Żyjemy już jakiś czas ze sobą i raz jest lepiej, a raz gorzej. Przynajmniej raz w tygodniu się kłócimy i byłoby to ok, ale zawsze po takiej kłótni cały nasz związek wisi na włosku, mówimy o rozstaniu, najgorsze jest jednak to, że mój partner stosuje wobec mnie kary.... Tak kary, np. wyjeżdża do pracy do innego miasta na kilka dni i się nie odzywa choć wie, że mnie to bardzo rani, czuję się samotna i nie mam się do kogo odezwać (pracuję w domu i z nikim praktycznie nie mam kontaktu, chyba, że gdzieś wyjeżdżamy/wychodzimy lub umówię się na spotkanie ze znajomymi), nie załatwia czegoś o co go prooooooooszę już tysiąc razy. Czuję jak cały ten związek jest sabotowany, czuję się jakbym była obklejona w smole, nic nie posuwa się do przodu. Najgorsze jest to, że nie wiem po co on to robi, jaki ma cel? Nie jestem też najlepsza, potrafię dogryźć, powiedzieć tak, że zranię i że zaboli naprawdę mocno. Tylko ja go zawsze o coś proszę, to nie następuje, ja wtedy mówię otwarcie, że mi się to i tamto nie podoba (fakt, nie mówię tego na spokojnie, można też mnie mieć dość), a on wychodzi, nakłada poduszkę na uszy, nie przytuli kiedy płaczę, wydaje mi się, że nie chce rozmawiać żeby rozwiązać problem - tak jakby zamiatał wszystko pod dywan. Dlaczego tak jest? Dlaczego tak długo można się na kogoś gniewać, traktować jak wroga. Ja czuję po prostu, że nie gramy w jednej drużynie. Marzę o tym, ale to nie wychodzi. Jak Wy radzicie sobie z takim typem człowieka? Jedno wiem na pewno - takiego charakteru się nie zmieni.
Podobne tematy
Rozmowa - porozmawiaj z nim szczerze, dojdźcie do wniosku co w waszym związku jest nie tak, co trzeba naprawić, czego trzeba unikać.. bo inaczej uważam że ten związek nie ma sensu ...
Jeśli się nie dogadacie, to lepiej to zakończcie bo dobrego to nie wróży na przyszłość..
Powinnaś z nim na spokojnie spróbować porozmawiać. Takie rozmowy są bardzo potrzebne, ponieważ każdy z partnerów może wszystko z siebie "wydusić" i wyżalić drugiej połówce. Ona na pewno to zrozumie, gdyż rzadko kiedy jest inaczej.
A ja myślę, że powinnaś postąpić tak jak on. Czyli po kłótni się spakować i wyjechać.
Relacja, jaka między Wami panuje, jest zwyczajnie toksyczna, po każdej kłótni Ty czujesz się nieszczęśliwa, a Twój partner to wykorzytuje i stara się zranić Cię jeszcze bardziej. To jest najwłaściwszy moment, żeby albo spróbować Wasz związek naprawić, albo z niego w niedługim czasie wyjść.
Kiedy już dojdzie do szczerej rozmowy, a ta wydaje się nieunikniona, to nie atakuj osoby partnera, nie oceniaj go jako człowieka, nie generalizuj, w zamian za to mów o jego zachowaniu, o tym jak Ty się w takich chwilach czujesz. Potem z kolei wysłuchaj co on ma do powiedzenia. Spóbujcie dojść do konstruktywnych wniosków, dajcie sobie trochę czasu (ustalcie konkretnie czy będzie to miesiąc, czy pół roku) na ich realizaację, jeśli jednak okaże się, że nie zauważasz spodziewanej zmiany, to trzeba będzie podjąć radykalne kroki, w przeciwnym razie unieszczęśliwisz się jeszcze bardziej.
