Psy ważniejsze od partnera - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Psy ważniejsze od partnera

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 66 ]

Temat: Psy ważniejsze od partnera

Witajcie,

Wiem, że to forum dla kobiet, jednak celowo postanowiłem zaczerpnąć rady płci, której temat rzeczywiście dotyczył. Mam również nadzieję, że tytuł jest odpowiedni i adekwatny do historii, którą przedstawię poniżej.

Związek z (nazwijmy ją "K", choć inicjał przypadkowy) K rozpoczął się jakoś 3 lata temu. Rozmowy, słowotok, decyzja o związku. Normalna kolejność, później wspólne zamieszkanie.

K posiada 3 psy, kochane zwierzęta, też lubię, zaakceptowałem je, żyły z nami. Mijały miesiące, później rok, drugi...a we mnie w tym czasie zaczynała wzbudzać się frustracja, odtrącenie, zazdrość...w dużym skrócie. Dlaczego? Otóż te psy były wszystkim! Kilka przykładów:

1. Codziennie spacer po pracy kosztem obiadu, nawet zdjęcia koszuli po pracy (minimum 1h, czasem 2-3)

2. Weekendowe wyjazdy do przyjaciółek na jakieś zajęcia z psami (oczywiście było proponowane, żebym pojechał)

3. Wyrzuciłem psy z łóżka, co było mi cały czas wypominane

4. Pozwalała się przez nie lizać

5. Seks mógł być przerwany jak piesek podszedł w trakcie-musiała go pogłaskać

6. Na kanapie przed tv ona obłożona psami, jak je wygoniłem to się wkurzała. Jak one zeszły to pytała "czemu teraz się nie przytulisz"? A ja czekałem łaskawie aż one zejdą i później już nie chciałem czułości

7. W kuchni mogły leżeć na ziemi podczas robienia obiadu, jak je wygoniłem to pretensje...więc starałem się skakać nad nimi...

8. Rzadkie wyjazdy bez nich. Jak raz pojechaliśmy w góry to usłyszałem "fajnie jest ale szkoda że psów tu nie ma"

9. Jakakolwiek aktywność czy czas spędzony bez psów był traktowany jako "czas dla mnie" z wyrzutem, że nie ma psów i ona się musi poświęcac...

10. Nie chciała dzieci, jak ją przekonywałem i w sumie przekonałem, to odparła " ok, urodzę Ci to dziecko ale w zamian chcę 5 psów" (SZOK!)

Nie będę już się rozpisywał. To sytuacje cykliczne lub jednostkowe...jednak ich namnożenie spotęgowało we mnie poczucie odrzucenia, nawet poniżenia. Wielokrotnie z tym walczyłem, rozmawiałem...to w odwecie było mi wypominane, że przecież tak nie jest, że wymyślam...że to normalne a ja psów nie kocham i jestem zły...

Miesiąc temu zacząłem rozmyślać nad poważną rozmową, kolejny raz czekałem aż wróci z "psiowego wyjazdu"...w głowie kłębiły się myśli, czy warto to ciągnąć, czy jak pojawi się dziecko to problem nie wzrośnie do rangi niewyobrażalnej?

Był wtorek...wróciła późno, zaproponowałem po kolacji krótką wycieczkę samochodem, dla nas...odparła "super, psy się ucieszą!"...

Tak, następnego dnia znowu byłem sam, wszedłem na jakiś czat (chyba interia)...szybko kogoś poznałem, przeszliśmy na Whatsapp, zaczęliśmy pisać, trwało to dwa dni, ja potrzebowałem zainteresowania jak powietrza...i traf chciał, w czwartek K zobaczyła, że z kimś piszę. Nie przyznałem się wprost, mocno mąciłem, w piątek wyznałem jej prawdę, że pisałem od 2 dni.
Zostałem wyrzucony z domu, rzeczy spakowane w garażu...w eterze mam już łatkę, że zdradziłem i miałem romans...

Romansu nie było, nigdy nie zdradziłem...owszem, zachowałem się jak k*** pisząc z inną babą ale z drugiej, przez te kilka lat zagryzałem zęby dla niej, dla jej rodziny, dla psów...to nie tłumaczenie, tylko drugie spojrzenie na sprawę.


Wracając do sedna, bo o nie mi najbardziej chodzi:
Czy ktoś miał podobną sytuację? Czy powinienem zaakceptować to psiowe hobby, czy wykracza to poza normalność już na tyle, że ewakuacja jest wskazana? (a raczej odpuścić sobie powrót)

Dodam, że przez te kilka lat były miłe chwile, to nie tak że wszystko źle...ale codzienne siedzenie wieczorem samemu, oczekiwanie na partnerkę aż wróci do domu z jakieś aktywności z psami, spędzanie weekendów samotnie (już nie chciałem wyjeżdżać na żadne wycieczki z psami więc zostawałem w domu) wbiły mnie w niesamowite poczucie bezsilności i doprowadziły do zaniku jakiegoś uczucia.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Ja bym znalazła pozytyw: kocha psy bardziej, więc niech sobie z nimi żyje. Po latach bycia zdradzanym przez partnerkę na rzecz psów ja bym też szukała chwili zainteresowania przy kimś innym.
Wyrzucając Cię z domu ułatwiła Ci sprawę z rozstaniem. Daj sobie z nią spokój, odsapnij po związku, zostań singlem albo szukaj kogoś bez psów lub z rozsądniejszym podejściem do zwierząt.
P.S. Żaden ze znajomych psiarzy nie ma takiego "kuku" na punkcie swoich zwierzaków.

3

Odp: Psy ważniejsze od partnera
Symbi napisał/a:

Ja bym znalazła pozytyw: kocha psy bardziej, więc niech sobie z nimi żyje. Po latach bycia zdradzanym przez partnerkę na rzecz psów ja bym też szukała chwili zainteresowania przy kimś innym.
Wyrzucając Cię z domu ułatwiła Ci sprawę z rozstaniem. Daj sobie z nią spokój, odsapnij po związku, zostań singlem albo szukaj kogoś bez psów lub z rozsądniejszym podejściem do zwierząt.
P.S. Żaden ze znajomych psiarzy nie ma takiego "kuku" na punkcie swoich zwierzaków.

Powiem Ci, że dokładnie takie samo zdanie mają moi przyjaciele, jak i rodzice, u których suma summarum musiałem wylądować. Obawiam się, że właśnie to, co doświadczyłem przez te 3 lata, to było właśnie zdradzanie mnie z psami na co dzień i wmawiałem sobie jedynie, że to ja muszę zaakceptować, że ja muszę być cierpliwy, czekać na jej atencję. Ale cholera porównując inne pary, to u żadnej tak to nie wygląda. Nawet mój przyjaciel, posiadając dwójkę małych dzieci, jest w stanie z żoną usiąśc i spędzić czas, ba-nawet żona jest go w stanie seksualnie zaskoczyć lub po prostu, być dla niego.

4 Ostatnio edytowany przez Symbi (2021-03-22 10:36:50)

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Adam, ja Cię tylko utwierdzę w przekonaniu, że słusznie myślicie. Rozmowa z kimś na komunikatorze miała swoje przyczyny i ja to doskonale rozumiem. Po jakimś czasie walki o normalny związek (zwłaszcza ten przerywany psami seks), miałabym dosyć.
Gwoli wyjaśnienia, zostałam kiedyś zdradzona, początkowo miałam żal i złość, potem przeanalizowałam sprawę i wiem, że nie wszystko było takie różowe, jak mi się wydawało.
Minie jakiś czas i będziesz miał to gdzieś, a nawet poczujesz ulgę.
Była partnerka, jak chce, to niech z psami tworzy dalej związek.

5 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2021-03-22 10:56:52)

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Ja mysle, ze czlowiek, ktory az tak zwierzat nie kocha nigdy nie zrozumie tego, ktory je kocha.
Bo dla mnie wiekszosc zachowan Twojej ex wcale nie jest dziwne, ale ze zwierzetami tak jest, ze dla jednego cos jest dziwne, a dla innego calkowicie naturalne.
Jezeli to byly duze psy, to kilkugodzinne spacery wcale mnie nie dziwia.
Jedyne, na co zwrocilabym uwage, to ten przerywany seks, to faktycznie jest mega slabe i mega dziwne.
Reszta to juz kwestia tego, co kto chce. Przykladowo ja moim kotom nie pozwalam chodzic po kuchennych blatach, a moja kolezanka swoim pozwala. I no ok, jej prawo. Tak samo traktuje to spanie ze zwierzakami w lozku czy lezenie z nimi na tapczanie.
Jezeli ona miala te psy wczesniej niz zaczela sie spotykac z Toba to po prostu psy sa do niej przywiazane a ona do nich. Pytanie czy Ty zrobiles cokolwiek poza zmienianiem jej nawykow.
Tekst o dziecku dla mnie nega slaby, ale z Twojej strony. Jezeli nie chciala dzieci, to trzeba bylo albo zaakceptowac, albo odejsc, a nie przekonywac. Do takich rzeczy sie nie przekonuje.

Prawda jest taka, ze mogles sie z nia rozstac wczesniej, skoro przeszkadzalo Ci praktycznie kazde jej zachowanie i kazda chwila, ktora z nia spedzales.

6

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Zrobiła Ci przysługę, nie umiałabym tak żyć, mimo dużej miłości do zwierząt, ale ludzi chyba jednak kocham bardziej.

7

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Autorze rozumiem Cię i uważam że dobrze się stało ze związek przeszedł do historii. Ja mam zwierzaka  kocham go bardzo, dbam, woze do lekarza itp ale nigdy nie postawiłabym go ponad męża i to jeszcze bez potrzeby. Zajęcia z psem, spacery ok ale nie po 3 h dziennie bo zakładając że oboje pracujecie i wracacie do domu przypuszczalnie o 17/ 18 to dodając do tego 3 h spaceru z psem wychodzi ze dla siebie wzajemnie zostawały Wam jakies ochłapy czasu a nie każdy musi  mieć chec i siłę spacerować 3 h zeby przy okazji mieć szanse pobyć z bliska osoba. Ciekawe jak Twoja ex wyobrażała sobie wychowywanie dzieci (o ile wogole widziala dla nich miejsce w swym psim grafiku) ?
O seksie przerywanym dla poglaskania psa nawet nie chce myśleć bo czułabym się dokładnie jak to napisales: poniżona i upokorzona.
Ja Twojej ex nie bronie takiego życia z psami. Jej wybór i może z nimi spać, dać im się lizac po twarzy nawet jeśli przed chwila wachaly kupe w trawie, wozić na wszystkie możliwe zajęcia dodatkowe itp ale taki typ osoby potrzebuje albo partnera rownie zafiksowanego na punkcie zwierząt, który związek traktuje tylko jako dodatek do służenia czworonogom, albo jest stworzona do samotnosci i życia tylko w tym psim świecie. Ty nie masz obowiązku chcieć takiego życia i mozesz podziękować. Szkoda ze to podziękowanie miało tak niefortunny charakter uderzenia w strune rozmowy z inna kobieta ale mleko sie rozlało i nie ma co tego analizować, poza tym jestem w stanie zrozumieć frustracje bycia przez lata zdradzanym ...z psami i potrzebe upewnienia się ze możesz być ciekawy i wartosciowy dla kogokolwiek a nie zepchniety do roli dodatku. Summa summarum wyszło tak jak miało wyjść ona sobie zyje z pieskami a Ty czekasz na kogos dla kogo będziesz wazny naprawde.

8 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-03-22 11:08:30)

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Problemem jest raczej nie sam fakt okazywania czułości i opieki nad psami, ale intensywność tych zachowań. Niektóre z opisanych przez Ciebie przypadków sa dla mnie zupełnie normalne, inne zaś trochę przesadzone. Faktem jest, że nie byłeś dla niej najważniejszy, skoro poświęcała Ci znacznie mniej czasu niż zwierzakom. Wszystko zależy też od tego, co to były za psy, bo jedne rasy mogą potrzebować więcej ruchu, inne mniej.

9

Odp: Psy ważniejsze od partnera
feniks35 napisał/a:

Autorze rozumiem Cię i uważam że dobrze się stało ze związek przeszedł do historii. Ja mam zwierzaka  kocham go bardzo, dbam, woze do lekarza itp ale nigdy nie postawiłabym go ponad męża i to jeszcze bez potrzeby. Zajęcia z psem, spacery ok ale nie po 3 h dziennie bo zakładając że oboje pracujecie i wracacie do domu przypuszczalnie o 17/ 18 to dodając do tego 3 h spaceru z psem wychodzi ze dla siebie wzajemnie zostawały Wam jakies ochłapy czasu a nie każdy musi  mieć chec i siłę spacerować 3 h zeby przy okazji mieć szanse pobyć z bliska osoba. Ciekawe jak Twoja ex wyobrażała sobie wychowywanie dzieci (o ile wogole widziala dla nich miejsce w swym psim grafiku) ?
O seksie przerywanym dla poglaskania psa nawet nie chce myśleć bo czułabym się dokładnie jak to napisales: poniżona i upokorzona.
Ja Twojej ex nie bronie takiego życia z psami. Jej wybór i może z nimi spać, dać im się lizac po twarzy nawet jeśli przed chwila wachaly kupe w trawie, wozić na wszystkie możliwe zajęcia dodatkowe itp ale taki typ osoby potrzebuje albo partnera rownie zafiksowanego na punkcie zwierząt, który związek traktuje tylko jako dodatek do służenia czworonogom, albo jest stworzona do samotnosci i życia tylko w tym psim świecie. Ty nie masz obowiązku chcieć takiego życia i mozesz podziękować. Szkoda ze to podziękowanie miało tak niefortunny charakter uderzenia w strune rozmowy z inna kobieta ale mleko sie rozlało i nie ma co tego analizować, poza tym jestem w stanie zrozumieć frustracje bycia przez lata zdradzanym ...z psami i potrzebe upewnienia się ze możesz być ciekawy i wartosciowy dla kogokolwiek a nie zepchniety do roli dodatku. Summa summarum wyszło tak jak miało wyjść ona sobie zyje z pieskami a Ty czekasz na kogos dla kogo będziesz wazny naprawde.

W punkt

10

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Dziękuję za odpowiedzi. Powiem szczerze, miałem obawy, że zostanę zmieszany z błotem. Owszem, jest mi źle z faktem, że pisałem z inną kobietą-takie zachowanie jest nieakceptowalne jednak przyznam, że od razu wyrzucenie z domu wraz ze spakowaniem rzeczy...moim skromnym zdaniem również nie było adekwatne do tej sytuacji. Choć to indywidualna kwestia. Nagle wszystko to, co robiłem, jaki byłem, poszło w niepamięć i stałem sie wrogiem publicnzym numer jeden.

Przyznam, że pomimo krótkiego czasu od rozstania, mam chwile słabości, w której chciałbym choć na chwilę wrócić, usiąść przy tv razem z K, zrobić wspólnie obiad...odetchnąć...

...jednak najgorsze w tym wszystkim jest to, że nawet jak sobie to wyobrażę, to nie potrafię zarazem wyobrazić sobie wspólnej przyszłości...dzieci, wspólnego domu, życia. Wszystko byłoby zawsze podyktowane psom, a próba zabrania jej tego lub ograniczenia od razu byłaby równoznaczna z jej nieszczęściem, a tego bym nie chciał.

Mam chyba jedno wyjście, albo w pełni zaakceptować jej świat, w którym szczerze-nie ma miejsca dla mnie, pomimo, że mówiła zawsze inaczej...albo dla dobra wsyzstkich odpuścić, nie patrząc już na moją opinię, w której jestem największym złem, które skrzywdziło ją pewnie jak nikt inny...

11

Odp: Psy ważniejsze od partnera
Lady Loka napisał/a:

Ja mysle, ze czlowiek, ktory az tak zwierzat nie kocha nigdy nie zrozumie tego, ktory je kocha.
Bo dla mnie wiekszosc zachowan Twojej ex wcale nie jest dziwne, ale ze zwierzetami tak jest, ze dla jednego cos jest dziwne, a dla innego calkowicie naturalne.
Jezeli to byly duze psy, to kilkugodzinne spacery wcale mnie nie dziwia.
Jedyne, na co zwrocilabym uwage, to ten przerywany seks, to faktycznie jest mega slabe i mega dziwne.
Reszta to juz kwestia tego, co kto chce. Przykladowo ja moim kotom nie pozwalam chodzic po kuchennych blatach, a moja kolezanka swoim pozwala. I no ok, jej prawo. Tak samo traktuje to spanie ze zwierzakami w lozku czy lezenie z nimi na tapczanie.
Jezeli ona miala te psy wczesniej niz zaczela sie spotykac z Toba to po prostu psy sa do niej przywiazane a ona do nich. Pytanie czy Ty zrobiles cokolwiek poza zmienianiem jej nawykow.
Tekst o dziecku dla mnie nega slaby, ale z Twojej strony. Jezeli nie chciala dzieci, to trzeba bylo albo zaakceptowac, albo odejsc, a nie przekonywac. Do takich rzeczy sie nie przekonuje.

