Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 128 ]

1 Ostatnio edytowany przez lifegoeson82 (2017-02-28 18:47:03)

Temat: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Cześć dziewczyny. Siedzę sobie w nocy wkurwiona na swojego chłopa i szukam wyjścia z sytuacji. Zastanawiam się, czy odejść czy zostać.

Jestem z facetem od 12 lat, z czego 6 lat jesteśmy małżeństwem. Nie mamy dzieci.

W ostatnim czasie odczuwam duży brak szacunku ze strony męża - jakieś głupie odzywki typu "bo Ty tak zawsze", "bo trzeba myśleć, zanim się coś zrobi", "bo masz popierdolone pomysły", "drążysz niepotrzebnie temat", "Daj mi spokój" itp itd. Wszyscy to znamy :) Ale zrobiło się tego tak dużo, że zaczęło mi to przeszkadzać bardzo. Bo nie wiem, czego się spodziewać - najpierw jest miły przez tydzień i jest wszystko zajebiście, a potem jak nie huknie na mnie.. i to w sumie za pierdoły. Strasznie bierze do siebie, jeśli ja o czymś zapominam albo zrobię coś nie tak. I drze się okrutnie, wyciąga stare problemy. Raz nawet coś naprawdę przykrego powiedział - już nie pamiętał, ale mnie jakoś brzydko nazwał i wtedy się wyprowadziłam na kilka dni bo nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam.

Dodam, że nie był taki wcześniej - bardzo się zawsze szanowaliśmy i staliśmy za sobą murem. I bardzo się kochaliśmy. Nadal się kochamy, ale ta jego agresja w stosunku do mnie mnie zabija.

Kiedyś owszem, też się wkurzał, też nieraz robił durne kłótnie o byle co - on generalnie jest straszny nerwus i wszystkim się przejmuje. Ale kiedyś to jak chciał mi coś powiedzieć, to żeby Wam pokazać różnicę - wtedy mówił np. "Nie pomyślałaś o tym..", a dzisiaj "jesteś bezmyślna". Widzicie, że skok ogromny i zaczął po prostu bardzo dosadnie do mnie mówić i nazywać mnie różnorako. Mnie nigdy nie zdarzyło się mu takich rzeczy powiedzieć.

Zaczęło się w sumie jak skończył 40 lat (rok temu). Kiedyś rozmawialiśmy o tym i szczerze powiedział mi, że chyba przechodzi kryzys wieku średniego. Akurat miał spore przejścia zawodowe - zmienił w końcu pracę po 12 latach (o jej zmianie mówił jeszcze jak się poznawaliśmy, tylko nigdy nie miał odwagi) i bardzo się tym stresował. Poza tym spojrzał na to swoje życie i stwierdził, że nic do tej 40-tki nie udało mu się osiągnąć - nie było nas stać na to, by kupić własne mieszkanie lub zbudować dom, nie mamy dzieci bo ja nie jestem jeszcze gotowa. Chyba stwierdził, że my jako związek się nie rozwijamy, tylko stoimy w miejscu. Myślę, że to taka frustracja życiem i dlatego zaczął okazywać więcej agresji, może nie jest szczęśliwy po prostu. Oczywiście nie próbuję go usprawiedliwiać, ale tylko mówię, że mniej więcej domyślam się, skąd to się bierze.

Bardzo dużo się sprzeczamy też o sprzątanie - to zawsze był problem. On akurat jest całkiem fajnym facetem jeśli chodzi o obowiązki domowe - zawsze sprzątał, był pomocny, gotował itp. To ja byłam tą złą bo mnie się nie chciało i w domu był syf. Z tym, że wynikało to z pewnego powodu. Kilka lat temu omal nie upadła mi firma - pojawiły się ogromne długi i wizja pójścia na etat, czego bardzo nie chciałam bo jestem po prostu stworzona do prowadzenia biznesu, nie jestem szczęśliwa u kogoś. No i ten kryzys w firmie spowodował to, że zmotywowałam się bardzo by tą firmę jednak naprostować. Siedziałam więc od rana do wieczora i zapierniczałam przy komputerze. Mieliśmy wtedy bardzo krucho finansowo - ciężko nam się było z jego pensji utrzymać, więc chciałam jak najszybciej tą naszą sytuację poprawić. I kiedy miałam na przykład do wyboru spędzić 2-3 godziny na sprzątaniu mieszkania, a w tym czasie zarobić trochę kasy, wybierałam zawsze to drugie. W tamtym czasie po prostu sprzątanie wydawało mi się stratą czasu - byliśmy młodzi, świeżo po ślubie, bez zobowiązań. Zależało mi na tym, żeby zbudować jakąś sensowną przyszłość dla nas.

Wtedy mieliśmy pierwszy kryzys małżeński. Siedziałam w domu w dresach i od rana do nocy naparzałam przez internet. Szukałam zleceń, ogarniałam marketing firmy itp. A on przychodził do domu i tak: burdel, nieugotowane, żona tak jak siedziała wczoraj, tak samo siedzi dzisiaj. Nie dziwię się mu, że trochę go przestałam pociągać. Do tego wszystkiego nie mieliśmy za co żyć, a ja nie chciałam iść na etat. Prosił mnie kilka razy bym poszukała pracy, bo jego zdaniem, moje zdolności pozwoliłyby nam żyć na niezłym poziomie i planować przyszłość. Tylko, że ja nie nadaję się do etatu. Widziałam jego, jak 12 lat chodził do firmy, której nie cierpiał i codziennie rano budził się z mega dołującym spojrzeniem typu: znowu muszę tam iść :/ Nie chciałam tego dla siebie bo po prostu byłabym nieszczęśliwa. Oboje bylibyśmy. Firma dawała mi możliwość wyżycia się kreatywnie, poczucia, że robię coś sensownego. Męczył mnie o ten etat i męczył, ale powiedziałam, ze nie pójdę i już.

Wtedy chciał ode mnie odejść, tzn. powiedział, że odchodzi i że znalazł sobie mieszkanie. Ale jak pogadaliśmy to powiedział, że nie mówił serio, ze chciał mnie tylko nastraszyć i zobaczyć, czy to jakoś zmieni moje nastawienie. Powiedziałam mu, że mi na nim zależy i nie chcę by odchodził, ale jeśli bardzo chce to to zrozumiem, bo jestem osobą dość niezależną i nie jestem w stanie porzucić swoich marzeń zawodowych. Ustaliliśmy więc, że daje mi jeszcze 6 miesięcy na rozkręcenie firmy i po tym czasie wrócimy do tematu. No więc zapierdzielałam jeszcze bardziej, żeby zdążyć :D W tym czasie oczywiście pełno kłótni o sprzątanie i fakt, on się bardzo starał i sam ogarniał dom kiedy ja nie chciałam, choć wiem, że był bardzo sfrustrowany. Wtedy zaczęły się też jakieś tam zalążki tej agresji, wywołane pewnie tą frustracją.

Okazało się, że firma ruszyła, wszystko się jakoś poukładało i jesteśmy teraz ok. 5-6 lat później tutaj, gdzie jesteśmy. Mamy w miarę stabilne dochody oboje, ale nadal nie stać nas na budowę domu. Nadal więc pracuję dużo, żeby zwiększyć dochody. Choć przez bardzo długi czas nie pracowałam w ogóle wieczorami - ten czas poświęcałam dla niego, żeby mi potem nie wypominał, że cały czas pracuję :P Dość mocno się starałam, żeby gotować i sprzątać. Choć generalnie nie lubię sprzątania i nie zawsze zrobię to idealnie albo wtedy, kiedy on by tego oczekiwał. Okazało się, że on jednak też jest fleją albo się nim stał. Powiedział, że odpuścił bo ja odpuściłam, ale to nieprawda. Od początku zostawiał swoje rzeczy, gdzie popadnie, gubił różne rzeczy itp. Tylko ja mam do tego dość luźne nastawienie i nigdy mu nie wypominałam. A on jest z natury czepialski i wszystko mi wypomni.

Wróćmy teraz do jego "kryzysu wieku średniego". Zaczęło się ok. rok temu. Zmiana pracy była spowodowana przeze mnie. Po prostu nie mogłam już nieść jego narzekania na pracę i zarobki i trochę to sprowokowałam wszystko tzn. rozpuściłam wieści wśród znajomych i odezwał się kolega, który go zatrudnił.  Okazało się po 2 miesiącach, że ta jego firma nie zarabia tak dobrze, jak mówił i .. nie stać go na zapłacenie mu. Wyobrażacie sobie jaki szok dla osoby, która 12 lat trzyma się jednej pracy bo jest "bezpieczna", a potem w końcu odważa się ją zmienić i ląduje w czarnej dupie? Mąż wpadł w jakąś depresję, nie wiem jak to nazwać. Zaczął się obwiniać o tą decyzję i przy okazji mnie, że to niby mój pomysł był żeby tą pracę zmieniać, a tak było dobrze i z czego my będziemy teraz żyć.. Muszę dodać, że do niczego go nie namawiałam - sprowokowałam rozmowę o pracę, ale decyzję podejmowaliśmy wspólnie i była ona przemyślana. Wspólnie ustaliliśmy, że nawet jeśli wydarzy się coś złego to i tak będzie warto bo pracując 12 lat w jednej firmie, przestajesz się rozwijać i zawęża Ci się rynek pracy. I kiedyś trzeba ten krok zrobić. To była ku temu okazja. No ale w przypływie frustracji to ja byłam winna temu wszystkiemu - ok, niech będzie. I uwaga, tutaj znów wyciągnęłam do niego pomocną dłoń i uruchomiłam swoje kontakty... i znów dostał pracę. Tym razem pracuje tam już prawie rok i jest bardzo zadowolony.

Tyle tylko, że praca odpowiedzialna i ma dużo rzeczy na głowie. Przychodzi z pracy i musi "odreagować" siedząc przy kompie i grając w jakieś czołgi. Potrafi tak siedzieć do późnego wieczora i potem idzie spać bo już nie ma na nic sił. A jak nie gra to siedzi i ogląda jakieś durne filmy na YouTubie. Nie mieści mi się to trochę w głowie, jak można tak czas tracić, no ale to już osobny temat. Tym razem problem zaczął się, ponieważ muszę za każdym razem drzeć na siłę od niego czas dla nas. Żeby zamiast grać, posiedzieć we dwójkę, napić się wina albo wyjść gdzieś  z domu. Jest mi bardzo trudno bo to ja cały czas kombinuję i wyciągam rękę, on najchętniej przesiedziałby wieczór przy czołgach i byłby z tego powodu bardzo szczęśliwy. Muszę dodać, że nie jest może tak dramatycznie jak to brzmi - piątek wieczór zawsze jest nasz i o to nie muszę go prosić, wie, że wtedy robimy kolację albo gdzieś wychodzimy i już w południe dzwoni do mnie i pyta co kupić itp. Lubi te wieczory chyba. Ma też lepsze momenty, kiedy w inne dni też ma ochotę coś porobić albo ugotować coś nowego - wysyła mi jakieś przepisy z pracy itp. Ale ogólnie bardzo trudna jest między nami komunikacja, jeśli chodzi o spędzanie razem czasu. To wygląda tak, że on przychodzi i nie chce słuchać przez pierwsze godziny w ogóle na temat jakiejkolwiek organizacji wieczoru. Krzyczy "dopiero przyszedłem z pracy, daj mi odpocząć!". Nauczyłam się już, żeby go nie gnębić zaraz po pracy, ale kiedy mijają 2-3 godziny od jego powrotu to zaczynam coś tam przebąkiwać "A może film obejrzymy", a może coś tam... Najczęściej spotykam się z odmową typu "dzisiaj zmęczony jestem" czy "nie chce mi się". To wszystko sprawiło, że znów zaczęłam siedzieć wieczorami i pracować przy kompie. No bo skoro on gra i nie chce czasu razem spędzać to co ja mam robić? Pracuję bo lubię po prostu. I cisnę, żeby poprawić nasz standard życia.

I tu się znów zaczęło.. "Bo Ty siedzisz całymi dniami przed kompem", "bo nie posprzątane", "obiadu nie ugotowałaś" itp.

Muszę dodać, że bardzo długo kłóciliśmy się o moje godziny pracy. Można powiedzieć, że prowadzę trochę żywot freelancera obecnie tzn. pracuję z domu. I pracuję w takich godzinach, w jakich pracują moi klienci. Tj. 8-16. W tym czasie nie biorę się za nic, co dotyczy domu, a przynajmniej staram się. Żadne pranie, sprzątanie, zakupy, załatwianie spraw na mieście itp. On tego nigdy nie rozumiał "przecież siedzisz w domu, możesz zrobić pranie". NIE, NIE MOGĘ. To są moje godziny pracy, w tym czasie ogarniam zlecenia dla klientów. Dlatego też on przychodzi do domu nieposprzątanego i do pustej lodówki. Jakbym chodziła do etatu, na który tak bardzo kiedyś chciał mnie posłać, to też by to samo było. I nie odważyłby się do mnie dzwonić w godzinach pracy i prosić, żeby coś koło domu zrobić :P Zabieram się za cokolwiek dopiero po pracy. Ale wiecie jak to jest po pracy - człowiek zmęczony, nie zawsze się chce. I nie zawsze jest idealnie.

Wróciły więc znów jego frustracje o dom. Raz się tak pokłóciliśmy, że się wyprowadziłam.. na 3 dni :P Byliśmy gotowi zakończyć związek oboje, ale jakoś się dogadaliśmy. Potem było wszystko ładnie pięknie przez jakiś czas i znowu jest problem.

Oczywiście to co opisuję to pewnie problemy większości par. Ale jak się zaczęłam ostatnio zastanawiać mocniej nad tym związkiem to zauważyłam, że mąż stracił do mnie szacunek, a objawia się to tak:

- głupie odzywki w stylu chama i prostaka (tego nie jestem w stanie znieść, czuję się wtedy jak śmieć) - dodam, że nigdy tak nie było źle, zawsze odzywał się do mnie porządnie
- przestała go moja firma zupełnie interesować i moje pomysły, przypuszczam, ze to dlatego, że miałam ich sporo i nie zawsze wszystko realizuję, a firmę rozwinęłam do tego tylko stopnia, że jakoś nam się udaje utrzymać bez większych zmartwień, ale wcześniejsza historia z długami spowodowała zniszczenie historii kredytowej i nie możemy wziąć kredytu na dom, o którym marzymy. W ogóle nie chce słuchać o firmie, zmienia temat albo mówi wprost, że nie interesuje go to. Sprawia mi przykrość, bo nie mogę się dzielić z najbliższą osobą swoimi obawami, przemyśleniami, problemami itp. Muszę wszystko w sobie dusić
- nie chwali mnie jeśli zrobię coś dobrze - ale tutaj to akurat on nigdy specjalnie wylewny nie był bo wychował się też w takim domu
- nie interesuje się, jak mi minął dzień, jak się czuję itp. Przychodzi do domu, zamienimy dwa słowa o pierdołach i leci do kompa odpalać czołgi. Potrafimy tak przesiedzieć oboje cały wieczór i żadne z nas nie wie, co się wydarzyło u drugiego w pracy czy w ogóle jak się czujemy. Bardzo mnie to boli, bo człowiek ma naturalną potrzebę wygadać się
- przestał się angażować w dom, kiedyś godzinami gotowaliśmy, piliśmy wino i gadaliśmy w trakcie gotowania - uwielbialiśmy te wieczory. Teraz jest mi trudno go zmusić nawet do pomocy przy krojeniu warzyw. Muszę go z 5 razy prosić, żeby przyszedł, a jak już przyjdzie to zrobi dwa ruchy nożem i goni z powrotem do kompa, nawet się nie pytając, czy jeszcze w czymś potrzebuję pomocy. Wkurwia mnie to strasznie - to wołanie go po kilka razy i to że mi tak szybko ucieka. W efekcie zostaję sama nieraz z wieloma sprawami. Mam też problem, żeby go wyprosić, żeby mi np. coś pomalował albo przywiercił. Mijają miesiące, zanim to zrobi. A kiedyś wystarczyło raz powiedzieć i wszystko było zrobione.
- przestałam się trochę przy nim czuć bezpiecznie w takim kontekście, że nie dba o odpowiednie środowisko dla mnie. Tzn. jak ja zostaję w domu przez cały dzień to ja palę w piecu. I mówię mu nieraz: proszę Cię, żebyś mi porąbał drewno bo nie mam na jutro nic. To mówi mi, że ok. Potem proszę drugi, trzeci raz i w końcu ja zapominam i on też. Na drugi dzień rano wstaję i patrzę, że nie porąbane i nie mam czym palić. Szlag mnie trafia, bo zimno w domu jak cholera, a ja pracuję z domu i jak jest zimno to nie mogę się skupić. Poza tym, mam chorobę Raynauda - nie mogę dopuszczać, by ręce mi marzły. Jemu to zwisa, zawsze mówi "jakoś sobie poradzisz". Tak samo prosiłam o to, by poprawił drzwiczki w szafce, która wisiała nad zlewem bo wiele razy się o nią obijaliśmy i była niebezpieczna. Miał to w dupie. Po prostu czuję, że ze wszystkim w domu jestem zdana na siebie i jak coś się dzieje to muszę prosić kogoś innego o pomoc. A wydaje mi się, że porządny facet to raczej powinien dbać o swoją kobietę - żeby miała ciepło, bezpiecznie i żeby wszystkie ciężkie, męskie tematy były ogarnięte. Mam też potrzebę taką, żeby parę rzeczy zmienić w domu, bo wynajęliśmy domek drewniany bardzo fajny - wszystkie pokoje ładne, tylko łazienka okropna. Trzeba tam sporo porobić - wymyśliłam, że pomalujemy wannę żeby ukryć rdzę, że wymienimy zasłonkę prysznicową bo ta od właściciela jest brzydka i brudna już, że zawiesimy nową szafkę bo ta, która jest, jest poniszczona. Mamy też pordzewiałą lodówkę, która świeci rdzą przy wejściu do domu. Kupiłam farbę i wszystko, teraz tylko się za to wziąć. Chciałam po prostu niewielkim kosztem coś w niej zmienić, żebyśmy się oboje lepiej poczuli w tym domu. I czuję, że tak proste rzeczy są przy moim mężu nie do przeskoczenia patrząc na to, jak długo mu schodzi, żeby za coś się zabrać. We mnie to wywołuje takie poczucie bezsilności, takiej beznadziejności, że w sumie to po co ja sie staram, skoro to do niczego nie prowadzi. I odechciało mi się sprzątać też przy okazji - bo skoro mamy taką brzydką łazienkę i pordzewiałą lodówkę, której mąż nie ma czasu pomalować to co mi to da, że posprzątam w domu, skoro i tak nie da się znajomych w ogóle zaprosić? I jeszcze problem wieczny z zapraszaniem ludzi - ja chcę, on nie chce bo się wstydzi domu, a jak ja chcę w nim coś porobić to zero wsparcia.
- przestaliśmy rozmawiać o marzeniach, bo już kilka razy podejmowaliśmy temat budowy domu, nawet oglądaliśmy kilka domów do kupienia i remontu i zawsze zderzaliśmy się z rzeczywistością - że nas nie stać. Mąż się zmęczył tym i chyba poddał. Teraz jak podejmuję taki temat to on nie chce w ogóle słyszeć. Mówi mi "po co będę o tym rozmawiał, skoro i tak nas nie stać". A ja próbuję na wszystkie sposoby dążyć do tego, żeby naszą sytuację poprawić - roztaczam mu wizje, jak możemy ograniczyć koszty, jak możemy zwiększyć dochody, jak można pokombinować z tym czy z tamtym. Ale do niego nic nie trafia. I mam takie poczucie, że jego moje marzenia nie interesują, ani pomysły. I że nie mam się do kogo w domu odezwać.
- bardzo często, jak mówię o sobie to on nie słucha, przeskakuje z tematu na temat albo milczy. Mam wrażenie, że w ogóle go moje życie i moje potrzeby nie interesują. Ale ze swoimi problemami to do mnie często przyłazi. I ja zawsze go wysłuchuję, doradzę itp.
- w czasie kłótni jest bardzo agresywny - nie, nie uderzył mnie nigdy, ale mówi różne przykre rzeczy, czasem rzuca przedmiotami. To są takie sytuacje, że najbardziej chcę wtedy odejść. Po prostu czuję się, jakbym była w jakimś serialu i że to jest totalnie nie mój świat. Ja jestem bardzo spokojną osobą, podchodzę do ludzi z szacunkiem i zawsze się staram każdego wysłuchać. Nigdy nie rzucam rzeczami i nie obrażam nikogo, kiedy jestem zła.
- zaczął mi wytykać to, jak się ubieram. Kiedyś mu to zupełnie nie przeszkadzało, a teraz ma odzywki typu "wyrzuć tą bluzkę bo wyglądasz jak bezdomna" albo "nie umiesz się ubierać jak kobieta" [dodam, że bardzo długo sobie odmawiałam kupowania ciuchów bo pracuję z domu i on bardziej ich potrzebuje bo pracuje z ludźmi, więc jak potrzebował jakieś koszule czy spodnie to zawsze mu kupowałam, a sobie odmawiałam i przez to nie mam dobrej garderoby teraz]

Jednym słowem, zaczęłam sobie myśleć, że ja to potrzebuję kogoś miłego, kto mnie wysłucha, pocieszy jak mam zły dzień, z kim mogę porozmawiać na każdy temat i z kim mogę realizować różne pomysły, nawet te najbardziej szalone.

A w przypadku mojego męża to muszę zawsze czekać, aż znajdzie dla mnie czas i to jeszcze żeby miał dobry humor i chciał normalnie rozmawiać, a nie drzeć się na mnie czy wyciągać jakieś stare brudy i wszczynać kolejną awanturę. Poczułam się po prostu trochę jak śmieć w tym związku - nie mam o czym z nim gadać, muszę chodzić na paluszkach, żeby się tylko nie wkurzył ("Tyle razy ci mówiłem, żebyś wodę zakręcała, nic nie rozumiesz!", "tłumaczyłem Ci jak to działa, a Ty dalej nie rozumiesz, masz coś z głową?"), nie mogę też z nim budować przyszłości bo on nie chce o niej rozmawiać.

Ufff... napisałam bardzo długi post i czuję, że nie wszystko jeszcze powiedziałam, ale już nie chcę Was dalej maltretować.

Zakończę to tylko tym, że kiedyś taki nie był i nie wiem, czy to wszystko zostało spowodowane tymi naszymi przeżyciami i frustracją z powodu finansów, zmian w życiu i może nawet przestałam dla niego być atrakcyjna (praca w domu, chodzenie w dresach itp.). Z drugiej strony, próbuję na trzeźwo spojrzeć i myślę sobie: no dobra, można coś zmienić - mogę próbować się lepiej ubierać, bardziej organizować w domu, żeby było posprzątane, ale jego odzywki i agresja są nie do wybaczenia. Myślę sobie, że to chyba nie tak ma działać, że tylko ja mam się starać, ale jeśli mnie kocha to nie powinien się tak zachowywać i też powinien się starać to jakoś naprawić, zachowując szacunek do mnie. Bo nie mam pewności, ze jak coś zmienię to że on już zawsze będzie grzeczny. Przy kolejnym kryzysie znowu to wyjdzie.

