No tego no... powieści mi się zachciało, motywacji mi brakuje, więc jakby ktoś się czasem odezwał i nawet skrytykował, to będę wdzięczna niesamowicie.
1. Nieporozumienie
Łatwiej pilnować całej zagrody bawołów, niż jednej młodej dziewczyny. (przysłowie malajskie)
Okno było zdecydowanie za wąskie, żeby się przez nie przecisnąć. Było również zbyt wysoko, żeby wygodnie oprzeć nogi o podłogę. Niestety, te fakty Shaera pojęła odrobinę zbyt późno ? kiedy już ugrzęzła na dobre. Zwisając zgięta w pół z okna strychu, przedstawiała sobą dość interesujący widok, jednakże na razie nie było nikogo, kto mógłby go docenić.
Dziewczyna zaklęła w duchu. Podsłuchiwanie zawsze źle się kończy, przypomniała sobie nauki matki, ale przecież jeszcze nic nie zdążyła usłyszeć! A musiała, po prostu musiała dowiedzieć się, o czym pan Hermelius przyszedł rozmawiać z jej ojcem, bo jeżeli to było to, o czym myślała? Przymknęła na chwilę oczy i ujrzała siebie w białej sukni u boku Galiana. Zostałaby panią Cedrowej Doliny, a wszystkie koleżanki by jej zazdrościły? Tak, to było ważne. Wystarczająco ważne, by poślubić syna pana Hermeliusa, nawet jeśli go nie kochała. Cóż, lubiła go bardziej od większości chłopców z osady, więc nie byłoby to do końca małżeństwo z rozsądku ? a przynajmniej tak to sobie tłumaczyła.
Z przyjemnego rozmarzenia Shaerę wyrwało skrzypnięcie ławki. Czyli już skończyli grzecznościowe rozmowy z matką i wyszli, jak zwykle, porozmawiać o poważnych, nieprzeznaczonych dla małych rozumków kobiet sprawach, pomyślała z przekąsem. Miała tylko nadzieję, że się nie pomyliła i tym razem te sprawy będą dotyczyć właśnie jej.
Odczekała, aż spokojnie usiądą za załomem szopy i ze zdwojonym wysiłkiem naparła na okno. Nic z tego. Nie mogła przecisnąć bioder za okno, a biust uniemożliwiał jej powrót do środka.
- Do diabła! ? zaklęła dziewczyna tym razem na głos, jednak na tyle cicho, by jej nie usłyszano.
Po chwili namysłu, machając nogami w powietrzu, zaczęła szukać oparcia dla stóp. Niestety, zdołała jedynie sięgnąć podłogi czubkami palców, a to było zbyt mało, by się zaprzeć i wydostać na zewnątrz. Bez większych nadziei podkuliła nogi i, zdzierając sobie skórę na kolanach, próbowała wcisnąć palce w szczeliny pomiędzy deskami. W końcu się udało! Shaera powoli wyprostowała się i jakimś cudem przesunęła ciało odrobinę do przodu. Zignorowała drzazgi w stopach i obtarte biodra i jak najciszej przelazła na gzyms. Licząc, że nikt jej nie zauważy, przesuwała się stopniowo do bocznej ściany szopy.
- Wiesz, że traktuję ją jak córkę? - dobiegł ją cichy głos ojca.
Tak! Rozmawiali o niej!
Shaera przeszła jeszcze kawałek i stanęła przy samym rogu.
- Nie mógłbym znaleźć kogoś, kogo chętniej widziałbym w roli pani na moich posiadłościach. Wiesz, że dopilnuję, by nigdy niczego jej nie brakowało ? przekonywał pan Hermelius.
- Jestem o tym przekonany i rad byłbym, mogąc połączyć nasze rodziny. Oczywiście, ostateczna decyzja będzie należała do niej ? odparł ojciec.
Shaera nie mogła powstrzymać triumfalnego uśmiechu. Grzecznościowa formułka, jaką wypowiedział jej ojciec, była tylko na pokaz. To rodzice wybierali córkom mężów i pan Hermelius musiał o tym wiedzieć.
Właściwie to już jestem zaręczona, myślala podekscytowana.
Przesunęła się jeszcze kawałek, chcąc zobaczyć, co się działo pod domem. Wychyliła się mocno za lewą ścianę i zmartwiała. Ojciec z panem Hermeliusem podnosili się właśnie. Na szczęście przyszły teść dziewczyny stał tyłem, ale ojciec z pewnością ją dostrzegł, bo nie było innego wytłumaczenia dla zaskoczenia na jego twarzy. Shaera oderwała dłoń od ściany i uniosła do ust, błagając ojca o milczenie, po czym spiesznie zaczęła się wycofywać. Nagle usłyszała trzask starej deski. Obróciła głowę na tyle szybko, by ujrzeć, jak jej prawa noga obsuwa się bez oparcia i ciągnie ją w dół. Spadła.