Prawda jest taka, ze mogles sie z nia rozstac wczesniej, skoro przeszkadzalo Ci praktycznie kazde jej zachowanie i kazda chwila, ktora z nia spedzales.


Też nie uważam opisanych zachowań za dziwne (oprócz tego przerywanego seksu), psy były wcześniej, więc raczej dziwne by było, jakby nagle dla Ciebie zepchnęła je na boczny tor. To są żywe istoty, przywiązane do swojej opiekunki, a nie hobby, które można odłożyć na bok bo partner się obrazi. Po prostu źle się dobraliście, nie podzielasz jej miłości do zwierząt, chcesz ułożyć Wasze życie pod swoje dyktando i wyceniać, jak długi spacer jest w porządku a jaki już nie. Znam parę, którą połączyła własnie psia pasja, jeżdzą razem na szkolenia z psem, biorą udział w biegach z psem itp. Teraz maja też dziecko, co również nie sprawiło, że pies poszedł w odstawkę. Nie pasowało Ci to, więc trzeba było sie pożegnać, a nie romansować w sieci, bo to żadne wytłumaczenie.

12

Odp: Psy ważniejsze od partnera

nie pasowaliście zupełnie do siebie i nie masz czego żałować. Znajdź sobie kogoś kto podziela twoją wizję wspólnego życia i gromadki dzieci a ona też na pewno znajdzie szczęście u boku innego hobbysty albo pracoholika co za dużo czasu nie wymaga big_smile Ani ona ani ty nie jesteście dziwni, po prostu fatalnie się dobraliście i tyle.

13

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Adam, nie przejmuj się jej opinią na Twój temat po waszym rozstaniu. Ona robiła przez cały związek, to co Ty raptem przez dwa dni: poświęcała czas innym istotom, zapominając o potrzebach partnera. Przecież w końcu, jak napisałeś, Ty tez lubileś te zwierzęta, tylko bardziej bys je dyscyplinował ( nie mylić ze złym traktowaniem). To ona Ci wyrzucała, że rzekomo "musi" Ci poświęcać jakikolwiek czas bez psów.  To po co jej byłeś, skoro wszystkie jej potrzeby zaspokajały psy?
Dwa dni internetowego wieczornego gadania to moim zdaniem pierdoła, to powinno jej zasugerować, że coś jest nie tak w związku, skoro do tego doszło. To nie półroczny romans, zdrada  po pijaku. Zareagowała zbyt emocjonalnie wyrzucając Cię bez rozmowy o przyczynach Twojego zachowania. Czy tylko jej wolno było 99% uwagi i czasu, nawet w czasie seksu, koncentrować na kimś innym, niż partner?

14

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Uwazam podobnie jak Symbi.
Kochanie zwierząt nie oznacza ze trzeba z nimi robić wszystko. Ja swojego zwierzaka kocham bardzo ale to nie znaczy ze stoi w hierarchii wyżej od mojego partnera. Gdyby tak było to zastanowiłabym się mocno czy mi aby na pewno zalezy na tym człowieku.  Moj maz jest np uczulony na kocie futro. Ja to rozumiem,szanuje i mimo ze mi kot śpiący z nami w lozlu by nie przeszkadzał to nie pozwalam mu wchodzić do naszej sypialni przez szacunek dla potrzeb męża. Nie wysyłam go na siłę na odczulanie ani nie mowie to idź sobie śpij sam gdzies indziej bo ja musze z kotem spać  bo on to lubi. No lubi ale musi się obejść bez tego bo dobro męża stawiam na 1 miejscu a kotu sie krzywda tez nie dzieje bo jest wymiziany i zaopiekowany w ciągu dnia.  Nie wyobrażam sobie tez zeby w intymnych momentach mówić dobra przerywamy bo kicia przyszła. Rownie dobrze mogłabym w tym momencie stwierdzić przerwa w seksie bo przyjaciółka dzwoni i musze z nia pogadac. Jakbym nie mogła zrobić tego 15 minut później.
Jak tak czytam opis tej relacji to mam wrażenie że to nie psy były głównym problemem tylko letnie zaangażowanie expartnerki Autorki. Jakby go kochała to stać by ja było na inne zachowania a wtedy i jemu pewnie latwiej byłoby wkręcić się bardziej w opiekę nad psami. Nawet kochajacy dziecko rodzice czasem wychodzą sami by celebrowac swoj związek i własne towarzystwo a co dopiero posiadacz psa. Mam wrażenie że ta dziewczyna trzymała Autora z łaski na uciechę i udowadniała mu to na każdym kroku ( a juz dobitnie w lozku). Dlatego jego wybryk z dwudniowym pisaniem który dla innej byłby powodem do rozkmnin i zastanawiania się  co dalej dla niej byl oczywistą okazją i pretekstem zeby go od razu wywalić.

15

Odp: Psy ważniejsze od partnera
Symbi napisał/a:

Adam, nie przejmuj się jej opinią na Twój temat po waszym rozstaniu. Ona robiła przez cały związek, to co Ty raptem przez dwa dni: poświęcała czas innym istotom, zapominając o potrzebach partnera. Przecież w końcu, jak napisałeś, Ty tez lubileś te zwierzęta, tylko bardziej bys je dyscyplinował ( nie mylić ze złym traktowaniem). To ona Ci wyrzucała, że rzekomo "musi" Ci poświęcać jakikolwiek czas bez psów.  To po co jej byłeś, skoro wszystkie jej potrzeby zaspokajały psy?
Dwa dni internetowego wieczornego gadania to moim zdaniem pierdoła, to powinno jej zasugerować, że coś jest nie tak w związku, skoro do tego doszło. To nie półroczny romans, zdrada  po pijaku. Zareagowała zbyt emocjonalnie wyrzucając Cię bez rozmowy o przyczynach Twojego zachowania. Czy tylko jej wolno było 99% uwagi i czasu, nawet w czasie seksu, koncentrować na kimś innym, niż partner?

Przyznam szczerze, że przeczytałem Twoją wypowiedź chyba 10 razy...nie wiem jakim cudem ale trafiłaś w sedno zrozumienia. Bałem się, że te wnioski to tylko moja wyobraźnia i coś nierealnego, coś, co sobie wymyśliłem, a rzeczywistość jest inna...

16

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Dodam na marginesie, że wczoraj pokusiłem się o wizytę u psychologa, 2h...(swoją drogą, nie wiedziałem, że to taka kopalnia złota-rzecz jasna jeśli chodzi o portfel "lekarza").
Opowiedziałem wszystko, po kolei, nie wybielając się-wręcz przeciwnie, samemu po części obwiniając się o niektóre sytuacje (a już na pewno o pisanie intymne przez dwa dni z inna kobietą).

Byłem w szoku, gdy Pani psycholog po ponad godzinie moich wypocin nagle sama zaczęła "recytować" pewne zachowania mojej ex w taki sposób, jakby mieszkała z nami przez tych kilka lat. Dopytywała czy jakieś sytuacje miały miejsce, potwierdzałem każdą-była niczym jasnowidz...a na samym końcu pokusiła się o diagnozę mojej Partnerki (już ex, choć nie potrafię w głowie sobie tego uświadomić), wstępną ale dla niej bez wątpliwości: zaburzenie osobowości borderline....

17

Odp: Psy ważniejsze od partnera
AdamWawa napisał/a:

Dodam na marginesie, że wczoraj pokusiłem się o wizytę u psychologa, 2h...(swoją drogą, nie wiedziałem, że to taka kopalnia złota-rzecz jasna jeśli chodzi o portfel "lekarza").
Opowiedziałem wszystko, po kolei, nie wybielając się-wręcz przeciwnie, samemu po części obwiniając się o niektóre sytuacje (a już na pewno o pisanie intymne przez dwa dni z inna kobietą).

Byłem w szoku, gdy Pani psycholog po ponad godzinie moich wypocin nagle sama zaczęła "recytować" pewne zachowania mojej ex w taki sposób, jakby mieszkała z nami przez tych kilka lat. Dopytywała czy jakieś sytuacje miały miejsce, potwierdzałem każdą-była niczym jasnowidz...a na samym końcu pokusiła się o diagnozę mojej Partnerki (już ex, choć nie potrafię w głowie sobie tego uświadomić), wstępną ale dla niej bez wątpliwości: zaburzenie osobowości borderline....

To trafiles na bardzo, ale to bardzo nieprofesjonalna pania psycholog. Bo to jest wysoce nieetyczne, zeby na spotkaniu z Toba omawiac zaburzenia Twojej ex i jeszcze wyciagac diagnoze bez zobaczenia i porozmawiania z nia. To jest wrecz krzywdzace, a taka osoba powinna byc zgloszona wyzej.

18 Ostatnio edytowany przez Syl (2021-03-23 10:07:00)

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Całkowicie zgadzam się z Lady Loka i Piankaa.

Twoja była dziewczyna byłaby dla mnie wymarzoną przyjaciółką, bo moje nastawienie do psów jest takie samo i poza jednym z tych zachowań żadne inne nie jest mi obce. Trzeba tylko dodać, że jest to nie tylko miłość do drugiej istoty, ale też często pasja, to, w jaki sposób uwielbiamy spędzać wolny czas. Na tym forum spotyka się ciekawe zjawisko - albo jest źle, bo partner nie ma swoich zainteresowań i czeka tylko na czułości ze strony drugiej osoby, albo źle, bo ma pasję i biedny partner jest pokrzywdzony. A czy Ty, autorze, masz jakieś pasje, czy Twoje życie kręci się lub kręciło się tylko wokół dziewczyny?

Według mnie zupełnie słabe jest porównanie kontaktu faceta z obcą dziewczyną do dbania o swoje psy jakby oba te zachowania były zdradą wobec partnera. Psy ta dziewczyna miała wcześniej, są one w pełni od niej zależne i zupełnie nie dziwię się, że traktowane są przez nią jak dzieci, bo niemal takiej też opieki potrzebują. Gdyby mnie partner zaczął pisać do innej, bo opiekuję się swoim psem, to potraktowałabym go tak samo. Trzeba tak pokierować swoim życiem, żeby nam było dobrze. Jeśli dziewczyna woli psy, to świetnie, będzie mieć spokój od tego typu związków.

Jasne jest, że wiele osób będzie mieć na tę sytuację inne spojrzenie, bo co innego jest dla nas w życiu ważne. Nie każdy musi kochać psy, nie musi to być jego pasja. Tutaj możliwe jest tylko wejście w związek z osobą, która podziela nasze zainteresowania, w przeciwnym razie żadna ze stron nie będzie szczęśliwa.

Autorze, przyjrzałabym się na Twoim miejscu własnym emocjom, bo bycie zazdrosnym o psy to niepokojąca sprawa. Potem znajdziesz inną dziewczynę, będzie dziecko i kolejne wielkie rozczarowanie, bo partnerka zajmuje się dzieckiem, wszędzie chce je zabierać, pozwala się dotykać po twarzy i co gorsze - jest ono ważniejsze od Ciebie.
Nie dobraliście się właściwie i nic z tego nie będzie, nie trzeba znać szczegółów, żeby być tego pewnym.

Gdy słyszę, że ktoś, kto jest takim miłośnikiem psów powinien żyć sam ze swoimi psami, to się zgadzam. Można oddać się swojej pasji bez konieczności znoszenia czyichś roszczeń, w spokoju, z tym, co jest dla nas najważniejsze. Nie może być lepszej recepty na udane życie.

19

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Ona się nie zmieni i to Ci z góry mówię. Mam ciotkę psiarę. W domu 3 yorki. Yorki zawsze najważniejsze, mąż jest co najwyżej dodatkiem do nich i szoferem dla pieseczków. Rozstanie to dobra decyzja.

20 Ostatnio edytowany przez Syl (2021-03-23 09:47:18)

Odp: Psy ważniejsze od partnera
biankax99 napisał/a:

Ona się nie zmieni i to Ci z góry mówię. Mam ciotkę psiarę. W domu 3 yorki. Yorki zawsze najważniejsze, mąż jest co najwyżej dodatkiem do nich i szoferem dla pieseczków. Rozstanie to dobra decyzja.

Pewnie, że się nie zmieni i dobrze, nie ma jednego właściwego sposobu zachowania. Niech autor da spokój dziewczynie. Na szczęście ona sama o to zadbała.

Gdyby ktoś w moim domu próbował ustawiać moje psy i wprowadzać im inne zasady, to ja tę osobę ustawiłabym jeszcze szybciej.

Wszystko polega na tym, żeby się odpowiednio dobrać. Albo trzeba mieć to samo hobby i wspólnie spędzać czas w taki sposób, albo mieć osobne pasje i wtedy nie mamy pretensji do kogoś, że wychodzi z psem na spacer na 2 godziny, bo sami mamy co robić, albo się rozstać, to znaczy - w ogóle w taką relację nie wchodzić.

21 Ostatnio edytowany przez R_ita (2021-03-23 10:03:13)

Odp: Psy ważniejsze od partnera
Syl napisał/a:

Autorze, przyjrzałabym się na Twoim miejscu własnym emocjom, bo bycie zazdrosnym o psy to niepokojąca sprawa. Potem znajdziesz inną dziewczynę, będzie dziecko i kolejne wielkie rozczarowanie, bo partnerka zajmuje się dzieckiem, wszędzie chce je zabierać, pozwala się dotykać po twarzy i co gorsze j- est ono ważniejsze od Ciebie.
Nie dobraliście się właściwie i nic z tego nie będzie, nie trzeba znać szczegółów, żeby być tego pewnym.

Zgadzam się, to samo sobie pomyślałam czytając pierwszy post autora. Faktem jest, że nie każdy musi tak silną miłość i pasję do psów podzielać, więc ważne jest, aby dobrać się tak, aby te zainteresowania były wspólne. 
Osobiście znam parę, która ma 3 owczarki australijskie i to są po prostu... ich dzieci. Były psie przedszkola, jest agility, wspólne wielogodzinne spacery i marsze z psami, wakacje tylko z psami choćby oznaczało to zmianę kierunku, bo brak na miejscu hotelu z udogodnieniami dla psów, łóżko 200x200, by się wszyscy zmieścili, te psy mają nawet swój pokój, przyjaciele też psiarze, by psy miały swoich psich przyjaciół. I im jest super. I jeśli to odpowiada obojgu- to super, bo nie ma jednego właściwego sposobu zachowania i modelu związku. Ich jest taki. Grunt to się dobrać.

22

Odp: Psy ważniejsze od partnera
R_ita napisał/a:
Syl napisał/a:

Autorze, przyjrzałabym się na Twoim miejscu własnym emocjom, bo bycie zazdrosnym o psy to niepokojąca sprawa. Potem znajdziesz inną dziewczynę, będzie dziecko i kolejne wielkie rozczarowanie, bo partnerka zajmuje się dzieckiem, wszędzie chce je zabierać, pozwala się dotykać po twarzy i co gorsze j- est ono ważniejsze od Ciebie.
Nie dobraliście się właściwie i nic z tego nie będzie, nie trzeba znać szczegółów, żeby być tego pewnym.

Zgadzam się, to samo sobie pomyślałam czytając pierwszy post autora. Faktem jest, że nie każdy musi tak silną miłość i pasję do psów podzielać, więc ważne jest, aby dobrać się tak, aby te zainteresowania były wspólne. 
Osobiście znam parę, która ma 3 owczarki australijskie i to są po prostu... ich dzieci. Były psie przedszkola, jest agility, wspólne wielogodzinne spacery i marsze z psami, wakacje tylko z psami choćby oznaczało to zmianę kierunku, bo brak na miejscu hotelu z udogodnieniami dla psów, łóżko 200x200, by się wszyscy zmieścili, te psy mają nawet swój pokój, przyjaciele też psiarze, by psy miały swoich psich przyjaciół. I im jest super. I jeśli to odpowiada obojgu- to super, bo nie ma jednego właściwego sposobu zachowania i modelu związku. Ich jest taki. Grunt to się dobrać.

Dokładnie tak, świetny post jako podsumowanie takich historii.

23

Odp: Psy ważniejsze od partnera
Syl napisał/a:
biankax99 napisał/a:

Ona się nie zmieni i to Ci z góry mówię. Mam ciotkę psiarę. W domu 3 yorki. Yorki zawsze najważniejsze, mąż jest co najwyżej dodatkiem do nich i szoferem dla pieseczków. Rozstanie to dobra decyzja.

