ZA CO CIĘ KOCHAM OPOWIADANIE - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

Temat: ZA CO CIĘ KOCHAM OPOWIADANIE

Rozdział 1

CAROLINE
Mogłabym powiedzieć, że nasza historia jest ckliwą i romantyczną historią. Dobrze wszystkim znaną i oklepaną. On i ona spotykają się, kłócą żeby za chwilę się całować a tuż po tym zaczynając batalię słowną od nowa. Mogłabym na palcach obu dłoni wymienić wady mojego męża nawet się nie jąkając, narzekając na niego i sądząc, że z każdym innym ułożyłabym swoje życie. Nie będę kłamać, oszukiwać aby go bronić bo tak jest naprawdę. Mój mąż jest uwaga: wymagający, kontrolujący, nigdy nie słuchający, zawsze o odmiennym zdaniu niż moje, zawsze zazdrosny ( w niektórych przypadkach aż za bardzo), lubiący zupełnie inne formy spędzania czasu (jego ulubioną jest łóżko, ale tu przymknę na to oko bo te formy a właściwie figury są uuu ...gorąco mi ) . Wróćmy do jego wad, hmm zawsze się spóźnia i nie lubi chodzić ze mną na zakupy. Nie mogę pojąć dlaczego chodzenie ze mną po sklepach stanowi dla niego aż taką torturę. Przecież kiedy już tam jesteśmy może wreszcie usiąść i odpocząć. To ja mam problem i wtedy to ja przeżywam katusze, aby wcisnąć się w kieckę, która dosłownie prosi mnie, aby ją przymierzyć. Dla niego problemem jest czekanie na mnie, a moim przechytrzenie go i szukanie sposobu aby nie znalazł ceny kolejnego ubrania, lub pary butów. Ja dopiero mam problem ! I po co to robię, dla kogo hmm? No oczywiście, że dla niego. Robię to, aby za każdym razem gdy ciągnę go do innego sklepu widzieć jego zaskoczoną minę. To wprost niewiarygodne, że za każdym razem jest zaskoczony moim wyglądem, wciąga głośno powietrze i zakłada nogę na nogę, co próbujesz ukryć mężu, podnieciłeś się tak ? I oto w tym chodzi. Nie po to zabieram cię ze sobą, abyś spojrzał przelotnie na mnie i ze znudzoną miną wyraził swoje zdanie. Oprócz tego, że nosisz moje torby z zakupami, masz chłonąć i zachwycać się moim widokiem za każdym razem tak ja to robię w twoim przypadku. Staram się dla niego, bo choć zapewnia mnie że jestem jego jedyną to przecież wszystko może się zmienić. Jedna sprzeczka zmienia się w awanturę, potem on nie wraca na noc , a za miesiąc dowiaduje się że ma inną. Kręce przecząco głową, nie chcę , oboje nie chcemy do tego doprowadzić. Więc moje serce przyspiesza, oczy błyszczą a usta same lekko wyginają się w uśmiechu bo On patrzy na mnie , na Mnie ! a ja jestem niesamowicie szczęśliwa. Zapominam w tym momencie o jego wadach, bo podchodzi do mnie z gracją i pewnością siebie, wie że nie wykonam żadnego ruchu. Jak zwykle zachwycam się jego umięśnionym ciałem, które ćwiczy na siłowni dwa razy w tygodniu. Dobrze, że są efekty tego jego chodzenia na siłownię, mam o co się oprzeć i co nocą podziwiać a wierzcie mi jest co. Naturalnie myślę o jego dobrze wyrobionych ramionach, silnych i mocnych. Wiem bo przekonuje się o tym za każdym razem kiedy niesie mnie do sypialni. Ma też super płaski i wyrzeźbiony brzuch, który wprost uwielbiam obmacywać. Nie tylko brzuch obmacuje, pojęcia nie mam dlaczego on tak świetnie wygląda w jeansach. Oczywiście, że wiem, jego tyłek jest stworzony do obmacywania także podziękujmy Panu za siłownie no i za to, że w ogóle mój drogi do niej chodzi. Stoimy milcząc. Atmosfera jest tak naładowana erotyzmem, że mam wrażenie że zaraz rzucę się na własnego męża w sklepie , wepchnę go do kabiny ( no dobra to będzie trudne bo przy jego metr osiemdziesięciu pięć a moim metr siedemdziesiąt jest spora różnica) . Wpatrujemy się w nasze odbicia w lustrze, widzę nasze ciche uśmiechy i nagle przesuwając swój wzrok po lawendowej sukience zauważam małą fałdkę na brzuchu. Czy mi się wydaje czy pod innym kątem materiał drogiej sukienki sprawia, że moja fałdka jest bardziej widoczna. Jezu, spalę się ze wstydu przed własnym mężem. Jestem tak pociągająca jak alergik w porze wiosennej, o matko a było tak wspaniale. Już to sobie nawet wyobraziłam, nasz cudowny seks w kabinie przymierzalni a tu uroczy moment popsuła... nie nie będę patrzeć na swój brzuch. Automatycznie zakrywam go rękoma, co wywołuje drobną konsternację u mojego męża. W przeciwieństwie do mnie on jest perfekcyjny no nie wliczając charakteru, ale to odmienna kwestia. W tej chwili myślę sobie a idź w diabły z tym swoim idealnym ciałem. On Zauważa, że coś nie gra, przecież jego żona nigdy tak się nie zachowuje. A może spróbuj przez jeden cholerny dzień być kobietą z fałdką tłuszczu to zobaczysz jakie myśli mogą przyjść ci do głowy. Mówię sama do siebie, ale moje spostrzeżenie rozmiesza mnie, bo wyobrażam sobie mojego kochanego męża robiącego makijaż. Głośno zaczynam się śmiać, kobiety będące w sklepie spoglądają na męża a ten robi minę równie zadowolonego co ja, choć nie ma pojęcia co wywołało u mnie tak niespodziewaną reakcje.
-Co Cię tak rozśmieszyło? Przez chwilę myślałem że coś Ci jest, może to przez tą sukienkę, być może nie pasuje Ci. - Że co proszę, nie pasuje mi? Czy on chce powiedzieć, że jest dla mnie za ciasna? Ja mu dam za ciasna.
-Chcesz mi powiedzieć, że jest dla mnie za ciasna? To chciałeś powiedzieć. Starałam się, robiłam to wszystko dla Ciebie a ty...ty jesteś potworem. -Ignorując go odwracam się w stronę lustra chcąc odpiąć suwak. Moje starania zostają przerwane przez męża, który zasłania mnie swoim ciałem i wręcz za mocno popycha mnie w stronę mojej kabiny w której pozostawione mam moje prywatne ubrania. Moja złość na niego ani na chwile nie ustępuje, dalej walczę z suwakiem, który akurat teraz zaciął się. Mój mąż widząc moje marne trzeba przyznać starania staje za mną.
-Nie wierć się.
-Nie odzywam się do Ciebie zdrajco. -Słyszę jego głęboki śmiech aż ściska mnie w żołądku. Nie, nie pocałuje go nadal jestem zła. A na dodatek jego dłoń wcale się tak nie spieszy, aby odpiąć ten pieprzony suwak. Dotyka ustami mojej skóry robiąc sobie tym samym szlak. Całuje moje ucho a potem szyję równocześnie przesuwając zamek.
-Skarbie co ja takiego znów powiedziałem, co to nowy szampon hmm pięknie pachnie. -Bierze głęboki wdech i zaciąga się chowając twarz w moich włosach. Jest przyjemnie, ale ...
-Nie wiesz o co się wściekam? Zobacz. -Pokazuje mu coś na kształt małej fałdki tłuszczu, kiedy sukienka opada na ziemię. Przygląda mi się po czym wybucha śmiechem. Jak ośmiela się śmiać, przecież to jest dla mnie przykre a on się z tego śmieje? Miarka się przebrała, zamierzam przebrać się i wyjść a on niech robi co chce, ja z nim iść ramię w ramię nie zamierzam.
-A ty dokąd kochana złośnico. - Mówi i obejmuje mnie w pasie. -Chyba nie uważasz, że wyśmiewam Ciebie i twój "wyimaginowany" problem? Patrzysz na mnie tak morderczym wzrokiem, że muszę się jakoś bronić. Posłuchaj, zacząłem się śmiać bo głupszej rzeczy z twoich ust nie słyszałem w życiu. Kiedy do Ciebie dotrze, że kocham cię za to jaka jesteś a nie za to jaka ty chcesz być dla mnie. Wiesz, że dla mnie jesteś zawsze pociągająca w każdym stroju.
-Nawet wtedy kiedy mam na sobie tę piżamę z misiem ?
-Szczególnie wtedy, kocham cię za to że jesteś prawdziwa. Nie zmieniaj się dla mnie, bo dla mnie jesteś idealna. Pamiętasz kiedy miałaś grypę?
-Grypę pamiętam, ale co ona ma wspólnego z moim ciałem?
-Kiedy przechodziłaś grypę, chodziłaś po domu z czerwonym nosem i rozczochranymi włosami. Nawet wtedy widziałem tą piękną kobietę, która została moją żoną.
-Wyglądałam okropnie.
-Wyglądałaś pięknie, nigdy przenigdy nie mów o mnie że jestem potworem. Kocham Cie i szanuje ciągle powtarzając Ci, że piękno bierze się stąd. -Wskazuje na serce i głowę.
-I co podbudowałem trochę twoją pewność siebie?
-Tak jak zwykle. -Odburkuje i przytulam się do niego całując delikatnie. On zdejmuje swoją marynarkę i nakrywa mnie nią. A tak, zapomniałam dodać, że mój mąż jest "szefem" znaczy lekarzem. Ja mówię na niego szef, ponieważ wszyscy w pracy uważają go za złego i wymagającego szefa. Musi taki być, jak by inaczej zyskał ich szacunek.
Kiedy pomyślę o tym jaki jest, ile wad posiada wiem, że i ja nie jestem idealna a wspomniana przeze mnie sytuacja tylko to potwierdza. Posiada wady, i wiele bardzo wiele razy miałam ochotę go wykopać za drzwi. Miałam ochotę powiedzieć mu co o nim myślę.
Więc dlaczego tego wszystkiego nie zrobiłam? Dlaczego jestem tak zdecydowana i pewna jego osoby? Odpowiedź jest jasna jak słońce, które dzisiejszego poranka świeci aż zbyt mocno, wprowadzając tym samym mnie w dobry nastrój. Niestety kocham tego czasami zbyt kontrolującego moje życie człowieka, mówię niestety ponieważ nasza miłość się kiedyś zakończy, a najbardziej intrygującym faktem, który mnie porusza jest fakt, że nie mam pojęcia kiedy to nastąpi. Ktoś teraz, słuchając moich słów zaprzeczyłby i powiedział "No co ty za głupoty wygadujesz, przecież się kochacie". Przyznałabym tej osobie rację. Kochamy się, za cholerę nie wiem co on we mnie zobaczył. Pamiętam nasze przypadkowe spotkanie i to, że moja ręka wylądowała na jego policzku. Pamiętam jego zimne a zarazem i zaciekawione spojrzenie i ...nadal nie znam powodu dla którego stałam się dla niego kimś najważniejszym, najcenniejszym, kimś za kogo nawet wdał się w bójkę spędzając tym samym noc w areszcie. Był typem niegrzecznego chłopaka za którym oglądały się tabuny dziewczyn. Jeden jedyny raz miałam to szczęście, że spośród tego tłumu wypatrzył akurat mnie najbardziej niewierzącą w siebie i w swoje możliwości dziewczynę z małego miasta. Do tej pory stanowi to dla mnie zagadkę. Ja i On, w ogóle nie powinniśmy się ze sobą spotkać, rozmawiać a co dopiero być po ślubie 5 lat, nadal wypominając sobie swoje wady i nadal kochając się tak mocno, miłością tak piękną, że powinno to być zakazane.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: ZA CO CIĘ KOCHAM OPOWIADANIE

