wszystko zaczęło się całkiem niedawno. W wieku 18 lat poznałam swojego pierwszego faceta. Bardzo się zakochałam.. byłam strasznie szczęśliwa ale niestety tylko chwilkę. Chłopak okazał sie draniem, który podle mnie potraktował. Bardzo to przeżyłam.. Obecnie moim problemem jest brat- który również pozwolił sobie na cholernie chamskie odzywki wobec mnie- od tego czasu nie utrzymuje z nim kontaktu, co też bardzo mnie dręczy bo wiem, że nic dla niego nie znaczę. Dodatkowo od niedawna jestem w rozsypce przez kolegę. Bardzo chciałam spróbować z nim czegoś więcej niż tylko koleżeństwa. Podobaliśmy się sobie, lubiliśmy się ale on nic więcej nie chciał, teraz ma swoją dziewczynę a ja już nie mogę patrzeć na to wszystko. Cięgla wyrzucam sobie, że nie ''starałam'' się i przez to on mnie nie docenił i nie chce być ze mną. Ryczę bo wiem jakiego fajnego chłopaka straciłam a mogłam być taka szczęśliwa.. Co ja mam robić, jak się przekonać, że może kiedyś ktoś mnie zauważy i pokocha i nie będzie to kolejny drań? Bo ja już straciłam nadzieję na cokolwiek... Maja.
Podobne tematy
wiem, że jestem cholerną egoistką bo powinnam sie cieszyć że jest szczęśliwy bo zasługuje na wszystko co najlepsze ale nie potrafię.. jestem wściekła, wściekła na świat, jestem jedyną samą i samotną osobą. Wokół same super dobrane pary, same wesela itd. A mnie szlag trafia bo bardzo potrzebuję czyjegoś ciepła i miłości a nigdy tego jeszcze nie czułam...
Maju, na pewno nie jesteś egoistką, jesteś po prostu bardzo spragniona miłości. Znajdź sobie jakąś pasję, coś co będzie Ci dawało radość, satysfakcję, a także możliwość spotkania ciekawych ludzi. Będziesz miała mniej czasu na użalanie się nad sobą i popatrzysz z dystansem na siebie i na swoje problemy.
Mam już tak zapełniony dzień, że nie mam czasu na swoje małe przyjemności. Przez to jestem jeszcze w większym dołku. Nie mam już przyjaciół tak naprawdę. Moje przyjaciółki zupełnie się odsunęły ode mnie. Mają swoje życie i swoich facetów. Nie mają dla mnie czasu... A ja nie mam życia prywatnego. Bardzo rzadko mam okazję gdzieś wychodzić. Nie mam po prostu na to czasu. I czuję się zerem jako kobieta. W rodzinie mam wesele za niedługo i wiem, że znowu będę musiała wymyślić idiotyczną wymówkę i nie iść na nie.. a tak bardzo bym chciała się w końcu z kimś wybawić.
A dlaczego nie pójdziesz na to wesele? Zostaniesz w domu i będziesz się zadręczać? Może to jest okazja żeby się wybawić? Lepiej idź, w końcu nic nie ryzykujesz.
Byłam już sama na kilku takich imprezach i wiem jak to będzie wyglądać. Owszem raz za czasem pewno wyszłabym na parkiet ale generalnie patrzyłabym się tylko jak się inni bawią. Bardzo bym chciała tam pójść ale nie sama. A nie zanosi się na to że do tego czasu kogoś poznam.
Może tak być ale nie musi i do pewnego stopnia zależy to od Ciebie. Nastaw się pozytywnie, ładnie się wystrój, bądź życzliwa dla młodej pary i ich gości, pokaż, że jesteś atrakcyjną, fajną dziewczyną.
z tym wystrojeniem to nie będzie problemu
w szafie wisi sukienka jeszcze od czasu studniówki, która była uważana za najpiękniejszą suknię wieczoru
będę może próbowała coś wymyślić, żeby jednak nie musieć tam iść samą. Od wczoraj próbuję też sobie sama wmówić, że to problem mojego kolegi, że nie chciał mnie traktować jako kobiety do związku, że wiele stracił, że nigdy bym go nie skrzywdziła, była wierna i wspierała jego decyzję i plany- raz pomaga, raz włącza mi się lampka- to jest żałosne, że tak myślę.
No widzisz, przecież nie możesz zmarnować okazji żeby włożyć tą sukienkę! Cieszę się że jednak się tam wybierasz!