bellew: Przez cztery lata usprawiedliwiałam mojego męża. Wiem, że boli go nasza bieda, że nie chce rozmawiać, bo wypiera problemy. Mówiłam: słuchaj, to może zrobimy tak i tak - a on patrzył w ekran komputera i grał. A gdy pytałam: powiedz coś, podoba ci się ten pomysł? on odpowiadał: "A niby co mam ci powiedzieć? Zrób jak chcesz, to twoja sprawa". Taką odpowiedź i podobne odpowiedzi usłyszałam kilkaset razy. Tak, dokonałam złej decyzji w życiu, jestem tego świadoma. Zaryzykowałam - i przegrałam. Moje małżeństwo jest już martwe. Dzieci są dla mnie najważniejsze, ale ja też chcę jakoś żyć! Ogromnym problemem jest to, że nie mam z kim na codzień porozmawiać. Rodzice nigdy ze mną nie rozmawiali, z dużo ode mnie starszymi braćmi nie mam żadnego kontaktu, wszystkie koleżanki mieszkają daleko, na dłuższe rozmowy telefonicznie mnie nie stać, więc zostają mi tylko maile wysyłane od czasu do czasu. Mój mąż wraca po pracy w złym humorze, bawi się z dziećmi (a raczej ze starszą córką, bo młodszą ledwo zauważa), ja gotuję, sprzątam, prasuję, a jak dzieci zasną, on siada przy komputerze i gra kilka godzin, potem bez mycia się, bez zmiany ubrania dosłownie zwala się do łóżka. I tak jest każdego dnia. Kiedy mówiłam: "potrzebuję się wygadać, nie mogę tak żyć w milczeniu!", słyszałam w odpowiedzi, że jestem "energetycznym wampirem" i że tacy jak ja próbują wsysysać z innych całą energię... Jest zmęczony, dobrze, ja to rozumiem, ale inni też są zmęczeni, ale dla żony potrafią znaleźć kilka dobrych słów. Mój mąż nie.
Kaja: Nie do końca tak jest. Mój mąż "jest nauczony" pracy w domu, pierze, gotuje, robi zakupy, bawi się z dziećmi, nie lubi tylko sprzątać. Problem w tym, że patrząc na mnie dostrzega jedynie to, czego NIE zrobię. Wraca do domu, jest czysto, porządek, kuchnia wyszorowana, łazienka wyszorowana, obiad się gotuje, pranie suszy, dzieci czyste, nakarmione, wybiegały się na placu zabaw (ja ze zmęczenia ledwo stoję, bolą mnie plecy, nogi). I co słyszę? - "czemu tej brudnej szklanki nie zaniosłaś do zlewu tylko tak stoi na stole?!". Oczywiście mówiłam mu wszystko to, co tutaj piszę - on siedział i grał. Jak poprosiłam, żeby wyłączył komputer, zaśmiał się i grał dalej. Co do moich problemów ze znalezieniem pracy to usłyszałam, że nikt nie chce mnie przyjąć, bo mam zły charakter i ludzie nie chcą mieć ze mną nic do czynienia. Nie daję sobie wmówić pewnych rzeczy, ale to jednak boli. Wątpię, czy sytuacja poprawiłaby się, gdybym znalazła dobrze płatną pracę. Zresztą to już jest tylko groteska, jeśli mąż traktuje żonę źle, gdy jest bezrobotna, a dobrze, gdy zarabia dużo pieniędzy. Co do zdrady: przyszła mi do głowy taka myśl, karciłam się za nią (że niby popadam w paranoję). Kiedyś mąż pokazywał mi zdjęcia z wycieczki pracowniczej do Zakopanego, na połowie zdjęć były góry, na drugiej połowie jego bardzo atrakcyjna koleżanka z pracy z miną "Och, znowu T. robi mi zdjęcie..." Powiedziałam: słuchaj, ja cię o żadne zdrady nie podejrzewam, ale to dla mnie bardzo przykre widzieć, że ciągle robiłeś zdjęcia Magdzie - mogłeś pomyśleć, że żonie nie będzie zbyt miło. Jakbyś ty się czuł, gdybym ja po powrocie z wycieczki chwaliła się się zdjęciami moich przystojnych kolegów z pracy. Oburzył się i wykrzyczał, że nigdy mi już żadnych zdjęć nie pokaże.