Rozdział 2
5 lat wcześniej
"Była tak inna"
NICK
Kumple postanowili zorganizować męski wypad. Wiadomym faktem jest, że trójka dwudziestokilkuletnich chłopaków może robić tylko 2 rzeczy na takim wypadzie : pić i podrywać dziewczyny. To śmieszne, że one w ogóle nie starają się grać niedostępnych. Uwieszają się człowiekowi na szyję a do kieszeni kurtki wkładają zapisany na kartce numer telefonu. No proszę jakie są przygotowane, praktycznie mógłbym stworzyć swoją małą listę adresową z tymi numerami. Jestem chyba porządnie rąbnięty, ponieważ te wszystkie nic nie znaczące dla mnie numery wyrzucam do kosza. Chłopaki pukają się po głowie a ja jestem zwyczajnie wtedy z siebie zadowolony. Uwielbiam patrzeć na ładne dziewczyny i ich kształty, ale one nie mają tego "czegoś", co przykuło by moją uwagę na dłużej. Zwykle kiedy wchodzimy do baru zastajemy ten sam widok. Pijane laski zauważają nas i zaczynają "polowanie". Swymi mini kuszą nas, obserwując bez jakiegokolwiek wstydu. Ich oczy mówią jedno : Weź mnie. Zapraszają do tańca, ocierają się swoim ciałem skłamałbym jeżeli powiedziałbym że mnie to nie rusza. W końcu ładna dziewczyna tańczy ze mną i ma ochotę tylko na ostry seks. Pojęcia nie ma jaką idiotkę z siebie robi, nie będę z siebie robił dziwkarza, mam swój rozum. Mogę się dobrze bawić i bez tego. Nie mówię, że jestem święty bo to akurat byłoby przesadą i to grubą ale rozmyślając nad swoim życiem stwierdziłem, że nie mogę wiecznie uganiać się za pannami, które nie potrafią skleić porządnie dwóch zdań ze sobą. Mam czasem chwile kiedy poważnie zastanawiam się nad tym co zrobiłem i jakim jestem człowiekiem. Często myślę co zrobiłby mój starszy brat, jak by się zachował gdyby żył. Jego śmierć, utrata były czymś czego wydawało mi się, że nie przeżyje. Zawsze to on był tym rozsądnym. To do niego dzwonił dyrektor, kiedy trzeba było wezwać opiekuna i tylko on miał tyle odwagi, aby opierdolić mnie na oczach kolegów. Wtedy byłem gówniarzem, miałem 16 lat i wydawało mi się, że wszyscy mogą mi skoczyć, nie bałem się nikogo ani niczego no poza nim. W gabinecie dyrektora słyszałem ciężkie kroki a potem : W co on się do cholery wpakował tym razem?" Byłem przerażony, pamiętam że w tamtym pokoju nie musiałem udawać odważnego, wystarczy że jeden z nas swoją osobą przerażał. Od zawsze podziwiałem brata za spokój i cierpliwość. Zapewne te cechy przełożyły się na jego karierę; był prawnikiem i to dobrym. Nie wychwalam go bo był moim bratem i zawsze tak odkręcić sytuację, że wychodziłem bez kary. Teoretycznie wychodziłem bez niej, ale swoje przeżyłem kiedy szliśmy korytarzem a on wymieniał moje wszystkie grzechy. Pamiętam jaki zawstydzony szedłem tym korytarzem, głowa opuszczona w dół zupełnie jak nie ja. Moi przyjaciele nawet nie próbowali mnie bronić, bo wiedzieliśmy dobrze, że z moim bratem się nie zadziera. Otrzymywałem od niego za każdym razem kredyt zaufania i za każdym razem wszystko potrafiłem spieprzyć. Sam się sobie dziwie, jak on ze mną wytrzymał. Dopiero po jego śmierci zrozumiałem, że już nigdy mnie nie skrytykuje ani nie powie dobrego słowa, nie pójdę z nim na piwo. Nigdy już nie zobaczy, że dzięki jego wskazówkom i radom zaszedłem tak daleko, zmieniłem się wreszcie dorosłem. Mam plany, które tylko on mógł zrozumieć, teraz kiedy zostałem sam wierzę, że jest ze mną i nadal mną kieruje. Może przy odrobinie szczęścia nie wpadnę znów w dół, obawiam się że gdybym teraz zatracił się w bólu po nim, byłbym wrakiem człowieka. Ale życie toczy się dalej, ja nadal żyje i z pomocą przyjaciół uda mi się spełnić zamierzone cele. A jakie one są? Pragnę stać się lekarzem, ratować ludzi i żyć satysfakcją, że to właśnie ja tego dokonałem. Brata nie mogłem uratować, ale uratuje życia innym ludziom-obiecuje Ci to Ryan.
- Z kim gadasz Nick, przecież nikogo nie ma. - Chris podchodzi do mnie i klepie w ramię. Przyjaciel jakiego każdy chciałby mieć, pomocny, szczery i co ważne rozsądny.
-Obiecałem Ryanowi, że nie pozwolicie wpaść mi w dół . -Cicho mówię, trochę ze wstydem. On wzrusza ramionami w bezradnym geście.
-Chłopie, jasne że Ci pomożemy, ale wszystko zależy od Ciebie. Nie zastąpimy Rayana bo nikt go nie zastąpi. Pamiętasz kiedy Cię opierdalał za imprezę w domu, ale był syf. - Od razu się uśmiecham, o tak syf to łagodne określenie tego co tam zastał. Myślę do tej pory, że największy żal miał za tą roztrzaskaną plazmę, którą kupił. Jakie to cholerstwo było ogromne, w czwórkę nie mogliśmy tego wnieść do domu, w życiu nie widziałem tak ogromnego telewizora, który posiadał jeszcze zakrzywiony ekran. Nie licząc samochodu to właśnie plazma była jego oczkiem w głowie. Niby jak miałem zorganizować imprezę bez telewizora ? A poza tym miał wrócić dopiero za dwa dni, niestety mój wiecznie uporządkowany brat wrócił wcześniej i zastał plazmę w kawałkach. Ja nie rzuciłem piłką przez całą długość naszego salonu, byłem wtedy w sypialni i zajmowałem się naprawdę niezłą sztuką.
-Stary, ale wtedy spieprzaliśmy. Twój brat miał minę jak psychopata brakowało mu tylko piły mechanicznej. Kochał ten telewizor mocniej niż Ciebie.
-Odwal się. -Odpowiadam, patrzymy na siebie a chwilę później głośno zaczynamy się z tego śmiać. Chris zamawia dwa piwa i puszcza oko do barmanki, która wygląda jakby miała zemdleć. Ok, przyznaje się do brzydkich nie należymy, ale bez przesady wyglądamy i zachowujemy się jak zwykli faceci. Chris ma to do siebie, że w przeciągu 5 minut potrafi poderwać dziewczynę, wskażę palcem a ona jest jego. Ja stałem się wybredny, choć raz chciałbym spotkać kogoś kto poza fajnym tyłkiem miałby też trochę oleju w głowie. Ktoś klepie mnie znów w ramię, to Matt nasz kompan do picia jak o sobie mówi. Z naszej trójcy to on jest ten najzabawniejszy, stanowi obiekt naszych żartów. Matt jest takim człowiekiem, który sprawi, że zaczynasz wierzyć w siebie . Jest świetny jeżeli chodzi o rozmowę. Potrafił tak ze mną rozmawiać że z czasem mogłem na głos powiedzieć, że Ryan nie żyje. Nie jest ani cholernym psychologiem ani psychiatrą, ale przyjacielem, który najpierw Cię upije a potem wysłucha że świat i życie są popierdolone. Ludzie, którzy nie powinni umrzeć umarli za młodo a ja mam się wziąć w garść bo inaczej oprócz kaca będę miał obitą szczękę. To są prawdziwi przyjaciele. Nie potrzebuje 40 fałszywych, mi wystarczy ten zgrany duet.
-Skarbie dla mnie też jedno, uśmiechnij się do mnie ładnie. -Młoda barmanka zarumieniła się. -Dasz się namówić na drinka po pracy?
-Niestety nie mogę, muszę zająć się dzieckiem. - Słowo dziecko wywołało na naszych twarzach szok, przecież ona wyglądała na 18 lat no maksimum 19. Kiedy my wpatrujemy się w dziewczynę, ta zaczyna się śmiać.
-Żartowałam. Ale macie miny. -W jednej chwili wyciągnęła telefon i zrobiła zdjęcie.
-Muszę to pokazać koleżankom.
-A więc masz koleżanki równie ładne jak ty, lubisz żartować jesteś moim ideałem wiesz?
-Matt na Boga , ona ma 18 lat opanuj się. - Mój komentarz popiera Chris ruchem głowy, jeszcze by nam tego brakowało aby Matt na prawde został ojcem.
-Z wami nie rozmawiam, przeszkadzacie. To co słodka jak Ci na imię?
-Jestem Amy , mam 20 lat. - Zdziwiłem się bo dziewczyna nie wyglądała na 20 , była ładna.
-Witaj piękna Amy, ja jestem Matt a imion tamtej dwójki nie musisz znać.
-Ej, nie przesadzaj. Cześć jestem Chris a ten tutaj wiesz Pan porządny to Nick. -Amy uśmiechnęła się do mnie i podała dłoń. Polubiłem ją bo była naturalna. Wychyliła się zza blatu i szepnęła mi do ucha.
-Widzisz tego faceta w kącie, to mój tata . Już teraz rozumiesz dlaczego się Was nie obawiam. - Puściła moją dłoń i wróciła do wycierania kufli. Zadowolony oparłem się wygodniej o barowy stołek.
-Co Ci powiedziała? Ty oszuście, jestem biedny Nick chodźmy do baru napijemy się, pogadamy. -Matt zaczął mnie naśladować a ja puściłem oko do Amy. To co mi powiedziała zachowam dla siebie. Lepiej żebyśmy nie zdenerwowali jej ojca, bo skutki mogą być bolesne. Jasna cholera , ale on wysoki i zbudowany, nie wiem co łyka, ale niech tego łyka mniej.
-Amy powiedziała mi, że jesteś przystojny. -Wiedziałem, że mówiąc to teraz się dopiero zacznie. Matt nie odpuści.
-Przecież to już wiemy Nick, a ty Amy...jesteś jak...-Musiałem przerwać Mattowi tą jego nędzną próbę podrywu, bo z doświadczenia wiem że słuchać się tego nie da.
-Dobra Romeo daj jej spokój, idź kogoś innego pomęczyć.
-A weź spierdalaj z tymi zasadami. Mam rację Amy, przeszkadzam Ci ?
- Nie, nie przeszkadzasz to znaczy wasza trójka nie przeszkadza myślę, że jesteście fajnymi ludźmi.
-Widziałeś, lepiej sam idź coś złów.
-Do cholery czy ja wyglądam jak rybak? Mówiłem Ci już, że nie będę się bawił w jakieś głupie podchody.
-A może zakład? - Razem z Mattem odwróciliśmy się w stronę Chrisa, który dzisiejszego wieczoru był małomówny, co go gryzie?
-Jaki zakład, Ciebie też porąbało. Wydaje mi się że im więcej czasu z sobą przebywamy tym bardziej głupiejecie.
-Przymknij się i słuchaj. Zakładam się o 100 dolców, że nie pocałujesz dziś żadnej dziewczyny? - A uważałem go za mądrego człowieka. Rzeczywiście chyba na jakiś czas musimy dać sobie spokój ze spotkaniami.
-Chyba Cię pogrzało, skąd taki pomysł? Myślisz, że zgodzę się na niego ?
-Przestań, jesteś tak sztywny jak kij od szczotki człowieku żyj . Jeżeli teraz nie będziesz czerpał z życia pełnymi garściami to kiedy? W wieku 80 lat twoją jedyną rozrywką będzie wciąganie rumianku nosem.
-Jakiego rumianku pojebało Cię, Matt coś ty mu dał? -Robię skwaszoną minę w kierunku przyjaciela, który histerycznie się śmieje, za nim robi to Chris , nawet Amy się uśmiechnęła. Gdybym zauważył dziewczynę godną mojej uwagi zgodziłbym się, ale jak na razie nikogo tu nie ma oprócz najaranych i podnieconych małolat.
-Ja wychodzę, nie chce mi się z wami siedzieć świry. -Podnoszę się ze stołka a za raz za mną moi przyjaciele wykonują ten sam ruch.
-A wy dokąd, idę sam. Na dziś mam dość waszego towarzystwa.
-Pewnie idzie po rumianek. -Słyszę cichy głos Matta kierowany do Chrisa.
-Jesteście zdrowo rąbnięci wiecie, ale uwielbiam was za to. -Mówię otwarcie do przyjaciół a Ci nic nie odpowiadają .
-Wiecie co ja zostanę z Amy, coś czuję że wytworzyła się pomiędzy nami więź, ty też to czujesz prawda Amy? -Spoglądam na dziewczynę i w duchu śmieję się z tego, że mój przyjaciel Matt jedyne co jutro może poczuć to kij bilardowy, który jej ojciec trzyma w dłoni.
-Nie czuję jak na razie więzi, ale z chęcią z tobą porozmawiam. -Barmanka spogląda w ciemny kąt baru, gdzie stoi jej "tatuś".
-Widzisz gburze, no idźcie już bo przeszkadzacie.
Pożegnawszy się z Amy, która naprawde była miła wychodzimy z zatłoczonego dziś baru. Nie ma co się dziwić w piątkowy wieczór ludzie chcą jakoś odreagować stresy przeżyte w tygodniu i nieważne czy są spowodowane pracą czy ogólnie życiem. Czasem po prostu trzeba odreagować.
-To co Chris jakie plany? -Pytam przyjaciela, który jest dziwnie zmieszany.
-Nie pogniewasz się jeżeli dzisiaj spasuje, poznałem fajną dziewczynę i teraz ona chce się spotkać.
-Ty cwany lisie, mnie próbowałeś wcisnąć w zakład a sam idziesz na randkę? Dlaczego się nie pochwaliłeś?
-Nie wiem czy coś z tego będzie.
-No leć już.
-Dzięki stary wynagrodzę Ci to.
-Dobra, dobra idź już. -Usłyszałem na odchodnym, że jestem zajebistym kumplem i z wesołą miną szedłem przed siebie. Cieszę się, że mam takich wspaniałych kumpli, co ja bym bez nich zrobił. Pewnie musiałbym poważnie zastanowić się nad kupnem rumianku. Zaczynam ponownie się śmiać, ale kiedy idę przed siebie zauważam anioła. Nie takiego anioła ze skrzydłami czy co on tam ma, ale dziewczynę która jest jego uosobieniem. Siedzi na ławce w parku i czyta książkę. Która inna dziewczyna czytałaby książkę w piątkowy wieczór? Chce przyjrzeć się jej z bliska, więc siadam na ławce na przeciwko niej. Zatracona w czytaniu nawet nie zwraca na mnie uwagi. Jest piękna. Chociaż nawet te słowo nie oddałoby tego o czym myślę. Więcej mi do głowy nie przychodzi, obserwuję jej długie włosy, które pod wpływem wiatru poruszają się. Chłonę widok jej ust, które uśmiechają się lekko w pewnych momentach, widzę, że rumieni się jakby natrafiła na jakiś pikantniejszy fragment czytanej przez siebie książce. Oceniam jej twarz, która zachwyca mnie z każdym moim spojrzeniem. Nie jest wymalowana jak te tam z baru, myślę nawet, że nie ma makijażu na twarzy.
-Przeklęte włosy. -Odzywa się, a jej głos jest jak ona czysty i piękny. Kiedy przypadkowo książka upada, chcę jej pomóc podnieść ją i wtedy dopiero zauważam jak przestraszonym wzrokiem mnie przeszyła.
-Proszę zostaw mnie.
-Przecież nic nie chciałem Ci zrobić.
-Nie? To dlaczego obserwowałeś mnie jak szalony morderca, ostrzegam umiem się bronić. -Staje ze mną twarzą w twarz, jaka ona zabawna. Przy moim wzroście mógłbym spokojnie przerzucić ją sobie przez ramię.
-Nie jestem mordercą, ale fakt spodobałaś mi się. Gdybyśmy się znali mógłbym nawet pokusić się oto, żeby cię pocałować.
-Ale na moje szczęście nie znamy się, także żegnam...-Moja tajemnicza dziewczyna, idzie do przodu a ja nie mogę pozwolić jej tak odejść. Jeżeli to ma być nasze pierwsze i ostatnie spotkanie to chce je zapamiętać. Podbiegam do dziewczyny i od razu automatycznie zostaje uderzony książką.
-Mówiłam, że masz się nie zbliżać. Umiem się bronić.
-A ja całować, więc się uzupełniamy. -Nie dając jej szans, aby zareagowała chwytam ją i całuje. Początkowo opiera się, ale po chwili pozwala mi na więcej. Tak mi się zdawało przez chwilę, bo dziewczyna odsuwa się ode mnie i z siłą boksera uderza w twarz. Jestem zaskoczony i totalnie nią zauroczony...

3 Ostatnio edytowany przez zaczytana2206 (2014-11-02 23:13:43)

Odp: ZA CO CIĘ KOCHAM OPOWIADANIE

Rozdział 3

CAROLINE
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym jak wyglądałoby wasze życie, gdybyście nie spotkali tej "wyjątkowej" osoby? Osobiście nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Po prostu od najmłodszych lat byłam przekonana, że coś takiego jak miłość nie istnieje. Wiele razy obserwowałam sceny, w których rodzice zachowywali się wobec siebie jak para nieznanych sobie osób. Jak do diabła miałam wierzyć w jakiekolwiek uczucia, skoro mój ojciec ...mój ojciec stosował przemoc psychiczną. Zapytacie pewnie co to takiego? A ja wam odpowiem, że przemoc psychiczna to nic innego jak mobbing, tylko że ja nie padłam jego ofiarą tylko mama. Ojciec bez powodu potrafił krzyczeć na nią godzinami, obrzucając podłymi i bezwzględnymi wyzwiskami, miałam ochotę zacząć krzyczeć głośno, aby przerwać jego tyradę. Nie zrobiłam nic z bardzo prostego powodu-byłam zbyt przerażona. Do tej pory pamiętam twarz ojca, któremu satysfakcje sprawiało upodlenie mamy i zrobienie z niej kłębka nerwów. Pamiętam, że była piękna. Długie bujne czarne włosy, jasna cera i twarz. Jej piękno zostało przyćmione przez spuchnięte od płaczu i zapadnięte od nieprzespanych nocy oczy . W nocy, kiedy on spał, płakała modląc się o to abym nigdy nie spotkała takiej osoby jak on. Nie od razu mój ojciec zmienił się w takiego potwora, stało się to w momencie kiedy żona znudziła mu się już i jedyne co go przy niej trzymało to to, że nie chciał wywołać plotek odchodząc od niej. Moja mama podjęła dla siebie słuszną decyzję odeszła, choć kochała go zawsze. Kiedy znalazłam ją w łazience z podciętymi żyłami miałam 18 lat. Straciłam mamę, moją kochaną przyjaciół?ę, która była od zawsze moją inspiracją, autorytetem kimś kto pomimo upokorzenia ze strony ojca potrafił uśmiechnąć się. Ona myślała, że nie rozumiem, ale ja jak na swój wiek byłam bardzo mądrym człowiekiem, które mało mówiło ale za to było dobrym obserwatorem. Wiele razy to ja byłam tą dorosłą, która pocieszała mamę po kolejnym ataku ze strony ojca. Ona tylko przytuliła mnie i powiedziała, że poradzę sobie z wszystkim, wtedy jeszcze nie wiedziałam, że nie będę więcej miała okazji aby powiedzieć jej jak bardzo ją kocham.
No i proszę teraz mam 23 lata i twardo stąpam po ziemi. Od pogrzebu mamy nie widziałam ojca, zniknął. Jedyne co po nim pozostało to długi, które prawie spłaciłam. Jestem cichą i zamkniętą w sobie osobą, która naprawdę boi się do kogoś zbliżyć. Moi znajomi nigdy nie potrafili zrozumieć dlaczego nie mogą mnie odwiedzić. Może gdyby poznali prawdę, mojego ojca wszystko ułożyłoby się inaczej. Być może ktoś przemówił by mamie, aby odeszła od niego, zaczęła wszystko od nowa. Przecież nie zostałaby sama miałaby mnie swoją mądrą córkę jak o mnie zawsze mówiła. Uśmiecham się w tym momencie bo przypominam sobie rzadko u niej spotykany uśmiech, którym obdarzała nielicznych. Kiedy się uśmiechała moje serce pękało, nikt oprócz mnie nie wiedział jaką ta kobieta toczyła walkę każdego dnia. O mnie mówiła ta mądra a sama nigdy nie zachowała się mądrze, nie podjęła walki poddała się władzy ojca. Moje przekonania zdały się na nic. Kiedyś w gniewie ojciec powiedział, że prędzej wolałby żeby umarła, nie musiałby na nią patrzeć. Jego zdanie się wykonało, już na nią nie spojrzał ani razu. Jej zapach był wszędzie, na ubraniach, w pomieszczeniach w których przebywała a przedmioty według mnie do wyrzucenia a dla niej skarby sprawiały, że zaczynałam płakać. Samotna, opuszczona nie wiedziałam co ze sobą zrobić i jak dalej żyć. Ona od zawsze pragnęła dla mnie lepszego życia, chciała żebym znalazła kogoś kto pokocha mnie nie za zalety, lecz za wady. Obiecałam jej, że zawsze będę twardo stąpać po ziemi, że jeżeli się w życiu potknę znajdę jakoś siłę aby dać radę ruszyć dalej do przodu. Obietnice obietnicami czasami składamy je pochopnie, bez zastanowienia w drodze nagromadzonych emocji a później nie potrafimy się z nich wywiązać. Jednak ja od zawsze kierowałam się zasadami, i dzięki nim żyję. To co sobie założyłam musiało być zrealizowane bo wiem, że gdyby mama żyła zawiodła by się na mnie. Zawiodła się na mężczyźnie, któremu przyrzekała miłość, wierność-ona swojej umowy dotrzymała. Brakuje mi jej każdego dnia, każdego dnia budzę się i spoglądam na jej zdjęcie. Jest na nim wesoła, radosna pełna życia, przytula mnie jak najcenniejszą rzecz, której nie chce stracić. To moja motywacja, moja mama nią jest.
Mieszkam sama w tym pięknym domu, nie narzekam już na swój los. Podniosłam się i staram żyć najlepiej jak potrafię, popełniając błędy uczę się na nich. Studiuje ekonomie, bo chce w przyszłości założyć własną firmę, nie mam jak na razie konkretnych planów co do niej to jedynie pomysł a czy go w ogóle zorganizuje to tylko będzie zależało ode mnie. Pracuję w księgarni, tak wiem to nudna praca, ale dla osób które cenią ciszę to praca marzeń. Uwierzcie mi na słowo, po latach wychowywania się w domu gdzie słyszało się awantury wywoływane przez pijanego ojca mam wielkie szczęście, że pracuje właśnie tam. Kocham książki i to, że swoją wiedzą mogę podzielić się z innymi. Jak widzicie prowadzę nudne życie, nudne jednak jak bardzo szczęśliwe. No może nie do końca, do prawdziwego szczęścia brakuje mi faceta, który nie okaże się drugim ojcem. Ale spójrzmy prawdzie w oczy, kto się zainteresuje dziewczyną, która jedyne co ma do zaoferowania to książki. Czy jestem ładna? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ mój tato wiedział jak obniżyć moją wartość siebie do zera, czyniąc mnie tym samym nic nie znaczącą osobą w swoich oczach. Nie nazwie się ładną, bo za taką się nigdy nie uważałam, moi koledzy co prawda mówili, że wyglądam jak kopia mamy, ale nie wierzyłam im, ona była wyjątkowa pod każdym względem. Rzadko wspominali o niej bo wiedzieli jak głębokie relacje mnie z nią łączyły i że każde słowo więcej powodowało ból. Teraz jest dobrze, już się z tym pogodziłam. Pomijając kwestię mojego wyglądu, mogę jeszcze dodać, że nie wstydzę się tego, że jestem inteligentna to nigdy nie był powód do wstydu lecz powód do dumy. Uczyłam się sporo bo wiedziałam, że w przyszłości przyniesie mi to efekt. To śmieszne, ale będąc nastolatką nie interesowały mnie imprezy lecz nauka. Jestem dziwna prawda? Która normalna dziewczyna nie wyszłaby z domu w weekend, aby zabawić się. No właśnie ja jestem taką nienormalną dziewczyną. Kiedy oni czyli znajomi wychodzili ja też wychodziłam, ale na nocną zmianę do baru aby zarobić na siebie i na długi po ojcu. Jak widać nie każdy ma życie jak z książki kochani, niekiedy trzeba być zdanym na siebie i nie można powiedzieć nie, trzeba pracować. Tak wygląda praktycznie moje od śmierci mamy do chwili obecnej. Pracuje, studiuje, pracuje , zajmuje się domem i tak w kółko. To mój grafik a na imprezy nie chodzę, bo to nie mój klimat a po drugie jestem zbyt zmęczona aby to robić. W kuchni gotuje obiad i w międzyczasie uczę się do egzaminów, w pracy powtarzam notatki, takie prowadzę fajne życie. Samotna, zapracowana, nie wierząca w siebie, nudna osoba bez chłopaka oto ja. Pewnie powiedzie dlaczego nie przełamiesz się i sama nie wyjdziesz do ludzi, być może spotkasz kogoś w najmniej niespodziewanym momencie? Naprawdę mam w to ślepo wierzyć, że za rogiem czeka ten jedyny? Chłopak moich marzeń i tak dalej ? Proszę was to nie jest romans, to życie, cholernie ciężkie życie, które nie napawa mnie optymizmem ale brnę przez nie bo muszę. Przez to rozmyślanie mam ochotę odetchnąć. Biorę książkę, która de facto jest romansem i wychodzę z domu. Piątkowy wieczór a ja z książką idę do pobliskiego parku, chcę na chwilę zagłuszyć bolesne myśli i zapomnieć. Jak mówiłam jestem stuknięta. Kiedy przychodzę do parku nie ma nikogo, wiadomo piątkowy wieczór, zero przystojniaków na horyzoncie tylko samotne jak ja drzewa, które wieczorną porą odstraszają wyglądem. Nie boje się, no dobra kłamię trochę się boję, ale lubię tu przychodzić i czytać. Jeszcze jeden punkt świadczący o tym, że coś ze mną nie tak. Siadam na ławce, ale kiedy to robię jeszcze raz rozglądam się czy jestem sama. Nikogo nie widzę, więc zaczynam czytać, treść jest tak ciekawa, że przy niektórych momentach aż cieszę się, że nikt nie widzi moich zarumienionych policzków i przyspieszonego oddechu. Jeżeli ja będąc jeszcze dziewicą, miałabym przeżyć taką historię i poznać takiego faceta jak w tej książce to chyba dwa razy zastanowiłabym się nad wybraniem książki. Ona jest po prostu dla mnie lekkim szokiem, nie miałam pojęcia, że uprawiać seks można aż na tyle sposobów. Wiatr, który zawiał sprawił, że moje włosy zasłoniły twarz a książka wypadła z rąk i spadła wprost pod ławkę. Kiedy sięgam po nią przeklinając włosy, ktoś podchodzi i nachyla się, aby pomóc mi podnieść książkę. Spoglądam na niego i zamieram przerażona, ten chłopak ma tak niebezpieczne spojrzenie, że mam ochotę uciec z krzykiem. Patrzy na mnie jak na swoją kolejną zdobycz.
- Proszę zostaw mnie. -Mówię przestraszonym głosem i rozglądam się aby kogoś poprosić o pomoc.
-Przecież nic nie chciałem Ci zrobić.
-Nie? To dlaczego obserwowałeś mnie jak szalony morderca, ostrzegam umiem się bronić. -Staję z nim twarzą w twarz, kiedy trzeba potrafię być odważna. Nie dam się zastraszyć. Uśmiecham się w duchu za to, że książka którą zabrałam jest na tyle gruba, aby nauczyć tego ...kogoś, że nie może ze mną zadzierać.
-Nie jestem mordercą, ale fakt spodobałaś mi się. Gdybyśmy się znali mógłbym nawet pokusić się oto, żeby cię pocałować.- Ale sobie wymyślił, co on sobie wyobraża, że skoro jest przystojny to co, zabierze mnie do łóżka i co dalej. Oj, już ty wiesz co. Odzywa się głos w mojej głowie, a oczy obserwują nieznajomego, który muszę przyznać jest przystojny. Ciekawe ile ma lat? Wygląda na studenta, ale o czym ja myślę przecież właśnie rozmawiam z potencjalnym mordercą lub gwałcicielem. Moment, no przecież gdyby nim był już dawno zrobiłby mi krzywdę, przy jego wzroście nie pisnęłabym nawet słowa, nikt by nie usłyszał. Muszę uciec od niego jak najszybciej.
-Ale na moje szczęście nie znamy się, także żegnam...-Idę szybkim krokiem do domu, nie oglądam się po prostu idę. Nagle chłopak znów podbiega do mnie i chwyta za ramię.-Teraz na serio jestem przerażona, a co jeżeli faktycznie chce mi coś zrobić? Nieznajomy obejmuje mnie tak, że nie mogę się wydostać. Z bliska widzę jego oczy, które śmieją się, zaraz nie będzie ci do śmiechu.
-Mówiłam, że masz się nie zbliżać. Umiem się bronić.
-A ja całować, więc się uzupełniamy. - Patrzy na mnie, na moje usta po czym całuje mnie, nie wiem jak zareagować, więc odsuwam się policzkuje go na tyle mocno na ile potrafię i uderzam mocno tego pewnego siebie dupka książką.
Chyba nie powiecie mi teraz, że ten pewny siebie dupek jest moim jedynym, takim na całe życie ?

