Opowiadanie + 18 - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

1

Temat: Opowiadanie + 18

Poniżej prezentuję dawkę jednego z moich dawnych opowiadań. Opowiadanie jest dość ostre (tak mi się przynajmniej zdaje) i raczej dla osób + 18. Długo zastanawiałem się czy je tu umieścić, a jest to jedno z niewielu moich opowiadań, które udało mi się doprowadzić do końca, oraz jedyne o tej tematyce. Jeśli Wam się spodoba...

PS: Nie zamierzam nikogo tym tekstem obrażać, ot po prostu pewien wytwór wyobraźni, który przyszedł mi do głowy, a który z nudów zapisałem.


Opowiadanie jest bez tytułu, zaś to o czym opowiadam...a, przekonajcie się sami

CZĘŚĆ I

"Czasami jedna, nieprzemyślana obietnica potrafi zmienić całe życie. Czasami krótka chwila, łut szczęścia, lub nieprzychylny los, może wpłynąć na naszą przyszłość. Dlatego też trzeba bardzo uważać na wszystko, co się mówi. Basia nie myślała o dalszych konsekwencjach, gdy założyła się z Piotrem o to, kto wygra zawody żużlowe. Oboje zgodzili się na zakład amerykański: zwycięzca bierze wszystko. Postanowili, że ten, kto wygra zakład, wypowie jedno życzenie. To życzenie zaś musi być dla przegranego niczym rozkaz - musi je spełnić.

Piotr jeszcze na studiach kochał się potajemnie w Barbarze. Ale ona zupełnie nie zwracała na niego uwagi. Wolała przebywać w otoczeniu wesołych blondynów z uniwersyteckiej drużyny koszykówki. Piotr zaś był brunetem, do tego raczej rzadko się odzywał. Był zawsze poważny, a nawet trochę ponury. Pełna życia Baśka - fascynowała go i jednocześnie onieśmielała. Lubił z oddali ją obserwować i słuchać tego, co mówiła w gronie swych przyjaciół i przyjaciółek. Czuł że rośnie w nim uczucie miłości do tej dziewczyny, obawiał się jednak, że gdy się z nim ujawni - ona go nie zechce.

Nie spał, nie jadł, myślami wciąż krążył wokół jej osoby. Jej kruczoczarne, długie włosy, śliczne niebieskie oczy, usta wyglądające niczym dwie złączone ze sobą wisienki, no i jej ciało. Ach, jakże jej pragnął. Wreszcie zebrał się w sobie i podszedł do niej. Serce waliło mu niczym stutonowy młot, nogi miał niczym z waty - tak bardzo jednak chciał dobrze wypaść w jej obecności. Gdy Barbara zobaczyła że w jej kierunku zbliża się pewien chłopak, z którym prawie nie rozmawiała, prócz zdawkowego "cześć" - uśmiechnęła się do niego. On poczuł że złapał Pana Boga za nogi, już teraz, już na pewno wszystko się uda. Wymarzona dziewczyna będzie jego.

Stanął naprzeciw niej i długo wpatrywał się w jej oczy, nie mogąc wykrztusić żadnego słowa. Przemógł się jednak w sobie i wyznał dziewczynie co do niej czuje, lecz nim skończył poczuł że jego pierś przebija ostra strzała, która wyrywa mu serce i rozbija na szereg maleńkich kawałeczków. Baśka, ta dziewczyna jego marzeń i snów, po prostu go...wyśmiała. Zrobiła to publicznie, przy całej paczce znajomych. Nogi ugięły się pod nim i mało nie runął na ziemię. To było totalne upokorzenie, upokorzenie jakiego nie mógł sobie wyobrazić i którego nie mógł zapomnieć.

Rzucił studia i wyjechał z Polski. Przeniósł się do Niemiec, gdzie pracował fizycznie, następnie wyjechał do Wlk. Brytanii, a stamtąd po pewnym czasie do Ameryki. W Stanach pracował jako kucharz, w jednym z podrzędnych bistro. Pewnego razu miał szczęście, jego przepis na piernik ze śliwkami zrobił oszałamiającą karierę. Trochę przez przypadek, do owego bistro, zawitał światowej sławy kiper, który był oczarowany przysmakiem Piotra. Gdy zaś poznał i inne sporządzane przez niego potrawy (których notabene nauczyła go babcia, sama pamiętająca te przepisy przekazywane w rodzinie z pokolenia na pokolenie. Gdy babcia wyjeżdżała ze swojego rodzinnego Lwowa, po zakończeniu II wojny światowej, gdy "wyzwoleńcza" władza sowiecka odebrała jej rodzinny dom - owe przepisy zabrała ze sobą).

