Cześć Mam problem nie wiem czy nadal kocham chłopaka. Jesteśmy razem 2 lata, od roku mamy ciągłe kryzysy, zaczęły się kłótnie o pierdoły... Od Listopadzie zerwaliśmy ale na jakieś, 2 tygodnie. Sytuacja powtórzyła się w kwietniu tym razem było gorzej bo przez miesiąc żyliśmy w zawieszeniu, mnóstwo kłótni, nieporozumień, gorzkich słów... Tym razem to ja bardzo chciałam powrotu, mimo tego że na początku byłam pewna swojej decyzji o rozstaniu, po 2 tygodniach zaczęłam bardzo tęsknić i kiedy poczułam, że mogę go stracić zdałam sobie sprawę że bardzo go kocham mimo wielu dzielących nas różnic. Problem w tym że w maju się zeszliśmy ale jakoś tak już nie jest jak dawniej oboje mamy do siebie wiele żalu i mimo starań obojga jakoś tak średnio wychodzi ;( chłopak wiem że się stara, okazuje mi miłość... tylko że mimo to nadal się sprzeczamy o wszystko. Na początku czerwca znowu strasznie się pokłóciliśmy,mój chłopach to straszny choleryk. Po tej kłótni nagle coś we mnie się zmieniło O.o W głowie ciągle siedzi mi myśl, że ja jednak nie mogę z nim być, bo inaczej patrzymy na świat, mamy inne wartości, religie, podejście do życia do pewnych zasad, mamy inne oczekiwania... i tym razem pierwszy raz czuję, że chyba go nie kocham.
Problem w tym, że przy ostatnim rozstaniu podobnie było, podjęłam pewną decyzję i byłam z niej zadowolona na początku. Czułam spokój, pewnego rodzaju szczęście że idę na przód i udało mi się zrobić coś czego bardzo się bałam, wiedziałam ze skoro przez 2 lata bycia nie dotarliśmy się to już pewnie to nie nastąpi. Tylko, że z upływem dni, w chwili kiedy dochodziła do mnie inna myśl " tracisz go", już nigdy nie będziecie razem, coś co kiedyś było twoje twoim nie będzie, że JA i ON to przeszłość. Wpadałam w straszną panikę i ból, nagle czułam że go kocham.
Nie chce się nim bawić i sama też mam dosyć takie huśtawki bo cierpię. Boję się, że kiedy znowu się rozstaniemy będę zadowolona przez chwilę a później kiedy dojdzie do mnie myśl, że faktycznie MY to już nie MY za wszelką ceną będę chciała powrotu
Dlaczego myślę że go nie kocham: od naszego powrotu nie potrafię mówić do niego inaczej niż po imieniu, nigdy tego nie robiłam nie lubi swojego imienia ja zresztą też nie
. Nie moge wydusić z siebie " kochanie, myszko.." nudzę sie z nim, wole robić wszystko inne niż siedzieć z nim, wymyślam sobie jakieś zajęcia, sex jest fajny ale tylko tak pod względem fizycznym, czuję rozkosz ale emocjonalną pustkę, unikam całowania, przytulania po seksie... nie patrzę już na niego z podziwem, kiedy pomyśle że mielibyśmy się zaręczyć to wydaje mi się że bym powiediała " NIE". Z drugiej strony lubie go, brakuje mi go czasami, chce dla niego jak najleiej, chce mu pomagać, nie wyobrażam sobie że nie ma go już w moim życiu, że już nie będziemy razem, że nie będę mogła z nim się dzielić tym co się wydarzyło w ciągu dnia
Proszę was wypowiedzcie, doradźcie, bo nie wiem co mam robić ![]()