netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

228 odpowiedzi32 777 wyświetleńzałożony przez brunett, 26.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 229 ]

1

Temat: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Witam wszystkich.
Mam 36 lat.

Na wiosnę w biurze w firmie gdzie pracuje, pojawiła się nowa pracownica, z którą miałem regularny comiesięczny kontakt, z racji dostarczania jej dokumentów firmowych.
Sympatyczna, młoda 25 letnia dziewczyna, przykuła od razu moją uwagę swoim uśmiechem, pozytywną energią życiową ale przede wszystkim radością życia, która wręcz biła od niej blaskiem, aż miło było spędzić chwile w jej towarzystwie, wychodziłem od niej pełen energii i w lepszym nastroju niż przychodziłem. Jako osoba 11 lat starsza, ani razu nie spojrzałem na nią jako na potencjalną partnerkę... lub osobę mną zainteresowaną.
Z każdą comiesięczną wizytą w jej biurze, łapałem się na tym, że ona pamięta wszystko, co jej powiedziałem o sobie poprzednio, podtrzymuje rozmowę, pytaja o moje prywatne sprawy, o których towarzysko wspomniałem ostatnim razem, o moje zainteresowania nie związane z pracą. Rozmawialiśmy więc coraz więcej i coraz bardziej wychodziliśmy poza ramy spraw firmowych. Rozmawiało nam się na tyle dobrze, że po 3 miesiącach takich rozmów, łapałem się na tym, że rozmyślam o niej jeszcze kilka dni po naszym ostatnim służbowym spotkaniu. W pewnym momencie po prostu nie umiałem wyrzucić jej ze swojej głowy i wręcz czekałem na kolejną okazję spotkania, na kolejne dokumenty jej do dostarczenia.
Któregoś razu wymieniliśmy się mailami i nasza znajomość weszła na nowy poziom, okazało się że mamy o czym rozmawiać i idzie nam to tak dobrze, że wymienialiśmy tygodniowo setkę wiadomości a po miesiącu było ich już grubo ponad pięćset. Trudno było się wręcz zatrzymać i nasza relacja sama się nakręcała i metodą ewolucji w końcu wymieniliśmy się numerami telefonów.

Kiedy zaprosiłem ją na piwo, na wspólne wyjście by mieć możliwość porozmawiać bardziej na luzie i w cztery oczy, poza środowiskiem firmowym - dowiedziałem się , że nie bardzo może oraz spytała, czy uwadze mojej umknęła obrączka na jej palcu.
Rzeczywiście nie zwróciłem uwagi, byłą mężatką.

Mało tego także mamą rocznego dziecka, do tej pory w trakcie rozmów patrzałem jej raczej w oczy niż na dłonie a mailowo nie da się zauważyć obrączki.
Doznałem szoku ale z drugiej strony nie była to przecież przeszkoda, by dalej utrzymywać naszą koleżeńską relację. Tak czy tak cieszyłem się, że poznałem tak fajną i pozytywną osobę i od czasu do czasu mogę dać się oczarować jej towarzystwem.
Na piwo oczywiście nie poszliśmy bo uznała, że nie jest to na miejscu w sytuacji kiedy ma męża. Dalej jednak dużo rozmawialiśmy poprzez e-mail.
Mijały tygodnie a my dalej pisaliśmy i rozmawialiśmy, do tego stopnia, że spotkanie na mieście stało się wręcz czymś naturalnym i doszło jednak do skutku...

Okazało się, że poza firmą spędza nam się czas we dwoje wspaniale, że rozmowa na żywo nakręca się sama i lepiej niż zwykle, po piwie poszliśmy na dyskotekę. Nie jestem zwolennikiem tańca i klubów jednak z nią tam bawiłem się jak nigdy dotąd, wspaniale. Tańczyliśmy, piliśmy piwo, rozmawialiśmy to były wspaniale spędzone chwile a mi nadal nie przeszkadzało, że jest mężatką, wiedziałem, że rano obudzę się i będę miło wspominał wspaniale spędzony czas, a że jako mężatka jest mi niedostępna to nic, jako koleżanka sprawdza się wspaniale i to mi wystarcza.
Ani razu nie uderzałem do niej, nie podrywałem, nie flirtowałem, nie zachowywałem się niestosownie do jej stanu cywilnego. Nie w głowie był mi seks ani nawet pocałunek. Byłem oczarowany nią jako człowiekiem, tym jaką jest osobą, jaki wspaniale spędza się z nią czas i jak pozytywnie wpływa na ludzi wokół siebie oraz mnie.

Sytuacja się skomplikowała kiedy po kilku piwach w czasie tańca ona pocałowała mnie, (nie w policzek...) to był namiętny gorący pocałunek. Zaskoczył mnie jednak i nie umiałem powstrzymać się by go nie odwzajemnić. I tak się zaczęło...
To był punkt kuliminacyjny, potem nakręcało się bardziej i bardziej, więcej spotkań na żywo, więcej pocałunków po jakimś czasie (kilka tygodni) naturalną konsekwencją był fakt, że wylądowaliśmy w łóżku. Seks był wspaniały. Nasza relacja była wspaniała. Wszystko niczym sielanka, nakręcało się z naturalną lekkością a ja nie byłem w stanie oprzeć się tym postępom i odmówić sobie ciągu dalszego. Wiedziałem, że to co się dzieje nie jest na miejscu ale było zbyt piękne by zatrzymać się i nie brać więcej i więcej...

Po 3 miesiącach od pierwszego wyjścia razem na piwo, byłem już zakochany na zabój... Co było dla mnie nowe i ciekawe, nie pociągała mnie jako przysłowiowa "fajna dupa", nie postrzegałem jej jako kawał mięcha z długimi nogami i boskimi pośladkami, ja widziałem w niej wspaniałą osobowość, człowieka, niezłomny i pozytywny charakter, żywioł pełen energii, osobę inteligentną i błyskotliwą, byłem z nią szczęśliwy siedząc, rozmawiając, żartując z nią, patrząc na jej u śmiech, a seks i doznania łóżkowe to był zaledwie mało znaczący dodatek, choć i tu wszystko było jak należy i niczego nie brakowało, chcę tu tylko zaznaczyć, że to nie jedna z tych sytuacji, kiedy 36 latek (czyli ja) poznaję 25 latkę, młodą fajną laskę i urzeka go jej ciało, fizyczność, sex i jędrne cycki. Ja byłem (nadal jestem) prawdziwie zakochany, świadomie i w pełnym słowa znaczeniu w niej, w jej osobowości na wszystkich możliwych płaszczyznach.
Krótki czas potem i ja doczekałem się od niej wyznania miłości oraz dowiedziałem się, że od kiedy się spotykamy ona nie traktuje mnie jako zabawki czy odskoczni, do tego nie współżyje z mężem już długie miesiące, że jest mi wierna pomimo swojego małżeństwa.
Taka sielanka nie mogła trwać długo z samego założenia. I tym razem było podobnie. Mąż dostał się do jej skrzynki mailowej i odkrył nasz romans.
Powiedziała mężowi, że kocha mnie i chce ze mną być, sprawy wymknęły się spod kontroli, zaczełem myśleć że to może się udać i że możemy być razem, nigdy wcześniej nie patrzałem tak na nas, od początku mówiłem, by się zastanowiła bo sytuacja nasza może zniszczyć jej małżeństwo. Deklarowałem, że nie chce być kłopotem ani przyczyną rozpadu jej związku z mężem i jak tylko będzie chciała odejdę z dnia na dzień.
Jej mąż wysłał mi nawet zaproszenie na rozmowę w 4 oczy, na którą poszedłem. Zapytał dlaczego mu to robię, dlaczego rozbijam mu rodzinę. Odpowiedziałem, że nie robię nic wbrew jego żonie, i że skoro zrobiło się miejsce na uczucie, na miłość i na mnie w ich małżeństwie to coś musiało być tego powodem. Oświadczyłem, że w pewnym momencie i mi zaczęło zależeć i że od początku obiecałem jego żonie, że nie bede jej utrudniał, gdyby chciała abym zniknął z jej życia... Facet przyjął to z dziwną wyrozumiałością i przejęciem jednak ucieszył sie z mojej deklaracji odejścia na prośbę jego małżonki...
Wiem, że budowanie związku na gruzach innego związku nie jest nigdy dobrym wyjściem ale też nie byłem osobą która naciska, szantażuje, manipuluje, stałem raczej z boku jako obserwator, czekając raczej na sygnał do odwrotu. Taki jednak nie dotarł, za to deklaracja od Niej, że może będziemy razem, tylko mam dać jej miesiąc czasu na podjęcie tej decyzji i uporządkowanie swoich spraw.

Po miesiącu dostałem maila w którym ona pisze, że nie da jednak rady odejść od męża, że przerosło ją to wszystko, presja rodziny, wyrzuty sumienia, presja znajomych, że nie potrafi odebrać ojcu dziecka i prosić go o wyprowadzenie się z jej domu, że próbowała, chciała tylko nie dała rady... przerosło ją to i stchórzyła.

Zaakceptowałem taki stan rzeczy choć nie było łatwo, wpadłem w taką depresję, że nie wychodziłem z domu 4 tygodnie a co rano wstając zastanawiałem się jaki jest sens wstawiania z łóżka, skoro nie ma jej ze mną, skoro nie mogę z nią być, nie ma sensu nawet zaczynać dnia. To były dla mnie cholernie ciężkie 4 tygodnie. Moje serce pękło na pół.

Nie chciałem tak tego zostawić, jakkolwiek szanowałem jej decyzje i tak jak obiecałem usunąć się w kąt w razie takiej sytuacji, co zamierzałem zrobić, poprosiłem ją o spotkanie na żywo, by dostać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, co jak, skąd dlaczego i co było głównym czynnikiem takiej jej decyzji. To były rzeczy których nieświadomość nie dawała mi spokoju.

Do naszej rozmowy doszło po 3 tygodniach od mojej prośby. Spotkaliśmy się. Spytałem czy kocha męża do którego wróciła, Zdecydowanie odpowiedziała, że nie.
Są razem bo pojawiło się nie planowane dziecko, byli przyjaciółmi na studiach, rodzice zagorzali katolicy wymusili wręcz ten ślub i małżeństwo, bo jak to wygląda, że dziecko i córka bez męża.
Spytałem czy kocha nadal mnie, zdecydowanie odpowiedziała, że tak. Spytałem więc dlaczego taka jej decyzja, po co ma spędzać życie z facetem którego nie kocha. Powiedziała, że nie wie ale jest coś co nie pozwala jej odejść od męża i zamierza się dowiedzieć co to jest.
Spytałem czy mam na nią czekać, czy jest na co. Odpowiedziała bym nie czekał bo nie wie ile to potrwa i czy w ogóle kiedykolwiek odejdzie od męża...

Wiem, że spadnie tu na mnie fala krytyki, prosiłbym jednak hejterów i sadystów forumowych o powstrzymanie się od zbytniej krytyki.

W życiu spotykają nas różne sytuacje, Mnie spotkała taka, zakochałem się nieszczęśliwie i nikt nie pytał mnie o zdanie czy chce czy nie chce. Od samego początku starałem się być fair, owszem brnąłem w to wiedząc, że ona już jest mężatką i to akurat mogę sobie zarzucić, że w odpowiedniej chwili nie ochłonęłem i nie wycofałem się, jednak nie potrafiłem, zanim zdążyłem zauważyć powagę sytuacji byłem już w różowych okularach i mocno zaangażowany emocjonalnie.