Ów kiper wprowadził Piotra na salony, gdzie przygotowywał potrawy dla najznamienitszych gości, kongresmenów, dyplomatów, biznesmenów. Z czasem otworzył swoją własną firmę i...zbił ogromny majątek. Restauracje z jego imieniem powstawały nie tylko w Stanach, z czasem dotarły do Europy Zachodniej i...również do Polski. Sam już od dłuższego czasu tęsknił za krajem...ale wciąż w pamięci miał tamto szkolne upokorzenie, doznane przez kobietę którą pokochał. Wciąż nie mógł o niej zapomnieć, wiedział że nie znajdzie ukojenia, dopóki nie odpłaci jej za popełnioną zniewagę. Wynajął najlepszych detektywów i kazał im ją odnaleźć.

Okazało się to dość prostym zadaniem, gdyż Barbara pracowała jako sekretarka w jednej z zachodnich firm, mających swą filię w Polsce. Od wynajętych detektywów, dowiedział się także że nie była z nikim związana, gdyż...wszystkie jej dotychczasowe związki dość szybko się rozpadały. Po pół roku wiedział o niej już wszystko. Wiedział, w co się ubiera, z kim się spotyka i gdzie. Wiedział, że w sobotnie wieczory spotyka się z przyjaciółką w jednym z nocnych klubów. Jednak tego wieczoru, Małgośka nie przyszła. Basia długo jej wyczekiwała, nie wiedziała jednak że za całą sprawą kryje się Piotr.

Poinformował on bowiem policję że w bloku Małgośki znajduje się bomba. Spanikowana dziewczyna zapomniała nawet zadzwonić do Baśki i poinformować ją że dziś nie przyjdzie. A Basia czekała. Zamawiała kolejne drinki i z nudów zaczęła oglądać zawody żużlowe. Przed godziną dwunastą, do baru, przy którym siedziała Basia, przysiadł się mężczyzna w czarnych okularach i ciemnym, skrojonym na miarę garniturze. Zamówił szkocką i głośno zaczął komentować wyścigi. Odwrócił się w stronę Baśki i zaczął komplementować jej urodę. Basia, trochę już znudzona, zaczęła z nim rozmawiać, dla zabicia czasu oczekiwania na przyjaciółkę. Nie rozpoznała w nim dawnego kolegi ze studiów, którego publicznie ośmieszyła.

W pewnym momencie, ów mężczyzna zaproponował by się założyli , o to kto wygra kolejną rundę. Baśka się zgodziła i obstawiła Niemca, on zaś postawił na Francuza. Jednak mężczyzna dodał, iż chce by był to zakład amerykański. Przegrany musi spełnić życzenie zwycięzcy, ale...nie może go poznać przed rozstrzygnięciem zakładu. Basia, będąc już na lekkim rauszu, zgodziła się na ów warunek.Piotr podsunął jej do podpisu kartkę papieru. Wyjaśnił że jest to zobowiązanie, regulujące warunki ich zakładu. Baśka była już "wstawiona", śmiała się i...podpisała.

Pech chciał, że zakład przegrała. Dobry humor jednak jej nie opuszczał. Cały czas myślała, że to może jakiś żart albo że facet każe jej co najwyżej pokazać majtki, zdjąć biustonosz, albo...coś w tym stylu. Tymczasem Piotr, poprosił by poszła z nim do jego samochodu. Wciąż rozbawiona i lekko zaintrygowana, poszła za nim. Jeszcze wówczas wydawało jej się to zabawne, ot ciekawy, może nawet romantyczny żarcik, któremu ona z chęcią ulegnie. Wyszli z baru i wsiedli do samochodu mężczyzny. Piotr kazał kierowcy ruszać i podniósł szybę oddzielającą ich od szoferki. Następnie zaciągnął zasłonkę, zapalił światło i zdjął okulary.

- Poznajesz mnie? - zapytał.

- Piotr? spytała zdziwiona.

- Ale mnie nastraszyłeś. Ty to zawsze miałeś pomysły! Pogadałabym z tobą, ale trochę mi się śpieszy. Muszę się wyspać bo jutro mam rodzinny obiad u ciotki - mówiła wciąż rozbawiona kobieta.

- Nigdzie ci się nie spieszy. Wygrałem zakład, i zrobisz teraz co zechcę!

- Chyba żartujesz - odparowała zdziwiona już trochę kobieta.

- Poświadczyłaś mi to przed chwilą na piśmie.

- No, może i coś tam poświadczyłam, ale przecież to były wygłupy. Byłam pijana i w ogóle, w tej sytuacji każdy sąd mnie uniewinni - stwierdziła rozbawionym głosem kobieta.

- No ale, co w zasadzie byś chciał żebym zrobiła? - spytała lekko zaciekawiona.

- Może mam zaśpiewać piosenkę, a może chcesz bym się rozebrała, co? No powiedz?

- Chcę, żebyś była u mnie przez tydzień. W moim domu, jako...moja prywatna niewolnica - odpowiedział Piotr.

- Chyba oszalałeś! Nie, no ty facet naprawdę jesteś stuknięty. Myślisz że to jakaś wojna kolonialna czy co?