Ehhh nie wiem co robić dalej :/ Wciąż bardzo mojego męża kocham i my zawsze byliśmy szczęśliwi, dopiero od roku mamy taki naprawdę poważny kryzys...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

wchodzicie w niebezpieczny zakręt. Wasze małżeństwo wpadło w rutynę, potrzebujecie impulsu który popchnie Was dalej, zanim będzie za późno. Wzajemne pretensje i rozgrzebywanie tego kto co mówi i dlaczego to droga donikąd. Mąż wchodzi w typowy kryzys wieku średniego- u mnie dalszym krokiem było pojawienie się bratniej duszy... Jasne, że ten jego kryzys to nie Twoja wina autorko, zrobiłaś dużo dla własnej rodziny i to nie ty wyładowujesz frustracje na nim. Ale wzajemne oskarżanie nic Ci nie da, tak jak rozgrzebywanie spraw np na terapii. Ale to Ty wydajesz się silniejsza, więc bądź Tą, co ciągnie w górę, gdy drugie spada w dół.- Po pierwsze- nie najważniejsze, ale najłatwiejsze i najszybsze- nie chodź w tych dresach w domu- zainwestuj trochę kasy w siebie ubrania, w swoją kobiecość, dobre perfumy. Nie jest to taką bzdurą, jak mi się wydawało,serio. Po drugie też pracowałam w domu jako freelancer, koszty itp.- zmień to, małe biuro, czy nawet coworking jak jest blisko Ciebie- pracuje się wiele lepiej i oddzielasz sprawy pracy od domu. Jeżeli chodzi o sprzatanie polecam książkę Marie Kondo poszukaj w internecie- inna filozofia niż perfekcyjnych Pań domu i skuteczna.
W Waszym życiu potrzebny jest nowy cel, w którym prym będzie wiódł Twój mąż. Rozmiem, że Ty nie dostaniesz teraz kredytu- może jednak rozdzielność majątkowa i kredyt na męża lub na jakiś czas wyjedźcie zagranicę. A może Ty przedsiębiorcza kobieta jesteś w stanie wymyśleć jakiś biznes, w którym On Ci znacząco pomoże. Zaraz ktoś tu na forum oburzy się, że wszystko Ty, a mąż to, co? Ale jestem przekonana, że rozkminianie  i krytyka  męża nic nie da,chyba że wolisz jednak się rozstać. Możesz Tylko zrobić swoją część, on dołączy do pary lub nie. Trzymam kciuki smile

3

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Tak jeszcze podsumowując, to wiem mniej więcej skąd wzięła się ta jego niechęć do mnie:

- nasze marzenia padły bo nie stać nas na własny dom, bujamy się po wynajmowanych mieszkaniach i różne problemy są, a poza tym wiadomo jak to w wynajmowanych.. nie czujesz się do końca swobodnie
- żona nie ogarnia domu, choć "siedzi w domu" całymi dniami
- żona cały dzień przy kompie, ubrana w byle co, przestała być atrakcyjna
- wieczny problem z finansami, bo ciągle na coś brakuje, mimo, że nie zarabiamy oboje jakoś tragicznie to jednak sytuacje niespodziewane typu zepsuje się auto albo pralka albo zwierzak zachoruje i trzeba do weta jechać są dla nas trudne. Ale ostatnio mi mówił, że w sumie to po co się starać, skoro i tak cała jego wypłata prawie od razu znika jak tylko przybywa. Widzę, że jest mu z tym bardzo ciężko - 2 lata już nie byliśmy nigdzie na wakacjach, on chciałby strasznie gdzieś pojechać. Albo ja mu się zepsuje sprzęt muzyczny (gra w zespole) to też mu ciężko bo trzeba nagle wyłożyć kilkaset złotych na naprawę. Takie sytuacje go bardzo dołują i odechciewa się mu żyć.
- mam też wadę słuchu i mąż twierdzi, że wiele razy go nie dosłyszę i potem zrobię coś odwrotnie niż on mówił.. mnie się wydaje, że trochę przesadza, może parę razy tak było, ale nie jest to nagminne.. noszę aparaty słuchowe i normalnie funkcjonuję, czasem czegoś nie dosłyszę no bo to jednak elektronika. Na początku naszej znajomości miał dużo cierpliwości do mnie i jak czegoś nie dosłyszałam to powtarzał mi spokojnie, nawet 2 razy jak trzeba było. A teraz jak nie dosłyszę i proszę, żeby powtórzył to się jak burak zachowuje i odpowiada mi "nie ważne i tak nie zrozumiesz" sad

Z drugiej strony, mnie też w nim sporo odrzuca:

- to siedzenie przy kompie i granie w czołgi (gra już chyba ze 4 lata), do tego pije piwo - 1-2 piwa dziennie od kilku lat. Potem ma taką czerwoną i spuchniętą twarz, a jak się ładuje w nocy do łóżka to wali alkoholem. Dodam, że po tych 2 piwach jest też bardziej skory do kłótni i bardziej agresywny. Wtedy najwięcej głupich pomysłów mu przychodzi do głowy i najwięcej sie kłócimy. Mówiłam mu, że uważam, że jest uzależniony od alkoholu i powinien się leczyć. Ale np. czasem jak się wkurwię mocno i parę dni nie odzywam do niego to potem porozmawiamy na spokojnie i mu wtedy mówię, że jak nie rzuci tego piwa to ja odejdę. I wtedy przestaje pić i nawet potrafi miesiącami w ogóle piwa nie ruszać. Widzę, że się stara. I po mojej ostatniej wyprowadzce też mu to powiedziałam - że on ma oczekiwania wobec mnie, a tymczasem powinien sam byc autorytetem, a nie jest i że od 4 czy 5 lat go proszę by nie pił tego piwa codziennie. I wtedy jakoś tak widziałam mocno mu te słowa siadły bo zaraz przestał pić. Ale ostatnio widzę, że znów zaczyna bo butelek coś przybywa hmm
- przez to piwo ma też problemy z wątrobą. I zamiast ograniczyć piwo to on sobie dosypuje wszędzie Ostropest i ciągle prosi by mu to kupować i mielić, a potem się chwali, ze już go wątroba nie boli i taki zadowolony chodzi.. durna logika
- to jest straszny nerwus. Rano potrafi mi porządnie spieprzyć humor bo jak tylko otworzę oczy i sobie myślę: dzisiaj będzie kurwa zajebisty dzień to już słyszę jego narzekanie bo się krząta i zbiera do pracy. I nie może znaleźć kluczy do auta, potem okularów, potem telefonu, potem kluczy do pracy - jak szuka to się drze, rzuca kurwami i nieraz różne rzeczy przewraca. Czasem też zwala na mnie, że ja burdel robię i że to przeze mnie on nie może swoich rzeczy znaleźć. No absurd. Ja jakoś nie mam problemu ze znalezieniem swoich rzeczy.. I po takim czymś mam po prostu zjebaną godzinę i popsuty humor na cały dzień.
- nie potrafi rozmawiać o marzeniach, ani mierzyć wysoko. Ja potrafię gadać o czymś takim, że np. w przyszłości przeprowadzimy się do Tajlandii na stałe bo nie cierpimy zimy. I dla mnie to jest całkiem poważne i normalne - ja wierzę, że się da. A on uważa, że ja sypię co chwilę jakimiś pomysłami z kosmosu, które są nierealne. Brakuje mi w nim takiej spontaniczności, odwagi w dążeniu do marzeń i determinacji (przykład z jego pracą, w której zasiedział się 12 lat). Co nie znaczy, że uważam go za lenia. Chodzi do pracy, a poza pracą gra też w 2 zespołach muzycznych i zapiernicza na próby, grania, w międzyczasie ciągle ćwiczy kawałki na gitarze. Ale mimo wszystko nie potrafi mierzyć wyżej - wszelkie moje marzenia wydają mu się z "dupy urwane" jak on to mówi. A ja mu ciągle pokazuję, że się da - kiedyś mówiłam, że kupimy sobie działkę w jakimś fajnym miejscu i że ją kupimy za grosze. Jak powiedziałam tak zrobiłam i działka jest, mąż mega zadowolony. Mówiłam, że rozwinę firmę i będę mieć stałe dochody. Mam. Mówiłam, ze pojedziemy na wycieczkę do Włoch samochodem. Pojechaliśmy. Mówiłam, że mu pomogę zmienić pracę na lepiej płatną. Zmienił. I takich przykładów można mnożyć. Wszystkie te pomysły, które się udały były dla niego abstrakcją i wg niego "to nie mogło się udać". A ja jestem optymistką i założyłam sobie konkretną strategię zwiększania dochodów, aby kolejne nasze marzenia osiągać. Tylko ja zapierniczam cały dzień i nieraz noc. A on ma pretensje o to. W każdym razie brakuje mi jego wsparcia w realizacji tych marzeń bo wszystko muszę sama ogarnąć - on nawet nie pojechał ze mną pierwszy raz działkę obejrzeć bo stwierdził, że marnuję czas i że to niemożliwe, żeby w tej cenie kupić cokolwiek. Musiałam sama pojechać i wstępnie zaklepać u sprzedającego. Po prostu czasem mam wrażenie, że on mnie ciągnie w dół i że gdyby miał moją determinację albo chociaż mnie wspierał to bylibyśmy oboje dzisiaj dużo dalej. Może nawet mielibyśmy już dom.
- poza pracą i zespołem, on już nie jest w stanie wysilić się na nic innego jak tylko zapierdalanie w czołgi online. A nieraz mu mówiłam: słuchaj, może mi pomożesz trochę w firmie, masz sporo wolnego czasu, pomógłbyś mi parę tematów ogarnąć, wystarczyłoby 30 minut dziennie i ja bym nie musiała tak dużo siedzieć przy kompie. A dzięki temu mielibyśmy większe dochody. To nie bo on zmęczony i ja nie rozumiem, że on do pracy chodzi. Kurwa, a ja nie chodzę!! Bo w domu siedzę, tak? Praca przy komputerze też jest odpowiedzialna i stresująca bo to praca z klientami, z umowami i terminami. Mówię mu: jak tak dalej pójdzie to będę musiała kogoś zatrudnić sobie bo nie ogarnę, to po co mam płacić skoro mam Ciebie, zamiast grać w te czołgi albo oglądać głupie filmy na YT to byś mi coś pomógł. To nie, nie ma szans. Nawet ciężko z nim rozmawiać o tym, bo zaraz się irytuje i robi awanturę, że mu nie daję odpocząć po pracy itp. Po prostu on nie ma takiej motywacji do tego by trochę więcej pozapierniczać teraz, a żebyśmy później mieli z tego profity. Wystarcza mu chyba to co jest, mimo narzekania.

No i teraz kwestia taka... pewnie, mogę sobie kupić zajebiste sexy ciuchy i się prężyć przed nim albo wysprzątać mieszkanie na błysk, ale główny problem to jego agresja. Już od roku jest tak, że tydzień-dwa jest wszystko fajnie, dogadujemy się i jesteśmy szczęśliwi, a potem coś mu odbija i robi mi awanturę nie wiadomo za co.

No i ta jego nerwowość sprawia, że czasem mi się odechciewa wszystkiego. Na przykład mówię mu: może pójdziemy do sklepu z bielizną i wybierzemy coś fajnego dla mnie? Myślałam, ze to facetów kręci. A on do mnie: "a po co ja Ci tam potrzebny? To Ty powinnaś wiedzieć, jak się ubrać, jesteś kobietą!". A parę lat temu leciał by ze mną do tego sklepu, aż by się kurzyło za nim! Martwi mnie to, że stał się taki nerwowy i obojętny i coraz trudniej się z nim dogadać w wielu kwestiach..

Myślicie, że on powinien pójść na jakąś terapię związaną z agresją? Albo że powinnam mu powiedzieć, że ma się do mnie odzywać z szacunkiem bo jak nie to odchodzę? Czy po prostu cierpliwie próbować rozmawiać i mówić o swoich potrzebach? Tylko on tak jakby w ogóle nie rozumiał o co mi chodzi. Żeby zobrazować, taka rozmowa po tym, jak do mnie krzyknie albo powie coś głupiego wygląda tak:
- nie życzę sobie, żebyś tak do mnie mówił
- nie da się inaczej bo nie słuchasz i robisz głupie rzeczy
- może i robię, ale chcę żebyś odnosił się do mnie z szacunkiem, jestem Twoją żoną, a nie kumplem z wojska.. i nie drzyj się na mnie, tylko powiedz spokojnie
- nie da się, bo nie słuchasz! dopiero jak na Ciebie wrzasnę to działa
- jeszcze raz Cię proszę.. nie krzycz na mnie!
- nie krzyczę, mówię głośno bo się inaczej nie da, nie rozumiesz nic!

i w tym momencie ja idę do pokoju, trzaskam drzwiami i nie odzywam się 3 dni big_smile Bo taka rozmowa sensu nie ma, on mnie przekrzykuje i pokazuje, że jestem głupia i nic nie rozumiem, ja do niego swoje by mówił normalnym tonem i tak w kółko. A po tych 3 dniach rozmawiamy już spokojnie i jest potem dobrze przez jakiś czas. Aż do następnego razu, kiedy zupa znów będzie za słona..

4 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-02-28 20:33:38)

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Kochana, ja to wszystko rozumiem, zawsze możesz trzasnąć drzwiami i odejść, prawda? ale z postu wynikało, że tego nie chcesz, Agresja to frustracja która wylewa się z Twojego lubego, współczuję. O piwie z nim pogadaj, ale nie wtedy, gdy będzie po tym piwie, to co tu napisałaś powiedz jemu nie w złości, na spokojnie. Ale zacząć możesz tylko od siebie, jak napisałam wyżej. Inny sposób spędzania wieczoru, np siłownia czy bieganie, wchodzi w rachubę?

5

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Ela210 napisał/a:

wchodzicie w niebezpieczny zakręt. Wasze małżeństwo wpadło w rutynę, potrzebujecie impulsu który popchnie Was dalej, zanim będzie za późno. Wzajemne pretensje i rozgrzebywanie tego kto co mówi i dlaczego to droga donikąd. Mąż wchodzi w typowy kryzys wieku średniego- u mnie dalszym krokiem było pojawienie się bratniej duszy... Jasne, że ten jego kryzys to nie Twoja wina autorko, zrobiłaś dużo dla własnej rodziny i to nie ty wyładowujesz frustracje na nim. Ale wzajemne oskarżanie nic Ci nie da, tak jak rozgrzebywanie spraw np na terapii. Ale to Ty wydajesz się silniejsza, więc bądź Tą, co ciągnie w górę, gdy drugie spada w dół.-


Zdecydowanie jestem tą silniejszą. Jego przerażają nawet małe problemy np. większy niż zazwyczaj rachunek. I on już oczami wyobraźni widzi wtedy ten weekend, na który nie pojedziemy albo te buty, które chciał sobie kupić i nie kupi. Ja tak nie przeżywam - jest rachunek do zapłacenia i trudno. Na weekend pojedziemy następnym razem. A może w międzyczasie wpadnie mi jakieś duże zlecenie i pojedziemy na jeszcze bardziej wypasiony weekend niż myśleliśmy? Jestem zawsze pozytywnie nastawiona. Jak nie ma kasy to siadam do kompa i kminię, żeby była. 

Ela210 napisał/a:

Po pierwsze- nie najważniejsze, ale najłatwiejsze i najszybsze- nie chodź w tych dresach w domu- zainwestuj trochę kasy w siebie ubrania, w swoją kobiecość, dobre perfumy. Nie jest to taką bzdurą, jak mi się wydawało,serio.

Tylko, że np. parę razy też kupiłam sobie sexy bieliznę. I z moim mężem jest taki problem, że on po pracy jest wiecznie zmęczony i nie namówię go na seks. On bardziej w weekend. Ja z kolei mogłabym codziennie i to też mnie frustruje bo mam duże potrzeby :D No i parę razy się ubrałam sexy i próbowałam go zwabić do sypialni to się wkurzył na mnie, że mu grę popsułam... no ręce i cycki opadają. Od tamtej pory zniechęciłam się, żeby go podrywać i kusić. Teraz to bardziej na zasadzie umowy - "masz dzisiaj ochotę" i "tak albo nie" I koniec rozmowy. Chociaż to wszystko nie znaczy, że go nie podniecam. Nie mam takiego ogólnego odczucia. Może tak na co dzień rzeczywiście to moje przebywanie w domu i ubiór domowy nie jest dla niego kuszący, ale jak już ma ochotę na seks i się ubiorę sexy to jest mega zadowolony. Problem właśnie bardziej z tym, że to wszystko nie jest takie spontaniczne na zasadzie, że ja się ubieram sexy, zapalam świeczki i wołam  go do sypialni, a on się na mnie rzuca i jest zajebiście. Tylko to wszystko jest takie naciągane, trudne, wymaga próśb, odpowiedniego momentu i żeby on nie był zmęczony albo przypadkiem nie grał w ważną rozgrywkę w czołgach bo wtedy prawie mnie zamorduje :D Męczy mnie to, że nie ma tej spontaniczności.


Ela210 napisał/a:

Po drugie też pracowałam w domu jako freelancer, koszty itp.- zmień to, małe biuro, czy nawet coworking jak jest blisko Ciebie- pracuje się wiele lepiej i oddzielasz sprawy pracy od domu.

Nie ma - jesteśmy na zabitej dechami wsi. Przeprowadziliśmy się, żeby miał bliżej do pracy. Ale wciąż ma tam ok. 30 km w jedną stronę. Więc zabiera auto i ja bez auta nie mam nawet szansy podjechać gdzieś do jakiegoś coworkingu. Poza tym, szkoda mi kasy na to. Po co płacić, skoro w domu mam warunki ? Cisza, spokój. No i nie wiem, jakby mi się pracowało w coworkingu - tam kupa ludzi, którzy mogą odciągać uwagę od pracy. Myślałam o tym już i generalnie lubię bardzo pracować w domu - umiem się zmotywować i zorganizować, żeby zrobić wszystko co trzeba w pracy. Lubię tą samotność i ciszę, spokój. Mam tu też bardzo dobry, szybki internet.



Ela210 napisał/a:

Jeżeli chodzi o sprzatanie polecam książkę Marie Kondo poszukaj w internecie- inna filozofia niż perfekcyjnych Pań domu i skuteczna.


Ogólnie rzecz biorąc to raczej ogarniamy oboje podstawowe sprawy, ale nie potrafimy zrobić mieszkania na błysk. Mimo naszego sprzątania i tak mieszkanie wydaje się nie do końca posprzątane. Oboje jesteśmy po prostu w tym słabi, nie lubimy tego. Ostatnio myślałam o tym, żeby zatrudnić panią sprzątającą - nawet rozeznałam oferty, nie jest to drogie. Raz w miesiącu czy dwa razy mogłaby przyjść na cały dzień i zrobić nam chałupę na błysk. Dzięki temu ja mogłabym się skupić na pracy i na zarabianiu, a mieszkanie byłoby czyste. Podsunęłam pomysł mojemu mężowi, a on do mnie z pretensjami, że kasę będę tracić zamiast zrobić to sama. Problem w tym, że my zapracowani jesteśmy bardzo i mamy czas na takie głębsze sprzątanie tylko w weekend. A w weekend nam nieraz szkoda bo to nasz czas wolny, człowiek chciałby odpocząć, a nie zapierdalać w domu. I póki co, próbuję na razie przeforsować ten pomysł u męża. Rozmawiałam z kilkoma koleżankami co też mają swoje biznesy i mówią, ze są mega zadowolone z takich pań sprzątających bo mają dzięki temu czas na rodzinę i rozrywkę. A nie kosztuje to wiele.


Ela210 napisał/a:

W Waszym życiu potrzebny jest nowy cel, w którym prym będzie wiódł Twój mąż. Rozmiem, że Ty nie dostaniesz teraz kredytu- może jednak rozdzielność majątkowa i kredyt na męża lub na jakiś czas wyjedźcie zagranicę.

Mamy rozdzielność i kredyt miał być na męża. Ale przez to, że tylko jego dochody są brane pod uwagę, nie wychodzi nam zdolność. No i takie błędne koło. Ale ja mam patent jak temu zaradzić, wiem co i jak musimy zrobić. Generalnie obniżyć swoje wydatki i koszty oraz zwiększyć dochody. Zaczęłam prowadzić budżet domowy - wpisuję wszystkie wydatki i pokazuję mu: patrz, ile marnujemy kasy. A jakby taką kwotę miesięczną odkładać to by się zebrało np. na wkład własny czy nadpłatę kredytu, który mamy. Jemu się oczy otwierają i wszystko super, zajebiście, a potem znowu wszystko od początku. Samo jego piwo to już jest konkretna kasa w miesiącu. Jedzenie na mieście to też wydatek konkretny. Suma sumarum i robi się nadpłata raty. Albo można w biznes zainwestować np. w reklamę jakąś. I byłoby więcej zleceń = więcej kasy. Próbowałam go zmotywować, ale nie da rady. On tak nie umie. I jestem bezsilna bo muszę sama kombinować :/ I mnie samej to dużo wolniej idzie, jeśli nie mam jego wsparcia.

Ela210 napisał/a:

A może Ty przedsiębiorcza kobieta jesteś w stanie wymyśleć jakiś biznes, w którym On Ci znacząco pomoże. Zaraz ktoś tu na forum oburzy się, że wszystko Ty, a mąż to, co? Ale jestem przekonana, że rozkminianie  i krytyka  męża nic nie da,chyba że wolisz jednak się rozstać. Możesz Tylko zrobić swoją część, on dołączy do pary lub nie. Trzymam kciuki :)

no właśnie nie pomoże, pisałam wcześniej o tym. On nie ma czasu bo czołgi ważniejsze :D

Nie próbuję go krytykować, po prostu przedstawiam, na jakich polach leżymy jako związek i że wszystkie jego frustracje są spowodowane czymś co tak naprawdę łatwo zmienić. Ale jestem z tym sama bo on jest cholernym pesymistą :(

6

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

"Ogólnie rzecz biorąc to raczej ogarniamy oboje podstawowe sprawy, ale nie potrafimy zrobić mieszkania na błysk. Mimo naszego sprzątania i tak mieszkanie wydaje się nie do końca posprzątane" - zacytowałaś książkę, którą Ci polecam... więc polecam dalej smile Bielizna ok, ale w domu w bieliźnie nie chodzisz? Jak on wraca z pracy, to niech Cię nie zastanie przed kompem, zmień coś. Nie szukaj problemów, tylko rozwiązań. Pesymiści nie nadają się do kreatywnego myślenia bo to wymaga odwagi- bardziej na realizatorów.

7 Ostatnio edytowany przez lifegoeson82 (2017-02-28 21:33:26)

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Ela210 napisał/a:

"Ogólnie rzecz biorąc to raczej ogarniamy oboje podstawowe sprawy, ale nie potrafimy zrobić mieszkania na błysk. Mimo naszego sprzątania i tak mieszkanie wydaje się nie do końca posprzątane" - zacytowałaś książkę, którą Ci polecam... więc polecam dalej :) Bielizna ok, ale w domu w bieliźnie nie chodzisz? Jak on wraca z pracy, to niech Cię nie zastanie przed kompem, zmień coś. Nie szukaj problemów, tylko rozwiązań. Pesymiści nie nadają się do kreatywnego myślenia bo to wymaga odwagi- bardziej na realizatorów.

