Mam prośbę do wszystkich, którzy mogliby mi pomóc
Kilkanaście tygodni temu u mojej mamy zdiagnozowano raka.
Są przerzuty i wiadomo, że mama już nigdy nie wróci do zdrowia.
Na szczęście nowotwór, mimo że złośliwy, jest z tych, które poddają się leczeniu i 3 tygodnie temu mama otrzymała pierwszą chemię.
Do czasu tej chemii jeszcze jako tako się trzymała, próbowała się śmiać i żartować.
Była nastawiona hmmm... realistycznie-optymistycznie.
Po chemii totalnie "odjechała".
W szpitalu nasłuchała się różnych historii i jakby straciła nadzieję.
Izoluje się od świata, nie chce chociażby na godzinkę pojawić się na przyjęciu komunijnym swojej wnuczki.
Często płacze, czasami byle głupstwo doprowadza ją do łez.
Wiem, że jednym ze skutków chemioterapii są wahania nastroju, ale to nie są wahania, bo brakuje przerywników w postaci dobrego nastroju.
Czuję się, czujemy się bezsilni.
Czy to minie?
Jak jej można pomóc?
Przeczekać?
Na siłę wyciągać ją do ludzi, czy pozwolić na izolację?