- Oczywiście nie musisz niczego robić, ja cię do niczego nie zmuszam, ale jeśli masz w sobie odrobinę honoru, dotrzymasz danego słowa. Wiem też że jesteś poważnie zadłużona. Kupiłaś mieszkanie. Wiem że zostało ci jeszcze sporo rat do spłacenia, starczy na jakieś dwadzieścia lat, czy się mylę? - zapytał mężczyzna.

Baśka była oszołomiona. Zastanawiała się skąd on tyle wie na jej prywatny temat.

- A ja ci zapłacę za ten tydzień - kontynuował Piotr.

- Zapłacę ci tyle, że nie tylko starczy na spłatę kredytu, ale zostanie ci jeszcze na super wózek.

To nie była taka głupia propozycja - myślała sobie Basia. W końcu tydzień szybko zleci. Obawiała się tylko że Piotrowi pewnie brakuje piątej klepki, ale z drugiej strony...kasa kusi. Po dłuższym namyśle Baśka przyjęła propozycję Piotra.

Podjechali zaraz do kancelarii, by spisać stosowną umowę. Na jej mocy, Piotr dostawał tydzień z życia Basi, ona zaś okrągłą sumkę, wypłacaną w amerykańskich dolarach. Wszystko rozegrało się zgodnie z przepisami prawa, był więc adwokat, notariusz, byli świadkowie. W umowie pozostawiono kobiecie prawo do tzw.: "wyjścia awaryjnego", co znaczy że mogła ona zakończyć swoją niewolę, wcześniej, wypowiadając umówione słowo. Wówczas zakończono by zabawę i zostałaby odwieziona do swego domu. Mogła więc w każdym momencie przerwać "grę", ale...w umowie zapisano iż obiecane pieniądze dostanie tylko wtedy, jeśli przetrzyma pełny tydzień, co do dnia. Jeśli zrezygnuje wcześniej choćby o dzień - nie dostanie nic. Baśka nie mając innego wyjścia, przyjęła te warunki.

Po podpisaniu umowy wsiedli do samochodu Piotra i pojechali w kierunku jego domu. Przez całą drogę Piotr nie zamienił z Basią nawet jednego słowa, z rzadka na nią spoglądając. Jechali dość długo, Baśce czas się straszliwie dłużył. Posiadłość Piotra była bowiem położona z dala od miasta.

Gdy przejechali bramę wjazdową, Basia miała możliwość przyjrzeć się willi Piotra, którą on wcześniej nieśmiało nazywał domem. Był to ogromny, mroczny pałac, z dziesiątkami komnat i prowadzących ku nim korytarzy. Była to stara, magnacka posiadłość z końca XVI wieku. Ponoć w 1627r., zatrzymał się tu, idący z odsieczą z wojskiem koronnym i zastępami kozackimi z Ukrainy (po wcześniejszym dwukrotnym rozbiciu zagonów tatarskich w 1624 i 1626, oraz odbiciu pochwyconego przez nich jasyru i zabezpieczeniu południowej granicy państwa), na Pomorze do króla Zygmunta III, próbującego odciążyć oblężony przez Szwedów Gdańsk, hetman Stanisław Koniecpolski.

Gdy wjechali na wielki dziedziniec przed pałacem, w oczy Baśce rzuciła się ogromna fontanna, w kształcie strzelającego z łuku amora. Pałac był ogromny, miał trzy wielkie sale Lustrzaną, Rycerską i Kominkową. Piotr w towarzystwie lokaja, w całkowitym milczeniu oprowadzał Basię po korytarzach swej posiadłości. Mogła się więc przyjrzeć marmurowym podłogom, wielkim kryształowym weneckim żyrandolom oraz przepięknie zdobionym lustrom w sali Lustrzanej. Baśka zastanawiała się, jak właściwie ktoś może mieszkać w czymś tak ogromnym.

Wreszcie Piotr oddalił się, także w całkowitym milczeniu. Dalszą drogę przebyła więc w towarzystwie eskortującego ją lokaja. Podążyli w kierunku pomieszczeń piwnicznych. Korytarze piwniczne były co prawda długie i ciasne, ale dobrze oświetlone, tylko niezbyt przyjemne. Wreszcie dotarli na miejsce i Baśka uświadomiła sobie że to są...lochy. Lokaj nakazał jej wejść do środka, co ta uczyniła w pewną obawą. Gdy była już w środku polecił jej by rozebrała się do naga. Kobieta musiała rozebrać się w jego obecności i gdy już stała nagusieńka, zakrywając dłońmi najintymniejsze miejsca swego ciała, jej ubranie zostało zabrane. W zamian, ów lokaj wręczył jej jedynie krótką czarną spódniczkę z białym fartuszkiem oraz biały czepek na głowę. Dodatkowo musiała włożyć czarne buty na wysokich obcasach. Jej piersi pozostały nagie.