4

Odp: ZA CO CIĘ KOCHAM OPOWIADANIE

Rozdział 4
CAROLINE
Nieznajomy chłopak nic nie robi sobie z tego, że właśnie w tym momencie mam ochotę uderzyć go ponownie książką. Stoi, przygląda mi się z jawnym zaciekawieniem, jaka część mnie wierzy, że nie zrobiłby mi nic złego. Jego pewny siebie uśmiech działa mi na nerwy, w ogóle on sam denerwuje mnie tą dumą i pewnością, wydaje mu się że wystarczy że się do mnie uśmiechnie a ja padnę na kolana. No dobra to zabrzmiało trochę dwuznacznie. Ale wystarczy na niego spojrzeć, żeby pomyśleć o tym, że pewnie nie jedna dziewczyna dała nabrać się na tę minkę przystojniaka. Swoją drogą to dziwne, że taki chłopak o tej porze uśmiecha się właśnie do mnie, zwykłej dziewczyny od której oberwał książką. Mimowolnie uśmiecham się, bo jego zaskoczona mina świadczyła o tym, że pierwszy raz został potraktowany w ten sposób. Spoglądam na niego on na mnie, czekam aż pierwszy spuści wzrok niestety robię to pierwsza, moja pewność siebie zawiodła mnie a właściwie udawana pewność siebie. Nie wiem jak się zachować co zrobić, ponieważ pierwszy raz spotykam się z sytuacją, że to nie ja obserwuje kogoś a ktoś inny to robi. To miłe uczucie, ale jestem realistką on widzi tylko wygląd nie zna mnie, nie wie jaka jestem. Nie zdaje sobie sprawy, że ma do czynienia z nędznym przypadkiem osoby, ktora nie wierzy w siebie a w dodatku niesie na plecach ciężki bagaż doświadczeń. Jak mówiłam jestem realistką. Może poprostu odejdę, może to dobry pomysł. Ruszam do przodu, już wystarczy mi powietrza dotleniłam się zupełnie dzisiejszego wieczoru.
-Zaczekaj być może widzimy się pierwszy i ostatni raz mógłbym chociaż wiedzieć jak Ci na imię, dziewczyno z parku? -Zatrzymuję się na chwilę i odwracam się, targają mną wątpliwości czy powinnam z nim rozmawiać, albo poprostu się boję? Strach zwycięża, bez słowa kieruje się w stronę domu. On jednak jest nie poddaje się, dogania mnie i zmusza bym się zatrzymała. Przy świetle ulicznej lampy dostrzegam jak wysoki jest. Dostrzegam też markowe ubrania, widzicie mówiłam przystojny laluś nie mój typ. Jestem już pewna że nie mielibyśmy o czym z sobą rozmawiać z grzeczności jednak spokojnie obserwuję go i czekam co też ciekawego mi powie.
-Dlaczego odchodzisz, przepraszam za tą sytuację ale za pocałunek Cię nie przeproszę bo był wart oberwania książką. A tak przy okazji o czym jest bo cudownie się rumieniłaś, może erotyk ? -Co mam mu szybko odpowiedzieć, jeżeli powiem że tak to uzna mnie za jakąś nienasyconą dziewczynę.
-Oczywiście, że nie jest to erotyk za kogo mnie masz a tak przy okazji to chcę pójść do domu, przepraszam. -Jestem zdenerwowana chce jak najszybciej wreszcie dotrzeć do domu.
-Hmm...czyli miałem rację, wiesz jesteś zbyt słodka żeby czytać coś takiego a może chcesz poprawić swoje życie seksualne. Twój chłopak to prawdziwy szczęściarz.
-Jakie życie? Nie mam chłopaka. -Jezu, dlaczego się przed nim tłumaczę.
-Widzisz dziewczyno z parku już coś o tobie wiem. Jesteś ładna, nie masz chłopaka i lubisz czytać zdradzisz mi swoje imię?
-Numer telefonu, adres też mam podać? Oszalałeś nie znam cię i nie chce z tobą rozmawiać, zostaw mnie w spokoju. -Na poważnie zaczynam martwić się o swoje życie. To strasznie podejrzane, że przyszedł akurat dzisiaj, akurat do tego parku i akurat rozmawia właśnie ze mną. Życiowe doświadczenia nauczyły mnie żeby nie ufać ludziom tak jest i w tym przypadku. Nieważne że uśmiecha się do mnie ciepło, jest natrętny a takim osobom nigdy nie należy ufać.
-Wystarczy mi twoje imie. Nie musisz się mnie obawiać, jestem poprostu zainteresowany Tobą.
-Czy przypadkiem psychopaci nie wypowiadają się tak samo o swoich ofiarach? Zaczyna sie od niewinnego spotkania w parku, potem ja ci mówię swoje imię ty oczywiście nie podajesz swojego. Próbujesz tak mną manipolwać, abym powiedziała ci o sobie jak najwięcej, ja głupia niczego nie świadoma daje się na to nabrac, ulegam presji przystojnego chłopaka i ...resztę sobie dopowiedz. -Kończę wypowiedź i obrzucam go spojrzeniem typu : Musisz przyznać mi rację. On ponownie zaczyna się śmiać, nie rozumiem co takiego śmiesznego powiedziałam.
-Jesteś, jesteś niesamowita. Jeszcze nigdy nikt nie oskarżył mnie o bycie mordercą. Żeby ci udowodnić że nim nie jestem proszę, witaj dziewczyno z parku jestem Nick i bardzo miło mi cię poznać. -Zaskoczył mnie, nie myślałam że po tym moim wybuchu będzie jeszcze chciał ze mną rozmawiać.
-Słuchaj być może jesteś miły, nie znam Cię. Miałam męczący dzień chciałam odpocząć, ale nawet tutaj nie mogę. Jeżeli powiem Ci, że mam na imię Caroline to dasz mi spokój.
-Witaj Caroline jestem Nick, miło Cię poznać. -Wyciąga dłoń na przywitanie.
-Przecież już mi się przedstawiłeś, po co robisz to ponownie?
-Robię to ponownie ponieważ wiem już jakie ładne imię posiadasz dziewczyno z parku. Robię to również dlatego, żeby przedłużyć naszą rozmowę. Jesteś interesującą osobą, nie chcę tak łatwo się poddać. To co Caroline porozmawiamy chwilę, obiecuję że drugi raz Cię nie pocałuję ale ty obiecaj mi, że już mnie nie będziesz bić tą grubą księgą. -Rozśmieszył mnie a rzadko się śmieję. Porozmawiałabym z nim, ale boję się siebie i moich reakcji no i jego troche też.
-Masz uroczy śmiech Caroline, to co dasz namówić się na chwilę rozmowy, wiem że jestem nachalny.
-Nachalny, natrętny, pewny siebie...-Zaczynam wymieniać określenia tego typa, ale on śmiejąc się przerywa mi.
-Dobrze już dobrze, nadal gniewasz się o ten pocałunek? Przyznaj podobało Ci się. -Tak podobało, było by dziwnę gdyby mi się nie podobało.
-Tak, gniewam się, który normalny chłopak całuje nieznajomą dziewczynę i nie nie podobało mi się. Musisz popracować nad pewnością siebie.
-Ja muszę ? przecież to ty siedzisz sama w parku w piątkowy wieczór a moglibyśmy na przykład wybrać się do tego baru , tam moglibyśmy porozmawiać.
-Nie i jeszcze raz nie, nie zamierzam iść z tobą do żadnego baru, pewnie upiłbyś mnie a potem wykorzystał. Tak to sobie zaplanowałeś co, nie doczekanie twoje. -Z wściekła miną spoglądam w jego oczy, chyba go rozgniewałam. Uśmiech zniknął z jego twarzy.
-Dlaczego jesteś tak nie ufna, ktoś Cię skrzywdził prawda? -Trafił w czuły punkt, tak ktoś skrzywdził mnie, ale on nie dowie się kto to byl pozatym to nie jego sprawa.
-To nie powinno Cię interesować, nie wiem czy było miło Cię spotkać Nick. Nie powiem do zobaczenia, bo i tak się nie spotkamy.
-Przepraszam Caroline nie powinienem o to pytać, dlaczego uciekasz, dlaczego chcesz mnie zbyć. Tak bardzo chciałbym się z Tobą spotkać.
-Nie powinniśmy się wogóle spotkać. Mówię smutnym głosem.
-Dlaczego nie, proszę Cię nie odchodź porozmawiajmy .
-Dobranoc Nick. -Kieruje się w stronę domu, jestem dziwnie przygnębiona. Chłopak podchodzi do mnie i odwraca mnie w swoją stronę. Patrzy na mnie również smutnym wzrokiem.
-Pamietaj Caroline jeżeli dwie osoby mają się spotkać to i tak prędzej czy później do tego dojdzie. Cieszę się, że dziś tu przyszedłem, nawet nie wiesz jak bardzo. -Przybliża się i całuje w policzek, odwraca się i bez słowa odchodzi. Ja robię to samo tylko, że ja udaję się w odwrotnym kierunku.