6 2014-06-26 17:52:07 Ostatnio edytowany przez polyana85 (2014-06-26 17:56:35)
To spakowanie się i wyjechanie nie jest najlepszym pomysłem. Chciałabym postępować dojrzale, a takie zachowanie będzie takie samo jak jego - on mnie ukarał, to ja teraz mu pokażę i i też go ukarzę. Poza tym to zaogniłoby nasze stosunki a tego nie chcę. Ale coś jest źle. Ja chyba to dziś odkryłam. Tu może nie chodzić wcale o jego złą wolę, celową manipulację mną. Tu chyba chodzi o pieniądze.. On chyba ukrywa przede mną fakt, że ich mu brakuje, że nie starcza. Na co dzień pokazuje jednak, że jesteśmy w stanie żyć na poziomie, nie musimy się bardzo mocno ograniczać. Bo niektóre rzeczy, o które proszę np. ustalona inwestycja w moją firmę, jest związana przecież z pieniędzmi. To samo z urządzaniem domu, planami na przyszłość. Kiedy ja w żalu i poczuciu frustracji zarzucam mu brak pewnych działań (np. czuję się jakbyśmy wciąż żyli osobno, że nie ma planów na przyszłość, że czegoś wciąż nie możemy popchnąć do przodu itp.) to on się tak na mnie wścieka, mówi, że jestem okropna, że nie doceniam tego co robi, ale dla mnie (bo skąd mogłam wiedzieć, że to może chodzić właśnie o pieniądze) to z zewnątrz tak właśnie wygląda - jakby brak chęci, zła wola. Ale jeśli nie umie się przede mną przyznać, że nie stać nas na takie życie, że nie może pewnych obietnic dotrzymać z powodu braku pieniędzy, to dlaczego tak długo to ukrywa? Przecież ja marzę o tym, aby w końcu stać się parą, która się wspiera, pomaga sobie, dzieli się troskami. Tyle razy mu mówiłam, zapewniałam, że jak on straci pracę, to ja pójdę do drugiej i damy sobie radę, żeby się nie martwił o kredyt, który ma. Mówię mu o tym, że prawdopodobnie rodzice zapiszą mi swój dom na starość, więc możemy sobie tam urządzić dom letniskowy, tam jest tak wspaniale! Pokazuję mu tym, że chcę być z nim blisko, dzielić się wszystkim co mam, że sobie poradzimy. A on? Dlaczego nie ma ze mną takich planów? Nie zapewnia mnie o przyszłości? Bo jest po rozwodzie, bo dostał po kieszeni po tym rozwodzie, bo myśli, że nie stać nas na rodzinę, a wtedy na wysoki standard życia? Myślę teraz, że on może mnie nienawidzić po tych pomówieniach, ale jak to przecież z boku wygląda? Co ja mam innego myśleć, jak ciągle czuję niepewność, nie wiem na czym stoję i czuję, że on nie jest ze mną do końca szczery, ukrywa wiele rzeczy. Nie wiem czy ten żal i rozczarowanie obustronne da się u każdego z nas zmyć. Nie rozumiem też, dlaczego tak można sobie komplikować życie. Dlaczego on nigdy tak naprawdę mi nie zaufał, choć nigdy nie dałam mu powodu, aby jego zaufanie do mnie zostało nadszarpnięte (przynajmniej w mojej opinii jestem uczciwa wobec niego).
mój ex też stosował wobec mnie agresję bierną i manipulacje.
kiedy go rzuciłam jeszcze nie wiedziałam, że to jest to, wyczytałam dopiero po fakcie.
współczuję ci bardzo, ale nie możesz go usprawiedliwiać problemami finansowymi (ja mojego też usprawiedliwiałam mimo, że jego problemy tak jak twojego były zupełnie REALNE -u mojego ex były to akurat problemy rodzinne i odpowiedzialna, ciężka praca oraz ostre treningi. Ale to, że oni mają problemy nie oznacza, że mają nas traktować w ten sposób, absolutnie nie gódź się na to.
do dziś nie wiem skąd w człowieku który tak mnie kiedyś kochał zrodziła się taka zawiść (?) do mnie.
karał mnie a jednocześnie nie chciał mnie zostawić (ba, mieszkaliśmy razem, przeprowadzaliśmy się do jego rodziny,planowaliśmy razem przyszłość)
ja tego NIE ROZUMIEM.
przczyny doszukuję się w jego toksycznej matce (rodzice po rozwodzie)
która chyba dała mu ten wzorzec- ona bardzo często go szantażowała, obrażała się, sabotowała nasz związek.