Nadal ją kocham i nie potrafię pozbierać się do kupy oraz zaakceptować faktów.
Nie pomogła mi także informacja, że ona nadal mnie kocha i że nie czuje nic głębokiego do swojego męża nic poza uczuciem, że mieszka z przyjacielem i ojcem swojego dziecka.
Czasami widujemy się nadal w pracy, nie poruszamy już tematów prywatnych, patrzę w jej oczy i nadal widzę w nich miłość do mnie, tylko już teraz patrzy na mnie wypalona i smutna, nie ma w niej już tej pozytywnej energii co kiedyś, uśmiech owszem jest ale juz nie taki naturalny, raczej smutny i służbowy niż prawdziwy, i te oczy... w nich najłatwiej dostrzec wielki smutek.

Wiem, że moja sytuacja jest jakich wiele... wiem, że wątki tego typu powtarzały się już, dlaczego jednak jest tak, że ludzie tkwią w związkach, w małżeństwach pomimo, że nie kochają współmałżonków, pomimo, że ich serce jest przy innej osobie, jaki jest sens bycia w małżeństwie w którym nie kocha się partnera ? Dla dziecka ? Przecież dziecko tak czy tak patrzy i widzi swoje i wie najlepiej, czy rodzice szczęśliwi razem czy nie.

Czy ktoś z Was przeżył coś podobnego i może podzielić się ze mną czymś wartościowym w tym temacie ? Jest mi w tej chwili cholernie trudno. Łąpię się na tym, że mimo wszystko ja nadal na nią podświadomie czekam.

2

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Nikt cię nie pytał czy chcesz się w niej zakochać, czy nie?
Piszesz, że trzy miesiące od pierwszego wyjścia na piwo byłeś zakochany, czyli wychodząc z nią na piwo jeszcze nie byłeś zakochany. Ja nie jestem żadnym hejterem, ale napiszę ci, że sam się w to wpakowałeś. Nie liczyłeś się z tym, że ona ma męża. I sam sobie zgotowałeś ten los.

3

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

W życiu spotykają nas różne sytuacje, Mnie spotkała taka, zakochałem się nieszczęśliwie i nikt nie pytał mnie o zdanie czy chce czy nie chce. Od samego początku starałem się być fair, owszem brnąłem w to wiedząc, że ona już jest mężatką i to akurat mogę sobie zarzucić, że w odpowiedniej chwili nie ochłonęłem i nie wycofałem się, jednak nie potrafiłem, zanim zdążyłem zauważyć powagę sytuacji byłem już w różowych okularach i mocno zaangażowany emocjonalnie.

Dobrze że wiesz, jaka jest w tym i Twoja wina ...

Z drugiej strony, dziwie się jej mężowi że dalej chce być z taką kobietą, chodź Tobie też ..
Zdrada to zdrada .. i ona zrobiła to definitywnie, nie wiem jak można być tak nieodpowiedzialnym .. Jeżeli się kogoś nie kocha to z tym kimś się po prostu nie jest .. (więc masz w tym trochę racji) W szczególności gdy jest to małżeństwo bez miłości .. współczuje dziecku z całego serca gdy podrośnie i będzie musiało patrzeć jak mamusia bądź tatuś 'wskakują do łóżka komuś innemu' ..
Nie powinno się być z kimś bo jest 'dziecko ... zamiast lepiej może być tylko gorzej..

Natomiast widzę że jej mężowi nadal na niej zależy, skoro chciał z Tobą spotkać i wyjaśnić pewne sprawy .. bo gdyby nie, to raczej nie fatygowałby się na takowe spotkanie..
Dziewczyna powinna wziąć się za rodzinę.. zgodziła się na małżeństwo więc powinna chociaż próbować naprawić to co się w nim zepsuło, a nie brać się za flirty z innymi mężczyznami (w tym przypadku z Tobą).

To jest tylko i wyłącznie moje zdanie i mój punkt widzenia na takową sprawę.
`Jeśli coś się psuje, to próbuje to się naprawić. Jeśli się nie da, to powinno się to zakończyć a nie krzywdzić innych.. Bo tym zachowaniem krzywdzi 3 osoby - Ciebie, męża i dziecko.

Pozdrawiam

4

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Następny dureń... smile

TakaOtoJa napisał/a:

Z drugiej strony, dziwie się jej mężowi że dalej chce być z taką kobietą,

Też się dziwię, chociaż jak tak spojrzeć, panowie przestali się szanować...

5

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

a nie możesz tak zwyczajnie stary koniu, jeb....ć się w łeb na odmulenie?
Daj człowiekowi tej 25 leniej dziewczynie przeżyć życie jak należy
Na poważnie:
na "płaszczyznach" to się wytrolować możesz/
Jeśli to prawda to jesteś nikim

6

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
spanowany napisał/a:

a nie możesz tak zwyczajnie stary koniu, jeb....ć się w łeb na odmulenie?
Daj człowiekowi tej 25 leniej dziewczynie przeżyć życie jak należy
Na poważnie:
na "płaszczyznach" to się wytrolować możesz/
Jeśli to prawda to jesteś nikim

Kolejny hejter ? Jak juz krytykujesz to konstruktywnie.
bardziej zawile nie mozna było ? Staram sie wyciągnać z tego coś pożytecznego ale za wiele nie rozumie, pozatym, ze jest to krytyka. Tylko co autor ma na mysli ?

7

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Wiesz, dziwie się jej mężowi.
Matka rocznego dziecka chadza sobie na piwka z kolegami, potem wskakuje jednemu z nich do łóżka a on chce z nią coś buudować, naiwniak.
Wiesz, jaka jest najlepsza zemsta na kochanku/kochance współmałżonka/ki ??

- ZOSTAWIĆ JEJ NIEWIERNEGO. Niech się udławi od nadmiaru zatrutego szczęścia smile

Naprawdę, chciałbyś się związać z taką kobietą, która po 3 miesiącach od pierwszego piwka zdradza swojego partnera ?
No widać lubisz wyzwania. Z nią nie potrafiłbyś przewidzieć czy za dzień czy za godzinę przytrafi Ci rogi.
Oczywiście z Twojego powodu. Bo niedobry partner jesteś, jeżeli o tym nikt Ci jeszcze nie powiedział, to zwiąż się z nią smile
Opowiastka o niedobrym mężu i prześladujących rodzicach... przyznaj, uwierzyłeś jej .....

8 Ostatnio edytowany przez brunett (2015-01-27 00:37:21)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
Secondo1 napisał/a:

Wiesz, dziwie się jej mężowi.
Matka rocznego dziecka chadza sobie na piwka z kolegami, potem wskakuje jednemu z nich do łóżka a on chce z nią coś buudować, naiwniak.
Wiesz, jaka jest najlepsza zemsta na kochanku/kochance współmałżonka/ki ??

- ZOSTAWIĆ JEJ NIEWIERNEGO. Niech się udławi od nadmiaru zatrutego szczęścia smile

Naprawdę, chciałbyś się związać z taką kobietą, która po 3 miesiącach od pierwszego piwka zdradza swojego partnera ?
No widać lubisz wyzwania. Z nią nie potrafiłbyś przewidzieć czy za dzień czy za godzinę przytrafi Ci rogi.
Oczywiście z Twojego powodu. Bo niedobry partner jesteś, jeżeli o tym nikt Ci jeszcze nie powiedział, to zwiąż się z nią smile
Opowiastka o niedobrym mężu i prześladujących rodzicach... przyznaj, uwierzyłeś jej .....

Uwierzyłem. Maz wcale nie był wg niej niedobry, raczej pochopnie wybrany na presji rodziców, pod wpływem wpadki i ciąży. Wierze, ze ludzie moga sie po prostu źle dobrać, dodatkowo pośpiech i presja temu nie sprzyja. Trzeba by zacząć od źródła, od pozwalania rodzicom podejmowania za nas poważnych decyzji życiowych.

Jestem zdania owszem, ze warto rozmawiac i wyjasniac zamiast zdradzać,  jestem też zdania, ze najpierw sie odchodzi jak np sie nie kocha a potem dopiero zwiazak drugi planuje.

Jestem tez zdania, ze różnica wieku miedzy nami jest duza, 11 lat i chocby tu byłoby ciezko utrzymac zwiazek, choc nie dała mi odczuć nigdy tego, a rozmawiało nam sie zawsze jak równy z równym i postrzegałem ja jako osobe nazbyt życiową i intelgentną jak na wiek swój.

jedno jednak teoria a życie życiem, a mi łatwiej by było podchodzić teraz do całej sprawy nie przez pryzmat uczuć, tylko z czystym rozsądkiem, niestety nie mam guzik typu "wyłącz miłość" a chciałbym bardzo.

9

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Ja tu próbuję wkręcić się na stanowisko naczelnego hejtera, ze specjalizacją - zdrady... Ale Masz szczęście, jakiś czas temu nakrzyczałem na innym wątku i na razie mi starczy... Będzie na spokojnie, ale niczego miłego się nie spodziewaj. Bo co miłego może powiedzieć komuś takiemu jak Ty ktoś, kto doznał tej wątpliwej przyjemności bycia zdradzanym...

brunett napisał/a:

Witam wszystkich.
Mam 36 lat.

No i to o sobie wszystko? Nie dodasz, że Jesteś żonaty?... może rozwiedziony? nie rozczulisz czytaczy, że jeszcze kawaler i to pierwsza miłość?

brunett napisał/a:

Na wiosnę w biurze w firmie gdzie pracuje, pojawiła się nowa pracownica, z którą miałem regularny comiesięczny kontakt, z racji dostarczania jej dokumentów firmowych.
Sympatyczna, młoda 25 letnia dziewczyna, przykuła od razu moją uwagę swoim uśmiechem, pozytywną energią życiową ale przede wszystkim radością życia, która wręcz biła od niej blaskiem, aż miło było spędzić chwile w jej towarzystwie, wychodziłem od niej pełen energii i w lepszym nastroju niż przychodziłem. Jako osoba 11 lat starsza, ani razu nie spojrzałem na nią jako na potencjalną partnerkę... lub osobę mną zainteresowaną.
Z każdą comiesięczną wizytą w jej biurze, łapałem się na tym, że ona pamięta wszystko, co jej powiedziałem o sobie poprzednio, podtrzymuje rozmowę, pytaja o moje prywatne sprawy, o których towarzysko wspomniałem ostatnim razem, o moje zainteresowania nie związane z pracą. Rozmawialiśmy więc coraz więcej i coraz bardziej wychodziliśmy poza ramy spraw firmowych. Rozmawiało nam się na tyle dobrze, że po 3 miesiącach takich rozmów, łapałem się na tym, że rozmyślam o niej jeszcze kilka dni po naszym ostatnim służbowym spotkaniu. W pewnym momencie po prostu nie umiałem wyrzucić jej ze swojej głowy i wręcz czekałem na kolejną okazję spotkania, na kolejne dokumenty jej do dostarczenia.
Któregoś razu wymieniliśmy się mailami i nasza znajomość weszła na nowy poziom, okazało się że mamy o czym rozmawiać i idzie nam to tak dobrze, że wymienialiśmy tygodniowo setkę wiadomości a po miesiącu było ich już grubo ponad pięćset. Trudno było się wręcz zatrzymać i nasza relacja sama się nakręcała i metodą ewolucji w końcu wymieniliśmy się numerami telefonów.
Kiedy zaprosiłem ją na piwo, na wspólne wyjście by mieć możliwość porozmawiać bardziej na luzie i w cztery oczy, poza środowiskiem firmowym - dowiedziałem się , że nie bardzo może oraz spytała, czy uwadze mojej umknęła obrączka na jej palcu.
Rzeczywiście nie zwróciłem uwagi, byłą mężatką.
Mało tego także mamą rocznego dziecka, do tej pory w trakcie rozmów patrzałem jej raczej w oczy niż na dłonie a mailowo nie da się zauważyć obrączki.
Doznałem szoku ale z drugiej strony nie była to przecież przeszkoda, by dalej utrzymywać naszą koleżeńską relację. Tak czy tak cieszyłem się, że poznałem tak fajną i pozytywną osobę i od czasu do czasu mogę dać się oczarować jej towarzystwem.
Na piwo oczywiście nie poszliśmy bo uznała, że nie jest to na miejscu w sytuacji kiedy ma męża.

