Witajcie. Troszkę zaśmiecę^^ te forum być może dla nie których jest to gupie a dla niektórych wcale nie. I z góry przepraszam za być może nie właściwe umieszczenie tematu ale nie wiedziałem gdzie to zapisać.
Otóż temat tyczy się mojej żony i jej byłego który nie daje jej spokoju.
Może od początku. Gdy jeszcze mnie nie znała była z takim typem ok miesiąca. Ona lekko zauroczona, a on bardzo zakochany. Zostawiła go bo nie miał umiaru w alkoholu gdy wychodzili z towarzystwem. Wtedy ją potrafił wyzwać i wyśmiać. Natomiast gdy byli sam na sam był jak do rany przyłóż. Tak dziwne. Może nie pełny powód do zostawienia takiego człowieka ale na pewno żadna by nie chciała być z kimś z kim nie może wyjść przez jego zachowanie (po prostu się go bać). Wyjechała na sesje za granicę, gdzie ja też tam byłem. na lotnisku się poznaliśmy, wiedziałem że coś zaiskrzyło( te jej spojrzenie itd...). Dostaliśmy wspólne mieszkanie i mieszkaliśmy tak ok pół roku razem. Dowiedziałem się wszystkiego o jej byłym bo wypisywał do niej, wydzwaniał. Ona go ignorowała. Gdy jeszcze nie byliśmy razem postanowiliśmy, że napiszę od siebie z zagranicznego nr by się odwalił od mojej kobiety i takie tam. Odpisał wyzywając mnie. Olaliśmy. Wróciliśmy do PL. Ona do siebie, ja do siebie. Nachodził ją nocami. Na domowy wydzwaniał, budził wszystkich domowników. Dał sobie spokój lecz nie na długo. Ożeniliśmy się. ,W te wakacje pojechaliśmy z Gosią na odpoczynek do jej rodziców. Siedzieliśmy w ogrodzie, wtedy nadszedł on. Był pijany jak bocian! Darł się w niebogłosy że mnie zabije, że Gosia będzie jego, że ma mnie tylko po to by o nim zapomnieć, że jestem ciotą i takie tam. Namawiał ją do rozmowy, ona nie chciała. Mimo jej odmówień nękal ją jeszcze bardziej. Aż ja wstałem po prostu nerwy nie dały wytrzymać i pytam czy ma jakiś problem a on bym się od niej odpier***ł, że jest lepszy i takie tam. Wtedy zacząłem go bić. Ale bić nie tak delikatnie. Był caly zalany krwią, balem się czy żyje... Wiem, że przemoc nic nie da. Tylko co zrobić gdy słowa nie działają? Po tej scenie dał sobie spokój do dziś... Dziś powtórka. Znów eski grożące, że mnie zabije, że Gosia tego pożałuje bo wybrała mnie, a nie jego. Dodam że Gosia jest w ciąży i nie wskazane jej się denerwować. Zamieniliśmy się telefonami dla jej dobra. W razie gdyby coś pisał nie powiem o tym Gosi by się nie stresowała bo to może tylko zaszkodzić. Wiem to nazywa się kłamstwo, ale moim zdaniem w dobrej mierze. Poszedł bym z tym na policję ale...
są 3 ale:
1). Stan Gosi, nie chcę jej denerwować. Latanie po sądach, policji wiąże się z jej stresem
2). Pobiłem go i może to użyć przeciwko mnie
3). Gdy policja nic nie zrobi po zgłoszeniu ? A tylko narobię stresu Gosi. I te 3 ALE tworzą takie kółko.
Co robić?