Pewnie, że się nie zmieni i dobrze, nie ma jednego właściwego sposobu zachowania. Niech autor da spokój dziewczynie. Na szczęście ona sama o to zadbała.

Gdyby ktoś w moim domu próbował ustawiać moje psy i wprowadzać im inne zasady, to ja tę osobę ustawiłabym jeszcze szybciej.

Wszystko polega na tym, żeby się odpowiednio dobrać. Albo trzeba mieć to samo hobby i wspólnie spędzać czas w taki sposób, albo mieć osobne pasje i wtedy nie mamy pretensji do kogoś, że wychodzi z psem na spacer na 2 godziny, bo sami mamy co robić, albo się rozstać, to znaczy - w ogóle w taką relację nie wchodzić.

Ja wszystko rozumiem ale widzę, że zgromadzenie obrońców psów odrobinę się tutaj rozpędziło w obronie tak, jakbym chciał te psy z domu wyrzucić, czy oddać do schroniska.
Nikt nie pisał, a na pewno nie ja, o zmianie i odrzuceniu psów. To po pierwsze
Nikt nie wchodził w związek z przymusu (ani ja, ani ex)

Jakim cudem "psiarze" mają prawo i immunitet do 100% pozostawania w swoich zwyczajach, zlewając partnera? Nikt mojej ex nie kazał wchodzić w związek. Zarówno ja jak i ona zrobiliśmy to dobrowolnie. Ja zaakceptowałem psy, wiząłem sporą częśc odpowiedzialności i obowiązków na siebie, a w zamian-nie otrzymałem kompletnie nic.

Moim zdaniem, życie dwójki ludzi z innymi zainteresowaniami powinno być oparte na kompromisach, a przede wszystkim na wzajemnym szacunku do drugiej osoby i spełniania potrzeb partnera w zależności oczywiście od sytuacji, a nie na immunitecie bycia "psiarzem" (jestem nim i niech cały świat się kręci wokół mnie).

Jeżeli decydowała się na związek z nie-psiarzem, który swoją drogą po części i tak nim został, a w zamian otrzymywałem tylko pretensje, wieczne niezadowolenie i jej niespełnienie to coś jest nie w porządku.

24 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-03-23 10:50:01)

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Autorze, jeśli chodzi o fakt zrozumienia kogoś, kto oddaje bardzo dużą część swego życia pasji czy pracy, która może być pasją, to akurat w pełni tą dziewczynę rozumiem. Być może ten stopień zażyłości czy przede wszystkim ilość poświęcanego psom czasu wydaje się aż nadto duża, ale pewne zachowania, które Cię chyba zniesmaczyły są jak najbardziej normalne i powszechne w relacji pies-właściciel.
Sam fakt, że pies często wskazkuje opiekunowi do łóżka a nawet śpi mu np w nogach czy lizanie po twarzy nie jest żadną fanaberią ani zdziwaczeniem. To nawiązywanie więzi między dwiema isotami. Pies nie potrafi mówić, więc stara się to robić inaczej. Tak samo kwestia spacerów: zwierzak potrzebuje ruchu, kontaktów z innymi psami itp.
Kwestia dobrania się z odpowiednią osobą.

25 Ostatnio edytowany przez krolowachlodu87 (2021-03-23 10:53:14)

Odp: Psy ważniejsze od partnera
AdamWawa napisał/a:
Syl napisał/a:
biankax99 napisał/a:

Ona się nie zmieni i to Ci z góry mówię. Mam ciotkę psiarę. W domu 3 yorki. Yorki zawsze najważniejsze, mąż jest co najwyżej dodatkiem do nich i szoferem dla pieseczków. Rozstanie to dobra decyzja.

Pewnie, że się nie zmieni i dobrze, nie ma jednego właściwego sposobu zachowania. Niech autor da spokój dziewczynie. Na szczęście ona sama o to zadbała.

Gdyby ktoś w moim domu próbował ustawiać moje psy i wprowadzać im inne zasady, to ja tę osobę ustawiłabym jeszcze szybciej.

Wszystko polega na tym, żeby się odpowiednio dobrać. Albo trzeba mieć to samo hobby i wspólnie spędzać czas w taki sposób, albo mieć osobne pasje i wtedy nie mamy pretensji do kogoś, że wychodzi z psem na spacer na 2 godziny, bo sami mamy co robić, albo się rozstać, to znaczy - w ogóle w taką relację nie wchodzić.

Ja wszystko rozumiem ale widzę, że zgromadzenie obrońców psów odrobinę się tutaj rozpędziło w obronie tak, jakbym chciał te psy z domu wyrzucić, czy oddać do schroniska.
Nikt nie pisał, a na pewno nie ja, o zmianie i odrzuceniu psów. To po pierwsze
Nikt nie wchodził w związek z przymusu (ani ja, ani ex)

Jakim cudem "psiarze" mają prawo i immunitet do 100% pozostawania w swoich zwyczajach, zlewając partnera? Nikt mojej ex nie kazał wchodzić w związek. Zarówno ja jak i ona zrobiliśmy to dobrowolnie. Ja zaakceptowałem psy, wiząłem sporą częśc odpowiedzialności i obowiązków na siebie, a w zamian-nie otrzymałem kompletnie nic.

Moim zdaniem, życie dwójki ludzi z innymi zainteresowaniami powinno być oparte na kompromisach, a przede wszystkim na wzajemnym szacunku do drugiej osoby i spełniania potrzeb partnera w zależności oczywiście od sytuacji, a nie na immunitecie bycia "psiarzem" (jestem nim i niech cały świat się kręci wokół mnie).

Jeżeli decydowała się na związek z nie-psiarzem, który swoją drogą po części i tak nim został, a w zamian otrzymywałem tylko pretensje, wieczne niezadowolenie i jej niespełnienie to coś jest nie w porządku.

No właśnie nie rozumiesz. Ludzie mają różne priorytety i nie dla każdego związek jest na 1 miejscu. Dla mnie na pierwszym miejscu jest pasja dla mojego partnera praca i nie mamy wzajemnie pretensji o małą ilość czasu spędzonego wspólnie bo każde się cieszy że ma więcej czasu dla siebie na to co chce. Następnym razem poszukaj po prostu dziewczyny, która ma podobne priorytety do twoich. Z byłą za bardzo się różnicie i nie ma w tym niczyjej winy.

26

Odp: Psy ważniejsze od partnera
AdamWawa napisał/a:
Syl napisał/a:
biankax99 napisał/a:

Ona się nie zmieni i to Ci z góry mówię. Mam ciotkę psiarę. W domu 3 yorki. Yorki zawsze najważniejsze, mąż jest co najwyżej dodatkiem do nich i szoferem dla pieseczków. Rozstanie to dobra decyzja.

Pewnie, że się nie zmieni i dobrze, nie ma jednego właściwego sposobu zachowania. Niech autor da spokój dziewczynie. Na szczęście ona sama o to zadbała.

Gdyby ktoś w moim domu próbował ustawiać moje psy i wprowadzać im inne zasady, to ja tę osobę ustawiłabym jeszcze szybciej.

Wszystko polega na tym, żeby się odpowiednio dobrać. Albo trzeba mieć to samo hobby i wspólnie spędzać czas w taki sposób, albo mieć osobne pasje i wtedy nie mamy pretensji do kogoś, że wychodzi z psem na spacer na 2 godziny, bo sami mamy co robić, albo się rozstać, to znaczy - w ogóle w taką relację nie wchodzić.

Ja wszystko rozumiem ale widzę, że zgromadzenie obrońców psów odrobinę się tutaj rozpędziło w obronie tak, jakbym chciał te psy z domu wyrzucić, czy oddać do schroniska.
Nikt nie pisał, a na pewno nie ja, o zmianie i odrzuceniu psów. To po pierwsze
Nikt nie wchodził w związek z przymusu (ani ja, ani ex)

Jakim cudem "psiarze" mają prawo i immunitet do 100% pozostawania w swoich zwyczajach, zlewając partnera? Nikt mojej ex nie kazał wchodzić w związek. Zarówno ja jak i ona zrobiliśmy to dobrowolnie. Ja zaakceptowałem psy, wiząłem sporą częśc odpowiedzialności i obowiązków na siebie, a w zamian-nie otrzymałem kompletnie nic.

Moim zdaniem, życie dwójki ludzi z innymi zainteresowaniami powinno być oparte na kompromisach, a przede wszystkim na wzajemnym szacunku do drugiej osoby i spełniania potrzeb partnera w zależności oczywiście od sytuacji, a nie na immunitecie bycia "psiarzem" (jestem nim i niech cały świat się kręci wokół mnie).

Jeżeli decydowała się na związek z nie-psiarzem, który swoją drogą po części i tak nim został, a w zamian otrzymywałem tylko pretensje, wieczne niezadowolenie i jej niespełnienie to coś jest nie w porządku.

Ależ przestań tłumaczyć coś co jest dla większości zupełnie oczywiste.
Jeśli ktoś ustawia psa wyżej niż partnera to jest z nim coś nie tak i tyle, ja osobiście się takich ludzi boję, przy czym psy uwielbiam, więcej nie powiem bo "psiarze" po prostu zjadają żywcem za takie poglądy.

Przypomniała mi się też moja wizyta u koleżanki, która miała trzy duże psy, rasy niebezpieczne, goście siedzieli na krzesłach, psy na kanapie, pies ładował mi się w nocy do łóżka, a był wielki, ok - nie mój dom, ale doświadczenie takie sobie.
Ale co mnie uderzyło najbardziej, pieski miały jak w raju, ale wzięta jak sądzę wcześniej świnka morska żyła w klatce 40 cm na 40 cm u góry na szafie, zupełnie sama i opuszczona, taka to jest miłość psiarzy ... wink przeraziło mnie to i dało w sumie pewien obraz, osąd.
Za off-top pardon.

27 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2021-03-23 11:03:43)

Odp: Psy ważniejsze od partnera
AdamWawa napisał/a:
Syl napisał/a:
biankax99 napisał/a:

Ona się nie zmieni i to Ci z góry mówię. Mam ciotkę psiarę. W domu 3 yorki. Yorki zawsze najważniejsze, mąż jest co najwyżej dodatkiem do nich i szoferem dla pieseczków. Rozstanie to dobra decyzja.

Pewnie, że się nie zmieni i dobrze, nie ma jednego właściwego sposobu zachowania. Niech autor da spokój dziewczynie. Na szczęście ona sama o to zadbała.

Gdyby ktoś w moim domu próbował ustawiać moje psy i wprowadzać im inne zasady, to ja tę osobę ustawiłabym jeszcze szybciej.

Wszystko polega na tym, żeby się odpowiednio dobrać. Albo trzeba mieć to samo hobby i wspólnie spędzać czas w taki sposób, albo mieć osobne pasje i wtedy nie mamy pretensji do kogoś, że wychodzi z psem na spacer na 2 godziny, bo sami mamy co robić, albo się rozstać, to znaczy - w ogóle w taką relację nie wchodzić.

Ja wszystko rozumiem ale widzę, że zgromadzenie obrońców psów odrobinę się tutaj rozpędziło w obronie tak, jakbym chciał te psy z domu wyrzucić, czy oddać do schroniska.
Nikt nie pisał, a na pewno nie ja, o zmianie i odrzuceniu psów. To po pierwsze
Nikt nie wchodził w związek z przymusu (ani ja, ani ex)

Jakim cudem "psiarze" mają prawo i immunitet do 100% pozostawania w swoich zwyczajach, zlewając partnera? Nikt mojej ex nie kazał wchodzić w związek. Zarówno ja jak i ona zrobiliśmy to dobrowolnie. Ja zaakceptowałem psy, wiząłem sporą częśc odpowiedzialności i obowiązków na siebie, a w zamian-nie otrzymałem kompletnie nic.

Moim zdaniem, życie dwójki ludzi z innymi zainteresowaniami powinno być oparte na kompromisach, a przede wszystkim na wzajemnym szacunku do drugiej osoby i spełniania potrzeb partnera w zależności oczywiście od sytuacji, a nie na immunitecie bycia "psiarzem" (jestem nim i niech cały świat się kręci wokół mnie).

Jeżeli decydowała się na związek z nie-psiarzem, który swoją drogą po części i tak nim został, a w zamian otrzymywałem tylko pretensje, wieczne niezadowolenie i jej niespełnienie to coś jest nie w porządku.

Dokladnie. Ja rozumiem wszystko i to ze mozna psy czy koty traktować jak swoje dzieci ( chociaz ja aż tak daleko w to nie brne) ale wtedy należy szukać partnera rownie na tym punkcie zafiksowanego albo zadnego i zyc z tymi psami czy kotami. Tymczasem ex Autora zdecydowala sie wejść w relacje z drugą osobą i nie była chyba w ten związek zaciagnieta na siłę tylko dobrowolnie. Wiedziala ze on lubi psy ale nie w takim stopniu jak ona. Nalezalo wiec albo podziękować mu na początku za znajomosc albo jednak starać się jakoś godzić swoją pasje do psow z obecnością innego nie mniej spragnionego czułości i obecności bliskiej osoby "osobnika".  A tymczasem wychodzi na to ze jej immunitet "psiary" byl wazniejszy niż jego immunitet "równowagi między pasja a zwiazkiem" i to jedynie on miał się zmienić i dostosować. No coś tu jest nie halo.  Nawet matka ktora ma na punkcie dziecka takie zafiksowanie ze spi z nim do 18stki w jednym łóżku, nie szuka raczej partnera zeby go przymuszać  do spania w trójkę i nerwowego seksu jak dziecko akurat przysnie tylko zaklada ze dziecko jest jej całym światem, chlop nie jest jej do niczego potrzebny i zyje sobie szczęśliwym życiem singielki spełniającej się w roli matki. No jej święte prawo. Jesli natomiast mimo wielkiej miłości do dziecka ma również potrzebe bycia w relacji z mężczyzna to sorry Batory ale mimo ze dziecko oczywiście nadal będzie dla niej najważniejsze na świecie  to  sila rzeczy musi znaleźć jakąś przestrzeń dla tego mężczyzny na zdrowy rozwój relacji i czasem poświęcić czas tylko jemu, stworzyć warunki do intymności a nie wbijać go w ramy swoich wyobrazen ze pokaze mu lozko i powie to teraz tu będziemy spać w 3 z Brajankiem i robic wszystko i wszędzie we troje a dla nas jako pary będzie czas tylko pod warunkiem że Brajanek akurat bedzie spal a wszelkie próby dialogu na ten temat zbijać stwierdzeniem"wydaje Ci sie, oj juz bez przesady".

28

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Pomijając już te psy, ale tu właśnie chodzi o coś, co może rzeczywiście niewiele osób przejawia: o te przysłowiowego bzika, rozumianego jako szczere oddanie się jakiemuś zajęciu czy aktywności, które zazwyczaj nie wiąże się bezpośrednio ze spełnianiem podstawowych potrzeb życiowych. Ktoś, kto takich zainteresowań nie posiada, nie zrozumie tego, że można poświęcać dużą część swojego życia na coś, co daje nam "jedynie" czystą satysfakcję, skąd po prostu czerpiemy przyjemność. Wiele takich osób uważanych jest za dziwaków, ale myślę, że raczej się tym specjalnie przejmują smile

29 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2021-03-23 11:11:42)

Odp: Psy ważniejsze od partnera
bagienni_k napisał/a:

Pomijając już te psy, ale tu właśnie chodzi o coś, co może rzeczywiście niewiele osób przejawia: o te przysłowiowego bzika, rozumianego jako szczere oddanie się jakiemuś zajęciu czy aktywności, które zazwyczaj nie wiąże się bezpośrednio ze spełnianiem podstawowych potrzeb życiowych. Ktoś, kto takich zainteresowań nie posiada, nie zrozumie tego, że można poświęcać dużą część swojego życia na coś, co daje nam "jedynie" czystą satysfakcję, skąd po prostu czerpiemy przyjemność. Wiele takich osób uważanych jest za dziwaków, ale myślę, że raczej się tym specjalnie przejmują smile

Ależ ja to rozumiem bagiennik chociaz sama nie podzielam aż takiej pasji. Tylko ze jak jestes takim "zbzikowanym" miłośnikiem ( w tym pozytywnym słowa znaczeniu) to bądź uczciwy wobec świata i ludzi i nie dawaj im zludzenia ze poza pasja masz miejsce jeszcze na coś innego, na milosc, relacje itp..
Ja mam bliskich znajomych którzy mają psy i właśnie je traktują jak dzieci. Mowia wprost ze to ich bobaski, obchodzą ich urodziny, prowadzają do psiego psychologa behawiorysty itp. Zaznaczają tez ze nie planują dzieci (mimo ze je lubią)  bo pieski są najważniejsze na świecie. I ok. Ich życie ich wybory. Nie musze się z nimi identyfikować ale akceptuje bo żadnej krzywdy mi nie wyrządzają taki podejściem do życia. Ale na nich sie nawet przyjemnie patrzy bo widać że oboje sa w tym zatopieni i szczęśliwi a nie tylko jedna strona a druga jest cieniem człowieka ktory codziennie słyszy ze to normalne ze psy sa najważniejsze a on jest tylko dodatkiem na doczepkę mimo ze mu ta rola kelnera na uczcie psiego życia akurat nie pasuje.