Następnie związał jej łańcuchem ręce na plecach, a łańcuch przykuł do wielkiego żelaznego koła, znajdującego się na ścianie. W takiej pozycji miała Baśka spędzić noc. Oczywiście o spaniu nie było mowy, ręce miała boleśnie wykręcone do tyłu i mogła ledwie usiąść na sienniku, które miało jej służyć za łóżko. Noc była dla niej prawdziwą udręką, ale Piotr już się tego dnia nie zjawił. Kobieta zasnęła ze zmęczenia dopiero nad ranem, w bardzo niewygodnej pozycji, z rękami uniesionymi do góry.

Rano w drzwiach jej celi ponownie zjawił się ów lokaj. Była jednak tak zmęczona, że nie zareagowała na jego pojawienie się. Kamerdyner wybitnie niezadowolony z takiego stanu rzeczy, podszedł do niej i zbudził ją na powitanie kopniakiem w pośladek, po którym kobieta z trudem po nieprzespanej nocy podniosła się.

- Zgodnie z życzeniem pana Piotra, od tej chwili, ktokolwiek wejdzie do celi, ty masz go powitać w postawie stojącej, choćbyś ledwie trzymała się na nogach. I pamiętaj że za nieposłuszeństwo są przewidziane kary - powiedział z wybitną satysfakcją lokaj.

Następnie rozwiązał ją i dał jej blaszaną miskę z wodą do umycia się, a raczej do podmycia. Gdy Basia zapytała gdzie może się załatwić, odpowiedział że gdy już się umyje, może siku zrobić do miski, a potem on pokarze jej gdzie może to wylać. Gdy kamerdyner Piotra się oddalił, robiła dokładnie to co kazał. Po chwili jednak lokaj powrócił i powiedział:

- Zapomniałem ci powiedzieć, że w tej misce jest twoja jedyna woda na dwa dni. Jeśli ją wylejesz, nie będziesz miała nic do picia - uśmiechnął się złośliwie i wyszedł z lochu, pozostawiając w nim na przemian wściekłą i przerażoną kobietę.

To jest jakiś cholerny koszmar - myślała sobie Baśka. To na pewno mi się śni. Do tego ten okropny kac. Wiedziała że wody już nie dostanie, pomyślała że, skoro uwięzieni w rumowiskach i kopalniach piją swój mocz, to ona też może. Wypiła część wody. Nim skończyła w całym lochu rozległ się głos Piotra.

- Nie jesteś już spragniona? - zapytał złośliwie głos. Gdy Baśka podążała wzrokiem w poszukiwaniu źródła skąd ów głos dobiega, spojrzała na sufit. Była tam umieszczona kamera , głośniki i mikrofon.

- Jesteś nienormalny. Ale wytrzymam z tobą, bo to tylko tydzień - powiedziała Baśka, próbując nadać swym słowom charakteru powagi.

- Zadbam, żeby był to najbardziej emocjonujący tydzień w twoim życiu - odpowiedział Piotr, po czym dodał:

- Przyjdź natychmiast na górę. Trzeba umyć podłogę w mojej sypialni.

Basia poszła, ponownie eskortowana przez kamerdynera. Przeszli przez ogromną salę jadalną, której sufit wykonany był ze szkła, w którym pływały...najbardziej egzotyczne rybki z całego świata. Wreszcie doszli do pokoju Piotra. Basia była oczarowana jego wielkością, bogactwem wnętrza i wspaniałością przeróżnych artefaktów. Klamki i uchwyty mebli w pokoju Piotra były ze szczerego złota. Jednocześnie kobieta przeraziła się, zdając sobie sprawę że będzie musiała sama, umyć podłogę w tym ogromnym apartamencie.

Podłoga była brudna (zapewne specjalnie, jak sądziła Baśka), czuć było na niej nawet mocz. Gdy weszła do tego apartamentu, ujrzała Piotra wyciągniętego wygodnie na olbrzymim łożu z baldachimem. W kącie pokoju dostrzegła wiadro z wodą do mycia i płyn do podłóg. Nie mogła jednak dostrzec ni mopa, ni nawet zwykłej ścierki.

- Jak mam umyć tę podłogę, mam zdjąć spódnicę i nią to zrobić - spytała zdezorientowana kobieta.

- Nie musisz. Masz przecież...takie piękne długie włosy - odpowiedział z nieskrywaną satysfakcją Piotr.

Baśka była przerażona, na samą myśl jak będą wyglądały jej włosy po takim "sprzątaniu", postanowiła jednak zacisnąć zęby i zrobić to co kazał Piotr, gdyż za nieposłuszeństwo czekały na nią kary, zaś nie poddanie się którejś z nich, oznaczało...zerwanie umowy, czyli utratę obiecanych pieniędzy.