Przeczytałam sobie recenzje tej książki i tam generalnie jest mowa o minimalistycznym podejściu i pozbywaniu się rzeczy niepotrzebnych. My juz to wdrażamy od dawna - pozbyliśmy się bardzo wielu rzeczy i nie mamy już tego wiele. Ale bardziej chodzi o zachowanie takiej normalnej czystości wszystkiego - łazienki, kuchni itp. Dużo czasu to wszystko zajmuje, a mamy też zwierzęta (trójka niskopodłogowców) i jest naprawdę trudno czasem utrzymać czystość. Ja rano wstaję, myję podłogę, myję gary z poprzedniego dnia, robię pranie. A potem w ciągu dnia znów się zlew zapełnia (bo robię przecież śniadanie sobie, a potem obiad), podłoga znów brudna. I mąż wraca z pracy i widzi te gary i mówi, ze ja nie umyłam. A myłam rano z poprzedniego dnia! Rano przed śniadaniem był błysk w zlewie, ale potem się nazbierało. I on mi nie wierzy, nie potrafi tego zrozumieć, a mnie się nie chce 2 albo 3 razy myć garów w ciągu dnia, liczę na to, że on umyje jak wróci z pracy - w końcu on też ma obowiązki jakieś.

Nie szukam problemów, tylko rozwiązania. Po to tutaj napisałam :D I narzekam przede wszystkim na agresję męża - to największy problem, który sprawia, że odechciewa mi się z nim gadać i próbować coś zmieniać.

8 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-02-28 21:41:28)

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
lifegoeson82 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

"Ogólnie rzecz biorąc to raczej ogarniamy oboje podstawowe sprawy, ale nie potrafimy zrobić mieszkania na błysk. Mimo naszego sprzątania i tak mieszkanie wydaje się nie do końca posprzątane" - zacytowałaś książkę, którą Ci polecam... więc polecam dalej smile Bielizna ok, ale w domu w bieliźnie nie chodzisz? Jak on wraca z pracy, to niech Cię nie zastanie przed kompem, zmień coś. Nie szukaj problemów, tylko rozwiązań. Pesymiści nie nadają się do kreatywnego myślenia bo to wymaga odwagi- bardziej na realizatorów.

Przeczytałam sobie recenzje tej książki i tam generalnie jest mowa o minimalistycznym podejściu i pozbywaniu się rzeczy niepotrzebnych. My juz to wdrażamy od dawna - pozbyliśmy się bardzo wielu rzeczy i nie mamy już tego wiele. Ale bardziej chodzi o zachowanie takiej normalnej czystości wszystkiego - łazienki, kuchni itp. Dużo czasu to wszystko zajmuje, a mamy też zwierzęta (trójka niskopodłogowców) i jest naprawdę trudno czasem utrzymać czystość. Ja rano wstaję, myję podłogę, myję gary z poprzedniego dnia, robię pranie. A potem w ciągu dnia znów się zlew zapełnia (bo robię przecież śniadanie sobie, a potem obiad), podłoga znów brudna. I mąż wraca z pracy i widzi te gary i mówi, ze ja nie umyłam. A myłam rano z poprzedniego dnia! Rano przed śniadaniem był błysk w zlewie, ale potem się nazbierało. I on mi nie wierzy, nie potrafi tego zrozumieć, a mnie się nie chce 2 albo 3 razy myć garów w ciągu dnia, liczę na to, że on umyje jak wróci z pracy - w końcu on też ma obowiązki jakieś.

Nie szukam problemów, tylko rozwiązania. Po to tutaj napisałam big_smile I narzekam przede wszystkim na agresję męża - to największy problem, który sprawia, że odechciewa mi się z nim gadać i próbować coś zmieniać.

recenzja wprowadza w bład- uwierz sprawdziłam. Ty nie chcesz, niech mąż przeczyta. Co do agresji- jesli wczesniej nie był to sposób kontaktów między Wami, a teraz jest, nie ma sensu terapia, bo chodzi o frustrację- worek bokserski lub siłownia mogą być skuteczniejsze na rozładowanie niż terapia. Alkohol też może być przyczyną, nawet 2 piwa. Możesz oczywiscie wysłać go na terapię- zapraszam na mój wątek;)

9 Ostatnio edytowany przez Lillka-15 (2017-02-28 22:28:26)

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
lifegoeson82 napisał/a:

Tak jeszcze podsumowując, to wiem mniej więcej skąd wzięła się ta jego niechęć do mnie:

- nasze marzenia padły bo nie stać nas na własny dom, bujamy się po wynajmowanych mieszkaniach i różne problemy są, a poza tym wiadomo jak to w wynajmowanych.. nie czujesz się do końca swobodnie
- żona nie ogarnia domu, choć "siedzi w domu" całymi dniami
- żona cały dzień przy kompie, ubrana w byle co, przestała być atrakcyjna
- wieczny problem z finansami, bo ciągle na coś brakuje, mimo, że nie zarabiamy oboje jakoś tragicznie to jednak sytuacje niespodziewane typu zepsuje się auto albo pralka albo zwierzak zachoruje i trzeba do weta jechać są dla nas trudne. Ale ostatnio mi mówił, że w sumie to po co się starać, skoro i tak cała jego wypłata prawie od razu znika jak tylko przybywa. Widzę, że jest mu z tym bardzo ciężko - 2 lata już nie byliśmy nigdzie na wakacjach, on chciałby strasznie gdzieś pojechać. Albo ja mu się zepsuje sprzęt muzyczny (gra w zespole) to też mu ciężko bo trzeba nagle wyłożyć kilkaset złotych na naprawę. Takie sytuacje go bardzo dołują i odechciewa się mu żyć.
- mam też wadę słuchu i mąż twierdzi, że wiele razy go nie dosłyszę i potem zrobię coś odwrotnie niż on mówił.. mnie się wydaje, że trochę przesadza, może parę razy tak było, ale nie jest to nagminne.. noszę aparaty słuchowe i normalnie funkcjonuję, czasem czegoś nie dosłyszę no bo to jednak elektronika. Na początku naszej znajomości miał dużo cierpliwości do mnie i jak czegoś nie dosłyszałam to powtarzał mi spokojnie, nawet 2 razy jak trzeba było. A teraz jak nie dosłyszę i proszę, żeby powtórzył to się jak burak zachowuje i odpowiada mi "nie ważne i tak nie zrozumiesz" sad

Z drugiej strony, mnie też w nim sporo odrzuca:

- to siedzenie przy kompie i granie w czołgi (gra już chyba ze 4 lata), do tego pije piwo - 1-2 piwa dziennie od kilku lat. Potem ma taką czerwoną i spuchniętą twarz, a jak się ładuje w nocy do łóżka to wali alkoholem. Dodam, że po tych 2 piwach jest też bardziej skory do kłótni i bardziej agresywny. Wtedy najwięcej głupich pomysłów mu przychodzi do głowy i najwięcej sie kłócimy. Mówiłam mu, że uważam, że jest uzależniony od alkoholu i powinien się leczyć. Ale np. czasem jak się wkurwię mocno i parę dni nie odzywam do niego to potem porozmawiamy na spokojnie i mu wtedy mówię, że jak nie rzuci tego piwa to ja odejdę. I wtedy przestaje pić i nawet potrafi miesiącami w ogóle piwa nie ruszać. Widzę, że się stara. I po mojej ostatniej wyprowadzce też mu to powiedziałam - że on ma oczekiwania wobec mnie, a tymczasem powinien sam byc autorytetem, a nie jest i że od 4 czy 5 lat go proszę by nie pił tego piwa codziennie. I wtedy jakoś tak widziałam mocno mu te słowa siadły bo zaraz przestał pić. Ale ostatnio widzę, że znów zaczyna bo butelek coś przybywa hmm
- przez to piwo ma też problemy z wątrobą. I zamiast ograniczyć piwo to on sobie dosypuje wszędzie Ostropest i ciągle prosi by mu to kupować i mielić, a potem się chwali, ze już go wątroba nie boli i taki zadowolony chodzi.. durna logika
- to jest straszny nerwus. Rano potrafi mi porządnie spieprzyć humor bo jak tylko otworzę oczy i sobie myślę: dzisiaj będzie kurwa zajebisty dzień to już słyszę jego narzekanie bo się krząta i zbiera do pracy. I nie może znaleźć kluczy do auta, potem okularów, potem telefonu, potem kluczy do pracy - jak szuka to się drze, rzuca kurwami i nieraz różne rzeczy przewraca. Czasem też zwala na mnie, że ja burdel robię i że to przeze mnie on nie może swoich rzeczy znaleźć. No absurd. Ja jakoś nie mam problemu ze znalezieniem swoich rzeczy.. I po takim czymś mam po prostu zjebaną godzinę i popsuty humor na cały dzień.
- nie potrafi rozmawiać o marzeniach, ani mierzyć wysoko. Ja potrafię gadać o czymś takim, że np. w przyszłości przeprowadzimy się do Tajlandii na stałe bo nie cierpimy zimy. I dla mnie to jest całkiem poważne i normalne - ja wierzę, że się da. A on uważa, że ja sypię co chwilę jakimiś pomysłami z kosmosu, które są nierealne. Brakuje mi w nim takiej spontaniczności, odwagi w dążeniu do marzeń i determinacji (przykład z jego pracą, w której zasiedział się 12 lat). Co nie znaczy, że uważam go za lenia. Chodzi do pracy, a poza pracą gra też w 2 zespołach muzycznych i zapiernicza na próby, grania, w międzyczasie ciągle ćwiczy kawałki na gitarze. Ale mimo wszystko nie potrafi mierzyć wyżej - wszelkie moje marzenia wydają mu się z "dupy urwane" jak on to mówi. A ja mu ciągle pokazuję, że się da - kiedyś mówiłam, że kupimy sobie działkę w jakimś fajnym miejscu i że ją kupimy za grosze. Jak powiedziałam tak zrobiłam i działka jest, mąż mega zadowolony. Mówiłam, że rozwinę firmę i będę mieć stałe dochody. Mam. Mówiłam, ze pojedziemy na wycieczkę do Włoch samochodem. Pojechaliśmy. Mówiłam, że mu pomogę zmienić pracę na lepiej płatną. Zmienił. I takich przykładów można mnożyć. Wszystkie te pomysły, które się udały były dla niego abstrakcją i wg niego "to nie mogło się udać". A ja jestem optymistką i założyłam sobie konkretną strategię zwiększania dochodów, aby kolejne nasze marzenia osiągać. Tylko ja zapierniczam cały dzień i nieraz noc. A on ma pretensje o to. W każdym razie brakuje mi jego wsparcia w realizacji tych marzeń bo wszystko muszę sama ogarnąć - on nawet nie pojechał ze mną pierwszy raz działkę obejrzeć bo stwierdził, że marnuję czas i że to niemożliwe, żeby w tej cenie kupić cokolwiek. Musiałam sama pojechać i wstępnie zaklepać u sprzedającego. Po prostu czasem mam wrażenie, że on mnie ciągnie w dół i że gdyby miał moją determinację albo chociaż mnie wspierał to bylibyśmy oboje dzisiaj dużo dalej. Może nawet mielibyśmy już dom.
- poza pracą i zespołem, on już nie jest w stanie wysilić się na nic innego jak tylko zapierdalanie w czołgi online. A nieraz mu mówiłam: słuchaj, może mi pomożesz trochę w firmie, masz sporo wolnego czasu, pomógłbyś mi parę tematów ogarnąć, wystarczyłoby 30 minut dziennie i ja bym nie musiała tak dużo siedzieć przy kompie. A dzięki temu mielibyśmy większe dochody. To nie bo on zmęczony i ja nie rozumiem, że on do pracy chodzi. Kurwa, a ja nie chodzę!! Bo w domu siedzę, tak? Praca przy komputerze też jest odpowiedzialna i stresująca bo to praca z klientami, z umowami i terminami. Mówię mu: jak tak dalej pójdzie to będę musiała kogoś zatrudnić sobie bo nie ogarnę, to po co mam płacić skoro mam Ciebie, zamiast grać w te czołgi albo oglądać głupie filmy na YT to byś mi coś pomógł. To nie, nie ma szans. Nawet ciężko z nim rozmawiać o tym, bo zaraz się irytuje i robi awanturę, że mu nie daję odpocząć po pracy itp. Po prostu on nie ma takiej motywacji do tego by trochę więcej pozapierniczać teraz, a żebyśmy później mieli z tego profity. Wystarcza mu chyba to co jest, mimo narzekania.

No i teraz kwestia taka... pewnie, mogę sobie kupić zajebiste sexy ciuchy i się prężyć przed nim albo wysprzątać mieszkanie na błysk, ale główny problem to jego agresja. Już od roku jest tak, że tydzień-dwa jest wszystko fajnie, dogadujemy się i jesteśmy szczęśliwi, a potem coś mu odbija i robi mi awanturę nie wiadomo za co.

No i ta jego nerwowość sprawia, że czasem mi się odechciewa wszystkiego. Na przykład mówię mu: może pójdziemy do sklepu z bielizną i wybierzemy coś fajnego dla mnie? Myślałam, ze to facetów kręci. A on do mnie: "a po co ja Ci tam potrzebny? To Ty powinnaś wiedzieć, jak się ubrać, jesteś kobietą!". A parę lat temu leciał by ze mną do tego sklepu, aż by się kurzyło za nim! Martwi mnie to, że stał się taki nerwowy i obojętny i coraz trudniej się z nim dogadać w wielu kwestiach..

Myślicie, że on powinien pójść na jakąś terapię związaną z agresją? Albo że powinnam mu powiedzieć, że ma się do mnie odzywać z szacunkiem bo jak nie to odchodzę? Czy po prostu cierpliwie próbować rozmawiać i mówić o swoich potrzebach? Tylko on tak jakby w ogóle nie rozumiał o co mi chodzi. Żeby zobrazować, taka rozmowa po tym, jak do mnie krzyknie albo powie coś głupiego wygląda tak:
- nie życzę sobie, żebyś tak do mnie mówił
- nie da się inaczej bo nie słuchasz i robisz głupie rzeczy
- może i robię, ale chcę żebyś odnosił się do mnie z szacunkiem, jestem Twoją żoną, a nie kumplem z wojska.. i nie drzyj się na mnie, tylko powiedz spokojnie
- nie da się, bo nie słuchasz! dopiero jak na Ciebie wrzasnę to działa
- jeszcze raz Cię proszę.. nie krzycz na mnie!
- nie krzyczę, mówię głośno bo się inaczej nie da, nie rozumiesz nic!

i w tym momencie ja idę do pokoju, trzaskam drzwiami i nie odzywam się 3 dni big_smile Bo taka rozmowa sensu nie ma, on mnie przekrzykuje i pokazuje, że jestem głupia i nic nie rozumiem, ja do niego swoje by mówił normalnym tonem i tak w kółko. A po tych 3 dniach rozmawiamy już spokojnie i jest potem dobrze przez jakiś czas. Aż do następnego razu, kiedy zupa znów będzie za słona..


Wiesz, trochę się uśmiałam, choć wiem, że Tobie nie do śmiechu big_smile.
Te wasz związek to jakiś kontrolowany, a mąż ewidentnie pokazuje Ci, że nie chce już takiego życia i niekoniecznie Ciebie za partnerkę.
Ten etat..., ja Cię rozumiem, nienawidzę sama etatu i po przejściu ze swojego męczę się przeokrutnie.
Ale czy Ty pomyślałaś co może się stać, jeśli komuś kto 12 LAT!! spędził w jednej firmie, każesz ją zmienić?
Wiesz jaki to stres i nieznane? I jeszcze żona załatwiła tę pracę, potem kolejną - wiesz jak to mogło go wykastrować?
Dlaczego zakładasz, że jak ktoś narzeka cały czas na pracę, ma ochotę ją zmienić? Uwierz mi, od narzekania do zmian jeszcze daleka droga.
Założyłaś, że to będzie dla niego dobre, a nie jest.
Poza tym, straszna kontrolerka z Ciebie, chyba boisz się bliskości.
Wiesz, ja kiedyś też wyprowadzałam się, jak ex mocniej coś zakomunikować, albo on się wyprowadzał, jak uznał, że to było "poniżej jego poziomu".
Dziecinada - teraz widzę z perspektywy.
Poza tym, ja czytając to, co piszesz raz się śmieję, a raz jestem taka zmęczona.... To ma być tak, tak remont, tak do przodu, tak i tak...
Zarządzałaś tym światem waszym, aż męża zadusiłaś i zrobiłaś z niego kogoś mało męskiego.
Mąż zrobił bilans na 40: brak dorobku, dzieci (bo pewnie chciał, a wciąż nie mogłaś znalzc dobrego "dla siebie" momentu), brak pracy, która go satysfakcjonuje, żona, która jest terytorialna i go wykastrowała.
Nie dziw się, że on nie chce takiego życia, a jedyne co mu pozostało to bronienie granic, używając do tego agresji i poniżania.
Jesteś tego współwinna, duuuuuuużo w Tobie egoizmu, z czego zrezygnowałaś dla Was?
Sorry, że tak po bandzie, ale ja się mężowi wcale nie dziwię.... Ty go w ogóle nie rozumiesz i nie wspierasz.
Ty chciałaś go zmienić tak, aby pasował do Twojej wizji.
Kłotnie o sprzątanie to nic innego jak "walka o władzę i terytorium".

10

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Aha, i jeszcze zauważyłam, że chcesz go wysłać na terapię big_smile.
Zlituj się kobito.
Twój mąż jest nieszczęśliwy, bo nie żyje tak jak chce, nie czuję się przy Tobie mężczyzną.
Zacznij lepiej myśleć jaką w tym układzie odgrywasz rolę i jak Twoja silna potrzeba kontroli i samodzielności powoli dobiła wasz związek.

11 Ostatnio edytowany przez lifegoeson82 (2017-02-28 23:03:27)

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Lillka-15 napisał/a:

Wiesz, trochę się uśmiałam, choć wiem, że Tobie nie do śmiechu :D.
Te wasz związek to jakiś kontrolowany, a mąż ewidentnie pokazuje Ci, że nie chce już takiego życia i niekoniecznie Ciebie za partnerkę.
Ten etat..., ja Cię rozumiem, nienawidzę sama etatu i po przejściu ze swojego męczę się przeokrutnie.
Ale czy Ty pomyślałaś co może się stać, jeśli komuś kto 12 LAT!! spędził w jednej firmie, każesz ją zmienić?
Wiesz jaki to stres i nieznane? I jeszcze żona załatwiła tę pracę, potem kolejną - wiesz jak to mogło go wykastrować?
Dlaczego zakładasz, że jak ktoś narzeka cały czas na pracę, ma ochotę ją zmienić? Uwierz mi, od narzekania do zmian jeszcze daleka droga.
Założyłaś, że to będzie dla niego dobre, a nie jest.
Poza tym, straszna kontrolerka z Ciebie, chyba boisz się bliskości.
Wiesz, ja kiedyś też wyprowadzałam się, jak ex mocniej coś zakomunikować, albo on się wyprowadzał, jak uznał, że to było "poniżej jego poziomu".
Dziecinada - teraz widzę z perspektywy.
Poza tym, ja czytając to, co piszesz raz się śmieję, a raz jestem taka zmęczona.... To ma być tak, tak remont, tak do przodu, tak i tak...
Zarządzałaś tym światem waszym, aż męża zadusiłaś i zrobiłaś z niego kogoś mało męskiego.
Mąż zrobił bilans na 40: brak dorobku, dzieci (bo pewnie chciał, a wciąż nie mogłaś znalzc dobrego "dla siebie" momentu), brak pracy, która go satysfakcjonuje, żona, która jest terytorialna i go wykastrowała.
Nie dziw się, że on nie chce takiego życia, a jedyne co mu pozostało to bronienie granic, używając do tego agresji i poniżania.
Jesteś tego współwinna, duuuuuuużo w Tobie egoizmu, z czego zrezygnowałaś dla Was?
Sorry, że tak po bandzie, ale ja się mężowi wcale nie dziwię.... Ty go w ogóle nie rozumiesz i nie wspierasz.
Ty chciałaś go zmienić tak, aby pasował do Twojej wizji.
Kłotnie o sprzątanie to nic innego jak "walka o władzę i terytorium".


O łał... tego się nie spodziewałam. Ale każda uwaga krytyczna jest cenna, o ile konstruktywna. Przeczytałam na spokojnie Twój post 4 razy.

No cóż, nie wydaje mi się, że chcę go zmieniać czy kontrolować. On może łazić gdzie chce i robić co chce. Nigdy nie zabraniałam mu iść z kumplami na piwo czy nigdy nie powiedziałam nawet słowa, że nie ma go co weekend w sezonie bo gra z zespołem. Nie mówiłam mu też, gdzie ma pracować i co robić.

Pracę chciał zmienić od dawna, tylko brakowało mu czasu bo tamtejszą pracę kończył bardzo późno wieczorem i już nie miał sił na nic. Ale ciągle mówił, że chce zmienić, nawet czasem przeglądał jakieś ogłoszenia. Tylko on taki bojaźliwy, bał się o dochód, o bezpieczeństwo. Ja jestem szalona, ryzykuję. On jest statyczny. Ale teraz jest szczęśliwy - mówił mi, że obecna praca jest bardziej rozwojowa, ma więcej perspektyw, no i satysfakcja jest. Poza tym.. ja mu nie załatwiłam pracy. Ja mu załatwiłam rozmowę. Dałam mu zachętę. On musiał pójść na rozmowę i przekonać pracodawcę, ze się nadaje. To, ze zdobył pracę to jest tylko i wyłącznie jego zasługa. Niestety samemu szukanie pracy mu nie szło totalnie, bo 12 lat na jednym stanowisku sprawia, że zostajesz zaszufladkowana, nie rozwijasz się i nie jesteś atrakcyjna dla pracodawcy. Najpierw szukał sam, ale jak mu się nie udawało i zaczęliśmy być pod kreską to wtedy załatwiłam mu kilka rozmów. Z tego wybrał sobie tą pracę.. i oni wybrali jego.

Zdecydowanie nie boję się bliskości :) Rozpisałam się okropnie wcześniej, jak mi jej brakuje u mojego męża :D Ja jestem dość otwarta i wylewna, szczera, nic nie ukrywam i walę z mostu. On z kolei jest bardzo skryty i swoje problemy męczy w sobie, aż je wymęczy.

co do remontu to ja nie powiedziałam, że ma być tak i już. Ale to raczej kobiety głowa, żeby takie rzeczy ogarniać. Nie wyobrażam sobie faceta szukającego odpowiedniej zasłony do łazienki albo dywaniku do kibla :D Po prostu chciałam, żeby było miło. Nie narzucam mu się z wizją, ja tylko proszę go o pomoc w prostych pracach remontowych typu zawieszenie czegoś czy pomalowanie.

co masz na myśli z czego zrezygnowałam dla nas? myślę, że sporo wcześniej napisałam o tym, jak się angażuję w nasze życie. Jedyne z czego nie zrezygnowałam dla niego to z mojej firmy. Po prostu uważam, że nie można kogoś prosić o rezygnację ze swoich marzeń. Raz mi nawet ultimatum postawił, ale nie zgodziłam się. Nie byłabym szczęśliwa. Ostatnie z czego zrezygnowałam dla niego to mieszkanie w pobliżu rodziny. Wyprowadziliśmy się 40 km od miasta do zabitej dechami wiochy, żeby on miał bliżej do pracy. Siedzę w domu, pracuję i nie mam nic ciekawego wkoło. Ale jestem tu dla niego. On się cieszy bo cisza spokój i do pracy blisko. Jesteśmy zadowoleni z mieszkania tutaj. Dla mnie to było spore poświęcenie bo teraz trudniej mi się spotykać z klientami - zazwyczaj spotykałam się z nimi w mieście. A teraz mąż zabiera mi auto bo jeździ nim codziennie do pracy, więc nawet na jakieś większe zakupy nie mogę się wybrać. Jestem można powiedzieć uwięziona. Ale nauczyłam się sobie radzić - wszystko ogarniam online :D

Pracuję też całymi dniami, żebyśmy mieli więcej kasy.