To zaczyna wyglądać na jakieś przekleństwo "ta praca". Nie pamiętam tu wątku, w którym zdrada nie zaczynała by się w pracy.  W tym Ty również nie Jesteś oryginalny. Nie obowiązuje u Was w "pracy" zakaz kontaktów prywatnych? Nie ? dziwna korpo...
A tak poza tym nie uczono Ciebie zasad, że gdie rabocziesz, nie chrabocziesz? i nie wpier*zielać sie między wódkę a zakąskę?

brunett napisał/a:

Dalej jednak dużo rozmawialiśmy poprzez e-mail.
Mijały tygodnie a my dalej pisaliśmy i rozmawialiśmy, do tego stopnia, że spotkanie na mieście stało się wręcz czymś naturalnym i doszło jednak do skutku...

Okazało się, że poza firmą spędza nam się czas we dwoje wspaniale, że rozmowa na żywo nakręca się sama i lepiej niż zwykle, po piwie poszliśmy na dyskotekę. Nie jestem zwolennikiem tańca i klubów jednak z nią tam bawiłem się jak nigdy dotąd, wspaniale. Tańczyliśmy, piliśmy piwo, rozmawialiśmy to były wspaniale spędzone chwile a mi nadal nie przeszkadzało, że jest mężatką, wiedziałem, że rano obudzę się i będę miło wspominał wspaniale spędzony czas, a że jako mężatka jest mi niedostępna to nic, jako koleżanka sprawdza się wspaniale i to mi wystarcza.
Ani razu nie uderzałem do niej, nie podrywałem, nie flirtowałem, nie zachowywałem się niestosownie do jej stanu cywilnego. Nie w głowie był mi seks ani nawet pocałunek. Byłem oczarowany nią jako człowiekiem, tym jaką jest osobą, jaki wspaniale spędza się z nią czas i jak pozytywnie wpływa na ludzi wokół siebie oraz mnie.

Sytuacja się skomplikowała kiedy po kilku piwach w czasie tańca ona pocałowała mnie, (nie w policzek...) to był namiętny gorący pocałunek. Zaskoczył mnie jednak i nie umiałem powstrzymać się by go nie odwzajemnić. I tak się zaczęło...
To był punkt kuliminacyjny, potem nakręcało się bardziej i bardziej, więcej spotkań na żywo, więcej pocałunków po jakimś czasie (kilka tygodni) naturalną konsekwencją był fakt, że wylądowaliśmy w łóżku. Seks był wspaniały. Nasza relacja była wspaniała. Wszystko niczym sielanka, nakręcało się z naturalną lekkością a ja nie byłem w stanie oprzeć się tym postępom i odmówić sobie ciągu dalszego. Wiedziałem, że to co się dzieje nie jest na miejscu ale było zbyt piękne by zatrzymać się i nie brać więcej i więcej...

Po 3 miesiącach od pierwszego wyjścia razem na piwo, byłem już zakochany na zabój... Co było dla mnie nowe i ciekawe, nie pociągała mnie jako przysłowiowa "fajna dupa", nie postrzegałem jej jako kawał mięcha z długimi nogami i boskimi pośladkami, ja widziałem w niej wspaniałą osobowość, człowieka, niezłomny i pozytywny charakter, żywioł pełen energii, osobę inteligentną i błyskotliwą, byłem z nią szczęśliwy siedząc, rozmawiając, żartując z nią, patrząc na jej u śmiech, a seks i doznania łóżkowe to był zaledwie mało znaczący dodatek, choć i tu wszystko było jak należy i niczego nie brakowało, chcę tu tylko zaznaczyć, że to nie jedna z tych sytuacji, kiedy 36 latek (czyli ja) poznaję 25 latkę, młodą fajną laskę i urzeka go jej ciało, fizyczność, sex i jędrne cycki. Ja byłem (nadal jestem) prawdziwie zakochany, świadomie i w pełnym słowa znaczeniu w niej, w jej osobowości na wszystkich możliwych płaszczyznach.
Krótki czas potem i ja doczekałem się od niej wyznania miłości oraz dowiedziałem się, że od kiedy się spotykamy ona nie traktuje mnie jako zabawki czy odskoczni, do tego nie współżyje z mężem już długie miesiące, że jest mi wierna pomimo swojego małżeństwa.
Taka sielanka nie mogła trwać długo z samego założenia. I tym razem było podobnie. Mąż dostał się do jej skrzynki mailowej i odkrył nasz romans.

I w taki oto prosty sposób, "awansowałeś" do kategorii - łajza...


brunett napisał/a:

Powiedziała mężowi, że kocha mnie i chce ze mną być, sprawy wymknęły się spod kontroli, zaczełem myśleć że to może się udać i że możemy być razem, nigdy wcześniej nie patrzałem tak na nas, od początku mówiłem, by się zastanowiła bo sytuacja nasza może zniszczyć jej małżeństwo. Deklarowałem, że nie chce być kłopotem ani przyczyną rozpadu jej związku z mężem i jak tylko będzie chciała odejdę z dnia na dzień.

No kuźwa... jakie to szlachetne z Twojej strony... normalnie szok... "Odejde z dnia na dzień" a ty dzi*ko rób sobie co chcesz... Możesz nawet pod most i najlepiej z dzieckiem, bo łajzie nie przyszło do głowy, że może w takiej sytuacji wziąć pod swój dach... Aha! żona by się dowiedziała i padła trupem!? No nie mów, ze mamusia by nie zaakceptowała... mamisynki piszą jednak inaczej...

brunett napisał/a:

Jej mąż wysłał mi nawet zaproszenie na rozmowę w 4 oczy, na którą poszedłem. Zapytał dlaczego mu to robię, dlaczego rozbijam mu rodzinę. Odpowiedziałem, że nie robię nic wbrew jego żonie, i że skoro zrobiło się miejsce na uczucie, na miłość i na mnie w ich małżeństwie to coś musiało być tego powodem. Oświadczyłem, że w pewnym momencie i mi zaczęło zależeć i że od początku obiecałem jego żonie, że nie bede jej utrudniał, gdyby chciała abym zniknął z jej życia... Facet przyjął to z dziwną wyrozumiałością i przejęciem jednak ucieszył sie z mojej deklaracji odejścia na prośbę jego małżonki...
Wiem, że budowanie związku na gruzach innego związku nie jest nigdy dobrym wyjściem ale też nie byłem osobą która naciska, szantażuje, manipuluje, stałem raczej z boku jako obserwator, czekając raczej na sygnał do odwrotu. Taki jednak nie dotarł, za to deklaracja od Niej, że może będziemy razem, tylko mam dać jej miesiąc czasu na podjęcie tej decyzji i uporządkowanie swoich spraw.
Po miesiącu dostałem maila w którym ona pisze, że nie da jednak rady odejść od męża, że przerosło ją to wszystko, presja rodziny, wyrzuty sumienia, presja znajomych, że nie potrafi odebrać ojcu dziecka i prosić go o wyprowadzenie się z jej domu, że próbowała, chciała tylko nie dała rady... przerosło ją to i stchórzyła.

No proszę, a przecież taki był jej obcy i nie kochany... Nie rozumiał jej i od lat ze sobą nie spali...

brunett napisał/a:

Zaakceptowałem taki stan rzeczy choć nie było łatwo, wpadłem w taką depresję, że nie wychodziłem z domu 4 tygodnie a co rano wstając zastanawiałem się jaki jest sens wstawiania z łóżka, skoro nie ma jej ze mną, skoro nie mogę z nią być, nie ma sensu nawet zaczynać dnia. To były dla mnie cholernie ciężkie 4 tygodnie. Moje serce pękło na pół.
Nie chciałem tak tego zostawić, jakkolwiek szanowałem jej decyzje i tak jak obiecałem usunąć się w kąt w razie takiej sytuacji, co zamierzałem zrobić, poprosiłem ją o spotkanie na żywo, by dostać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, co jak, skąd dlaczego i co było głównym czynnikiem takiej jej decyzji. To były rzeczy których nieświadomość nie dawała mi spokoju.
Do naszej rozmowy doszło po 3 tygodniach od mojej prośby. Spotkaliśmy się. Spytałem czy kocha męża do którego wróciła, Zdecydowanie odpowiedziała, że nie.
Są razem bo pojawiło się nie planowane dziecko, byli przyjaciółmi na studiach, rodzice zagorzali katolicy wymusili wręcz ten ślub i małżeństwo, bo jak to wygląda, że dziecko i córka bez męża.
Spytałem czy kocha nadal mnie, zdecydowanie odpowiedziała, że tak. Spytałem więc dlaczego taka jej decyzja, po co ma spędzać życie z facetem którego nie kocha. Powiedziała, że nie wie ale jest coś co nie pozwala jej odejść od męża i zamierza się dowiedzieć co to jest.
Spytałem czy mam na nią czekać, czy jest na co. Odpowiedziała bym nie czekał bo nie wie ile to potrwa i czy w ogóle kiedykolwiek odejdzie od męża...

sic....

brunett napisał/a:

Wiem, że spadnie tu na mnie fala krytyki, prosiłbym jednak hejterów i sadystów forumowych o powstrzymanie się od zbytniej krytyki.
W życiu spotykają nas różne sytuacje, Mnie spotkała taka, zakochałem się nieszczęśliwie i nikt nie pytał mnie o zdanie czy chce czy nie chce. Od samego początku starałem się być fair, owszem brnąłem w to wiedząc, że ona już jest mężatką i to akurat mogę sobie zarzucić, że w odpowiedniej chwili nie ochłonęłem i nie wycofałem się, jednak nie potrafiłem, zanim zdążyłem zauważyć powagę sytuacji byłem już w różowych okularach i mocno zaangażowany emocjonalnie.
Nadal ją kocham i nie potrafię pozbierać się do kupy oraz zaakceptować faktów.
Nie pomogła mi także informacja, że ona nadal mnie kocha i że nie czuje nic głębokiego do swojego męża nic poza uczuciem, że mieszka z przyjacielem i ojcem swojego dziecka.
Czasami widujemy się nadal w pracy, nie poruszamy już tematów prywatnych, patrzę w jej oczy i nadal widzę w nich miłość do mnie, tylko już teraz patrzy na mnie wypalona i smutna, nie ma w niej już tej pozytywnej energii co kiedyś, uśmiech owszem jest ale juz nie taki naturalny, raczej smutny i służbowy niż prawdziwy, i te oczy... w nich najłatwiej dostrzec wielki smutek.
Wiem, że moja sytuacja jest jakich wiele... wiem, że wątki tego typu powtarzały się już, dlaczego jednak jest tak, że ludzie tkwią w związkach, w małżeństwach pomimo, że nie kochają współmałżonków, pomimo, że ich serce jest przy innej osobie, jaki jest sens bycia w małżeństwie w którym nie kocha się partnera ? Dla dziecka ? Przecież dziecko tak czy tak patrzy i widzi swoje i wie najlepiej, czy rodzice szczęśliwi razem czy nie.

Cuś mi tutaj nie gra.... brzmisz jak porzucona kochanka...

brunett napisał/a:

Czy ktoś z Was przeżył coś podobnego i może podzielić się ze mną czymś wartościowym w tym temacie ? Jest mi w tej chwili cholernie trudno. Łąpię się na tym, że mimo wszystko ja nadal na nią podświadomie czekam.

