Witam wszystkie Panie i Panów.
Mam 19 lat i byłem z dziewczyną (tez ma 19lat) w związku około 6 m-cy. Niestety jakieś 2 miesiące temu rozstałem się z nią. Powodem rozstania były motocykle, a dokładnie to, że ich nie zaakceptowała. Ten temat przerabialiśmy przez ponad miesiąc przed rozstaniem. Dziewczyna stwierdziła, że jest to niebezpieczne i "jeśli naprawdę mnie kochasz to zrezygnujesz". Miałem ciężkie chwile, czy motocykl czy ona, ale przecież nie można kazać komuś zrezygnować z pasji, czyż nie? Zwłaszcza, że na motocyklach jeżdżę od dziecka i jak mnie poznała to jej to jakoś nie przeszkadzało(lub nie okazywala tego).
Niechce się tu rozpisywać, o jej chorych akcjach przeciwko motocyklom, ciągłych próbach manipulacji itd. Powiem, że byla dziewczyną strasznie zaborczą, a wszystko chciala wymusić fochem i płaczem. Przez pierwsze chwile to naprawdę przepraszałem ją za absolutnie wszystko, nawet gdy racji nie miała to i tak sie o to nie awanturowałem, bo to zazwyczaj dla mnie były rzeczy mało istotne, ale ile można. W końcu doszło właśnie do problemu z motocyklami i jaj argumenty " jak kochasz to sprzedaż " " Masz mnie w dupie i nie doceniasz tego że się o ciebie martwię i płaczę przez ciebie po nocach". Ale cóż kochałem dziewczynę, lecz to co ona pokazywała to było już chore. Powiedziałem jej, że chce z nią być, ale motocykle zostają... Zerwała ze mną pare dni po tym. Problemem jest to, że ja nadal tą dziewczynę kocham, a ona nawet po zerwaniu zaczynała znowu ten kontakt odnawiać, nie pisaliśmy przez kilka tygodni, aż w końcu ona pierwsza napisała, że za mną tęskni i tak się rozmowa zaczynała, lecz każda kończyła się kłótnią i obrażaniem mnie, bo przecież " motocykle są ważniejsze".
Cierpiałem, ale postanowiłem nie odpisywać, zdało to egzmin do pewnego momentu. Bo w końcu zacząłęm otrzymywać od niej mms na których miała świeżo pocięte ręce i nie potrafiłem nie odpisać, bo się o nią martwię. Udawało mi się ją uspokoić, ale znowu zaczynała temat motocykli i jakim to ja sk..synem nie jestem (i tak bylo kilka razy). Mam już tego serdecznie dość, lecz nie chce by sobie dziewczyna zrobiła krzywdę, bo ją nadal kocham. Wiem, że motocykla nie sprzedam, bo i tak później pewnie pojawiłyby się kolejne rzeczy które chce ona zmienić. A teraz przejde do sedna sprawy: ostatnio to cięcie rąk się u niej nasila, grozi, że się zabije, że zrobi coś że będę żałował tego, że ją zostawiłem (czyt. nie sprzedałem motocykla). Nie wiem już co z tym robić, bo naprawdę ją kocham i nie chce by sobie zrobiła coś poważnego... Co w tej sytuacji powinienem zrobić? Jak się zachować? Nie odpisywać na żadne mms z pociętymi rękami, na groźby samobójstwem i wyjść na sk..syna bez uczuć? Chce jej pomóc, ale to ona musi się określić czego chce... Ja jedynie chce tego by nie krzywdziła przedewszystkim siebie, a co za tym idzie przy okazji mnie.