5

Odp: ZA CO CIĘ KOCHAM OPOWIADANIE

Rozdział 5
Caroline
Wróciłam do domu marząc o kąpieli i o tym bym mogła zasnąć. Niestety natłok myśli nie pozwoli mi na to, przypominając o sprawach którymi muszę się zająć. Taki już los dorosłego człowieka, praca, studia, obowiązki i On- chłopak, który teraz zaprząta mi głowę jakbym nie miała dość zmartwień. Nie wierzę w coś takiego jak przypadek czy przeznaczenie, pewne rzeczy dzieją się a mi pozostaje tylko to zaakceptować. Spotkałam go przypadkowo i ok po sprawie, przecież nie ma opcji żebyśmy spotkali się ponownie. Nie chcę się z nim spotkać, chce, nie chcę, cholera muszę wziąć tą kąpiel. Nie znam go i uważam za pewnego siebie dupka takie mam o nim zdanie i tak niech pozostanie. Chciałabym choć raz, aby to serce podejmowało decyzje a nie rozum. Nick , Nick ładne imię, pasuje do niego, stanowcze i natarczywe. Nie wiem czy przypisać to do jego zalet czy wad . No bo jeżeli tak usilnie starał się mnie zatrzymać, tam w parku oznaczać to może jego zainteresowanie. Serce podpowiada jesteś ładna i mądra to go przyciągnęło, ale zaraz odzywa się rozum, który wszystko analizuje i mówi, że przyciągnęłaś tak, ale tylko ciałem. Co mam myśleć, próbuje zaprzeczać i wysuwać poglądy na jego temat, przypominam sobie jego postać i to powoduje lekki uśmiech na twarzy, bo od śmierci mamy nikt tego nie robił. Nikt nie okazywał mi zainteresowania, ludzie moja dalsza rodzina powiedziała formułkę, o tym że wszystko będzie dobrze i że w każdym momencie mogę liczyć na ich pomoc. Wiecie co, nie pomógł mi nikt a pomocy potrzebowałam. Mając 18 lat straciłam matkę, ojciec przepadł a ja zostałam i miałam dać sobie radę, nie wiedziałam co mam robić. W życiu kierowałam się rozsądkiem i z tejże perspektywy musiałam wszystko pojmować. Rozsądek podpowiedział, że wstydem nie jest poprosić rodzinę o pomoc, tak też zrobiłam i to był błąd. Sucha rozmowa i zapewnienia na pogrzebie mamy były udawane, dowiedziałam się, że posądzali mamę o to, że nie wystarczająco starała się zatrzymać męża skoro ten zaraz po pogrzebie dał nogę i opuścił mnie. Co zrobilibyście na moim miejscu ? Ja, usłyszawszy to stwierdziłam, że dam sobie radę jak zawsze, pożegnałam się i wyszłam myśląc co dalej. Nie pozostało mi nic innego jak znaleźć pracę i stanąć na nogi, moja żałoba nie mogła trwać zbyt długo bo też życie musiało trwać dalej. Dzięki temu doświadczeniu wiem że poradzę sobie, skoro przeżyłam tyle to i drugie tyle problemów dam rade udźwignąć.
Wchodzę do łazienki i odkręcam kran pozwalając ciepłej wodzie wypełnić wannę, dolewam swojego ulubionego lawendowego płynu do kąpieli i wdycham zapach, uspokaja mnie. Pocieram zmęczony kark i rozpuszczam włosy, muszę przyznać, że takiego wieczoru się nie spodziewałam. Nie mam na myśli tego, że spędzam go sama, praktycznie dom to mój azyl, moja samotnia przepełniona pamiątkami po mamie i wspomnieniami dobrymi. Zdarzały się dni kiedy mogłam uśmiechać się cały dzień bo i ojcu dopisywał humor, niestety były to rzadko spotykane momenty, ale cieszyłam się z nich , naprawdę się cieszyłam a wiecie z czego? Patrzyłam na ojca, który nie krzyczał na mamę, nie potrząsał jej ramieniem jak ramieniem lalki, zdołał ją przytulić i powtarzać, że zmieni się, stanie się lepszym mężem i ojcem. Jako mała dziewczynka wierzyłam mu, naiwnie myślałam, że jednak nasze życie się zmieni ufałam mu bezgranicznie i kochałam bezgranicznie. Nigdy nie dowiedziałam się czy i on mnie kochał, kupował prezenty na urodziny i gwiazdkę, ale czy to była oznaka miłości? Po co się nad tym zastanawiać, to już przeszłość wejdę do wanny i na chwilę odpłynę myślami, gdzieś gdzie moje życie jest cholernie idealne. Pomyślę o tym, że pomyślnie skończyłam studia, mam własną małą firmę i kogoś kto mnie kocha. To jest mój plan na dziś ZAPOMNIEĆ O CHOLERNIE CIĘŻKIM ŻYCIU.
NICK
Wyglądam teraz jak idiota, ale mam to gdzieś. Uśmiecham się szeroko, ale mam to gdzieś ponieważ spotkałem niesamowitą dziewczynę, która przyłożyła mi książką i nazwała psychopatą. Rozumiem, że mogłem zachowywać się dziwnie, ale żeby od razu psychopata? Głośno zaczynam się śmiać czym zwracam uwagę pary, która wychodzi z baru do którego ja zamierzam znowu wejść. Ona jest niesamowita jeszcze nikogo takiego nie spotkałem, mądrala z niej, ale urocza. Jest urocza, zaskakująco piękna, co się ze mną dzieje przecież to zwykła dziewczyna. Problem w tym, że nie jest zwykłą dziewczyną, jest tajemnicza a jej charakter zaskoczył mnie. Piękna buntownicza dziewczyna z parku -Caroline. Jeszcze nie wiem jak, ale muszę się z nią spotkać choć ona pewnie nie. Znów uśmiech, o na pewno nie chce spotkać mnie po raz drugi, ale ja należę do osób zdecydowanych i jeżeli coś sobie postanowię to tak musi być. Przykro mi Caroline, ale ja z Ciebie nie zrezygnuje. Poniosę za to odpowiedzialność, nawet jeżeli miało to by oznaczać ponowne uderzenie książką przy której jej policzki nabrały cudownego koloru. W bardzo wesołym humorze postanowiłem zajrzeć do baru i sprawdzić co u Amy i mojego przyjaciela, znam go zbyt dobrze by wiedzieć, że okropny z niego podrywacz. Muszę jakoś pozbyć się tego uśmiechu z twarzy, ale jak mam to zrobić skoro wcale nie chce tego robić. Może akurat dzisiaj chce uśmiechać się do ludzi, których nie znam, może chce wchłonąć klimat dobrej atmosfery jaka tu panuje. Jest piątek, weekend i nie chce się smucić i raczej nie będę ponieważ pewna osoba o niskim wzroście za to odważnym charakterze wprowadziła mnie w stan dobrego humoru. Wzrokiem szukam przyjaciela, którego zauważam przy barze. Wzrok ma czujny jakby był zazdrosny o dziewczynę, którą co dopiero poznał. W sumie nie jestem zdziwiony, gdyby ktoś odważył się podejść do Caroline i dawać niestosowne propozycje od razu ruszył bym, aby jej pomóc i udowodnić, że ta dziewczyna jest nietykalna. Jest problem, ona nie jest Twoją własnością. Odzywa się głos w głosie, no tak racja, ale nie jest nią jeszcze, nie zamierzam zrezygnować z kogoś tak wyjątkowego. Podchodzę do kolegi, który świetnie się bawi, zapewne opowiada nie stworzone historie na swój temat, ale jak powiedziałem niczym się dzisiaj nie będę przejmował niech się bawi. Nasza nowo poznana koleżanka barmanka co chwilę zaczyna się śmiać, talent do bajerowania lasek to on ma bez dwóch zdań.
-Co słychać Romeo, Amy nie wierz mu, większa połowa z tego co on mówi to ściema. -Przysiadam się do niego i obserwuje bawiących się ludzi.
-A ty czego tu, nie możesz beze mnie wytrzymać przyznaj?
-Wiesz co Matt, ja bym tego tak nie ogłaszał jeszcze Amy nas usłyszy. No ładnie zagadujesz do niej a ja to co ? -Uśmiecham się i puszczam do dziewczyny oko. Ona także się uśmiecha, jest naturalna i miła, trudno jej nie polubić.
-Amy to nie tak, mnie i jego nic nie łączy, gada głupoty uwierz mi.
-Matt, no nie wiem on tak na Ciebie patrzy. Nie wiem co o tym myśleć. Jeżeli Nick jesteś zazdrosny to powiedz.. -Widzę, że Amy trudno jest zachować poważną twarz, nie uśmiecham się żeby niczego nie popsuć, na dodatek przysiadam się jeszcze bliżej przyjaciela i trącam go kolanem. Odskakuje ode mnie jak poparzony.
-Nick co Cię napadło, spierdalaj ode mnie i to w tej chwili. -Ktoś tu się nie zna na żartach, ale go przestraszyłem biedak patrzy na mnie jak na szaleńca a Amy w końcu nie wytrzymuje i wybucha śmiechem.
-Nick, znam cię od niedawna, ale muszę przyznać, że dobry z Ciebie aktor. Prawie się nabrałam, chyba że wy naprawdę ze sobą kręcicie, nie chciałabym czegoś popsuć pomiędzy wami.-Trzymają się mnie dziś żarty, więc kontynuuje to.
-Wiesz Amy, są ciekawsi ludzie niż Matt, nie kręci mnie jest mało męski.
-Odwal się pomyleńcu, po co przyszedłeś? Zazdrościsz, że taka laska rozmawia ze mną a nie z Tobą co? -Już chce mu powiedzieć o wydarzeniu z parku, ale powstrzymuje się. Może powiem im później to nie miejsce i czas.
-Stary, nie denerwuj się mam dziś dobry humor i tyle, a z Amy nabijaliśmy się z Ciebie. Strach cię obleciał co, uważaj być może ktoś tutaj w barze przez cały czas obserwował twój tyłek. No ja bym uważał ma ty Amy? -Zwracam się do dziewczyny, która ponownie zanosi się śmiechem, nie rozumiem tylko dlaczego Matt jest taki wściekły.
-Odpierdol się Nick, nie masz co robić zajmij się sobą.
-No dobra, dobra przestań przepraszam ok ?
-Przecież wiesz, że nigdy nie jestem na ciebie zły. Wybaczam.
-Chłopaki sorry, że przerywam, ale czy mogłabym zadzwonić do mojej przyjaciółki. Ma jutro urodziny a nie chce żadnego przyjęcia, wiecie ona jest tą w stylu poradzę sobie, ze wszystkim sama. -Barmanka myśląc o koleżance zamyśla się na chwilę . -Ona jest niesamowita taka mądra i rozsądna, czasami mam wrażenie jakbym rozmawiała z własną matką ma nie koleżanką, dużo w życiu przeszła i chcemy jej sprawić przyjemność.
-Jasne zadzwoń, przecież jakby nie patrząc to my jesteśmy tu gośćmi prawda Nick?
-Oczywiście, że tak. -Odpowiadam i widzę, że Amy od razu wyciąga telefon.
-Ostrzegam, że moja przyjaciółka jest czasem sarkastyczna.
-Uuu...lubię takie. -Matt bez zastanowienia odpowiada, jest palantem bez dwóch zdań. Skończony dureń. Posyłam mu groźne spojrzenie a ten na szczęście chwyta aluzje.
-Oczywiście słodka Amy żartowałem, to jego obwiniaj on popsuł nam wieczór. Mój przyjaciel speszony? To coś nowego.
- Cześć co porabiasz?
-Przeszkadzasz mi w zrelaksowaniu się, jeśli chcesz wiedzieć to leżę w wannie i odpoczywam. Muszę ochłonąć.
-Nawet nie wiesz co mi się przytrafiło, poszłam do parku wiesz tego obok baru i jakiś dupek mnie zaczepił. -Nie, to nie może być prawda. Przysłuchujemy się z Mattem rozmowie mimowolnie, ponieważ dziewczyna ma włączony zestaw głośno mówiący. Nie mogę uwierzyć, czyżby Amy rozmawiała właśnie z Caroline, tą piękną i tajemniczą którą spotkałem w parku?
-Nic ci nie jest, nie zrobił ci nic opowiadaj.
-Spokojnie, nie nic mi nie zrobił, poza tym że mnie pocałował palant, wyobrażasz to sobie? -Słyszę w głosie Caroline odwagę i złość, chciałbym się uśmiechnąć ale nikt nie może poznać na razie naszej małej tajemnicy.
-O kurcze ty szczęściaro i jak było, podobało Ci się? -Jestem ciekaw co też powie mój anioł, chyba najgorszy w te klocki nie jestem.
-Po pierwsze oszalałaś, jak możesz o to pytać, po drugie nie wiem, no może trochę. Dostał ode mnie w twarz a do tego przyłożyłam mu książką co on sobie wyobraża. -Co za buntowniczość, wyobrażam sobie ją w wannie i zaciskającą pięści i usta, nie lubi mnie trzeba będzie to zmienić.
-Jesteś stuknięta wiesz, chłopak się tobą zainteresował i skoro mówisz, że pocałunek nie był zły to oznacza, że i chłopak był nie brzydki zgadza się? -Po drugiej stronie nastąpiła cisza, jeszcze nigdy nie byłem tak zdenerwowany. Wreszcie odzywa się .
-No dobra był przystojny, ale to nie zmienia faktu, że zachował się jak dupek. -Nie była by sobą, gdyby nie dogryzła mi ciętym komentarzem, przeproszę ją jak tylko uda mi się wkręcić na jej przyjęcie urodzinowe.
-Pogadamy dokładnie o tym jutro, kiedy będziemy się świetnie bawić ja twoim przyjęciu urodzinowym.
-Nie zgadzam się, rozmawiałyśmy o tym. Żadnego przyjęcia.
-Caroline nie przesadzaj, będzie fajnie, upijemy się, obgadamy tego gościa, który cię całował. Mój tato już wszystkim się zajął, wiesz ze traktuje cie jak córkę. Chyba mu nie odmówisz? - Amy podnosi kciuk do góry, jest pewna że Caroline nie będzie miała wyjścia. Słyszę głębokie westchnienie Caroline, ale ją koleżanka wpakowała, nie ma wyjścia musi się zgodzić a ja muszę ją zobaczyć.
-Zgadzam się, nie pozwolę by twój tata przygotowywał to wszystko na darmo, ale ostatni raz pakujesz mnie w coś takiego rozumiesz , drugi raz nie dam się na to namówić ? -Mamy z Mattem szczerą ochotę roześmiać się, nasza koleżanka barmanka robi minę w stylu akurat.
-Caroline wpadnę do Ciebie z rana trzeba będzie cię wypacykować żebyś poderwała smaczne ciacha .
-Amy nie przeciągaj struny...
-No co, jesteśmy przyjaciółkami kocham cie , jutro wpadam o 8.
-Ale Amy...-Caroline nie zdążyła zaoponować, jej koleżanka dobrze wiedziała co będzie dlatego postanowiła pierwsza zakończyć rozmowę uśmiechnięta jakby wygrała milion dolarów.
-Tą złośnice mamy z głowy, wy też jesteście zaproszeni, cała wasza trójka im więcej ludzi tym weselej. Ona myśli, że będzie tu kilka osób, nie zna moich zdolności organizacyjno-imprezowych. Już ja jej wyprawię urodziny, będzie je pamiętać.
-To o której możemy wpaść? -Pytam naładowany pozytywną energią.
-Hmm...tak o 19 , ale będzie super.
Myślę dokładnie to samo, nie mogę doczekać się aby zobaczyć ją i jej zaskoczoną minę. Mam dziś niesamowicie szczęście, najpierw spotykam mojego anioła, a potem dostaję szansę aby ją jeszcze raz ujrzeć. Dzień ten jest jednym z najlepszych, dzięki Ryan wiem że poniekąd jesteś za to odpowiedzialny, kocham cię bracie.

6

Odp: ZA CO CIĘ KOCHAM OPOWIADANIE

Rozdział 6

CAROLINE

Budzę się nad ranem ze świadomością, że właśnie dziś jest dzień w którym obchodzę przeklęte urodziny. Nigdy nie byłam entuzjastycznie do nich nastawiona a teraz muszę to po prostu zaakceptować. Staram się podejść do tego dnia z uśmiechem, przecież nie mogę całe życie zachowywać się jak pustelnik, który nie wychodzi z domu, nie bawi się, nie korzysta z życia. Mam 23, sorry 24 lata , jestem mądrą kobietą, która będzie się dziś świetnie bawić. Uśmiecham się a to z powodu ojca mojej przyjaciółki, któremu nie mogłam odmówić urządzenia imprezy. Jest dla mnie czasem zbyt dobry, własna rodzina nie zrobiła dla mnie tyle co właśnie ten człowiek. Kiedy Amy zaprosiła mnie na obiad bałam się, szczerze nie wiem czego. Może bałam się, że w najmniej odpowiedniej chwili powiem coś niestosownego lub coś takiego zrobię. Niedźwiedzi uścisk jakim uraczył mnie jej ojciec potwierdził słowa przyjaciółki, która ostrzegła mnie o nadmiernej troskliwości z jego strony. Dla mnie , dla osoby, która pragnęła kontaktu z ojcem taki gest wydał się wręcz wzruszający. Przyjęli mnie do swojej rodziny i potraktowali jak bardzo bliskiego znajomego, ojciec Amy- Harry pomimo groźnego wyglądu jest najbardziej spokojnym i cierpliwym człowiekiem z jakim miałam okazję się spotkać. Wspomniałam o groźnym wyglądzie ponieważ na pierwszy rzut oka wygląda jak typowy tata grizzly, wysoki i barczysty z wzrokiem skupionym wprost na ciebie, nie wiedziałam wtedy co zrobić uciec, wymyślając jakiś powód na doczekaniu czy poczekać . Praktycznie nie zdążyłam uciec przed uściskiem, ale nie żałuję tego, ojciec mojej przyjaciółki okazał się bardzo mądrym i słuchającym człowiekiem, który zobaczył że taka rozmowa była mi potrzebna. Sama dopiero po przyjściu do domu spostrzegłam że ciągle myślami byłam jeszcze u nich w domu. Mieszkają we dwoje, on prowadzi z pomysłem i sukcesem bar a ona studiuje marketing i zarządzanie. Żona Harrego zmarła przy porodzie Amy, dlatego cały trud wychowania córki spadł właśnie na niego. Zapewne wiele razy miał ciężko, ale wystarczy spojrzeć z jaką miłością patrzy na córkę aby przekonać się że z rolą ojca i matki w jednym jest dobrze zaznajomiony. Z Amy poznałyśmy się przypadkowo, wpadłyśmy na siebie na uczelni i tak to się zaczęło. Od dwóch lat przyjaźnimy się, tylko ona potrafi zapukać o 6 rano i wyciągnąć mnie w weekend na jogging, musicie wiedzieć, że sport nigdy nie był nie jest do teraz moją mocną stroną. Dlatego wyobraźcie sobie moją minę rano, Amy nazywa tą minę "wściekły ratler" wiadomym jest, że ten pieszczotliwy zwrot odnosi się to do mego wzrostu.
Spoglądam na zegarek, dochodzi ósma. Dzisiejszy dzień jest wyjątkowo pochmurny, nic tylko spać dalej. Z chęcią wygrzewałabym moje wiecznie zmarznięte ciało pod ciepłą kołdrą, lecz znając moją przyjaciółkę wpadnie tu za chwilę jak huragan i rozpocznie swoją pogadankę na temat wieczornej imprezy. Zamykam oczy, może uda mi się zasnąć jeszcze na trochę mam w końcu dziś wolny dzień wolno mi. Niestety po około 15 minutach słyszę pukanie do drzwi. Cholera, to na pewno ona. Zakrywam się szczelnie kołdrą próbując zignorować intruza, lecz ten/ta nie daję za wygraną, pukanie jest co raz głośniejsze. Niechętnie podnoszę się z łóżka, ziewając zakładam szlafrok i kieruję się do drzwi , nie pytajcie jaką mam minę w tym momencie, zapewniam nie jestem w nastroju. Podchodząc do drzwi, słyszę słowa przekleństwa z ust przyjaciółki, przecież jej pomysłem było przyjście tutaj o tak wczesnej porze. Otwieram je i widzę, że Amy trzęsie się z zimna, jej strój nie jest adekwatny do pogody, gdyby przyszła później obejrzałaby prognozę pogody i ubrała się stosowniej.

-Dzień dobry Amy, piękny poranek prawda? - Odzywam się pierwsza z odrobiną sarkazmu, nie mówię tego na poważnie i ona o tym wie.

-Bardzo śmieszne, wiesz od ilu minut pukam w te drzwi, nie łaska mi otworzyć zimno mi. Wszystkiego najlepszego . -Obrażona Amy wchodzi do środka, podchodzę do niej i całuję w policzek.

- Dziękuję za życzenia, no nie gniewaj się, wezmę szybki prysznic i szybko się ubiorę a potem przygotuje gorącą czekoladę co ty na to? - "Teoretycznie" moja przyjaciółka jest na diecie, to całe bieganie i jedzenie warzywek ma jej pomóc w zdobyciu chłopaka. Wszystko fajnie, tylko dlatego ja muszę uczestniczyć w tym planie. To ONA chcę wyglądać jak wieszak, mi się swój wygląd podoba.

-No dobrze, ale bez cukru. Mamy dziś zaplanowany cały dzień, więc uciekaj się ogarnąć, będę w kuchni.

-Mamy, myślałam że żartowałaś z tym śmiesznym przygotowaniem się ? -Spoglądam na nią lekko zmieszana.

-No co ty, wszystko zaplanowałam, kosmetyczka, fryzjer, zakupy , przy okazji i ja na tym skorzystam, muszę przy tobie ładnie wyglądać. -Przyjaciółka robi się dziwnie przygaszona, nie wiem co jest tego powodem.

-Amy co jest ?

-Nic, nieważne leć na górę.

-Nie, Amy gadaj co jest? -Muszę być stanowcza, muszę się dowiedzieć co się stało.

-Ja...ja po prostu czasem myślę, że nigdy nie będę tak ładna i mądra jak ty. Caroline jesteś moją przyjaciółką najlepszą jaką kiedykolwiek miałam, to ty zmotywowałaś mnie do kontynuacji studiów, to ty zawsze byłaś tą mądrą a ja ?

-Nie wierzę, po prostu nie wierzę. Amy, czy ty nie masz innych zmartwień na głowie, jak możesz zatruwać głowę czymś tak nie istotnym. Jesteś piękną i mądrą dziewczyną, która na dodatek przyjaźni się ze mną, mówiłaś mi ile osób odpadło na studiach ty dałaś radę, cały czas dajesz radę. Robisz to dla ojca, jesteś miłą i współczującą osobą. Jestem dumna mogąc nazywać się twoją przyjaciółką więc do diabła nigdy więcej nie wygaduj takich głupstw zrozumiano. -Bez słowa przyjaciółka przytula mnie, widocznie i ona od czasu do czasu potrzebuje duchowego wsparcia z mojej strony, muszę to robić częściej.

-Już dobrze? -Pytam posyłając jej uśmiech.

-Tak dzięki, ale się rozkleiłam wybacz. Potrzebowałam tego.

-Nie ma sprawy, na mnie zawsze możesz liczyć, idę się ogarnąć. -Udaję się na górę, gdzie w pospiechu biorę prysznic, ubieram się . Po jakimś czasie schodzę na dół do kuchni, przygotowuje dla nas dietetyczne kakao. Amy opowiada szczegóły dzisiejszego dnia a ja tylko wdycham ciężko, czym wywołuję u niej poprawę nastroju.
Potem nasz dzień rozkręca się na całego, nie powiem wam dokładnie ile sklepów odwiedziłyśmy, aby wybrać odpowiednie ubrania, buty, dodatki itd...W każdym razie czas minął nam bardzo szybko, odwiedziłyśmy fryzjera, z którym już na wstępie wdałam się w dyskusję a pro po moich długich włosów. Kocham je i nie pozwolę, aby ten sadysta z nożyczkami obciął mi je, moje włosy moje prawo-proste. Powrót do domu był dla mnie darem od Boga, byłam jawnie zmęczona a po niej w ogóle nie było widać jakiekolwiek zmęczenia, no tak jeżeli ktoś wypije po drodze trzy kawy, to przecież nie można się dziwić temu, że jest pobudza. Narzekam na wszystko, ale w głębi ducha ten dzień uważam za jak najbardziej pomyślny, spędziłam go z przyjaciółką która ma niesamowicie dobry zmysł i gust do kupowania, wie gdzie są najlepsze okazje, nawet w niektórych sklepach jest stałą klientką. Właśnie w tym momencie czuję się jak typowy pustelnik, straciłam mnóstwo czasu na siedzenie w domu w weekendy, powinnam więcej czasu spędzać z ludźmi, tak, od teraz postaram się aby moje życie towarzyskie było bardziej aktywne i urozmaicone.

-Wisz co Car, myślę że kupiłyśmy całkiem fajne ciuchy, jak uważasz?

-Hmm...przepraszam co mówiłaś , zamyśliłam się.

-Pytałam o ciuchy , podobają ci się?

-Tak są ...jak ubrania ładne. -Moja przyjaciółka łapię się za głowę.