Basia rozplotła więc swe długie włosy, związane w warkocze i zabrała się do mycia. Praca zajęła jej kilka godzin, a na zakończenie jej włosy wyglądały niczym wyżęta, szara szmata, za to podłoga teraz wprost lśniła. Piotr był bardzo zadowolony. Powiedział że w nagrodę może zjeść z nim obiad. Baśka była szalenie głodna, zważywszy że od rana nie miała nic w ustach, więc ucieszyła się na taką propozycję. Myślała że wreszcie odpocznie, naje się i napije do syta. Szybko się rozczarowała.

Obiad wyglądał następująco: Piotr siedział w ogromnej sali jadalnej, przez którą wcześniej przechodziła Baśka, i jadł przy dużym stole, otoczony szpalerem stojących wokół niego służących, ubranych w ładne czarne stroje, z krótkimi koronkowymi rękawkami i fartuszkami zawieszonymi u pasa. A Baśka? Baśka klęczała u jego stóp, razem z wielkim psem, chyba chartem. Piotr od czasu do czasu rzucał jej jakieś resztki, czasami dostało się psu...częściej dostało się psu. Baśka jednak była tak głodna, że jadła co jej dał, lub raczej co udało jej się pochwycić przed wyraźnie z tego faktu niezadowolonym chartem".


Tak minął Baśce dzień pierwszy

Ci vis pacem, para bellum - Chcesz pokoju, gotuj się do wojny!
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Opowiadanie + 18

Do autora! Skąd ten pomysł na opowiadanie?

3

Odp: Opowiadanie + 18

Fifty shades of grey.
And half.

A w awatarze buzka ze "Zmierzchu"

big_smile big_smile big_smile big_smile big_smile big_smile


Nie dalam rady doczytac - klamki ze szczerego zlota mnie powalily big_smile big_smile big_smile

4

Odp: Opowiadanie + 18
Iceni napisał/a:

Fifty shades of grey.
And half.

A w awatarze buzka ze "Zmierzchu"

big_smile big_smile big_smile big_smile big_smile big_smile


Nie dalam rady doczytac - klamki ze szczerego zlota mnie powalily big_smile big_smile big_smile

Zgadza się. Kolejny banał.

Ruda wiolonczela, radosna i szczera.
Supergirls don't cry, supergirls just fly.
Witches don't need drugs to fly.

5

Odp: Opowiadanie + 18

Mnie się spodobał pomysł. Aczkolwiek forma już nie bardzo. I wypatrzyłam co najmniej jeden błąd ortograficzny.

6

Odp: Opowiadanie + 18

Potrafisz pisać, choć twoje opowiadanie jest nieciekawe. Swoją opinię wyrażam po przeczytaniu kilku akapitów, przez całą resztę nie byłem w stanie przebrnąć.

Dobrze że starasz się pisać prostym językiem. W ten sposób uniknąłeś łatki grafomana, choć w twoim opowiadaniu można znaleźć językowe kwiatki: "usta jak dwie wiśnie" (cytat niedokładny). Na szczęście w całym tekście jest tego niewiele.

Gdyby było to wypracowanie ucznia, to pewnie mało byłoby w tekście podkreśleń czerwonym tuszem (duży plus za poprawną interpunkcję). Ale nie o taką pozytywną ocenę pewnie ci chodzi.

7

Odp: Opowiadanie + 18
Summerka napisał/a:

Do autora! Skąd ten pomysł na opowiadanie?

Z Życia! big_smile wink

Mam kilka podobnych opowiadań (żadnego o tej tematyce), z reguły niedokończonych. Nie mam kiedy wziąć się za ich ukończenie wink

A oto kolejna część opowiadania + 18 (choć gwoli wyjaśnienia dla Iceni - nigdy nie czytałem 50 twarzy Greya, zresztą do niedawna nie wiedziałem że taka książka nawet istnieje i nawet dziś nie kusi mnie by to czytać).




"Nim jeszcze dzień się zakończył i Baśka wróciła do swej celi, poprosiła Piotra, by tej nocy nie kazał jej związywać. Była totalnie wyczerpana, a kolejna noc w niewygodnej pozycji, ze związanymi z tyłu rękoma i w półprzysiadzie, byłaby dla niej nie do zniesienia. Szczęśliwie jednak dla niej, Piotr odpowiedział:

- Dziś jestem z ciebie zadowolony. W nagrodę przychylę się do twej prośby. To będzie środek dyscyplinujący i odnawiany każdej kolejnej nocy. Wszystko więc zależy od ciebie. Dziś już na nic mi się nie przydasz. Możesz więc udać się do swej "komnaty". Dzisiejszej nocy oszczędzę ci niewygodnego snu - z lekkim uśmieszkiem powiedział Piotr.

Basia, usłyszawszy te słowa, zaczęła kierować swe kroki w stronę korytarza, którym wcześniej podążyła w towarzystwie kamerdynera. Lecz nagle, Piotr zawołał...

- Wróć! - Baśka niechętnie zawróciła i ponownie stanęła przed siedzącym wygodnie w fotelu mężczyzną.