Czas na podsumowanie.
Po pierwsze: zniszczyła Ciebie. Nie kochała Ciebie, tylko wykorzystała dla adrenalinki jaka potrzebna widocznie jej jest do normalnego funkcjonowania. Taki syndrom bardziej typowy dla faceta zdradzającego swoja zonę. Ale nie ma się co dziwić, od jakiegoś czasu mężczyźni niewieścieją, a kobiety staja się twarde. Teraz jej maż "odbudowuje" związek, bo wszyscy zdradzeni są na tyle naiwni, że to co się stało, to z ich winy. Pewnie cieszy się, że ona jednak go kocha bo przecież nie odeszła do Ciebie.Ty cierpisz i pewnie jeszcze jakiś czas to co się stało nie pozwoli Ci na normalne funkcjonowanie.
Po drugie: Ty zniszczyłeś ją. Może na krótko, bo pewnie na niwie odbudowanej przez męża rodziny, szybko się zregeneruje, a skoro pracuje w tej samej firmie, to jakiemuś Twojemu koledze zacznie pokazywać swoje maślane oczka. Potem pójdzie z nim na piwo... a dalszy rozwój sytuacji już Znasz...

Oglądałeś "Greka Zorbę"? Tam prawie na samym końcu filmu jest taki świetny tekst. Tu pasuje jak ulał, chociaż film nijak do Twojej sytuacji nie pasuje: JAKA PIĘKNA KATASTROFA!!

10

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Nie jestem żonaty, jak juz pytasz.
Deklarowałem jej wsparcie od A do Z bo takie pytanie też padło.
Nie wymagałem od niej odejscia od męża, jak juz doszło do obustronnego zaangażowania, miłość i wrecz wspólne życie, dałem znać ze moze na mnie liczyć, dziecko niczemu nie jest winne i zadna to dla mnie przeszkoda nie była od samego początku. Dodatkowo starałem sie zanim sie zaangażowało na dobre, pokazać jej wady sytuacji, głównie jej sytuacji, bo ja poza złamanym sercem nie ryzykowałem, ona więcej.
Oczekiwałem od niej świadomej decyzji jakakolwiek bedzie. Jeszcze raz dodam, ze nie manipulowałem i nie namawiałem.

11

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Powiedz mi jakim trzeba byc mezczyzna zeby uwodzic mezatke.Nie rozumiem tego.Nie rozumiem ludzi ktorzy nie umieja sie powstrzymac przed trzymaniem rak z dala od czyjejs partnerki.

12 Ostatnio edytowany przez starr (2015-01-27 01:25:26)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:

Nie jestem żonaty, jak juz pytasz.
Deklarowałem jej wsparcie od A do Z bo takie pytanie też padło.
Nie wymagałem od niej odejscia od męża, jak juz doszło do obustronnego zaangażowania, miłość i wrecz wspólne życie, dałem znać ze moze na mnie liczyć, dziecko niczemu nie jest winne i zadna to dla mnie przeszkoda nie była od samego początku. Dodatkowo starałem sie zanim sie zaangażowało na dobre, pokazać jej wady sytuacji, głównie jej sytuacji, bo ja poza złamanym sercem nie ryzykowałem, ona więcej.
Oczekiwałem od niej świadomej decyzji jakakolwiek bedzie. Jeszcze raz dodam, ze nie manipulowałem i nie namawiałem.

No ale wyszło jak wyszło. Ty masz złamane serce, ona ma to samo co miała przed Waszym romansem. Bilans w sumie dla Ciebie na manku... Miałeś koleżankę, zrobiłeś z niej ko_lezankę, teraz ona wróciła i pewnie cieszy się "ciepełkiem domowego ogniska" a Ty Masz sam ze sobą przes*ane... I nie Masz już koleżanki.
Mam nadzieję, że pięć razy się zastanowisz, zanim wejdziesz ponownie w taki układ.

13

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
dziewan napisał/a:

Powiedz mi jakim trzeba byc mezczyzna zeby uwodzic mezatke.Nie rozumiem tego.Nie rozumiem ludzi ktorzy nie umieja sie powstrzymac przed trzymaniem rak z dala od czyjejs partnerki.

mówisz jakbym to ja ja pierwszy pocałował...
zadnych podobnych zamiarów nie miałem, to raczej ja zostałem uwiedziony, fakt mam swój rozum i mogłem powiedzieć nie, to mozna mi zarzucić, ale nie uwodzenie.

14

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
starr napisał/a:
brunett napisał/a:

Nie jestem żonaty, jak juz pytasz.
Deklarowałem jej wsparcie od A do Z bo takie pytanie też padło.
Nie wymagałem od niej odejscia od męża, jak juz doszło do obustronnego zaangażowania, miłość i wrecz wspólne życie, dałem znać ze moze na mnie liczyć, dziecko niczemu nie jest winne i zadna to dla mnie przeszkoda nie była od samego początku. Dodatkowo starałem sie zanim sie zaangażowało na dobre, pokazać jej wady sytuacji, głównie jej sytuacji, bo ja poza złamanym sercem nie ryzykowałem, ona więcej.
Oczekiwałem od niej świadomej decyzji jakakolwiek bedzie. Jeszcze raz dodam, ze nie manipulowałem i nie namawiałem.

No ale wyszło jak wyszło. Ty masz złamane serce, ona ma to samo co miała przed Waszym romansem. Bilans w sumie dla Ciebie na manku... Miałeś koleżankę, zrobiłeś z niej ko_lezankę, teraz ona wróciła i pewnie cieszy się "ciepełkiem domowego ogniska" a Ty Masz sam ze sobą przes*ane... I nie Masz już koleżanki.
Mam nadzieję, że pięć razy się zastanowisz, zanim wejdziesz ponownie w taki układ.

to na pewno...

15

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Wiesz mnie wlasnie zostawila zona mamy dziecko i jak ludzie decyduja sie na rodzicielstwo to powinni odpowiedzialnie dociagnac swoj zwiazek do czasu az dzieci dorosna.Bo milosc ma rozne oblicza nie tylko goracejak na poczatku.Trzeba wziac odpowiedzialnosc za zlozona przysiege i powolane zycie.A twoja wina jest taka ze nie powiedziales stop znajac jej sytuacje,to ty powinienes byc madrzejszy bo ty nic jeszcze wtedy nie ryzykowales.

16 Ostatnio edytowany przez brunett (2015-01-27 01:54:03)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
dziewan napisał/a:

Wiesz mnie wlasnie zostawila zona mamy dziecko i jak ludzie decyduja sie na rodzicielstwo to powinni odpowiedzialnie dociagnac swoj zwiazek do czasu az dzieci dorosna.Bo milosc ma rozne oblicza nie tylko goracejak na poczatku.Trzeba wziac odpowiedzialnosc za zlozona przysiege i powolane zycie.A twoja wina jest taka ze nie powiedziales stop znajac jej sytuacje,to ty powinienes byc madrzejszy bo ty nic jeszcze wtedy nie ryzykowales.

Współczuje Ci szczerze.
Tak, zgadzam sie ze taka moja wina, ze nie powiedziałem stop.
Jak juz wczesniej wspomniałem też skoro robi sie miejsce pomiedzy mezem a zona na trzecia osobe zazwyczaj jest jakis powod ku temu.
Zwiazek trzeba pielegnować a nie tylko liczyć na przysiege małżeńska i zasłaniac sie dziećmi.
Nic Ci nie zarzucam bo nie znam sprawy tylko chodzi o to, ze kij ma dwa końce.

17

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:

Jak juz wczesniej wspomniałem też skoro robi sie miejsce pomiedzy mezem a zona na trzecia osobe zazwyczaj jest jakis powod ku temu.

Skoro robi się miejsce pomiędzy mężem a zoną na trzecia osobę, to wyjatkowym skur**syństwem jest w to wskakiwać. Cierp sobie dalej, skoro Masz takie motto życiowe....

18

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
starr napisał/a:
brunett napisał/a:

Jak juz wczesniej wspomniałem też skoro robi sie miejsce pomiedzy mezem a zona na trzecia osobe zazwyczaj jest jakis powod ku temu.

Skoro robi się miejsce pomiędzy mężem a zoną na trzecia osobę, to wyjatkowym skur**syństwem jest w to wskakiwać. Cierp sobie dalej, skoro Masz takie motto życiowe....

Tak czy tak cierpie, czy mi na to pozwolisz czy nie.
Jak sadzisz, ze z premedytacja wbiłem sie na tego trzeciego, to znaczy, ze nie czytałeś uważnie mojego postu.
A z drgiej beczki, czy nie mam racji, ze zwiazek trzeba pielegnowac i przysiega oraz dziecko nie gwarantuje sukcesu ?
Do nikogo tu nie pije i nikogo nie krytykuje.
Co w tym złego ze powiedziałem tak oczywistą rzecz na głos ? Wystarczy czytac inne posty tu by wyciągnac podobne wnioski.

19

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Jestes rozwiedziony?

36lat na karku i piszesz ze to w zasadzie ona Cie uwiodla, nie wstyd Ci big_smile

20

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
dziewan napisał/a:

Zwiazek trzeba pielegnować a nie tylko liczyć na przysiege małżeńska i zasłaniac sie dziećmi.
Nic Ci nie zarzucam bo nie znam sprawy tylko chodzi o to, ze kij ma dwa końce.

Aha czyli teraz przysięga małżeńska jest gó**o warta big_smile. Co Bóg złączył, tego niech człowiek nie rozłącza!

Chociaż nie dziwię się, jeśli nawet nie umiesz zastosować się do własnych zasad moralnych. Gdyby było inaczej to na pocałunek szybciej zareagowałbyś zamurowaniem i odepchnięciem tej biednej, zaniedbanej, styranej życiem kobiety wink (niby przed pocałunkiem NIC do Niej nie czułeś?). Czyli kolejny jurny osobnik typu "będę miał własne zasady, aby inni uważali mnie za porządnego człowieka, ALE jak nadarzy się okazja to nie zagląda się przecież darowanemu koniu w zęby tongue". Niby kochała, ale w ostatecznym rozrachunku jesteś gorszy od Jej męża i możesz Sobie już pójść, no już sio.

21

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
Katharsis69 napisał/a:

Jestes rozwiedziony?

36lat na karku i piszesz ze to w zasadzie ona Cie uwiodla, nie wstyd Ci big_smile

A co, scenariusz nie mozliwy czy mało wiarygodny ?

22

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:

A co, scenariusz nie mozliwy czy mało wiarygodny ?

Brzmi to zalosnie w ustach dojrzalego mezczyzny.
Chyba ze masz znikome doswiadczenie z kobietami.

Jestes rozwiedziony?

23

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
Katharsis69 napisał/a:
brunett napisał/a:

A co, scenariusz nie mozliwy czy mało wiarygodny ?

Brzmi to zalosnie w ustach dojrzalego mezczyzny.
Chyba ze masz znikome doswiadczenie z kobietami.

Jestes rozwiedziony?

Raczej jestem zdania, ze to kobiety rzadza swiatem.

24

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:
Katharsis69 napisał/a:
brunett napisał/a:

A co, scenariusz nie mozliwy czy mało wiarygodny ?

Brzmi to zalosnie w ustach dojrzalego mezczyzny.
Chyba ze masz znikome doswiadczenie z kobietami.

Jestes rozwiedziony?

Raczej jestem zdania, ze to kobiety rzadza swiatem.

A po co Nam rządzić światem. To Wy macie takie dziwne aspiracje tongue.

25 Ostatnio edytowany przez Katharsis69 (2015-01-27 02:40:05)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:
Katharsis69 napisał/a:

Brzmi to zalosnie w ustach dojrzalego mezczyzny.
Chyba ze masz znikome doswiadczenie z kobietami.

