netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Agresja u partnera

15 odpowiedzi2 727 wyświetleńzałożony przez grasznamoja, 26.06.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Agresja u partnera

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

1

Temat: Agresja u partnera

W życiu nie przypuszczałabym, że będę w sytuacji w której tak bardzo nie będę wiedziała co robić, że aż zdobędę się na opisanie czegokolwiek dotyczącego mojego życia na forum... Zaczynając od początku:

Jestem z jednym mężczyzną od kilku lat (więcej niż 5 mniej niż 10), jestem od niego znacznie młodsza, mamy 4 letnią córkę. Jest to mój pierwszy związek tak bardzo poważny, ale nie pierwszy w życiu.
Od początku naszej znajomości towarzyszyło nam dużo zazdrości i zaborczości, głównie z jego strony. Po pewnym czasie zaczęły pojawiać się kłótnie, zazwyczaj kończące się moim płaczem. Z każdym miesiącem on "rozkręcał" się negatywnie, pokazując na co go stać. Ja, z osoby dosyć spokojnej i zrównoważonej w stosunkach damsko - męskich zaczęłam stosować jego pełne zazdrości i złości zagrywki.
Jako osoba bardzo młoda prowadziłam dosyć bujne życie towarzyskie, które przez wzgląd na dużą ilość kolegów/facetów/znajomych jemu nie do końca odpowiadało, szukał ciągle powodów aby ukrócić moje znajomości i pokazać mi, że ktoś jest "zły" dla mnie lub naszego związku. Obok tego był najsłodszą osobą, którą poznałam - pokazywał mi na wiele sposobów, że jest we mnie zakochany, spędzał ze mną cały swój wolny czas, itp., itd. Wszystko jednak przerywane było jego wybuchami złości w sytuacjach w których nie odpowiadało mu: moje zachowanie, to co powiedziałam, to co zrobiłam, to jak na kogoś spojrzałam.
Wszystko się powiększyło, kiedy okazało się, że jestem w ciąży. Nie chciałam wziąć ślubu, nie zachowywałam się jak on by zechciał - wszystko było powodem do krzyków, kłótni, tak jakby tym chciał mnie zmusić do tego abym była i robiła to co on chce.
Po urodzeniu dziecka i naszym zamieszkaniu ze sobą, doszła straszna zazdrość, przejawiająca się w najdrobniejszych szczegółach typu "dlaczego malujesz paznokcie? dla kogo je malujesz?", "dla kogo się tak stroisz? dla mnie się tak nie ubierasz", każdy najmniejszy kontakt z mężczyzną był traktowany jako potencjalna zdrada, koledzy z którymi się wcześniej spotykałam zostali usunięci, jako Ci których On nie lubi i  "wcinający" się w nasz związek. Bardzo długo pozwalałam na tego typu zachowania, większość czasu spędzałam w domu z dzieckiem i byłam dostatecznie załamana swoją sytuacją, żeby uwierzyć w to że jego krzyki i zachowanie to rzeczywiście moja wina (bo tak on interpretuje swoje zachowanie - mówiąc, że gdybym ja zachowywała się "odpowiednio" on by tak nie krzyczał).
Nie jestem w stanie zliczyć sytuacji, w których siedziałam zamknięta w łazience ledwo łapiąc oddech od płaczu i zastanawiając się jak i kiedy się wyprowadzę, za co będę żyła.
Minęło trochę czasu, były sytuacje złe i dobre, zaręczyliśmy się, zmieniliśmy miejsce zamieszkania, poszłam do pracy, dziecko do przedszkola. Kłótnie jak były tak były, ale ja zaczęłam robić się coraz silniejsza, odzyskiwać jakąś swoją utraconą niezależność, osobowość, chęci i mam wrażenie, że jemu coraz gorzej było to znosić. Bo kłótnie dotyczą absolutnie wszystkiego, po nieodstawieniu szklanki jestem w stanie usłyszeć, że jestem głąbem, idiotką, prze*** człowiekiem, gówniarą, szczylem, bezczelem.
W całym moim życiu nikt nigdy nie obdarzał mnie takimi słowami, jak teoretycznie najbliższy mi człowiek.