- A żeby to tak? - jęknęła, podnosząc się niepewnie i otrzepując podartą teraz spódnicę.
No to już po ślubie, zrozumiała w rozpaczy. Nie chcę wiedzieć, co on teraz sobie o mnie pomyśli. Nikt nie chciałby synowej łażącej po dachach!
Bierne godzenie się z losem i rozpamiętywanie porażek nie leżało jednak w naturze Shaery. Nie miała już nic do stracenia, więc musiała spróbować naprawić sytuację. Zanim dwaj mężczyźni podbiegli do niej przestraszeni, ona już stała pewnie na nogach i uśmiechała się wdzięcznie.
Skoro takie głupiutkie miny działają na chłopców, to może na dorosłych również. W końcu mama często powtarza, że ojciec zachowuje się jak duże dziecko, myślała dziewczyna i uśmiechała się coraz promienniej.
- Nic ci się nie stało?
- A coś ty tam robiła? ? spytali jednocześnie pan Hermelius i ojciec dziewczyny. Shaera spiorunowała tego drugiego wzrokiem, nie zaprzestając intensywnych uśmiechów.
- Sprzątałam, oczywiście. Wiesz, że żaden z parobków nie zajmie się tym, jak należy, a nie mogłam już znieść tego brudu? - odparła szybko Shaera, starając się wypaść przekonująco w roli dojrzałej pani domu i modląc się by ojciec jej nie wydał.
- Tak? Wiem, że zawsze denerwował cię pył na ścianach szopy. To takie wzruszające, że postanowiłaś poświęcić nową spódnicę na zajęcie się nim? - odparł ten z kpiącym uśmiechem.
Shaera dopiero teraz zwróciła większą uwagę na swój wygląd. Bose stopy, podrapane kolana, spódnica w strzępkach, biodra otarte do krwi i potargane włosy. Jedynie koszula prezentowała się przyzwoicie. Dziewczyna zacisnęła wargi i rzuciła ojcu wyzywające spojrzenie. Nie pomagasz mi, ale ja i tak sobie poradzę, mówiło.
- Zostanie pan u nas na kolacji? ? odwróciła się do pana Hermeliusa, trzepocząc rzęsami. Nienawidziła zachowywać się w ten sposób, ale czasem nie było innego wyjścia.
- Nie, nie sądzę. Mam jeszcze ważne spotkanie, ale jutro chętnie zostanę waszym gościem, jeśli nie będziecie mieli nic przeciwko.
- Och, pan zawsze jest tu mile widziany, prawda, ojcze?
- Tak, oczywiście. Przyjdź do nas, najlepiej razem z Galianem, będziemy wszyscy mieli okazję spokojnie porozmawiać.
Cóż, jednak ojciec nie jest taki zły, pomyślała Shaera z radością, patrząc za odchodzącym mężczyzną.
- Dzięki, tato ? mruknęła, gdy pan Hermelius zniknął za ogrodzeniem i pocałowała ojca w policzek.
- Proszę, moja droga. Czy teraz zechciałabyś mi wyjaśnić, co robiłaś w szopie w tym stroju?
- Ale ja? - zaczęła niepewnie dziewczyna, ale wesoły uśmiech ojca przekonał ją, że on doskonale zdaje sobie sprawę z jej poczynań. ? Czy to ważne? ? spytała więc tylko. - Powiedz lepiej, o czym wy rozmawialiście. Dokładnie.
- Może najpierw przebierzesz się i doprowadzisz do porządku to coś na twojej głowie?
- Tato!
- No dobrze, już dobrze? Rozmawialiśmy o tym i owym?
Shaera pokręciła w desperacji głową.
- Oświadczył się czy nie? ? prawie warknęła.
- Maniery, młoda damo. Gdzie się podziała twoja dziewczęca subtelność?
- Ulotniła się razem z panem Hermeliusem ? prychnęła młoda dama i na znak tego pokazała ojcu język. ? No powiedz mi w końcu!
- No już, już. Tak, oświadczył się. Zadowolona?
Odpowiedzią był jedynie błysk satysfakcji w oczach Shaery.