Jestes rozwiedziony?

Raczej jestem zdania, ze to kobiety rzadza swiatem.

Swietnie!
Wiec siedz i czekaj w nadziei az sie do Ciebie odezwie albo i nie smile

Uzyles sobie teraz ja zostaw w spokoju.
Sama musi zadecydowac czego chce.
Ich ewentualne rozstanie, nie oznacza ze Wy bedziecie ze soba.

26

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
Katharsis69 napisał/a:
brunett napisał/a:
Katharsis69 napisał/a:

Brzmi to zalosnie w ustach dojrzalego mezczyzny.
Chyba ze masz znikome doswiadczenie z kobietami.

Jestes rozwiedziony?

Raczej jestem zdania, ze to kobiety rzadza swiatem.

Swietnie!
Wiec siedz i czekaj w nadziei az sie do Ciebie odezwie albo i nie smile

Uzyles sobie teraz ja zostaw w spokoju.
Sama musi zadecydowac czego chce.
Ich ewentualne rozstanie, nie oznacza ze Wy bedziecie ze soba.

W jaki sposób sobie ulżyłem ?
Zdecydowała juz czego chce i ma spokój ode mnie, czy na prawde czytasz co ja pisze czy jestes uprzedzona juz na starcie ?
Tak wiem, ze ich rozstanie nie oznacza dla mnie wiele i nie gwarantuje żadnego sukcesu.

Czy ktos jeszcze z góry uprzedzony do mnie chce mi coś miłego dowalić ?

27

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Nie jestem do Ciebie uprzedzona.

Po prostu odczuwam dysonans, znajac Twoj wiek i czytajac Twoje wpisy.

28

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Brunett, ale to przeciez Ty odebrales jej chec do zycia.
Moze raczej to, ze sie wydalo i nie moze sie pannica dalej Toba zabawiac ? ...
i takie szmaty maja dzieci!  A gdzie bylo to malenstwo kiedy mama na disko i ramba  - camba latala?
Kiedy ja poznales byla wesola pisales...      pelna zycia, energi ...   no i co z niej zrobiles?
Teraz juz nie ma w niej tego ognia?
To raczej przy mezu kwitla, prawda?  - Jak inaczej to wytlumaczysz? Te bzdure ?...
w ktorej piszesz, ze zyla nieszczesliwie w niechcianym malzenstwie.
A to dziecko to tez z nim nie chciala? Tez rodzice kazali?

I taka wspaniala ona, a zdradzila z pierwszym lepszym ktory jej poslodzil przez trzy miesiace yikes
Dobrze, ze z Toba nie wpadla.

Facet 36 lat, zakochuje sie jak malolat, brak slow.
Co robiles Brunett przez 20 ostatnich lat? Byles w wiezieniu? Na bezludnej wyspie?
Co sie stalo, ze tak na slepo sie zakochujesz?

29

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
Doonna napisał/a:

Brunett, ale to przeciez Ty odebrales jej chec do zycia.
Moze raczej to, ze sie wydalo i nie moze sie pannica dalej Toba zabawiac ? ...
i takie szmaty maja dzieci!  A gdzie bylo to malenstwo kiedy mama na disko i ramba  - camba latala?
Kiedy ja poznales byla wesola pisales...      pelna zycia, energi ...   no i co z niej zrobiles?
Teraz juz nie ma w niej tego ognia?
To raczej przy mezu kwitla, prawda?  - Jak inaczej to wytlumaczysz? Te bzdure ?...
w ktorej piszesz, ze zyla nieszczesliwie w niechcianym malzenstwie.
A to dziecko to tez z nim nie chciala? Tez rodzice kazali?

I taka wspaniala ona, a zdradzila z pierwszym lepszym ktory jej poslodzil przez trzy miesiace yikes
Dobrze, ze z Toba nie wpadla.

Facet 36 lat, zakochuje sie jak malolat, brak slow.
Co robiles Brunett przez 20 ostatnich lat? Byles w wiezieniu? Na bezludnej wyspie?
Co sie stalo, ze tak na slepo sie zakochujesz?

I po co od razu wyzywać od szmat ?
Ty pewnie Donna przeżyłaś swoje życie idealnie.
Rozumiem, ze ostatnie pytania są retoryczne.
Co do miłości z założenia jest ślepa a gdybym wiedział że sie przewróce, usiadł bym wcześniej.

30

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:

I po co od razu wyzywać od szmat ?
Ty pewnie Donna przeżyłaś swoje życie idealnie.
Rozumiem, ze ostatnie pytania są retoryczne.
Co do miłości z założenia jest ślepa a gdybym wiedział że sie przewróce, usiadł bym wcześniej.

Powiem Ci szczerze, ze dziewucha ktora upycha dziecko gdzie sie da zeby gzdzic sie po katach zasluguje na bardziej pikantny epitet,
jestem kulturalna wiec nazwalam ja delikatnie.
Przyznaj, ze nawet Cie nie interesowalo gdzie jest to malenstwo? Taki byles zafascynowany.

Ciebie nie obrazam, bo wolny jestes, masz prawo korzystac jak dupa wypieta czeka,
ale ta to mogla by najpierw sie rozejsc jak tak Cie kocha big_smile
albo zapytac meza czy sie zgadza na jej zdrady, albo kupic sobie wibrator.

Przykro mi, ze sie zakochales, ale chlopie miej troche rozumu.
Jak baba ma meza, zaczyna romans z Toba i mowi, ze odejdzie pozniej bo cos tam to:
Nie kocha Cie,
nie rozejdzie sie,
chce sie zabawic, albo dowartosciowac, albo sie nudzi, albo jej sie chce, albo jakis inny rownie glupi powod...
wiec daj sobie spokoj z zakochiwaniem i poszukaj porzadnej kobiety.

Wszystko przed Toba, ucz sie na bledach i zapomnij ten ,,incydent",
naprawde by Cie chciala to juz dawno by z Toba byla, spojrz prawdzie w oczy.

31

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Twój problem polega na tym, że dziewczynie pasuje sytuacja trójkąta.
Nie patrz co mówi, patrz co robi.
To dość częste zjawisko.
Ona gra na niezmienianie niczego.
I ani przez moment nie rozważała odejścia od męża.

32

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Właśnie nie mogę spać i czytam Twoje długie opowiadanie i jest mi smutno, bo. Bo ta radość życia, która była w tej dziewczynie została zgaszona. Ten romans nie wyszedł jej na dobre. To naprawdę smutne.

33

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Takie młode lubią sobie popróbować różnych facetów, to jest naturalne.
Szczególnie jeżeli wpadła i małżeństwo "tak wyszło".
Szkoda jej trochę...

I tak już wszyscy gracie w otwarte karty, mleko się rozlało, jej małżeństwo to farsa.
Na twoim miejscu wycisnąłbym z nią wszystkie uczucia do końca, aż się sobą znudzicie.
Załóż z góry, gdy się z nią spotykasz - zero "trudnych spraw", same słodkie uczucia, pozytywne wibracje i seks...

Jeżeli chciałeś ją na stałe, to przyjąłeś postawę w której żadna kobitka nie pójdzie za tobą.
Kazałeś jej zadecydować. Chyba Cię pogięło chłopie big_smile Ona nie zadecyduje, więc zadecyduje za nią los (rozwój wydarzeń po linii najmniejszego oporu) albo rodzice.
Ty miałeś zadecydować.

Brutalnie, jadąc po bandzie miałeś brać ją jak swoją od słabszego...

34 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-01-27 08:54:54)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:
spanowany napisał/a:

a nie możesz tak zwyczajnie stary koniu, jeb....ć się w łeb na odmulenie?
Daj człowiekowi tej 25 leniej dziewczynie przeżyć życie jak należy
Na poważnie:
na "płaszczyznach" to się wytrolować możesz/
Jeśli to prawda to jesteś nikim

Kolejny hejter ? Jak juz krytykujesz to konstruktywnie.
bardziej zawile nie mozna było ? Staram sie wyciągnać z tego coś pożytecznego ale za wiele nie rozumie, pozatym, ze jest to krytyka. Tylko co autor ma na mysli ?

Słuchaj gościu. Napisz nam skąd się takie zadufane w sobie indywidua jak ty biorą. Nie potrafisz sobie znaleźć kobiety czy co ? Jak sęp polujesz na "nieszczęśliwe" dziewczyny w związku ?
Każde małżeństwo ma kryzysy, a ty wbijasz się w nie ze swoim ego. Na twój temat można powiedzieć wyłącznie źle albo milczeć. Zgasiłeś dziewczynę, zniszczyłeś ją i to co budowała, do końca życia będzie miała przez ciebie kłopoty, wykorzystałeś czas słabości. Jesteś typem padalca ... eghh, nie napiszę więcej bo musiałbym wyzywać i używać niecenzuralnych słów i zaraz dostałbym bana.

brunett napisał/a:

Co do miłości z założenia jest ślepa a gdybym wiedział że sie przewróce, usiadł bym wcześniej.

więc usiądź i odpie...ol się od niej skoro jej mąż jeszcze coś próbuje zrobić.
Jest tyle fajnych niezajętych kobiet. No tak 36 lat, czas nie stoi w miejscu, więc trzeba łapać jak leci.

35

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
Doonna napisał/a:
brunett napisał/a:

I po co od razu wyzywać od szmat ?
Ty pewnie Donna przeżyłaś swoje życie idealnie.
Rozumiem, ze ostatnie pytania są retoryczne.
Co do miłości z założenia jest ślepa a gdybym wiedział że sie przewróce, usiadł bym wcześniej.

Powiem Ci szczerze, ze dziewucha ktora upycha dziecko gdzie sie da zeby gzdzic sie po katach zasluguje na bardziej pikantny epitet,
jestem kulturalna wiec nazwalam ja delikatnie.
Przyznaj, ze nawet Cie nie interesowalo gdzie jest to malenstwo? Taki byles zafascynowany.

Nie upycha gdzie się da, miała wolny wieczór czasami w pt lub sobote, z dzieckiem zostawał wtedy ojciec dziecka, jej mąż. W innych przypadkach odwiedzała mnie z dzieckiem. Nie zaniedbywała malucha, można jej zarzucić zdrade ale nie upychanie dziecka lub zaniedbywanie go. Mi też los malucha nie był obojętny. Dziecko niczemu nie winne i w razie potrzeby miało moją pełną akceptację.

36

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
bullet napisał/a:
brunett napisał/a:
spanowany napisał/a:

a nie możesz tak zwyczajnie stary koniu, jeb....ć się w łeb na odmulenie?
Daj człowiekowi tej 25 leniej dziewczynie przeżyć życie jak należy
Na poważnie:
na "płaszczyznach" to się wytrolować możesz/
Jeśli to prawda to jesteś nikim

Kolejny hejter ? Jak juz krytykujesz to konstruktywnie.
bardziej zawile nie mozna było ? Staram sie wyciągnać z tego coś pożytecznego ale za wiele nie rozumie, pozatym, ze jest to krytyka. Tylko co autor ma na mysli ?

Słuchaj gościu. Napisz nam skąd się takie zadufane w sobie indywidua jak ty biorą. Nie potrafisz sobie znaleźć kobiety czy co ? Jak sęp polujesz na "nieszczęśliwe" dziewczyny w związku ?
Każde małżeństwo ma kryzysy, a ty wbijasz się w nie ze swoim ego. Na twój temat można powiedzieć wyłącznie źle albo milczeć. Zgasiłeś dziewczynę, zniszczyłeś ją i to co budowała, do końca życia będzie miała przez ciebie kłopoty, wykorzystałeś czas słabości. Jesteś typem padalca ... eghh, nie napiszę więcej bo musiałbym wyzywać i używać niecenzuralnych słów i zaraz dostałbym bana.

brunett napisał/a:

Co do miłości z założenia jest ślepa a gdybym wiedział że sie przewróce, usiadł bym wcześniej.

więc usiądź i odpie...ol się od niej skoro jej mąż jeszcze coś próbuje zrobić.
Jest tyle fajnych niezajętych kobiet. No tak 36 lat, czas nie stoi w miejscu, więc trzeba łapać jak leci.

