Przede wszystkim witam wszystkich bo jestem tu nowa i bardzo proszę o wyrozumiałosc w razie gafy.
Moja obecna sytuacja nie daje mi spac po nocach i chyba nie da się jej rozwiązac bez ofiar - tzn bez urażenia czyichś uczuc. Ale może od początku.
Mieszkam z mężem i synkiem w domu rodzinnym męża.
Generalnie nasze relacje układają się całkiem dobrze. Rodzeństwo męża (brat i siostra) mieszkają w swoich domach, które zbudowali. I tu zaczyna się komplikowac.... ponieważ brat męża zanim się ożenił prowadził i właściwie nadal prowadzi działalnośc produkcyjną. Zakład prowadził od początku w lokalu teściów przy domu, w którym aktualnie mieszkamy. I niby to wyprowadził się ale nadal jest obecny ze swoim warsztatem tu. Mniej więcej wygląda to tak, że u nich wszystko pięknie ładnie na błysk, a u nas wszystko pozostałe czyli kurz, może nie za duży ale zawsze hałas. Szwagier mieszka w swoim domu już od około 6 lat, wiem, że były liczne rozmowy aby wreszcie uporządkował także sprawy swojej siedziby działalności ale z tego co widzę to nie bardzo mu śpieszno do tego. Mąż nie bardzo chce się wtrącac bo niby tu mieszkamy ale właściwie to dlaczego on ma się stąd wynieśc, a nie my.
Wspominaliśmy kilkukrotnie o wyporwadzce ale teściowie nawet nie chcą o tym słyszec, dom duży nie mają więcej dzieci szkoda aby to wszytsko się zmarnowało.
1 2014-08-06 22:20:39 Ostatnio edytowany przez pinokiooo (2014-08-06 22:26:27)
Podobne tematy
2 2014-08-07 08:52:00 Ostatnio edytowany przez szeropinjon (2014-08-07 08:52:45)
Witam,
Chyba lepiej żeby się zmarnował duży dom niż twoje zdrowie. Nie jesteś po to żeby zaspokajać teściów kosztem siebie. Ja też mieszkałam z teściami i to zaborczymi ale się od nich wyprowadziłam i nie wyobrażam sobie ponownego życia z nimi. Mieszkając z nimi czułam się jak człowiek drugiej kategorii, z resztą wszyscy mnie tam tak traktowali. Na pewno jak będziecie się chcieli wyprowadzić to zacznie się wojna między wami ale myślę, że warto a i teście może się w końcu po jakimś czasie z tym pogodzą.
W głębi duszy wiem, że masz rację i to chyba jedyne racjonalne wyjście z tej całej sytuacji. Najgorsze jest jednak to, że poza nami nikt tak naprawdę nie mówi głośno, że jest problem dla świętej zgody. Są niby rozmowy dyskusje ale te nic nie wnoszą, a sytuacja od lat się nie zmienia. Zastanawiam się tylko czy my aby napewno mamy prawo żądac takiego rozwiązania sytauacji my albo on????