W pewnym momencie odpuściłam, przystopowałam z walką z nim, nasze życie i relacje odrobinę się polepszyły, podjęliśmy decyzję o ślubie. Od dnia podjęcia minęło kilka miesięcy, do dnia ślubu zostały 3. W tym czasie kilka razy zostałam wyrzucana z domu (raz nawet wystawiona w bieliźnie na klatkę), wyklinania i wyzywana. Początki organizowania ślubu były naprawdę miłe i urocze, ale z każdą kolejną rzeczą zaczęły pojawiać się gigantyczne problemy kończące się kłótniami, wyzwiskami i płaczem.
Nie są to oczywiście jedyne sytuacje, które się wydarzyły, bo przez te lata były i bardzo dobre i bardzo złe. Jedyne co mnie przeraża teraz to to, że człowiek którego żoną być może będę (przez wydarzenia ostatnich dni i kłótnie ślub wisi na włosku) traktuje mnie jak najgorszego wroga. Zajmuje się szukaniem we mnie rzeczy złych, tworzeniem problemów, umartwianiem się i analizowaniem (zazwyczaj na moją niekorzyść) każdej najmniejszej sytuacji. Jego zachowanie jest agresywne nie tylko wobec mnie, ale wobec otaczającego go świata, potrafi zwrócić się do naszego dziecka w sposób wręcz nienawistny (by za chwilę być czułym, wspaniałym, kochającym tatusiem), jest nieprzewidywalny potrafi zachowywać się normalnie a za chwilę wpaść w dziką furię.
Przestaje się powstrzymywać, z każdym rokiem pozwala sobie tak naprawdę na więcej.

Zdaje sobie sprawę, że jest to moja relacja tylko z jednej strony. Nie chcę powiedzieć, że jest to zły człowiek, bo nie jest. Jest odpowiedzialnym, zaradnym, poświęcającym się ojcem i facetem. Jego działanie ukierunkowane jest w 100 % na nas, zazwyczaj stara się zrobić wszystko, aby pomóc mi realizować jakieś moje plany (że często okraszone jest to awanturą to inna sprawa...). Posiada wiele pozytywnych cech, ale jego nieprzewidywalność, agresja, wybuchowość i furie w które wpada sprawiają, że zaczynam się zastanawiać czy to nie jest najwyższy czas, żeby uciekać. Mam wrażenie, że w jego odbiorze rzeczywistości to rzeczywiście on jest najlepszy a cały świat musi go gonić, bo jest gorszy, poniżając mnie podbudowuje sobie swoją samoocenę.

Czytając to teraz stwierdziłam, że brzmi to tragicznie i sama poradziłabym kobiecie - uciekaj ! Ale widząc swoją sytuację - mamy dziecko, ślub w planach, i jakąś miłość chyba do siebie jeszcze też, nasze życie naprawdę nie sprowadza się tylko do złego. Robimy ze sobą różne, ciekawe rzeczy, potrafi być między nami naprawdę bardzo dobrze. Jednak ja jestem osobą, która nie może pogodzić się z takim zachowaniem i nie jest w stanie zaakceptować tego, jako czegoś normalnego.

Proszę wypowiedzcie się jakkolwiek.

Czy myślicie, że terapia (dla par, dla niego) mogłaby pomóc?

Pozdrawiam,

2

Odp: Agresja u partnera

Zamiast komentarza:

grasznamoja napisał/a:

(...)sama poradziłabym kobiecie - uciekaj ! (...)

3

Odp: Agresja u partnera

Ciągłe huśtawki, przemoc psychiczna, zaborczość i inne - psychofag. Poszukaj tego terminu w sieci i poczytaj, a od niego wiej, wiej byle dalej i nie ogladaj się za siebie.

4

Odp: Agresja u partnera

mnie tylko zawsze intryguje, że takim agresorom niemalże ZAWSZE (w wielu postach) przypisuje się jednocześnie cechy:

"nie chcę powiedzieć, że jest to zły człowiek, bo nie jest. Jest odpowiedzialnym, zaradnym, poświęcającym się ojcem i facetem. Jego działanie ukierunkowane jest w 100 % na nas, zazwyczaj stara się zrobić wszystko, aby pomóc mi realizować jakieś moje plany"

i to jest straszne. Bo nikt nigdy nie jest 100% pure evil.
oni (agresorzy) mają też pozytywne cechy i to nas "zmyla".
tłumaczymy sobie, że po prostu on ma jakieś wady, a przecież jest normalnym, opiekunczym facetem... i tkwimy nadal w tym chorym związku

5

Odp: Agresja u partnera

Wszystko, to co tu napisałam jest napisane bardzo "na zimno" i starałam się, aby było to napisane z rozwagą, bez zbędnych emocji.
W tym momencie nie ma już we mnie płaczu, złości, staram się nie dawać wciągać w jego bitwy, nie odpowiadać na zaczepki.

Czy ktoś z Was żył w takim związku? Jak on się zakończył i czy się zakończył? Czy z waszego doświadczenia wynika jakakolwiek szansa na to, że taki człowiek zrozumie, że to w nim jest problem a nie we mnie i reszcie całego świata?