Ale w sumie to może trochę masz racji - ja rzeczywiście dużo robię. Przeważnie ja organizuję co robimy w Walentynki albo w rocznicę ślubu, czy chociażby w taki piątek wieczór. Myślę co do jedzenia i gdzie idziemy. Trochę mi tu brakuje z jego strony pomysłowości - mógłby czasem zaskoczyć mnie i powiedzieć, że zabiera mnie gdzieś do restauracji albo że zaplanował coś na naszą rocznicę. Ale on taki nie jest, od początku nie był. Gdyby nie ja, to byśmy nigdzie nie chodzili, siedzielibyśmy tylko w domu :D

To ja znalazłam też wszystkie nasze dotychczasowe mieszkania bo jemu sie nie chciało ogłoszeń wertować. Sam mnie prosił, żebym dzwoniła i jeździła oglądać bo on nie ma ochoty/czasu. To samo z rachunkami - to ja pilnuję terminów do zapłaty i zbieram je, zeby się nie zgubiły. Ja załatwiam wszelkie wywózki śmieci czy szamba. Więc to nie jest tak, że ja sie narzucam, on po prostu wielu rzeczy nie chce robić. On po prostu nie jest typem takiego organizatora, załatwiacza. On też często mówi, żebym ja takie rzeczy ogarniała bo ja "siedzę w domu" i "mam czas". Znowu tutaj to jego rozumienie mojego siedzenia w domu :D ale niech mu będzie - na pewno mnie jest łatwiej zadzwonić do gminy czy coś tam ogarnąć, niż jemu w pracy, gdzie ma nad sobą szefa.

Teraz jak o tym myślę to kurcze, on faktycznie musi się źle czuć, z tym co ma. Auto należy do mnie :D Jak go ostatnio zostawiłam to nie miał jak do pracy dojechać i dzwonił do mnie nie po to, by przeprosić za zachowanie, ale po to by zapytać czy mogę mu pożyczyć auto...
Praca u mojego znajomego, może go to trochę krępuje, no ale kurde, nikt nie zatrudnia ludzi bo są znajomymi tylko dlatego, że się nadają. Tak jak mówiłam, musiał sam przekonać do siebie pracodawcę.

Działka należy do niego, ale tylko dlatego, że ja mam firmę i o mało mi ona nie upadła kiedyś, więc zapisaliśmy na niego w razie czego. Tu akurat on się w 60% dołożył finansowo do kwoty za działkę, ja dałam 40%. Więc w razie czego pewnie ta działka będzie jego.

Co do dzieci to ja nie chciałam na razie bo chcę rozkręcić najpierw firmę. Chciałam, żebyśmy się najpierw sami uporządkowali, zanim przyjdzie dziecko na świat. Na razie oboje zapierniczamy, żeby mieć coś z tej przyszłości. Nie wiem, jak bym się czuła w ciąży - różnie kobiety to przechodzą, a nie mam nikogo, kto mógłby mi pomóc w moich obowiązkach - nie stać mnie na zatrudnienie nowej osoby. A mąż jak już wiecie, nie pomoże mi w firmie. W sumie to w zeszłym roku byłam już prawie gotowa na dziecko, ale zaczęliśmy wtedy te kryzysy mieć i dzisiaj doszedł mi nowy powód: kłócimy się ciągle i teraz już nie jestem pewna czy to z nim chcę mieć dziecko.

On mówi, ze ja go oszukałam, bo przed ślubem mówiłam mu, że chcę mieć dzieci, a teraz nie chcę. Ale to nigdy nie było na zasadzie takiej, że już teraz chcę, to zawsze były rozmowy przyszłościowe - że kiedyś na pewno chcemy oboje. I ja nadal chcę, ale musi być dobry moment - chcę mieć z nim wyjaśnione wszystko i chcę być szczęśliwa, a nie że ja co tydzień mam ochotę się wyprowadzać. I jeszcze sobie dzieciątko sprawimy po to, by siedzieć razem pod jednym dachem, a nie być szczęśliwymi ze sobą. I staniemy się jak większość takich małżeństw co to została ze sobą ze względu na dzieci.

I ostatnie. Ja nigdy go nie chciałam zmieniać pod siebie. Ja zawsze akceptowałam go takiego, jaki jest. Tylko jak już wspomniałam, kiedyś był inny - bardziej zaangażowany, MIŁY, chętniej pomagał i chętniej spędzał ze mną czas. Ja chcę go zmienić teraz - na takiego jaki był wcześniej. Po prostu chcę byśmy byli szczęśliwi. Za dużo wymagam ?

12 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-02-28 23:43:15)

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Lillka, pisze w tym wątku, bo mój mąż w wielu rzeczach przypomina męża autorki. Też parę lat temu zauważyłam, że ja organizuję wiele rzeczy w  naszym życiu- to może się narzucam, jak jego mama? No i przestałam. Nie organizowałam wakacji- to 4 lata nie wyjechaliśmy nigdzie- chociaż zarabiał coraz więcej, bo nie mógł się zdecydować, wkurzyłam się, że tylko moja inicjatywa w łóżku- czekałam na niego, całkiem odpuścił... I wtedy pojawiła się agresja. To chyba taki typ. co wszystko lubi jak ktoś mu poorganizuje, wtedy czuje się bezpiecznie. I wychodzisz z tej roli mamusi, by dorósł, a on i tak nie potrafi.- trafia na terapię, zachowuje się jak nastolatek już od roku- wszystko może- nie tłumaczy się, nie wraca na noc, może mieć przyjaciółkę wypisującą bluzgi na żonę i to wszystko ok, bo nie musi się ograniczać. I dalej chce, bym organizowała mu życie codzienne- umawiała spotkanie z trenerką fittnesss!!!nie zadzwoni sam po pizzę.i inne przykłady, o których wstyd pisać. Więc poradziłam jej, by zrobiła inaczej niż ja, nie wiem czy słusznie. Nie ona go wykastrowała po prostu on nie dorósł z innych powodów. To trudna sprawa, więc albo ona dalej będzie trzymać stery, albo prawdopodobnie nic z tego nie będzie.Albo dorośnie, ale czy ich małżeństwo przetrwa to dorastanie?

13 Ostatnio edytowany przez Lillka-15 (2017-02-28 23:42:08)

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
lifegoeson82 napisał/a:

I ostatnie. Ja nigdy go nie chciałam zmieniać pod siebie. Ja zawsze akceptowałam go takiego, jaki jest. Tylko jak już wspomniałam, kiedyś był inny - bardziej zaangażowany, MIŁY, chętniej pomagał i chętniej spędzał ze mną czas. Ja chcę go zmienić teraz - na takiego jaki był wcześniej. Po prostu chcę byśmy byli szczęśliwi. Za dużo wymagam ?

Tego już nie będzie.
Mąż, jak wiele innych osób, w odpowiednim dla siebie czasie, zadał sobie pytanie kim jest, do czego doszedł i czy dalej tak chce żyć.
On już nie chce organizatorki swojego życia.
On chce być teraz lwem i ryczeć big_smile.

A Ty lifegoeson82 kim chcesz być? Dalej 3&1 - mamuśka, organizatorka, przedsiębiorca i zarządzać mężem i waszym życiem?
Z tego co piszesz, to tak, ale już z innym mężem...

Wasze pozycje w związku się przetasowły, stary schemat przestał działać.
Jak słyszę, że Ty chcesz aby wrócił Twój dawny MIŁY "misio", to aż mi się niedobrze robi big_smile.

Pytanie jeszcze: jak Wasz seks? wink. Jaki jest?

14

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Lillka-15 napisał/a:

Pytanie jeszcze: jak Wasz seks? ;). Jaki jest?

A zajebisty :D Nie mam pytań. Tylko tyle, że za rzadko jak dla mnie :P

15

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
lifegoeson82 napisał/a:
Lillka-15 napisał/a:

Pytanie jeszcze: jak Wasz seks? wink. Jaki jest?

A zajebisty big_smile Nie mam pytań. Tylko tyle, że za rzadko jak dla mnie tongue

Zatem może da się to jeszcze uratować big_smile.
W każdym razie, współczuję przechodzenia takiego kryzysu.
Oby Wam wyszło smile.

16 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-02-28 23:49:08)

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Lillka-15 napisał/a:
lifegoeson82 napisał/a:

I ostatnie. Ja nigdy go nie chciałam zmieniać pod siebie. Ja zawsze akceptowałam go takiego, jaki jest. Tylko jak już wspomniałam, kiedyś był inny - bardziej zaangażowany, MIŁY, chętniej pomagał i chętniej spędzał ze mną czas. Ja chcę go zmienić teraz - na takiego jaki był wcześniej. Po prostu chcę byśmy byli szczęśliwi. Za dużo wymagam ?

Tego już nie będzie.
Mąż, jak wiele innych osób, w odpowiednim dla siebie czasie, zadał sobie pytanie kim jest, do czego doszedł i czy dalej tak chce żyć.
On już nie chce organizatorki swojego życia.
On chce być teraz lwem i ryczeć big_smile.

A Ty lifegoeson82 kim chcesz być? Dalej 3&1 - mamuśka, organizatorka, przedsiębiorca i zarządzać mężem i waszym życiem?
Z tego co piszesz, to tak, ale już z innym mężem...

Wasze pozycje w związku się przetasowły, stary schemat przestał działać.
Jak słyszę, że Ty chcesz aby wrócił Twój dawny MIŁY "misio", to aż mi się niedobrze robi big_smile.

Pytanie jeszcze: jak Wasz seks? wink. Jaki jest?

On chce tylko ryczeć- Lew na coś poluje? a na co jej mąż? Ma jakiś cel? Wątpię. wszystkiego się boi. Gdyby to on zaproponował przeprowadzkę do Tajlandii, ona pewnie nie byłaby przeciw, tylko organizowała bilety. Masz autorko dwa odmienne spojrzenia- może ktoś się jeszcze w tym wątku odezwie.

17

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Ela210 napisał/a:

I dalej chce, bym organizowała mu życie codzienne- umawiała spotkanie z trenerką fittnesss!!!nie zadzwoni sam po pizzę.i inne przykłady, o których wstyd pisać.

Ja nie umiałabym żyć z takim facetem.
Co to kurde jest? big_smile.
Nigdy taki facet nie zaciągnąłby mnie do łóżka, "nie stanąłby mi" big_smile.

18

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Ela210 napisał/a:
Lillka-15 napisał/a:
lifegoeson82 napisał/a:

I ostatnie. Ja nigdy go nie chciałam zmieniać pod siebie. Ja zawsze akceptowałam go takiego, jaki jest. Tylko jak już wspomniałam, kiedyś był inny - bardziej zaangażowany, MIŁY, chętniej pomagał i chętniej spędzał ze mną czas. Ja chcę go zmienić teraz - na takiego jaki był wcześniej. Po prostu chcę byśmy byli szczęśliwi. Za dużo wymagam ?

Tego już nie będzie.
Mąż, jak wiele innych osób, w odpowiednim dla siebie czasie, zadał sobie pytanie kim jest, do czego doszedł i czy dalej tak chce żyć.
On już nie chce organizatorki swojego życia.
On chce być teraz lwem i ryczeć big_smile.

A Ty lifegoeson82 kim chcesz być? Dalej 3&1 - mamuśka, organizatorka, przedsiębiorca i zarządzać mężem i waszym życiem?
Z tego co piszesz, to tak, ale już z innym mężem...

Wasze pozycje w związku się przetasowły, stary schemat przestał działać.
Jak słyszę, że Ty chcesz aby wrócił Twój dawny MIŁY "misio", to aż mi się niedobrze robi big_smile.

Pytanie jeszcze: jak Wasz seks? wink. Jaki jest?

On chce tylko ryczeć- Lew na coś poluje? a na co jej mąż? Ma jakiś cel? Wątpię. wszystkiego się boi. Gdyby to on zaproponował przeprowadzkę do Tajlandii, ona pewnie nie byłaby przeciw, tylko organizowała bilety

Dziewczyny, a wy dalej mielicie tych swoich mężów, krążycie wokół nich jak krążowniki big_smile.
A żadna nie przypatrzy się sobie, żadna nie pomyśli, kurde..., bez sensu to robię.

19

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Lillka-15 napisał/a:

Tego już nie będzie.
Mąż, jak wiele innych osób, w odpowiednim dla siebie czasie, zadał sobie pytanie kim jest, do czego doszedł i czy dalej tak chce żyć.
On już nie chce organizatorki swojego życia.
On chce być teraz lwem i ryczeć big_smile.

Ale że co ryczeć? Myślisz, że z inną kobietą będzie wykazywał więcej inwencji? Nie sądzę, on zawsze był takim trochę biernym typem i wolał, żebym ja ogarniała większość spraw.


Lillka-15 napisał/a:

A Ty lifegoeson82 kim chcesz być? Dalej 3&1 - mamuśka, organizatorka, przedsiębiorca i zarządzać mężem i waszym życiem?
Z tego co piszesz, to tak, ale już z innym mężem...

Wiesz, pewnie że wolałabym, żeby facet więcej rzeczy mi zdjął z głowy - męczy mnie to, ze mam zawsze tyle do zrobienia i że muszę tego mojego chłopa 50 razy prosić o coś. Nie jestem typem mamuśki - właśnie wolę, kiedy dzielimy się obowiązkami i jesteśmy partnerami, a nie że ja wszystko robię. No ale tak się jakoś przyzwyczaiłam do tego, że tak po prostu jest..

Tak jak koleżanka wyżej, jakbym mu położyła rachunek za prąd i powiedziała, ze do 14 dni trzeba zapłacić to on nie ogarnie, a jeszcze zgubi ten rachunek bo go pierdolnie nie wiadomo gdzie. Odcięli by nam prąd bo za 2 dni on by zapomniał, że w ogóle taki rachunek był big_smile Wiem, bo sprawdziłam big_smile Notorycznie wyłączali nam internet bo nie dopilnowywał terminów płatności. A mi jest internet potrzebny do pracy. I się wkurwiałam zawsze na niego, aż w końcu zaczęłam tego pilnować i go zmuszam do płacenia w terminie.

Lillka-15 napisał/a:

Wasze pozycje w związku się przetasowły, stary schemat przestał działać.
Jak słyszę, że Ty chcesz aby wrócił Twój dawny MIŁY "misio", to aż mi się niedobrze robi big_smile.

dziwnie to zabrzmiało.. nie był nigdy takim typowym miłym misiem i ja też nie szukam takich facetów. Chodzi tylko o to, żeby nie zachowywał się jak burak w stosunku do mnie i nie określał mnie różnymi obraźliwymi terminami. SZACUNKU wymagam big_smile

20

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Lillka-15 napisał/a:
lifegoeson82 napisał/a:
Lillka-15 napisał/a:

Pytanie jeszcze: jak Wasz seks? wink. Jaki jest?

A zajebisty big_smile Nie mam pytań. Tylko tyle, że za rzadko jak dla mnie tongue

Zatem może da się to jeszcze uratować big_smile.
W każdym razie, współczuję przechodzenia takiego kryzysu.
Oby Wam wyszło smile.

Że niby same seksy uratują małżeństwo? A podobno seks to nie wszystko big_smile

21 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-02-28 23:56:43)

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Lillka-15 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

I dalej chce, bym organizowała mu życie codzienne- umawiała spotkanie z trenerką fittnesss!!!nie zadzwoni sam po pizzę.i inne przykłady, o których wstyd pisać.

Ja nie umiałabym żyć z takim facetem.
Co to kurde jest? big_smile.
Nigdy taki facet nie zaciągnąłby mnie do łóżka, "nie stanąłby mi" big_smile.

odbierałam to jako wygodnictwo, a nie niezaradność, jak wyjeżdżałam, radził sobie- gdy pojawiałam się w domu, właczał mu się dzidziuś smile. W pracy zawodowej robi karierę i coraz większe pieniadze- bez mojego udziału Więc znalazła sie przyjaciółka, która przekonała go, jaka ze mnie zła żona, bo Misia wykorzystuję jako woła roboczego... i najlepiej jakby się wyprowadził, bo życie mamy jedno... smile)) Ehhh życie to dżungla...

22

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Przykro mi. Twoj maz zaczal sie zmieniać i dojrzewać. Prawdopodobnie z inna partnerka wejdzie w inna role - wcale bym sie nie zdziwiła gdyby nagle stał sie odpowiedzialny i terminowy i na czas regulował rachunki za dom.

Nie wiem czy wiesz, ale statystycznie co 5 lat zmieniamy sie lekko osobowościowo. Co kilka lat, a juz szczególnie po 30 następuje przetasowanie swojego życia.

Popełniasz ogromny błąd, ze chcesz nawracać męża, a sama nie rozumiesz, ze i ty musisz dojrzeć do zmian. Twoj misio chce zmian, a Ty panicznie sie tego boisz.

Popytaj lepiej par z większym stażem niż ty, jak radziły sobie z tym procesem, a które pozostały ze sobą. Narazie, jeśli nadal nie przybierzesz innej perspektywy, to wasz kryzys bedzie sie tylko pogłębiał, a agresja eskalowala. To prowadzi do rozwodu.

23

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Ela210 napisał/a:
Lillka-15 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

I dalej chce, bym organizowała mu życie codzienne- umawiała spotkanie z trenerką fittnesss!!!nie zadzwoni sam po pizzę.i inne przykłady, o których wstyd pisać.

Ja nie umiałabym żyć z takim facetem.
Co to kurde jest? big_smile.
Nigdy taki facet nie zaciągnąłby mnie do łóżka, "nie stanąłby mi" big_smile.

odbierałam to jako wygodnictwo, a nie niezaradność, jak wyjeżdżałam, radził sobie- gdy pojawiałam się w domu, właczał mu się dzidziuś smile. W pracy zawodowej robi karierę i coraz większe pieniadze- bez mojego udziału Więc znalazła sie przyjaciółka, która przekonała go, jaka ze mnie zła żona, bo Misia wykorzystuję jako woła roboczego... i najlepiej jakby się wyprowadził, bo życie mamy jedno... smile)) Ehhh życie to dżungla...

Skoro na to pozwalasz

24

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Podejrzewam , żemąż jest największym Burakiem wtedy gdy musi sam podjąć decyzję nawet w drobnej sprawie, a Ty nie chcesz tego za niego zrobić? Mylę się?

25

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Lillka-15 napisał/a:

Przykro mi. Twoj maz zaczal sie zmieniać i dojrzewać. Prawdopodobnie z inna partnerka wejdzie w inna role - wcale bym sie nie zdziwiła gdyby nagle stał sie odpowiedzialny i terminowy i na czas regulował rachunki za dom.

Nie wiem czy wiesz, ale statystycznie co 5 lat zmieniamy sie lekko osobowościowo. Co kilka lat, a juz szczególnie po 30 następuje przetasowanie swojego życia.

Popełniasz ogromny błąd, ze chcesz nawracać męża, a sama nie rozumiesz, ze i ty musisz dojrzeć do zmian. Twoj misio chce zmian, a Ty panicznie sie tego boisz.

Popytaj lepiej par z większym stażem niż ty, jak radziły sobie z tym procesem, a które pozostały ze sobą. Narazie, jeśli nadal nie przybierzesz innej perspektywy, to wasz kryzys bedzie sie tylko pogłębiał, a agresja eskalowala. To prowadzi do rozwodu.

A co Twoim zdaniem, ja powinnam w sobie zmienić? I jakich on chce zmian?

Wiesz, ja jestem też nieco buntownicza, bardzo chronię swój czas i swoją osobowość. I są takie momenty, że on mnie prosi o zrobienie czegoś, a ja mówię: nie, sam sobie zrób. Bardzo często w zasadzie nie chcę dla niego czegoś robić bo właśnie uważam, że to z jego strony jest wygodnictwo. Bardzo długo się spieraliśmy o to, że ja pracuję w domu, a on chce bym ja w tym czasie załatwiała coś dla niego np. pojechała do urzędu czy do lekarza. Często odmawiałam, mówiąc, że to mój czas pracy i nie będę załatwiać spraw prywatnych. Bardzo się wkurzał wtedy i potem często mówił, że ja dla niego nic nie robię.. Ale uznałam, ze chyba wszędzie, gdzie w rodzinie jest freelancer, tak to wygląda - mało kto rozumie, że siedzenie w domu nie oznacza, że się nic nie robi.

I np. robię też często tak, że jak widzę jego ciuchy porozwalane po całym domu - na łóżku, na krześle obok łóżka, na pralce w łazience, w salonie na 3 krzesłach i jeszcze na kanapie i na jego krześle przy kompie.. to biorę te wszystkie ciuchy razem i rzucam mu na kompa big_smile A swoje ogarniam. I ja mu powiedziałam, że wszystkiego nie będę za niego robić i ma sobie ciuchy sam ogarniać.

Co Twoim zdaniem powinnam zrobić - całkiem się wycofać z ogarniania czegokolwiek? I zrzucić na niego więcej obowiązków, dać mu pokierować tym? I co, jeśli na rocznicę on nic nie zorganizuje i będziemy siedzieć w domu przed kompami (osobno do tego), to mam to tak po prostu zaakceptować? Czy mam mu dawać znać, że chcę by on to zorganizował. Tzn. powiedzieć o co mi chodzi, ale dać mu w całości możliwość zorganizowania tego od A do Z ? Tylko jak znam życie to się zacznie: "a jaki tam numer telefonu był do tego lokalu co my byli kiedyś?" albo "a jak znaleźć w Google ten lokal?" big_smile

26 Ostatnio edytowany przez lifegoeson82 (2017-03-01 00:32:13)

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Ela210 napisał/a:

Podejrzewam , żemąż jest największym Burakiem wtedy gdy musi sam podjąć decyzję nawet w drobnej sprawie, a Ty nie chcesz tego za niego zrobić? Mylę się?

Pomyślmy, największym burakiem był kiedy się wyprowadziłam. To było krótko po wprowadzeniu się do nowego domu, mieszkaliśmy tam jakiś tydzień dopiero i brakowało nam czasu na rozpakowanie się. Któregoś dnia wkurwił się, ze wszystko mamy w pudłach, że nie rozpakowane i zaczęła się jazda o sprzątanie znowu.. że ja nie ogarniam, ze żyjemy na pudełkach, że on w takim burdelu nie będzie żył itp. I wtedy mnie najgorzej zwyzywał, oczy mi się takie wielkie zrobiły i poczułam taki wkurw, że złapałam tylko 2 rzeczy, wzięłam klucze do auta i odjechałam. Potem zadzwonił czy mu auto pożyczę bo on nie ma jak do pracy dojechać big_smile No i przyjechałam na weekend, żeby mu auto dać i wtedy zaczęliśmy rozmawiać. Powiedział, że w domu jest zawsze chlew, że on nie będzie tak żył i zaczęło się też wypominanie o to, że domu nie mamy, że się nie rozwijamy itp. Powiedział, że ten nowy dom, który wynajmujemy jest idealny dla singla i że on jest gotowy się rozstać bo jeszcze jest młody i sobie poukłada życie. Na co ja mówię: no to co robimy? A potem on, że możemy próbować dalej tylko jeśli ja będę więcej się angażowała w sprzątanie i że coś się zmieni w naszym życiu. Trochę byłam zdziwiona, że o sprzątanie tak mu odbiło, to trochę nienormalne raczej u facetów, na ogół jest odwrotnie - to laski się wkurzają, że faceci nie sprzątają.