Polujesz ? Wow, sorry czytaj post mój dokładniej zanim się wypowiesz.
Usiadłem i siedzę wiec już jakiś czas temu, nawet nogi już i mnie boleć zaczęły od stania.
Rozumiem pointe przesłania jednak z tym łapaniem jak leci to mocno nie trafione w moją osobę.

37 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2015-01-27 09:35:40)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
pitagoras napisał/a:

Twój problem polega na tym, że dziewczynie pasuje sytuacja trójkąta.
Nie patrz co mówi, patrz co robi.
To dość częste zjawisko.
Ona gra na niezmienianie niczego.
I ani przez moment nie rozważała odejścia od męża.

wiesz pitagoras często masz rację
ale tym razem skąd wiesz.... ona może rozważała odejście od męża
tylko doszła do wniosku że trójkąt jej najbardziej pasuje.

38

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Najeżdżacie na Autora wątku jakby wina leżała tylko po jego stronie. Nie bronie go, bo najchętniej kopa bym mu sprzedała. Ale co? Ona jest święta? Po jaką cholerę w ogóle wychodziła z nim na piwo i jakieś balety? Mężatka z rocznym dzieckiem?
Żal...
Autorze żyj własnym życiem i daj sobie z tą kobietą spokój.
Co się stało to się nie odstanie, a tu ewidentnie nie ma na co liczyć, więc odpuść.

Ale faktem jest, że masz 36 lat, a zachowałeś się jak smarkacz.
Wpakował Ci się ktoś kiedyś w Twój związek??
Jeśli nie to mam nadzieję, że przeżyjesz to na własnej skórze.
Nic przyjemnego.

Pozdrawiam i życze powodzenia

39 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2015-01-27 09:54:40)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

moim zdaniem tu w ogóle nie ma winy autora wątku. No może nie powinien z nią iść do łóżka, ale w życiu to różnie bywa.
A linczujecie go jak zwykle na tym forum w takich sprawach.

40 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2015-01-27 10:16:19)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Dla mnie ciekawa jest postawa tej kobiety.Autora nie będę oceniała.Miłość jest ślepa, fakt zle wybrał ale krytyki też sie juz nasluchal.nie bede dokladac bo mi sie nie chce.
Autorze zeby się wyleczyc z tej miilosci spojrz na to tak: Twoj obiekt westchnien jawi Ci sie jako osoba niemalze idealna, zaradna, blyskotliwa, usmiechnięta....wymieniasz mnostwo superlatyw.Ale z drugiej strony wyszła za mąż ze wzgledu na dziecko, zdradzała meza, tchorzy i nie potrafi od niego odejsc.Jak byś ją ocenil z pozycji tego męza??? też taki anioł??chcialbys taką kobiete za zone?wiesz, niewazne, ze presja, ze brak milosci, ze rodzina..ze dziecko, czlowiek uczciwy spojrzy sobie prosto w oczy i odejdzie zanim sie w cos wpakuje, będzie szczery ze sobą i z tą druga osobą.A nie rozkocha kogos w sobie a potem ucieka.Dla mnie nieciekawy obraz czlowieka.mimo innych zalet..

41 Ostatnio edytowany przez alebuba (2015-01-27 10:54:51)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Poczytałam. Wszyscy wiadro pomyj wylewają. Rouzumiem ich. Ale rozumiem też, że można się po prostu zakochać. Nawet w Twoim wieku- tak szybko. Zwłaszcza jeśli nie wiedziałeś o jej małżeństwie. Myślę, że nie jesteś wcale taki zły (mam ochotę napisać w porównaniu do mnie, bo sytuacje wydają mi się troszeczkę podobne z tym zauroczeniem na zabój, egoizmem nieuświadomionym i hasłem, aby siadać jakby się wiedziało, że się przewróci). Do rzeczy. Wydaje mi się, że obydwoje dużo straciliście na tej sytuacji. Uwierz mi, że dojdzie do niej lub już doszło jakim jest egzemplarzem- będzie o sobie myślała źle, coraz gorzej aż w końcu pewnie stanie się ta myśl silniejsza od myśli o Tobie. Pewnie finalnie przekuje tą złą energie na większe staranie się o rodzinę, bo odejść nie zamierza. Ty zaś niestety zostajesz z licznymi ranami kłutymi i co dalej.... Pewnie już nic. Trzeba sobie jasno powiedzieć, jakby to nie bolało, że w tej historii NIC SIE JUŻ WIĘCEJ NIE WYDARZY. Przykro mi, ze musisz na nia jeszcze patrzec w pracy- z tym niewiele da się zrobić. Ale to już jakby był Twój wybór. Jeszcze raz na koniec powiem:stary trzymaj się, nie jesteś wcale takim draniem ani bydlakiem! Ja mam 25 lat, Ty masz trzydzieści parę- wierzę, że nawet myślący człowiek może zaślepiony ulec złudnej obietnicy jakiegoś głębokiego uczucia czy idealnej miłości. Trzeba się odwrócić, zobaczyć jeszcze raz dokładnie co się narobiło i uważać. Życie to nie bajka, nie głaszcze nas po... rękach:/

42

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
szczęście111 napisał/a:
pitagoras napisał/a:

Twój problem polega na tym, że dziewczynie pasuje sytuacja trójkąta.
Nie patrz co mówi, patrz co robi.
To dość częste zjawisko.
Ona gra na niezmienianie niczego.
I ani przez moment nie rozważała odejścia od męża.

wiesz pitagoras często masz rację
ale tym razem skąd wiesz.... ona może rozważała odejście od męża
tylko doszła do wniosku że trójkąt jej najbardziej pasuje.

Też tak myślę.
Rozważała odejscie. Po co inaczej by przyznała się mężowi, że kocha innego ?
Mogła zawinąć ogon i wyprzeć się, wyrazić skruchę, poprawę i prosić o rozgrzeszenie.
Zamiast tego deklaracja mężowi, że kocham innego.

43

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
MamaNalijki napisał/a:

Dla mnie ciekawa jest postawa tej kobiety.Autora nie będę oceniała.Miłość jest ślepa, fakt zle wybrał ale krytyki też sie juz nasluchal.nie bede dokladac bo mi sie nie chce.
Autorze zeby się wyleczyc z tej miilosci spojrz na to tak: Twoj obiekt westchnien jawi Ci sie jako osoba niemalze idealna, zaradna, blyskotliwa, usmiechnięta....wymieniasz mnostwo superlatyw.Ale z drugiej strony wyszła za mąż ze wzgledu na dziecko, zdradzała meza, tchorzy i nie potrafi od niego odejsc.Jak byś ją ocenil z pozycji tego męza??? też taki anioł??chcialbys taką kobiete za zone?wiesz, niewazne, ze presja, ze brak milosci, ze rodzina..ze dziecko, czlowiek uczciwy spojrzy sobie prosto w oczy i odejdzie zanim sie w cos wpakuje, będzie szczery ze sobą i z tą druga osobą.A nie rozkocha kogos w sobie a potem ucieka.Dla mnie nieciekawy obraz czlowieka.mimo innych zalet..

Dziękuję za tą wypowiedź. Miła odmiana od krytyki. Nie jestem tu by mnie po głowie głaskać ale dzi?kuję.

44

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:
szczęście111 napisał/a:
pitagoras napisał/a:

Twój problem polega na tym, że dziewczynie pasuje sytuacja trójkąta.
Nie patrz co mówi, patrz co robi.
To dość częste zjawisko.
Ona gra na niezmienianie niczego.
I ani przez moment nie rozważała odejścia od męża.

wiesz pitagoras często masz rację
ale tym razem skąd wiesz.... ona może rozważała odejście od męża
tylko doszła do wniosku że trójkąt jej najbardziej pasuje.

Też tak myślę.
Rozważała odejscie. Po co inaczej by przyznała się mężowi, że kocha innego ?
Mogła zawinąć ogon i wyprzeć się, wyrazić skruchę, poprawę i prosić o rozgrzeszenie.
Zamiast tego deklaracja mężowi, że kocham innego.

To bardzo złudne myślenie. Bardzo. Powiedziała może, żeby poczuć się bardziej fair, na zasadzie-jestem świnią, zdradzam Cię, ale zobacz jaka jestem szczera, o wszystkim Ci powiem. Serio, to może tak działać.

45

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
alebuba napisał/a:

Poczytałam. Wszyscy wiadro pomyj wylewają. Rouzumiem ich. Ale rozumiem też, że można się po prostu zakochać. Nawet w Twoim wieku- tak szybko. Zwłaszcza jeśli nie wiedziałeś o jej małżeństwie. Myślę, że nie jesteś wcale taki zły (mam ochotę napisać w porównaniu do mnie, bo sytuacje wydają mi się troszeczkę podobne z tym zauroczeniem na zabój, egoizmem nieuświadomionym i hasłem, aby siadać jakby się wiedziało, że się przewróci). Do rzeczy. Wydaje mi się, że obydwoje dużo straciliście na tej sytuacji. Uwierz mi, że dojdzie do niej lub już doszło jakim jest egzemplarzem- będzie o sobie myślała źle, coraz gorzej aż w końcu pewnie stanie się ta myśl silniejsza od myśli o Tobie. Pewnie finalnie przekuje tą złą energie na większe staranie się o rodzinę, bo odejść nie zamierza. Ty zaś niestety zostajesz z licznymi ranami kłutymi i co dalej.... Pewnie już nic. Trzeba sobie jasno powiedzieć, jakby to nie bolało, że w tej historii NIC SIE JUŻ WIĘCEJ NIE WYDARZY. Przykro mi, ze musisz na nia jeszcze patrzec w pracy- z tym niewiele da się zrobić. Ale to już jakby był Twój wybór. Jeszcze raz na koniec powiem:stary trzymaj się, nie jesteś wcale takim draniem ani bydlakiem! Ja mam 25 lat, Ty masz trzydzieści parę- wierzę, że nawet myślący człowiek może zaślepiony ulec złudnej obietnicy jakiegoś głębokiego uczucia czy idealnej miłości. Trzeba się odwrócić, zobaczyć jeszcze raz dokładnie co się narobiło i uważać. Życie to nie bajka, nie głaszcze nas po... rękach:/

Dziękuję za wyrozumiałość.

46

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
szczęście111 napisał/a:

moim zdaniem tu w ogóle nie ma winy autora wątku. No może nie powinien z nią iść do łóżka, ale w życiu to różnie bywa.
A linczujecie go jak zwykle na tym forum w takich sprawach.

Bronić siebie nie zamierzam, bo samokrytyka jest w mojej naturze, i nie jestem tu po pochwały ale...
z tym się muszę zgodzić, że lincz na tym forum to standard, jakby ta część linczująca z Was weszła tu z uprzedzeniami opartymi na własnych doświadczeniach, po to by wyrzygać się emocjonalnie w kierunku autora wątku.
Ślepa krytyka bez kszty wyrozumiałości i bez konstruktywności  nie jest niczym dobrym nawet w takich sytuacjach a przecież kto z nas jest idealny i nie robi błędów w życiu ? No kto ?