- Widać że nie jesteś za mądra - powiedział z przekąsem Piotr.

- Jak łatwo straciłaś to, co z takim trudem zdobyłaś? Po pierwsze, kto ci pozwolił chodzić po moim domu bez "opiekuna"? Po drugie, łaskawie przychyliłem się do twej prośby, a ty co, uważasz że ci się to należy, że słowa podzięki są za trudne by przeszły przez twoje gardło? I po trzecie wreszcie. Dziś rano nazwałaś mnie nienormalnym, pamiętasz? - Baśka kiwnęła twierdząco głową.

- Myślisz że o tym zapomniałem? - Baśka stała nie wiedząc co właściwie powinna odpowiedzieć.

- Od chwili kiedy przekroczyłaś próg mego domu, nie wolno ci mówić do mnie po imieniu. Odtąd jedyne zwroty, jakie mogą zostać wypowiedziane przez ciebie w moim kierunku to te, które tytułują mnie twoim panem lub mistrzem. Każda, nawet najdrobniejsza pomyłka z twojej strony będzie karana. No a teraz odpowiedz, nazbierało się tego trochę, jak według ciebie powinienem cię ukarać?

Słowa Piotra dudniły w uszach zmęczonej, głodnej i obolałej kobiety. Miała tego totalnie dość, ale...zależało jej na forsie. Bardzo chciała dostać te pieniądze, one bowiem odmieniłyby całkowicie jej życie. Nie tylko spłaciłaby mieszkanie, ale jeszcze...

- No czekam, jaka jest twoja propozycja? - zapytał zniecierpliwiony Piotr.

- Nie wiem właściwie...

- Nie wiesz! Kolejna lekcja, gdy do ciebie mówię masz przybrać postawę klęczącą, z głową pochyloną do dołu. Nie wolno ci się na mnie patrzeć, chyba że zechcę inaczej. Zrozumiałaś co do ciebie mówię?

- Tak - Baśka natychmiast uklęknęła i pochyliła głowę w geście poddaństwa.

- My się chyba nie rozumiemy, a nie chciałbym cię tu zamęczyć, co "TAK"? - spytał wyraźnie poddenerwowany Piotr.

- Tak mój panie - odpowiedziała z nutką arogancji w głosie kobieta.

- Będziemy musieli jeszcze to poćwiczyć. Zapamiętaj sobie, że tak długo jak przebywasz w mym domu, nie mówisz niepytana, nie masz nic własnego. Nie masz potrzeb ani planów, twoje cele i zamierzenia, wszystko należy do mnie. Nie wolno ci choćby kichnąć bez pozwolenia. Twoje ciało też należy do mnie i za chwilę ci to udowodnię - powiedział Piotr i zwrócił się w kierunku stojącego naprzeciwko kamerdynera:

- Tylko nie zepsuj skóry, chcę się nią jeszcze nacieszyć! - te słowa przeraziły Basię.

Lokaj podszedł do dziewczyny i klepnął ją lekko w ramię, po czym dodał krótkie:

- Idziemy!

Przeszli tę samą drogę co rano, lecz teraz Baśka była wyraźnie poddenerwowana. Cóż ją czeka, dlaczego miał "nie niszczyć mojej skóry". Zastanawiała się czy nie przerwać już tego szaleństwa, lecz z drugiej strony...ta ponura zabawa zaczęła ją ciekawić.

Doszli do "pomieszczeń więziennych", jak nazywała je w swych myślach Basia i weszli z powrotem do jej lochu. Lokaj podprowadził kobietę do wielkich żelaznych kół, umieszczonych na ścianie i zaczął po kolei przywiązywać do nich jej ręce. Nogi zostały przywiązane do podobnych, choć mniejszych kół, umieszczonych przy podłodze. Basia była teraz skrępowana i zdana na łaskę owego jej "opiekuna", jak wyraził się o nim Piotr.

Kamerdyner podszedł do niej niosąc w dłoniach długą, czarną i cienką szpicrutę, wykonaną z cienkiego bambusa, obciągniętego skórą. Pokazał owo "narzędzie" przerażonej kobiecie, a potem odłożył je i wziął do ręki długi skórzany bat. Ów bicz posiadał siedem rzemieni, każdy z nich zakończony supłami. Jego również pokazał związanej i unieruchomionej Barbarze. Następnie wziął do ręki trzeci przyrząd, spleciony z dość cienkich sznurków, z małymi, ale niezwykle ostrymi supełkami

- Który wybierasz - spytał lokaj, tak jakby chodziło o wybór najzwyklejszego gadżetu z telemarketu.

Kobieta nie mogła wykrztusić nawet jednego słowa, lecz lokaj kontynuował:

- Wiem wybór jest dość trudny i nie łatwo będzie zdecydować. Ale, wiesz co, mam pomysł który z nich najlepiej do ciebie pasuje - mówiąc te słowa wziął ostatni pejczyk z ostrymi rzemieniami i...potarł nim o jej łono. Zawyła z bólu. Następnie wziął bambusową szpicrutę i...wyprowadził tak silny cios w jej łono że z jej oczu popłynęły łzy.

