Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 22 ]

Temat: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.

Szanowne Panie,

pisze na waszym forum, bowiem poszukuje opinii/punktu widzenia kobiet na moją sytuację. Da mi to szerszy pogląd i możliwe, że zobaczę coś, czego do tej pory nie widziałem w tym samym świetle.

Mam 29 lat i Jestem z moją dziewczyną (24 lata) ponad rok i ten rok upływał nam bardzo miło, kochaliśmy się bezsprzecznie i mimo, że każdy z nas ma jakieś wady, szukaliśmy kompromisów i dogadywaliśmy się. Mam dobrą pracę, przy czym często kończyłem o 14 15, przez co szybko wracałem do domu (mieszkamy razem) i mieliśmy dużo czasu dla siebie. Przed tym, jak zaczęliśmy się spotykać, wiodłem życie samotnika, będąc introwertykiem otaczałem się zaufanymi przyjaciółmi, rodziną i pasjami. Po tym jak się poznaliśmy sporo czasu poświęcałem Jej i większość pasji poszła w odstawkę. I ok, zaakceptowałem to. Za to często wychodziliśmy do kina, teatru, robiliśmy weekendowe wycieczki po okolicach albo za granicę z tanimi lotami.
Wszystko się zmieniło kilka miesięcy temu. Podjąłem dodatkowe zobowiązanie, o które walczyłem prawie 2 lata - kilkunastomiesięczny kurs. Dużo czasu pracowałem nad tym, żeby na niego pójść. Moja dziewczyna od początku wiedziała, że to planuje a nawet trochę mi pomagała. Teraz, gdy go realizuje, wracam często po 20 do domu, mam zawsze jeden albo 1,5 dnia zajętego w weekend, żeby się uczyć.
I tu problem się ujawnił. Moja dziewczyna zaczęła się ode mnie odsuwać. Rzadsze wiadomości sms/messenger, mniej czułości w nich. Potem dużo chłodniejsze dni w domu. Jak wracam o 20 to Ona ogląda TV. Zawsze pytam wtedy, czy chce coś obejrzeć ze mną, czy coś porobimy. Najczęściej odpowiada, że nie albo "jak chce" tym typowym głosem zwiastującym, że nie. Jak nawet coś oglądamy to Ona po godzinie idzie do łóżka spać. Przestała mówić kocham, przestała dbać o dom. Kiedy próbowałem o tym rozmawiać, zbywała mnie. Była na mnie codziennie obrażona a kiedy jedno obrażenie mijało, przychodziło drugie, z zupełnie błahych powodów. Stała się też złośliwa, na złość robiąc lub nie robiąc czegoś co, jak mi się wydaje, każdy kochający partner może (np. umyć kubek po mnie, bo mi wyleciało z głowy), albo pomoc w sprzątaniu kiedy ja o 20 wracam i są dni, kiedy siedzę jeszcze do 24. Kilka dni temu pokłóciliśmy się o to w końcu (emocje gromadzone eksplodowały). Wyrzuciła mi wtedy, że w ogóle się nią nie interesuje, że nie spędzam z nią już czasu i w ogóle się nią nie przejmuje. Owszem, mam dużo mniej czasu dla niej jak wcześniej, ale jak wracam wieczorem to chcę te 2-3 godzinny dziennie z nią spędzić. Na ten argument odpowiedziała, że dla niej to za mało i ona się zamyka wtedy. Było mi przykro, że tak niesprawiedliwie mnie potraktowała, mówiąc, że pary są ze zobą na złe też i powinny się wspierać, a ja tego zupełnie nie widzę - jak by chciała, żeby mi się nie powiodło na tym kursie i z niego wypadł. Bardzo mi przykro z tego powodu. To, że nic nie robię też mnie zabolało, często przynoszę do domu dla niej drobne upominki, wysyłam zabawne albo czułe obrazki czy zapraszam do kina czy po porstu na spacer, ale odmawia.
Przykro mi teraz i nie wiem, czy faktycznie jest taka, że chce żeby mi się nie udało, żeby mogła mieć starego mnie, kosztem moich planów, czy jest w jakiś sposób rozgoryczona i wyrzuca na mnie tą złość. Czy to droga ku końcowi związku? Zawsze mi się wydawało, żę partnerzy powinni być razem ze sobą i się wspierać. Sam też mam takie doświadczenia. W tym przypadku... zastanawia mnie to. Bo nawet jeśli skapituluje, to zaraz pojawią się inne problemy czy trudności i zawsze będzie mogła mnie tak szantażować. Brakuje mi wsparcia od niej, a przynajmniej nie dokładania kolejnych małych problemików co dzień.
Bardzo proszę Panie o opinie w tej sprawie, może wskazanie mi, że to mój błąd, albo w jakiej części się mylę?