47 Ostatnio edytowany przez kinderDELICE (2015-01-27 11:29:22)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

mam nadzieje ze dlugo sie nie pozbierasz a na dodatek ze kiedyś spotka cie to samo co jej męża ale ze twoja zona odejdzie od ciebie ty    ...... (w miejsce kropek wstaw sobie cos najgorszego co jestes w stanie cobie wymyslec, bo nie chce tu używać takich slow ) .Nie dosc ze zniszczyłeś małżeństwo to zabrałeś jej cala energie która miala w sobie , zrobiles z niej wrak człowieka .Mozesz byc z siebie kur... dumny ty ogierze. Boze jakiego miales farta ze trafiles na takiego meza... a szkoda , bo powinieneś takiego wper dostać żeby na nastepny raz czerwone światło ci sie  przed oczkami zapaliło jak będziesz chciał sie za mezatke brać. Patrzcie panstwo - tak oto rozwala sie swieze malzenstwa..

48 Ostatnio edytowany przez brunett (2015-01-27 11:45:52)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
kinderDELICE napisał/a:

mam nadzieje ze dlugo sie nie pozbierasz a na dodatek ze kiedys spotka cie to samo co jej męza ale ze twoja zona odejdzie od ciebie ty    ...... (w miejsce kropek wstaw sobie cos najgorszego co jestes w stanie cobie wymyslec, bo nie chce tu uzywac takich slow )

a ja ma nadzieję, że kiedyś staniesz po mojej stronie problemu i przeżyjesz miłość która zawróci Ci w głowie i złamie Twoje najtwardsze zasady i spojrzysz na sytuację bardziej wyrozumiale, kiedy odkryjesz że życie różne pisze scenariusze i nie zawsze jesteś w stanie wszystko kontrolować.

Na ta chwilę jednak proponuję Ci Melisę, taką do picia, rękawice i worek bokserski. Ostudzi Twoją nienawiść która aż wylewa się z Twojego komentarza.

p.s.
A i jeszcze zapomniałeś dodać że cały czas zmuszałem ją by ze mną się spotykała i decydowałem za nią i za siebie.

49

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
kinderDELICE napisał/a:

mam nadzieje ze dlugo sie nie pozbierasz a na dodatek ze kiedyś spotka cie to samo co jej męża ale ze twoja zona odejdzie od ciebie ty    ...... (w miejsce kropek wstaw sobie cos najgorszego co jestes w stanie cobie wymyslec, bo nie chce tu używać takich slow ) .Nie dosc ze zniszczyłeś małżeństwo to zabrałeś jej cala energie która miala w sobie , zrobiles z niej wrak człowieka .Mozesz byc z siebie kur... dumny ty ogierze. Boze jakiego miales farta ze trafiles na takiego meza... a szkoda , bo powinieneś takiego wper dostać żeby na nastepny raz czerwone światło ci sie  przed oczkami zapaliło jak będziesz chciał sie za mezatke brać. Patrzcie panstwo - tak oto rozwala sie swieze malzenstwa..

Hola hola... A żoneczka to co?
On zrobił z niej wrak człowieka?
On zabrał jej energię?
On zniszczył jej małżeństwo?
Nie rozśmieszaj mnie :)
Może jeszcze aureolę jej przyklej.

A co do energii to miała jej duuuużo :)

Oczywiście autor postąpił paskudnie ale to już wie, i!nie ma co wylewać pomyj tylko na niego bo szanowna małżonka równie świadomie,
tracąc o wiele więcej, pchała się w to tyłkiem.
I jakie ma znaczenie, że młoda, że ZMUSZONA do małżeństwa....brednie:)
Do romansu nikt jej nie pchał.

50

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:

Czy ktoś z Was przeżył coś podobnego i może podzielić się ze mną czymś wartościowym w tym temacie ? Jest mi w tej chwili cholernie trudno. Łąpię się na tym, że mimo wszystko ja nadal na nią podświadomie czekam.

Czekaj na nią dalej. Przez ten czas nikogo więcej nie skrzywdzisz.

51 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2015-01-27 11:57:25)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
Leila01 napisał/a:

Oczywiście autor postąpił paskudnie ale to już wie,

nie rozśmieszaj mnie, paskudnie? po prostu zauroczył się i popłynął.

Leila01, pamiętaj często ludzie oceniają innych po samym sobie.

52 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-01-27 12:02:15)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Przestań człowieku udawać niedorozwiniętego. Przychodzi do Ciebie kochanka ze swoim dzieckiem, a ty co myślałeś, ze jest wiatropylna ? Nie rżnij cwaniaka. W momencie ja dowiedziałeś się, ze jest mężatką powinieneś jej sprzedać kopa, by ratowała małżeństwo lub najpierw się rozwiodło, potem ew. do ciebie przyszła. Ty zaś co ? Pykałeś ją nadal. Jesteś kreaturą, brak słów.
Pomyśl teraz inaczej: ty masz żonę i dziecko, wyobraź sobie, że twoja żona idzie z dzieckiem do kochanka. Napisz co czujesz na tę myśl ? No ?! Przeładował ci się karabin w szafie ? Powinien.
Przez taką gnidę rozpadło się moje małżeństwo. Czego oczekujesz ? Pochwał, proszę bardzo: jesteś ogier, każda na ciebie leci ! Tam mam pisać ?

53

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
AgusiaGda napisał/a:
brunett napisał/a:

Czy ktoś z Was przeżył coś podobnego i może podzielić się ze mną czymś wartościowym w tym temacie ? Jest mi w tej chwili cholernie trudno. Łąpię się na tym, że mimo wszystko ja nadal na nią podświadomie czekam.

Czekaj na nią dalej. Przez ten czas nikogo więcej nie skrzywdzisz.

Dobra riposta, chylę czoła.
Nie jest jednak trafiona do tego jaką osobą jestem.
Każdy jednak ma prawo do swojej opinii, Ty też Agusia.

54 Ostatnio edytowany przez brunett (2015-01-27 12:13:33)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
bullet napisał/a:

Przestań człowieku udawać niedorozwiniętego. Przychodzi do Ciebie kochanka ze swoim dzieckiem, a ty co myślałeś, ze jest wiatropylna ? Nie rżnij cwaniaka. W momencie ja dowiedziałeś się, ze jest mężatką powinieneś jej sprzedać kopa, by ratowała małżeństwo lub najpierw się rozwiodło, potem ew. do ciebie przyszła. Ty zaś co ? Pykałeś ją nadal. Jesteś kreaturą, brak słów.
Pomyśl teraz inaczej: ty masz żonę i dziecko, wyobraź sobie, że twoja żona idzie z dzieckiem do kochanka. Napisz co czujesz na tę myśl ? No ?! Przeładował ci się karabin w szafie ? Powinien.
Przez taką gnidę rozpadło się moje małżeństwo. Czego oczekujesz ? Pochwał, proszę bardzo: jesteś ogier, każda na ciebie leci ! Tam mam pisać ?

Jeszcze raz zaznaczę, że sex nie był żadnym priorytetem i powodem.
Skoro nie możesz w to uwierzyć, oceniasz mnie więc swoimi kategoriami.
Wyobrażam sobie, że moja żona idzie do kochanka. Są ku temu różne powody, od braku zainteresowania nią, zbyt długich godzin męża w pracy i tu wróć znów punkt pierwszy, po inne przyczyny.
Nie jest to miłe na pewno nie ma tu jednak 100% pewności, że rozpadło się Twoje małżeństwo bo pojawił się kochanek. Powód powstał pewnie wcześniej zanim spotkała kochanka.
Ty możesz się zastanowić jaki był to powód bo nie mi to oceniać a ja dlaczego poszła do kochanka zamiast porozmawiać z Tobą o przyczynach.
Każda sytuacja jest inna, każda para małżeństwo ma indywidualny swój problem. Ty generalizujesz. Ja nie.

Jak komuś chce się pić to czy rzeka jest winna, że płynie akurat blisko obok ? A może powinna skuć się lodem by spragniony nie mógł się napić ? Najpierw pojawiło się pragnienie ! Od tego zacznij ocenę swojego małżeństwa zamiast rozdawać epitety.

55

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Nie czytałam wszystkich wypowiedzi ale może się nie zdubluje. Dziwi mnie jedno. Wymienialiście po kilkaset maili tygodniowo i nie wiedziałeś że ma męża? Ale mniejsza z tym. Fakt jest taki, że jak by nie chciała to by nie zdradziła. O to właśnie chodzi, o wierność i najwięcej winy ponosi ona. Przypuszczam, że mężowi też mówiła, że go kocha, że byłeś błędem, zauroczeniem i takie tam. Pewnie dodała, że się oddalili od siebie a on nie chciał rozmawiać. Typowe teksty zdradzacza:D Nie zdziwiło by mnie gdyby za jakiś czas znowu zaczęła się koło Ciebie kręcić jak mąż nie będzie już tak czujny. Niestety jeżeli ktoś raz się tego dopuścił to już jest prawie pewne, że to będzie jego rytuał. W tym momencie powinieneś zamknąć ten rozdział i nie przykładać więcej ręki do rozpadu jej małżeństwa (coś czuję, że i tak się rozpadnie skoro panienka w wieku 25lat szuka doznań z innymi). Teraz masz świadomy wybór czekać i zniszczyć życie jej dziecka i męża czy pocierpieć i zacząć znowu żyć swoim życiem. I wiem co to znaczy jak się kocha i nie może być z tą osobą, ale takie jest życie przykro mi. Większość z nas przez to przechodzi lub przechodziła, ale trzeba żyć dalej. Karma wraca pamiętaj. Twoja już wróciła bo wybrała męża jeżeli dalej będziesz się w to mieszał to znowu wróci ze zdwojoną siła...

56

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
szczęście111 napisał/a:
Leila01 napisał/a:

Oczywiście autor postąpił paskudnie ale to już wie,

nie rozśmieszaj mnie, paskudnie? po prostu zauroczył się i popłynął.

Leila01, pamiętaj często ludzie oceniają innych po samym sobie.

Hmmmm nie wiem czy dobrze rozumiem... Oceniam go przez pryzmat własnej osoby?

57

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
Leila01 napisał/a:
szczęście111 napisał/a:
Leila01 napisał/a:

Oczywiście autor postąpił paskudnie ale to już wie,

nie rozśmieszaj mnie, paskudnie? po prostu zauroczył się i popłynął.

Leila01, pamiętaj często ludzie oceniają innych po samym sobie.

Hmmmm nie wiem czy dobrze rozumiem... Oceniam go przez pryzmat własnej osoby?

nie znam twoich wątków ani twojej osoby, ale ludzie często innych oceniają przez pryzmat właśnie siebie. Ciekawa jestem czy ty byłaś kiedyś w podobnej sytuacji ale pewnie nie, bo byś miała trochę inne podejście do tej sprawy.

Autorowi zaczęła podobać się ta kobieta zanim dowiedział się że jest mężatką, a ona jak wyszedł romans powiedziała mu że przemyśli to czy rozejdzie się z mężem. Dała mu więc nadzieję.

58

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
lilianna90 napisał/a:

Nie czytałam wszystkich wypowiedzi ale może się nie zdubluje. Dziwi mnie jedno. Wymienialiście po kilkaset maili tygodniowo i nie wiedziałeś że ma męża? Ale mniejsza z tym. Fakt jest taki, że jak by nie chciała to by nie zdradziła. O to właśnie chodzi, o wierność i najwięcej winy ponosi ona. Przypuszczam, że mężowi też mówiła, że go kocha, że byłeś błędem, zauroczeniem i takie tam. Pewnie dodała, że się oddalili od siebie a on nie chciał rozmawiać. Typowe teksty zdradzacza:D Nie zdziwiło by mnie gdyby za jakiś czas znowu zaczęła się koło Ciebie kręcić jak mąż nie będzie już tak czujny. Niestety jeżeli ktoś raz się tego dopuścił to już jest prawie pewne, że to będzie jego rytuał. W tym momencie powinieneś zamknąć ten rozdział i nie przykładać więcej ręki do rozpadu jej małżeństwa (coś czuję, że i tak się rozpadnie skoro panienka w wieku 25lat szuka doznań z innymi). Teraz masz świadomy wybór czekać i zniszczyć życie jej dziecka i męża czy pocierpieć i zacząć znowu żyć swoim życiem. I wiem co to znaczy jak się kocha i nie może być z tą osobą, ale takie jest życie przykro mi. Większość z nas przez to przechodzi lub przechodziła, ale trzeba żyć dalej. Karma wraca pamiętaj. Twoja już wróciła bo wybrała męża jeżeli dalej będziesz się w to mieszał to znowu wróci ze zdwojoną siła...