Zauważ że u postawy biernej agresji lezy nieumiejętność otwartego wyrażanie gniewu.
Mój ex (poza jednym razem w ciągu 1,5 roku) NIGDY na mnie nie krzyknął.
Zawsze tłumił gniew, bo nigdy nie był nauczony go w zdrowy sposób okazywać (przez matkę)
Bardzo mnie interesuje jak wygląda ta kwestia u twojego partnera?
Podejrzewasz, że mógł mieć taki wzorzec w rodzinie?
8 2014-06-26 20:36:17 Ostatnio edytowany przez polyana85 (2014-06-26 20:36:45)
Mój potrafi na mnie krzyknąć, znacznie podnieść głos, szczególnie wtedy kiedy doprowadzę go do szału i przyprę do muru (tak, kobiety potrafią być okrutne, ja potrafię taka być). On potrafi okazać swój gniew, wypowiedzieć go wprost. Staje się wtedy nie do poznania (z kochającej i czułej osoby). Kiedyś nawet rozwalił o ścianę szklankę w pokoju hotelowym - cisnął ją w straszliwej złości, albo kiedy mu zarzuciłam, że mnie dręczy pewnymi rzeczami, a byliśmy wtedy w garderobie - rzucił we mnie rzeczami, które akurat miał pod ręką. A więc widzisz - coś mi tutaj nie pasowało. Z reguły jeśli ludzie nie umieją wyrażać swojego gniewu, to stosują bierną agresję. Ale tu jest to i to. Ciężki typ człowieka. Aha - jeśli chodzi o relacje z matką, rodzicami, to odciął się od nich kompletnie w wieku dojrzałym. Zerwał kontakty. Nie umie im wybaczyć krzywd. Nie miał łatwo, byli niedobrzy dla niego, ale on też swoim zachowaniem (takim na złość ściągam czapkę na mrozie żeby odmrozić uszy - patrzcie na to!) doprowadzał pewnie matkę do szału. Właśnie tak jak mnie. A najgorsze jest to, że ja nabrałam takich cech jak on. Jakiejś takiej zawziętości, kłótliwości. Zawsze mnie to brzydziło, a teraz jestem taka sama. Widzisz, jeszcze wracając do kwestii tego dzieciństwa. Mnie to boli, że nie znam jego rodziców (bo do nich nie jeździmy), a ojca tylko poznałam w przelocie na pogrzebie jego stryjka. To jest też symptomatyczne: zadaje im cios utrudniając ze sobą kontakt, nie odpisuje na maile mamie, nie dzwoni, nie odbiera zaproszeń na święta. Przecież to jest czysta bierna agresja. Nawet jeśli go skrzywdzili, to powinien choć trochę z nimi rozmawiać. Nie mścić się tak na nich, wybaczyć, bo oni zapewne przez ten brak kontaktu strasznie cierpią, i chyba też nie wiedzą co tak naprawdę się stało.
A po co się tak meczyc Poliana,jest tylu fajnych ,nietoksycznych facetów na swiecie,a Ty się uczepiłas takiego burczymuchy.Nie boj sie nie bedziesz sama.Pora rozróżniac,na ktore mosty wchodzic a ktore palić. ![]()
jest jeszcze jeden ty człowieka, który krzywdzi ludzi z premedytacją, bez wyrzutów sumienia i empatii.
nazywa się to Psychopata.
ja psychologiem nie jestem. może idź do jakiemuś, powiedz jak jest i ci coś doradzi.
Pierwszy raz jestem na tak zdezelowanym moście. Może to jest to uczepienie się wizji (która zaprzecza wszystkim faktom), że to miał być ten ostatni, mąż, ojciec moich przyszłych dzieci, że z tego miała zrodzić się rodzina. Może to jest też kwestia nieprzyznawania się przed samą sobą (i innymi), że to nie działa, że to się nie udało, że nie funkcjonuje dobrze. Jak to? Mi nie wyszło? Przecież mi zawsze wszystko wychodzi i otrzymuję to czego chcę. Nie pogodziłam się z tym jeszcze, wciąż się łudzę.