Zobacz podobne tematy :
Odp: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.

A jaka jest sytuacja zawodowa Twojej partnerki?

Jeśli rzeczywiście całe dnie Cię nie ma no to nie dziwię się że jest jej trudno. Z drugiej strony, jeśli ten kurs to było Twoje marzenie to też nie powinna Ci stawać na drodze. A ile Ci jeszcze zostało? I co będzie potem - będziesz miał więcej czasu dla Was?

3

Odp: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.

Owszem masz dla niej mniej czasu. Nie jest to specjalne mile, jak nagle pojawiaja sie ograniczenia w kontakcie, sporo osob ciezko sobie z tym radzi. Ale ona wiedziala, ze cos takiego nastapi. To nie jest twoja fanaberia, tylko czemus to sluzy. I jest to na pewnien okres czasu. Zatem uwazam, ze jej pretensje sa bezzasadne. Jakies ksiezniczkowanie jej sie uaktywnilo. Moj maz robil kiedys pare miesiecy nadgodziny i w domu glownie spal, ale wiedzualam ze sluzy to temu, abysmy odlozyli wiecej pieniedzy. Kupilismy potem mieszkanie i zmienilismy samochod. Ja w tamtym czasie ogarnialam wszystko w domu. Zeby nie tesknic, spotykalam sie z kolezankami, rodzine odwiedzalam, jakies zajecia sobie wymyslalam. Nie zawsze bylo mi na reke, ze albo go nie ma albo spi, ale nie czepialam sie o to nigdy.

Fereczata

4

Odp: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.

Ona też pracuje, często z nadgodzinami, kończąc o 16 lub 18. Ma w pracy kontakt z współpracownikami, nie siedzi w biurze sama.
Kurs będzie trwał kilkadziesiąt miesięcy i tak, wpłynie na nasze życie, bo po nim będę miał więcej obowiązków w pracy, ale już nie takich, że będa mnie absorbowały do 20. Pewnie będę kończył jak większość z nas, o 16 lub 17. I dzięki niemu w pracy będę robił co lubię i daje mi satysfakcję.

5 Ostatnio edytowany przez Koczek (2017-10-30 17:35:06)

Odp: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.

Przede wszystkim to mi się wydaje niefajne, że ona obraża się, a nie wiadomo dokładnie o co. Strasznie nie lubię u ludzi takiego zachowania, na zasadzie "a domyśl się". Jeśli jest jakiś problem, to można przecież pogadać i sobie wyjaśnić, a nie tak.
Co do Twojego wracania po 20tej, to skoro ona wraca 16-18, to przecież nie siedzi jakoś strasznie dlugo sama. Macie jeszcze pół wieczora na spożytkowanie. Nawet jeśli musi ona rano wstać, a potrzebuje się wyspać, to by chyba starczyło jej iść spać koło 22-23, tak że macie bite 2 godziny na spędzenie czasu razem. Nie wydaje mi się to tak jakoś strasznie mało, żeby z tego powodu się aż obrażać.
Może więc problem jest gdzie indziej? Np. jest zazdrosna, bo na tym kursie spotykasz ładne dziewczyny. Albo coś tam innego. (Tak dla przykładu podałam z tą zazdrością wink )
Byłoby dobrze, jakby powiedziała co jej tak konkretnie przeszkadza w Twoim zachowaniu i co masz ewentualnie w nim zmienić, żeby była zadowolona. Np.: częściej przytulać. Ale to ona musi wyartykułować czego oczekuje, a nie czekać, aż się domyślisz. Niech sobie wypisze na kartce chociażby.
Bo tak, to jest raczej mętna sytuacja. Jak ona twierdzi, że się nią nie interesujesz i nie przejmujesz, to wypytaj ją co to konkretnie dla niej znaczy. Co by chciała. Powiedz jej też o tym, co robiłeś, a co wg Ciebie oznacza zainteresowanie (np. wysyłałeś jej SMSy, żeby pokazać, że o niej pamiętasz).
Może ona sobie też nie zdaje sprawy, że Ty się stałeś bardziej oschły dla niej nie z powodu kursu, ale z powodu jej ciągłego naburmuszenia? Trudno przytulać się do osoby, która wygląda na złą i obrażoną... Chyba warto jakbyś jej to uświadomił smile

6

Odp: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.