-Caroline zdecydowanie muszę popracować nad tobą zaczniemy od dziś. To będą niezapomniane urodziny wierz mi.

-Liczę na to, przy tobie słowo nuda po prostu nie istnieje. -Zaczynam się śmiać ona też.

Wreszcie nadchodzi ta godzina, kiedy musimy wyjść z domu i pójść na moją imprezę. Jestem zdenerwowana, wydaje mi się, że sukienka którą wybrała dla mnie Amy jest za ciasna, makijaż zbyt mocny nie czuję się sobą. Jednak dziś chce zaszaleć w dosłownym znaczeniu, może nawet się napiję? Być może jutro będę tego żałować, ale dzisiejszy wieczór należy do mnie, chcę jutro powiedzieć że było warto i że była to fajna impreza.

Na miejsce docieramy szybko, dzięki przyjaciółce która lubi szybką jazdę. Przed barem zauważam sporą grupę ludzi zmierzającą do baru. Czekam tylko na moment kiedy Amy powie im, że lokal jest nieczynny, ale nie robi tego . Nie mogę uwierzyć ci wszyscy ludzie oraz kolejni wchodzą w dobrych nastrojach, składają życzenia i dziękują za zaproszenie. Od razu kieruję wzrok na nią żądając wyjaśnień.

-Co to ma być , gadaj szybko oszustko.

-Zaprosiłam w twoim imieniu trochę osób, im więcej ludzi tym weselej .Caroline dziś się bawimy pamiętasz .

-Pamiętam, w sumie masz racje dziś się bawimy.

-Uwielbiam cię no chodźmy już, zobaczymy czy tatko się postarał. -Dlaczego ona wiecznie jest tak optymistycznie nastawiona do wszystkiego, mnie zżerają nerwy a ona jak zawsze wyluzowana ciągnie mnie do środka.

W pierwszej chwili nie poznaje tego tak dobrze znanego mi miejsca. Bar przeistoczył się w klub, fioletowe światła, głośny gwar a po chwili burza oklasków i głośne sto lat. Czuję się zawstydzona, mam ochotę uciec, ale nie mogę zachować się tak nieodpowiednio, jestem dziś gospodarzem muszę jakoś to znieść. Uśmiecham się, prostuje i idę do przodu. Harry podchodzi do mnie i ściska mnie.

-Sto lat dziecinko, podoba ci się, ja tej bandy tu nie zapraszałem. -Rozśmiesza mnie jego komentarz, mogłam się domyślić, że za wszystkim stoi ona.

-Dziękuję Harry, ale wiesz przecież że nie potrzebowałam tego.

-Traktuje cię jak drugą córkę, jakim byłbym ojcem gdybym nie zorganizował ci przyjęcia, dzięki temu i mi przypomniały się lata młodości, to były czasy, muzyka była inna nie to co teraz słuchać się tego nie da, ale dla was dziewczyny wszystko zniosę, miłej zabawy a prezent dam ci przy okazji, widzisz niektórzy nie potrafią się zachować. Niech się przygotują na spotkanie z Bobem, co za bydło, myślą że skoro są na studiach to wszystko im wolno. -Dla jasności Bob to kij bilardowy Harrego, wiem że już nie jedna osoba miała z nim spotkanie , no cóż za błędy trzeba płacić.
Jestem pod wrażeniem, że dla mnie zorganizowano imprezę w dodatku tak dużą. Przytulam Amy dziękując jej, po chwili podchodzą ludzie i zaczynają wręczać mi prezenty składają życzenia przytulają, to miłe, na prawdę czuje się dziś wyjątkowa chociaż większości nie kojarzę. Po tej oficjalnej części nadchodzi ta ulubiona przez wszystkich -impreza, litry alkoholu leją się, muzyka z barowej zamieniła się w klubową a goście świetnie się bawią. Rozmawiam z Amy, aż ta nagle zaczyna się wydzierać.

-Matt, ale się cieszę witaj. -Matt? Kim jest Matt. Odwracam się, aby poznać chłopaka, ale nim to robię słyszę "ten" głos. Nie, nie , nie to nie może być prawda, nie wierzę w przypadki.

-Witaj piękna, wszystkiego najlepszego. -Jednak to prawda przede mną stoi nikt inny jak Nick, ubrany w marynarkę i jeansy wygląda elegancko.

-To ty, ale skąd się tu wziąłeś, kto cię zaprosił. -Pytam oskarżycielsko, on uśmiecha się i ruchem wskazuje na moją przyjaciółkę. Posyłam jej spojrzenie typu : Jeszcze sobie porozmawiamy kochana, ona wie co ją czeka.

-Caroline poznaj proszę Nicka, ale jak widać już się znacie, to jest uroczy Matt a to Chris.

-Tego dupka z parku już znam. Witajcie, dziękuję za przybycie , mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić.

-Nazwałaś go dupkiem z parku a więc to ty go uderzyłaś, no no tyle siły w takim ciele, oficjalnie chcę ci powiedzieć, że jesteś zajebista widocznie zasłużył sobie. -Wszyscy wybuchamy śmiechem atmosfera robi się luźniejsza.

-Przegięłam, ale trochę na to zasłużyłeś prawda Nick?
-Czy ja wiem, być może tak być może nie.

-Jak to być może?

-To wy porozmawiajcie bo macie o czym a my idziemy się bawić, za 10 minut widzę was przy barze.

Amy wraz z Mattem i Chrisem skierowali się w stronę baru, który i tak był już zatłoczony. Postanowiłam nie przejmować się Nickiem i pójść do naszych przyjaciół, lecz zostałam powstrzymana.

-Wyglądasz dzisiaj wow, brak mi słów Caroline. Znowu uciekasz a może zatańczymy ?

-Ja nie tańczę.

-Ale ja tak, mogę cię prosić? -Wyciąga do mnie swą dłoń i patrzy w oczy z jawnym zachwytem, szczerze zastanawiam się nad czym on się zachwyca, ale godzę się na taniec z nim. Nie jestem doświadczona w tak bliskich kontaktach z facetami, moja niepewność pogłębia się, denerwuję się kiedy obejmuje mnie. Jego ciepły oddech muska moje ucho powodując dreszcze na mym ciele. Muzyka zmienia się, teraz zmysłowy głos wokalistki wypełnia lokal, robi się bardzo intymnie, niebezpiecznie. Nie wiem czy to przez tą piosenkę, ale czuję dziwnie , serce przyspiesza kiedy patrzę na Nicka , na jego uśmiech.

-Całkiem dobrze tańczysz Caroline a podobno nie lubisz tego robić, chciałbym się więcej o tobie dowiedzieć, czym się zajmujesz , jaka jesteś na prawdę. Jestem pewien, że ta dziewczyna z którą właśnie tańczę i miło spędzam czas nie jest prawdziwa myle się? -Wykonujemy krok do przodu, potem drugi niesie nas muzyka, jego dłonie przesuwają się z ramion na biodra. Próbuję zebrać myśli nie jest to łatwe.

-Masz rację, denerwuję się, wszystkim się denerwuję. To nie mój klimat, ale zrobiłam to dla Amy i Harrego uwielbiam ich. Dziś będę się dobrze bawić nawet w za ciasnej sukience, żałować będę jutro.

-Żałować , czego miałabyś żałować?

-Sama nie wiem, ja po prostu nie jestem rozrywkowa i nie potrafię rozmawiać z facetami.

-Caroline, nawet nie masz pojęcia jakie wrażenie robisz na nich dzisiaj, jakie wrażenie zrobiłaś na mnie kiedy cię zobaczyłem wszystko stanęło, zobaczyłem tylko ciebie, jesteś na prawdę piękną i mądrą kobietą. Wszystkiego najlepszego Caroline. -Stajemy na moment, tylko po to aby Nick mógł zapiąć mi na szyi wisiorek, jest piękny .

-Dziękuję, ale przecież nie znamy się, nie musiałeś mi kupować zapewne tak drogiego prezentu.

-Musiałem.

-W takim razie muszę ci za niego podziękować. -Dzięki wysokim szpilkom nie muszę się wspinać na palce, mogę bez problemu pocałować Nicka w policzek . Kiedy to robię, nasze spojrzenia krzyżują się, czuję że to coś pomiędzy nami to chwila, a może to przez tą piosenkę? Rozglądam się nerwowo po sali, zakochane pary tańczą a po chwili i ja znów znajduje się w ramionach Nicka.

-Opowiedz mi coś o sobie Caroline, interesuje mnie wszystko co ma związek z tobą.

-Wiesz, że znów brzmisz jak...

-Proszę cię wystarczy, że kumple się z tego śmieją, w ich oczach wyglądasz na naprawdę fajną laskę a w moich na kogoś samotnego, kogoś kto w siebie nie wierzy.

-Łatwo mnie rozszyfrowałeś, tak taka jestem, mam wiele spraw do zrobienia. Od 18 roku życia mieszkam sama ponieważ moja mama zmarła a ojciec uciekł ,studiuję, kocham książki nienawidzę porannego biegania to tyle. -Patrzę na chłopaka a ten zaczyna się śmiać.

-Wow, to było najkrótsze cv jakie usłyszałem w życiu, zaskakujesz mnie. Może pójdziemy do nich i dokończymy naszą rozmowę?

-Ale pod warunkiem, że i ty coś mi o sobie opowiesz.

-Mam 24 lata, studiuję medycynę, kocham biegać rano, tak jak i ty kiedyś kogoś straciłem. -Jego uśmiech gaśnie, cholera dlaczego zaczęłam ten temat. Mieliśmy, miałam się dziś dobrze bawić i tak też będzie a Nick jest nawet nawet do zaakceptowania.

-Przepraszam nie powinnam zaczynać tego tematu, chodźmy się napić.

-Ty pijesz, nie spodziewałem się.

-Ja też nie , ale jak mówiłam to moje urodziny chce je zapamiętać.

-W takim razie. -Nick zbliża się do mnie i odgarnia kosmyk włosów, jego usta zbliżają się do moich całuje kącik ust, potem drugi a ja nie powstrzymuje go, chcę dziś żyć i korzystać z życia pełną piersią.

-Mogę cię pocałować? -Jego pytanie mnie rozśmiesza, już raz mnie pocałował, dziś nie zabrałam ze sobą książki, ale miło że zapytał.

-Tak możesz Nick. -Nasze usta łączą się, on obejmuje mnie mocniej, jego dłoń z karku zjeżdża na plecy, które dzisiejszego dnia są odkryte. Pocałunek się pogłębia a ja się w nim zatracam kompletnie, nie obchodzi mnie głos rozsądku, który mówi nie przecież nie znasz go, dziś wygrało serce, które domaga się czułości, akceptacji, zmysłowości tego wszystkiego mi w życiu brakowało, skoro mam okazję całować przystojnego faceta to dlaczego nie?
Ręka Nicka posuwa się dalej odsuwa kawałek mojej krótkiej sukienki i gładzi udo, to dzwonek alarmowy dla mnie, dalej nie mogę się posunąć boję się po prostu, obawiam się odrzucenia .

-Nick, przestań. -Mówię stanowczo a on zaraz zabiera rękę i patrzy na mnie ze wstydem.

-To ja przepraszam, posunąłem się za daleko Caroline wybacz mi. Obiecuje, że będę trzymał ręce przy sobie.

-Idziemy? -Pytam z uśmiechem, bo Nick okazał się na prawdę fajnym facetem nie dlatego że całuje świetnie, ale dlatego że uszanował to co miałam do powiedzenia, tym zyskuje mój szacunek.

Kierujemy się do baru, gdzie czeka już na nas kolejka .

-No wreszcie co tak długo, chyba nie pobiłaś go znowu Caroline?

-Ty jesteś Chris prawda? Nie nie pobiłam go, jeszcze nie. -Puszczam oko do Nicka a ten uśmiecha się lekko, jednak myślę że nadal ma w pamięci to jak się wobec mnie zachował.

-Twoje zdrowie jubilatko, obyś była tak szczęśliwa i radosna zawsze. -Wszyscy podnoszą drinki i wznoszą toast. Chciałabym czuć się tak zawsze : beztrosko, szczęśliwie w gronie przyjaciół.
Zawsze jest czas na zmiany znów wtrąca się rozum i ma rację, od teraz taka będę szczęśliwa.

-To co pijemy ? -Pytam i zamawiam kolejną kolejkę.

-No pewnie, że tak nie poznaje cię Caroline ale podoba mi się ta zmiana.

Nie wiem ile wypiłam, ale w głowię czuję zamęt. śmiejemy się i pijemy, chłopaki opowiadają historię swoich nieudanych podrywów a my z Amy nie możemy opanować śmiechu, kiedy chcę pójść się przewietrzyć prawię upadam. Nick w porę mnie łapie i podtrzymuje.

-Chyba czas do domu piękna, ale dziś zaszalałaś. -Jaki on seksowny, mam ochotę go pocałować a dlaczego nie mogę. Zarzucam mu ramiona na szyję i całuję delikatnie, choć nie bardzo mogę zachować równowagę.

-Nick czekaj podam ci adres dobrze, ale się załatwiła. Współczuję jej jutrzejszego kaca.

-Caroline myślę, że odwiozę cię do domu chodź skarbie. -Jego głos powoduje, że mam ochotę zgodzić się na wszystko.

-Nick jesteś przystojny wiesz o tym, podobasz mi się zostaniesz ze mną na noc?

-Chodźmy już skarbie, pomogę ci . -Nick przytrzymuje mnie w pasie a ja mogę wdychać jego boski zapach perfum.

Po drodze zasnęłam, obudziłam się dopiero pod domem,jest mi tak niedobrze, że nie mam ochoty wykonać choćby kroku. Nick łapie mnie i wnosi do domu a ja śmieję się co chwilę jak idiotka, alkohol wykonał swoje zadanie, nic mnie dziś nie obchodzi ,niczym się nie martwię, chcę dziś rozpakować swój prezent którym jest Nick, ale on o tym jeszcze nie wie. Docieramy do mojej sypialni on stawia mnie na podłodze a ja znów się chwieje.

-To co Nick masz na mnie ochotę, ta sukienka jest za ciasna pomożesz mi ją zdjąć?

-Caroline przestań.

-Daj spokój przecież widzę, że masz na mnie ochotę no chodź tu przystojniaku pocałuj mnie.

-Caroline nie, nie zamierzam robić czegoś czego nie chcesz, czego będziesz żałować.

-Na pewno mnie nie chcesz. -Rozpinam suwak sukienki, która spada na dół, Nick wpatruje się w moje ciało, podchodzi bliżej tak, tak o to chodziło, będzie mój.

-Boże dopomóż. -Słyszę jego słowa po czym popycha mnie delikatnie na łóżko, patrzymy na siebie Nick podchodzi do mnie i całuje w czoło, ale dla mnie to za mało chwytam klapy jego marynarki i pociągam na łóżko całując go zachłannie. Jego usta całują moją szyję, schodzą niżej całują brzuch, jest mi tak dobrze, chcę więcej, pragnę go czuć w sobie, chce się wreszcie stać pełnoprawną kobietą, Nick zdejmuje marynarkę wpatruje się jak to robi, nie wiedząc kiedy zasypiam.

7

Odp: ZA CO CIĘ KOCHAM OPOWIADANIE

Rozdział 7

CAROLINE

Budzę się powoli, niezdolna wykonać żadnego ruchu. Jeżeli tak się czuje człowiek na kacu to ja po stokroć dziękuje. Głowa mi pęka, każdy dźwięk powoduje odruch wymiotny. Moja pamięć sięga tylko do momentu trzeciej może czwartej kolejki, pamiętam taniec z Nickiem, jego dłonie na mych biodrach spojrzenia jakimi się obrzucaliśmy a potem ostatnią rzeczą jaką pamiętam jest moja sypialnia i usta Nicka na swojej skórze. O boże, my chyba nie...słowo seks nie może przejść mi przez myśl. A jeżeli TO zrobiliśmy, kurcze nic nie pamiętam. Mając zamknięte oczy próbuje wyrównać nerwowy oddech, znam siebie i wiem, że do niczego na pewno nie doszło. Znowu zbiera mi się na wymioty, mam wrażenie że głowa odłączyła się od ciała wszystko wiruje. Czuje muśnięcie na policzku a potem lekki pocałunek, nie rozumiem co się dzieje, ale jestem przerażona. Udaję, że nadal śpię, to lepsze niż krzyk, przecież i tak nikt nie usłyszał by mego krzyku. Poznaje ten zapach, należy tylko do jednej osoby. O nie nie cholera cholera ! Krzyczę w myślach. On tu jest ze mną, leży koło mnie i wdycha zapach lawendowego szamponu., którego używam. JA LEŻĘ OBOK FACETA KTOREGO ZNAM RAPTEM KILKA GODZIN! W mojej obolałej głowie panuje chaos, staram się poskładać cały wczorajszy wieczór w całość nie chcąc jednocześnie przy tym panikować. Po raz kolejny czuję, że nos Nicka muska moją szyję robi mi się gorąco.

-Dzień dobry piękna, jak się spało? Jestem taki wypoczęty byłaś cudowna wczoraj. -Mówi szepcząc do ucha, koncentruje się na jego słowach, ale to trudne ponieważ moje zmysły reagują na jego obecność w dziwny sposób. Jest mi gorąco i zimno, chce by przestał, ale jednocześnie pragnę więcej, nie mam pojęcia co między nami wczoraj zaszło, ale zaszło to zdecydowanie za daleko.
Kiedy otwieram oczy widzę uśmiechniętą twarz dupka z parku zwanego też Nickiem oraz jego oczy wpatrujące się we mnie z intensywnością. To zdecydowanie musi się skończyć, leży na moim łóżku i bezczelnie wykorzystuje fakt mojej alkoholowej amnezji, czuję się jak idiotka ale mi wstyd. Podnoszę głowę i resztę ciała, ale po chwili znów opadam na poduszkę, słyszę cichy śmiech chłopaka i to pogłębia moją irytację jeszcze bardziej. Staram się przybrać minę wiecie tego ratlera i powiedzieć mu parę słów do słuchu.

-Po pierwsze żadne dzień dobry, po drugie co ty robisz u mnie w domu, w mojej sypialni, po trzecie co się wczoraj zdarzyło? -Ostatnie pytanie jest najbardziej dla mnie krępujące, nigdy nie spodziewała bym się że taki wieczór przydarzy się mi.

-Jak widzisz leżę obok ciebie i podziwiam twój widok. -Wykonuje sugestywny ruch brwiami w kierunku mnie, orientuje się, że nie mam na sobie sukienki , leżę obok niego w samej bieliźnie. Nic dziwnego, że tak mu wesoło, szybko zakrywam się kołdrą co wywołuje u niego kolejną porcje zadowolenia.

-Caroline wczoraj nie byłaś taka wstydliwa, masz piękne ciało. -Zbliża się, ale ja się odsuwam.

-Nick zabierz proszę swój tyłek i zejdź na dół do kuchni tam porozmawiamy o "naszym" wieczorze. No rusz się, muszę iść do łazienki choć dziś będzie to ekstremalny wyczyn, ile ja wczoraj wypiłam? -Pytanie to bardziej kieruje do siebie, jak mogłam tak postąpić.

