Dzień dobry,
zacznę od początku - chwili obecnej mój chłopak jest za granicą, na pracy sezonowej. Jesteśmy od 1.5 roku razem, przez kilka miesięcy to ja byłam za granicą - był to wyjazd od dawna zaplanowany, jeszcze zanim zaczęliśmy się spotykać. Łatwo nie było, daliśmy radę.
Ale do sedna, On jest teraz od 6 tygodni za granicą ze znajomymi, teoretycznie ma wrócić za 3 tygodnie (chociaż sam nie wie, albo powiedzieć nie chce) ale w praktyce to pewnie zostanie tam dłużej. Nic nie wiadomo.
Ja od października zaczynam studia, chciałabym sobie wynająć jakiś mały pokoik, a mój chłopak chciałby zamieszkać ze mną, może w kawalerce, albo chociaż w tym samym mieszkaniu. Bo on w swoim rodzinnym domu (gdzie ma swoje piętro) nie będzie miał co robić i On beze mnie żyć nie może. Tylko,że w październiku prawdopodobnie znów wyjedzie na 2 miesiące i mnie nie będzie stać na utrzymanie, powiedzmy 'jego' miejsca. On mówi, że porozmawiamy o tym jak wróci do Polski, bo na razie 'nie chce o tym gadać' i że 'nie ma teraz do ego głowy'. A jakby nie było powinnam sobie już coś powoli organizować.
Tylko ja nie wiem czy opłaca mu się wynajmować coś na praktycznie 1-2 miesiące? Bo w sumie to myślałam żeby mu zaproponować, że wynajmę sobie coś na razie tylko dla siebie, a ten miesiąc czy dwa jakoś 'przeżyjemy' weekendowo?
A po drugie, nie wiem jak odradzić mu ten wyjazd, bo ja już tak nie chce żyć 'razem' a jednak osobno. Po prostu mnie to męczy, On też twierdzi, że chciałby się już ustatkować, a nic z tym nie robi...