O swoim związku wspominałam już kiedyś w wątku o tym co najgorszego zrobił nasz partner strona 32 i częściowo ten temat się do tego odwołuje.
Jak zakładałam wówczas tak też się stało - wróciłam do niego i jesteśmy znowu razem.
Wspominałam tam o Y, z którą R. najchętniej spędzałby czas kiedy ja jestem w pracy, jak to on określił - nie widzi w tym nic złego, "tak normalnie po koleżeńsku". Problemem jest to, że Y jest nie jest koleżanką, a jego adoratorką, która jest na każde jego skinienie, z nikim się nie umawia czekając, aż on w końcu się w niej zakocha, usiłuje nas z sobą skłócić wyskakując z buziaczkami, pocałunkiem w usta na pożegnanie, mówiąc mu, że "zasługuje na lepszą dziewczynę" itd. Dla mnie ich znajomość jest nie do przyjęcia. Zwłaszcza, że to nie jest kwestia podejrzeń. Ja wiem, on wie, ona wie, że ja wiem. Każdy z nas wie, że ona na niego leci i z chęcią zajęłaby moje miejsce. Kilkakrotnie otwarcie wyznała mu uczucie. Nim zostaliśmy parą spotykał się z nią i ze mną równolegle. Czasami nawet w tym samym dniu - najpierw spacer ze mną, później film u niej. Dla mnie spotkania przed związkiem są ostatecznie do wybaczenia, bo nie byliśmy parą, a deklaruje jako wyłącznie koleżeńskie bez intymności.
Później byliśmy parą i ona ciągle się gdzieś pojawiała. Jakieś "buziaczki" w wiadomościach na pożegnanie (Y i R), "kocham Cię" za przysługę (R), "nie mów nikomu o spotkaniu, żeby A. się nie dowiedziała"(R), "czemu się nie odzywasz, tęskniło mi się za Tobą"(R), wiadomość od niej jak to o nim myśli leżąc w wannie(Y) i bagatelizowanie naszego związku przed nią, np. "je*e mnie to czy będziemy razem" (R) i "to nie jest Twoja wina"(R), wpraszanie się do niej na noc(R), naśmiewanie się z nią z mojej zazdrości(R i Y) - tak poniżyłam się do takiego stopnia, że przejrzałam ich wiadomości (albo raczej ich fragmenty, bardzo wybiórcze), na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to, że miałam do tego podstawy. Ona i jego chęć spotykania się z nią doprowadza mnie do szału. O rzeczach wypisanych w tym akapicie w dużej części dowiedziałam się w tym tygodniu.
Również o tym, że przepraszał ją za sytuację z pubu (opis z wątku o najgorszych rzeczach, które zrobił partner):
"Po trzech tygodniach w związku. Siedzimy w pubie objęci, kilku wspólnych znajomych, oglądamy mecz jego ulubionej drużyny. Przychodzi jeszcze jeden znajomy i Y. On: zmieszane spojrzenie, koniec obejmowania, odsuwa się na drugi koniec sofy. On pisze smsy, ona pisze smsy. W przerwie niemal wybiega za nią na papierosa. [Kiedy zapytałam dlaczego tak się zachował (oczywiście z pretensjami): "chciałem jej wyjaśnić sytuację. Szanuję uczucia innych osób". A moje? (Wspólna znajoma, którą oboje mieliśmy na fb, ustawiony związek na fb i przez trzy tygodnie nie zorientowała się, że jesteśmy parą?! I czy KOLEŻANCE, trzeba wyjaśniać, że siedzi się w pubie obejmując swoją dziewczynę?! Bo moim zdaniem nie ma do tego żadnego prawa.)] Wyszłam pod byle pretekstem poirytowana całą akcją i pojechałam do domu. Miałam wyłączony telefon, bo padała mi bateria. Jaka była pierwsza wiadomość od niego? Przeprosiny? "Kocham"? NIE! "Mogę dzisiaj zostać u Y na noc?" [skąd to pytanie? "Bo Y mieszka sama i nie ma rodziców za ścianą"(mieszka od niej jakieś 15 minut jazdy samochodem) + takie zwyczaje nocowania u koleżanek "bo mam na to ochotę" z czasów siglowania]."
PRZEPRASZAŁ swoją adoratorkę za to, że widziała go z jego dziewczyną. W tym tygodniu wyjaśnił mi dlaczego, po wielkiej kłótni:"Jej uczucia są dla mnie ważne, bo są szczere. Jest niesamowicie we mnie zakochana. Jest w stanie zrobić dla mnie wszystko." Na pytanie czy dlatego jest ważniejsza ode mnie, nie odpowiedział(!).
1. Czy normalne jest, że nie życzę sobie, żeby miał z nią jakikolwiek kontakt?
2. Czy powinien się dostosować do tego, jeśli chce być ze mną?
3. Czy jego zachowanie względem niej (zachowanie które otwarcie mnie rani i wielokrotnie o tym mówiłam, prosiłam, sugerowałam, wykłócałam się) można uznać za zdradę emocjonalną? Bo chyba na tym polega zdrada emocjonalna, że inna kobieta i jej uczucia są ważniejsze niż partnerka i jej uczucia, przynajmniej według mnie?
4. Czy uzasadnione jest, że jego spotkania z nią sam na sam (i to nie tylko w miejscach publicznych) budzą moją złość i w mojej ocenie są randkami, a nie spotkaniami koleżeńskimi?
5. Czy adoratorka może być koleżanką??