Sosenek - ja mam kiepskie doświadczenie z terapeutami. Są za ciency. Z resztą co zrobisz sama, tu obydwie osoby muszą chodzić do kogoś (jakiś taki mediator/coach) i tam rozwalać na czynniki pierwsze (z komentarzem z zewnątrz) co nami tak naprawdę powoduje, dlaczego się krzywdzimy, jak się przed tym uchronić. Mój to raczej borderline
.
Masz ode mnie maila na priv
.
renata jeśli masz jakąs wiedzę na temat biernej agresji to podziel się na forum, ja chętnie poczytam...
@renatafbm - pozwolę sobie udostępnić link @sosenkowi, który wczoraj mi przesłałaś, po którym zanosiłam się śmiechem cały wieczór
. Stenia kładzie na łopatki.
Aha, @sosenku - nie masz aktywnego maila.
No własnie,tez jej chcialam czoraj przesłac.I miło,ze mialas świetną rozrywkę.Także jak widzisz nie Ty pierwsza nie ostatnio-grunt to wyciagac wnioski i nie pakowac się w skomplikowane związki.Zycie mam jedno i szkoda czasu na rozkmnianie buców.3trzymaj się .
głupkowaty termin ''bierna agresja''....
Agresja z założenia może być tylko czynna...
pitagoras
to nie żaden głupkowaty termin, dokształć się...
pitagoras
to nie żaden głupkowaty termin, dokształć się...
Dokładnie.
głupkowaty termin ''bierna agresja''....
Agresja z założenia może być tylko czynna...
Jest coś takiego. Nie musisz kogoś bić, żeby robić komuś krzywdę. To się również nazywa przemoc psychiczna.
U mnie fatalnie. Chciałam dziś porozmawiać. Wrócił w czwartek, odczekałam, żeby odsapnął, nabrał sił, zrelaksował się. Powiedziałam, że nie chcę myśleć o nim, że nie wywiązuje się z pewnych zobowiązań z racji złej woli, więc pytam wprost czy chodzi o te pieniądze, czy się mi wstydzi przyznać. A on, że nie, że to chodzi o pracę, bo to nie było jego priorytetem, miał inne rzeczy na głowie (tu wymienił). Więc pytam się, na którym miejscu jestem ja. Mówię: nie jestem na pierwszym miejscu. I się zaczęło, złość na mnie, że jak śmię go znów męczyć tym tematem, że zrujnowałam mu sobotę, że jestem ohydna, okropnym człowiekiem. Potem płaczę, mówię mu, że ja tak już nie mogę, że nie umiem się z nim dogadać, że on mnie nie słucha, że zamyka się tylko w swoich interpretacjach (powiedział, że dla niego to i jak mówiłam sugerowało, że ja myślę, że on sobie nie radzi - że co? No kurcze..), że dlaczego nie umie rozmawiać, dlaczego nigdy nie mam prawa porozmawiać, omówić temat, dlaczego wciąż jest nie ten czas, moment, że mój głos jest nie taki. Załamałam się. On zaczął się pakować, powiedział, że nie może na mnie patrzeć, że nie może patrzeć na mój charakter, że brzydzi się nim, a w pewnym momencie powiedział, że jestem nikim. Prosiłam aby nie jechał (nawet nie wiem dokąd), ale to nic nie dało.
Szkoda mi siebie, szkoda, że tak od razu nie mogę dziś spakować wszystkich rzeczy i zatrzasnąć za sobą drzwi. Że chwilę musi to potrwać. Dlaczego on mnie tak nienawidzi? Dlaczego reaguje na mnie takim wstrętem, taką agresją. Dlaczego kiedyś byłam dla niego muzą, kobietą, o której marzył, a teraz jestem nikim. Źle mi się na chwilę życie potoczyło. On zawsze na zewnątrz wygląda tak pięknie - można się zakochać w tym co mówi, co ze sobą reprezentuje. A domu. Straszne. Muszę znaleźć w sobie siły aby to przerwać i nie zmarnować sobie życia.
a powiedz wiesz cos o jego malzenstwie i o przyczynach rozwodu, a on ma dzieci?
24 2014-06-29 09:14:54 Ostatnio edytowany przez polyana85 (2014-06-29 09:19:40)
a powiedz wiesz cos o jego malzenstwie i o przyczynach rozwodu, a on ma dzieci?