Z tą karmą to niestety zgadzam się :-(

59

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:

nie ma tu jednak 100% pewności, że rozpadło się Twoje małżeństwo bo pojawił się kochanek. ...

Pewnie tak, ale dopóki jest kochanek nie ma szans na jakiekolwiek ratowanie małżeństwa. warunkiem koniecznym jest CAŁKOWITE zerwanie kontaktów z kochankiem, a ten od mojej bż nie chciał odpuścić choć ona kilka razy próbowała się z tego ewakuować.

lilianna90 napisał/a:

wybrała męża jeżeli dalej będziesz się w to mieszał to znowu wróci ze zdwojoną siła...

właśnie dlatego napisałem dosadnie odczep się, odwal, odpie..ol się od niej, oddal i nie pokazuj jej na oczy. Zniszczysz jej rodzinę do końca.

Ponadto skoro teraz robi rogi mężowi to czego możesz się spodziewać, jeśli się zwiążecie ? Ty masz 36 ona 25 lat. Za kilka lat znajdzie się kolejny, lepsze od ciebie ogier, to jest pewne.
Wtedy dopiero pojmiesz o czym napisałem bo w tej chwili wkładasz to pomiędzy opowiadania SF

60

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Nie ogarniam podejścia użytkowników wylewających na autora pomyje. Serio.
Nie zauważyliście, że:
a) to nie autor zdradził?
b) autor jest świadomy tego, że źle zrobił, wchodząc w tę relację?
c) zauroczenie często bierze górę i człowiek pragnie być szczęśliwy?

Ja wiem, że chłodne i racjonalne pisanie typu: "człowiek panuje nad popędem, człowiek nie powinien wchodzić w taką i taką relację, człowiek powinien kierować się rozumem (...)" jest fajne i brzmi doniośle, ale jesteśmy tylko ludźmi, popełniamy błędy i uczymy się na nich. W związku z czym - skoro autor sam na początku napisał, że nie wchodził w coś po to, by rozwalić związek i żałuje, że popłynął, to znaczy, że jest tego ŚWIADOMY i jechanie po nim nie ma żadnego sensu, a tylko zniechęca do czytania postów.
Poza tym - nikt nie jest z kamienia, a krew to nie woda. I to nie jest żadne usprawiedliwienie, tylko stwierdzenie faktu. Więc dajcie już spokój.

Autorze - jedyne, co możesz w tej sytuacji zrobić, to przeczekać, aż emocje i uczucia przeminą. Ta kobieta jest skrajnie nieodpowiedzialna i choć oboje popełniliście ogromny błąd, brnąc w to, to jednak ona nie dotrzymywała obietnicy mężowi, ona zainicjowała Wasz pierwszy kontakt fizyczny  i to ona w pełni świadomie wchodziła w romans, zamiast najpierw zamknąć sprawy z mężem, a potem oddawać się uciechom. Sama jest sobie winna smutkowi, który w niej tkwi. Ty jesteś sam sobie winny cierpienia, które odczuwasz. Musicie udźwignąć ciężar, jaki stworzyliście i zamknąć ten rozdział życia.
Będzie Ci trudno, bo czujesz, że kochasz, ale to jest do przejścia. Z czasem zrozumiesz, że na dłuższą metę nie chciałbyś być z kobietą, która nie ma większych oporów przed wdawaniem się w romanse.

Poza tym zachowuje się jak bezwolna lalka: "nie chcę być z mężem, ale presja rodziny i innych" <--- sama sobie robi największa krzywdę, bo z takim podejściem będzie wiecznie nieszczęśliwa. Ale nie Twoja rola w tym, by ją z tego "nieszczęścia" wyciągać.

Postanowiła zostać z mężem, Ty się odsuwasz, dochodzisz do siebie i być może budujesz życie z inną, bardziej dojrzałą kobietą.
A tamta, podejrzewam, będzie z roku na rok coraz bardziej sfrustrowana i wda się jeszcze w niejeden romans. Nieszczęśliwa kobieta zawsze będzie podatna na takie akcje.

61

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Nie wiem czy jest sens tak dobitnie krytykować autora... Zwraca się z prośbą o poradę. Ja też nie cierpię dziewczyny do której poleciał mój były narzeczony, ale prawda jest taka, że największą winę ponosi osoba, która mając partnera/ męża/ żonę decyduje się na zdradę. Autor się zakochał miał do tego prawo, teraz natomiast powinien wypić piwo jakie nawarzył wchodząc w związek z mężatką i naprawić tyle ile się da czyli całkowicie zerwać kontakt z tą osobą (rozumiem praca-ograniczyć go do całkowitego minimum i absolutnie nie wychodzić po za ramy służbowe). Ona będzie chciała to znowu to zrobi, ale Ty przynajmniej już nie będziesz sobie zarzucał, że znowu teraz już całkiem świadomie wszedłeś z buciorami w ich życie.

62

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
bullet napisał/a:
brunett napisał/a:

nie ma tu jednak 100% pewności, że rozpadło się Twoje małżeństwo bo pojawił się kochanek. ...

Pewnie tak, ale dopóki jest kochanek nie ma szans na jakiekolwiek ratowanie małżeństwa.

Moim zdaniem jak już jest miłość do innego a nie do męża to nie ma po co ratować małżeństwa.
Tak, ja 36 ona 25 brzmi jak idealny scenariusz do zdrady w niedalekiej przyszłości, z tym się zgodzę.

Nie mniej jednak moje zamiary w stosunku do niej od początku do końca były fair, nie uciekł bym jak tchórz kiedy zechciała by być ze mną, nie skrzywdził bym jej ani dziecka jeśli tylko miała by szczerą ochotę zbudować coś razem, miałem też odwagę spotkać się z jej mężem i powiedzieć szczerze jak jest, miałem też odwagę zadeklarować odejście w razie gdyby chciała ratować swoje małżeństwo.
Słowa nawet dotrzymałem, tylko nie sądziłem że będzie to takie trudne dla mnie teraz... mówię tu o odkochaniu się i pogodzeniu z sytuacją.

63

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
Lwica_ napisał/a:

Nie ogarniam podejścia użytkowników wylewających na autora pomyje. Serio.
Nie zauważyliście, że:
a) to nie autor zdradził?
b) autor jest świadomy tego, że źle zrobił, wchodząc w tę relację?
c) zauroczenie często bierze górę i człowiek pragnie być szczęśliwy?

Ja wiem, że chłodne i racjonalne pisanie typu: "człowiek panuje nad popędem, człowiek nie powinien wchodzić w taką i taką relację, człowiek powinien kierować się rozumem (...)" jest fajne i brzmi doniośle, ale jesteśmy tylko ludźmi, popełniamy błędy i uczymy się na nich. W związku z czym - skoro autor sam na początku napisał, że nie wchodził w coś po to, by rozwalić związek i żałuje, że popłynął, to znaczy, że jest tego ŚWIADOMY i jechanie po nim nie ma żadnego sensu, a tylko zniechęca do czytania postów.
Poza tym - nikt nie jest z kamienia, a krew to nie woda. I to nie jest żadne usprawiedliwienie, tylko stwierdzenie faktu. Więc dajcie już spokój.

Autorze - jedyne, co możesz w tej sytuacji zrobić, to przeczekać, aż emocje i uczucia przeminą. Ta kobieta jest skrajnie nieodpowiedzialna i choć oboje popełniliście ogromny błąd, brnąc w to, to jednak ona nie dotrzymywała obietnicy mężowi, ona zainicjowała Wasz pierwszy kontakt fizyczny  i to ona w pełni świadomie wchodziła w romans, zamiast najpierw zamknąć sprawy z mężem, a potem oddawać się uciechom. Sama jest sobie winna smutkowi, który w niej tkwi. Ty jesteś sam sobie winny cierpienia, które odczuwasz. Musicie udźwignąć ciężar, jaki stworzyliście i zamknąć ten rozdział życia.
Będzie Ci trudno, bo czujesz, że kochasz, ale to jest do przejścia. Z czasem zrozumiesz, że na dłuższą metę nie chciałbyś być z kobietą, która nie ma większych oporów przed wdawaniem się w romanse.

Poza tym zachowuje się jak bezwolna lalka: "nie chcę być z mężem, ale presja rodziny i innych" <--- sama sobie robi największa krzywdę, bo z takim podejściem będzie wiecznie nieszczęśliwa. Ale nie Twoja rola w tym, by ją z tego "nieszczęścia" wyciągać.

Postanowiła zostać z mężem, Ty się odsuwasz, dochodzisz do siebie i być może budujesz życie z inną, bardziej dojrzałą kobietą.
A tamta, podejrzewam, będzie z roku na rok coraz bardziej sfrustrowana i wda się jeszcze w niejeden romans. Nieszczęśliwa kobieta zawsze będzie podatna na takie akcje.

Dziękuję za słowa wyrozumiałości i otuchy.

64 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-01-27 12:41:02)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:
bullet napisał/a:
brunett napisał/a:

nie ma tu jednak 100% pewności, że rozpadło się Twoje małżeństwo bo pojawił się kochanek. ...

Pewnie tak, ale dopóki jest kochanek nie ma szans na jakiekolwiek ratowanie małżeństwa.

Moim zdaniem jak już jest miłość do innego a nie do męża to nie ma po co ratować małżeństwa....

TO JEST PODSTAWA !! OD TEGO ZACZYNA SIĘ ROZMOWA Z PSYCHOLOGIEM, TERAPEUTĄ !!! by zerwać kontakty z kochankiem. Jeśli nie ma woli (bo chce zostać przyjacielem) tzn, że nie ma szans na ratowanie małżeństwa. Relacje muszą być ucięte jak skalpelem.
Zrozum wreszcie, ze pchasz się z buciorami w RODZINĘ !!, to nie jest brazylijska telenowela ani opowiadanie herlekin, to jest real i tam jest dziecko i rodzina !

65

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

"Moim zdaniem jak już jest miłość do innego a nie do męża to nie ma po co ratować małżeństwa."
Ale nie wiesz co ona czuje do męża... To co mówiła Tobie może się nie pokrywać z tym co mówiła do niego. A czy będą naprawiać swoje małżeństwo czy nie to już nie Twoja sprawa, dam sobie głowę uciąć, że mówi mu że Cię nie kocha. Mówisz, że ni liczyłeś żeby odeszła od rodziny, ale zarzucasz teraz, że nie powinna z nim zostawać bo go nie kocha. Nie bądź naiwny. Takie osoby nie mają żadnych prawdziwych uczuć, żyją płytko i powierzchownie i nie liczą się z innymi. Uwierz mi jej wcale nie jest teraz ciężko. Kurde wyszła zdrada no trudno, muszę teraz tak to rozegrać żeby było mi dobrze. Musisz pogodzić się z tym, że Ciebie też oszukała jak męża. Mówiła, że jesteś ważny i że kocha ale tak nie jest i kropka. Nie żyj nadzieją bo wpadniesz w depresje.

Posty [ 1 do 65 z 229 ]

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026