ale nie trzeba. Niech pomyślę... (leci po słownik) hymm...
Zajrzałam w powieść Kubryńskiej, a ona pisać potrafi, i zauważyłam, a właściwe nie zauważyłam w takich sytuacjach żadnych dwukropków, ani cudzysłowów.

19

Odp: Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy

No, zanim ta Shaera dziewictwo straci, to staruszka zostanie... tongue

20

Odp: Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy

eileen ja uważam, że dobrze piszesz. Jeśli napiszesz powieść i dasz do redakcji by ci ją poprawiła( w sensie gramatycznym, czy interpunkcja) to wystarczy. Masz fajne pomysły i fajnie piszesz. Pisz pisz pisz masz dziewczyno talent. Wykorzystaj to!

Posty [ 20 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » Debiuty literackie - artykuły, opowiadania Netkobietek » Shaera - czyli ambitny plan napisania powieści fantasy

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018