A wiesz, ten temat był zawsze tematem tabu. Nigdy nie widziałam papierów rozwodowych. Wiem tylko tyle, że to ona złożyła pozew. On ją zdradzał, odszedł z domu do kogoś innego. Kiedyś wspomniał mi, że oni potrafili w domu tygodniami się do siebie nie odzywać. Dzieci nie mają, bo on nie chciał (to się wiąże z jego chorobliwą słonością do kontroli, dziecko=oddanie siebie, zgoda na nieprzewidywalność, on nie jest w stanie sobie tego wyobrazić). A propos dzieci. Będąc ze mną wiele razy powtarzał, że pragnie mieć dzieci, że jest mu przykro, że ma tyle lat i jeszcze ich nie ma. Dobra, dobra - słowa jedno, ale z nim nigdy nie czujesz, że możesz bezpiecznie zajść w ciąże, że on tego chce i pragnie. Paradoks.
Nie wiem. Wczoraj sprawdziłam w internecie kategorię psychofag. Nie wszystkie cechy i zachowania pasują, ale ogromna większość tak i najlepsze jest to, że to u nas występuję cały czas. Dla mnie to co on robi NIGDY nie było normalne. Zawsze musiałam staczać z nim walkę o normalność. On jest nieprzewidywalny, nie wiem kiedy mu odbije, on obwinia za wszystko mnie. Klasyk - manipulacja taka, aby powstała sytuacja, że ty widzisz, że coś jest czarno na białym, ale zastanawiasz się czy aby na pewno. Zawsze jesteś skołowana, niepewna, nie wiesz na czym stoisz.
Wczoraj wieczorem wrócił. Spaliśmy osobno. Dziś rano zszedł, powiedział ''cześć" i poinformował, że teraz jedzie na basen, później kupić sobie rzeczy sportowe i będzie w porze obiadowej. Taki poranek w jego wykonaniu sugeruje chyba, że myśli, że uda nam się pogodzić.
Nie tym razem. Muszę konsekwentnie, małymi kroczkami, wydostawać się z tej toksycznej relacji. Muszę najpierw wyjść z domu i zamieszkać gdzie indziej. Wiecie jakie to wszystko jest trudne. Dla normalnie postrzegającej kobiety, taki facet byłby wyrzucony z jej życia szybko, raz a porządnie. Ja jest uzależniona (czasami pytam się siebie jak to się stało, byłam kobietą niezależną, zawsze decydowałam o swoim życiu, wyrzucałam kiepskie znajomości, nie szłam tam, gdzie węszyłam tandetę i nieciekawie rokowało, a teraz??) i jest mi dwa razy trudniej się z tego wydostać. Ale chyba można. To nie musi być coś aż tak trudnego, prawda?
poluyana niesamowite jak nasze historie są podobne.
"Dlaczego on mnie tak nienawidzi? Dlaczego reaguje na mnie takim wstrętem, taką agresją. Dlaczego kiedyś byłam dla niego muzą, kobietą, o której marzył, a teraz jestem nikim. Źle mi się na chwilę życie potoczyło. On zawsze na zewnątrz wygląda tak pięknie - można się zakochać w tym co mówi, co ze sobą reprezentuje. A domu. Straszne."
-jakiś czas temu mogłabym to samo zdanie napisać.
zadawałam sobie i nadal zadaję te same pytania co ty.
dlaczego?
skąd taka zmiana o 180 stopni.
"zawsze musiałam staczać z nim walkę o normalność. On jest nieprzewidywalny, nie wiem kiedy mu odbije, on obwinia za wszystko mnie. Klasyk - manipulacja taka, aby powstała sytuacja, że ty widzisz, że coś jest czarno na białym, ale zastanawiasz się czy aby na pewno. Zawsze jesteś skołowana, niepewna, nie wiesz na czym stoisz."
tak samo miałam.
generalnie trafiłysmy na ten sam typ faceta.
ja już nie wiem sama, psychologiem nie jestem, nie wiem co to za rodzaj człowieka.
czy on ma problem ze sobą (jeśli tak to jakie), czy to ja mam jakieś braki które w takim związku "wychodzą".
najgorsze w tym wszystkim jest naprawde to, że on ze mnie zrobił wariatkę...