Wszystko we mnie mówi mi, że to naprawdę czas na podjęcie decyzji o odejściu, ale mimo wszystko jest żal na zasadzie: a może będzie dobrze? przecież on nie jest taki zły, przecież nie jest nam tak źle.

6 Ostatnio edytowany przez scarvive (2014-06-27 10:47:23)

Odp: Agresja u partnera

Uciekaj i nie daj się zwodzić! On nic się nie zmieni i będzie jeszcze gorszy. Przecież sama piszesz, że z czasem jest coraz gorzej. Do dziecka się odnosi z nienawiścią!!!

7

Odp: Agresja u partnera
grasznamoja napisał/a:

Bo kłótnie dotyczą absolutnie wszystkiego, po nieodstawieniu szklanki jestem w stanie usłyszeć, że jestem głąbem, idiotką, prze*** człowiekiem, gówniarą, szczylem, bezczelem.
W całym moim życiu nikt nigdy nie obdarzał mnie takimi słowami, jak teoretycznie najbliższy mi człowiek.

Ja żyję ze swoim mężem już 16 lat + pierwszy rok znajomości, w ciągu których to lat kłócilismy się, tak na poważnie może raz na rok, nigdy pod swoim adresem nie usłyszałam żadengo obraźliwego słowa - więc ja nie rozumiem Twojej sytuacji... Jak można żyć z człowiekiem, który Cię tak potwornie źle traktuje?!!! I jeszcze Twoje dziecko na to patrzy,jak myślisz jak się ono czuje, kiedy patrzy na takie traktowanie matki?! I tak będzie dorastać w takiej toksycznej amosferze, że w dorosłość wejdzie z jakimiś zaburzeniami. Jak można ślub planować z takim agresorem? Ratuj siebie i dziecko, idź do psychologa, zresztą on jest na pewno manipulantem i tak łatwo Ci nie pozwoli odejść, bardzo Ci współczuję, ale nie bierz z nim ślubu, może wyprowadź się pod jego nieobecność, że by Cię nie próbował zatrzymywać. No naprawdę, masakra to Twoje życie z nim. Na pewno zasługujesz na normalnego, kochającego i szanującego Cię przede wszystkim partnera!!

8

Odp: Agresja u partnera

nie ma żadnej miłości, dziecko nie jest powodem, zeby byc z kimś takim, bo tylko dziecko ciepi w takiej patologii. A ślub? czym jest ślub? uroczystością scalajacą czyjąś miłość, zwiazek. U Was nie ma ani miłości ani zwiazku. I nie rozumiem, jak mogłaś brnąć dalej w to coś wiedzac jaki facet jest. I tak wiem, ze cobysmy nie mówiły, to Ty i tak z nim zostaniesz, bo sala opłacona, bo 2 miesiące temu się do Ciebie usmiechnął, bo jak wybieraliście kwiaty, to powiedział, ze masz racje, ze chyba mogą być różowe róże. Taaak, na takich bzdetach zbudujesz szczęśliwą rodzinę.

9

Odp: Agresja u partnera

Założycielko wątku-wybacz mą bezpośredniość:
Czy Ty jesteś normalna?!!!
Jak możesz fundować Swemu dziecku takie piekło???
Ty jak widzę lubisz takie życie-bo w nim tkwisz.
Tylko przestań być egoistką i pomyśl jaki wzorzec dajesz córce.Co ona wyniesie z takiego patologicznego domu?!
Jasny gwint-jestem zła na takie "durne"kobiety.
Tylko zawsze dzieci żal!!!!!!!!!

10

Odp: Agresja u partnera

Dziękuje za te wiadomości. Widzę, że jednak nie jestem wariatką i mój odbiór rzeczywistości nie jest spaczony.

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że ja też nienawidzę durnych kobiet, które godzą się na to wszystko i bardzo ciężko jest mi samej sobie uświadomić, że stoję z nimi w równym szeregu. Chyba tak bardzo chciałabym mieć normalne, dobre, szczęśliwe życie że sama próbuję przekłamywać rzeczywistość na korzyść (dla niego).

Co do ślubu, opłaconej sali - nie mam problemu najmniejszego, nie interesuje mnie opinia ludzi, wydane pieniądze, ani sukienka. Nie wyobrażam sobie składać komuś przysięgi i tego nie czuć, ani nie być szczęśliwą czy przekonaną.