Przez cały wieczór wszyscy traktowali Shaerę inaczej niż zwykle. Kiedy zeszła na kolację, siostry przyglądały jej się z nabożnym podziwem, a matka z trudem ukrywała wzruszenie. Shaera wydęła pogardliwie wargi. Zachowują się tak, jakby same miały wyjść za mąż, myślała rozdrażniona. Nie chciała przyznać nawet sama przed sobą, że jest podekscytowana.
- Mamo, przestań w końcu ? fuknęła, kiedy Camilia zaczęła szukać chusteczki do otarcia łez. ? Zachowujesz się, jakby ktoś umarł.
- Nie co dzień twoje dziecko się zaręcza. Kiedy sama będziesz mieć córkę, zrozumiesz.
Córka. No tak, tego nie przewidziała. Może Galian nie będzie chciał mieć dzieci, przynajmniej nie od razu, rozważała Shaera. Pragnęła korzystać z życia, jakie miało zapewnić jej małżeństwo i jej plany nie obejmowały zagrzebania się w pieluchach na długi czas.
- Jak będziesz miała dzidziusia, to pozwolisz mi go karmić? ? spytała Yuvli. Młodsza siostra Shaery z pewnością nie miałaby nic przeciwko poświęceniu wszystkich rozrywek na rzecz opieki nad dzieckiem.
- Yuvli, dziewczynkom nie wypada o takich rzeczach myśleć, a co dopiero mówić! ? upomniała jedenastolatkę Camilia, po czym zwróciła się do Shaery. - Widzisz, czego je nauczyłaś, będą tak samo rozbrykane jak ty i nigdy nie znajdą męża.
- Jakoś ja znalazłam. Poza tym to ty zaczęłaś o dzieciach.
- Shaera! ? ojciec postanowił zapobiec tradycyjnej kłótni przy stole.
- Przecież to normalny temat?
- Wystarczy.
Shaera westchnęła. Nie rozumiała, dlaczego należy udawać delikatność, wrażliwość i ugodowość, żeby złapać męża. Dlaczego dorośli twierdzili, że jedynie dziewczęta, które potrafiły tylko wdzięcznie się uśmiechać, słuchać z zainteresowaniem największych bzdur wypowiadanych przez mężczyzn i płonąć rumieńcem na każdą propozycję wspólnego spędzenia czasu, miały szanse na małżeństwo? Co można widzieć w takim stworzeniu bez wyrazu, zastanawiała się.
- Mam dość. Idę pojeździć ? oświadczyła w końcu Shaera.
- Niedługo się ściemni. Nie powinnaś włóczyć się sama, zwłaszcza teraz, kiedy jesteś już?
- Mamo, błagam! Nic mi nie będzie, idę się tylko przejechać po okolicy. I nie będę sama, na pewno któryś z chłopców pojedzie ze mną.
- Po nocy z chłopcami! Zaręczona! Wybij to sobie z głowy, moja panno ? oznajmił ojciec tonem nieznoszącym sprzeciwu. Shaera postanowiła spróbować ostatniej deski ratunku. Wiedziała, że nie powinna się spotykać z narzeczonym tuż po oświadczynach, ale w końcu stare plotkary najwyżej powiedzą, że zakochani nie mogli wytrzymać bez siebie ani godziny.
- To może poszukam Galiana? ? spytała bez mrugnięcia okiem.
- Galiana? Hm? to by chyba można było uznać za przyzwoite.
Shaera zaśmiała się w duchu. Przyzwoite? Młodzi narzeczeni na nocnej wyprawie, pewnie, co mogli niby zrobić?
- Nie wrócę późno ? rzuciła tylko, starając się nie wyglądać na przesadnie uszczęśliwioną.
Letni wieczór powoli przeradzał się w noc. Shaera uwielbiała taką porę ? cisza, spokój i odrobina samotności zawsze dobrze jej robiły. Przelazła przez płot za chatami parobków, oglądając się, czy matka nie wypatruje za nią z okna i podbiegła do starego, rozłożystego dębu, rosnącego nieopodal stajni. Wdrapała się na najniższe gałęzie i odszukała po omacku drabinkę, która była pozostałością po domku na drzewie, zbudowanym kilka lat wcześniej przez nią i Galiana. Wspinając się, uśmiechała się lekko na wspomnienie zgorszenia matki. Niemal słyszała jej głos: ?Nie poszłaś na przyjęcie, tylko łaziłaś po drzewach? Nie będę mogła pokazać się na spotkaniu koła hafciarskiego tygodniami!?.