30 Ostatnio edytowany przez ulle (2021-03-23 11:16:20)

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Aż się zalogowałam po miesiącach niepisania, czyli jak to się mówi dzisiaj, przerwałam milczenie.
Autorze, nie pchaj się między wódkę a zakąskę.
Nawet, jeśli jesteś człowiekiem, który lubi zwierzęta, w tym przypadku psy, to przecież jasna sprawa jest i życie to pokazało, że to takiego związku Ty się po prostu nie nadajesz. Domyślam się, że aktualna akcja nie spadła na was nagle niczym grom z jasnego nieba, lecz przez te trzy lata wiele razy sygnalizowałes swoje zastrzeżenia i uwagi. Czas pokazał, że z Twojego gadania nic nie wynikło, bo psy swojej ważnej pozycji w waszym związku nie utraciły, a wręcz jeszcze bardziej ja sobie umocniły. Tobie zwyczajnie ulalo się, bo chociaż cierpliwie wiele rzeczy znosiles i tolerowałes, to jednak w końcu nerwy Ci puściły. Można było przewidzieć taki właśnie scenariusz już od samego początku.
Ja kocham psy, ale znając siebie wiem, że nie wytrzymałabym w takim związku, bo prędzej czy później krew by mnie zalała, choćby tylko dlatego, że non stop musiałabym czyścić dom z sierści i to w dodatku po cudzych zwierzętach, które nie do końca mi pasują. 
Ty próbowałeś kombinować coś na boku, bo widziałes nad sobą ten coraz bardziej zaciskający się węzeł gordyjski. Z jednej strony zależało Ci na kobiecie, a z drugiej strony patrzeć nie mogłeś na jej psy i drażniło Cię zachowanie dziewczyny.
Ani to wina psów, ani Twoja, ani Twojej dziewczyny. Wkroczyłes pi prostu w świat, który od samego początku uwierał Cię jak kamień w butach.
Twoja dziewczyna też nie miała łatwej sytuacji, bo cały czas czuła, że jest między młotem a kowadłem.
Jej największym błędem było to, że w porę się nie ogarnęła i że już na samym początku nie podjęła decyzji o rozstaniu. Musiała przecież widzieć, że jej zabiegi, byś traktował psy tak, jak traktuje je ona są zwykła syzyfowa praca, że na dłuższą metę nic z tego nie będzie, ponieważ z niewolnika nie ma pracownika.
W waszym przypadku problemem więc było codzienne, notoryczne i uporczywe przekraczanie cudzych granic. Ty przekraczałes granice dziewczyny, ponieważ wszedłeś w jej życie i zacząłeś robić porządek z jej psami, z jej światem, a ona przekraczała Twoje granice, bo narzucała Ci swój model na życie i na siłę próbowała uszczesliwic życiem w psiej budzie.
Nie pokierowała wami zwyczajna życiowa mądrość, więc przyszedł czas, że wszystko runęło z wielkim hukiem i niesmakiem dla obu stron.
Oboje kierowaliście się pobożnymi życzeniami, zamiast myśleć rozsądnie.
Nie wracaj do niej, bo sytuacja jest patowa i dla niej, i dla Ciebie. Załóżmy nawet, że ona pójdzie Ci na rękę i spełni część Twoich oczekiwań odnośnie psów, to przecież wiadoma rzeczą jest, że nie zrobi tego z własnej potrzeby serca, lecz dlatego, że będzie przyparta do muru. Prędzej czy później uleje jej się, bo będzie robiła coś wbrew sobie. To logiczne.
Ty też będziesz czuł, że między wami nie jest tak, jak być powinno i wasz związek tak czy siak z czasem znowu zacznie się rozjeżdżać.
Co do tej psycholog, to brak słów. Wygląda na to, że trafiłeś na taką specjalistkę, która temu, który jej płaci powie każda bzdurę, która jej zdaniem poprawi humor klienta.
A co do dziecka.
No jeszcze do tego wszystkiego brakowałoby tylko  dziecka. Dobrze odpowiedziała Ci ta kobieta, niby pół żartem, niby pół serio słysząc Twoja propozycje, żebyście mile dziecko,  jednak jak widać Ty nie doszukałes się w jej słowach sarkazmu, tylko uznales, że ona tak naprawdę, tak na poważne  Oczywistą rzeczą jest wiec, że z was dwojga ona widziała więcej, widziała bezsens tego związku, a historia z tą erotyczna z internetu była po prostu kropla goryczy, która tylko przelała czarę.
Zmień psychologa i znajdź sobie inną kobietę.
Powodzenia.

31

Odp: Psy ważniejsze od partnera
bagienni_k napisał/a:

Pomijając już te psy, ale tu właśnie chodzi o coś, co może rzeczywiście niewiele osób przejawia: o te przysłowiowego bzika, rozumianego jako szczere oddanie się jakiemuś zajęciu czy aktywności, które zazwyczaj nie wiąże się bezpośrednio ze spełnianiem podstawowych potrzeb życiowych. Ktoś, kto takich zainteresowań nie posiada, nie zrozumie tego, że można poświęcać dużą część swojego życia na coś, co daje nam "jedynie" czystą satysfakcję, skąd po prostu czerpiemy przyjemność. Wiele takich osób uważanych jest za dziwaków, ale myślę, że raczej się tym specjalnie przejmują smile

Pasja pasją, ale to też przecież o żywe istoty chodzi. O istoty, które przecież dla ludzi są częścią rodziny, a nie dodatkiem do rodziny i byle miska była pełna. Znajomość psiej psychiki, psiego języka więzi i miłości, potrzeb i naturalnych zachowań, jak już wspomniane lizanie czy potrzeba bycia blisko. Autor nie opisał jakiś chorych zachowań z kosmosu. Fakt, że jako para powinni ustalić pewne rzeczy i granice, nie zrobili tego. Jak wiadomo, każdy medal ma dwie strony, autor też zapewne widział i intensywność zachowań i miłość do tych psów, więc nie tylko autorka przerzuciła na niego jakieś swoje wyobrażenia, ale i on na nią oczekując jakiś rzeczy. Oni po prostu do siebie nie pasują. I nie ma nic złego zarówno w jego niechęci, ale i w jej chęci i modelu też nic złego nie ma. Po prostu- nie jest im po drodze z tak odmiennymi.

32

Odp: Psy ważniejsze od partnera
feniks35 napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Pomijając już te psy, ale tu właśnie chodzi o coś, co może rzeczywiście niewiele osób przejawia: o te przysłowiowego bzika, rozumianego jako szczere oddanie się jakiemuś zajęciu czy aktywności, które zazwyczaj nie wiąże się bezpośrednio ze spełnianiem podstawowych potrzeb życiowych. Ktoś, kto takich zainteresowań nie posiada, nie zrozumie tego, że można poświęcać dużą część swojego życia na coś, co daje nam "jedynie" czystą satysfakcję, skąd po prostu czerpiemy przyjemność. Wiele takich osób uważanych jest za dziwaków, ale myślę, że raczej się tym specjalnie przejmują smile

Ależ ja to rozumiem bagiennik chociaz sama nie podzielam aż takiej pasji. Tylko ze jak jestes takim "zbzikowanym" miłośnikiem ( w tym pozytywnym słowa znaczeniu) to bądź uczciwy wobec świata i ludzi i nie dawaj im zludzenia ze poza pasja masz miejsce jeszcze na coś innego, na milosc, relacje itp..
Ja mam bliskich znajomych którzy mają psy i właśnie je traktują jak dzieci. Mowia wprost ze to ich bobaski, obchodzą ich urodziny, prowadzają do psiego psychologa behawiorysty itp. Zaznaczają tez ze nie planują dzieci (mimo ze je lubią)  bo pieski są najważniejsze na świecie. I ok. Ich życie ich wybory. Nie musze się z nimi identyfikować ale akceptuje bo żadnej krzywdy mi nie wyrządzają taki podejściem do życia. Ale na nich sie nawet przyjemnie patrzy bo widać że oboje sa w tym zatopieni i szczęśliwi a nie tylko jedna strona a druga jest cieniem człowieka ktory codziennie słyszy ze to normalne ze psy sa najważniejsze a on jest tylko dodatkiem na doczepkę mimo ze mu ta rola kelnera na uczcie psiego życia akurat nie pasuje.

o co to to to nie, ja już tylu ściemniaczy widziałam co to deklarowali, że pasja jest dobra, że nie będą przecież jej ograniczać, że im nie przeszkadza a potem zaskoczenie że ok na początku przecież ale jak już jesteś w związku to on - partner musi być na pierwszym miejscu :DDD Także wiesz jak jest, myślisz że wszyscy ludzie są podobni i że cię rozumieją. :DD
W każdym razie dziewczyna już chyba ogarnęła że do siebie nie pasują bo szybko zakończyła związek a autor tutaj cały czas drąży temat.

33 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-03-23 11:35:24)

Odp: Psy ważniejsze od partnera
ulle napisał/a:

Aż się zalogowałam po miesiącach niepisania, czyli jak to się mówi dzisiaj, przerwałam milczenie.
Autorze, nie pchaj się między wódkę a zakąskę.
Nawet, jeśli jesteś człowiekiem, który lubi zwierzęta, w tym przypadku psy, to przecież jasna sprawa jest i życie to pokazało, że to takiego związku Ty się po prostu nie nadajesz. Domyślam się, że aktualna akcja nie spadła na was nagle niczym grom z jasnego nieba, lecz przez te trzy lata wiele razy sygnalizowałes swoje zastrzeżenia i uwagi. Czas pokazał, że z Twojego gadania nic nie wynikło, bo psy swojej ważnej pozycji w waszym związku nie utraciły, a wręcz jeszcze bardziej ja sobie umocniły. Tobie zwyczajnie ulalo się, bo chociaż cierpliwie wiele rzeczy znosiles i tolerowałes, to jednak w końcu nerwy Ci puściły. Można było przewidzieć taki właśnie scenariusz już od samego początku.
Ja kocham psy, ale znając siebie wiem, że nie wytrzymałabym w takim związku, bo prędzej czy później krew by mnie zalała, choćby tylko dlatego, że non stop musiałabym czyścić dom z sierści i to w dodatku po cudzych zwierzętach, które nie do końca mi pasują. 
Ty próbowałeś kombinować coś na boku, bo widziałes nad sobą ten coraz bardziej zaciskający się węzeł gordyjski. Z jednej strony zależało Ci na kobiecie, a z drugiej strony patrzeć nie mogłeś na jej psy i drażniło Cię zachowanie dziewczyny.
Ani to wina psów, ani Twoja, ani Twojej dziewczyny. Wkroczyłes pi prostu w świat, który od samego początku uwierał Cię jak kamień w butach.
Twoja dziewczyna też nie miała łatwej sytuacji, bo cały czas czuła, że jest między młotem a kowadłem.
Jej największym błędem było to, że w porę się nie ogarnęła i że już na samym początku nie podjęła decyzji o rozstaniu. Musiała przecież widzieć, że jej zabiegi, byś traktował psy tak, jak traktuje je ona są zwykła syzyfowa praca, że na dłuższą metę nic z tego nie będzie, ponieważ z niewolnika nie ma pracownika.
W waszym przypadku problemem więc było codzienne, notoryczne i uporczywe przekraczanie cudzych granic. Ty przekraczałes granice dziewczyny, ponieważ wszedłeś w jej życie i zacząłeś robić porządek z jej psami, z jej światem, a ona przekraczała Twoje granice, bo narzucała Ci swój model na życie i na siłę próbowała uszczesliwic życiem w psiej budzie.
Nie pokierowała wami zwyczajna życiowa mądrość, więc przyszedł czas, że wszystko runęło z wielkim hukiem i niesmakiem dla obu stron.
Oboje kierowaliście się pobożnymi życzeniami, zamiast myśleć rozsądnie.
Nie wracaj do niej, bo sytuacja jest patowa i dla niej, i dla Ciebie. Załóżmy nawet, że ona pójdzie Ci na rękę i spełni część Twoich oczekiwań odnośnie psów, to przecież wiadoma rzeczą jest, że nie zrobi tego z własnej potrzeby serca, lecz dlatego, że będzie przyparta do muru. Prędzej czy później uleje jej się, bo będzie robiła coś wbrew sobie. To logiczne.
Ty też będziesz czuł, że między wami nie jest tak, jak być powinno i wasz związek tak czy siak z czasem znowu zacznie się rozjeżdżać.
Co do tej psycholog, to brak słów. Wygląda na to, że trafiłeś na taką specjalistkę, która temu, który jej płaci powie każda bzdurę, która jej zdaniem poprawi humor klienta.
A co do dziecka.
No jeszcze do tego wszystkiego brakowałoby tylko  dziecka. Dobrze odpowiedziała Ci ta kobieta, niby pół żartem, niby pół serio słysząc Twoja propozycje, żebyście mile dziecko,  jednak jak widać Ty nie doszukałes się w jej słowach sarkazmu, tylko uznales, że ona tak naprawdę, tak na poważne  Oczywistą rzeczą jest wiec, że z was dwojga ona widziała więcej, widziała bezsens tego związku, a historia z tą erotyczna z internetu była po prostu kropla goryczy, która tylko przelała czarę.
Zmień psychologa i znajdź sobie inną kobietę.
Powodzenia.

To, co napisałaś, jest niezwykle mądre i przemyślane. I rzeczywiście, powrót, choć ukoi na chwilę emocje, nie doprowadzi do niczego dobrego.
Nie mogę jej zabrać psów (zabrać=zrobić miejsce dla siebie), ponieważ będzie nieszczęśliwa, a tego na pewno nie chcę.

Mogę zostać psiarzem (psiarz-ten z pozytywnym czy też negatywnym wedle uznania "bzikiem", dla którego więzi ludzkie nie istnieją), a nim na pewno nie zostanę.
Mogę ulec i pokornie się dostosować-nawet pomimo miłości nie byłbym w stanie tego osiągnąć kosztem siebie. Za bardzo jestem "niezależny", myślący (moim zdaniem) i twardo stąpającym po ziemi.

Więc niestety, pomimo mojego kardynalnego błędu jakim było intymne pisywanie z nieznajomą przez dwa dni, nie jestem w stanie i tak myśleć o powrocie i byciu razem z jednego głównego powodu:
Nie widzę przyszłości, a to własnie przyszłośc determinuje związek, wskazuje mu cel i pozwala iśc do przodu.

R_ita napisał/a:

Pasja pasją, ale to też przecież o żywe istoty chodzi. O istoty, które przecież dla ludzi są częścią rodziny, a nie dodatkiem do rodziny i byle miska była pełna. Znajomość psiej psychiki, psiego języka więzi i miłości, potrzeb i naturalnych zachowań, jak już wspomniane lizanie czy potrzeba bycia blisko. Autor nie opisał jakiś chorych zachowań z kosmosu. Fakt, że jako para powinni ustalić pewne rzeczy i granice, nie zrobili tego. Jak wiadomo, każdy medal ma dwie strony, autor też zapewne widział i intensywność zachowań i miłość do tych psów, więc nie tylko autorka przerzuciła na niego jakieś swoje wyobrażenia, ale i on na nią oczekując jakiś rzeczy. Oni po prostu do siebie nie pasują. I nie ma nic złego zarówno w jego niechęci, ale i w jej chęci i modelu też nic złego nie ma. Po prostu- nie jest im po drodze z tak odmiennymi.

Masz rację, zdecydowaną. Pozwolę sobie tylko na jedną uwagę: "ale to też przecież o żywe istoty chodzi"-człowiek, np ja, też jest żywą istotą smile

Jeżeli ktoś deklarował na samym początku chęć kompromisów i bycia razem, gdzie ja przekroczyłem kamienie milowe by zaakceptować te psiaki i ich intensywność, a z drugiej strony nie było nic (tzn nie nic, jej zdaniem bardzo dużo, bo ze 100% czasu dla psów zrobiło się 80% co było mi wypominane).

Jednak rzeczywistością jest fakt, że do siebie nie pasowaliśmy i kazda próba wskrzeszania tego związku jest z krzywdą dla dwóch stron.