- Już płaczesz? Jeszcze żeśmy nawet nie zaczęli zabawy. Czy już ułatwiłem ci wybór, a może wolisz bat? - spytał z sarkazmem lokaj.

- Tak! Proszę o bat - krzyknęła kobieta, nie chcąc doświadczać ostatniego z owych przedmiotów w najintymniejszym zakątku swego ciała.

- Dobrze, dokonałaś wyboru. A teraz wyjaśnię ci co się stanie. Za nieposłuszeństwo i obrazę pana Piotra, zostaniesz wychłostana. Zgodnie z rozkazem, będę przede wszystkim chłostał twoje pośladki i uda, krótko mówiąc od pasa do kolan. Jest to twoja pierwsza chłosta, dlatego zgodnie z zaleceniem pana Piotra, przewidziany został limit uderzeń dostaniesz trzydzieści batów. Każde uderzenie będziesz liczyć osobiście i głośno, a na zakończenie ładnie podziękujesz za ową lekcję i łaskę, jaką okazał ci pan Piotr pozwalając dokonać wyboru pejcza. I pamiętaj, jeśli się pomylisz w rachubie, lub zapomnisz kolejność, zaczynamy od nowa. Jeśli zaś myślisz że zniesiesz bicie z pokorą, hm - uśmiechnął się kamerdyner

- Życzę powodzenia i zaczynamy.

Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty...siódmy. Gdy doszli do dziesiątego uderzenia, Baśka zaczęła niezgrabnie wić się, próbując uniknąć dalszych "ukąszeń" rzemienia. Ponieważ kręciła się niemal wokół własnej osi, zarówno jej brzuch i przednia cześć ud, ucierpiały na równi z pośladkami. Gdy doszli do dwudziestego drugiego uderzenia, Baśka zaczęła prosić o litość, na nic się jednak zdały jej błagania. Wreszcie nastąpiło ostatnie trzydzieste uderzenie. Umęczona kobieta, z czerwonymi pręgami na pośladkach, udach i podbrzuszu, spocona i brudna, ledwie mogła wypowiedzieć słowa podzięki, wiedząc doskonale że Piotr ją widzi i słyszy dzięki kamerom i głośnikom zamontowanym pod sufitem lochu. Wymamrotała więc podziękowanie i poprosiła o uwolnienie z więzów.

- Twoja postawa jest niedopuszczalna - krzyknął przez mikrofon Piotr. W zasadzie powinniśmy rozpocząć kolejną "lekcję pokory", ale...na dzisiaj wystarczy. Wyśpij mi się, na jutro przygotowałem dla ciebie kolejną "niespodziankę" - powiedział Piotr i nakazał uwolnić Baśkę z obręczy. Gdy to nastąpiło, osłabiona kobieta opadła na ziemię. Lokaj wyszedł a światło zaczęło przygasać, aż wreszcie zgasło całkowicie. Pogrążona w ciemnościach Basia doczłapała se na swój siennik i przygotowała do spania, słysząc jeszcze słowa Piotra:

- Śpij dobrze, moja prywatna niewolnico.

Wyczerpana kobieta wolała nie prowokować losu i ostatkiem sił odpowiedziała:

- Dobranoc mój Panie - po czym natychmiast zasnęła".

Rano rozpoczynał się jej drugi dzień niewoli.

Ci vis pacem, para bellum - Chcesz pokoju, gotuj się do wojny!

8

Odp: Opowiadanie + 18

Summerka napisał:

    Do autora! Skąd ten pomysł na opowiadanie?

Z Życia! big_smile wink

No to nieźle sobie szanowny autor poczyna pisząc na kobiecym forum o głupocie kobiety i okrucieństwie mężczyzn smile

Takich przykładów może  nie tak dosadnych pewnie nie brakowało w historii.  Władza i pieniądze to temat, który fascynował od zawsze. To afrodyzjaki znane od stuleci.

Na szczęście są tacy, których to nie dotyczy.

9

Odp: Opowiadanie + 18
Iceni napisał/a:

Fifty shades of grey.
And half.

A w awatarze buzka ze "Zmierzchu"

big_smile big_smile big_smile big_smile big_smile big_smile


Nie dalam rady doczytac - klamki ze szczerego zlota mnie powalily big_smile big_smile big_smile

Ja tu widzę wpływy jeszcze jednego klasycznego erotyka "Historia O"

Niestety styl "rodem z greya"

GG: 1464002
"Nie ma takiej przeciwności, przeznaczenia, losu, które mogą zachwiać postanowieniem zdeterminowanej duszy"

10 Ostatnio edytowany przez Primus (2014-03-02 02:20:53)

Odp: Opowiadanie + 18

Ja Greya nie czytałem, więc nie wiem jaki jest "jego styl".

