Kamień swobodnie z lawiny odpadły
mógłby posłuchać porostów na drodze,
one dość dobrze co trzeba odgadły:
ścieżkę w te strony trzeba odjąć nodze
Nie słuchał. Spotkawszy wiersz ten na pustkowiu,
dawno ukazany i zwiędły w bez-echu
niewiele myśląc, bo tocząc się głową
przystanął chętnie pod słomianą strzechą
co słomianego zapału zapałek
uniknęła jak gdyby zapałkochron miała
aż dotąd, do tej chwili małej
gdy kamień się wtoczył jakby wypadł z działa
A chciał ucieszyć się radością tycią
że wiersz znalazł (choć w trawie schowany)
że znalazł wiersz za poetki życia...
nie wiedział, że to już zostało wyrwane
Od drzwi się odbije by nie mącić ciszy
nie pojmując zapewne ukrywanych znaczeń
potoczy się dalej w drodze do swej niszy
a zakłócenie... Ty spróbuj wybaczyć.