Ja mu na to, że mogę sprzątać, ale dopiero po pracy, a to znaczy, ze może być tak, że jak będzie wracał z pracy to będzie syf, a ja dopiero się będę zabierać za sprzątanie no bo nie będę tego robić w czasie mojej pracy. I drugi warunek jaki postawiłam to że będzie mi pomagał i że razem to będziemy ogarniać. Powiedziałam mu, że mam za dużo na głowie - ciągle coś muszę załatwiać, ogarniać i nie mam chwili dla siebie. Aha i że przestanie pić big_smile To ostatnie dotrzymał, z pomaganiem jest różnie, raczej słabo. A ze sprzątaniem się staram, no ale znowu on odpuścił to mi się też nie zawsze chce hmm Ja nie jestem typową kurą domową, nie potrafię tak. Mam dużo zainteresowań i nie potrafię pół dnia spędzić na sprzątaniu, szkoda mi czasu. Oczekuję od partnera że robimy to razem, a nie że tylko ja bo ja jestem kobietą. W dupie mam takie stereotypy. Wiem jak to u moich rodziców wyglądało - mój ojciec też olał wszystkie obowiązki domowe i mama musiała wszystko sama robić - wpadła przez niego w depresję bo za dużo na głowie miała i za mało wsparcia z jego strony.

Ale np. muszę powiedzieć - zaczęłam mu wtedy robić sałatki do pracy bo ciągle też narzekał, że nie ma co jeść w pracy, a jak przychodzi do domu to też nieugotowane. Więc robiłam mu przez parę dni sałatki, a potem go nauczyłam i sam sobie robi big_smile Może to kwestia nauczenia go paru rzeczy i faktycznie odseparowania się od paru spraw tak żeby on zaczął więcej sam ogarniać ?

27

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Lillka-15 napisał/a:

Przykro mi. Twoj maz zaczal sie zmieniać i dojrzewać. Prawdopodobnie z inna partnerka wejdzie w inna role - wcale bym sie nie zdziwiła gdyby nagle stał sie odpowiedzialny i terminowy i na czas regulował rachunki za dom.

Nie wiem czy wiesz, ale statystycznie co 5 lat zmieniamy sie lekko osobowościowo. Co kilka lat, a juz szczególnie po 30 następuje przetasowanie swojego życia.

Popełniasz ogromny błąd, ze chcesz nawracać męża, a sama nie rozumiesz, ze i ty musisz dojrzeć do zmian. Twoj misio chce zmian, a Ty panicznie sie tego boisz.

Popytaj lepiej par z większym stażem niż ty, jak radziły sobie z tym procesem, a które pozostały ze sobą. Narazie, jeśli nadal nie przybierzesz innej perspektywy, to wasz kryzys bedzie sie tylko pogłębiał, a agresja eskalowala. To prowadzi do rozwodu.

Gdyby nagle jej mąż stał sie obowiazkowy i terminowy opadła by mi kopara smile)) Nawet przy Monice Belucci taki nie będzie. Owszem, masz rację, pewnie kryzys połowy życia wymusza niejako dojrzewanie, ale to nie jest tak piekny i prosty proces jak Ci się wydaje, a przekonanie, że to problem doboru partnera wydaje mi się myleniem przyczyny i skutku. On wybrał ją na żonę, bo sam czuł się niepewnie. Nie poczuje się nagle obowiązkowym macho sam z siebie- zapewne zajdzie w nim zmiana trudna do kontroli- może destrukcyjna niestety. Pełno przykładów na tym forum. Zgadza się, nie pozostanie tak samo- on musi dojrzeć i ich związek się zmieni na pewno- ale ONA nie chce tego samego.

28 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-03-01 00:59:56)

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

to sprzatanie to efekt jego niepewności wewnętrznej. Potrzebuje tego, by poczuć się bezpieczniej. Ale to, że chce zdać to na Ciebie to robienie z Ciebie mamuśki. Albo nią pozostaniesz, albo zbuntujesz się jak ja i On będzie musiał dojrzeć- Ty opóźniasz ten proces tym że umocniłaś swoją pozycję zawodową, ja postawiłam przez chwilę mojego męża w sytuacji jedynego żywiciela rodziny- tu zaczął się ostry kryzys i bynajmniej nie z powodu finansów- tu nawet było nas stać na zakup drugiego mieszkania. Powiem Ci Kochana- łatwo nie będzie- a to co się z nim dzieje, to nie Twoja wina i będzie w tym pełno sprzeczności- ja teraz odizolowałam sie od tego i dbam o siebie. Nic mu nie sugeruj, bo będziesz obiektem agresji- za swoją niedoskonałość będzie winić Ciebie- i krytykować w Tobie to, co mu sie w sobie nie podoba. dbaj o siebie tak jak Ci napisałam wyżej, ze sprzataniem proponuję podzielić dom na strefy odpowiedzialności- będzie wiadomo, kto nawala

29

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Ela210 napisał/a:

to sprzatanie to efekt jego niepewności wewnętrznej. Potrzebuje tego, by poczuć się bezpieczniej.


W jakim sensie bezpieczniej? Bo to sprzątanie i te uwagi do ciuchów traktuję jako informację, że on może szuka kogoś innego albo chce mnie zmienić.

Ja zawsze taka byłam i on to akceptował. Nawet pamiętam taką jedną rozmowę na początku znajomości - pamiętam bo wtedy się w nim zakochałam. Gadaliśmy o podziale obowiązków w domu. I on mówi, ze kobieta nie powinna być obarczona wszystkim, że nie powinna być kurą domową, że powinna mieć swoje pasje, a partnerzy powinni razem sobie pomagać. Wtedy sobie pomyślałam "o kurwa, jaki dojrzały facet, bierę go!"

12 lat później... hehehehe

30

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
lifegoeson82 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

to sprzatanie to efekt jego niepewności wewnętrznej. Potrzebuje tego, by poczuć się bezpieczniej.


W jakim sensie bezpieczniej? Bo to sprzątanie i te uwagi do ciuchów traktuję jako informację, że on może szuka kogoś innego albo chce mnie zmienić.

Ja zawsze taka byłam i on to akceptował. Nawet pamiętam taką jedną rozmowę na początku znajomości - pamiętam bo wtedy się w nim zakochałam. Gadaliśmy o podziale obowiązków w domu. I on mówi, ze kobieta nie powinna być obarczona wszystkim, że nie powinna być kurą domową, że powinna mieć swoje pasje, a partnerzy powinni razem sobie pomagać. Wtedy sobie pomyślałam "o kurwa, jaki dojrzały facet, bierę go!"

12 lat później... hehehehe

Nie piszę, że tak chce zrobić, ale prawdopodobnie chce mieć przy sobie atrakcyjną babkę, jako... sukces życiowy- a tych ma teraz niedosyt.

31

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Ela210 napisał/a:

Nie piszę, że tak chce zrobić, ale prawdopodobnie chce mieć przy sobie atrakcyjną babkę, jako... sukces życiowy- a tych ma teraz niedosyt.


Znaczy mówisz, że mnie chce wymienić czy zmienić ?

32

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Słuchajcie, wgięło mnie... włączam rano tableta, a tam... zdjęcia porno hmm

Wiem, że niby nie powinnam się tym martwić, ale jednak trochę mnie to zaskoczyło.. Zastanawiam się, czemu na to patrzy, czego mu brakuje bo jak pisałam wcześniej, seks mamy zajebisty..

33

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Witam. Jak dotąd byłem tylko obserwatorem forum, jednak dzisiaj specjalnie założyłem konto, żeby wypowiedzieć się w Twoim wątku. Gra, w którą gra Twój mąż nie jest mi obca. Wymaga ona dużo sprytu, przewidywania, taktyki, zgrania w zespole. Nie można ani za bardzo się wychylać do przodu, ani pozostawać w tyle, wymaga dużo dojrzałości, dlatego jest popularna wśród ludzi w wieku 20- 40 lat. Jako, że jestem mężczyzną, podpowiem Ci, że faceci uwielbiają rywalizację, uwielbiają zdobywać, podbijać, zwyciężać, wzbudzać w kimś szacunek, mieć świadomość, że są w czymś dobrzy. Jeśli nie mogą zrealizować tego w normalnym, prawdziwym życiu, niekiedy przenoszą to na grę komputerową, gdzie czują się zdobywcami i prawdziwymi samcami. Z mojego punktu widzenia brakuje mu pozytywnych bodźców z realnego świata, potwierdzających jego ważną rolę i pozycję w rodzinie, społeczeństwie.

W drugiej części mojej wypowiedzi, odniosę się do jego zachowania w stosunku do Ciebie. Nic po prostu absolutnie nic, nie daje komukolwiek przyzwolenia na to, żeby nie szanować się w związku. Szacunek, tak jak zaufanie i szczerość to jest FUNDAMENT każdej zdrowej relacji międzyludzkiej. Brak szacunku dla drugiej osoby, prowadzi tylko do rozstania i uświadom mu to, że małymi kroczkami zmierza w tym kierunku, nie szanując Cię. Nawet jeśli kochamy kogoś nad życie, nie daje to prawa tej osobie, żeby nas nie szanowała i brak szacunku potrafi zabić najgłębszą nawet relację. W przypadku Twojego męża wygląda mi to bardziej na reakcję obronną i odpieranie Twojego ataku, próby wpłynięcia na niego, jednak robi to w najgorszy możliwy sposób, co świadczy o tym, że utkwiliście razem w jakiejś ślepej uliczce i została Wam już tylko walka o swoje terytorium jak ktoś tu już wcześniej wspomniał.

Moja rada: daj mu trochę pola manewru, nie wyręczaj go we wszystkim, bo przecież zrobisz to lepiej od niego i szybciej. Pozwól mu być samcem, nie narzucaj się we wspólnych dążeniach, kiedy tak naprawdę są to Twoje dążenia. Daj mu się wykazać, niech poczuje się ważny i potrzebny. Ale nie nagradzaj nigdy jego chamskiego zachowania, bo to trzeba tępić w zarodku. Tego typu odzywki to jest oznaka słabości i braku kontroli. Życzę Wam wszystkiego dobrego, pozdrawiam.

34

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Drive napisał/a:

Witam. Jak dotąd byłem tylko obserwatorem forum, jednak dzisiaj specjalnie założyłem konto, żeby wypowiedzieć się w Twoim wątku. Gra, w którą gra Twój mąż nie jest mi obca. Wymaga ona dużo sprytu, przewidywania, taktyki, zgrania w zespole. Nie można ani za bardzo się wychylać do przodu, ani pozostawać w tyle, wymaga dużo dojrzałości, dlatego jest popularna wśród ludzi w wieku 20- 40 lat. Jako, że jestem mężczyzną, podpowiem Ci, że faceci uwielbiają rywalizację, uwielbiają zdobywać, podbijać, zwyciężać, wzbudzać w kimś szacunek, mieć świadomość, że są w czymś dobrzy. Jeśli nie mogą zrealizować tego w normalnym, prawdziwym życiu, niekiedy przenoszą to na grę komputerową, gdzie czują się zdobywcami i prawdziwymi samcami. Z mojego punktu widzenia brakuje mu pozytywnych bodźców z realnego świata, potwierdzających jego ważną rolę i pozycję w rodzinie, społeczeństwie.

W drugiej części mojej wypowiedzi, odniosę się do jego zachowania w stosunku do Ciebie. Nic po prostu absolutnie nic, nie daje komukolwiek przyzwolenia na to, żeby nie szanować się w związku. Szacunek, tak jak zaufanie i szczerość to jest FUNDAMENT każdej zdrowej relacji międzyludzkiej. Brak szacunku dla drugiej osoby, prowadzi tylko do rozstania i uświadom mu to, że małymi kroczkami zmierza w tym kierunku, nie szanując Cię. Nawet jeśli kochamy kogoś nad życie, nie daje to prawa tej osobie, żeby nas nie szanowała i brak szacunku potrafi zabić najgłębszą nawet relację. W przypadku Twojego męża wygląda mi to bardziej na reakcję obronną i odpieranie Twojego ataku, próby wpłynięcia na niego, jednak robi to w najgorszy możliwy sposób, co świadczy o tym, że utkwiliście razem w jakiejś ślepej uliczce i została Wam już tylko walka o swoje terytorium jak ktoś tu już wcześniej wspomniał.

Moja rada: daj mu trochę pola manewru, nie wyręczaj go we wszystkim, bo przecież zrobisz to lepiej od niego i szybciej. Pozwól mu być samcem, nie narzucaj się we wspólnych dążeniach, kiedy tak naprawdę są to Twoje dążenia. Daj mu się wykazać, niech poczuje się ważny i potrzebny. Ale nie nagradzaj nigdy jego chamskiego zachowania, bo to trzeba tępić w zarodku. Tego typu odzywki to jest oznaka słabości i braku kontroli. Życzę Wam wszystkiego dobrego, pozdrawiam.


Dziękuję Ci bardzo za tą odpowiedź i za to, że specjalnie się zarejestrowałeś i poświęciłeś swój czas by mi odpowiedzieć. MEGA!

Myślę, że z tą grą to rzeczywiście może tak być.

A co do wyręczania to nie robię tego wszystkiego by go wyręczyć, tylko dlatego, że on tego po prostu nie zrobi. Tak jak pisałam - jak nie przypilnuję z rachunkami to pewnego dnia obudzę się bez prądu lub internetu. Jak ja nie zadzwonię do gminy w sprawie wywózki szamba to nie będę mogła korzystać z łazienki big_smile
Ale powiedzmy, że na niektórych polach mogę spróbować.

I chcę, żebyście zrozumieli, że to też nie jest tak, że on nic nie robi. Pomaga mi w trudniejszych rzeczach - pojedzie po węgiel lub drewno, podźwignie coś, zapali w piecu, zrobi zakupy, gary też często umyje itp. Mogę powiedzieć, że jest raczej pomocny, ale zaobserwowałam, że robi coś tylko wtedy, jeśli jest już ostatni termin na to np. nie mam już węgla na jutro. Bo jak mam jeszcze na kilka dni to nie chce się mu jechać. Teraz mam problem bo mówię mu, że nie mamy drewna do palenia, a on mi pokazuje że jest jakieś krzesło w kotłowni, jakaś deska... no dobra, ale to trzeba porąbać wszystko. To tego już mi nie zrobi dopóki nie spędzę cały dzień w zimnym domu i nie dostanę wkurwu na maxa. Bo tak to jemu się nigdy nie śpieszy. O takie rzeczy mu głównie suszę głowę bo mnie strasznie rozwala takie coś.

O domu już przestałam dawno mówić, bo nie chciał słuchać i ciągle się darł, ze po co ja się napalam na to, że będziemy mieć dom, skoro nie mamy kasy. To zauważyłam, że kupuje teraz Muratora i czyta. Byłam pozytywnie zaskoczona, że ma jeszcze nadzieję, że coś z tego będzie.

A tak w ogóle to od 2 dni nie odzywamy się do siebie po ostatnim razie, jak mnie kiepsko potraktował. W nocy się chciał do mnie przymilić, a ja go odrzuciłam (w sensie przytulanie bo wkurwiona byłam, a wiedziałam, że i tak nie pogadamy więc nie chciałam, żeby myślał, że jest wszystko ok tylko żeby wiedział, że ja sobie nie będę na to pozwalać) i tak od tamtej pory się nie odzywa do mnie hmm Już mnie szlag trafia.. czemu to takie trudne przeprosić za swoje zachowanie? Ja się nie chcę odezwać pierwsza bo nie chcę by myślał, że jak coś takiego znowu zrobi to mnie po 2 dniach przejdzie i wszystko będzie ok. Bo wtedy będzie sobie na to częściej pozwalał. Chcę, żeby wiedzieć, że mnie to naprawdę dotknęło i nie mam tolerancji dla takiego zachowania.  No ale znowu u niego nie widzę teraz chęci w ogóle gadać hmm

35

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
lifegoeson82 napisał/a:
Drive napisał/a:

Witam. Jak dotąd byłem tylko obserwatorem forum, jednak dzisiaj specjalnie założyłem konto, żeby wypowiedzieć się w Twoim wątku. Gra, w którą gra Twój mąż nie jest mi obca. Wymaga ona dużo sprytu, przewidywania, taktyki, zgrania w zespole. Nie można ani za bardzo się wychylać do przodu, ani pozostawać w tyle, wymaga dużo dojrzałości, dlatego jest popularna wśród ludzi w wieku 20- 40 lat. Jako, że jestem mężczyzną, podpowiem Ci, że faceci uwielbiają rywalizację, uwielbiają zdobywać, podbijać, zwyciężać, wzbudzać w kimś szacunek, mieć świadomość, że są w czymś dobrzy. Jeśli nie mogą zrealizować tego w normalnym, prawdziwym życiu, niekiedy przenoszą to na grę komputerową, gdzie czują się zdobywcami i prawdziwymi samcami. Z mojego punktu widzenia brakuje mu pozytywnych bodźców z realnego świata, potwierdzających jego ważną rolę i pozycję w rodzinie, społeczeństwie.

W drugiej części mojej wypowiedzi, odniosę się do jego zachowania w stosunku do Ciebie. Nic po prostu absolutnie nic, nie daje komukolwiek przyzwolenia na to, żeby nie szanować się w związku. Szacunek, tak jak zaufanie i szczerość to jest FUNDAMENT każdej zdrowej relacji międzyludzkiej. Brak szacunku dla drugiej osoby, prowadzi tylko do rozstania i uświadom mu to, że małymi kroczkami zmierza w tym kierunku, nie szanując Cię. Nawet jeśli kochamy kogoś nad życie, nie daje to prawa tej osobie, żeby nas nie szanowała i brak szacunku potrafi zabić najgłębszą nawet relację. W przypadku Twojego męża wygląda mi to bardziej na reakcję obronną i odpieranie Twojego ataku, próby wpłynięcia na niego, jednak robi to w najgorszy możliwy sposób, co świadczy o tym, że utkwiliście razem w jakiejś ślepej uliczce i została Wam już tylko walka o swoje terytorium jak ktoś tu już wcześniej wspomniał.

Moja rada: daj mu trochę pola manewru, nie wyręczaj go we wszystkim, bo przecież zrobisz to lepiej od niego i szybciej. Pozwól mu być samcem, nie narzucaj się we wspólnych dążeniach, kiedy tak naprawdę są to Twoje dążenia. Daj mu się wykazać, niech poczuje się ważny i potrzebny. Ale nie nagradzaj nigdy jego chamskiego zachowania, bo to trzeba tępić w zarodku. Tego typu odzywki to jest oznaka słabości i braku kontroli. Życzę Wam wszystkiego dobrego, pozdrawiam.


Dziękuję Ci bardzo za tą odpowiedź i za to, że specjalnie się zarejestrowałeś i poświęciłeś swój czas by mi odpowiedzieć. MEGA!

Myślę, że z tą grą to rzeczywiście może tak być.

A co do wyręczania to nie robię tego wszystkiego by go wyręczyć, tylko dlatego, że on tego po prostu nie zrobi. Tak jak pisałam - jak nie przypilnuję z rachunkami to pewnego dnia obudzę się bez prądu lub internetu. Jak ja nie zadzwonię do gminy w sprawie wywózki szamba to nie będę mogła korzystać z łazienki big_smile
Ale powiedzmy, że na niektórych polach mogę spróbować.

I chcę, żebyście zrozumieli, że to też nie jest tak, że on nic nie robi. Pomaga mi w trudniejszych rzeczach - pojedzie po węgiel lub drewno, podźwignie coś, zapali w piecu, zrobi zakupy, gary też często umyje itp. Mogę powiedzieć, że jest raczej pomocny, ale zaobserwowałam, że robi coś tylko wtedy, jeśli jest już ostatni termin na to np. nie mam już węgla na jutro. Bo jak mam jeszcze na kilka dni to nie chce się mu jechać. Teraz mam problem bo mówię mu, że nie mamy drewna do palenia, a on mi pokazuje że jest jakieś krzesło w kotłowni, jakaś deska... no dobra, ale to trzeba porąbać wszystko. To tego już mi nie zrobi dopóki nie spędzę cały dzień w zimnym domu i nie dostanę wkurwu na maxa. Bo tak to jemu się nigdy nie śpieszy. O takie rzeczy mu głównie suszę głowę bo mnie strasznie rozwala takie coś.

O domu już przestałam dawno mówić, bo nie chciał słuchać i ciągle się darł, ze po co ja się napalam na to, że będziemy mieć dom, skoro nie mamy kasy. To zauważyłam, że kupuje teraz Muratora i czyta. Byłam pozytywnie zaskoczona, że ma jeszcze nadzieję, że coś z tego będzie.

A tak w ogóle to od 2 dni nie odzywamy się do siebie po ostatnim razie, jak mnie kiepsko potraktował. W nocy się chciał do mnie przymilić, a ja go odrzuciłam (w sensie przytulanie bo wkurwiona byłam, a wiedziałam, że i tak nie pogadamy więc nie chciałam, żeby myślał, że jest wszystko ok tylko żeby wiedział, że ja sobie nie będę na to pozwalać) i tak od tamtej pory się nie odzywa do mnie hmm Już mnie szlag trafia.. czemu to takie trudne przeprosić za swoje zachowanie? Ja się nie chcę odezwać pierwsza bo nie chcę by myślał, że jak coś takiego znowu zrobi to mnie po 2 dniach przejdzie i wszystko będzie ok. Bo wtedy będzie sobie na to częściej pozwalał. Chcę, żeby wiedzieć, że mnie to naprawdę dotknęło i nie mam tolerancji dla takiego zachowania.  No ale znowu u niego nie widzę teraz chęci w ogóle gadać hmm

A zostaw to szambo czy rachunki dla niego, jak będą konsekwencje, to następnym razem zrobi. daj sie chłopu wykazać. I jak masz jakieś ale, to lepiej 5 razy zakomunikuj za co konkretnie bo facet jak pies- nie zrozumie zwiazku z tym co było wcześniej, tylko pomyśli że ostatnio słabo wypadł w łóżku i dlatego go odtrącasz.

36

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Lifegoeson ... z kolei ja, po przeczytaniu Twoich wypowiedzi, mam zupełnie inne odczucia niż Lilka.
Wasz związek jawi mi się jako bardzo nierówny, z zupełnie zaburzoną symetrią.
A Twój małżonek, jako niedorostek, stawiający tylko na własną wygodę i komfort i strzelający przysłowiowego focha każdorazowo, kiedy jego życzenia i zachcianki nie zostaną spełnione.
Powiem Ci, że swędziałaby mnie pewnie stopa, żeby mu porządnego kopniaka zafundować.

37 Ostatnio edytowany przez Lillka-15 (2017-03-03 18:44:24)

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
lifegoeson82 napisał/a:

A co Twoim zdaniem, ja powinnam w sobie zmienić? I jakich on chce zmian?

Wiesz, ja jestem też nieco buntownicza, bardzo chronię swój czas i swoją osobowość. I są takie momenty, że on mnie prosi o zrobienie czegoś, a ja mówię: nie, sam sobie zrób. Bardzo często w zasadzie nie chcę dla niego czegoś robić bo właśnie uważam, że to z jego strony jest wygodnictwo. Bardzo długo się spieraliśmy o to, że ja pracuję w domu, a on chce bym ja w tym czasie załatwiała coś dla niego np. pojechała do urzędu czy do lekarza. Często odmawiałam, mówiąc, że to mój czas pracy i nie będę załatwiać spraw prywatnych. Bardzo się wkurzał wtedy i potem często mówił, że ja dla niego nic nie robię.. Ale uznałam, ze chyba wszędzie, gdzie w rodzinie jest freelancer, tak to wygląda - mało kto rozumie, że siedzenie w domu nie oznacza, że się nic nie robi.