Olabad: Wiem doskonale, że powinnam zadbać o siebie. Szukam ogłoszeń typu "pisanie artykułów na zlecenie", wysyłam zgłoszenia i jak na razie jedynym efektem jest to, że po moim zgłoszeniu dostaję kupę spamu na maila. Rozmawiałam z doradcą zawodowym, nic konkretnego mi nie powiedział. Nie mogę iść na żaden kurs, bo nie mam z kim zostawić dzieci, z domu mogę sama wychodzić dopiero po 16, a tak poza tym jedyne kursy w moich mieście dotyczą budownictwa. Myślałam o własnej firmie, ale nie mam żadnych oszczędności na wypadek niepowodzenia (utrzymanie miesięczne firmy to wydatek około tysiąca złotych), zresztą, jaką firmę mogłabym założyć jako socjolog? Myślałam o sklepie internetowym, ale żeby zarobić na tym przynajmniej kilkaset złotych miesięcznie musiałaby to być sprzedaż na większą skalę, a ja nie mam samochodu do przewożenia towaru i nie zawsze mam możliwość, żeby iść na pocztę. Zresztą, nie mam pojęcia, co mogłabym sprzedawać, skąd ściągać towar, nikt z moich znajomych tego nie robił, nikt by mi nie pomógł. Boję się wszelkiej działalności związanej z handlem, nigdy nie miałam do tego żadnej smykałki ani pociągu.
Violetka: Z całego serca ci współczuję, że taką miałaś sytuację, ale jednak trochę trudniej jest wyprowadzić się z dwójką dzieci nie mając żadnych pieniędzy i nie mając gdzie, niż zostać w wynajmowanym mieszkaniu. Mogłabym probować ubłagać właściciela o przedłużenie terminu opłaty, ale nikt nie wynajmie mi mieszkania na ładne oczy.
Malwina: Niestety masz rację. Mąż często mi powtarza, że on musi tutaj rządzić, skoro ja nie potrafię podjąć żadnej konkretnej decyzji. Milczy, kiedy odpowiadam, że w małżeństwie nie chodzi o to, żeby ktoś rządził, ale żeby ze sobą rozmawiać i ustalać pewne rzeczy wspólnie. Ma bardzo trudny charakter, nie okazuje żadnych pozytywnych uczuć, jest ironiczny, często wręcz gburowaty. Gdy byliśmy narzeczeństwem mówił, że mam na niego dobry wpływ, że przy mnie się otwiera, że moja wrażliwość mu pomaga. A potem było niestety już tylko gorzej. Teraz nazywa mnie "zrzędliwą jędzą" i "czarownicą". Nie jestem idealna, ale są pewne granice pomiędzy zwykłą kłótnią a upokarzaniem drugiego człowieka.
Tendre: Brak pieniędzy ściąga nas na dno, ale to nie jest główna przyczyna problemów. Mąż uczciwie finansuje rodzinę, choć moim zdaniem wydaje sporo na zbędne rzeczy. Starszej córce kupuje wiele zabawek, którymi ona szybko się nudzi. Pali papierosy i miesięcznie wydaje na nie około 100 złotych (nie zamierza rzucić palenia, mimo moich próśb). Wszystkie zarobione pieniądze idą na opłaty, jedzenie i środki czystości oraz spłatę kredytu zaciągniętego na wymianę okien w mieszkaniu. Większe kwoty (np. premia) przeznaczane są na zapłacenie zaległych rachunków. Jakbym pozwała męża o alimenty, to nie miałby z czego ich płacić. Dzieci mają 4 lata i 1,5 roku.
Dziękuję za wsparcie. Jak na razie mam tylko taką opcję, że macham ręką na męża (niech sobie siedzi i gra) i dążę do znalezienia pracy, a jak już znajdę, wtedy zastanowię się, co dalej. Przegrałam małżeństwo, trudno, ale może nie przegram swojego życia.