-Wypiłaś sporo uwierz mi, a co do mojego tyłka...hmm wczoraj na niego nie narzekałaś, poczekaj jak ci opowiem o propozycjach jakie mi składałaś.

-Stop. Nie chce na razie nic wiedzieć, wyjdź z mojej sypialni i to zaraz.

-Teoretycznie skoro spędziłem tu noc to możesz ją nazwać naszą sypialnią nie uważasz?

-Nie nie uważam, proszę cię wyjdź chce pójść do łazienki. -Jestem co raz bardziej zdenerwowana i sfrustrowana, rany co za upierdliwy facet.

-Czy ja Ci zabraniam? Nie, idź poczekam tutaj dlaczego mam pójść do kuchni skoro tutaj wszędzie unosi się twój cudowny zapach. Za żadne skarby mnie stąd nie wyprosisz więc pozostały ci dwie opcje . Pierwsza akceptujesz sytuacje i idziesz do łazienki, albo druga nie akceptujesz jej a ja i tak tu zostaje i zanoszę do łazienki. Co ty na to ?-Jego zachowanie wykracza poza wszelkie normy przyzwoitości, na dodatek naprawdę nie zamierza wyjść. Opiera się wygodniej o bezgłowie mojego łóżka i głupio się do mnie szczerzy.

-Nie ciesz się tak panie PEWNY SIEBIE DUPKU, wiedz że jestem skacowana i wściekła na siebie i Ciebie, wiec odpuść ten głupi uśmiech.

-Caroline nie denerwuj się, ja po prostu jestem pewnym siebie typem, który wczoraj zachował się fair i odstawił Cię do domu. Uważam, że należy mi się podziękowanie będę na nie czekał z niecierpliwością. -Marszczy brwii, mhh możesz sobie pomarzyć.

-To sobie czekaj nie musiałeś tego robić a teraz tylko próbujesz wzbudzić we mnie poczucie winy o nie , nie dam się na to nabrać. Idę do łazienki sama, nie potrzebuje twojej asysty Nick.

-Uwielbiam kiedy wypowiadasz moje imię, zrób to jeszcze raz. Rany...-Nie mogąc tego słuchać odkrywam kołdrę i ruszam do łazienki chciał podziękowania to je dostanie. Niech sobie pobserwuje mój tyłek skoro tak go podnieca, podobno wczoraj już miał okazję mnie poznać od innej strony. O czym ja myślę rany. Kierując się do łazienki zabieram szybko spodnie dresowe i koszulkę , słyszę jak on głośno wciąga powietrze a masz myślę i z zadowoloną miną wchodzę do środka. Mdłości wracają czuje się okropnie, nie mam sił aby wziąć prysznic jednak muszę to zrobić, spoglądam w lustro określe swój dzisiejszy wygląd jednym słowem M-A-S-A-K-R-A i on mówi, że ładnie wyglądam widocznie też jeszcze pozostaje na kacu, włosy w nieładzie , oczy podkrażone jakbym miała za sobą nie przespaną noc. Upiór nie człowiek, udaje mi się lekko uśmiechnąć chociaż do śmiechu mi nie jest. No dobra wyjdę z tej łazienki i co dalej? Mam pewnym krokiem podejść do Nicka i zapytać Hej, przespaliśmy się z sobą? To idiotyczne, cała ta sytuacja to jakiś sen w którym uczestniczę, chce się obudzić i nie pamiętać ust Nicka na moim policzku. To cholerne trudne zapomnieć o czymś tak przyjemnym, o czymś co sprawiło mi dzisiaj radość. Nie pytajcie czy żałuję wczorajszego wieczora, nie odpowiem wam bo sama do końca nie jestem pewna jak brzmi odpowiedź. Mam wrażenie, że odkryłam w sobie kogoś nowego, kogoś kto nie chce dłużej być sam, moje życie jest samotne i to mój problem. Wczoraj odkryłam, że lubię się bawić żałuję, że wcześniej tego nie robiłam, straciłam dużo czasu na użalanie się nad sobą, ale taka już jestem i trzeba to zaakceptować.
Po 20 minutach spędzonych pod prysznicem stwierdzam, że wystarczy mi chłodnej wody, pobudzona wycieram ciało ręcznikiem i dokańczam poranną toaletę. Świadomość, że za drzwiami czeka na mnie przystojny facet peszy mnie, mam 24 lata a peszę się w jego obecności. Jego pewność siebie i zdecydowanie trochę mnie przeraża, ale w pewien sposób ufam mu, nie mam pojęcia dlaczego, ale ufam. Z bijącym sercem wychodzę z łazienki muszę się zmierzyć z konfrontacją i nie wygodnymi dla mnie pytaniami a mam ich sporo. Rozglądam się po sypialni, ale nie widzę Nicka dziwne, oddycham z ulgą ciesząc się, że sobie poszedł. Przynajmniej dziś nie będę musiała poruszać tych tematów. Moja radość jest chwilowa ponieważ najpierw słyszę kroki a potem zauważam go niosącego śniadanie na tacy! TO JA MAM W DOMU TACĘ? Skąd on ją wytrzasnął ?

-Chyba nie myślałaś, że sobie poszedłem tak zwyczajnie do domu?

-Szczerze? Tak właśnie myślałam, co to?

-Przygotowałem Ci śniadanie, wiem że pewnie nie masz na nie ochoty, ale musisz coś zjeść. A wracając do mnie, miałem zostawić cię bez odpowiedzi? Pewnie w środku aż ściska cię ze zdenerwowania, dlatego kiedy ty będziesz grzecznie jadła ja odpowiem ci na twoje pytania.

-Kto ci pozwolił czuć się jak u siebie przesiadujesz w mojej sypialni a teraz to, nie uważasz że to gruba przesada przecież nie znamy się.

-No nie ująłbym tego w ten sposób wczoraj proponowałaś mi seks więc uważam, że mam prawo i obowiązek o ciebie zadbać.

-Co co ci proponowałam jezu...-Siadam w fotelu i rozmasowuje skronie. Nick odkłada tacę na stolik i podchodzi do mnie.

-Nie martw się do niczego pomiędzy nami nie doszło, to znaczy kilka lub kilkanaście razy się pocałowaliśmy i to było bardzo przyjemne, ale kiedy sprawy zaszły za daleko to znaczy zaczęłaś się rozbierać wiedziałem że żałowałabyś tej nocy w przeciwieństwie do mnie. Caroline zdążyłem zdjąć marynarkę, a ty już spałaś więc zostałem z tobą na noc ponieważ...ponieważ nie chciałem cię zostawić, czułem na sobie twoje usta i jak Bóg mi świadkiem nie chciałem odchodzić. Położyłem się obok i patrzyłem jak śpisz, nawet przez sen powiedziałaś że jestem dupkiem, mimowolnie zacząłem się śmiać bo wiedziałem, że mówisz o mnie, byłem szczęśliwy, że to właśnie o mnie myślisz. -Jestem zaskoczona jego słowami, uważałam go za dupka a tak naprawdę zachował się jak porządny facet, mógł skorzystać z okazji i wykorzystać mnie, nie zrobił tego.

-Nick dziękuje ci za wszytko, wiesz o co mi chodzi. Oficjalnie awansowałeś z dupka na fajnego faceta. -Śmieje się a ja nadal nie potrafię na niego spojrzeć, uczucie wstydu zwyciężyło.

-Więc jestem fajnym chłopakiem i w dodatku awansowałem, musimy to uczcić co powiesz na to? -Podaje mi szklankę soku pomarańczowego, podnoszę wzrok i spoglądam na jego uśmiech, on zawsze jest w dobrym nastroju, przecież musi się czasem smucić. Muszę go zapytać skąd bierze siły na uśmiech skoro życie jest tak okrutne i złośliwe.

-Wypijemy za mój awans i za twój uśmiech, który poprawia mi dzień. -Stukamy szklankami i uśmiechamy do siebie, Nick przysuwa się do mnie chyba wiem co teraz nastąpi. Jego usta są milimetry od moich, słyszę bicie swego serca.

-Zjedz śniadanie ładnie cię proszę. -Mówi patrząc na moje usta a ja w pierwszym momencie myślę, że się przesłyszałam. Czuję się zawiedziona, naprawdę zawiedziona liczyłam na to, że mnie pocałuje. Niewyobrażalnym jest jak jedno spotkanie dwójki obcych osób może doprowadzić do tego, że teraz naprawdę chce go pocałować.

8

Odp: ZA CO CIĘ KOCHAM OPOWIADANIE

Rozdział 8

Wyrzuty sumienia i dręczące pytania nie pozwalają mi przełknąć ani kęsa ze śniadania, które przygotował dla mnie Nick. Miły gest jednak zbyteczny, potrafię sama o siebie zadbać i żadna sytuacja nieważne jak krępująca dla nas nie upoważnia go do robienia mi śniadania. Jak tylko wyjaśnimy sprawę mojego wczorajszego "odlotu", powiem mu że na tym koniec. Koniec z przesiadywaniem w moim domu a tym bardziej łóżku, koniec ze śniadaniami i tym podobnym. Zapytacie pewnie dlaczego zachowuje się znowu jak urażona dziewica i nie pozwalam mu się do siebie zbliżyć. To dobre pytanie. Strach- on mi na to nie pozwala. Obawiam się komuś zaufać ponieważ nie chcę cierpieć jak mama to jest powód. Moje urodziny i to jak się na nich zachowywałam zapamiętam na długo, nie chcę wypierać tego z pamięci, przecież do momentu kiedy urwał się film było dobrze, świetnie, zabawnie. Dlaczego mam nie zapamiętać miłych wspomnień, one właśnie powstają abyśmy mogli się nimi cieszyć sami bądź z rodziną czy przyjaciółmi. To miłe, że na jeden wieczór mogłam stać się dziewczyną bez zmartwień, zapomniałam o niespłaconych jeszcze długach ojca i o moich wydatkach związanych ze studiami. Tak kochani to się nazywa życie i chcąc nie chcąc człowiek musi brnąc w nie dalej, nie poddawać się myśleć o przyszłości. Jest mi teraz ciężko, ponieważ moja praca nie jest aż tak super opłacalna jak bym chciała, ale spoglądam w przyszłość i wiem, że będzie lepiej. No w końcu kiedyś musi być lepiej.

-Caroline wszystko w porządku zbladłaś, aż taki marny ze mnie kucharz? -Zamyślona kompletnie zapomniałam o tym, że on nadal tutaj.

-Nic mi nie jest, ale śniadania nie tknę niedobrze mi. Porozmawiajmy o tym jak bardzo się wygłupiłam, w skali od do 10 na ile oceniasz moje wczorajsze show? -Sarkazm czasem wygląda u mnie właśnie w ten sposób, sama siebie próbuje rozśmieszyć.

-W skali od 1 do 10 ? Pomyślmy a no tak ty nic nie pamiętasz. Nie skompromitowałaś się aż tak, co prawda Chris i Matt nie dają mi dziś żyć ponieważ od rana mój telefon zasypywany jest wiadomościami o naszej wspólnej nocy, ale spokojnie nic im jeszcze nie odpisałem. -Na mojej twarzy maluje się przerażenie, co też im powie?

-Nie dręcz mnie tym uśmiechem tylko powiedz im no dalej, opowiedz im jaka jestem łatwa. -Moje mocne słowa powodują, że on z poważną miną patrzy w moje oczy, jest zły czuję to. Być może posunęłam się za daleko, ale tak się właśnie czuję.

-Niczego im nie powiem, to nie jest ich sprawa tylko nasza. Uważasz się za łatwą jak możesz w ogóle wygadywać takie rzeczy, wypiłaś za dużo wielka mi rzecz, uwieszałaś mi się na szyję i całowałaś tak cudownie, że sam się dziwię swojej cierpliwości. Powtarzam ci, przywiozłem cię tutaj, ty miałaś ochotę na seks ale do niczego nie doszło. Nie potrafiłbym spojrzeć ci dziś w oczy, gdybym to zrobił. Wierz mi, że powstrzymałem się tylko dlatego ponieważ wiem, że po tym stracił bym z tobą kontakt a tego nie chcę. Nie rozumiem co się ze mną dzieje, ale mam ochotę z tobą rozmawiać i śmiać się, do cholery naprawdę nie mam pojęcia dlaczego akurat ty. -Rozgląda się po pokoju, oceniłam go bardzo źle, osądziłam wcale go nie znając-cała ja. Wstaję i podchodzę do niego dotykam jego ramienia.

-Nick bardzo Cię przepraszam, jest mi strasznie głupio za to co powiedziałam, ale dziś kiedy wytrzeźwiałam no prawie, tak właśnie siebie widzę. Ta osoba, którą zobaczyłeś to nie byłam ja, ja nie jestem pewną siebie osobą która wisi na ramieniu nieznajomego chłopaka a tym bardziej go całuje lub proponuje mu "te" rzeczy.

-Caroline zauważyłem, że masz spore problemy w rozmowie na temat twojego życia seksualnego.

-Dobrze, że przynajmniej jedno z nas nie ma tego problemu. -Zgrzytam ze złości zębami, co za typ.

-Nie denerwuj się stwierdzam fakty, obawiasz się tego że być może będę próbował cię pocałować lub robić inne ciekawsze rzeczy. Mylisz się słodka, nie zaprzeczam, że gdybym tylko mógł robił bym z tobą takie rzeczy o których pewnie nie masz pojęcia.

-Nick, przestań o czym ty mówisz? Oczywiście, że mam pojęcie.

-Mhh...-Stwierdza a kąciki jego usta powoli unoszą się do góry.

-Udowodnij.

-Co mam ci udowodnić?-Pytam zaskoczona i cofam się do tyłu.

-Pokaż mi, że potrafisz być tak pewna siebie i zmysłowa jak wczoraj, kiedy w tej sypialni na tym oto łóżko rozpięłaś suwak sukienki, przyjęłaś bardzo prowokacyjną pozę i całując mnie zachłannie pragnęłaś mnie. -Podchodzi do mnie wolnym krokiem i staje za mną, powolnym ruchem odsłania moje włosy aby mieć lepszy dostęp do mej szyi na której to składa pocałunek. Odsuwam się od tego człowieka myśląc czy nie potraktować go tak jak podczas naszego pierwszego spotkania. Kiedy odwracam się aby spojrzeć mu w oczy i powiedzieć co o nim myślę, zauważam, że obrał sobie mnie jako obiekt żartów. Głośno zaczyna się śmiać a ja znów nie wiem o czym myśli.

-Potwierdzam swoją teorię słodka, nie masz zielonego pojęcia na czym polega seks, jesteś dziewicą i czekasz na księcia z bajki, mam racje? -No oczywiście, że masz dupku, ale nigdy, przenigdy ci tego nie powiem.

Nick podchodzi do stolika specjalnie trącając mnie łokciem i bierze łyk soku pomarańczowego. Zadowolony z siebie i wysnutych wniosków czeka na odpowiedź.

-Jeżeli uważasz, że będę tłumaczyć się przed tobą to się mylisz. Podziękowałam ci za pomoc i niech tak pozostanie, chce się z tobą rozstać w przyjacielskich stosunkach.

-Stosunkach powiadasz, hmm czyli coś o seksie wiesz, już chcesz się mnie pozbyć? Teraz, kiedy nasza rozmowa nabiera tempa, dobrze wyjdę ale musisz odpowiedzieć mi na moje pytania.

-Nie będę tłumaczyła się przed człowiekiem, który widział mój tyłek. Odpowiem na jedno, tak , czekam na księcia z bajki zadowolony. A teraz do widzenia, wiesz gdzie jest wyjście. -Wściekła jak nigdy ściskam pięści, jeszcze jedno jego słowo a przyrzekam, że nie wytrzymam i naprawdę potraktuje go źle. Nick czeka aż moje zdenerwowanie na niego opadnie, nic nie mówiąc podchodzi do nocnego stolika przy łóżku i sięga oo książkę, tę samą, którą czytałam w parku.

-Już dobrze, wyglądasz jak wściekły mały ratler, sorry Amy się wygadała. -1.2.3 spokojnie 4.5.6...

-Zostaw tą książkę i idź do domu Nick, czego ty ode mnie chcesz prawdy? Proszę bardzo. Mam 24 lata i jestem dziewicą to chciałeś usłyszeć? Czekam na kogoś kto zaakceptuje to jaka jestem i pozna mnie na tyle dobrze, aby przeżyć ze mną cudowną noc. Nie wstydzę się tego jednak chciałabym aby to już się stało, jednak jestem na tyle nie pewna siebie i nieśmiała, że zaczynam wątpić czy to się kiedykolwiek zdarzy. Chce stracić dziewictwo zadowolony ! -Krzyczę na niego a on skupionym wzrokiem obserwuje mnie, nie obchodzi mnie, że mógł uznać moją wypowiedź jako akt desperacji, już mnie nic nie obchodzi. Niech wyjdzie przez te cholerne drzwi i da mi spokój.

-Wprowadzę cię. -Z jego ust pada stwierdzenie, jednak nie rozumiem o co chodzi.

-Słucham?

-Stracisz dziewictwo ze mną, nie pozwolę aby obcy facet cię dotykał, nie pozwolę...

9

Odp: ZA CO CIĘ KOCHAM OPOWIADANIE

Nie rozumiem za bardzo celu w jakim wstawiłaś tu swoje opowiadanie, czy chodzi o to by się pochawlić,oddać to pod ocene innych czy o co? Bo jako tako konkretnie tego nie wskazałaś. A moim zdaniem to nie jest najlepsze miejsce na takie coś. Jakiś blog z opowiadaniami był by raczej lepszym wyjściem.

10

Odp: ZA CO CIĘ KOCHAM OPOWIADANIE

Rozdział 9

CAROLINE

Jak on śmie proponować mi takie rzeczy ! Ja miałabym z nim...nie to się w głowie nie mieści, on jest stuknięty. Żałuję, że wyjawiłam mu swój sekret, mogłam trzymać gębę na kłódkę i nie poruszać tego tematu. Jestem wściekła i nie zamierzam tego przed nim ukrywać, zlekceważył mnie oraz to, że wyjawienie mu prawdy kosztowało mnie wiele wysiłku i wstydu. Jego tępa głowa chyba nie rozumie co właśnie powiedział i jeżeli myśli, że tak po prostu zostaniemy przyjaciółmi to grubo się myli.

-Nick wyjdź nie chcę z tobą rozmawiać jak możesz proponować mi coś takiego czy ty nie masz ani odrobiny wstydu, zrozum to jest dla mnie bardzo krępujące. Nie powinnam poruszać z tobą tej kwestii. - Wygląda na to, że zrozumiał że nie żartuję jego skupiona twarz wyraża skruszone emocje. Niech wie, że ja nie jestem jak inne łatwowierne panny, które może bajerować wciskając suche teksty.

-Caroline posłuchaj ja... ja nie wiem co powiedzieć, nie wiedziałem że zareagujesz w taki sposób, tak gwałtownie.