34 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-03-23 11:38:45)

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Tak, jak zostało wspomniane: pies to nie tylko oddatek do domu, ale członek rodziny. Co więcej zwierzę, które posiada silnie rozwinięty instynkt stadny, więc szuka cały czas tej bliskiej relacji i więzi z opiekunem.

Co mnie osobiście uderzyło, to nawet nie przypuszczalnie zbyt duża(zdaniem Autora) ilość czasu, jakie jego ex poświęcała psom. Raczej o pewne zachowania, które go zaskoczyły a które są najzupełniej normalne smile

35 Ostatnio edytowany przez ulle (2021-03-23 11:42:41)

Odp: Psy ważniejsze od partnera
AdamWawa napisał/a:
ulle napisał/a:

Aż się zalogowałam po miesiącach niepisania, czyli jak to się mówi dzisiaj, przerwałam milczenie.
Autorze, nie pchaj się między wódkę a zakąskę.
Nawet, jeśli jesteś człowiekiem, który lubi zwierzęta, w tym przypadku psy, to przecież jasna sprawa jest i życie to pokazało, że to takiego związku Ty się po prostu nie nadajesz. Domyślam się, że aktualna akcja nie spadła na was nagle niczym grom z jasnego nieba, lecz przez te trzy lata wiele razy sygnalizowałes swoje zastrzeżenia i uwagi. Czas pokazał, że z Twojego gadania nic nie wynikło, bo psy swojej ważnej pozycji w waszym związku nie utraciły, a wręcz jeszcze bardziej ja sobie umocniły. Tobie zwyczajnie ulalo się, bo chociaż cierpliwie wiele rzeczy znosiles i tolerowałes, to jednak w końcu nerwy Ci puściły. Można było przewidzieć taki właśnie scenariusz już od samego początku.
Ja kocham psy, ale znając siebie wiem, że nie wytrzymałabym w takim związku, bo prędzej czy później krew by mnie zalała, choćby tylko dlatego, że non stop musiałabym czyścić dom z sierści i to w dodatku po cudzych zwierzętach, które nie do końca mi pasują. 
Ty próbowałeś kombinować coś na boku, bo widziałes nad sobą ten coraz bardziej zaciskający się węzeł gordyjski. Z jednej strony zależało Ci na kobiecie, a z drugiej strony patrzeć nie mogłeś na jej psy i drażniło Cię zachowanie dziewczyny.
Ani to wina psów, ani Twoja, ani Twojej dziewczyny. Wkroczyłes pi prostu w świat, który od samego początku uwierał Cię jak kamień w butach.
Twoja dziewczyna też nie miała łatwej sytuacji, bo cały czas czuła, że jest między młotem a kowadłem.
Jej największym błędem było to, że w porę się nie ogarnęła i że już na samym początku nie podjęła decyzji o rozstaniu. Musiała przecież widzieć, że jej zabiegi, byś traktował psy tak, jak traktuje je ona są zwykła syzyfowa praca, że na dłuższą metę nic z tego nie będzie, ponieważ z niewolnika nie ma pracownika.
W waszym przypadku problemem więc było codzienne, notoryczne i uporczywe przekraczanie cudzych granic. Ty przekraczałes granice dziewczyny, ponieważ wszedłeś w jej życie i zacząłeś robić porządek z jej psami, z jej światem, a ona przekraczała Twoje granice, bo narzucała Ci swój model na życie i na siłę próbowała uszczesliwic życiem w psiej budzie.
Nie pokierowała wami zwyczajna życiowa mądrość, więc przyszedł czas, że wszystko runęło z wielkim hukiem i niesmakiem dla obu stron.
Oboje kierowaliście się pobożnymi życzeniami, zamiast myśleć rozsądnie.
Nie wracaj do niej, bo sytuacja jest patowa i dla niej, i dla Ciebie. Załóżmy nawet, że ona pójdzie Ci na rękę i spełni część Twoich oczekiwań odnośnie psów, to przecież wiadoma rzeczą jest, że nie zrobi tego z własnej potrzeby serca, lecz dlatego, że będzie przyparta do muru. Prędzej czy później uleje jej się, bo będzie robiła coś wbrew sobie. To logiczne.
Ty też będziesz czuł, że między wami nie jest tak, jak być powinno i wasz związek tak czy siak z czasem znowu zacznie się rozjeżdżać.
Co do tej psycholog, to brak słów. Wygląda na to, że trafiłeś na taką specjalistkę, która temu, który jej płaci powie każda bzdurę, która jej zdaniem poprawi humor klienta.
A co do dziecka.
No jeszcze do tego wszystkiego brakowałoby tylko  dziecka. Dobrze odpowiedziała Ci ta kobieta, niby pół żartem, niby pół serio słysząc Twoja propozycje, żebyście mile dziecko,  jednak jak widać Ty nie doszukałes się w jej słowach sarkazmu, tylko uznales, że ona tak naprawdę, tak na poważne  Oczywistą rzeczą jest wiec, że z was dwojga ona widziała więcej, widziała bezsens tego związku, a historia z tą erotyczna z internetu była po prostu kropla goryczy, która tylko przelała czarę.
Zmień psychologa i znajdź sobie inną kobietę.
Powodzenia.

To, co napisałaś, jest niezwykle mądre i przemyślane. I rzeczywiście, powrót, choć ukoi na chwilę emocje, nie doprowadzi do niczego dobrego.
Nie mogę jej zabrać psów (zabrać=zrobić miejsce dla siebie), ponieważ będzie nieszczęśliwa, a tego na pewno nie chcę.

Mogę zostać psiarzem (psiarz-ten z pozytywnym czy też negatywnym wedle uznania "bzikiem", dla którego więzi ludzkie nie istnieją), a nim na pewno nie zostanę.
Mogę ulec i pokornie się dostosować-nawet pomimo miłości nie byłbym w stanie tego osiągnąć kosztem siebie. Za bardzo jestem "niezależny", myślący (moim zdaniem) i twardo stąpającym po ziemi.

Więc niestety, pomimo mojego kardynalnego błędu jakim było intymne pisywanie z nieznajomą przez dwa dni, nie jestem w stanie i tak myśleć o powrocie i byciu razem z jednego głównego powodu:
Nie widzę przyszłości, a to własnie przyszłośc determinuje związek, wskazuje mu cel i pozwala iśc do przodu.

Dokładnie tak. Nie ma dla Was przyszłości, ponieważ oboje tkwiąc w tym związku nadal tylko byście tracili, i to nie tylko czas, lecz znacznie, znacznie więcej.
Gdybyś próbował ratować ten związek, to tak naprawdę udowodniłbys tylko sobie, że masz świetne zadatki na faceta bluszcza i wtedy faktycznie miałbyś powód do obaw i powód do wizyt u dobrego psychologa.
Ty jednak, jak czas pokazał, bluszczem nie jesteś i masz silnie rozwinięte poczucie własnej niezależności i wolności.
Po prostu postawiłeś nie na tego konia, co trzeba.
Potraktuj te historię, jako historię i przede wszystkim dobra lekcje, która pozwoliła Ci poznać lepiej samego siebie. W przyszłości lepiej wybierzesz, a przynajmniej jesteś na dobrej drodze, by nauczyć się dobrze wybierać.
Życie w psiej budzie nie jest dla Ciebie i ani to Twoja wina, ani zasługa.

36

Odp: Psy ważniejsze od partnera
bagienni_k napisał/a:

Tak, jak zostało wspomniane: pies to nie tylko oddatek do domu, ale członek rodziny. Co więcej zwierzę, które posiada silnie rozwinięty instynkt stadny, więc szuka cały czas tej bliskiej relacji i więzi z opiekunem.

Co mnie osobiście uderzyło, to nawet nie przypuszczalnie zbyt duża(zdaniem Autora) ilość czasu, jakie jego ex poświęcała psom. Raczej o pewne zachowania, które go zaskoczyły a które są najzupełniej normalne smile

Nie chcę wzbudzać sztormu ani burzy...jednak gdy przez 3 lata, 98% weekendów był dla psów, a 2-3 wyjazdy bez nich były obarczone tekstami "fajnie ale szkoda, że bez psów"?
Gdy rozmawiając każdorazowo przerywała, bo piesek podszedł i zapominała o kontekście?
Gdy nie mielismy chwili intymności bo psy musiały być zawsze obok?
Gdy tylko zwróciłem im uwagę lub przesunałem bo we 3 leżały w kuchni i skakałem pomiędzy nimi, to ja byłem upominany?
Gdy poprosiłem psa żeby zszedł z tapczanu bo chcę się przytulić do "ex" i w zamian otrzymywałem krzywe spojrzenie?

Gdy ja kilka razy dziennie odkurzałem i sprzątałem sierść, gdzie byłem upominany "po co to robisz?"
Gdzie miejsca na nową mikro szafkę dla mnie już nie było ale na kolejne dwa leżenia dla psów już się znalazły?

Ja rozumiem pogląd psiarzy, zamiłowanie...ale kosztem drugiego cżłowieka? Nigdy nie pojmę stawiania psa wyżej od cżłowieka, kosztem wielu podstawowych potrzeb. Gdzie raz jeszcze zaznaczę-moja akceptacja do psów i poziom kompromisu startował z 10% i wzrósł do 70%, jednak ciągle odbijałem sie od ściany, że to nie 100%.

37 Ostatnio edytowany przez R_ita (2021-03-23 11:48:53)

Odp: Psy ważniejsze od partnera
AdamWawa napisał/a:
R_ita napisał/a:

Pasja pasją, ale to też przecież o żywe istoty chodzi. O istoty, które przecież dla ludzi są częścią rodziny, a nie dodatkiem do rodziny i byle miska była pełna. Znajomość psiej psychiki, psiego języka więzi i miłości, potrzeb i naturalnych zachowań, jak już wspomniane lizanie czy potrzeba bycia blisko. Autor nie opisał jakiś chorych zachowań z kosmosu. Fakt, że jako para powinni ustalić pewne rzeczy i granice, nie zrobili tego. Jak wiadomo, każdy medal ma dwie strony, autor też zapewne widział i intensywność zachowań i miłość do tych psów, więc nie tylko autorka przerzuciła na niego jakieś swoje wyobrażenia, ale i on na nią oczekując jakiś rzeczy. Oni po prostu do siebie nie pasują. I nie ma nic złego zarówno w jego niechęci, ale i w jej chęci i modelu też nic złego nie ma. Po prostu- nie jest im po drodze z tak odmiennymi.

Masz rację, zdecydowaną. Pozwolę sobie tylko na jedną uwagę: "ale to też przecież o żywe istoty chodzi"-człowiek, np ja, też jest żywą istotą smile

Jeżeli ktoś deklarował na samym początku chęć kompromisów i bycia razem, gdzie ja przekroczyłem kamienie milowe by zaakceptować te psiaki i ich intensywność, a z drugiej strony nie było nic (tzn nie nic, jej zdaniem bardzo dużo, bo ze 100% czasu dla psów zrobiło się 80% co było mi wypominane).

Jednak rzeczywistością jest fakt, że do siebie nie pasowaliśmy i kazda próba wskrzeszania tego związku jest z krzywdą dla dwóch stron.

Pewnie. Zwróć jednak uwagę, że sam napisałeś, że w jej opinii i ona robiła  dużo i ograniczyła intensywność ze 100% do 80%. O co mi chodzi- deklaracje i kompromisy to jedno, rzeczywistość to drugie. Masz żal, że dawałeś z siebie więcej, że było inaczej niż oczekiwałeś- w pełni to rozumiem, ale ona tak naprawdę Ciebie nie oszukała bo też podjęła jakieś tam ograniczenia. Owszem, niesatysfakcjonujące Ciebie, ale podjęła. W międzyczasie ponarzekałeś też na to, że zagryzałeś zęby dla niej, zagryzałeś dla jej rodziny. Czegoś tam oczekiwałeś- nie dostałeś. Jeśli chcesz od siebie dawać, to rób to z dobroci serca a nie oczekując wdzięczności czy czegokolwiek. Więc nie kieruj pretensji tylko w jej stronę, w mojej opinii rozkłada się dość równomiernie. I to nie jest żaden przytyk. Bo ty masz prawo nie chcieć tak funkcjonować w relacji i faktycznie próba wskrzesania tego związku jest bez sensu. Powiem Ci, że ja nigdy nie miałam psa, nie wiem jak to jest. Od 3 miesięcy szukam rasy, która odpowiadałaby do modelu życia jaki będę prowadzić i już teraz wiem, że jeżeli partner nie zgodzi się by psina z nami spała i miała swoje miejsce w sypialni, to ja tego psa w ogóle nie wezmę. Bo serce by mi pękło zamykając jej drzwi na noc i tak ignorując potrzeby psa- potrzebę więzi, bliskości, określonego sposobu wyrażania uczuć i traktowania jako nie członka rodziny poprzez to zamknięcie drzwi i odrzucania od swojego stada.  Bo przecież nie mogę narzucić drugiej stronie, by myślała jak ja i postrzegała to jak ja. Więc tak- próby wskrzeszania waszego związku byłyby krzywdą dla obu stron.

38

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Autorze, najważniejszą sprawą jest, by żyć w zgodzie z samym sobą bez względu na to, co pomyślą sobie inni i jak zinterpretują Twoje decyzje.
Na ten moment i na następny wyszedłeś na drania, który za plecami swojej kobiety mizia się do innych, bo nie pasują mu psy i który nie mógł pojać, jak można wybrać psa zamiast własnego faceta.
Twoja własna ambicja natomiast może podpowiadać Ci, że matko dieta, jaki muszę być beznadziejny, skoro kobieta woli psy niż mnie i na koniec pokazała to tak dobitnie. Kurcze wyszedłem na frajera gorszego niż pies. To ambicja tak fałszywie podpowiada, własne urażone ego, rzecz jasna.
Kobieta natomiast myśli sobie " kurcze wiedziałam od początku, że tak będzie,  nie dość, że chciał krzywdy moich psów, to na koniec pokazał, że szuka innych bab za moimi plecami. Super facet, żałuję że nie pogoniłem go wcześniej".
Jak świat szeroki i jak Wisła jest głęboką każdy będzie miał swoje zdanie na temat Twojej sytuacji i zupełnie od zdania  innych odmienne.
Dlatego ja proponuję, żebyś kierował się tylko własnym zdaniem, bo nikt w Twojej skórze przez te trzy lata nie był i nikt w Twojej skórze nie jest także teraz.
Uważam, że chociaż paskudnie wyszło z tą druga, to przecież dobrze, że tak się stało. Wasz związek posypalbys się prędzej czy później, to naprawdę było tylko kwestia czasu.
Chyba oboje dobiegaliscie właśnie do mety, gdy rzecz gruchnęła z hukiem.
Dziewczyna, tak na moje wyczucie, wiedziała troszkę wcześniej niż Ty, że guzik z tego wszystkiego wyjdzie. Ty po prostu dobiegles chwilę później niż ona.

39

Odp: Psy ważniejsze od partnera
AdamWawa napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Tak, jak zostało wspomniane: pies to nie tylko oddatek do domu, ale członek rodziny. Co więcej zwierzę, które posiada silnie rozwinięty instynkt stadny, więc szuka cały czas tej bliskiej relacji i więzi z opiekunem.

Co mnie osobiście uderzyło, to nawet nie przypuszczalnie zbyt duża(zdaniem Autora) ilość czasu, jakie jego ex poświęcała psom. Raczej o pewne zachowania, które go zaskoczyły a które są najzupełniej normalne smile

Nie chcę wzbudzać sztormu ani burzy...jednak gdy przez 3 lata, 98% weekendów był dla psów, a 2-3 wyjazdy bez nich były obarczone tekstami "fajnie ale szkoda, że bez psów"?
Gdy rozmawiając każdorazowo przerywała, bo piesek podszedł i zapominała o kontekście?
Gdy nie mielismy chwili intymności bo psy musiały być zawsze obok?
Gdy tylko zwróciłem im uwagę lub przesunałem bo we 3 leżały w kuchni i skakałem pomiędzy nimi, to ja byłem upominany?
Gdy poprosiłem psa żeby zszedł z tapczanu bo chcę się przytulić do "ex" i w zamian otrzymywałem krzywe spojrzenie?

Gdy ja kilka razy dziennie odkurzałem i sprzątałem sierść, gdzie byłem upominany "po co to robisz?"
Gdzie miejsca na nową mikro szafkę dla mnie już nie było ale na kolejne dwa leżenia dla psów już się znalazły?

Ja rozumiem pogląd psiarzy, zamiłowanie...ale kosztem drugiego cżłowieka? Nigdy nie pojmę stawiania psa wyżej od cżłowieka, kosztem wielu podstawowych potrzeb. Gdzie raz jeszcze zaznaczę-moja akceptacja do psów i poziom kompromisu startował z 10% i wzrósł do 70%, jednak ciągle odbijałem sie od ściany, że to nie 100%.

