Rozwód czy wiara w cuda? Czy próbować dalej po 10 latach...? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Rozwód czy wiara w cuda? Czy próbować dalej po 10 latach...?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

Temat: Rozwód czy wiara w cuda? Czy próbować dalej po 10 latach...?

Od 10 lat się męczę w toksycznym, bolesnym i zimnym małżeństwie w którym nie oszalałam dotąd chyba tylko dlatego, że całkowicie się odcięłam psychicznie. Mamy czwórkę dzieci i to jest największy dylemat. Dwójka najmłodszych poniżej dwóch lat. Dwójka starszych w podstawówce. Jestem bez pracy i mieszkam na wsi, gdzie szanse na pracę w moim zawodzie są znikome. Mieszkamy w domu, który jest tylko na męża. Nie mam dokąd wrócić, a na pewno nie z czwórką dzieci. Dwójka musiałaby zmienić szkołę, gdybym wróciła do rodzinnego miasta.
Czuję się jak niewolnik albo więzień. Gotuję, piorę, zajmuję się domem człowieka, którego nie cierpię. A on ma wymagania... czuję się jak popychadło, jak szmata i służąca. Ale muszę, bo on pracuje ja nie. "Nie mam nic do roboty, tylko dbać o rodzinę". Robię to dla dzieci, ale żyję w poniżeniu, a co najgorsze w samotności.
Nie uprawiamy seksu w ogóle. Jego dotyk mnie obrzydza, wzdrygam się. Mam uraz. Po tych wszystkich kłótniach, obcości, wrogości, przedmiotowym traktowaniu, oszustwach finansowych, odwracaniu się plecami w potrzebie...
Psychicznie dla mnie to małżeństwo to koszmar, ale dzieci ojca kochają. A on na swój sposób kocha je. Nie umiem podjąć decyzji co zrobić w tej sytuacji. Jest tyle poważnych ZA i PRZECIW, że siadam bezradna, złamana i tylko płaczę z rozpaczy nie wiedząc jak się ratować. I jak ratować córki, które widzą taki "wzór" związku i miłości. Dodam, że mąż kategorycznie nie godzi się na rozwód, choć rozmawiam z nim o tym od dawna.

Proszę podpowiedzcie, co Wy byście zdecydowały w takiej sytuacji:
ZA POZWEM ROZWODOWYM:
- szansa na zdrowy związek z kimś innym, kimś kochanym
- szansa dla dzieci na nauczenie się jak powinno wyglądać partnerstwo w miłości
- odzyskanie poczucia własnej wartości, godności
- odzyskanie kontroli nad swoim życiem, wolności
- kolosalne różnice światopoglądowe, intelektualne, zwyczajowe i dotyczące upodobań
- problemy męża z przedwczesnym wytryskiem i odmowa próby leczenia się (zupełny brak satysfakcji ze współżycia póki jeszcze takie próby podejmowaliśmy)
- od 10 lat wszelkie próby naprawy związku (a były liczne łącznie z psychologami i terapiami) nie powiodły się

PRZECIWKO
- brak pracy, brak mieszkania, a czwórka dzieci do wykarmienia
- konieczność walczenia w sądzie o dzieci, udowadniania winy, zbierania dowodów winy męża (dla mnie coś strasznego, grzebanie w tym co bolesne, wywlekanie publiczne...tragedia)
- moja rodzina mi nie pomoże, bo to katolicy zaciekle broniący świętości sakramentu małżeństwa
- poczucie, że nie zrobiłam jeszcze wszystkiego co mogłam, by naprawić relację z mężem, poczucie winy za rozbijanie rodziny
- krzywda psychiczna dzieci, latami ciągnący się proces, rozdarcie między mamę i tatę
- zupełna samotność, brak przyjaciół, cała rodzina się ode mnie odwróci za zdradę wartości religijnych