Kiedy Shaera dotarła na platformę, wymacała dziuplę i wyjęła z niej małe zawiniątko. Nie różniło się wiele od starych szmat, jednak dla dziewczyny było na wagę złota. Połatane spodnie i grube, wełniane skarpety, które wygrała kiedyś w karty od jednego z młodych parobków, nie wyglądały pięknie, ale zdecydowanie uprzyjemniały jazdę, jeśli jeździło się w tajemnicy w męskim siodle. Shaera przebrała się szybko i zwinnie ześlizgnęła z drzewa. Była gotowa.
W stajni bez wahania podeszła do najmniej ułożonego ogierka ? karego Siriusa i przekupiła go jabłkiem wyłudzonym od stajennych. Uwielbiali młodą panienkę, która tak dobrze obchodziła się z końmi, a do tego nienajgorzej grała w karty i potrafiła kląć jak marynarz. Jeżeli nabroiła i potrzebowała pomocy, zawsze przychodziła najpierw do nich, a oni nigdy nie wydali jej rodzicom. Traktowali ją jak swoją, a ona w zamian wykradała dla nich z kuchni przysmaki. Tym razem też stajenni, widząc strój Shaery, bez słowa osiodłali Siriusa siodłem ojca dziewczyny.
- Dzięki ? z uśmiechem skinęła głową i wyprowadziła konia ze stajni i dalej, za furtkę w ogrodzeniu porośniętym bluszczem.
W końcu, z nieodłącznym w takich momentach uczuciem radości, dosiadła Siriusa i ruszyła kłusem do lasu. Pokluczyła trochę urywanym galopem między drzewami, gdy nagle ogier puścił się cwałem. Shaerze przeleciało przez myśl, że byłoby to normalne na łące czy w pobliżu stajni, ale nie tu! Nie miała jednak czasu tego roztrząsać. Próbowała zatrzymać Siriusa, ale ten nie reagował. Gdy dziewczyna szarpnęła w desperacji wodze, ogier stanął dęba, po czym pognał dalej. Dopiero w tym momencie Shaera przestraszyła się nie na żarty. Jeszcze kilka razy próbowała się zatrzymać, ale w końcu dała za wygraną. Byle nie spaść! Gałązki smagały ją po twarzy i ramionach, więc pochyliła się nisko i poczuła, że ze zdenerwowania napięła nienaturalnie wszystkie mięśnie. Przypomniała sobie ojca, który upominał ją wielokrotnie, kiedy była mała, że powinna jeździć rozluźniona i uśmiechnęła się mimowolnie. Kilka razy odetchnęła głęboko i podniosła nieostrożnie głowę. Zaraz tego pożałowała, kiedy cieniutka gałązka chlasnęła ją w policzek, a następna w oczy, które natychmiast zaczęły łzawić.
- Cudownie, to jeszcze nic nie widzę ? mruknęła z irytacją. ? Spaść nie powinnam, ale tutaj nie mam jak jej poprowadzić. Muszę się wydostać na ścieżkę i skręcić, zawrócić, cokolwiek! ? rozważała gorączkowo.
Sirius skutecznie omijał w cwale wszystkie drzewa, pnie i krzaki, co objawiało się w nagłych skrętach i podskokach. Na szczęście Shaera naprawdę dobrze jeździła. Pierwszego kucyka dostała, gdy miała trzy lata, a kiedy skończyła sześć, ćwiczyła z ojcem w męskim siodle, kiedy matka nie patrzyła.
Nagle dziewczyna poczuła uderzenie wiatru. Lekko uniosła głowę i zamrugała, chcąc pozbyć się zamglonego wzroku. Była na jakimś polu, ale kilkaset metrów przed nią znowu zaczynał się las, o ile dobrze rozpoznała w ciemności. To musi być pole przy starej świątyni, pomyślała. Starała się skręcić w lewo, żeby ominąć ruiny, ale Sirius nie zareagował.
- No to w prawo ? szepnęła i pokierowała konia. O dziwo, ten posłuchał i zarżał cicho. Shaera poczuła się pewniej. Nie obawiała się prędkości, ale utraty panowania nad ogierkiem. Mimo że Sirius stosunkowo często robił, co mu się żywnie podobało, to jednak nie na taką skalę. Teraz strach powoli opuszczał dziewczynę.
W oddali zamajaczyła sylwetka innego jeźdźca. Shaera wytężyła wzrok, ale nie była w stanie nic więcej dostrzec w półmroku. Po chwili wahania skierowała Siriusa w tamtą stronę. W końcu o tej porze w okolicy to nie mógł być nikt obcy, myślała. Najpewniej mężczyzna wracający z polowania lub kupiec z pobliskiej osady. Nie myliła się.