Mam wrazenie, ze Ty te psy traktowales jako rywali. Zamiast podejsc do tego tak, ze sa to sa, ok. Ona sie nimi zajmuje, to jej obowiazek, Ty pewnie wiele kolo nich i tak robic nie musiales. U Ciebie to wyglada tak jakby zamiast 3 psow tam bylo 3 innych facetow, a Ty bys sie wyklocal o spedzany czas. Po prostu od samego poczatku zle do tego podchodzisz.
Ja troche nie rozumiem Twojego bulwersa o wyjazdy bez psow. Dla mnie to jest oczywiste, ze jak ona sie nimi zajmuje, to psy jada z Wami i wlasciwie jaki w tym problem? Idziecie razem na spacer, zabieracie psy, rozmawiacie ze soba, psy zajmuja sie soba. To Ty traktujesz to tak, jakby to bylo albo albo. Albo spacer z Toba albo z psami. Albo wyjazd z Toba albo z psami. A to przeciez mozna normalnie polaczyc i tworza sie nowe okazje do spedzania czasu razem.
Co do odkurzania i sprzatania siersci, to po prostu po czasie nie zwraca sie na to uwagi. Siersc byla i bedzie i wlasciwie po prostu przestajemy to zauwazac.

Ja juz pisalam, jedyne, do czego faktycznie bym sie przyczepila to seks i intymnosc, wtedy psy powinny miec wypad do drugiego pokoju. Cala reszta to juz kwestia dogadania sie.
Przede wszystkim drugi czlowiek jest w stanie poradzic sobie sam, a zwierze, jest od nas zalezne. To tak, jakby przez 20 lat miec w domu 3latka. No nie zostawisz i nie pojedziesz na wakacje, no nie? Wiadomo, ze sa hoteliki dla zwierzat czy petsitterzy, ale to zawsze wiekszy komfort, jak sie jedzie razem i jest sie pewnym tego, co z nimi sie dzieje.

No i wiesz, jak Ci tak zle bylo, to nie musiales tyle lat tego wytrzymywac.

40

Odp: Psy ważniejsze od partnera

On nie musiał, on po prostu się zmuszał. Myślę, że zależało mu na kobiecie i cały czas miał nadzieję, że coś się zmieni i jego kobieta inaczej ustawi swoje priorytety.
Fakt, autor zabrzmiał troszkę tak, jakby psy traktował jak swoich rywali, jednak z drugiej strony można go zrozumieć, bo zawsze tam, gdzie mamy do czynienia z czyimś przegięciem, to i rzeczywistość odbieramy trochę na opak.
Zachowanie dziewczyny było normalne według standardów miłośników psow, ale do zaakceptowania tylko przez równie zafiksowanego na punkcie psów człowieka, bo prawdę mówiąc nawet taki umiarkowany psiarz ten mógłby źle się czuć w takim zwiazku.

Wniosek- trzeba uważać na psiarzy, kociarzy ( to już szczególny bzik poza wszelkimi kryteriami) i na wszystkich innych pasjonatów. Osobiście znam faceta, który zafiksowany jest na punkcie posiadania dżungli w swoim domu ( ja też, ale ja mierze siły na zamiary, przynajmniej jak na razie) i doszło do tego, że w jego domu ciężko się poruszać, bo tyle jest tych kwiatów ustawionych i powieszonych gdzie się tylko da.
Autor trafił , moim zdaniem, na skrajny przypadek psiary.

41

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Autorze, masz fart, że Cię wywaliła, bo sam chyba nadal byś ten cyrk ciągnął. Otrzepać rękawy i poszukać sobie kogoś normalnego.

42 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-03-23 13:29:57)

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Tak, jak Loka pisze: pewne zachowania czy zjawiska stają się powszechne, kiedy przyjmujemy zwierzaki do naszego domu. Problemem dla Autora był pewnie stopień owej zażyłości, jaki jego ex łączyła ze zwierzakami.
Z drugiej strony ciężko mu pojąć, że osoba może nie chcieć ograniczyć czasu poświęconego swoim zainteresowaniom. Oczekiwał, że psy zejdą automatycznie na dalszy plan.

43

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Autorze, bardzo dobrze się stało że się rozstaliście - w końcu! Teraz odpocznij, odbuduj się wewnętrznie a następnym razem wybierz kobietę, z którą do siebie pasujecie. Nic na siłę! Amen.

44

Odp: Psy ważniejsze od partnera

"Urodzę Ci to dziecko a w zamian chcę  3 psy""
Padlam...
Przykro mi a jednocześnie gratulacje dla Ciebie że uciekłeś spod topora bo jedyne co mogłeś  zrobić w tym związku to stanąć  na 4 łapach i zacząć  merdać ogonem.

45

Odp: Psy ważniejsze od partnera
Ela210 napisał/a:

"Urodzę Ci to dziecko a w zamian chcę  3 psy""
Padlam...
Przykro mi a jednocześnie gratulacje dla Ciebie że uciekłeś spod topora bo jedyne co mogłeś  zrobić w tym związku to stanąć  na 4 łapach i zacząć  merdać ogonem.

Dokładnie o tego typu sytuacje mi chodziło, szukając tutaj zrozumienia. Odwet psiarzy był spory, a tłumaczenie, że nie o psy mi chodziło tylko o podejście do nich-zostało zbagatelizowane.

Przyznam szczerze, kilka lat nie ułatwia bezproblemowego rozstania. Czuję się fatalnie, co raczej jest zrozumiałe jednak niektóre fakty w postaci właśnie kompromisu dziecko=kolejne psy mocno mnie przerażały.

Ilekroć w gonitwie myśli przyjdzie mi ochota na powrót (tak, wiem że to decyzja dwóch stron) z powodu tęsknoty i chęci...chwilowego odetchnięcia od emocji mi teraz towarzyszących, to po chwili zastanowienia znowu pojawiają sie bariery i pytania: "ok ale jak to będzie wyglądało w przyszłości?"

Staję nagle przed murem, pomimo, ze przez te 3 lata naprawdę było ok, to jednak nie potrafię sobie wyobrazić jak przeskoczyć niektóre egzystencjalne kwestie:

1. Dziecko, którego ex raz chce, raz nie...a w kompromisie zamienia na psy
2. Priorytety (już pal licho ze mną, choć boli jak cholera)-a jak potraktuje tak samo potomka i psiaki będą ważniejsze?
3. Codziennośc-brak oznak na życie domowe, celem psy i psy. Rozumiem aktywny tryb życia ale żebym tylko ja się martwił obiadem, lodówką, sprzataniem?
4. Brak wspólnego spędzenia czasu (ok każdy ma hobby, pasje ale też odskocznie). Wspólnymi częściami są np (to przykład!) kino, spacer, teatr, rower...a u nas te aktywności odpadały bo-były bez psów

Co by nie było, dziękuję wszystkim za liczne odpowiedzi, za udział w dyskusji i pomoc oraz zdania-choć podzielone, to każde bardzo istotne smile

46

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Jaki odwet psiarzy? big_smile ja psow nawet nie lubie.
Ona sama Ci powiedziala, ze dziecka nie chce. To Ty probowales ja przekonac. Jak dla mnie to to rzucenie hasla o psach bylo w jej mysleniu kompromisem.

47 Ostatnio edytowany przez miśkaaa28 (2021-03-24 16:02:56)

Odp: Psy ważniejsze od partnera

A ja mam takie zdanie - osoby kochające zwierzęta powinny się "parować" razem, bo inni nie zrozumieją. Miałam to samo, tylko że po drugiej stronie- to dla mnie zwierzęta są szalenie ważne. Teraz mam chłopaka, dla którego też takie są, który rzucił studia, żeby działać na ich rzecz, i to zupełnie inny rodzaj porozumienia dusz.

A przekonywanie kogoś, kto nie chce dziecka do jego posiadania jest słabe. Ja bym od razu po tym zerwała, gdyby mnie ktoś chciał przekonywać do dziecka (też nie planuję, za to mam psy i koty, po przejściach, wymagające intensywnej opieki).

No i zwierzęta to nie jest "zainteresowanie", a członkowie rodziny, równoprawni. Gdyby mi facet powiedział, że mam wywalić koty z łóżka, to wywaliłabym jego. Ale on spi z ośmioma psami, wiec problemu nie ma.

48

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Przeniesione z kolejnego wątku Autora:

AdamWawa napisał/a:

Witajcie...

Mam do Was pytanie odnośnie relacji z typem osobowości schizoidalnej. Czy ktoś miał "doświadczenie"?
Przez trzy lata byłem w związku z kobietą, mamy po około 30lat, niecały miesiąc temu związek się rozsypał jednak do teraz pewne sprawy nie dają mi spokoju, analizując jej zachowanie.

Przykłady:
-Brak intymności i uciekanie od niej (wymyślanie obowiązków, zajęc, zawieszanie się na swoim hobby tylko po to, żeby np nie usiąść przed tv razem, nie przytulić się, nie pójść samemu na spacer itd)
-Seks ok ale tylko jako sport (brak gry wstępnej, namiętności, pocałunków. Ma być szybko, konkretnie, a jak coś nie pyknie to w odstawkę).
-Gdy inicjowałem grę wstępną czy jakieś przytulanki, pocałunki...szybko robiła coś głupiego (mega nieadekwatnego, jak pokazanie np swojej wady w wyglądzie, wyśmianie czegoś itd)
-Nic ją nie cieszyło i nie chciała w żaden inny sposób niż swój własny spędzać czasu. Hobby ok (psy) ale np kino, spacer we dwoje, teatr, wycieczka, cokolwiek-nie sprawiało jej przyjemności i się do tego zmuszała
-podczas kłótni pomimo, że uważałem ją za osobę bardzo emocjonalną, stała jak słup betonowy bez emocji
-podczas moich miłych słów, ciepłych, mówienia za co ją kocham itd również stała jak słup
-wiem, że w przeszłości praktycznie nie była w związkach, jedynie przelotny seks lub dłuższy z kimś, kto jej się ewidentnie nie podobał. Albo np z kimś kto na pewno ją skrzywdzi i zostawi.
-jak pytałem ją jakie ma fantazje erotyczne-mówiła, że nie wie...i że ją to nie interesuje

Jeżeli coś mi się jeszcze przypomni, to dam znać...

Sporo czytałem, nie mówię, że to ktoś schizoidalny ale dużo pasuje z opisów, a indywidualnych komentarzy lub opisu zdarzeń z życia niestety brakuje.

Dodam, że chodzę po rozstaniu do psychologa, ponieważ przez te 3 lata odczuwałem brak zainteresowania moją osobą, brak czułości, intymności...wszystko zacząłem brać do siebie, stałem się już pod koniec ewidentnym dawcą i trochę mnie zmiotło z powierzchni. Może niepotrzebnie ale staram się znaleźć przyczynę jej nietypowych zachowań, jakoś to wytłumaczyć racjonalnie.

Nie mam wątpliwości, że mnie kochała i kocha, nie mam wątpliwości, że chciała być...ale wiem, że nie potrafiła sie otworzyć. Zawsze tworzyła nie wiedzieć dlaczego jakąś barierę...a ja chodźbym stanął na głowie i uszami zaklaskał, nie byłem w stanie jej przeskoczyć

49

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Odpowiadając na Twój ostatni post w zamkniętym wątku.

Z jednym się zgodzę. Osoba, która boi się bliskości robi wszystko, by uzyskać potwierdzenie swego sposobu myślenia. To też (a może przede wszystkim) testowanie osób z najbliższego otoczenia, sprawdza, czy kochają na tyle, by wytrzymać jej reakcje. Rozstanie/odrzucenie jest jej znane, wie, w jaki sposób funkcjonować.

Nie wiem, i według mnie nie jest to istotne, czy eks partnerka jest schizoidalną czy nie. Ważne, że nie zmieniając nic w swym zachowaniu  nie stworzy udanego związku. Nie stworzy, bo nie jest w stanie. Pomocnym dla niej byłoby podjęcie terapii (to co innego niż spotkania z psychologiem), w czasie której w bezpiecznych warunkach mogłaby się zmierzyć ze swymi demonami. Na szczęście terapia nie jest obowiązkowa.

50 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-04-12 11:15:55)

Odp: Psy ważniejsze od partnera
Wielokropek napisał/a:

Odpowiadając na Twój ostatni post w zamkniętym wątku.

Z jednym się zgodzę. Osoba, która boi się bliskości robi wszystko, by uzyskać potwierdzenie swego sposobu myślenia. To też (a może przede wszystkim) testowanie osób z najbliższego otoczenia, sprawdza, czy kochają na tyle, by wytrzymać jej reakcje. Rozstanie/odrzucenie jest jej znane, wie, w jaki sposób funkcjonować.

Nie wiem, i według mnie nie jest to istotne, czy eks partnerka jest schizoidalną czy nie. Ważne, że nie zmieniając nic w swym zachowaniu  nie stworzy udanego związku. Nie stworzy, bo nie jest w stanie. Pomocnym dla niej byłoby podjęcie terapii (to co innego niż spotkania z psychologiem), w czasie której w bezpiecznych warunkach mogłaby się zmierzyć ze swymi demonami. Na szczęście terapia nie jest obowiązkowa.

Dodam poniżej moją odpowiedź, do której nawiązujesz:
Tak, tylko że:
1. Bliskość boli-utrzymuję dystans
2. Przez dystans druga osoba wariuje, wyświetla jej się check engine w mózgu, brak odpowiedzi, sprzeczności
3. Związek się rozsypuje

Ja rozumiem, że osoba z podobnym typem osobowości do schizoidalnej boi się bliskości, ucieka od niej bo nie chce zostać skrzywdzona...ale później jest skrzywdzona bo związek się rozsypuje...a taka osoba sobie tylko tłumaczy "wiedziałam, że tak będzie, dobrze że się nie otworzyłam".

Paradoks goni paradoks. Do tej chwili nie potrafię wytłumaczyć (byłej) partnerce, że to jej zachowanie w gruncie rzeczy doprowadziło do końcowych sytuacji. Ciągle jestem obwiniany ja i argumenty typu "gdybyś nie potrzebował bliskości to było by ok"...albo "bo to przez Ciebie się nie mogłam otworzyć"...jejku...ja czuję się jakbym walczył z wiatrakami...żaden sensowny argument nie przemawia, nawet osadzony w rzeczywistości, podparty faktami...

Proponowałem jej małżeństwo w "normlanych dyskusjach" to nie, jakie małżeństwo
Dziecko-też nie
Ewentualne przyjęcie mojego nazwiska-też nie
Wspólnie spędozny czas-przecież spędzamy bo śpimy razem i np jemy razem
eh...

Zgadzam się, moja Pani psycholog również ma taka opinię jednak...uświadomienie mojej "ex" problemu, który jest namacalny (naprawdę...) graniczy z cudem. Każda podjęta próba jest komentowana w podobny sposób "robisz ze mnie wariatkę, jesteś manipulantem, masz zaburzenie, wprowadzasz mnie w poczucie winy"...

Nosz cholera...ja jej podaję fakty, namacalne, z życia, jej słowa wskazujące na odrzucenie, sytuacje...nic nie przyjmuje-mina kamienna...cisza...i po dłuższej chwili nieadekwatny kontratak i wytknięcie mi czegoś z sufitu...

51

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Póki rządzić nią będą emocje, póki dla niej samej jej myślenie i zachowanie nie będą stanowiły problemu, póty każdy może stawać na głowie i nic z tego (prócz bólu głowy) nie będzie wynikać.

Jej reakcja na Twe opinie jest typowa, część z jej tekstów to reakcja na zachowanie zupełnie innych osób, wobec których nie była/jest aż tak odważna. To zaś świadczy, że mimo wszystko czuła się przy Tobie (dość) bezpiecznie. Daj jej czas, sobie też. (I nie znaczy to, że masz reaktywować związek.)

Owocnej pracy nad sobą życzę. smile

52 Ostatnio edytowany przez Monoceros (2021-04-12 19:54:21)

Odp: Psy ważniejsze od partnera
AdamWawa napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Tak, jak zostało wspomniane: pies to nie tylko oddatek do domu, ale członek rodziny. Co więcej zwierzę, które posiada silnie rozwinięty instynkt stadny, więc szuka cały czas tej bliskiej relacji i więzi z opiekunem.