@sosenku - ja raczej przestaję już drążyć temat. Głowa mnie boli od zadawania sobie pytań dlaczego, co jest przyczyną jego zachowań, czy on jest borderem, psychofagiem, świrem czy po prostu tak topornym facetem, nie nadającym się do życia. No też pytań samej do siebie: czy jestem wariatką, tak źle go traktuję, jestem niewdzięczna, nie doceniam go, nie szanuję. Daj spokój...Przecież wiesz jak jest.
Kiedyś wśród znajomych z pracy rozmawialiśmy o poczynaniach pewnego prezesa spółki. Jechaliśmy w aucie, a ja cały czas zadawałam pytania: "Ale dlaczego on tak postąpił"?? Kolega miał odpowiedz krotką" "Bo taki człowiek".
Poly
super,tak trzymaj
W opisanych zachowaniach nie ma grama agresji.
Zamiast wymyślać sobie coraz to nowe pseudomądre definicje ''typu osobowości'' faceta, łatwiej przyjąć do wiadomości że jesteście niedobrani i dlatego działacie sobie na nerwy.
W opisanych zachowaniach nie ma grama agresji.
Zamiast wymyślać sobie coraz to nowe pseudomądre definicje ''typu osobowości'' faceta, łatwiej przyjąć do wiadomości że jesteście niedobrani i dlatego działacie sobie na nerwy.
Może masz rację. Jakoś mi ulżyło po tym stwierdzeniu. Ale ja żyć z nim nie umiem - za mocny, za silny, za gniewny, próbujący skontrolować każdy aspekt swojego życia, stawiający siebie na pierwszym miejscu i pracę. Niby nic nam nie brakowało do szczęścia, a jednak...
Śpimy osobno i nie mogę na niego patrzeć. Zaproponował wczoraj rowery, przynosił pizzę, powiedział, że jest gotowy do rozmowy. Nie odzywam się do niego i nie mogę mu spojrzeć w oczy. Jak można najpierw wykrzyczeć komuś takie rzeczy, a potem liczyć, że ta osoba będzie chciała z nim rozmawiać. Ja nic od niego już nie chcę, jest dla mnie obcy. Boże, kończymy jak średnia krajowa, bez szacunku, w gniewie, w osobnych pokojach. Nie wiem, moje uczucie chyba blaknie, w zasadzie nie chcę go kochać, bo i za co? Może to i dobrze. Łatwiej będzie po prostu odejść.
poly
czasem w gniewie różne głupie rzeczy się mówi.
wyraził chęć do rozmowy, pozwól mu na to, ale niech teraz to ON mówi.
ty go tylko wysłuchaj bo już swoje powiedziałaś.
niech ci wyjaśni, przeprosi.
daj mu szansę na to.
Kobietom się nie dogodzi... Po kłótni chłop zniknął na parę dni i się nie odzywał - źle. Nie zniknął, a wygarnął przykre słowa - też źle. To jakiś cud boski, że ja ze swoją babą jestem już 20 lat biorąc pod uwagę, że w zależności od humoru, to po kłótni nie odzywamy się do siebie pół miesiąca albo wręcz przeciwnie wrzeszczymy na siebie okropnymi słowy, a czasem wręcz pierzemy się po pyskach, rzucamy talerzami. Kurna problem, chłop po kłótni kilka dni się nie odzywa..., a czemu ma się odzywać?