- Shaero? A co ty tu robisz o tej porze? ? usłyszała głos Galiana. ? Nie powinnaś teraz siedzieć w domu i szyć białych fatałaszków? ? dodał z kpiną.
Shaera zdziwiła się lekko, że tak otwarcie o tym mówi, ale w końcu zawsze razem wyśmiewali się z panujących obyczajów i całej tej etykiety, więc nie było powodu, by narzeczony nagle miał złagodnieć.
- Na to jeszcze przyjdzie czas ? odparła pewnym głosem i zaśmiała się radośnie.
- Och, moja droga, ojciec liczy na rychły ślub, najlepiej przed żniwami.
- A ty? ? Shaera spytała zalotnie.
- Wiesz, że nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie?
- Rodzice, jak zawsze, najważniejsi ? mruknęła Shaera, jednak jej irytacja nie była tak duża, jak zazwyczaj, kiedy myślała o tym, że ktoś inny ma mieć ostatnie słowo w decyzjach dotyczących jej życia. ? Narzeczeństwem też się można cieszyć.
- Jestem pewien, że ojciec o to zadba ? odparł Galian wesoło.
- Ojciec, ojciec? Przynajmniej po ślubie to się nareszcie skończy.
- Jak to ? skończy?
Shaera nie odpowiedziała. Zastanowiła się chwilę nad jego słowami. Rzeczywiście, skoro będą mieszkali w majątku pana Hermeliusa, to na pewno będzie miał duży wpływ na ich życie. Nie chciała, żeby narzeczony myślał, że nie przepada za jego ojcem. Zanim jednak zdążyła cokolwiek wyjaśnić, Galian machnął ręką i zbliżył się do niej jeszcze bardziej.
- Właśnie, zapomniałbym zapytać ? zaczął konspiracyjnym szeptem.
- Tak? ? spytała dziewczyna, nagle zdenerwowana. Pocałuje mnie za chwilę, na pewno mnie pocałuje, myślała.
- Czy mam od tej pory mówić do ciebie ?pani matko? czy zwykłe ?Shaerka? wystarczy?
- Co, proszę?
- Nie mów, że o tym nie pomyślałaś! I to ty!
- Ale jak, o czym? ? spytała słabo, chociaż okropne podejrzenie zalęgło jej się w głowie.
- O tym, że zostaniesz nie tylko żoną mojego ojca, ale i moją macochą, a ja będę ci winien szacunek i posłuszeństwo, należne starszemu pokoleniu ? wyrecytował Galian ze śmiechem. ? Nie uwierzę, że tego nie wykorzystasz, już widzę, jak będę musiał?
Shaera przerwała mu, unosząc rękę. Nagle zakręciło jej się w głowie, a kolana miała jak z waty.
- Jakie starsze pokolenie, ja mam piętnaście lat ? wymamrotała bez sensu i niemal zsunęła się z siodła. Galian sprawnie przytrzymał ją i posadził z powrotem na koniu.
- Aż takie wrażenie zrobiła na tobie wiadomość, że będę na każde twoje skinienie, jak przystało na dobrego syna? ? zakpił lekko.
- Nie, ja? po prostu nie pomyślałam o tym i? to jest trochę nagłe? - tłumaczyła Shaera bezmyślnie. ? Ja? chyba muszę już wracać.
Dziewczyna niemrawo zawróciła konia i ruszyła stępem ze zwieszoną głową. Galian dziwny nastrój swojej dotychczasowej towarzyszki zabaw zrzucił na nadchodzące zmiany w jej życiu i nie przejął się zbytnio. Dogonił ją tylko i smagnął jej konia batem w ramach dowcipu, po czym pojechał w swoją stronę.
Shaera skrzywiła się machinalnie. Nie znosiła używać palcata, jeżeli nie musiała, ale po chwili uznała, że dzisiaj to na pewno nie ma znaczenia. Nagły galop otrzeźwił ją trochę. Najpierw chciała wpaść do domu i zrobić awanturę, ale zrozumiała, że naraziłaby się tylko na kompromitację i litość. Nie mogłaby tego znieść. Po policzkach popłynęły jej łzy wstydu i upokorzenia. Otarła twarz z wściekłością. A właśnie, że nie będę płakać, postanowiła z uporem.
- Nie wyjdę za tego starego barana, ale nikt nigdy się nie dowie dlaczego, przysięgam na bogów! ? oznajmiła Siriusowi stanowczo, choć nieco drżącym głosem. Złożywszy przyrzeczenie, zacisnęła usta i wbiła ogierkowi pięty w boki. Całą drogę do domu pokonała cwałem, który nie ukoił jednak jej zranionej dumy.