Opowiem swoją historię. O anoreksji. Opisałam swój przypadek w czyimś temacie, ale postanowiłam założyć o tym osobny. Nie wiem czy historia jest niesamowita, ale kiedyś ktoś mi powiedział, że z anoreksji nie da się wyleczyć, ja jestem przykładem że się da.
We wczesnym dzieciństwie byłam niejadkiem i byłam chuda, może to dlatego, że moja mama nie umiała mnie karmić, wpychała na siłę i krzyczała jak jadłam, ale odkąd zamieszkała z nami babcia, polubiłam jedzenie bo ona umiała namówić. Tak po za tym lubiłam słodycze ale jakoś od nich tak nie tyłam. Może z wyjątkiem gdy w okolicy 3 klasy podst. rzeczywiście trochę się przejadłam, ale szybko schudłam, natomiast w wieku klasy 4-5 byłam szczupła ale miałam pucułowate policzki. po za tym mam skłonność do brzuszka, ale to po części dlatego, że mam lordozę. kiedyś koleżanka robiła bransoletki własnoręczne dla dziewczyn, dla mnie też ale nie do końca mnie lubiła i rzuciła żartem coś, że dla mnie będzie musiała zrobić większą. Poszłam do gimnazjum, kiedyś na niemieckim była zabawa opisywaliśmy kogoś z klasy a ktoś miał zgadnąć kto to. No i kolega opisywał naszą klasową koleżankę że grubsza, a wtedy usłyszałam jak moja koleżanka szepcze mojej "przyjaciółce" (przyjaciółce, aha) że to o mnie chodzi. A ja nie byłam gruba, tylko miałam nieco wystający brzuszek, bo mam lordozę. Kiedyś nawet po czasie, moja kuzynka zapytała mnie czemu ja się tak odchudzam, a ja na to że dlatego bo gruba byłam i mam uwaz, ona na to, że ja przecież wcale nie byłam gruba (ona sama jest szsczupła jakieś 50-parę kilo wagi). No i wogóle przykro mi było, tym bardziej, że to były moje koleżanki, z którymi często spędzałam czas i trzymałam. No i wtedy stało się coś, zakochałam się w kolesiu. A tak btw. to był straszny cham (ale charyzmatyczny, a co do przystojności to nawet nie był o dziwo) i mnie źle traktował. No a ja klapki na oczach i zakochana. Nie cierpiałam go i kochałam. Wtedy zaczęłam chudnąć. Bo jak się zakocham to mam problemy z jedzeniem. Chudłam, chudłam. Schudłam byłam szczupła. Ale stwierdziłam że mi się to spodobało i dalej chudłam. W końcu w całej klasie zaczęłam słynąć z tego, że jestem wiecznie na diecie. Miałam dużo pomysłowości w tym odchudzaniu. Jako dziecko byłam frytkofilem, ale chociaż jadłam dużo to mi w boki nie szło, może dlatego że ruch miałam, ale z drugiej strony nie jadłam często tylko raz na jakiś czas (dużo). No i kiedyś wpadłam sobie na pomysł, że jak za starych dobrych czasów zjem cała frytkownicę frytek na raz i to wszystko wyrzygam. No i zjadłam. Ale jak poszłam rzygać to okazało się, że nic nie chce się zwrócić xD Ja nie umiem wywoływać wymiotów na zawołanie. Leciała tylko ślina. No to już nie powtórzyłam tego. Ogólnie jak ktoś chciał spytać o dobre herbatki czy tabletki to walił do mnie. Po 16.15 nic nie jadłam. Mój posiłek wyglądał tak: śniadanie albo 2 połówki bułki z czymś tam albo jogurt. Obiad- z reguły zabierałam do pokoju, zwijałam w gazety a potem do śmietnika. A potem jak babcia skapnęła się co leży w śmieciach, to zaczęłam spuszczać ziemniaki w sedesie. Kolacja- zawsze 2 kanapki z czymś tam. Do tego tato całe życie dbał o to, abym miała w domu słodycze i kupował więc starając się docenić i jego starania, jadłam te słodycze. Jednak to wyglądało tak, że dzieliłam batonik na pół i jedna połówka na dziś a druga na jutro. Kiedyś tato zaczął tyle znosić że nie wiedziałam co z tym robić, tak przez 2 miesiące. Więc przez 2 miesiące jadłam same słodycze, i jedynie 1 mały posiłek niesłodyczowy dziennie albo i w ogóle. Autentycznie