Witaj w klubie..z tym że, mi się wydaje, że już się rozstałam, za parę dni mogę mieć już inne zdanie...W ogóle dziś jest taki dzień, że dosłownie czytam już drugi post o podobnych problemach jak ja miałam....i nawet włączyła mi się taka lampa, że nie będę się po raz kolejny do tego przyznawać i bić w pierś...ale kurde, taka jest prawda...Powiem Ci coś takiego, jak kobieta z facetem, odgradzają się od społeczeństwa, żyją w takim właśnie własnym sosie...na początku jest im z tym dobrze, niemal że wyśmienicie..nikt im nie przeszkadza, nikt im nie wchodzi w drogę, mogą się kochać kiedy chcą, żadne bachory, im nie przeszkadzają, teściowa się nie interesuje..i tak sobie funkcjonują...dodatkowo jest coś takiego, że jak kobieta współżyje, a bierze leki antykoncepcyjne tudzież facet używa prezerwatywy..to Ona nie jest w ciąży fizycznie, ale tak jakby jest psychicznie w tej ciąży. Ty wspominasz o takiej smole, że On cię oblepia w tej smole...moim zdaniem to uczucie się stąd bierze....po prostu zauważyłam że faceci mają coś takiego w głowie - takie rodzicielstwo im się wtedy włącza....że oni jakby myślą, że kobietę usidlili, zapłodnili i Ona nie jest im już zbytnio potrzebna do niczego, bo Ona ich zdaniem jest w stanie tym..no wiesz jakim i najlepiej niech ona sobie wróci do mamusi, niech Ona sobie siedzi tam i coś dziubie..a On se wtedy gdzieś indziej pojedzie, albo sobie siądzie przed komputerem i sobie będzie bawił się w publicystę albo nałogowego gracza...
34 2014-06-30 13:22:16 Ostatnio edytowany przez polyana85 (2014-06-30 13:28:53)
@sosenku - tylko mi się z nim nie chce rozmawiać. Nie mam o czym. Co mi dają przeprosiny, albo jeszcze raz wałkowanie tematu pt. "dlaczego właśnie tak zareagowaliśmy, a nie inaczej". Tak było, to się wydarzyło, nic się nie zmieni. Mi się już nie chce z nim rozmawiać. To nie jest człowiek, który załatwia sprawy w domu rozmową, siada do stołu i mówi: choć, usiądź, widzę, że coś cię męczy, obgadajmy to. On się boi rozmów, woli nie mówić, a najlepiej jakby ja nic nie mówiła, o nic nie prosiła, tylko podała, wymasowała, była radosna i bezproblemowa. Wydaje mi się, że jest to człowiek, który do odpowiedzialności poczuwa się tylko w pracy. W domu to ma być spokój i nikt ma mu nie marudzić.
@snake - jak kto lubi. Jak jesteście szczęśliwi z tym laniem po mordach i pół miesiąca nieodzywaniem się - ok. U mnie nie o to chodzi, że mi nie można dogodzić, tylko ja żyję z takim wielkim dzieckiem, któremu chyba ktoś w dzieciństwie porządnie nie zlał dupska. On tyle rzeczy robi na złość, złoszczę go ja i moje uwagi/prośny/potrzeby komunikowane w prost.
@czasymira - z tą psychiczną ciążą...hm, jak się sypia ze sobą to jest tyle oksytocyny, że mimo iż jesteś sobie wolnym człowiekiem, silnie przywiązujesz się do tego mężczyzny. Wszystko udowodnione nawet naukowo. U mnie - w ciąży z nim nawet nie zamierzam być. W ostatnich dniach odkryłam, że ja nawet nie czuję się na tyle pewnie (a już 3 rok ze sobą jesteśmy) żeby ostawić tabletki, poczuciem bezpieczeństwa uprawiać seks i myśleć: jak Pan Bóg da to będzie. Ja kompletnie nie czuję od niego wsparcia, opieki. Czuję się samotna.
To jesteś z nim 3 lata i dopiero teraz obczaiłaś, że facet nie z tych co lubią przy herbatce obgadać problemy w związku? Poza tym jeśli twój facet się wkurza, że wraca, a ty zaczynasz znów od dyskusji "dlaczego ty ...", to ja mu się nie dziwię i jest to wręcz normalne zachowanie dla mężczyzny. Ja sam czasem jestem strasznym gadułą ale akurat z kobietą nie lubię roztrząsać czemu to, czemu tamto. Szczególnie jak wrócę z pracy, chciałbym się wyluzować, a żona w drzwiach niemalże atakuje mnie jakimiś pierdołami. Wtedy ryzyko, że warknę coś przykrego rośnie niebotycznie. Jak kobieta po latach wspólnego mieszkania jeszcze tego nie załapała, to będzie jej przykro i tyle. A wystarczyłoby odczekać, dać odsapnąć, za godzinkę, dwie...
A co jeśli odczekanie nie pomaga?
pierwszy, drugi, n-ty? raz?
Ja jestem z mężczyzną 10 lat i tak naprawdę dopiero jakieś pół roku temu odkryłam, jakim jest manipulatorem.....
