Witam wszystkich serdecznie.
Walczę ze sobą od kilku dni i już nie daję rady. Zawaliło się moje życie , marzenia , starania , miłość.
Jestem (jeszcze) z moją partnerką od 4 lat i jest z nami córka z jej poprzedniego małżeństwa.Pokochałem je obie całym sercem i każdego dnia dawałem całego siebie najwięcej skupiając się na małej. Mamy świetne relacje , jest wspaniałą osóbką i zawsze wesołą.Ale jej matka zawsze miała zachwiania co do naszego związku.Chodziło o ex i jej rozwód , relacje , niby nie zamknęła tego rozdziału.Po 2 latach doszło do naszego roztania i jej chwilowego zatracenia co do uczuć do ex.Skończyło sie to zwykłym pocałunkiem ale przepraszała i widziałem że walczyła o nas.Nie wytrzymałem spakowałem się i odeszłem.Nasze roztanie nie trwało długo przepraszała i udało się nam coś odbudować.Ale po dłuższym czasie znów pojawił się problem brak bliskości , jej praca , zmęczenie.Starałem się by zawsze czuła się kochana oczywiście zawsze miała swobodę , nigdy nie broniłem jej czegokolwiek , zawsze mogła na mnie liczyć. W pewnym momencie kiedy ja miałem ciężkie dni i małą ochotę na sex obraziła się i zostało mi to wypomniane.Mijały kolejne miesiące i wszystko było ok mieliśmy teraz plany na wakacje , potem wesele mojego kuzyna , jej ogródek w którym uwielbia przebywać.Snuła plany by urządzić to miejsce i ja się cieszyłem by małej zrobić niespodziankę.Mówiła , że będziemy spędzać tam cudowne chwile i do przedwczoraj kiedy siadając obok mnie oznajmiła mi, że jej były może być poważnie chory.Jeszcze nic nie wiadomo , rozmawiali ze sobą i coś w niej pękło.W łzach oznajmiła mi że bardzo się martwi o jego zdrowie i nie wie co dalej.Chodziła zamyślona , często pisała smsy.Ja w tym czasie spałem w pokoju córki sam bijąc się z myślami.W pracy ledwo dawałem radę ale zawsze znalazłem czas by zająć się domem i naszą pociechą.Dziś rozmawialiśmy i zapytałem czy nadal go kocha a ona, że nie wie co się z nią dzieje i chyba ma problem z psychiką.Mówi że jest jej dobrze ze mną , jak mnie nie widzi to tęskni i to że córka zawsze się pyta czy jestem w domu.Widać że nie potrafi podąć jakiejś decyzji i walczy z tym czy dobrze robi jak mnie straci.Próbuje to ogarnąć zalany łzami i gdybym był gówno wart odszedłbym sam. Walczę i czuję się bezwartościowy , może popelniłem gdzieś bład.Nie wiem jak dam radę bez naszego aniołka.Życie zabiera mi wszystko co kocham.Co robić?