I np. robię też często tak, że jak widzę jego ciuchy porozwalane po całym domu - na łóżku, na krześle obok łóżka, na pralce w łazience, w salonie na 3 krzesłach i jeszcze na kanapie i na jego krześle przy kompie.. to biorę te wszystkie ciuchy razem i rzucam mu na kompa big_smile A swoje ogarniam. I ja mu powiedziałam, że wszystkiego nie będę za niego robić i ma sobie ciuchy sam ogarniać.

Co Twoim zdaniem powinnam zrobić - całkiem się wycofać z ogarniania czegokolwiek? I zrzucić na niego więcej obowiązków, dać mu pokierować tym? I co, jeśli na rocznicę on nic nie zorganizuje i będziemy siedzieć w domu przed kompami (osobno do tego), to mam to tak po prostu zaakceptować? Czy mam mu dawać znać, że chcę by on to zorganizował. Tzn. powiedzieć o co mi chodzi, ale dać mu w całości możliwość zorganizowania tego od A do Z ? Tylko jak znam życie to się zacznie: "a jaki tam numer telefonu był do tego lokalu co my byli kiedyś?" albo "a jak znaleźć w Google ten lokal?" big_smile


Hej smile.
Mówiłaś o braku szacunku męża wobec Ciebie, a co z Tobą?
Włosy dęba stają. Uważasz, że mówienie do męża w tonie agresywnym "sam sobie zrób" jest okazaniem szacunku?
Lub ostentacyjne rzucanie wszystkich jego ciuchów na kompa i mówienie o mężu burak?
Ty to nazywasz szacunkiem?
Dlaczego od męża oczekujesz szacunku, sama mu tego nie okazując? smile.
Masz to, co sama generujesz.

Poczytaj sobie również o koluzjach w związku.
Model związku, w którym Twój biedny, nieporadny mysio-pysio by sobie bez Ciebie nie poradził czemuś Ci służy smile.
Mąż już nie chce tak żyć, a Ty jaki masz plan na siebie?

38 Ostatnio edytowany przez Marajka (2017-03-03 22:43:24)

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Ja tez jak Lillka widze tu po prostu tylko walke!
Walke o terytorium, o role. Ty chcesz go miec takim, a on chce Cie miec owaka. I niestety te role, ktore sobie powymyslaliscie dla tego drugiego, nie pasuja do siebie. I zadne nie chce przeznaczonej mu przez partnera roli wypelniac do konca, tylko oczekuje wylacznie od tego drugiego, ze ten sie dostosuje.
Probujecie co najwyzej jakichs drobiazgow na zewnatrz, ktore jednak tak naprawde nie sa rozwiazaniem sprawy.
W momencie spiecia kazde reaguje po swojemu - Ty sie wycofujesz sie emocjonalnie ze zwiazku, on zaczyna byc agresywny. Takie sa Wasze wzorce reakcyjne.

Byc moze Ty bardziej weszlas w role, ktora on chce od Ciebie, bo mu matkujesz, jednak wewnetrznie buntujesz sie przeciw temu i zreszta slusznie. To kiepska rola, jesli chodzi o zwiazek i w wiekszosci przypadkow prowadzi to co najmniej do tego, ze jedna ze stron w koncu kiedys szuka sobie czegos innego, bardziej barwnego na boku.
Byc moze, ze macie zajebisty seks, tu musze wierzyc Ci na slowo, ale byloby to raczej nietypowe w takim ukladzie, zwykle taka konstelacja zabija erotyzm.
Co najwyzej pomagaja moze te ostre klotnie, zeby cos sie znowu zaiskrzylo. No i on moze pomaga sobie jakos tym ogladaniem porno, bo Wasz wzajemny uklad jakos bardzo erotycznie nie brzmi. Przepraszam za bezposredniosc, moze to nie jest tak, ale tak mi sie akurat nasunelo.

Smiem twierdzic, ze spora ilosc zwiazkow tak wlasnie sie odbywa.
Partnerzy nie zyja razem, tylko spedzaja swoje zycie na probach egzekwowania od tego drugiego jakiegos zachowania, co ma na celu tylko i wylacznie zapewnienie nam jakiegos okreslonego komfortu psychicznego. Przy czym odpowiedzialnym za ten nasz komfort ma byc nasz partner. To on ma sie zmienic, on ma robic to, co sie nam podoba i nierobic tego, co sie nam nie podoba. Tylko od niego i jego zachowan zalezy, czy czujemy sie dobrze czy nie.
Czyli jak za czasow mamusi i tatusia, gdy to rodzice byli (lub powinni byc) odpowiedzialni za komfort psychiczny i fizyczny dziecka, ktore samo sobie sila rzeczy tego jeszcze zapewnic nie potrafilo. Zwykle mozna przyjac, ze  nie wypelnili oni swojej rodzicielskiej roli za dobrze, jesli my pozniej w naszych zwiazkach staramy sie od partnera wyegzekwowac to, czego nam brakowalo w domu, z ktorego wyszlismy.

Niestety, w takich ukladach ZADEN z partnerow nie jest doroslym, przejmujacym za siebie odpowiedzialnosc czlowiekiem.
Odpowiedzialnosci za siebie nie przejmuje sie tak dlugo, jak dlugo wina za istniejacy stan rzeczy obciaza sie partnera.
Dorosly, odpowiedzialny za siebie czlowiek albo zmieni swoje zachowanie i oczekiwania w zwiazku, bo w koncu sam sie na to zdecydowal, wiec powinien ponosic tez konsekwencje bycia z wybranym czlowiekiem. Albo pozegna sie ze zwiazkiem, bo dojdzie do wniosku, ze nie jest sie gotowym ponoszenia tych konsekwencji.
Oczywiscie nie wyklucza to rozmow z partnerem, ale nie w formie oskarzania czy oczekiwan.

Popieram tez zdanie Lillki, ze zamiast zajmowac sie ukladaniem partnera, duzo bardziej produktywnym jest spojrzenie na siebie.
Partnera zazwyczaj nie da sie zmienic, to moze zrobic tylko on sam.
Za to mozna wiele zmienic u siebie.

Pytasz, na co mialabys spojrzec u siebie?
Ja podpowiem, ze z cala pewnoscia nie na to czy za duzo czy za malo sprzatasz i jak tu cos zmienic.
Spojrzenie na siebie to znaczy zaprzestanie grania jakichs rol, takze tych swoich wlasnych, sobie samej narzuconych.
Przyjrzyj sie dokladniej i przede wszystkim szczerze Waszemu stosunkowi, bez obwiniania jego czy siebie. Sproboj spojrzec na to jakby z pozycji osoby trzeciej, niezaangazowanej w to wszystko. Na tyle, na ile to mozliwe.
Chodzi po prostu o to, zeby zaczac zauwazac jakies prawidlowosci we wzajemnych zachowaniach, reakcjach i miec fokus przede wszystkim na siebie, na swoje reakcje, emocje, zeby wiedziec co nami kieruje, jakie nieswiadome wzorce dotad odgrywalismy. Nasz partner pasuje zazwyczaj jak ulal do naszych wlasnych foremek.
Trzeba popatrzec na to wszystko troche jak na film, na ciagle te same odgrywane sceny, bo one z pewnoscia maja jakis staly scenariusz.

Na poczatek wcale nie chodzi o to, zeby cos zmieniac na zewnatrz, tylko o to, zeby zlapac troche dystansu do tej drugiej osoby i do swoich wlasnych emocji czy wyobrazen o tym jak mialoby byc, a nie jest.
W tym stopniu, gdy cos sie zaczyna zmieniac w nas samych, zaczynaja sie tez zmieniac nasze warunki zewnetrzne.
Albo dojrzewamy do jakichs decyzji, albo wpadamy na jakies niestandartowe rozwiazania, albo partner sie zmienia, albo przestaje do nas pasowac i nas opuszcza. Albo my jego. Albo spotyka nas jakis przypadek, ktory wszystko zmienia.

Zmiana jednak zaczyna sie zawsze od wewnatrz.

39

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Lillka-15 napisał/a:

Hej smile.
Mówiłaś o braku szacunku męża wobec Ciebie, a co z Tobą?
Włosy dęba stają. Uważasz, że mówienie do męża w tonie agresywnym "sam sobie zrób" jest okazaniem szacunku?
Lub ostentacyjne rzucanie wszystkich jego ciuchów na kompa i mówienie o mężu burak?
Ty to nazywasz szacunkiem?
Dlaczego od męża oczekujesz szacunku, sama mu tego nie okazując? smile.
Masz to, co sama generujesz.

Poczytaj sobie również o koluzjach w związku.
Model związku, w którym Twój biedny, nieporadny mysio-pysio by sobie bez Ciebie nie poradził czemuś Ci służy smile.
Mąż już nie chce tak żyć, a Ty jaki masz plan na siebie?

Nigdy nie powiedziałam mu, że jest burakiem. Mówiłam o tym, że zachowuje się jak burak, a to co innego. Nigdy nie nazwałam go brzydko i nie traktuję go bez szacunku. Nigdzie nie napisałam, że rzucam mu ostentacyjnie jego ciuchy - nie robię tego, by go wkurwić. Ale jeśli 10 x proszę by ogarniał swoje ciuchy i to nie działa, a potem mówię po raz ostatni "jeśli nie będziesz ogarniał swoich rzeczy to Ci je będę na biurko przynosić" również, to w końcu tak po prostu robię. Piszecie mi, bym nie traktowała go jak dziecko, a jak dziecko nie posprząta to mama to za niego robi. Ja tak nie robię. Jedyny sposób na to by sobie rzeczy posprzątał to zgromadzenie mu wszystkiego tam, gdzie najczęściej siedzi tj. przy komputerze. Zanim zacznie grę, musi sobie to ogarnąć. Nie widziałam nigdy, by się o to wkurzył. Grzecznie wtedy układa ciuchy, więc uważam to za skuteczne. Nigdy mi też tego nie wypomniał.

I zawsze odnoszę się do niego z szacunkiem, mówię grzecznie "kochanie, mam prośbę. Ogarniesz ciuchy? Bo straszny bajzel nam się tu zrobił, a mamy dziś gości". On odpowiada wtedy też grzecznie "Jasne". A potem mówię znowu i znowu.. i znowu... aż kończy mi się cierpliwość smile

40

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Dobra, chwilę mnie nie było to powiem Wam co się wydarzyło. Pisałam, że 2 dni się ostatnio nie odzywaliśmy. No więc po tych 2 dniach on zapytał się, czy możemy pogadać. I bardzo grzecznie wytłumaczył mi, jakie wrażenie on odniósł w naszej kłótni, a ja mu przedstawiłam swój punkt widzenia. Poszło o wyjazd majówkowy, który on zaplanował, a ja mu przedstawiłam jakiś swój głupi pomysł. Głupota w sumie, źle się zrozumieliśmy. Grzecznie sobie to wyjaśniliśmy.

No ale ja kontynuuję, że mnie to nie poszło o samą kłótnię tylko o agresywny sposób jego reakcji. I że bardzo nie podobają mi się jego odzywki, że to brak szacunku itp. Przeprosił i powiedział, że ta agresja wynika z naszej przeszłości z czasów, kiedy moja firma prawie upadła. Że stracił wtedy do mnie cierpliwość, bo wtedy żyłam w innym świecie - tylko firma i firma, że dom totalnie nieogarnięty, ze mną był ciężki kontakt bo cały czas myślałam o firmie, zestresowana byłam itp. I teraz, jak widzi, że czasem go nie słucham to się gotuje w nim. Przyznał, że do nikogo innego taki nie jest i że nie ma tego w naturze. Po prostu skumulowało się wtedy i czasem mu to wraca.

[nie, żebym go broniła, ale chyba trochę rozumiem. Miałam taką koleżankę kiedyś z którą mieszkałam w czasach studenckich. Bez przerwy gubiła klucze do mieszkania albo przeskakiwała z tematu na temat, jak się do niej coś mówiło, nie potrafiła się skupić na danym momencie, nie potrafiła też nic załatwić, kiedy ją o to prosiłam - ciągle zapominała albo sobie znajdywała wymówkę. Po jakimś czasie wziął mnie na nią taki wkurw, że nie byłam w stanie się do niej normalnie odzywać - jak ją widziałam to budziła się we mnie agresja. To, o czym mówi mój mąż - ja wtedy totalnie odjechałam. Nie wiem, czy ktoś kiedyś przechodził upadek firmy, ale to są koszmarne sprawy - pracownicy odchodzą, komornik wsiada na konto, wyłączają telefon, jacyś prawnicy wydzwaniają i wierzyciele. Byłam w ciągłym stresie - bałam się odebrać telefon, martwiłam się o to, jak zapłacić za to czy tamto, nie potrafiłam się na zleceniach skupić bo myślałam tylko o kasie - skąd wziąć i jak przeżyć. Ale byłam na tyle zdeterminowana, żeby nie pozwolić, by to mnie zniszczyło. Zamiast się załamać całkiem to po prostu siedziałam od rana do nocy i szukałam zleceń, żeby mieć więcej kasy i połatać dziury. Zrezygnowałam z lokalu i zaczęłam pracę z domu by obciąć koszty. Nie potrafiłam myśleć o sprzątaniu czy gotowaniu bo miałam poczucie, że czas działa na moją niekorzyść. I zamiast spędzać całą sobotę na sprzątaniu, wolałam wtedy popracować nad wizerunkiem albo poszukaniem zleceń. Sobota to był czas, kiedy nie było telefonów od wierzycieli i można było spokojnie skupić umysł na celu. A dla niego sobota oznaczała, że musi robić to, co powinna zrobić kobieta. Totalnie się wtedy nie dogadywaliśmy - on swoje, ja swoje. I wiem, że rzeczywiście byłam odjechana - jak mnie o coś prosił to zapominałam albo znajdywałam sobie coś ważniejszego "nie mogłam, bo klient dzwonił i dostałam zlecenie, zarobię dla nas trochę kasy". I tak dalej i tak dalej. Z mojej perspektywy wtedy ja robiłam dobrze, on był tym złym. Bo ja chciałam uratować firmę i nasze dochody. On chciał mieć w domu normalną kobietę i porządek, ugotowane. A może nawet nie to, ale kogoś z kim mógł spędzić czas po pracy czy w weekend. A ja wieczór czy weekend - zawsze komputer i praca. Nie widziałam niczego innego. Dopiero się wszystko unormowało jak odzyskałam firmę. Wtedy mi powiedział, że wszystko rozumie, że tak musiało być itp. i że się cieszy, że się udało. Ale jednak mimochodem zawsze wraca do tego i coś tam napomknie i wyrzuci mi w złości..]

No w każdym razie.. kopara w dół, że tak łatwo poszła rozmowa. I potem oczywiście przez kilka dni pełnia szczęścia.

Aż do wczoraj. No więc jedziemy samochodem do mojego ojca, jesteśmy na autostradzie i on milczy. Więc ja sobie gadam. I opowiadam mu o takim pomyśle, który może nam dać dodatkowy dochód comiesięczny (wspominałam wcześniej, że cały czas kminię jak poprawić nasz byt finansowy). Opowiadam mu ze szczegółami, co trzeba zrobić itp. A po jakichś 5 minutach on do mnie krzyczy "nie mów mi o tym już więcej, nie interesuje mnie to!". A ja na to "no ale to jest szansa dla nas, myślałam, że się będziesz cieszyć i że może nawet coś podpowiesz, pomożesz..", a on "nie interesuje mnie, męczysz strasznie!". I to jeszcze takim tonem nie znoszącym sprzeciwu. Pytam go "Ale czemu Cię nie interesuje", a on "bo się nie znam na biznesie". A ja mu na to "to Ci wytłumaczę". Na co on: "nie chcę". I tak oto uciął rozmowę, bez słowa wyjaśnienia. Nie chciałam się kłócić, więc powiedziałam tylko ok, ale wewnętrznie ubodło. Że oto on, najbliższa osoba, której powinnam móc o wszystkim powiedzieć i takie buty - nie interesuje go i tyle. Nigdy mu tak nie powiedziałam, zawsze go wysłuchuję. I w normalnych relacjach z ludźmi też raczej rozmówcy próbują się wysłuchać z szacunkiem. No ale dobra.

Ojciec miał u siebie butelkę 5 litrów wina. Mój mąż wypił wczoraj 2. W nocy był trochę nieprzyjemny - zawsze taki jest po alkoholu. Objawia się tym, że marudzi, jest niegrzeczny, gada jakieś głupoty itp. Trochę mi się nieprzyjemnie zrobiło, nie lubię go po alkoholu. No ale dzisiaj rano było ok. Choć z rana już zaczął dalej sączyć tą butelkę do śniadania. Postawił mnie przed faktem dokonanym, że ja będę prowadzić samochód z powrotem do domu. Nie ma problemu, ale uważam, że powinien był spytać czy mi to pasuje, zanim sobie polał do śniadania.

A dzisiaj koło południa mówi mi: idź kupić sznurek na pranie i coś na obiad. To poszłam. Zadzwonił ktoś do mnie i gadałam z godzinę. Rozmowa ważna bo tata choruje na raka i potrzebowałam pogadać z kimś z rodziny. W tym czasie słyszę, że ktoś próbuje się do mnie przebić z 8 razy. Skończyłam rozmowę i oddzwaniam do męża. A tu słyszę "Kazałem ci kupić sznurek i coś na obiad. Nie zdajesz sobie sprawy z tego, ze ja tu czekam głodny i nie mam spodni do pracy, a muszą mi jeszcze dziś wyschnąć. A Ty sobie gadasz przez telefon!". I rozłączył się. Myślę sobie: oho, znowu awantura gotowa. Już mi się nie chciało do domu wracać, wiedziałam, ze wieczór spierdolony. Wracam do domu i patrzę, że w tej butelce z winem został jakiś litr wina.. Myślę sobie: zajebiście, jeszcze najebany - gorzej być nie mogło. I się osłuchałam. Ale ja mówię: "nie zrobiłam tego złośliwie, po prostu potrzebowałam pogadać o ojcu, poza tym, nie mówiłeś mi, że masz spodnie do wyschnięcia i że jesteś głodny i mam szybko wracać. Nic nie mówiłeś takiego i się teraz wkurzasz nie wiadomo o co". A on do mnie całą litanię, że nie słucham, że jestem taka sama jak ojciec, że coś tam. No ale przeszło jakoś w miarę nawet szybko. I mówię: nie kłócmy się proszę. A on do mnie: już nie jestem zły. I wydawało się spoko. Tyle tylko, że nagle butelka od wina zrobiła się pusta i godzina 18-ta, a mój szanowny mąż idzie spać. Pomyślałam sobie: nie ma to jak spierdolić sobie weekend - a można było razem zjeść kolację i napić się lampki wina (a nie 2,5 litra!), jakiś film obejrzeć, może poseksić.

Przed pójściem spać znów jakieś pretensje - był już mocno nawalony, a po alkoholu zawsze ma jakieś ale. I że ja go nie słucham, że jestem taka jak ojciec.. Nic nie powiedziałam, tylko położyłam go spać.

I gdzie ja kurde błąd popełniłam? Mówicie, żebym spojrzała na siebie, na swoje zachowanie. Ale ja nie mam pojęcia, co robię źle, że tak się na mnie wkurza hmm

41

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
lifegoeson82 napisał/a:

Dobra, chwilę mnie nie było to powiem Wam co się wydarzyło. Pisałam, że 2 dni się ostatnio nie odzywaliśmy. No więc po tych 2 dniach on zapytał się, czy możemy pogadać. I bardzo grzecznie wytłumaczył mi, jakie wrażenie on odniósł w naszej kłótni, a ja mu przedstawiłam swój punkt widzenia. Poszło o wyjazd majówkowy, który on zaplanował, a ja mu przedstawiłam jakiś swój głupi pomysł. Głupota w sumie, źle się zrozumieliśmy. Grzecznie sobie to wyjaśniliśmy.

No ale ja kontynuuję, że mnie to nie poszło o samą kłótnię tylko o agresywny sposób jego reakcji. I że bardzo nie podobają mi się jego odzywki, że to brak szacunku itp. Przeprosił i powiedział, że ta agresja wynika z naszej przeszłości z czasów, kiedy moja firma prawie upadła. Że stracił wtedy do mnie cierpliwość, bo wtedy żyłam w innym świecie - tylko firma i firma, że dom totalnie nieogarnięty, ze mną był ciężki kontakt bo cały czas myślałam o firmie, zestresowana byłam itp. I teraz, jak widzi, że czasem go nie słucham to się gotuje w nim. Przyznał, że do nikogo innego taki nie jest i że nie ma tego w naturze. Po prostu skumulowało się wtedy i czasem mu to wraca.

[nie, żebym go broniła, ale chyba trochę rozumiem. Miałam taką koleżankę kiedyś z którą mieszkałam w czasach studenckich. Bez przerwy gubiła klucze do mieszkania albo przeskakiwała z tematu na temat, jak się do niej coś mówiło, nie potrafiła się skupić na danym momencie, nie potrafiła też nic załatwić, kiedy ją o to prosiłam - ciągle zapominała albo sobie znajdywała wymówkę. Po jakimś czasie wziął mnie na nią taki wkurw, że nie byłam w stanie się do niej normalnie odzywać - jak ją widziałam to budziła się we mnie agresja. To, o czym mówi mój mąż - ja wtedy totalnie odjechałam. Nie wiem, czy ktoś kiedyś przechodził upadek firmy, ale to są koszmarne sprawy - pracownicy odchodzą, komornik wsiada na konto, wyłączają telefon, jacyś prawnicy wydzwaniają i wierzyciele. Byłam w ciągłym stresie - bałam się odebrać telefon, martwiłam się o to, jak zapłacić za to czy tamto, nie potrafiłam się na zleceniach skupić bo myślałam tylko o kasie - skąd wziąć i jak przeżyć. Ale byłam na tyle zdeterminowana, żeby nie pozwolić, by to mnie zniszczyło. Zamiast się załamać całkiem to po prostu siedziałam od rana do nocy i szukałam zleceń, żeby mieć więcej kasy i połatać dziury. Zrezygnowałam z lokalu i zaczęłam pracę z domu by obciąć koszty. Nie potrafiłam myśleć o sprzątaniu czy gotowaniu bo miałam poczucie, że czas działa na moją niekorzyść. I zamiast spędzać całą sobotę na sprzątaniu, wolałam wtedy popracować nad wizerunkiem albo poszukaniem zleceń. Sobota to był czas, kiedy nie było telefonów od wierzycieli i można było spokojnie skupić umysł na celu. A dla niego sobota oznaczała, że musi robić to, co powinna zrobić kobieta. Totalnie się wtedy nie dogadywaliśmy - on swoje, ja swoje. I wiem, że rzeczywiście byłam odjechana - jak mnie o coś prosił to zapominałam albo znajdywałam sobie coś ważniejszego "nie mogłam, bo klient dzwonił i dostałam zlecenie, zarobię dla nas trochę kasy". I tak dalej i tak dalej. Z mojej perspektywy wtedy ja robiłam dobrze, on był tym złym. Bo ja chciałam uratować firmę i nasze dochody. On chciał mieć w domu normalną kobietę i porządek, ugotowane. A może nawet nie to, ale kogoś z kim mógł spędzić czas po pracy czy w weekend. A ja wieczór czy weekend - zawsze komputer i praca. Nie widziałam niczego innego. Dopiero się wszystko unormowało jak odzyskałam firmę. Wtedy mi powiedział, że wszystko rozumie, że tak musiało być itp. i że się cieszy, że się udało. Ale jednak mimochodem zawsze wraca do tego i coś tam napomknie i wyrzuci mi w złości..]

No w każdym razie.. kopara w dół, że tak łatwo poszła rozmowa. I potem oczywiście przez kilka dni pełnia szczęścia.