Mam wrażenie, że teraz przyszło jakieś otrzeźwienie. Sytuacja, która wydarzyła się między nami ostatnio, w której ja obiektywnie też nie zachowałam się do końca w porządku ani idealnie, doprowadziła do wielkiej kłótni - jego groźbach odwołania ślubu, itp., itd. W tym momencie on walczy o rzecz z kilku dni, a ja o problemy które są od tak dawna. Nie potrafimy się na żadnym froncie porozumieć i nie jestem w stanie dotrzeć do tego człowieka tak, aby chociaż zrozumiał że mi coś w nim nie odpowiada, że on coś robi źle i że to może być powód do rozstania.

Szczerze myślałam, że usłyszę od Was - terapia, terapia, terapia, wszystko da się naprawić.
I mimo, że nadzieja umiera ostatnia to ja też chyba już jej nie mam, myśląc o tym, że terapia mogłaby go zmienić.

W każdym razie, umówię się do psychoterapeuty/psychologa żeby pomógł mi znaleźć najlepsze dla mnie wyjście - opierające się zapewne na rozstaniu.

11

Odp: Agresja u partnera

Pokaż innym kobietom, że można, że da się odejść z takiego związku, uwolnić siebie i dziecko z tego piekła. Bądź silna. Większość kobiet w takiej sytuacji ma nadzieję, że będzie lepiej. Ale nawet jak agresor obiecuje, że się zmieni, to się nie zmienia. Tacy ludzie się nie zmieniają, mogą tylko na jakiś czas "uśpić" agresję która tkwi już w charakterze takiego człowieka. Moja mama też myślała, że tata się zmieni, albo że potrzebujemy z siostrą ojca i nie odeszła. On się nie zmienił przez 16 lat, dopiero wózek inwalidzki go zmienił..... bo już nie był w stanie nikogo uderzyć, a nawet jeśli, to nie miałby się kto nim opiekować...

12

Odp: Agresja u partnera

"nie chcę powiedzieć, że jest to zły człowiek, bo nie jest. Jest odpowiedzialnym, zaradnym, poświęcającym się ojcem i facetem. Jego działanie ukierunkowane jest w 100 % na nas, zazwyczaj stara się zrobić wszystko, aby pomóc mi realizować jakieś moje plany"

Na zasadzie: "dam ci gwiazdkę z nieba, ale przy okazji zwalę na ciebie cały nieboskłon".
Assassin ma rację, to psychofag w czystej postaci.

13 Ostatnio edytowany przez grasznamoja (2014-06-27 21:42:24)

Odp: Agresja u partnera

Do dzisiaj nawet nie znałam tego terminu,  wiedziałam że jest agresywny i nieprzewidywalny,  ale nie przypuszczałam, że znajdę na to konkretne określenie,  którego opis zawiera wiele cech bardzo zbieznych z cechami posiadanymi przez niego.
Czytam i im więcej czytam tym bardziej jestem przerazona widząc teksty jakby wyjęte wprost z jego ust.
Różnica jest chyba tylko taka, że dużo zajmuje się nasza córka i jest w pewien sposób skupiony na obowiązkach domowych.

Zdaje sobie sprawę z ogromnego uzależnienia psychicznego które łączy mnie z tym człowiekiem, ale boję się że będzie znów tak jak wiele już razy  bylo, że podejmę decyzję a potem się z niej rozmyśle.

Odejście od tego człowieka to będzie chyba najtrudniejsza i decyzja i rzecz, którą przyjdzie mi zrobić.

Byla_Narzeczona bardzo trafny tekst o niebosklonie, mam wrażenie, że oczy zaczęły otwierać mi się dużo szczerej i rzeczy które od dawna wiedziałam,  że są,  naprawdę nie mogą być dłużej akceptowane

14

Odp: Agresja u partnera

Jedynie co to szkoda mi dziecka ,ze jest świadkiem   takiej patologii jaką wsiąka i przemoconych zachowań
To się odbije na jej osobie i psychice ,mimo ze i tak  powiało ,lub powieje klasyka..dziecko potrzebuje ojca. Jasne..Stukniętego na łeb, z wahaniami emocji,agresywnego,ordynarnego nie panującego nad samym sobą,, stosującego przemoc na corce i na partnerce.  "Rewelacyjne " fundamenty dziecku zakorzeniasz,  "genialnego" wzorca rodziny, tatusia i partnera  - zwiewaj i tyle strony
Były setki takich tematow i jedynie nielicznym dało się przemówić do rozsądku, ja już się nie łudze ,ze pisanina forumowiczów  ostrzegawcza  tu cos da i wpłynie na twoja decyzje. Przeważnie i tak slepo tkwi się w takim przemocowym związku nie patrząc na skutki i na to w jakiej destrukcji dziecko się wychowuje

15

Odp: Agresja u partnera

Uciekaj od niego. On nie jest Ciebie wart. Na to wszystko patrzy dziecko które juz sporo rozumie.

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Agresja u partnera

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026