-Nie myślałeś chyba, że się na to zgodzę? Mogłam się domyślić, że chodzi ci tylko o seks. Zawiodłam się na tobie wiesz, strasznie się zawiodłam wyjdź Nick i nie wracaj. -Wskazuje mu drzwi nie mając ochoty na dalszą rozmowę. Jednak on nie wychodzi.

-Caroline jestem idiotą i to skończonym wybacz mi, to nie tak miało zabrzmieć. Nasza rozmowa miała toczyć się w przyjaznej atmosferze a ja zacząłem wypytywać o twoje prywatne sprawy. Masz racje lepiej jeżeli już pójdę, przepraszam cię raz jeszcze. -Nick ostatni raz spogląda na mnie i odwraca się aby odejść. Siadam na łóżku i próbuje zebrać myśli. Jestem skołowana nie wiem co nim kierowało czy proponował taki układ każdej innej dziewczynie, którą spotkał? Nie może wyjść, zdecydowałam że porozmawiam z nim i wszystkiego się dowiem.

- Zaczekaj nie wychodź, siadaj mam kilka pytań. Pogadamy jak dorośli ludzie, którymi jesteśmy. -Zajmuje krzesło i czeka choć widzę jego zdenerwowanie.

-Nick skąd do głowy przyszedł ci taki pomysł, czy proponowałeś go każdej dziewczynie którą poznałeś?

-Nie gniewaj się, ale w tych czasach trudno znaleźć dziewczynę, która byłaby...

-Dziewicą? Co jest, teraz to słowo sprawia ci problem przecież 10 minut temu wypowiadałeś je bez problemu.

-Jestem palantem i masz prawo być zła, ale jest w tobie coś takiego co zastanawia mnie. Ciągle zaskakujesz mnie czymś nowym i to jest ekscytujące. Gdy powiedziałaś mi wprost, że jeszcze nie byłaś z chłopakiem najpierw mnie lekko zamurowało a potem...

-Co potem mów wreszcie.

-Ucieszyłem się, że żaden z nich jeszcze nie miał okazji widzieć cie w całej okazałości ani nie całował. W nocy kiedy spałaś zastanawiałem się jakie szczęście mnie spotkało. Dostałem szanse pocałowania cię kilkukrotnie, wyskoczyłem z tym pomysłem ponieważ jestem idiotą to po pierwsze, a po drugie jestem zazdrosnym idiotą. Kiedy pomyśle jak ci faceci się na ciebie gapili w barze, miałem ochotę dać im w morde. Nie zawsze jestem tak sympatyczny, mam za sobą trudny okres, ale dawna buntownicza część mnie pozostała i niekiedy daje o sobie znać.

-Jesteś agresywny, bijesz kobiety ? Potrafiłbyś uderzyć też mnie? -Przygląda mi się ze smutną miną. Przygarbiony już nie sprawia wrażenia odważnego i mocnego, widzę przed sobą człowieka mającego tajemnice. Nie za bardzo chce mi je wyjawić, to nie jest moja sprawa, ale ja muszę poznać odpowiedź. Po dłuższej ciszy otwiera usta chcąc coś powiedzieć.

-Nie biję kobiet i w życiu nie podniósł bym na ciebie ręki masz prawo snuć domysły, ale nie, nie bije kobiet. Czy jestem agresywny? Tak, jeżeli ktoś mnie sprowokuje lub zaczepi moich znajomych. Mam więcej wad niż zalet, ale każdy dzień to dla mnie próba. Każdego pieprzonego dnia staram się żyć w zgodzie z samym sobą, robię to dla kogoś bardzo mi bliskiego. Ta osoba nigdy mnie nie zawiodła, zawsze była przy mnie.

-Dobrze mieć kogoś na kogo można liczyć. Nie wydaje mi się żebyś był agresywny, jesteś inteligentny skoro studiujesz medycynę.

-Sam się sobie dziwie, że jeszcze daje radę. Medycyna to jest mój właściwy kierunek w życiu. Chcę leczyć ludzi, pomagać im a przede wszystkim nie chce mówić rodzinom, że ich bliskich już nie ma. Zrobię wszystko co w mojej mocy aby zdać tą cholerną medycynę, nie wyobrażasz sobie ile nocy zarwałem przygotowując się do egzaminów. Przepraszam ty akurat wiesz o czym mówię więc mnie rozumiesz. Na szczęście został mi już tylko rok a potem praca.

-Dziwnym człowiekiem jesteś Nick, stanowisz dla mnie zagadkę. Proponujesz mi lekcje seksu nie wiem czy dobrze to sformułowałam a potem mówisz tak ciekawe rzeczy o sobie. Jak mam to traktować, jak mam traktować ciebie? Wybacz, ale jestem skołowana nie wiem co mam zrobić. -Uśmiech Nicka świadczy o tym, że zaraz pewnie powie coś co znowu wprawi mnie w stan konsternacji. Wstaje i podchodzi do okna.

-Rozumiem że jesteś skołowana, dlatego mam pewien plan. Nie musisz się zgadzać, ale chciałbym żebyś go przemyślała.

-Dlaczego rozum podpowiada mi, że mam się go obawiać? -Odpowiadam wstając, także podchodzę do okna. Przyglądam się mojemu sąsiadowi, który potrafi z szybkością światła roznosić plotki, pewnie już zobaczył Nicka i teraz wyobraża sobie nie stworzone historie.

-Czy obawiać to nie wiem, ale jest do zaakceptowania. Otóż chciałbym cię zaprosić na randkę jedną, drugą a może i trzecią o ile przy pierwszej nie dostanę książką. Mam nadzieję, że nie zasłużę na kolejny cios bolało wiesz?-Zaczyna śmiać się cicho, czyli rozpamiętywał nasze spotkanie w parku. Dlaczego w duchu się z tego faktu cieszę przecież nie powinnam.

-My na randkę? We dwoje, sami ?

-Z reguły tak działają randki, ludzie spotykają się na nich we dwoje i ...rozmawiają, poznają się.

-Wiem co to randka, ale nie wiem czy to dobry pomysł, zważywszy, że mamy za sobą tak intymną rozmowę.

-Zgódź się a nie wspomnę już nigdy o tym kretyńskim pomyśle, chyba że sama postanowisz...-Urywa zdanie i patrzy wymownie na mnie.

-Nick...

-Żartuje, to co zgodzisz się? -Jest w jego oczach coś szczerego, może na początku nasza znajomość nie wypadła najlepiej, ale ...no kurcze ufam mu, chociaż za cholerę nie wiem dlaczego. Jedna randka i koniec.

-Ok zgadzam się. -Próbuje się nie śmiać, zachowując powagę podchodzę do stolika i próbuje zimnego już omletu. Zostawiam go oniemiałego, jedząc przyglądam się mu.

-Zgadzasz się tak po prostu? Nie będzie jęków ani narzekań szczerze myślałem, że tak właśnie zareagujesz.

-Zgadzam się tak po prostu jak to ująłeś a przy okazji pycha omlet, gdybyś oblał medycynę możesz zostać kucharzem.

-Cóż za szczerość, ale dziękuję za docenienie mojego talentu. W niesamowicie dobrym humorze będę się zbierał do domu, ale mam prośbę dasz mi swój numer?
-Daj mi swój telefon. -Zabierając swoją niebieską bluzę z kapturem, podchodzi i podaje mi swój telefon, zapisuje swój numer i oddaje mu go z powrotem.

-Dziękuję ci słodka, ok będę uciekał. Mogę na pożegnanie pocałować cię w policzek?

-Chyba śnisz, nie wystarczy ci wrażeń po dzisiejszym dniu?-Uśmiecham się szyderczo, lecz w głębi chciałabym go pocałować. Muszę jednak trwać przy swoim twardo.

-Do szybkiego zobaczenia słodka. -Mówi uśmiechając się szeroko i wychodzi. Nie wiedzieć dlaczego ja też szczerze się jak idiotka. Niedobrze myślę, niedobrze.

11

Odp: ZA CO CIĘ KOCHAM OPOWIADANIE

Rozdział 10

NICK

Przemawia przeze mnie pewność siebie, arogancja, ale do tych cech, które ja uważam za zalety muszę dodać niestety własny idiotyzm. Tylko ktoś tak zdrowo nie myślący jak ja , mógł chlapnąć taką gafę. Jak mogłem jej zasugerować coś takiego. Nawet nie potrafię tego nazwać, miałbym ją ?edukować" ? Biedna Caroline pewnie w pierwszym momencie słysząc moją propozycje uznała mnie za stukniętego. Miała racje, tak się przy niej zachowuje. Fakt, że jest niedoświadczona zdziwił mnie i to bardzo, targany impulsem zaproponowałem rolę kogoś kto jej pomoże. Nie będę ukrywał jest cholernie seksowna i najchętniej przysunąłbym ją do ściany w jej sypialni i całował tę cudowną skórę. Chętnie wprowadziłbym jej delikatne ciało w stan doznań o jakich nie śniła, ale nie, muszę się opanować i dobrze to rozegrać. Im bardziej mnie od siebie odpycha, tym ja bardziej będę się starał. Odbiło mi co? Już gadam do siebie, ale muszę mieć dobry i skuteczny plan, który pozwoli mi być jej pierwszym i ostatnim.
Żaden popieprzony złamas się do niej nie dobierze, nie odepnie nawet zasranego guzika, ani jej nie tknie w żaden inny sposób ponieważ tylko ja będę mógł to zrobić. Arogant ze mnie co ? Ja po prostu wiem, że taka dziewczyna jak ona jest moją przyszłością, jest czymś co nie
zdarza się często. Ona nie jest każdą, ona jest sobą, i to jest piękne. Swoją złością pokazuje, że nie jest tak cicha i nieśmiała jak myślałem, potrafi pokazać pazur, no w moim przypadku był to mocno wymierzony policzek, ale należał mi się więc nie ma o czym mówić. Wychodząc
z domu Caroline spoglądam na telefon, rany jestem spóźniony ponad godzinę, jak zwykle stwierdzam sucho i wsiadam do auta. Odpalam je a w głowie już słyszę wesołe docinki ze strony moich kumpli. To nie jest ich zasrana sprawa co robiłem , kiedy i z kim. Kiedyś obeszłoby mnie to, w ogóle nie ruszyło, ale teraz jeżeli usłyszę choć jedno złe słowo wymierzone w Caroline, miarka się przebierze. Dziwnie się czuję, przecież przyjaciele byli ze mną w każdym złym i dobrym momencie życia, więc dlaczego nagle myślę o nich tak źle? Jeszcze nigdy żadna panna nie stanęła pomiędzy nami, aż do teraz i to jest zatrważające. Czy byłbym w stanie zostawić kumpli dla dziewczyny która znam zaledwie kilkanaście godzin? Odpowiedź jest dla mnie nie jasna, jeszcze się nad tym nie zastanawiałem. Ta sprawa ma czas, najpierw
porozmawiam z nimi a potem będę się przejmował. Tak zrobię. Włączam radio i ruszam przed siebie na spotkanie z nimi.
Po niedługim czasie, docieram pod swój dom. Znam swych przyjaciół i wiem, że mój barek w niedługim czasie będzie domagał się ponownego zapełnienia. No cóż, w przeciwieństwie do mnie oni pija zbyt dużo, i to zazwyczaj ja jestem osobą, która ich pilnuje. Swoje już wypiłem jako młody gówniarz, więc czas najwyższy ogarnąć się i dorosnąć. Oni niech robią co chcą, każda nie przemyślana decyzja ma swoje konsekwencje i ze swojego doświadczenia wiem, że tak jest. Mogą mnie nazywać sztywnym, ale oni wiedzą w jakim stanie byłem po śmierci Ryana teraz wiem, że alkohol jest ucieczką na chwilę i tak naprawde nie pomaga zapomnieć.
Nie chcę właśnie teraz mieć przed oczami swego strasznego wyglądu, ale mam. Zamykam oczy i widzę drobnego chłopaka, który na pogrzebie brata leży nawalony w jego pokoju. Matt starał się mnie doprowadzić do porządku, ale to na nic. W tamtym momencie byłem wrakiem, wszystkie emocje wyparłem a moją nową kochanką została whiskey, z nią rozumiałem się bez słów. Miałem też drugą kochankę, była nią samotność. Wtedy nie rozumiałem, nie potrafiłem poprosić kumpli o pomoc, wydawało mi się, że po śmierci brata nie pozbieram się. Jednak oni nie dali za wygraną, zostali przy mnie. Wkurwiający czy nie , to moi przyjaciele. Z tym ostatnim zdaniem opuszczam auto i ruszam do domu. Otwierając drzwi słyszę jęki, nie są to jęki o jakich w pierwszej chwili pomyślałem, ale są to jęki narzekań. Na mej twarzy błąka się uśmiech, mówiłem konsekwencje picia. Widok jaki zastaje w salonie jest komiczny; Chris leży na kanapie i śpi a Matt? Matt właśnie pije kolejne piwo, ten widok już od dawna nie robi na mnie wrażenia jest to kwestia przyzwyczajenia.

-Matt żyjecie? -Pytam i rozglądam się po salonie szacując ilość wypitego alkoholu, nie jest
zbyt wysoki. Pewnie szumi im w głowach od wczoraj. Siadam na kanapie naprzeciwko Chrisa,
który coś burcząc pod nosem budzi się powoli.

-Stary, ale impreza, nic nie pamiętam. Dlaczego z naszej trójki to my wyglądamy i czujemy się
do dupy a tobie nic nie jest? -Chris podnosi głowę, ale zaraz potem opuszcza ją w dół. -Wstaje i idę do kuchni po wodę dla tych imprezowiczów. W kuchni zastanawiam się czy poruszyć kwestię Caroline, ale na dziś chyba odpuścimy sobie rozmowe. Moglibyśmy niepotrzebnie się pokłócić a to nigdy nie jest dobre. Wychodząc z kuchni widzę, że Chris próbuje usiąść, rany mocno zabalowali. Podchodzę do niego i podaje wodę, słyszę ciche
dzięki a potem podaje też wodę Mattowi, który wygląda zdecydowanie lepiej od drugiego
kumpla. Przypominam sobie pytanie jakie zadał mi Matt.

-Ja nic nie piłem i dobrze, przynajmniej posłużyłem jako taksówkarz, was też tu przywiozłem.

-Jak to was, to kogo ty jeszcze odwiozłeś, czekaj czekaj jak jej było na imię? Karen, Caroline ?
Ja pierdole nic nie pamiętam, kompletny odlot, ale urodziny tej laski ekstra, umie dziewczyna
zorganizować imprezę. Opowiadaj, którą zaliczyłeś? -Wkurwiło mnie to pytanie, biorę
wdech.

-To nie twoja sprawa Matt spierdalaj.

-Przypomniałem sobie Caroline, laska miała na imię Caroline no nie powiem niezła sztuka z
niej.

-Matt ostrzegam cię, zamknij się. -Mówię już prawie warcząc. Jeszcze chwila a puszczą mi
wszystkie hamulce.

-Przyznaj, że laska z niej niezła kleiła się do ciebie, ale była napalona na Ciebie.

-Kurwa, zamknij wreszcie pysk, daj jej spokój. -Jestem bardzo zdenerwowany, sam mam ochotę wypić, jestem wściekły na niego.

-Nick no przestań, chyba ta dupa nie zrobiła na tobie wrażenia, ładna może jest, ale wiesz
ona jest jak wszystkie inne na jedną noc i nara. -Tym sobie nagrabił, w tej chwili to nie jest mój przyjaciel. Bez słowa podchodzę do niego i wykorzystuje to, że i on stoi na równych
nogach. Staję z nim twarzą w twarz.

-Cofnij to. -Stwierdzam krótko. Matt spogląda na mnie z uśmieszkiem na ustach, opanuj się Nick, opanuj błagam siebie w myślach.

-Ale co mam cofnąć, nie przeleciałeś jej? Szkoda, kiedy weszła do klubu sam miałem ochotę to zrobić. -Wystarczył jeden cios i mój najlepszy przyjaciel upadł, nikt nie będzie obrażał jakiejkolwiek kobiety zwłaszcza Caroline. I tak oto kobieta stanęła pomiędzy najlepszymi
przyjaciółmi, stało się to czego się obawiałem.

12 Ostatnio edytowany przez zaczytana2206 (2014-11-02 23:34:45)

Odp: ZA CO CIĘ KOCHAM OPOWIADANIE

Mam nadzieję, że kilkoro z was zaciekawi to opowiadanie. Kolejne rozdziały będą się pojawiać, te 10 wstawiłam na ?próbę", aby przekonać się czy można to zaakceptować , liczę na opinie i komentarze . smile

Pozdrawiam

Paula tzn. zaczytana2206 smile

13

Odp: ZA CO CIĘ KOCHAM OPOWIADANIE

Rozdział 11


NICK

Spoglądam na leżącego na podłodze przyjaciela i wcale nie jestem skruszony. Zasłużył na to, przecież ostrzegałem go aby nie obrażał Caroline. Żadna kobieta nie zasługuje na to, aby być obrażaną czy poniewieraną. Przyjaciel z trudem podnosi się, chce mu pomóc, ale odtrąca moją dłoń.

-Odwal się Nick, co ci odbiło?

-Mi? Człowieku wytrzeźwiej to raz a po drugie zastanów się co powiedziałeś. Nigdy nie waż się jej obrażać, rozumiesz? -Patrze na niego ze złością, niech wie, że jestem jak najbardziej poważny i nawet to, że się przyjaźnimy mu nie pomoże jeżeli tak dalej będzie się zachowywał.

-Chłopaki, uspokójcie się przecież Matt jeszcze nie jest sobą, na pewno żartował. Prawda? -Chris podnosi się z kanapy i podchodzi do naszej dwójki. 

-Żart czy żart, ma nie zachowywać się jak palant, Chris. Jak byś się zachował na moim miejscu gdyby on obraził twoją przyjaciółkę ?

-Wjebałbym mu to akurat proste. Nie dziwie ci się, że tak zareagowałeś.

-Jestem tu, wszystko słyszę. No dobra Nick przykro mi ok? Przeproszę ją jeśli chcesz, masz racje palant ze mnie. -Przyjaciel podaje mi dłoń na zgodę, co mam zrobić musimy się pogodzić. Wiem, że muszę tak postąpić. Również podaje mu dłoń, ale nie zamierzam tego tolerować.

-Słuchaj Matt, wiesz że nie lubię się kłócić ani z Tobą ani z Chrisem, ale ona jest dla mnie ważna, nie wiem dlaczego, ale jest. -Przyjaciele popatrzyli na siebie, ale potem szybko swój wzrok przenieśli na mnie. Widziałem po minie Chrisa, że jednak rozmowa mnie ominie.

-Zachowałem się jak dupek wybacz, ale nie poznaje cię Nick, dawniej wiesz jak to było. Tylko nas troje i dziewczyny, a teraz  ty dajesz mi w mordę. Więc...ty i ona ...?