Co mnie osobiście uderzyło, to nawet nie przypuszczalnie zbyt duża(zdaniem Autora) ilość czasu, jakie jego ex poświęcała psom. Raczej o pewne zachowania, które go zaskoczyły a które są najzupełniej normalne smile

Nie chcę wzbudzać sztormu ani burzy...jednak gdy przez 3 lata, 98% weekendów był dla psów, a 2-3 wyjazdy bez nich były obarczone tekstami "fajnie ale szkoda, że bez psów"?
Gdy rozmawiając każdorazowo przerywała, bo piesek podszedł i zapominała o kontekście?
Gdy nie mielismy chwili intymności bo psy musiały być zawsze obok?
Gdy tylko zwróciłem im uwagę lub przesunałem bo we 3 leżały w kuchni i skakałem pomiędzy nimi, to ja byłem upominany?
Gdy poprosiłem psa żeby zszedł z tapczanu bo chcę się przytulić do "ex" i w zamian otrzymywałem krzywe spojrzenie?

Gdy ja kilka razy dziennie odkurzałem i sprzątałem sierść, gdzie byłem upominany "po co to robisz?"
Gdzie miejsca na nową mikro szafkę dla mnie już nie było ale na kolejne dwa leżenia dla psów już się znalazły?

Ja rozumiem pogląd psiarzy, zamiłowanie...ale kosztem drugiego cżłowieka? Nigdy nie pojmę stawiania psa wyżej od cżłowieka, kosztem wielu podstawowych potrzeb. Gdzie raz jeszcze zaznaczę-moja akceptacja do psów i poziom kompromisu startował z 10% i wzrósł do 70%, jednak ciągle odbijałem sie od ściany, że to nie 100%.

Ty o niej... ale ja wrócę do Ciebie. Być może odgrzewany kotlet, ale:

Dla mnie niezrozumiałe jest, że widząc jej priorytety, dalej tkwiłeś w związku, który Ci nie pasował.

To normalne, że ludzie mają różne priorytety. Ktoś się poświęci w 100% pracy, ktoś inny malowaniu, ktoś dzieciom, ktoś psom. (To już mniej "normalne" ale pomińmy). Jeśli wiążesz się z kimś, kto spędza każdy weekend z psami, to czemu się dziwisz, że dzielisz życie z kimś, kto spędza każdy weekend z psami??
Czy nie widziałeś, że dla niej psy są najważniejsze, i wiążesz się z osobą, która ceni wyżej psy od relacji z mężczyzną? Przecież to nie jest ujma na honorze, jakaś hańba czy wstyd - trafiłeś na kogoś, kto ma skrajne odmienne wartości od Twoich, czyli stawia psa wyżej od człowieka. Ja nie byłabym w stanie związać się z muzułmaninem, Ty z kimś, kto kocha psy nad wszystko.

53

Odp: Psy ważniejsze od partnera
Monoceros napisał/a:
AdamWawa napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Tak, jak zostało wspomniane: pies to nie tylko oddatek do domu, ale członek rodziny. Co więcej zwierzę, które posiada silnie rozwinięty instynkt stadny, więc szuka cały czas tej bliskiej relacji i więzi z opiekunem.

Co mnie osobiście uderzyło, to nawet nie przypuszczalnie zbyt duża(zdaniem Autora) ilość czasu, jakie jego ex poświęcała psom. Raczej o pewne zachowania, które go zaskoczyły a które są najzupełniej normalne smile

Nie chcę wzbudzać sztormu ani burzy...jednak gdy przez 3 lata, 98% weekendów był dla psów, a 2-3 wyjazdy bez nich były obarczone tekstami "fajnie ale szkoda, że bez psów"?
Gdy rozmawiając każdorazowo przerywała, bo piesek podszedł i zapominała o kontekście?
Gdy nie mielismy chwili intymności bo psy musiały być zawsze obok?
Gdy tylko zwróciłem im uwagę lub przesunałem bo we 3 leżały w kuchni i skakałem pomiędzy nimi, to ja byłem upominany?
Gdy poprosiłem psa żeby zszedł z tapczanu bo chcę się przytulić do "ex" i w zamian otrzymywałem krzywe spojrzenie?

Gdy ja kilka razy dziennie odkurzałem i sprzątałem sierść, gdzie byłem upominany "po co to robisz?"
Gdzie miejsca na nową mikro szafkę dla mnie już nie było ale na kolejne dwa leżenia dla psów już się znalazły?

Ja rozumiem pogląd psiarzy, zamiłowanie...ale kosztem drugiego cżłowieka? Nigdy nie pojmę stawiania psa wyżej od cżłowieka, kosztem wielu podstawowych potrzeb. Gdzie raz jeszcze zaznaczę-moja akceptacja do psów i poziom kompromisu startował z 10% i wzrósł do 70%, jednak ciągle odbijałem sie od ściany, że to nie 100%.

Ty o niej... ale ja wrócę do Ciebie. Być może odgrzewany kotlet, ale:

Dla mnie niezrozumiałe jest, że widząc jej priorytety, dalej tkwiłeś w związku, który Ci nie pasował.

To normalne, że ludzie mają różne priorytety. Ktoś się poświęci w 100% pracy, ktoś inny malowaniu, ktoś dzieciom, ktoś psom. (To już mniej "normalne" ale pomińmy). Jeśli wiążesz się z kimś, kto spędza każdy weekend z psami, to czemu się dziwisz, że dzielisz życie z kimś, kto spędza każdy weekend z psami??
Czy nie widziałeś, że dla niej psy są najważniejsze, i wiążesz się z osobą, która ceni wyżej psy od relacji z mężczyzną? Przecież to nie jest ujma na honorze, jakaś hańba czy wstyd - trafiłeś na kogoś, kto ma skrajne odmienne wartości od Twoich, czyli stawia psa wyżej od człowieka. Ja nie byłabym w stanie związać się z muzułmaninem, Ty z kimś, kto kocha psy nad wszystko.


Zgadzam się z Tobą w 100%, jednak stąd powstał nowy wątek, który został przeniesiony do poprzedniego, ponieważ pojawiły się nowe "fakty". Mianowicie owszem, psy psami...jednak podstawą do tego zachowania była/jest Schizoidalność, o której wcześniej nie miałem pojęcia i nie byłem jej świadomy. Dopiero teraz wszystko układa mi się w całość.

Psy były tzw fantazją, a każdy z wymienionych przeze mnie argumentów, "zwykłym" i "naturalnym" dla tego typu osób odtrąceniem i szukaniem jej kolejnych dowodów na moją "miłość". (coś typu "jak to przetrwa to mnie kocha).

Dlatego zaznaczę raz jeszcze-zmieniłem wątek i nadałem nowy temat, króry administrator wrzucił z powrotem tutaj

54 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2021-04-13 07:47:29)

Odp: Psy ważniejsze od partnera
AdamWawa napisał/a:

Zgadzam się z Tobą w 100%, jednak stąd powstał nowy wątek, który został przeniesiony do poprzedniego, ponieważ pojawiły się nowe "fakty". Mianowicie owszem, psy psami...jednak podstawą do tego zachowania była/jest Schizoidalność, o której wcześniej nie miałem pojęcia i nie byłem jej świadomy. Dopiero teraz wszystko układa mi się w całość.

Psy były tzw fantazją, a każdy z wymienionych przeze mnie argumentów, "zwykłym" i "naturalnym" dla tego typu osób odtrąceniem i szukaniem jej kolejnych dowodów na moją "miłość". (coś typu "jak to przetrwa to mnie kocha).

Dlatego zaznaczę raz jeszcze-zmieniłem wątek i nadałem nowy temat, króry administrator wrzucił z powrotem tutaj

Adam, sorry, ale guzik sie pojawilo, a nie nowe fakty.
Ty nie masz zadnych kompetencji do oceniania jej stanu psychicznego i twierdzenia, ze ona ma osobowosc schizoidalna. Psychika to bardzo zlozona kwestia, a Ty nie masz do tego ani wiedzy ani wyksztalcenia.
Twoja terapeutka postepuje bardzo nieprofesjonalnie, jezeli utwierdza Cie w przekonaniu o problemach Twojej partnerki i jeszcze wydaje takie oceny bez chocby zobaczenia i porozmawiania z nia. Tak sie nie robi.
Bo Ty nie wiesz, co Twoja ex ma w glowie. Nie wiesz, jak ona pogadalaby z terapeutka i co by z tego wyszlo.

Ja Ci radze jedno, przestan sie tak na tym skupiac. Skrzywdzila Cie, czujesz sie zle, pracuj nad soba, a nie analizuj jej zachowan i nie rozkladaj ich na czynniki pierwsze, zeby siebie usprawiedliwic.
To Twoja terapia, powinna sie skupiac na Tobie, a nie na Twojej ex i jej problemach. Jeszcze raz podkresle, analizowanie jej problemow przez Twoja terapieutke jest wysoce nieprofesjonalne. Ona powinna wrecz w momentach, kiedy Ty wchodzisz w takie analizy, delikatnie sprowadzic Cie na temat Ciebie i Twoich emocji, a nie wchodzic w to, jaka osobowosc ma Twoja ex.

I zdecydowanie to NIE JEST Twoja rola, zebys Ty teraz oswiecony po terapii szedl tlumaczyc cos swojej ex. Naprawde. Wyobraz sobie, ze mozna nie chciec slubu i mozna nie chciec miec dzieci. Ty probowales wtloczyc ja w jakies ramy, ktore Tobie pasowaly, ale w zadnym momencie nie zastanowiles sie, czy te ramy jej pasuja. A potem wielce zdziwiony byles, ze ona nie chce miec dzieci, bo woli psy. Nie kazda kobieta tez musi i nie kazda chce zmieniac nazwisko na nazwisko partnera. No Jezu, czlowieku, mamy XXI wiek. Nie sredniowiecze. Naprawde nie kazdy musi zyc dokladnie tak, jak Ty chcesz. Skup sie na sobie i na swojej terapii, odetnij sie od niej i daj tej dziewczynie zyc w taki sposob, jaki jej pasuje, zamiast probowac ja na sile zmieniac. Bo mozesz jej w ten sposob zrobic po prostu krzywde.

Twoj problem polega na tym, ze Wasze wizje relacji sie ze soba nie pokrywaly. Ale to NIE oznacza, ze Twoja wizja jest lepsza niz jej wizja. Jestem absolutnie przekonana, ze jak ona znajdzie kogos, kto bedzie mial takiego samego krecka na punkcie psow, to bedzie im razem bardzo, ale to bardzo dobrze. Tylko po prostu to nie jestes Ty.
Tak naprawde zamiast przekonywac dziewczyne do swoich racji, to w momencie wystapienia tych roznic (slub, dzieci itd) powinienes jej powiedziec "Sluchaj Hanka, kocham Cie, ale rozmijamy sie w tym, czego chcemy od zycia. Wiec ja Ci zycze wszystkiego dobrego, ale nie mozemy byc razem i tworzyc razem zwiazku, bo oboje bedziemy nieszczesliwi. Trzymam kciuki, zebys znalazla kogos, kto bedzie do Ciebie pasowal".
I to byloby zachowanie z klasa. A nie zmienianie jej na sile i wielki foch, bo ona zamiast dzieci wolalaby miec wiecej psow.

55

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Tak tylko wtrącę się w Twój słowotok...

Wszystko fajnie opisałaś. Odnośnie "diagnozy" i psycholog-było zupełnie inaczej ale to nie pole do tego, by o tym pisać szczegółowo.
Po drugie...ukazujesz jedną silną stronę, która nie chciała tego i tamtego, a ja ten brutal ją siłą zmusiłem do bycia ze mną.

Wybacz ale w związek weszliśmy obydwoje. Kompromis też wskazuje na wzajemność. Moja akceptacja wielu kwestii z jej życiem nastąpiła naturalnie, a każde ugięcie na moją stronę było czymś przez nią nie do przekroczenia.

Owszem, wszedłem w związek ale nie stałem po środku osi zdarzeń tylko się dostosowywałem i próbowałem reagować.

Wiesz o czym zapominasz? O wzajemności, której może jeszcze nie doświadczyłaś i pewnym znanym powiedzeniu o tym co Kali może, a co Kalemu już nie.

W życiu nie jest tak, że dwie osoby wchodzą w związek, jedna stoi po środku i czeka, wymaga...a druga orbituje na około...i jak wypadnie z tej orbity to stwierdza się "było nie orbitować".

56

Odp: Psy ważniejsze od partnera
AdamWawa napisał/a:

Tak tylko wtrącę się w Twój słowotok...

Wszystko fajnie opisałaś. Odnośnie "diagnozy" i psycholog-było zupełnie inaczej ale to nie pole do tego, by o tym pisać szczegółowo.
Po drugie...ukazujesz jedną silną stronę, która nie chciała tego i tamtego, a ja ten brutal ją siłą zmusiłem do bycia ze mną.

Wybacz ale w związek weszliśmy obydwoje. Kompromis też wskazuje na wzajemność. Moja akceptacja wielu kwestii z jej życiem nastąpiła naturalnie, a każde ugięcie na moją stronę było czymś przez nią nie do przekroczenia.

Owszem, wszedłem w związek ale nie stałem po środku osi zdarzeń tylko się dostosowywałem i próbowałem reagować.

Wiesz o czym zapominasz? O wzajemności, której może jeszcze nie doświadczyłaś i pewnym znanym powiedzeniu o tym co Kali może, a co Kalemu już nie.

W życiu nie jest tak, że dwie osoby wchodzą w związek, jedna stoi po środku i czeka, wymaga...a druga orbituje na około...i jak wypadnie z tej orbity to stwierdza się "było nie orbitować".

Odnosze sie do Ciebie, bo to Ty tutaj zalozyles watek.
Gdyby przyszla ona, to tez powiedzialabym jej, zeby  nie pakowala sie w zwiazek z facetem, ktory ma tak totalnie inne plany na zycie.
Ale to nie ona tu przyszla, tylko Ty, wiec jedyne co, to moge odpowiadac Tobie. I nie mam zamiaru bawic sie w jechanie po niej, bo jej tu nie ma i nie moze sie bronic. Po prostu.

Wiesz, nie interesuje mnie zbytnio jak to bylo z ta diagnoza, ale prawda jest taka, ze to nieprofesjonalne oceniac kogos, kogo sie nie widzialo. Twoja terapia powinna skupic sie na Tobie, nie na niej.
I tak, weszliscie w zwiazek obydwoje, ale widocznie ona kompromisow nie chciala - znowu Ty powinienes po prostu normalnie jej za relacje podziekowac, zamiast marudzic. Popatrz, ile czasu bys na tym zyskal. Moze to jest jakas nauka dla Ciebie na przyszlosc?

Kompromisy to mozna osiagac w kwestii tego, gdzie pojedziemy na wakacje, a nie tego, czy chcemy brac slub i miec dzieci. W przypadku kiedy od niej slyszysz, ze ona slubu nie chce, a Ty chcesz, to sie nie przekonuje drugiej strony, tylko odchodzi. Tak samo z dziecmi. Czy chocby z iloscia zwierzat (przykladowo ja nie wyobrazam sobie zwiazku z kims, kto zwierzac w domu miec nie chce - dla mnie to koniec relacji, nie poswiece sie w tej kwestii). Nie da sie wziac pol slubu czy miec pol dziecka. Wiec warto sobit wyrobic w tej kwestii sztywne ramy, zeby po prostu nie tracic czasu na cos, co nie rokuje od samego poczatku.

I szczerze to nie wiem o co chodzi Ci z wzajemnoscia, ale od paru juz lat radze sobie w zwiazku i nie mamy punktow zapalnych, wiec generalnie wiem o czym mowie tongue wiem tez jak wlasnie zbudowac sobie zasady tak, zeby na wstepie do relacji sprawdzic, czy dana osoba nam pasuje swiatopogladowo, bo sama to zrobilam. I nie widze w tym problemu.

I zdecydowanie takie normalne i dojrzale zwiazki nie wygladaja tak, ze sie orbituje smile ale najpierw trzeba samemu byc dojrzalym, zeby umiec to rozroznic i zeby wiedziec, czy osoba, do ktorej sie zblizasz tez jest dojrzala, czy lepiej sie w takie relacje nie pakowac.

Powtorze jeszcze raz - daj dziewczynie spokoj, zajmij sie swoja terapia, niczego jej nie tlumacz, nie probuj jej zmieniac, niech ona sobie z tymi psami zyje, tak jak jej sie podoba.