Jeśli chodzi o Jej fochy - to nie mam zielonego pojęcia czy dotyczą tak naprawdę tego nieszczęsnego kursu, czy już to reakcja na uzbierane negatywne emocje, które Ty wcześniej ignorowałeś. Trudno mi to określić, bo jeśli na początku była na tak, a teraz nagle jest przeciwna...
To logiczne, że jak nie spędzacie ze sobą czasu to relacja będzie się ochładzać - nie wiem czym jesteś zdziwiony, chyba faktem że jako introwertyk dotychczas byłeś w stanie zaakceptować ew. taki stan rzeczy. Chyba myślała, że da radę tkwić w takim związku tzn. poświęcać Wasz czas dla Twojego rozwoju.

Napiszesz w jaki sposób próbowałeś rozwiązać zaistniałą sytuację? Jaką osobowość ma Twoja partnerka?

7

Odp: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.

Twoja partnerka powinna nauczyć się wyrażać swoje emocje i konkretnie mówić o tym, czego potrzebuje. Strzelanie fochami do niczego nie prowadzi. Trochę nie wierzę w to, że 2-3 h dziennie to dla kogoś tak drastycznie mało, że stawia związek pod znakiem zapytania. Może jakość tego spędzanego razem czasu jest nie taka, jak oczekuje dziewczyna? Czym innym byłaby godzina wartościowej rozmowy, gdzie jesteście skupieni tylko na sobie nawzajem, a czym innym godzina rozmawiania przy okazji, np. prasując, patrząc w laptopa, krzycząc z łazienki. W moim przypadku robi to ogromną różnicę i wolę taką wartościową, skondensowaną godzinę, niż 3-4 rozlazłe godziny, które i tak nie zaspokoją mojej potrzeby bliskości.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

8 Ostatnio edytowany przez Mateusz87 (2017-10-30 19:39:35)

Odp: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.

Dziękuje za komentarze i opinie. Postaram się do nich wszystkich odnieść.

Podczas naszej dyskusji dała mi jasno do zrozumienia, że największym problemem jest to, że nie spędzamy ze sobą tyle czasu co dawniej (jak ja kończyłem o 15 a ona np o 16 to mielismy całe popołudnie, gdzie chodziliśmy do sklepów, spacery, kina, albo w domu oglądając seriale) a teraz tego nie ma. I też mnie zdziwiło to, jak zareagowała na nową sytuację. Myślałem, że jak wygospodaruje codziennie te 3 godziny dla niej to wprawdzie mniej niż wtedy ale zawsze mamy ten czas dla siebie, żeby coś zobaczyć np albo porozmawiać. Nie robiłbym w tym czasie nic innego. Wyraziła się, że dla niej to za mało, bo nie ma mnie całymi dnami i Ona nie będzie łaskawie czekać na mnie wieczorem aż znajdę dla niej czas. Z jednej strony się nie dziwie - miała mnie cały czas, ale z drugiej przecież jak bym z przyczyn zawodowych musiał pracować po 12 godzin albo pracował w innym mieście jak moi koledzy w tym samym zawodzie, i wracał tylko na weekendy to wydaje mi się, że byłoby gorzej. Ja mam zupełne inne podejście: jak nie widzę Jej cały dzień to tym bardziej stęskniony chce z Nią spędzić wieczór. U Niej jest odwrotnie. Jestem przekonany, że ona oczekuje ode mnie żebym zrezygnował z kursu i wrócił do poprzedniego trybu, że stawiam kurs (a więc i moje ambicje i marzenia) nad Nią.
Smsy czy wiadomości wymieniamy kilkanaście na godzinę. Zawsze pisaliśmy razem. Teraz pisze ja, ona odpisuje i cisza przez kilka godzin np. Jak pytam jak Ci minął dzień w domu to jest oschłe dobrze i tyle z rozmowy. A pracę ma ciekawą, więc na pewno wiele się działo.
Hm, brakuje mi czasu, ale starałem się do niej zawsze odnosić z tym samym ciepłem co zawsze. Jeśli już, to stałem się jeszcze bardziej ciepły i chcący się tym dzielić, niż osłchły. Tylko trafiam na ścianę z lodu.
Możliwe, że kumulowała jakieś negatywne emocje, których nie zauważałem. To zawsze opcja. Z drugiej strony zawsze była swobodna, ciepła, nie dawała mi żadnego znaku, że coś nie jest tak, a jak coś było nie tak to rozmawialiśmy o tym i znajdowaliśmy rozwiązania.
Zazdrość to zawsze opcja, ale nigdy nie dawałem jej powodów do zazdrości. Nie mam koleżanek/przyjaciółek a z byłymi dziewczynami nie utrzymuje żadnych kontaktów, o czym ona wie.
Kocham ją, ale ta sprawa mnie męczy z dwóch powodów, nie wiem czy słusznie. Po pierwsze - skoro mnie nie wspomaga w tym co dla mnie zawodowo tak ważne, to może jej na tym nie zależy. To by ujawniało jej egosityczną naturę. I jeśli mielibyśmy potem żyć razem to z każdym poważnym problemem będzie to samo. Po drugie - kocham ją i chciałbym, żeby była szczęśliwa, ale jeśli ona jest wstanie poświęcić mnie dla jej szczęścia to znaczy, że jej nie odpowiadam i może powinienem pozwolić jej odejść, żeby znalazła sobie kogoś lepszego ode mnie? Ciężko w kilku zdaniach zmieścić historię naszego związku, szczególnie pisaną subiektywnie. Mogę walczyć o związek, ale w tym przypadku to w zasadzie sprowadza się do, w jej przekonaniu, na udowodnieniu, że jest ważniejsza niż kurs. Ludzie robią z miłości bardzo różne rzeczy, ale pytanie, które sobie sam stawiam, to to czy to jest tego, co bym od partnera oczekiwał? Ja bym wspierał raczej, nawet kosztem wielkich poświęceń... ale to moje podejście i stąd ten post tutaj, bo może jest błędne, może nie widzę czegoś, co jest bardzo oczywiste z kobiecego punktu widzenia.