-Nie ma żadnych ?nas", ale przyznaję zależy mi na niej, jest mały kłopot. Ona nie zwraca na mnie uwagi, zgodziła się na jedną randkę. Jest w niej coś zaskakującego, nie nudzi mnie zawsze ma coś do powiedzenia, po prostu jest...

-Okey, okey łapiemy zadurzyłeś się w niej.

-Co? Nie, nie zadużyłem, ale można powiedzieć że jestem bardzo nią zainteresowany.

-Chris pamiętasz żeby Nick latał za jakąś laską bo ja nie.

-Faktycznie stary, nie robiłeś tego nigdy. Dziwnie się zachowujesz odkąd ją spotkałeś, naprawdę jest tego warta? -Sam sobie ciągle zadaje to pytanie, taka dziewczyna jak ona to rzadkość. Mądra i piękna.

-Wierzcie mi, jest tego warta. Ona jeszcze o tym nie wie, ale ja się nie poddam, będę się o nią starał.

-Stary...nie wiem co powiedzieć, ale cie wzięło. Chris musimy poznać bliżej tą Caroline i dowiedzieć się czym go tak zauroczyła.

-Co masz na myśli mówiąc bliżej ? -Pytam.

-Nie martw się, mówię tylko że musimy ją poznać. -Już mam na ustach ripostę, ale nagle dzwoni mój telefon. Jestem zaskoczony tym, że na wyświetlaczu wyświetla się numer Caroline.
Odchodzę na bok, nie chcąc by nasza rozmowa została podsłuchana. Przyjaciele niemym gestem pytają kto do mnie dzwoni, kiedy wypowiadam imię Caroline głupio się uśmiechają.

-Witaj piękna, już za mną tęsknisz? -Wiem, że zaraz usłyszę słowa pełne złości, ale uwielbiam ją denerwować.

-Ja za tobą? Dobry żart, musisz mi pomóc Nick i wierz mi, że gdybym mogła to byłbyś ostatnią osobą do której zadzwoniłabym.

-W takim razie nie wiem czy ci pomóc, skoro słyszę taki sarkazm w twoim głosie.

-Przestań już, pomożesz mi czy nie?

-Oczywiście, że tak o co chodzi śliczna?-Słyszę w jej głosie westchnienie.

-Nie wiem jak ci to powiedzieć Nick. Głupio mi.

-Powiedz od razu o co chodzi, przecież wiesz że ci pomogę, zawsze.

-Dobrze, powiem wprost. Drzwi od mojej sypialni się zatrzasnęły i potrzebuje kogoś kto mi pomoże a że jesteś dość  inteligentny to wierzę, że znajdziesz rozwiązanie.

-A może wystarczy zadzwonić do ślusarza?

-Nie każdy pochodzi z bogatej rodziny Nick, dlatego proszę cię o pomoc. -Nie wiem jak zareagować na jej słowa, dlatego  całą rozmowę spróbuje obrócić w żart aby nie poczuła się urażona czy zawstydzona. To, że ja jestem bogatym dzieciakiem, któremu w życiu się powiodło nic nie znaczy. Nie oceniam ludzi po zawartości portfela.

-Caroline myślałem, że zatrzasnęłaś się w łazience, moja wyobraźnia podsuwa mi bardzo kuszące obrazy ...-Słychać ciche westchnienie, nie wiem czy jest to znudzone westchnienie.

-Nick jesteś...brak mi słów. -Śmieje się a to dobry znak.

-A skąd wiesz, że nie jestem naga w pokoju, być może czekałam na kogoś ? -Zaskoczyła mnie tym pytaniem.

-Daj mi 10 minut zaraz będę.

14

Odp: ZA CO CIĘ KOCHAM OPOWIADANIE

Rozdział 12

Jeszcze nigdy nie jechałem tak szybko, na pewno żartowała. Nie okłamała by mnie, przecież nie ma nikogo. Skąd mogę to wiedzieć, być może jest z kimś i ta myśl wprawia mnie w złość. Trudno ją rozszyfrować, jednak wiem że jest szczera. Co się ze mną dzieje? Ja, jestem zazdrosny o kogoś kto może nie istnieje, Caroline żartowała wiem to.
Po dosłownie 15 minutach jestem pod jej domem, w międzyczasie zadzwoniłem po ślusarza, który także zjawia się 5 minut po mnie. Myśląc, że jestem jej chłopakiem nie pyta się dlaczego wchodzę do domu Caroline bez pukania. razem udajemy się na górę, do już dobrze znanego mi pokoju.

-Caroline to ja, nie martw się za chwilę wyjdziesz z sypialni.

-Wiem, że powinnam ci być wdzięczna za to, że przyjechałeś, ale ...czy ty znasz się na tym? Nie żebym coś mówiła lub narzekała, ale bardzo cenie te drzwi. -Odwracam się w stronę ślusarza i każe nic nie mówić. No co muszę jakoś zyskać u niej dodatkowe punkty. Starszy mężczyzna tylko się uśmiecha i wyciąga odpowiedni sprzęt.

-Oczywiście, że się znam. Nie jestem taki bezwartościowy za jakiego mnie masz. Ta pomoc będzie cię drogo kosztować wiesz?

-Zdajesz sobie sprawę, że przechwalanie się nigdy nie jest zbyt dobre a i na mnie ono nie działa. Co masz na myśli mówiąc drogo kosztować?

-Jeszcze nie wiem pomyślę, ale jestem ci wdzięczny że zadzwoniłaś.

-Już tego żałuję. - Cała Caroline, przemiła jak zawsze. Ślusarz uśmiecha się słysząc jej słowa.

-Czekałaś na kogoś? -Pytam chcąc wreszcie oszukać własne domysły.

-Tak czekałam, a właściwie nadal czekam, tylko że on zadzwonił że się spóźni. Jest na lotnisku i nie mógł mi pomóc.

-Jaki ?On" Kogo masz na myśli?

-To nie jest twoja sprawa Nick, spodziewam się gościa i tyle.

-Chyba mam prawo wiedzieć kogo się będziesz spodziewać? Czy to twój chłopak?

-Nick to naprawdę nie twoja sprawa, jestem ci wdzięczna że mi pomogłeś.

-Dobrze, skoro to nie moja sprawa w takim razie uszanuje to.

-Dziękuje ci Nick, przecież nie musiałeś tu przyjeżdżać i mi pomagać, doceniam to.

-Nie ma sprawy. -Cedzę przez zaciśnięte zęby, jestem tak cholernie zły nie wiedząc kogo ma na myśli. Wkurza mnie, że nie chce mi powiedzieć, jednak w jednym ma słuszność-nie jestem jej chłopakiem, nie mogę na niej nic wymuszać. Zauważam, że ślusarz otworzył wreszcie te drzwi. Wręczam mu pieniądze, nie chcąc by ona musiała płacić. Caroline wychodząc z sypialni nie ma wesołej miny, spogląda wprost na mnie.

-Znasz się na tym tak? Wiedziałam, że nie potrafiłbyś tego otworzyć.

-Więc po jaką cholerę do mnie zadzwoniłaś? -Odpowiadam sfrustrowany.

-Nick, myślałam , że spróbujesz mi pomóc. Spróbować zawsze warto, być może udałoby ci się je otworzyć, ale skoro zadzwoniłeś po ślusarza to ok. Ile mam panu zapłacić ?

-Pani chłopak już to zrobił, do widzenia i polecam się na przyszłość.

-On nie jest moim...a nieważne. Do widzenia. -Mężczyzna po zabraniu swoich narzędzi wyszedł, zostaliśmy sami. Nie mogę przestać myśleć o tym tajemniczym gościu.

-Ile mam ci zapłacić, nie pozwolę byś za mnie płacił.

-Caroline potraktuj jako pożyczkę, później mi oddasz. -Nie wiedzieć czemu dziewczyna nagle posmutniała.

-Mam już dość płacenia pożyczek.

-Caroline? -Słyszymy, że ktoś wchodzi na górę, czyżby to był chłoptaś?

-Jestem, na górze.

Kiedy chłopak wchodzi na górę, mogę uważniej mu się przyjrzeć. No cóż, na mnie on nie robi wrażenia, ale ona...ona się szeroko uśmiecha i rzuca mu się na szyję. Targają mną bardzo silne emocje. Wkurwia mnie, że ten chłopak obejmuje ją w pasie a ona mu na to pozwala. Wkurwia mnie on i jego zachowanie wobec niej, kim on do diabła dla niej jest ?

15

Odp: ZA CO CIĘ KOCHAM OPOWIADANIE

Rozdział 13

CAROLINE

Jeszcze nigdy nie cieszyłam się na wizytę Marco tak jak w tym momencie, mocno się za nim stęskniłam. Mieszka w Niemczech, bardzo rzadko się widujemy. Jest zawodowym piłkarzem i niestety pełniona przez niego funkcja wymaga ciągłych wyjazdów, meczy, konferencji i tym podobnych, to też na wakacje wybiera się nieczęsto. Jak wygląda? Jest wysokim blondynem o zielonych oczach, nie zmienił fryzury, choć mu to doradzałam. Mówi, że jego ?fryzura", ja to nazywam fryzurą na koguta to jego znak rozpoznawczy. Taa jasne. Szczerze, nigdy nie zastanawiałam się nad tym czy jest popularny, oglądałam mecze z jego udziałem, choć zasady piłki nożnej to dla mnie czarna magia. Nigdy nie wiem kiedy jest ten jak to się nazywa? Aaa spalony, musi mi to w końcu wytłumaczyć. Teraz będzie miał okazję, powiedział mi że sezon się zakończył i może do mnie przylecieć. To bardzo miła wiadomość, mieszkam sama a z nim człowiek nigdy się nie nudzi. Znam go mniej więcej 5 lat, poznaliśmy się na wakacjach. Znajomi zaprosili mnie do siebie, jeszcze nigdy nie leciałam samolotem więc podróż do Niemiec była bardzo stresująca. W pewien sobotni weekend wybraliśmy się na mecz. Pomyślałam wtedy no super Caroline ty i mecz? Nie byłam entuzjastycznie do tego nastawiona, lecz czego nie robi się dla przyjaciół. Kiedy udaliśmy się na stadion-oniemiałam z wrażenia. Tysiące ludzi zdzierało gardła, aby wspomóc swój ulubiony zespół, stałam tam i obserwowałam całą tę atmosferę, zabawę jaka temu towarzyszyła. Tak jak wcześniej przewidywałam zasady tej gry były dla mnie niezrozumiałe, nie wiedziałam którą drużynę mam wspierać. Moi znajomi śmiali się ze mnie i w międzyczasie tłumaczyli podstawowe zasady. Nasza rozmowa przebiegała następująco : oni produkowali się tłumacząc reguły a ja tylko kiwałam głową i udawałam, że wszystko rozumiem. Po meczu, oni nie byli w stanie powiedzieć ani słowa, ponieważ doping skutecznie ich wyłączył na resztę wieczoru. W dobrych nastrojach planowaliśmy świętować urodziny jednego z nich, lecz właśnie wtedy przypadkowo wpadłam na Marco. Nie wiedziałam, że wpadłam na piłkarza. Dziwnym trafem miałam przeczucie, że go znam, ale potem pomyślałam że wyobraźnia płata mi figle. Jednak ryk mojego kolegi sugerował, że miałam racje. Chłopak spojrzał na mnie i zapytał czy nic mi nie jest, zdążyłam tylko przytaknąć głową, ponieważ jakieś dziewczyny zaczęły krzyczeć jego imię. Kolega popchnął mnie abym zapytała go o autograf. Nie dość, że dał mi autograf to jeszcze swój numer telefonu, podziękowałam za autograf a numeru nie przyjęłam początkowo. pamiętam zamęt jaki towarzyszył tej sytuacji . Ja i on plus moi przyjaciele , plus dziewczyny, których Marco najwyraźniej chciał się pozbyć. Nie wiem skąd wzięłam w sobie tyle odwagi, aby zaproponować mu spędzenie z nami tamtego wieczora. Nie spodziewałam się, że się zgodzi-a jednak, zgodził się i wybrał się wraz z nami do baru, gdzie mogliśmy go poznać od nie piłkarskiej strony. Okazało się, że mamy ze sobą wiele wspólnego, nawet nie spostrzegłam jak miło i sympatycznie spędziłam z nim czas. Przyjaciele zauważyli, że połączyła nas więź przyjaźni. Marco opowiedział nam o początkach swojej kariery i o tym, że czasem to całe jego piłkarskie życie, ten splendor przytłaczają go, ale nigdy nie myślał o rezygnacji ponieważ piłka to jego drugie życie. Oddaje się temu bezgranicznie, kocha to co robi.  Później trochę ze smutkiem odwrócił się i podszedł do grupki młodych osób, które poprosiły go o autograf i zdjęcie. Uśmiechał się do zdjęcia, ale był to zmęczona poza, spojrzał na mnie i westchnął. Zrozumiałam wtedy, że czasem chyba brakuje mu prywatności, pewnie chciałby spędzać wieczory jak zwykły normalny chłopak . Oto też go zapytałam, odpowiedział, że chciałby czasem móc wyjść gdzieś i nie zastanawiać się z której strony ktoś podejdzie. Byłam pod wrażeniem tak szczerej rozmowy z nim, polubiłam go no i odrobinę współczułam, właściwie przez cały ten czas mu współczuje. Paparazzi polujący na kompromitujące zdjęcia, imprezy pełne alkoholu to jego świat, świat którego on do końca nigdy nie zaakceptował. Wspomniałam o tym, że wcześniej Marco dał mi swój numer a ja go nie przyjęłam- fakt, ale po tak wspaniałym wieczorze jak mogłam go nie przyjąć? Spotkałam się z nim dwa dni później już bez przyjaciół, których on serdecznie polubił. Zaplanował cały dzień ze mną! Wyłączył telefon, żeby nikt nam nie przeszkadzał i ruszyliśmy w miasto. Można powiedzieć, że Dortmund i jego osobę poznałam aż zbyt dobrze. Okazał się bardzo zabawnym przewodnikiem, który pochłania bardzo duże ilości jedzenia.  Zazdrościłam tak szybkiej przemiany materii, on wytłumaczył mi że dieta u piłkarza to rzecz święta . Nie przestrzegasz jej wylatujesz ze składu. Do teraz nie wiem czy mówił poważnie, czy żartował. Czy to możliwe, abyśmy tak szybko się zaprzyjaźnili? Owszem. No i to koniec wspomnień o moim przyjacielu. Przyleciał do mnie i mam nadzieję, że Nick nie popsuje tego wszystkiego. Nie polubili się, to od razu zauważyłam, kiedy tylko Nick na niego spojrzał.

***

-Witaj słoneczko, co słychać? -Pyta Marco obejmując mnie tak, że aż brak mi tchu w płucach.

-Hej, nareszcie jesteś. Tęskniłam za Tobą.

-A myślisz, że ja nie. Caroline pomógł bym ci nie musiałaś nikogo wzywać.

-A tak, poznajcie się. To jest Marco a to Nick. -Mój przyjaciel serdecznie wyciąga dłoń na powitanie, niestety chłód bijący od Nicka jest nie do ukrycia. Podają sobie dłonie, lecz serdeczności w tym geście nie zauważyłam.

-Caroline pójdę już. Cześć. -Głos Nicka oraz jego spojrzenie wskazuje na to, że jest zły. Co ja takiego zrobiłam? Nie mam do tego teraz głowy, mam przecież gościa.

-Nick o co chodzi?

-O nic, zajmij się swoim ?przyjacielem". Następnym razem być może zdąży ci pomóc. - Po raz kolejny zadaje sobie pytanie o co mu chodzi? Facetów jednak bardzo trudno zrozumieć a podobno to my stanowimy wieczną zagadkę.

-Może grzeczniej co? Caroline nie zasłużyła sobie na takie traktowanie zwłaszcza z twojej strony. -Marco staje przede mną, twarzą w twarz z samcem Alfa. Przeczuwam kłopoty.

-Uważaj, żebyś ty na nic nie zasłużył. -Nick podchodzi jeszcze bliżej, nie potrafię określić jakie w tej chwili mam tętno, ale na pewno jest podwyższone.

-Straszysz? Jakie to żałosne. -Przyjaciel za nic bierze sobie groźby Nicka, który przesadził.

-Ostrzegam, drugi raz nie będę.

-Dobra, dobra przestańcie. Marco, Nick...-Staje pomiędzy nimi, ale każdy z nich ma mnie gdzieś. W końcu samiec Alfa opuszcza mój dom z taką miną, że aż mam ochotę skopać mu tyłek. Co za dupek. Odwracam się w stronę przyjaciela, który patrzy na mnie podejrzliwie.

-Caroline?

-Marco?

-Czy chciałabyś mi o czymś powiedzieć?

-Nie. Ale mogę zaproponować ci, żebyś odświeżył się po podróży, wszystko masz przygotowane. Twój pokój to ten po prawej.

-Caroline?

-Tak Marco? -Uśmiecham się i udaję, że nie wiem o co mu chodzi.

-Uciekasz od tematu wiesz? Nie potrafisz kłamać. Kim był ten tam?

-To Nick. -Stwierdzam krótko.

-Nick ? Jaki Nick kontynuuj.

-Dopiero przyjechałeś a już masz ochotę mnie męczyć?

-No pewnie, wiesz jak tęskniłem. Zmieniłaś się, wyładniałaś.

- Czuję się wyróżniona, usłyszeć z ust tak znanego piłkarza komplement? Pewnie kiedy mówisz to swoim fanką to padają na ziemię z wrażenia.

-Tęskniłem za tym sarkazmem. Musisz wiedzieć, że uważają mnie za niezłe ciacho.

-A to dobre, naprawdę? Czy ja wiem, no może ...

-Stoi przed tobą niezła partia a ty mnie wyśmiewasz? Czuję się obrażony. Wiesz ile czasu układałem te fryzurę dla Ciebie? -Uśmiecha się i lekko trąca w ramię.

-Już dawno powinieneś to ściąć, ale tak wiem, wiem że to twój patent na dziewczyny. Założę się, że tak sławny nie jesteś i że nikt o tobie tu nie słyszał?

-Zakład mówisz? Zgoda. Jeżeli wygrasz ja zmieniam fryzurę, ale jeżeli okaże się, że choć jedna osoba mnie rozpozna to ty...powiedzmy, że ... już wiem zatańczysz dla mnie na stole w barze.

-Słucham? Nie nie ma takiej opcji. Po pierwsze wiem, że wygram, po drugie to idiotyczny pomysł.

-Kochana jest to pomysł genialny, zabawny i doskonale wiesz, że lubię takie zakłady.

-Jesteś zbyt pewny siebie. -Odburkuje na co on reaguje śmiechem.

-Jestem przystojny, pewny siebie i na 100% przekonany, że wygram nasz mały zakład. Opowiesz mi później o tym Nicku, nie wymigasz się. Facet miał minę jakby chciał mnie zamordować.Idę się odświeżyć a tobie radziłbym ćwiczyć kroki. -Puszcza do mnie oko i kieruje się do pokoju.

Dlaczego mam przeczucie, że wygra ten cholerny zakład? No to wpadłam.

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018