Cześć, niedawno zupełnie przypadkiem trafiłem na to forum i zabawiłem tu trochę. Tak przeglądając pobieżnie tematy sam postanowiłem opowiedzieć krótko o swoich perypetiach. Nie wiem też czy wybrałem odpowiedni dział. Po prpstu nazwa tego najbardziej kojarzy mi sie z moimi obecnymi uczuciami. Ok. Let's start it.
Mam 20 lat, absolutnie żadnych doświadczeń w sferze seksualnej. Nawet zwykłego pocałunku w usta. Nie żeby mnie to jakoś specjalnie bolało, ale człowiek to tylko człowiek- czasem jednak trochę boli. W żadnym związku nie byłem, chociaż może gdybym w paru miejscach w życiu poszedł o ten brakujący krok do przodu nie miałbym teraz wątpliwości, że poszedłem złą ścieżką. Wiedziałem jednak, że związki w tym wieku nie mają większego sensu(wiem, może to być myślenie błędne, ale...), bo wiadomo- ile takich "pierwszych miłości" przetrwało próbę czasu? Właśnie.
Ostatnio jednak zacząłem odczuwać większą potrzebę miłości. Mam przyjaciółkę(tak, tak- klasyczny przypadek "przyjaźni" damsko męskiej- on chce ona- nie bardzo). Poznalismy się, gdy jescze była w związku- wspierałem ją mocno wtedy. Daje z siebie wszystko, za rok zamieszkamy razem na stancji z jej przyjaciółką.
Generalnie chodzi o to, że przeniosłem całe swoje uczucia na jej osobę a ona nie chce, bo twierdzi, że straci świetnego kumpla.
Ok, rozpisałem się. Kogoś mógłby zrazić ten wall of text, więc jakby kogoś historyjka wciągnęła, zainteresowała- według próśb będę kontynuował:)
Trzymajcie się
Niebieski.