9 Ostatnio edytowany przez Jesiennowiosenna (2017-10-30 20:27:45)

Odp: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.

Rzeczywiście trudna sytuacji. Twoja partnerka zachowuje się - z tego co opisałeś - dość egoistycznie. Pokazuje to jednak też drugą stronę medalu: że zależy jej na Tobie i czuje się odtrącona, bo chciałaby spędzać z Tobą więcej czasu.

Nie chcę jej usprawiedliwiać, bo nie powinna stawać na drodze Twojego marzenia. Ale może spróbuj także wczuć się w jej położenie? Może jej także jest ciężko?

Piszesz, że jesteście ze sobą od roku. To wcale nie tak dużo i może ona nie jest Ciebie do końca pewna? Może spróbowałbyś zrobić krok w jej stronę, wyciągnąć rękę, np. w piatek czy sobotę wieczorem urządzić jej kolację-niespodziankę, ugotować coś miłego, kupić wino i jak już się rozluźni porozmawiać na spokojnie i wytłumaczyć jej, że boli Cię jej zachowanie? Ale bez pretensji, tylko spróbuj wysłuchać jej punktu widzenia, daj jej się wypowiedziec (wyrzucić z siebie wszystkie kwasy) i spróbować wspólnie dojść do jakiegoś rozwiązania?

Ja przynajmniej na Twoim miejscu uderzałabym w ten sposób smile

Jeśli rozmowy nic nie dadzą to rzeczywiście trzeba będzie podjąć bardziej radykalne kroki.

10 Ostatnio edytowany przez Koczek (2017-10-30 20:21:26)

Odp: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.
Mateusz87 napisał/a:

Jestem przekonany, że ona oczekuje ode mnie żebym zrezygnował z kursu i wrócił do poprzedniego trybu