Znów siedzę i czuję się jak tonąca z kamieniem u szyi. Każda decyzja niesie ze sobą złe konsekwencje. W każdej czuję się winna. Życie mija, a ja jestem pewna, że w chwili śmierci będę siebie nienawidzić za to, że nie starczyło mi odwagi by coś wybrać i o coś zawalczyć.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rozwód czy wiara w cuda? Czy próbować dalej po 10 latach...?

czwórka dzieci? przepraszam ale czwórka? niestety będzie Ci trudno sobie poradzic ,aczkolwiek nie mówie że to nie jest możlwe, dlaczego masz poczucie że nie zrobiłaś wszystkiego dla ratowania związku ? czujesz coś jeszcze wogóle do m czy juz nic, skąd to wrogie nastawienie obraza cie, bije? czy jak to jest  z wami jaki masz zawód ,a może coś innego nie w zawodzie jaka kolwiek praca lepsza niz żadna dom miał przed slubem że tylko na niego zapisany?

3 Ostatnio edytowany przez naiwna92 (2014-08-10 18:56:30)

Odp: Rozwód czy wiara w cuda? Czy próbować dalej po 10 latach...?

Bardzo ciężka sytuacja. Nigdy nie bylam w takiej sytuacji więc nie pomoge ci jak to dokładnie rozwiązać. Mysle, ze ja bym szukała jakies mozliwosci by odejsc - jesli juz od dawna z mezem sie tylko klocicie to to nie ma sensu. I tu niewazne co powie rodzina, co na to religia i nawet twoje dzieci. Walcz o siebie, bo twojego zdrowia nikt ci nie odda. Moze poszukaj pracy na początek? Nawet mieszkając z nim? Nie wiem jaki masz zawod wyuoczony. Jednak prawda jest taka, ze obojetnie co: sprzedawca w sklepie, wystawianei towaru czy nawet sprzątaczka - da ci jakąś satysfakcje. Dlatego, ze zaczneisz spotykac sie z ludźmi, zaczniesz wychodzic, nie bedziesz kura domową i będziesz troszke radosniej dostrzegać rzeczywistosc wink.

Nie masz zadnej kolezanki?

4 Ostatnio edytowany przez Camomille (2014-08-10 19:05:21)

Odp: Rozwód czy wiara w cuda? Czy próbować dalej po 10 latach...?

Niestety wiem, że byłoby ciężko. Mąż zarabia najniższą krajową, więc nawet jakbym udowodniła jego winę (co jest dla mnie niewyobrażalne, bo jaka to wina że mamy zupełnie inny pogląd na związek i małżeństwo) to i tak na wysokie alimenty nie mam co liczyć.
Mam poczucie, że nie zrobiłam wszystkiego, bo wyznaję taką filozofię, że nie ma rzeczy naprawdę niemożliwych. Zawsze mogę zrezygnować z siebie. Zmienić sobie w mózgu, że to co powoduje cierpienie dziś jest tak naprawdę do przeżycia, przestać pragnąć czułości i bliskości, nauczyć się obywać bez zaufania i wsparcia. Zawsze da się COŚ zrobić by wybrać inną drogę niż rozwód. Tylko gdzie jest granica między dobrą wolą a samozniszczeniem? I gdzie jest granica mojej psychicznej siły tego nie wiem. W miarę upływu lat znoszę coraz dzielniej to wszystko, ale czasem przychodzą załamania i świadomość, że to tylko tuszowanie, okłamywanie siebie... że ludzie żyją normalnie, kochają się, a moje dzieci nie będą wiedziały jak wygląda szczerze kochająca się para.

Czy coś czuję do męża? Owszem, irytację, żal, niechęć, obcość. Czasami czuję się podle, bo myślę, że ucieszyłabym się gdyby zginął w jakimś wypadku. Czuję się przez niego więziona jak przez oprawcę. Mówi "wolna droga, odejdź" ale wie, że nie mam gdzie i za co żyć, że nie zostawię dzieci. Papierów rozwodowych też nie podpisze, bo "On przysięgał przed Bogiem i tego nie odwoła."
Sytuacja patowa. Albo mogę się w sądzie bić, albo dalej żyć obok niego, starając się unikać jego towarzystwa jak tylko mogę.

