Witajcie.
Jestem w kilkuletnim związku, jesteśmy zaręczeni. On wspaniały, przystojny, ze świecą szukać. A ja? Tak po prostu odkochałam się i to już dosyć dawno. Nie odeszłam. Dlaczego? Boję się cholernie się boję..sama nie wiem czego. Ciągle o tym myślę i to już długi czas. To mnie niszczy coraz bardziej i jego też. On bardzo mnie kocha. A ja jestem z nim dlatego bo sobie myślę każdego dnia: mam już 22 lat, jestem stara, nikogo takiego już nie znajdę, nikt nie będzie dla mnie taki dobry, nic dobrego już mnie nie czeka, no cóż będziemy już do końca, nie potrafię bez niego żyć mimo tego że nie kocham. Tylko dlaczego tak jest?
Nie wiem już co robić, czy tworzyć związek bez uczucia?