57

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Adam ja to wszystko rozumiem ale Was juz nie ma i nie wiem po kiego grzyba na siłę próbujesz ja oświecać odnośnie jej zaburzeń. Loka ma rację, nie wiem co to za terapeutka ktora zamiast skupiać się na pacjencie "diagnozuje" na podstawie siła rzeczy subiektywnego opisu innego obcego sobie człowieka i rzuca mocnymi hasłami osobowość taka czy śmiała. Ale pomijając już to i zakładając nawet ze zdiagnozowała Twoja ex dobrze to nie rozumiem po co Ty na siłę ta dziewczynę "nawracasz". Wiesz jak to wygląda z boku? Jakbyś miał jednak mega wielkiego kaca moralnego i coś więcej za uszami niż tylko pisanie w ukryciu parę dni z inną kobieta I dlatego teraz usiłujesz zrobić wszystko zeby utwierdzić sam siebie i byłą w przekonaniu ze to jej i tylko jej wina była. Jak to wiec jest? Nie czujesz tego autentycznie w sobie ze byles ok w tym związku? Bo jeśli masz czyste sumienie to oświecanie byłej jest zupełnie zbędne. A jeśli oświecasz ja na siłę by skłonić do leczenia to wiedz ze jestes ostatnią osobą której mądrości ( nawet popartych diagnoza terapeuty) ona posłucha. Odpuść, żyj dalej i daj zyc innym.

58 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-04-13 08:55:14)

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Poczytaj jakiekolwiek posty piszących  takich co mają  nie jednego czy 2 zwierzaki ale całe stado.: tam nie ma żadnego miejsca na kompromisy związkowe.
To coś jak z tatuazami: jestem zrobi sobie jakiś  tatuaż, inny nie spocznie aż nie będzie skrawka wolnej skóry.
Nikogo nie zmusisz do zmiany osobowości czy pracy nad sobą w kierunku w którym Ty chcesz.
Nie uratujesz tej "psiej księzniczki" sorry.
Tacy ludzie powinni się związać że sobą  jak tu jedna forumowiczek napisała jak znalazła kogoś podobnego to dopiero świat nabrał sensu bo śpią  w łóżku zawalenii psami i nikt się nie czepia.
Ciężko Ci bo jesteś od niej uzależniony .
Ale ratuj siebie bo ona ma taką  konstrukcję  osobowości że nie będzie tam miejsca dla kogoś kto nie ma tego samego bzika.

Naprawdę  bardzo Ci współczuję.
Ale najnieazczesliwszą osobą i ofiarą tego wszystkiego możesz być  Ty. Siebie też masz obowiązek kochać.  I nie o to chodzi że masz iść na jeszcze większe kompromisy dla tej Pani.

59

Odp: Psy ważniejsze od partnera
feniks35 napisał/a:

Adam ja to wszystko rozumiem ale Was juz nie ma i nie wiem po kiego grzyba na siłę próbujesz ja oświecać odnośnie jej zaburzeń. Loka ma rację, nie wiem co to za terapeutka ktora zamiast skupiać się na pacjencie "diagnozuje" na podstawie siła rzeczy subiektywnego opisu innego obcego sobie człowieka i rzuca mocnymi hasłami osobowość taka czy śmiała. Ale pomijając już to i zakładając nawet ze zdiagnozowała Twoja ex dobrze to nie rozumiem po co Ty na siłę ta dziewczynę "nawracasz". Wiesz jak to wygląda z boku? Jakbyś miał jednak mega wielkiego kaca moralnego i coś więcej za uszami niż tylko pisanie w ukryciu parę dni z inną kobieta I dlatego teraz usiłujesz zrobić wszystko zeby utwierdzić sam siebie i byłą w przekonaniu ze to jej i tylko jej wina była. Jak to wiec jest? Nie czujesz tego autentycznie w sobie ze byles ok w tym związku? Bo jeśli masz czyste sumienie to oświecanie byłej jest zupełnie zbędne. A jeśli oświecasz ja na siłę by skłonić do leczenia to wiedz ze jestes ostatnią osobą której mądrości ( nawet popartych diagnoza terapeuty) ona posłucha. Odpuść, żyj dalej i daj zyc innym.

Widzę, że stworzyła się teoria mojego nawracania, tylko sęk w tym, że ja nic o tym nie wspominałem smile
Nikogo nie nawracam, z byłą się nie spotykam, nie rozmawiam. Samemu w głowie, dla siebie (tak mam, lubię analizować-siebie już przeanalizowałem i robię to nadal) zzukam punktów wspólnych, pocżatkowych, zapalnych, wyciągam wnioski.

Skąd w ogóle taka teoria, że ja kogoś nawracam smile "Hanka" żyje sobie już sama, ja żyję sobie sam.

60 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2021-04-13 09:09:10)

Odp: Psy ważniejsze od partnera
AdamWawa napisał/a:
feniks35 napisał/a:

Adam ja to wszystko rozumiem ale Was juz nie ma i nie wiem po kiego grzyba na siłę próbujesz ja oświecać odnośnie jej zaburzeń. Loka ma rację, nie wiem co to za terapeutka ktora zamiast skupiać się na pacjencie "diagnozuje" na podstawie siła rzeczy subiektywnego opisu innego obcego sobie człowieka i rzuca mocnymi hasłami osobowość taka czy śmiała. Ale pomijając już to i zakładając nawet ze zdiagnozowała Twoja ex dobrze to nie rozumiem po co Ty na siłę ta dziewczynę "nawracasz". Wiesz jak to wygląda z boku? Jakbyś miał jednak mega wielkiego kaca moralnego i coś więcej za uszami niż tylko pisanie w ukryciu parę dni z inną kobieta I dlatego teraz usiłujesz zrobić wszystko zeby utwierdzić sam siebie i byłą w przekonaniu ze to jej i tylko jej wina była. Jak to wiec jest? Nie czujesz tego autentycznie w sobie ze byles ok w tym związku? Bo jeśli masz czyste sumienie to oświecanie byłej jest zupełnie zbędne. A jeśli oświecasz ja na siłę by skłonić do leczenia to wiedz ze jestes ostatnią osobą której mądrości ( nawet popartych diagnoza terapeuty) ona posłucha. Odpuść, żyj dalej i daj zyc innym.

Widzę, że stworzyła się teoria mojego nawracania, tylko sęk w tym, że ja nic o tym nie wspominałem smile
Nikogo nie nawracam, z byłą się nie spotykam, nie rozmawiam. Samemu w głowie, dla siebie (tak mam, lubię analizować-siebie już przeanalizowałem i robię to nadal) zzukam punktów wspólnych, pocżatkowych, zapalnych, wyciągam wnioski.

Skąd w ogóle taka teoria, że ja kogoś nawracam smile "Hanka" żyje sobie już sama, ja żyję sobie sam.

Moze stad to sie wzielo?

AdamWawa napisał/a:

Do tej chwili nie potrafię wytłumaczyć (byłej) partnerce, że to jej zachowanie w gruncie rzeczy doprowadziło do końcowych sytuacji. Ciągle jestem obwiniany ja i argumenty typu "gdybyś nie potrzebował bliskości to było by ok"...albo "bo to przez Ciebie się nie mogłam otworzyć"...jejku...ja czuję się jakbym walczył z wiatrakami...żaden sensowny argument nie przemawia, nawet osadzony w rzeczywistości, podparty faktami...

uświadomienie mojej "ex" problemu, który jest namacalny (naprawdę...) graniczy z cudem. Każda podjęta próba jest komentowana w podobny sposób "robisz ze mnie wariatkę, jesteś manipulantem, masz zaburzenie, wprowadzasz mnie w poczucie winy"...

Nosz cholera...ja jej podaję fakty, namacalne, z życia, jej słowa wskazujące na odrzucenie, sytuacje...nic nie przyjmuje-mina kamienna...cisza...i po dłuższej chwili nieadekwatny kontratak i wytknięcie mi czegoś z sufitu...

61

Odp: Psy ważniejsze od partnera
Lady Loka napisał/a:
AdamWawa napisał/a:
feniks35 napisał/a:

Adam ja to wszystko rozumiem ale Was juz nie ma i nie wiem po kiego grzyba na siłę próbujesz ja oświecać odnośnie jej zaburzeń. Loka ma rację, nie wiem co to za terapeutka ktora zamiast skupiać się na pacjencie "diagnozuje" na podstawie siła rzeczy subiektywnego opisu innego obcego sobie człowieka i rzuca mocnymi hasłami osobowość taka czy śmiała. Ale pomijając już to i zakładając nawet ze zdiagnozowała Twoja ex dobrze to nie rozumiem po co Ty na siłę ta dziewczynę "nawracasz". Wiesz jak to wygląda z boku? Jakbyś miał jednak mega wielkiego kaca moralnego i coś więcej za uszami niż tylko pisanie w ukryciu parę dni z inną kobieta I dlatego teraz usiłujesz zrobić wszystko zeby utwierdzić sam siebie i byłą w przekonaniu ze to jej i tylko jej wina była. Jak to wiec jest? Nie czujesz tego autentycznie w sobie ze byles ok w tym związku? Bo jeśli masz czyste sumienie to oświecanie byłej jest zupełnie zbędne. A jeśli oświecasz ja na siłę by skłonić do leczenia to wiedz ze jestes ostatnią osobą której mądrości ( nawet popartych diagnoza terapeuty) ona posłucha. Odpuść, żyj dalej i daj zyc innym.

Widzę, że stworzyła się teoria mojego nawracania, tylko sęk w tym, że ja nic o tym nie wspominałem smile
Nikogo nie nawracam, z byłą się nie spotykam, nie rozmawiam. Samemu w głowie, dla siebie (tak mam, lubię analizować-siebie już przeanalizowałem i robię to nadal) zzukam punktów wspólnych, pocżatkowych, zapalnych, wyciągam wnioski.

Skąd w ogóle taka teoria, że ja kogoś nawracam smile "Hanka" żyje sobie już sama, ja żyję sobie sam.

Moze stad to sie wzielo?

AdamWawa napisał/a:

Do tej chwili nie potrafię wytłumaczyć (byłej) partnerce, że to jej zachowanie w gruncie rzeczy doprowadziło do końcowych sytuacji. Ciągle jestem obwiniany ja i argumenty typu "gdybyś nie potrzebował bliskości to było by ok"...albo "bo to przez Ciebie się nie mogłam otworzyć"...jejku...ja czuję się jakbym walczył z wiatrakami...żaden sensowny argument nie przemawia, nawet osadzony w rzeczywistości, podparty faktami...

uświadomienie mojej "ex" problemu, który jest namacalny (naprawdę...) graniczy z cudem. Każda podjęta próba jest komentowana w podobny sposób "robisz ze mnie wariatkę, jesteś manipulantem, masz zaburzenie, wprowadzasz mnie w poczucie winy"...

Nosz cholera...ja jej podaję fakty, namacalne, z życia, jej słowa wskazujące na odrzucenie, sytuacje...nic nie przyjmuje-mina kamienna...cisza...i po dłuższej chwili nieadekwatny kontratak i wytknięcie mi czegoś z sufitu...

Masz rację, chodziło mi jednak o rozmowy, które toczyliśmy w trakcie związku i już pod sam koniec. Nie doprecyzowałem.

62

Odp: Psy ważniejsze od partnera
AdamWawa napisał/a:

Masz rację, chodziło mi jednak o rozmowy, które toczyliśmy w trakcie związku i już pod sam koniec. Nie doprecyzowałem.

No to jak juz sie z nia nie widzisz i kazde z Was zyje sobie swoim zyciem, to po prostu skup sie na sobie i na swojej terapii. Nie analizuj tak jej zachowania, bo to Ci nie przyniesie zadnego pozytku.
Stworz sobie takie twarte podwaliny przyszlej relacji. To, o czym pisalam wczesniej. Wypracuj w sobie taka postawe, zeby nie pchac sie w relacje, ktore nie rokuja, w ktorych nie ma kompromisu w kwestii slubu czy dzieci. Bo to jest strata czasu, a to sobie trzeba wypracowac wink
powodzenia!

63

Odp: Psy ważniejsze od partnera
AdamWawa napisał/a:

Zgadzam się z Tobą w 100%, jednak stąd powstał nowy wątek, który został przeniesiony do poprzedniego, ponieważ pojawiły się nowe "fakty". Mianowicie owszem, psy psami...jednak podstawą do tego zachowania była/jest Schizoidalność, o której wcześniej nie miałem pojęcia i nie byłem jej świadomy. Dopiero teraz wszystko układa mi się w całość.

Jakie to są konkretnie fakty?
Fakty, to by były wtedy, kiedy Twoja była partnerka przyszłaby do Ciebie i pokazała Ci pisemną diagnozę, która opisywałaby ją jako osobowość schizoidalną, a ta diagnoza poparta byłaby porządną obserwacją, badaniami i konsylium.
Jeśli tak nie było, to nie ma mowy o żadnych faktach, a mamy tutaj do czynienia wyłącznie z domysłami, z Twoimi próbami racjonalizacji i z porażającą niekompetencją kogokolwiek, kto nie widząc Twojej ex na oczy, zdiagnozował ją beztrosko jako osobę schizoidalną. Takie fakty, to nie fakty, tylko żenada.

64

Odp: Psy ważniejsze od partnera

Autorze, dziewczyny powyżej mają rację, wczytaj się uważnie w ich posty. Skup się na swojej terapii, a nie na diagnozowaniu byłej dziewczyny.
Co do jej pasji, to znam taką osobę. Ma dwie hodowle, w mieszkaniu chyba z piątką piesków w bloku, reszta u rodziców. Jest oddana tym zwierzakom, sama dla siebie chyba mało ma czasu, a związek jej się rozpadł.
Być może gdybyś Ty miał równie absorbującą albo taką samą pasję, to byście się dogadali, inaczej to nie ma szans.

65

Odp: Psy ważniejsze od partnera
Lady Loka napisał/a:
AdamWawa napisał/a:
feniks35 napisał/a:

Adam ja to wszystko rozumiem ale Was juz nie ma i nie wiem po kiego grzyba na siłę próbujesz ja oświecać odnośnie jej zaburzeń. Loka ma rację, nie wiem co to za terapeutka ktora zamiast skupiać się na pacjencie "diagnozuje" na podstawie siła rzeczy subiektywnego opisu innego obcego sobie człowieka i rzuca mocnymi hasłami osobowość taka czy śmiała. Ale pomijając już to i zakładając nawet ze zdiagnozowała Twoja ex dobrze to nie rozumiem po co Ty na siłę ta dziewczynę "nawracasz". Wiesz jak to wygląda z boku? Jakbyś miał jednak mega wielkiego kaca moralnego i coś więcej za uszami niż tylko pisanie w ukryciu parę dni z inną kobieta I dlatego teraz usiłujesz zrobić wszystko zeby utwierdzić sam siebie i byłą w przekonaniu ze to jej i tylko jej wina była. Jak to wiec jest? Nie czujesz tego autentycznie w sobie ze byles ok w tym związku? Bo jeśli masz czyste sumienie to oświecanie byłej jest zupełnie zbędne. A jeśli oświecasz ja na siłę by skłonić do leczenia to wiedz ze jestes ostatnią osobą której mądrości ( nawet popartych diagnoza terapeuty) ona posłucha. Odpuść, żyj dalej i daj zyc innym.

Widzę, że stworzyła się teoria mojego nawracania, tylko sęk w tym, że ja nic o tym nie wspominałem smile
Nikogo nie nawracam, z byłą się nie spotykam, nie rozmawiam. Samemu w głowie, dla siebie (tak mam, lubię analizować-siebie już przeanalizowałem i robię to nadal) zzukam punktów wspólnych, pocżatkowych, zapalnych, wyciągam wnioski.

Skąd w ogóle taka teoria, że ja kogoś nawracam smile "Hanka" żyje sobie już sama, ja żyję sobie sam.

Moze stad to sie wzielo?

AdamWawa napisał/a:

Do tej chwili nie potrafię wytłumaczyć (byłej) partnerce, że to jej zachowanie w gruncie rzeczy doprowadziło do końcowych sytuacji. Ciągle jestem obwiniany ja i argumenty typu "gdybyś nie potrzebował bliskości to było by ok"...albo "bo to przez Ciebie się nie mogłam otworzyć"...jejku...ja czuję się jakbym walczył z wiatrakami...żaden sensowny argument nie przemawia, nawet osadzony w rzeczywistości, podparty faktami...

uświadomienie mojej "ex" problemu, który jest namacalny (naprawdę...) graniczy z cudem. Każda podjęta próba jest komentowana w podobny sposób "robisz ze mnie wariatkę, jesteś manipulantem, masz zaburzenie, wprowadzasz mnie w poczucie winy"...

Nosz cholera...ja jej podaję fakty, namacalne, z życia, jej słowa wskazujące na odrzucenie, sytuacje...nic nie przyjmuje-mina kamienna...cisza...i po dłuższej chwili nieadekwatny kontratak i wytknięcie mi czegoś z sufitu...

Lady Loka ubiegłaś mnie o minuty:) właśnie kopiowałam słowa Adama z poprzedniego zamkniętego wątku: D

Posty [ 1 do 65 z 66 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Psy ważniejsze od partnera

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024