Jak bd potrafi kochać w jednej i jak bd nienawidzić w drugiej chwili.........
Dopóki nie ma dzieci, uciekałabym jak najdalej.........tak tylko można się kajać w nieskończoność i w rezultacie przepraszać za to, że w ogóle ma się prawo oddychać.........
To jesteś z nim 3 lata i dopiero teraz obczaiłaś, że facet nie z tych co lubią przy herbatce obgadać problemy w związku? Poza tym jeśli twój facet się wkurza, że wraca, a ty zaczynasz znów od dyskusji "dlaczego ty ...", to ja mu się nie dziwię i jest to wręcz normalne zachowanie dla mężczyzny. Ja sam czasem jestem strasznym gadułą ale akurat z kobietą nie lubię roztrząsać czemu to, czemu tamto. Szczególnie jak wrócę z pracy, chciałbym się wyluzować, a żona w drzwiach niemalże atakuje mnie jakimiś pierdołami. Wtedy ryzyko, że warknę coś przykrego rośnie niebotycznie. Jak kobieta po latach wspólnego mieszkania jeszcze tego nie załapała, to będzie jej przykro i tyle. A wystarczyłoby odczekać, dać odsapnąć, za godzinkę, dwie...
Spoko, nie ma sprawy. Ja już o nic go nie proszę. Ale głuchy telefon nam wyszedł. Gdzie u licha wiszę na nim, kiedy on wraca. Mój toporny facet zawsze ma ciepłą michę i dom do odpoczynku kiedy wraca. Trzy dni później dopiero, w atmosferze relaksu, po masażu coś tam zaczęłam gadać. A, że to mu przywołało złe skojarzenia i się rozdrażnił, nie moja brocha. Nie umie rozmawiać, słuchać, niech się goni.
Na obecną chwilę nic od niego nie chcę, wolę zrobić sama lub zlecać ludziom robotę i im płacić (serio, dom w moim przekonaniu to jak firma: jak ci długo współwłaściciel zwleka ze sprawą, to bierzesz innych, bo nie będziesz czekać w nieskończoność, aż projekt sam się zrobi). Żyjemy sobie w jednym domu, wspólnie spędzamy czas (basen, mecz, film, śniadania, obiady, kolacje), śmieci się wyniesie, zakupy zrobi, ręcznik zmieni w łazience, coś tam razem z pracowniczych rzeczy popchniemy, ale żeby to było jakoś głębiej, z odpowiedzialnością za tę drugą osobę. U mnie w głowie życie na osobno. Pierwszy raz tak mam, ale tak mi po tym wszystkim wyszło. Przynajmniej mam spokój, nie denerwuję się, że czego tam nie mogę etc.
A co jeśli odczekanie nie pomaga?
pierwszy, drugi, n-ty? raz?
Ja jestem z mężczyzną 10 lat i tak naprawdę dopiero jakieś pół roku temu odkryłam, jakim jest manipulatorem.....
Jak bd potrafi kochać w jednej i jak bd nienawidzić w drugiej chwili.........
Dopóki nie ma dzieci, uciekałabym jak najdalej.........tak tylko można się kajać w nieskończoność i w rezultacie przepraszać za to, że w ogóle ma się prawo oddychać.........
Ja już za nic nie przepraszam. Nie podoba się to won emocjonalnie (z jego własnego domu niestety go nie wyrzucę). Strategia rozmowy nie zdaje egzaminu, więc koniec rozmów. Ja sobie tam z rzeczami poradzę (fakt, dzieci nie ma, małżeństwem nie jesteśmy, to i prościej).
Aha - coś jeszcze. A propos broni. Po ostatnich wydarzeniach doszłam do wniosku, że każdy powinien ja nosić przy sobie. Przyjdzie taki fagas i będzie chciał mnie skrzywdzić, to ja mu te wyimaginowane nożyczki, które mam wbiję w plecy. Głupia byłam, że od samego początku nie byłam uzbrojona. Facet wyczuł, to i sobie pozwalał.
Dziwne gierki między Wami...współczuje...wiem co to jest szantaż emocjonalny itd. Moim zdaniem powinniście od siebie odpocząć.