Aż do wczoraj. No więc jedziemy samochodem do mojego ojca, jesteśmy na autostradzie i on milczy. Więc ja sobie gadam. I opowiadam mu o takim pomyśle, który może nam dać dodatkowy dochód comiesięczny (wspominałam wcześniej, że cały czas kminię jak poprawić nasz byt finansowy). Opowiadam mu ze szczegółami, co trzeba zrobić itp. A po jakichś 5 minutach on do mnie krzyczy "nie mów mi o tym już więcej, nie interesuje mnie to!". A ja na to "no ale to jest szansa dla nas, myślałam, że się będziesz cieszyć i że może nawet coś podpowiesz, pomożesz..", a on "nie interesuje mnie, męczysz strasznie!". I to jeszcze takim tonem nie znoszącym sprzeciwu. Pytam go "Ale czemu Cię nie interesuje", a on "bo się nie znam na biznesie". A ja mu na to "to Ci wytłumaczę". Na co on: "nie chcę". I tak oto uciął rozmowę, bez słowa wyjaśnienia. Nie chciałam się kłócić, więc powiedziałam tylko ok, ale wewnętrznie ubodło. Że oto on, najbliższa osoba, której powinnam móc o wszystkim powiedzieć i takie buty - nie interesuje go i tyle. Nigdy mu tak nie powiedziałam, zawsze go wysłuchuję. I w normalnych relacjach z ludźmi też raczej rozmówcy próbują się wysłuchać z szacunkiem. No ale dobra.

Ojciec miał u siebie butelkę 5 litrów wina. Mój mąż wypił wczoraj 2. W nocy był trochę nieprzyjemny - zawsze taki jest po alkoholu. Objawia się tym, że marudzi, jest niegrzeczny, gada jakieś głupoty itp. Trochę mi się nieprzyjemnie zrobiło, nie lubię go po alkoholu. No ale dzisiaj rano było ok. Choć z rana już zaczął dalej sączyć tą butelkę do śniadania. Postawił mnie przed faktem dokonanym, że ja będę prowadzić samochód z powrotem do domu. Nie ma problemu, ale uważam, że powinien był spytać czy mi to pasuje, zanim sobie polał do śniadania.

A dzisiaj koło południa mówi mi: idź kupić sznurek na pranie i coś na obiad. To poszłam. Zadzwonił ktoś do mnie i gadałam z godzinę. Rozmowa ważna bo tata choruje na raka i potrzebowałam pogadać z kimś z rodziny. W tym czasie słyszę, że ktoś próbuje się do mnie przebić z 8 razy. Skończyłam rozmowę i oddzwaniam do męża. A tu słyszę "Kazałem ci kupić sznurek i coś na obiad. Nie zdajesz sobie sprawy z tego, ze ja tu czekam głodny i nie mam spodni do pracy, a muszą mi jeszcze dziś wyschnąć. A Ty sobie gadasz przez telefon!". I rozłączył się. Myślę sobie: oho, znowu awantura gotowa. Już mi się nie chciało do domu wracać, wiedziałam, ze wieczór spierdolony. Wracam do domu i patrzę, że w tej butelce z winem został jakiś litr wina.. Myślę sobie: zajebiście, jeszcze najebany - gorzej być nie mogło. I się osłuchałam. Ale ja mówię: "nie zrobiłam tego złośliwie, po prostu potrzebowałam pogadać o ojcu, poza tym, nie mówiłeś mi, że masz spodnie do wyschnięcia i że jesteś głodny i mam szybko wracać. Nic nie mówiłeś takiego i się teraz wkurzasz nie wiadomo o co". A on do mnie całą litanię, że nie słucham, że jestem taka sama jak ojciec, że coś tam. No ale przeszło jakoś w miarę nawet szybko. I mówię: nie kłócmy się proszę. A on do mnie: już nie jestem zły. I wydawało się spoko. Tyle tylko, że nagle butelka od wina zrobiła się pusta i godzina 18-ta, a mój szanowny mąż idzie spać. Pomyślałam sobie: nie ma to jak spierdolić sobie weekend - a można było razem zjeść kolację i napić się lampki wina (a nie 2,5 litra!), jakiś film obejrzeć, może poseksić.

Przed pójściem spać znów jakieś pretensje - był już mocno nawalony, a po alkoholu zawsze ma jakieś ale. I że ja go nie słucham, że jestem taka jak ojciec.. Nic nie powiedziałam, tylko położyłam go spać.

I gdzie ja kurde błąd popełniłam? Mówicie, żebym spojrzała na siebie, na swoje zachowanie. Ale ja nie mam pojęcia, co robię źle, że tak się na mnie wkurza hmm


Ahahahahaha smile. Ale się uśmiałam big_smile. Serio.

Jakbym siebie sprzed jakiegoś czasu widziała big_smile.
Ale walka o władzę, o uwagę, o swoją wersję życia i jak ma ono wyglądać.

Z tym biznesem, pomysłami na kasę, serio - kastrujesz go na maksa. Myślisz, że on widząc taką przedsiębiorczą babę czuje się pewnie? Na pewno nie!
Więc się upił, bo co miał zrobić? Choć na chwilę ma wytchnienie od Ciebie.
Jak tak czytam, co piszesz, to strasznie męcząca i inwazyjna jesteś, choć oczywiście Ty tego nie widzisz big_smile.
A z tym sznurkiem... big_smile, no o la boga, to on sobie jak dorosły chłop nie potrafił spodni na kaloryferze rozwiesić aby mu wyschły?
Na mamusię musiał czekać, aż drewienka narąbie, ogień rozpali i papu przygotuje? big_smile
Co za dzieciak big_smile.

Pasujecie do siebie, jak nic big_smile.
Teraz się dopiero zaczęło.
Czytałaś o koluzjach w związku?
Obije jesteście bardzo niedojrzali. Jak dzieci.
Prawdopodobnie czeka Cię to, co mnie, czyli rozstanie big_smile.
Najlepiej zróbcie sobie separację, może wtedy stawicie czoła swoim ograniczeniom i każdy się rozwinie, dla siebie, potem przyjdzie czas dla związku.

42 Ostatnio edytowany przez lifegoeson82 (2017-03-05 23:47:53)

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Marajka napisał/a:

Ja tez jak Lillka widze tu po prostu tylko walke!
Walke o terytorium, o role. Ty chcesz go miec takim, a on chce Cie miec owaka. I niestety te role, ktore sobie powymyslaliscie dla tego drugiego, nie pasuja do siebie. I zadne nie chce przeznaczonej mu przez partnera roli wypelniac do konca, tylko oczekuje wylacznie od tego drugiego, ze ten sie dostosuje.
Probujecie co najwyzej jakichs drobiazgow na zewnatrz, ktore jednak tak naprawde nie sa rozwiazaniem sprawy.
W momencie spiecia kazde reaguje po swojemu - Ty sie wycofujesz sie emocjonalnie ze zwiazku, on zaczyna byc agresywny. Takie sa Wasze wzorce reakcyjne.

No tylko, że ja nie chcę go zmieniać na jakiegoś wymarzonego faceta. Wystarczy, żeby był taki jak kiedyś, taki w jakim się zakochałam. Mogłam mu wtedy o wszystkim powiedzieć, teraz nie mogę [patrz post wcześniej]. Wtedy nie pił tyle co teraz. Nie wiem, wydaje mi się, że wymagam takich normalnych rzeczy, takiego normalnego, zdrowego związku. A tymczasem nie mogę się do końca swobodnie poczuć bo jak pójdę do sklepu i za długo mnie nie będzie to będzie awantura, jak powiem za dużo na jakiś temat, który go nie interesuje to będzie awantura.. Męczy mnie to po prostu. Zaczynam się bać w ogóle odzywać do niego bo nie wiem, jak zareaguje.

Marajka napisał/a:

Byc moze Ty bardziej weszlas w role, ktora on chce od Ciebie, bo mu matkujesz, jednak wewnetrznie buntujesz sie przeciw temu i zreszta slusznie. To kiepska rola, jesli chodzi o zwiazek i w wiekszosci przypadkow prowadzi to co najmniej do tego, ze jedna ze stron w koncu kiedys szuka sobie czegos innego, bardziej barwnego na boku.

Kurcze nie wiem, nie bardzo rozumiem to matkowanie, które mi wmawiacie. Może z niektórymi rzeczami przesadzam, ale mówicie, bym nie pilnowała rachunków i czekała, aż wyłączą nam prąd albo internet? Serio ? Siedzenie w domu bez internetu, gdzie internet jest moim źródłem zarabiania uważacie za rozwiązanie problemu? Albo bez prądu? Zgadzam się, że np. organizację rocznicy mogę jemu zostawić. Choć wiem, że wtedy po prostu nigdzie nie wyjdziemy z domu. Ale ok - najwyżej nie wyjdziemy. Jeśli nic nie zrobię, a od 6 lat regularnie zawsze wychodzimy z domu w rocznicę, to pewnie zauważy i może się zastanowi. Można spróbować. Ale już na przykład nie wiem, jak podejść do kwestii np. mechanika samochodowego. Zwykle jak auto się psuje to ja się zajmuję znalezieniem mechanika i odwiezieniem auta. Był okres, kiedy mnie to wkurzało bo mechanik pytał mnie o różne rzeczy, a ja się nie znam. I raz mu powiedziałam, ze on to powinien robić bo to po prostu jest męska dziedzina. Ale jego argumentem było to, że pracuje na etacie i on nie może z pracy wyzdzwaniać w prywatnych sprawach. A odstawienie auta do mechanika wiązałoby się z tym, że on musiałby wziąć dzień wolny. No jest to argument, przyznacie? Choć mnie oczywiście wkurza to, że moja praca jest postrzegana tylko jako siedzenie w domu, a nie realna praca. I że mogę sobie tak biegać w ciągu dnia i załatwiać. Ale z dwojga złego tj. braknie urlopu lub poświęcenie tych kilku godzin bez większych konsekwencji nie jest jakimś mega poświęceniem. No co prawda stracę te kilka godzin pracy, ale mogę potem nadrobić wieczorem. Tylko znowu.. potem są wypominki, że wieczorem pracuję.. Nie wiem totalnie jak do tego podejść. Kilka razy mu mówiłam, żeby szanował mój czas pracy, że to się wydaje, że godzina żeby coś załatwić, a potem się robią 2-3 godziny z tego, a jak wracam to nieraz się nie mogę skupić bo głodna już jestem i mija pół dnia na nic nierobieniu tylko załatwianiu spraw prywatnych.

Nie wiem, co dokładnie chcecie mi powiedzieć. Mam całkiem zrzucić na niego wszystkie męskie obowiązki ? I nie reagować na jego prośby, że on musi brać wolne w pracy, że nie może dzwonić w prywatnych sprawach itp?

Marajka napisał/a:

Byc moze, ze macie zajebisty seks, tu musze wierzyc Ci na slowo, ale byloby to raczej nietypowe w takim ukladzie, zwykle taka konstelacja zabija erotyzm.
Co najwyzej pomagaja moze te ostre klotnie, zeby cos sie znowu zaiskrzylo. No i on moze pomaga sobie jakos tym ogladaniem porno, bo Wasz wzajemny uklad jakos bardzo erotycznie nie brzmi. Przepraszam za bezposredniosc, moze to nie jest tak, ale tak mi sie akurat nasunelo.

Jest zajebisty. Tylko rzadko. Ja to mogę nawet codziennie. On najczęściej "zmęczony". Ale wspominałam Wam, że trochę go mój widok przy komputerze i w dresach trochę odstrasza, więc może w tym tkwi szkopuł, że tak rzadko to robimy. Skonfrontowałam go odnośnie filmów porno - twierdzi, że to ciekawość i że niczego mu w łóżku nie brakuje.. Brzmiał szczerze, ale cholera go wie. Szczerze mówiąc, on się bardzo rozwinął w ostatnich latach jeśli chodzi o seks. Na początku nie było za dobrze. Nie chciał wielu rzeczy robić, to ja byłam ta odważna i chcąca próbować nowości. Może to taki jego sposób na wprowadzenie świeżości do łóżka? Edukacja?

Marajka napisał/a:

Smiem twierdzic, ze spora ilosc zwiazkow tak wlasnie sie odbywa.
Partnerzy nie zyja razem, tylko spedzaja swoje zycie na probach egzekwowania od tego drugiego jakiegos zachowania, co ma na celu tylko i wylacznie zapewnienie nam jakiegos okreslonego komfortu psychicznego. Przy czym odpowiedzialnym za ten nasz komfort ma byc nasz partner. To on ma sie zmienic, on ma robic to, co sie nam podoba i nierobic tego, co sie nam nie podoba. Tylko od niego i jego zachowan zalezy, czy czujemy sie dobrze czy nie.
Czyli jak za czasow mamusi i tatusia, gdy to rodzice byli (lub powinni byc) odpowiedzialni za komfort psychiczny i fizyczny dziecka, ktore samo sobie sila rzeczy tego jeszcze zapewnic nie potrafilo. Zwykle mozna przyjac, ze  nie wypelnili oni swojej rodzicielskiej roli za dobrze, jesli my pozniej w naszych zwiazkach staramy sie od partnera wyegzekwowac to, czego nam brakowalo w domu, z ktorego wyszlismy.

Niestety, w takich ukladach ZADEN z partnerow nie jest doroslym, przejmujacym za siebie odpowiedzialnosc czlowiekiem.
Odpowiedzialnosci za siebie nie przejmuje sie tak dlugo, jak dlugo wina za istniejacy stan rzeczy obciaza sie partnera.
Dorosly, odpowiedzialny za siebie czlowiek albo zmieni swoje zachowanie i oczekiwania w zwiazku, bo w koncu sam sie na to zdecydowal, wiec powinien ponosic tez konsekwencje bycia z wybranym czlowiekiem. Albo pozegna sie ze zwiazkiem, bo dojdzie do wniosku, ze nie jest sie gotowym ponoszenia tych konsekwencji.
Oczywiscie nie wyklucza to rozmow z partnerem, ale nie w formie oskarzania czy oczekiwan.

Popieram tez zdanie Lillki, ze zamiast zajmowac sie ukladaniem partnera, duzo bardziej produktywnym jest spojrzenie na siebie.
Partnera zazwyczaj nie da sie zmienic, to moze zrobic tylko on sam.
Za to mozna wiele zmienic u siebie.

Pytasz, na co mialabys spojrzec u siebie?
Ja podpowiem, ze z cala pewnoscia nie na to czy za duzo czy za malo sprzatasz i jak tu cos zmienic.
Spojrzenie na siebie to znaczy zaprzestanie grania jakichs rol, takze tych swoich wlasnych, sobie samej narzuconych.
Przyjrzyj sie dokladniej i przede wszystkim szczerze Waszemu stosunkowi, bez obwiniania jego czy siebie. Sproboj spojrzec na to jakby z pozycji osoby trzeciej, niezaangazowanej w to wszystko. Na tyle, na ile to mozliwe.
Chodzi po prostu o to, zeby zaczac zauwazac jakies prawidlowosci we wzajemnych zachowaniach, reakcjach i miec fokus przede wszystkim na siebie, na swoje reakcje, emocje, zeby wiedziec co nami kieruje, jakie nieswiadome wzorce dotad odgrywalismy. Nasz partner pasuje zazwyczaj jak ulal do naszych wlasnych foremek.
Trzeba popatrzec na to wszystko troche jak na film, na ciagle te same odgrywane sceny, bo one z pewnoscia maja jakis staly scenariusz.

Na poczatek wcale nie chodzi o to, zeby cos zmieniac na zewnatrz, tylko o to, zeby zlapac troche dystansu do tej drugiej osoby i do swoich wlasnych emocji czy wyobrazen o tym jak mialoby byc, a nie jest.
W tym stopniu, gdy cos sie zaczyna zmieniac w nas samych, zaczynaja sie tez zmieniac nasze warunki zewnetrzne.
Albo dojrzewamy do jakichs decyzji, albo wpadamy na jakies niestandartowe rozwiazania, albo partner sie zmienia, albo przestaje do nas pasowac i nas opuszcza. Albo my jego. Albo spotyka nas jakis przypadek, ktory wszystko zmienia.

Zmiana jednak zaczyna sie zawsze od wewnatrz.

Niestety nie wiem, co mam na to odpowiedzieć. Jeśli mam spojrzeć z perspektywy trzeciej osoby to widzę parę, w której pełno jest nieporozumień - jednemu się wydaje, że coś powiedział i drugie nie załapało, drugiemu odwrotnie - że nic nie mówił i nie wie, o co chodzi. Jeśli miałabym takiej parze doradzać to pewnie bym powiedziała, żeby lepiej precyzowali swoje wymagania i bardziej zwracali uwagę na to, jak się komunikują - czy jedno na pewno powiedziało drugiemu jasny komunikat co ma zrobić itp. No ale to w życiu prawdziwym jest bardzo trudne. Bo oboje muszą do siebie podejść jednakowo - ze spokojem i cierpliwością. A kiedy jedno jest cierpliwe i niekłótliwe, a drugie pamiętliwe i agresywne to jest mega problem. Ja mam trochę wrażenie, że mąż tutaj jest taką kobietą, co to uważa, że mąż powinien się wszystkiego domyślać. Ja czasem dostaję raban za coś, czego totalnie nie mogłam przewidzieć - tak jak dzisiaj z tym praniem i zakupami na obiad. Wróciliśmy od ojca około 12-tej po bardzo dużym śniadaniu. Ani słowem nie wspomniał, że jest głodny, wręcz przeciwnie - wracając, chciałam od razu zahaczyć o sklep i zrobić zakupy, a on powiedział, że nie ma pośpiechu, jedźmy do domu, przemyślimy dokładnie co chcemy ugotować i wtedy się zrobi. A poza tym dopiero śniadanie jedliśmy. Na zakupy poszłam o 14:30 więc było jeszcze wcześnie. Owszem, rozgadałam się przez telefon, no ale nic nie mówił, że mam szybko wracać bo on umiera z głodu. Pranie - wczoraj mieliśmy robić pranie przed wyjazdem do ojca - owszem, wtedy mówił, że musi mieć spodnie na poniedziałek do pracy. Pytam się później u ojca czy zrobił to pranie. To mówi, że nie i że zapomniał. Ale mówił to z taką lekkością - jakby to nie było takie ważne. Pomyślałam - a pewnie się mu nie chciało i wymyślił, że pójdzie w innych spodniach. A on do mnie krzyczy w niedzielę po południu, że ja godzinę gadam przez telefon, a on musi pranie wywiesić koło domu i że ja się nie domyśliłam.... hmm Nie wiem, co myśleć o tym wszystkim.

Jest bardzo dużo takich sytuacji, kiedy on uważa, że czegoś powinnam się domyślać, a mi to nie przychodzi w ogóle do głowy. I odwrotnie - ja go o coś proszę, a on tego nie robi bo coś tam albo zapomina.

I też uważam, ze zbyt mocno reaguje - jak to wkurwienie dzisiaj bo godzinę gadałam przez telefon. No i co się takiego stało, że byłam godzinę później. Taka straszna tragedia? Co to w ogóle zmienia ?

43 Ostatnio edytowany przez pannapanna (2017-03-05 23:53:28)

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Rozumiem twojego męża.  Naprawdę.
To jest obraz mężczyzny, który zaczyna rozumieć ze spieprzył sobie życie. .. 40 lat - nic nie osiągnięte.
Żona go oszukała w kwestii dzieci.
Mieszka na wynajmowanych.
W chacie ma syf. Żona wiecznie rozkręca firmę a dalej wad na nic nie stać.
Co on innego ma robić niż schlac się w weekend??
Ludzie mają po 2 dzieci, oboje pracują, w domu w miarę porządek i nawet jest czas zrobić obiad. I jeszcze jeżdżą na wakacje.
U was nic się nie da....
Serio, rozumiem go że mu się nie chce juz nawet własnych gaci złożyć.
I podobne jak przedmówczyni, odbieram cię jako zawlaszczajaca, rządzącą jąkwę.
Bawisz się w matkę a on w zbuntowane dziecko.
Nie dziw się że tak jak nastolatek przed matką tak on przed tobą ucieka.
A nie zauważyłaś nigdy podobieństwa między tobą a tą koleżanką co gubila klucze ? Bo ja tak...

44

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Lillka-15 napisał/a:

Ahahahahaha smile. Ale się uśmiałam big_smile. Serio.

Jakbym siebie sprzed jakiegoś czasu widziała big_smile.
Ale walka o władzę, o uwagę, o swoją wersję życia i jak ma ono wyglądać.

Z tym biznesem, pomysłami na kasę, serio - kastrujesz go na maksa. Myślisz, że on widząc taką przedsiębiorczą babę czuje się pewnie? Na pewno nie!
Więc się upił, bo co miał zrobić? Choć na chwilę ma wytchnienie od Ciebie.
Jak tak czytam, co piszesz, to strasznie męcząca i inwazyjna jesteś, choć oczywiście Ty tego nie widzisz big_smile.
A z tym sznurkiem... big_smile, no o la boga, to on sobie jak dorosły chłop nie potrafił spodni na kaloryferze rozwiesić aby mu wyschły?
Na mamusię musiał czekać, aż drewienka narąbie, ogień rozpali i papu przygotuje? big_smile
Co za dzieciak big_smile.

Pasujecie do siebie, jak nic big_smile.
Teraz się dopiero zaczęło.
Czytałaś o koluzjach w związku?
Obije jesteście bardzo niedojrzali. Jak dzieci.
Prawdopodobnie czeka Cię to, co mnie, czyli rozstanie big_smile.
Najlepiej zróbcie sobie separację, może wtedy stawicie czoła swoim ograniczeniom i każdy się rozwinie, dla siebie, potem przyjdzie czas dla związku.

Poszło o to, że dzisiaj mocno słońce świeciło i chciał powiesić na polu bo wtedy wyschło by w godzinę. A ja wróciłam późno i było już po słońcu. Kaloryfery nie grzeją bo mamy ogrzewanie na węgiel i nie palimy teraz bo wiosna jest.

Zdaję sobie sprawę, że jesteśmy bardzo niedobrani jeśli chodzi o ambicje i przedsiębiorczość. Ja mogę cały czas sypać nowymi pomysłami, kombinować i zapierdalać. Ja mam po prostu przed oczami budowę domu i jestem przekonana, że wkładając w to odpowiednią ilość pracy, jestem w stanie na to zarobić i ten dom będę miała. On jest bardziej pesymistą. Nie wierzy, że to się uda. Po pracy potrzebuje spokoju, nie potrafi już o niczym więcej myśleć. O pomysłach nie lubi rozmawiać, woli konkrety. Jest całkiem inny, mam tego świadomość. Mimo wszystko czasem się uda, że naprawdę fajnie pogadamy i jest pomocny, też strzela pomysłami. A czasem zrobi mi raban bo "go męczę". Zależy jak trafię - jaki będzie miał nastrój.

On niby cały czas mówi, że sie nie zna na biznesie i że nie jest przedsiębiorczy. Ale parę razy sypnął mi takimi pomysłami, że byłam zaskoczona. Mnie się wydaje, że on raczej ma predyspozycje tylko ich nie rozwija, nie zna swoich mocnych stron. No ale ja nie próbuję go przekonywać, by założył jakąś firmę tylko żeby zwyczajnie mnie wysłuchał i dołożył swoje trzy grosze. Co do kastrowania - nie pomyślałam o tym. Nie wydaje się niepewny przy mnie, choć kurde w sumie to nie wiem. Było wiele takich sytuacji, że on mówił, że się nie uda, a ja mu pokazałam, że się udało. I nieraz było mu głupio. Może rzeczywiście gdzieś to w nim siedzi. I to, że nie ma żadnych osiągnięć na koncie prócz etatu go jeszcze bardziej dobija.. Do zastanowienia. Zapytam go o to jakoś delikatnie.