A jestes tego pewny? Powiedziała Ci wprost, że tego dokładnie oczekuje - rezygnacji z kursu? Czy tylko się sam tak domyślasz, że ona tego chce?
Bo może być tak, jak to pisze #cslady i jej bardziej brak poczucie zainteresowania, bo nie rozmawiasz z nią może na żadne głębsze tematy, ani o tym jak się czuje, co myśli itp. , albo co sam myślisz o różnych sprawach. Rozmowa o pogodzie, czy obejrzenie razem filmu, to nie jest ta sama jakość spędzenia czasu, co choćby 5 minut takiego na prawdę szczerego zainteresowania kimś, zapytania co myśli - i wysłuchania go z pełną uwagą. Czy ty jesteś otwartym człowiekiem w ogóle? Słuchasz z uwagą, co ona Tobie mówi? Czy raczej z myślą "no kończ już to swoje pie**rzenie, mam ciekawsze rzeczy"? wink
Ja to podejrzewam, ze się dobraliście niestety też taką cechą, że oboje macie trudności z wyrażeniem siebie, swoich myśli itp, bardziej może obcujecie tylko fizycznie ze sobą, niż jest to bliskość psychiczna, którą się buduje nie samym fizycznym byciem, ale też na różnym takim "wywnętrzaniu się", różnych rozmowach, nie zawsze tych łatwych i banalnych właśnie... A teraz to macie akurat świetną okazję na poćwiczenie tej umiejętności takiej "trudnej rozmowy" wink Trzeba wgłąb trochę pownikać, żeby siebie wzajemnie lepiej zrozumieć... Można tam "w głębi" co prawda odkryć niefajne rzeczy czasami, no ale lepiej wiedzieć na czym sie stoi, nie?
Tak że jeśli ona rzeczywiście oczekuje porzucenia kursu przez ciebie - niech to będzie PRZEZ NIĄ wypowiedziane, a nie same Twoje przemyślenia o tym, co ona oczekuje, a co nie... Bo może tak by i wynikało z różnych sytuacji, ale to nieraz ludzie się mylą, bo każdy jednak patrzy przez własny pryzmat i nieraz można się bardzo zdziwić, i bardzo niezrozumieć smile Nam sie nieraz zdaje, że ktoś myśli to czy myśli tamto, a jak wprost zapytamy, to... niespodziewanka wink
Nic też nie stoi na przeszkodzie, samemu się otworzyć i swoje wątpliwości, które tu napisałeś, dziewczynie przedstawić. Oczywiście, ona też musi chcieć rozmawiać. Jeśli chce, to jest OK, to trzeba rozmawiać, a nie tylko patrzeć w TV/laptopa i czas spędzać tak bez sensu, licząc, że się samo poprawi. No a jak rozmawiać nie chce - to wtedy nic nie poradzisz, związek bez szczerości, bez rozmowy, to jak dla mnie porażka i równie dobrze można sobie żyć samemu. Chyba, że kogoś to zadowala, takie życie. Dla mnie akurat to nie jest związek z prawdziwego zdarzenia, gdzie brak porozumienia, rozmów, czegoś takiego "duchowego". Same przebywanie ciałem to trochę mało...

edit
Mateusz, przepraszam Cię z góry, że to piszę, ale wpadlo mi do głowy jeszcze coś takiego. Bo my tu rozważamy sobie, co tam może być źle w waszym związku i co dziewczynie nie pasuje... Ale czy Ty jesteś pewien, że po prostu ktoś inny się koło niej w międzyczasie nie zakręcił? Bo to czasem tak bywa, że właśnie sie wszystko psuć zaczyna w związku, partnetr podaje powody takie, czy siakie, druga osoba myśli, kombinuje... a prawdziwy powód... w ukryciu neutral (A temu o tym piszę, bo w tytule wątku napisałeś, że ona chce Cię zostawić, natomiast powód - trochę mniej czasu spędzacie razem  - wydaje mi się jakoś zbyt błahy, żeby to rzeczywiście było powodem do rozstania. No chyba, że własnie powód jest w tym, co wyżej pisałam, że brak wam psychicznej więzi takiej i o to też może chodzić rzecz jasna.)

11

Odp: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.

[Napisałem post, ale wylogowało mnie ze strony, więc opiszę raz jeszcze, krócej jednak...]