Nie bije mnie, ale zupełnie nie szanuje. Żyje jak kawaler posiadający służącą niewolnicę. Ma wpojony wzorzec "pana męża" i uległej żony, która ma być posłuszna i usługiwać. Nie obchodzą go moje uczucia, ani myśli. Jestem jak rzecz. W seksie też tak było. Wsadził, wyjął, zasnął. Należy mu się, bo mnie posiada. W pakiecie z obrączką wszedł w posiadanie. Obcość. Zero ciepła, czułości, poznania się nawzajem. Zero relacji.
Pochodzi z rodziny dysfunkcyjnej. Stracił ojca jako dziecko, matka cierpiała na schizofrenię i piła. Popełniła samobójstwo. Wychowywała go babcia. Nie miał sam wzoru zdrowej rodziny i małżeństwa. Nie wiem jak w sądzie udowodnić coś takiego jak emocjonalna oziębłość, dystans, odnoszenie się z pogardą, przedmiotowe traktowanie. Musiałabym chyba zainstalować ukryte kamery w domu, a nie wyobrażam sobie tego. sad

Dom jest na niego, bo to spadek. Odziedziczone dobra nie wchodzą do majątku wspólnego małżonków. A ja nawet jak znajdę pracę na kasie w sklepie to za taką pensję nie wyżywię czwórki dzieci, nie wynajmę mieszkania i nie opłacę opiekunki do maluchów w wieku poniżej przedszkolnego.

Edit: Kiedy bym ja miała czas na koleżanki? Zresztą widziałabym jak koleżanka całuje się z chłopakiem/narzeczonym/mężem który ją kocha i tylko łapałabym większego doła.

5

Odp: Rozwód czy wiara w cuda? Czy próbować dalej po 10 latach...?

Może narazie nie myśl jak odejść tylko jak zacząć życ całą sobą? Praca, hobby. Mysle, ze praca to jedyna szansa bys odzyskala troche radosci zycia! Tego, ze jestes potrzebna i zyjesz wsród ludzi. W jakich godzinach pracuje twoj mąż? Moze poszukaj pracy w innych godzinach niż on..  I będziecie sie wymieniac obowiązkami domowymi, niech tez zobaczy ze to lekkie nie jest...

6

Odp: Rozwód czy wiara w cuda? Czy próbować dalej po 10 latach...?

trudna sytuacja, tez tak mysle ze na razie nie myśl o rozwodzie bo sobie nie poradzisz sama, przynajmniej na ten moment poki dzieci male, musisz pomyslec o jakiejś pracy, wtedy odżyjesz

7

Odp: Rozwód czy wiara w cuda? Czy próbować dalej po 10 latach...?

Problem w tym, że mąż się nie kala pracą "kobiecą". Kiedy mnie nie ma choćby jeden dzień, zastaję w domu straszliwy bałagan, brud, dzieci latają gołe, pomazane, podrapane. Strach z nim zostawiać dzieci... Nie mówiąc o tym, że po powrocie z pracy miałabym ciężką robotę z doprowadzeniem domu do używalności. sad
On się nie umyje i położy do pościeli w roboczym ubraniu jeśli się go nie dopilnuje. Wyjmie kolejne sześć szklanek czystych, a nie umyje jednej. Jak coś mu upadnie na podłogę w kuchni to podepcze to i wgniecie a nie wytrze.
Jak mi zadepcze świeżo umyta podłogę w korytarzu butami, to mówi. "To sobie jeszcze raz przetrzesz, co za problem robisz!?" Od tego ma żonę! Wszystko porozrzucane, żona wróci to podniesie.

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Rozwód czy wiara w cuda? Czy próbować dalej po 10 latach...?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018