45

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
pannapanna napisał/a:

Rozumiem twojego męża.  Naprawdę.
To jest obraz mężczyzny, który zaczyna rozumieć ze spieprzył sobie życie. .. 40 lat - nic nie osiągnięte.
Żona go oszukała w kwestii dzieci.
Mieszka na wynajmowanych.
W chacie ma syf. Żona wiecznie rozkręca firmę a dalej wad na nic nie stać.
Co on innego ma robić niż schlac się w weekend??
Ludzie mają po 2 dzieci, oboje pracują, w domu w miarę porządek i nawet jest czas zrobić obiad. I jeszcze jeżdżą na wakacje.
U was nic się nie da....
Serio, rozumiem go że mu się nie chce juz nawet własnych gaci złożyć.
I podobne jak przedmówczyni, odbieram cię jako zawlaszczajaca, rządzącą jąkwę.
Bawisz się w matkę a on w zbuntowane dziecko.
Nie dziw się że tak jak nastolatek przed matką tak on przed tobą ucieka.
A nie zauważyłaś nigdy podobieństwa między tobą a tą koleżanką co gubila klucze ? Bo ja tak...

Czytałaś wszystkie moje posty? Nie oszukałam go w kwestii dzieci - uważam, że to nie jest dobry moment, kiedy oboje się non stop kłócimy. Serio takie dzieciństwo mamy zafundować dzieciom?

Nie rozkręcam wiecznie firmy. Napisałam, że był kryzys, teraz mamy stabilne dochody - mamy co jeść i starcza nam na większość podstawowych potrzeb. Ale na budowę nie. Wiem, że to jest moja w tym wina - bo to ja mam zepsutą historię kredytową. Ale staram się coś robić w tym kierunku, a nie siedzieć i narzekać jak on.

Hmm kluczy nie gubię smile Co do słuchania - nie wiem, może ja czegoś jeszcze nie widzę, nie twierdzę, że jestem najmądrzejsza. Bardzo jestem wdzięczna za wszystkie komentarze, dają dużo do myślenia. Ale ze słuchaniem był u mnie naprawdę poważny problem kilka lat temu, kiedy miałam kryzys w firmie. Wtedy rzeczywiście tylko nos w komputerze i nic innego się nie liczyło. Wiem o tym. Teraz tak nie jest - zawsze mam czas dla niego wieczorem w pierwszej kolejności, jeśli tylko on ma na to ochotę. Do pracy wieczorem siadam tylko jeśli on nie ma wobec mnie żadnych planów i woli np. pograć.

Ze sprzątaniem też już napisałam jak było, a jak jest.

Naprawdę staram się, żeby mu było dobrze ze mną i żeby się poprawiać w tym, w czym jestem kiepska. Ale nie wiem, może jeszcze czegoś sobie do końca nie uświadomiłam.

46

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Dobra, podsumowując. Uważacie, że się totalnie nie dobraliśmy i że to nie ma przyszłości?

Czy może warto o to walczyć jeszcze? Co mam zrobić, by nie czuł się "wykastrowany"? Nie rozmawiać z nim w ogóle o firmie, nie mówić mu o swoich pomysłach, tylko działać sobie cichaczem i potem pokazać mu efekty w postaci np. "hej kochanie, teraz mamy dodatkowy dochód, może pomyślimy o domu?"

Ale myślicie, że jak ja zacznę zarabiać więcej od niego to nie będzie się czuł wykastrowany? Myślicie, że jak już ten dom będziemy mieć to poczuje się spełniony? Wydaje mi się, że jeśli ktoś w tym momencie takie fochy strzela to tym bardziej może go dobijać fakt, że ja np. będę więcej zarabiać. Zresztą ja nie ukrywam przy nim, że taki jest mój cel - tzn. nie to, żeby zarabiać więcej od niego tylko to, żeby zarabiać więcej niż teraz zarabiam. On prawdopodobnie nie rozwinie się ponad to, co teraz bo ma takie bierne podejście o jakim pisałam. Wiem o tym, że faceci nie znoszą tego, że ich kobiety więcej zarabiają i z tego powodu wiele związków się sypie. Myślicie, że będzie z tym problem skoro już są jakieś wąty do mojego gadania o biznesie?

Co z kwestią wyręczania go w różnych rzeczach ? Mamy zrobić jakiś podział obowiązków i jedno drugiemu nie wtyka się, jak to jest robione? I wszystkie męskie sprawy zwalić na niego, nawet jeśli to oznacza, że będzie musiał wziąć dzień wolny tylko po to by się przejechać 2 km dalej i coś załatwić bo ja pracuję w domu?

Co byście zrobiły na moim miejscu? Bo już kompletnie nie wiem, co dalej.

47

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Nie no masakra, tego sie juz czytać nie da. Jakiś czas temu wsiadłas na traktor i tak jedziesz. Orzesz to pole i orzesz, jak stachanowa baba.

Ani w Tobie czułości dla męża, wyrozumiałości, tylko dalej, mocniej fajtlapo, bo dom MUSIMY mieć.

Pytanie za 100 punktów: jakie Ty w tej Twojej firmie generujesz dochody? Masz płynność finansowa? Czy jest to kwota na czysto: do 5.000 na miesiąc, 5.000-10.000 tys, 10.000-15.000 tys, 15.000-20.000 tys czy pozwyzej. Zaraz zobaczymy jaki z Ciebie biznesmen

48

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Dom to nie jest tylko moje marzenie, JEGO również. Często o tym mówi, pokazuje mi jakieś domy i wzdycha "patrz jaki ładny". Narzeka, że wynajmujemy itp.

Jednak na etacie więcej nie wyciągniesz ponad to co masz, we własnej firmie - owszem. Dlatego upatruję jedyną szansę posiadania domu tylko w tym, że moja firma da nam takie dochody w przyszłości.

No i to, że mam zepsutą historię. Gdybym mogła moje obecne dochody podczepić pod kredyt to pewnie byśmy wzięli kredyt hipoteczny bez problemu. A tak to niestety tylko jego pensja się wlicza do kredytu. Dlatego uważam, że powinnam zarobić trochę gotówki, żeby chociaż bez kredytu coś ruszyć - jakieś fundamenty czy cokolwiek.

Dla jasności - nigdy mojemu mężowi nie powiedziałam, że jest fajtłapą, ani nie wypomniałam mu, że za mało zarabia. NIGDY. Powiedziałam mu tylko, że jedyną szansę widzę w tym, że moja firma będzie więcej zarabiać. Tyle. Nigdy nie próbowałam sprawić, żeby się poczuł gorszy.

Nie wiem co to za pyskówka "zobaczymy co z ciebie za biznesmen" - nigdy nie chwaliłam się, że dużo zarabiam czy coś takiego. Powiedziałam tylko, że zarabiam na tyle, by starczało nam na jedzenie i rachunki z jego i z mojej "wypłaty". Zarabiam tyle, co mój mąż, czasem więcej, czasem mniej. Zależy jaki miesiąc - jak to w biznesie, nie da się przewidzieć. Starcza nam też okazjonalnie na jakieś wyjazdy. Ale kredytu na dom nie weźmiemy bo mam popsutą historię kredytową.

49

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Nie chodzi o to, ze mało dajesz, bo zrobiłaś naprawdę dużo, szacunek za wydobycie firmy z dna- nawet jak dochody są do 5000 to twoje dochody i żaden Pacan Cię nie zwolni... Chodzi o to, ze moze niechcacy zupełnie nie pozwalasz mężowi stać się facetem. Dlatego doradzam Ci- bo zawsze łatwiej komuś niż sobie- zajęcie się sobą, wyluzowanie, robienie swojego, ale także czas dla męża. Niech on się wykaże inicjatywą. Czsami poleż i pachnij.. dosłownie..
Ze sprzataniem podzielcie dom na strefy- jak zobaczy porzadek w Twojej sam się weźmie za swoją. u mnie to działa. Ktoś musi przerwać ten zamknięty krąg.. I nie masz powodów się obwiniać o to że za mało robisz- robisz dużo, zrób miejsce na jego inicjatywę.

50

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

""Dla jasności - nigdy mojemu mężowi nie powiedziałam, że jest fajtłapą, ani nie wypomniałam mu, że za mało zarabia. NIGDY. Powiedziałam mu tylko, że jedyną szansę widzę w tym, że moja firma będzie więcej zarabiać. Tyle. Nigdy nie próbowałam sprawić, żeby się poczuł gorszy.""

:DD Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać, hihi

51

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Ela210 napisał/a:

""Dla jasności - nigdy mojemu mężowi nie powiedziałam, że jest fajtłapą, ani nie wypomniałam mu, że za mało zarabia. NIGDY. Powiedziałam mu tylko, że jedyną szansę widzę w tym, że moja firma będzie więcej zarabiać. Tyle. Nigdy nie próbowałam sprawić, żeby się poczuł gorszy.""

:DD Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać, hihi

Co w tym śmiesznego?

52

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Już tłumaczę- zobacz, napisałaś że jedyną szansę widzisz w Twojej firmie- to jest właśnie to kastrowanie i którym piszemy...

53

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
lifegoeson82 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

""Dla jasności - nigdy mojemu mężowi nie powiedziałam, że jest fajtłapą, ani nie wypomniałam mu, że za mało zarabia. NIGDY. Powiedziałam mu tylko, że jedyną szansę widzę w tym, że moja firma będzie więcej zarabiać. Tyle. Nigdy nie próbowałam sprawić, żeby się poczuł gorszy.""

:DD Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać, hihi

Co w tym śmiesznego?

Marajka w którymś z postów powyżej napisała Ci, ze dojrzałość zaczyna sie tam, gdzie przestaje sie zrzucać odpowiedzialność za swoje niepowodzenia i frustracje na innych. Jak widać, narazie jestes ślepa

54 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-03-06 01:30:44)

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
lifegoeson82 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

""Dla jasności - nigdy mojemu mężowi nie powiedziałam, że jest fajtłapą, ani nie wypomniałam mu, że za mało zarabia. NIGDY. Powiedziałam mu tylko, że jedyną szansę widzę w tym, że moja firma będzie więcej zarabiać. Tyle. Nigdy nie próbowałam sprawić, żeby się poczuł gorszy.""

:DD Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać, hihi

Co w tym śmiesznego?

Nic. Tylko to, co pogrubione big_smile
Rusz głową wreszcie.

55 Ostatnio edytowany przez lifegoeson82 (2017-03-06 01:50:50)

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

To pewnie mam naprawdę coś nie tak z głową bo nie rozumiem.

Mówicie, żeby go nie kastrować - czyli uszanować, że jemu na etacie jest wygodnie i że lubi grać w gry po pracy i że nie ma we krwi przedsiębiorczości tak jak ja. Po prostu dać mu żyć swoim życiem. OK. Zatem nie mogę mu mówić (zresztą nigdy nie mówiłam), że powinien zmienić pracę albo zwiększyć swoje dochody, jeśli chcemy nasze marzenia spełniać, tak? Zatem skupiam się na zwiększaniu moich dochodów - to też mi sugerowałyście (zajmij się sobą itp.). Czemu więc śmiejecie się z tego, że powiedziałam mu, że moje dochody to jedyna szansa by coś osiągnąć? Może mnie źle rozumiecie? Cały czas powtarzam: z jego samodzielnych dochodów nie weźmiemy kredytu na dom. Moich nie można na chwilę obecną włączyć. To co byście zrobiły? Ja wyszłam z założenia, że po prostu muszę zarobić coś więcej, żeby można odłożyć albo coś pokombinować. Źle mówię?

Źle mnie rozumiecie. Nie chodzi o to, że SAMA mam zarobić na dom. NIE. Biorę pod uwagę też dochody męża, ale jak mówię, nie możemy teraz oboje starać się o kredyt. Tak to widzę.

56

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Autorko, powiedz tylko: to o tym domu to są WASZE marzenia, JEGO marzenia czy TWOJE marzenia?

57

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Jest jeszcze taka kwestia, że np. do kredytu wymagany jest wkład własny - nie mamy odłożonej gotówki. On nie odłoży ze swojej wypłaty. Więc upatruję nadzieję w tym, że może ja ustrzelę jakieś zlecenie i odłożę.

Jak Wy to widzicie inaczej? Skoro nie mogę mu mówić, co ma robić i on nie zmieni pracy. Tylko ja mogę coś zrobić w takim układzie.

Czy Wam chodzi o to, by nic nie mówić mu o tym, że pracuję nad tym, by zarobić na dom, tylko zwyczajnie po cichu sobie zarabiać, a jemu dać możliwość kminić co on może zrobić sam? I że ma się w nim jakoś cudownie obudzić przedsiębiorczość i coś wykombinuje jak go ta frustracja doprowadzi do ostateczności?

58 Ostatnio edytowany przez lifegoeson82 (2017-03-06 02:02:47)

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
santapietruszka napisał/a:

Autorko, powiedz tylko: to o tym domu to są WASZE marzenia, JEGO marzenia czy TWOJE marzenia?

NASZE. On też o tym bardzo marzy. Od zawsze chcieliśmy mieć piękny dom z bali na dużej działce z pięknym widokiem. No, marzenie każdej pary, potem przychodzą realia wink On kmini, jak to zrobić taniej - inną technologią - a może tak, a może tak. Kupuje muratora, interesuje się. Tylko potem stoi przed ścianą - no nie da się, jakkkolwiek by nie próbować. Banki wymagają dobrej historii + wkładu gotówkowego. I to przeze mnie się nie da.

Dałam ciała, a teraz chcę to naprawić.

59

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

A jaki daliście sobie "termin" na spełnienie tych marzeń? Za rok, za dwa, za pięć, na emeryturze, jak los da?

Realia realiami, a jak wyglądają Wasze wizyty w banku? Tak se wiecie, że z Twoją historią się nie da czy chodzicie gdzieś, pytacie?

60

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Cały czas powtarzam - to nie jest MOJA wizja, to nie ja chcę tego domu tylko MY chcemy. To jest nasze wspólne marzenie. I jesteśmy zgodni jak to ma wyglądać tzn. jaki dom chcemy itp. Działkę już kupiliśmy.

61 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-03-06 02:11:04)

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Ale widzisz że walisz głową w ten sam mur?
Masz 2 opcje- zmienić męża
nie chcesz tego zrobić to powinnaś przyjąć założenie, że może jednak coś wart jest ten Twój chłop i dać mu się wykazać. Przecież na etacie też można zarabiać wiele i dostać kredyt, ty mozesz odkładać na wkład własny.
Jak nie będziesz się upierać że tylko przez Twoją firmę możecie do czegoś dojść i zmienisz podejście do męża to jedyna szansa, że on poczuje się facetem i wykaże inicjatywę. A nawet jesli nie i okaże się ględzącą marudą to teraz i tak tkwisz w miejscu lub kręcisz się w kółko. Rozwijaj swoje pomysły, ale jego w to nie wciagaj, no chyba ze będzie Cię o to błagał- chociaż wspólna praca ludzi walczących ze sobą o dominację nie jest dobrym pomysłem. zaryzykuj tę zmianę, co Ci szkodzi. Nie piszę tu co powinien zrobić mąż, bo przecież nie jemu tu doradzamy a wpływ mamy tylko na to, co sami zrobimy.

62

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
santapietruszka napisał/a:

A jaki daliście sobie "termin" na spełnienie tych marzeń? Za rok, za dwa, za pięć, na emeryturze, jak los da?

Realia realiami, a jak wyglądają Wasze wizyty w banku? Tak se wiecie, że z Twoją historią się nie da czy chodzicie gdzieś, pytacie?


Nie da się bo po pierwsze - miałam spóźnienie dłuższe niż 90 dni. Tego rodzaju spóźnienia są w BIKu przez 5 lat. Po drugie - tu bardziej skomplikowany temat - nie mam umowy o pracę. Ale to się da urobić. Jak będziemy gotowi przystępować to coś z tym zrobimy.

Inna sprawa - mąż jeszcze spłaca jeden kredyt i dopóki go nie spłaci to wychodzi mu mniejsza zdolność niż potem wyjdzie. Mieliśmy plan, że go zamkniemy rok temu, ale się nie udało i ciągnie się to za nami. To nam też odcina konkretny dochód co miesiąc.

Nie daliśmy sobie terminu. Ja sobie sama dałam termin do końca roku na wygenerowanie dodatkowej, konkretnej sumy miesięcznej. My nie mamy terminu - nie wiem, nie było takiej rozmowy. Chcemy jak najszybciej, wiadomo. Ale już 2 lata mielimy ten temat tak poważnie - nawet rozważaliśmy, że nie budowa, tylko kupno jakiegoś domu do remontu żeby taniej było i kilka takich domów obejrzeliśmy, ale tu też nam zdolność nie wychodzi. W tej chwili nie możemy z tym nic zrobić.

Jak widzicie sytuacja mega do dupy. Ale ja i z takiej sytuacji widzę wyjście. Mąż mniej, przerasta go to.

63 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-03-06 02:13:57)

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
lifegoeson82 napisał/a:
santapietruszka napisał/a:

A jaki daliście sobie "termin" na spełnienie tych marzeń? Za rok, za dwa, za pięć, na emeryturze, jak los da?

Realia realiami, a jak wyglądają Wasze wizyty w banku? Tak se wiecie, że z Twoją historią się nie da czy chodzicie gdzieś, pytacie?


Nie da się bo po pierwsze - miałam spóźnienie dłuższe niż 90 dni. Tego rodzaju spóźnienia są w BIKu przez 5 lat. Po drugie - tu bardziej skomplikowany temat - nie mam umowy o pracę. Ale to się da urobić. Jak będziemy gotowi przystępować to coś z tym zrobimy.

Inna sprawa - mąż jeszcze spłaca jeden kredyt i dopóki go nie spłaci to wychodzi mu mniejsza zdolność niż potem wyjdzie. Mieliśmy plan, że go zamkniemy rok temu, ale się nie udało i ciągnie się to za nami. To nam też odcina konkretny dochód co miesiąc.

Nie daliśmy sobie terminu. Ja sobie sama dałam termin do końca roku na wygenerowanie dodatkowej, konkretnej sumy miesięcznej. My nie mamy terminu - nie wiem, nie było takiej rozmowy. Chcemy jak najszybciej, wiadomo. Ale już 2 lata mielimy ten temat tak poważnie - nawet rozważaliśmy, że nie budowa, tylko kupno jakiegoś domu do remontu żeby taniej było i kilka takich domów obejrzeliśmy, ale tu też nam zdolność nie wychodzi. W tej chwili nie możemy z tym nic zrobić.

Jak widzicie sytuacja mega do dupy. Ale ja i z takiej sytuacji widzę wyjście. Mąż mniej, przerasta go to.

Czyli nawet nie poszliście do banku zapytać, tylko Ty z góry postawiłaś się na pozycji "ja wiem, ja wiem lepiej, ja sobie poradzę, ja to zrobię, ja chcę dom z bali na widokowej działce ".
Zastanów się nad tym...

Dom z bali na widokowej działce rzecz piękna, nie przeczę. Ale to rzecz. Nie warto dla niej marnować czegoś piękniejszego. A sama zaczynasz zauważać, że coś jest nie tak...

64 Ostatnio edytowany przez lifegoeson82 (2017-03-06 02:14:56)

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
Ela210 napisał/a:

Ale widzisz że walisz głową w ten sam mur?
Masz 2 opcje- zmienić męża
nie chcesz tego zrobić to powinnaś przyjąć założenie, że może jednak coś wart jest ten Twój chłop i dać mu się wykazać. Przecież na etacie też można zarabiać wiele i dostać kredyt, ty mozesz odkładać na wkład własny.
Jak nie będziesz się upierać że tylko przez Twoją firmę możecie do czegoś dojść i zmienisz podejście do męża to jedyna szansa, że on poczuje się facetem i wykaże inicjatywę. A nawet jesli nie i okaże się ględzącą marudą to teraz i tak tkwisz w miejscu lub kręcisz się w kółko. Rozwijaj swoje pomysły, ale jego w to nie wciagaj, no chyba ze będzie Cię o to błagał- chociaż wspólna praca ludzi walczących ze sobą o dominację nie jest dobrym pomysłem. zaryzykuj tę zmianę, co Ci szkodzi.


No tyle zrozumiałam, że to chcecie mi przekazać i tak zrobię smile

Owszem, na etacie można zarabiać niezłe pieniądze, ale już mówiłam - mąż nie ma takich ambicji by coś z tym zrobić. Na samym początku pisałam, że 12 lat się nosił ze zmianą pracy, dopóki tego nie sprowokowałam (bo codziennie słyszałam jego marudzenie w tym temacie - "nie chce mi się iść do tej pracy", "nienawidzę tej pracy", "ale jak tu znaleźć nową pracę, jak ja doświadczenia nie mam?", "kurde kumpel na takim samym stanowisku w innej firmie zarabia 2 x więcej ode mnie"). I jeszcze raz powtarzam - nie załatwiłam mu nowej pracy, sprowokowałam tylko rozmowę kwalifikacyjną. Przyjął się do pracy sam, wywołując dobre wrażenie. To zdolny chłopak tylko się mu nie chce smile Albo nie wierzy w siebie

65

Odp: Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?
santapietruszka napisał/a:
lifegoeson82 napisał/a:
santapietruszka napisał/a:

A jaki daliście sobie "termin" na spełnienie tych marzeń? Za rok, za dwa, za pięć, na emeryturze, jak los da?

Realia realiami, a jak wyglądają Wasze wizyty w banku? Tak se wiecie, że z Twoją historią się nie da czy chodzicie gdzieś, pytacie?


Nie da się bo po pierwsze - miałam spóźnienie dłuższe niż 90 dni. Tego rodzaju spóźnienia są w BIKu przez 5 lat. Po drugie - tu bardziej skomplikowany temat - nie mam umowy o pracę. Ale to się da urobić. Jak będziemy gotowi przystępować to coś z tym zrobimy.

Inna sprawa - mąż jeszcze spłaca jeden kredyt i dopóki go nie spłaci to wychodzi mu mniejsza zdolność niż potem wyjdzie. Mieliśmy plan, że go zamkniemy rok temu, ale się nie udało i ciągnie się to za nami. To nam też odcina konkretny dochód co miesiąc.

Nie daliśmy sobie terminu. Ja sobie sama dałam termin do końca roku na wygenerowanie dodatkowej, konkretnej sumy miesięcznej. My nie mamy terminu - nie wiem, nie było takiej rozmowy. Chcemy jak najszybciej, wiadomo. Ale już 2 lata mielimy ten temat tak poważnie - nawet rozważaliśmy, że nie budowa, tylko kupno jakiegoś domu do remontu żeby taniej było i kilka takich domów obejrzeliśmy, ale tu też nam zdolność nie wychodzi. W tej chwili nie możemy z tym nic zrobić.

Jak widzicie sytuacja mega do dupy. Ale ja i z takiej sytuacji widzę wyjście. Mąż mniej, przerasta go to.

Czyli nawet nie poszliście do banku zapytać, tylko Ty z góry postawiłaś się na pozycji "ja wiem, ja wiem lepiej, ja sobie poradzę, ja to zrobię".
Zastanów się nad tym...

Oczywiście, że byliśmy w banku. W niejednym smile A skąd niby wiem o tych warunkach ?

Posty [ 1 do 65 z 128 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Agresja i głupie odzywki/brak szacunku - rozstać się czy co robić?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024