Jeśli już miałbym skądś czerpać "natchnienie", to...najprędzej z tego:



P - Na Miłość Boską - naprzód w odwiedziny do Ojca. Boże, jak jasno lśni księżyc!

K - Nie księżyc, słońce to, nie blask księżyca.

P - Mówię że księżyc tak jasno przyświeca!

K - Ale to słońce tak jasno przyświeca.

P - Na syna Matki mej - czyli na mnie, będzie to księżyc, gwiazda i co zechcę - zanim dom Ojca Twego odwiedzimy. Skocz chłopcze konia odprowadź z powrotem. Przeczy i przeczy, nic tylko przeczy.

K - Jedźmy, jeżeli zaszliśmy aż tutaj. Niech będzie księżyc, słońce i co zechcesz. A jeśli zechcesz nazwać to kagankiem - będzie i dla mnie kagankiem. Przysięgam!

P - Księżyc powiadam!

K - Wiem, że to jest księżyc.

P - Kłamiesz! To słońce jest błogosławione.

K - Błogosław Boże mu, gdyż jest to słońce. Lecz nim nie będzie - jeśli Ty nie zechcesz. A księżyc zmieni się tak jak Twój umysł, tym będzie czym Ty zechcesz go nazywać. A Katarzyna nazwie go - jak zechcesz.

URODZIŁEM SIĘ BY CIĘ POSKROMIĆ I ZMIENIĆ ZWYKŁĄ KASIĘ W KASIĘ SŁODKĄ - ZOSTANIESZ KASIU OSWOJONĄ KOTKĄ big_smile wink

https://www.youtube.com/watch?v=9srqj4MA8sU

Ci vis pacem, para bellum - Chcesz pokoju, gotuj się do wojny!

11

Odp: Opowiadanie + 18

O jaki fajny temat, lubię opowiadania.

  Alehandro był przystojnym opalonym marynarzem. W wieku 17 lat postanowił opuścić swoje rodzinne miasto - Głogoczów. Z miastem tym kiedyś wiązał wielkie plany, miał tam kolegów, Andrzeja i Krzysztofa, rodziców, których bardzo kochał, choć czasami bili go przedłużaczem.
Pewnej spokojnej nocy ubrał plecak i wymknął się z domu. Czuł wielką rozpacz po tym, kiedy dowiedział się że Maciek i Martyna z jego ulubionego serialu nigdy nie będą razem, czuł podświadomie że już nic nie będzie takie samo. Nie mylił się.

Ogarnięty rozpaczliwymi myślami biegł długo. W końcu fizyczna powłoka rozdzieranego żalem ducha uzmysłowiła mu że nie może biegnąć dalej bo dostanie zapalenia płuc.
Rozejrzał się łapczywie łapiąc raz po raz głębokie hausty zimnego powietrza. Noc była chłodna i bezchmurna.

Alehandro otoczony jedynie muzyką świerszczy siadł na dziurawym pomoście przy którym cumowała nadgryziona zębem czasu drewniana łódka. Sznurówki jego tenisówek bezwładnie kreśliły niesymetryczne kreski na tafli wody.
Siedział chwilę w ciszy ze spuszczoną w geście wyczerpania i zrezygnowania głową. Wpatrując się w jezioro ujrzał odbicie gwiazd tańczących teraz nad nim po bezchmurnym niebie. Spojrzał w górę i zrozumiał że musi wyjechać z Głogoczowa. Jakież to niezwykłe uczucie kiedy patrząc w bezkres tego ciemnego błękitu na którym biegają sobie beztrosko gwiazdy człowiek uświadamia sobie że ma tak wiele do odkrycia. Ile historii mogłyby mu opowiedzieć te gwiazdy? Ile ciekawych miejsc odwiedzają w tym samym momencie, ilu ludzkim dramatom i szczęśliwym chwilom towarzyszą, zupełnie nie zauważone, a jednak są i spoglądają cały czas.
To był moment przełomowy w życiu Alehandro. Wiedział że te wszystkie miejsca i ludzie czekają na niego, wyciągnął z plecaka oranżadę, którą trzymał na specjalne okazje jeszcze z czasów swojej pierwszej komunii, opróżnił butelkę ze słodkim wygazowanym płynem i otarł twarz rękawem.

Zostaję marynarzem! ? taka myśl towarzyszyła mu w drodze powrotnej do domu. I tak też się niebawem stało?

CDN... big_smile

Cold as ice

12

Odp: Opowiadanie + 18

Primusie, zamiesc wiecej! Mnie sie podobalo, fajna odskocznia. Kto powiedzial, ze aby sie zrelaksowac trzeba czytac tylko bestsellery i literature powazna? Swoja droga- ja rowniez pisalam. Nawet kilka wierszy jest tu umieszczonych... No wlasnie...Pisalam...

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili
  Sokrates   

07.05.2013- Czarus smile

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018