Czuje, że on mnie zdradza. Czuję, że jego uczucia się skończyły. Jestem załamana, że jestem takim natrętem wobec niego. Podziwiam go,że on jeszcze się do mnie zmusza i... spotka się ze mną. Jednak czuję, że i to się powoli skończy. ile można. Chciałabym postąpić honorowa. On nie chcę mieć trzymać za rękę na ulicy. To już według mnie jest coś nie tak. Rozgląda się. Moim zdaniem na bank jest coś nie tak. On mi mówi, że ja sobie coś uroniłam.
Widzę w sobie, że się łamie jako człowiek. Ryczę mimo, że nie chcę. Wychodzę ze znajomymi kompletnie nad sobą nie panuję. Upijam się. Tracę przyjaciół. Nie wiem ale wszystko się wali. Staram się nader wszystko dobać o kontakty z rodziny bo ostatnio miałam pogorszone.
Naprawdę go kocham i to mi się wydaję z mojej stroyn obłudne skoro on mnie nie kocha. Tak, marzę, żeby zachować się honorowo i skoro on się tak zachowuję to sporo pokazuję i nic się nie przejmować ale łzy mi napywają mi do oczu. Czuję, że kończe się jako człowiek. Boję się, że skończe w wariatkowie albo popoełnie samobójstwo. Zaczynam nad sobą nie panować.
Prosze o pomoc.
Pozdrawiam