zaczęły mnie boleć zęby. Ale jak przestałam je jeśc to same przestały. Jak później poszłam do dentysty to nic nie było. Ogólnie to było tak, że jadłabym jeszcze mniej niż jadłam, ale jak zauważyli że jem mniej niż kiedyś, to byłam pilnowana, choć nie tak do końca. Jednak jadłam coś tam i specjalnie np. zamiast u siebie to przy kimś, żeby widzieli. A w głowie tylko jak tu zrobić żeby jeść jeszcze mniej. Znam dość dobrze talbele kaloryczne produktów do dziś. Moja najniższa waga nie była niska jak u rasowej anorektyczki, bo żeby zachować pozory jadłam przy rodzinie a wcale nie chciałam. Dodam, że nie czułam w ogóle smaku ani przyjemności z jedzenia, jadłam żeby jako tako trzymać zdrowie i dla pozorów. Pociłam się wtedy na rękach i nogach zimnym potem. Najniższa waga to 48 kg na 178cm wzrostu, ale ważyłam się z wieczora. Potem zaczęłam jeździć na rowerku stacjonarnym codziennie od pół do półtorej godziny. Pomimo że mało jadłam miałam tyle siły, że przejechać 12km to dla mnie była pestka. Dorobiłam się ładnych mięśni, ale przytyłam do 53 kg od tych mięśni właśnie. Postanowiłam rzucić rower i się po prostu odchudzać. Kiedyś na moje bierzmowanie musiałam zjeść kawałek ciasta i potem głowiłam się jak go spalić, jeździłam długo na rowerze. W klasie koleżanki powtarzały mi że jestem chuda, może za chuda, ale z drugiej strony podziwiały, nastała moda na odchudzanie, pytały mnie o sposoby. Kiedyś przebieraliśmy się na wf to wszystkie dziewczyny stanęły za mną, żeby podziwiać moje łopatki. Raz siedziałąm obok mojej niskiej i drobnej koleżanki w krótkim rękawku, popatrzyła na mój przegub dłoni, potem na swój, i rzecze "ale ty masz chude ręce", bo mój był w połowie taki jak jej. Jak bym miałą wyrazić swoją chudość to pasek od zegarka zapinałam na 1 zapięcie i jeszcze wszedł gruby długopis pod niego. A swoje ramie mogłam objąc albo prawie objąć bo dobrze nie pamiętam, palcami u ręki, tak że się stykały bądź prawie stykały. Kiedyś na przerwie koleżanki ganiały mnie po szkole z czekoladą i chciały ją we mnie wmusić. Wtedy jeszcze o anoreksji się tak dużo nie mówiło, ale jak poszłam do liceum to nastał ten czas i wtedy znajomi mamy zaczęli jej mówić, że ja coś taka za chuda i w ogóle. Mama wzięła to do siebie. Razem z babcią zaczęły wywierać na mnie wpływ i to ostry. W zasadzie, wtedy wszystko toczyło się wokół mojej wagi. Byłą rozmowem i tematem całego dnia. Jak brałam na kolację 2 kanapki to był temat że mam wziąć 3, obiad przy nich, sprawdzanie czy nie wymiotuję, babcia była na emeryturze więc miała czas mnie pilnować i nic innego do roboty. Nie było mowy o tym aby oszukiwać bo to się stało obsesją mojej rodziny. Przytyłam do 53-54kg jadłam obiad, śniadanie i kolację i czasem coś słodkiego ale ciągle dzieląc to na części. Podstawowe dania były, ale wciąż mi w głowie było odchudzanie. I pilnowanie ciągle było. No i nie wiem jak to się stało, ale w końcu sama zaczęłam się przełamywać i jeść z własnej przyjemności. Dziś pewnie nikt nie zgadnie co kiedyś ze mną było, nie trzeba mi było psychologa, psychiatry, szpitala, psychoterapeuty, wystarczyła moja rodzina. Na kompie mam parę zdjęć z okresu, gdy ważyłąm 53 a w albumie takie coś koło 49-50.
Tak btw. Kiedyś oglądałam program o nastoletnich i dziecięcych anorektyczkach, dziewczyna była leczona i jak jadła kanapkę, to masło ściągała paznokciami i siedziało za nimi, albo wsmarowywała we... włosy. Jedna była pilnowana, ale jak szła pod prysznic, to wykonywała ćwiczenia w łazience. Jedna nie piła nawet wody bo bała się, że od niej przytyje