Czas, który spędzaliśmy razem zawsze był czasem na nas, nic nie rozpraszało, tzn nikt nie siedział przy swoim komputerze obok siebie, tylko razem. I na pewno 15 min prawdziwej rozmowy to więcej niż 3h razem, ale osobno. Tylko my raczej tak właśnie spędzaliśmy czas: spacery, film, serial - jej to odpowiadało. W tym czasie śmialiśmy się, omawialiśmy co widzimy, rozmawialiśmy przy tym. Takich głębokich rozmów nie przeprowadzaliśmy wiele. Tak chyba Ona budowała więź. Jestem generalnie człowiekiem, który umie i lubi słuchać, więc zawsze mogła na to u mnie liczyć. Nie oceniałem, nie podpowiadałem co robić, po prostu słuchałem i to też jej odpowiadało. Przynajmniej nic mi o tym nie mówiła, a ma taki charakter, że od razu widać, jeśli coś jej nie odpowiada bo wtedy albo się obraża albo właśnie izoluje. Podobnie było z moimi znajomymi i przyjaciółmi. Ograniczyłem z nimi kontakty, bo nie lubiła kiedy się spotykaliśmy. Zawsze mówiła, że jej źle, że ja wychodzę a ona zostaje w domu sama. Skończyło się na tym, że albo spotykam się z nimi razem z nią, albo jak Ona wyjeżdża w tygodniu na delegacje to mam okazję się spotkać. Z drugiej strony, żeby oddać sprawiedliwość, ona też rzadko się spotyka ze znajomymi, a jak to robi to zawsze pyta czy może (mimo, że powiedziałem jej że nie musi mnie pytać o nic, i niech się spotyka z kim i kiedy chce) i zawsze mówi gdzie i z kim będzie i kiedy po nią przyjechać.
Zawsze jest jakieś prawdopodobieństwo, że ktoś kogo znała albo ktoś nowy pojawił się wokół niej i teraz się waha. uważam jednak, że to bardzo mało prawdopodobne, znając jej charakter i opinię w tym temacie, prędzej by zerwała ze mną niż zdradziła. A skoro by się wahała między mną a kimś, to jaki jest sens stawiać mnie przed takim ultimatum? Bo zna mnie, wie co do niej czuje i jak wygląda(w domyśle jak będzie wyglądało dalej) nasze życie?
Nie, nie powiedziała mi tego wprost, że chce żebym skończył z kursem, to moja interpretacja. I zgadzam się, że może być mylna. Stąd bardzo cenie te uwagi tutaj pisane przez Was. Moją interpretację opieram na tym, że wszelkie próby mojego wyciągania ręki czy kompromisu zawsze spotykały się ze ścianą. A podczas tej sprzeczki wyraźnie dała mi do zrozumienia, słowami, że nie czuje się już ze mną tak blisko, nie czuje się kochana, nie czuje we mnie oparcia takiego jak dawniej. Czyli z tego zrozumiałem, że żeby przywrócić poprzedni stan to albo ja zrezygnuje z kursu albo zrezygnujemy sami z siebie, bo Ona nie zamierza nic zmieniać. Od początku praktycznie nie wspierała mnie w tym kursie, nawet w takich błahych sprawach. Nigdy nie pyta jak tam było np. Ostatnio nawet poziom złośliwości wobec mnie wzrósł, wobec takich domowych obowiązków. Zachowuje się tak jak bym był kotem a Ona chciała wetrzeć mi pyszczek w plamę moczu na dywanie. Ostatnio nawet zapowiedziała, że w związku z świętem zmarłych nie chce jechać do mojej rodziny na północ kraju, bo to nie jest jej rodzina, mimo, że wcześniej spędzaliśmy razem święta i inne rodzinne okazje i było miło, wesoło i w porządku i nigdy nie miała problemów z tym, żeby do nich jechać.
Pomysł z kolacją jest bardzo fajny. Obawiam się jednak, że może jak byśmy zaczęli rozmawiać to emocje znów by się uniosły, a wtedy droga do sprzeczki otwarta, a w najlepszym przypadku zostanie niemiłe wspomnienie tego posiłku.

12 Ostatnio edytowany przez Jesiennowiosenna (2017-10-31 08:23:09)

Odp: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.
Mateusz87 napisał/a:

Ostatnio nawet zapowiedziała, że w związku z świętem zmarłych nie chce jechać do mojej rodziny na północ kraju, bo to nie jest jej rodzina, mimo, że wcześniej spędzaliśmy razem święta i inne rodzinne okazje i było miło, wesoło i w porządku i nigdy nie miała problemów z tym, żeby do nich jechać.

Ooo, to moim zdaniem jest bardzo istotne zdanie dla Waszego związku.

Może ona po prostu liczy na to, że się jej oświadczysz? tongue Nie mam pojęcia ile według niej powinno się randkować przed zaręczynami, ale może po prostu na nie czeka i boi się, że ten kurs Was od siebie oddali?

Rozmawialiście na ten temat? Jakie są jej poglądy na małżeństwo? Oraz Twoje?

13

Odp: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.

Myślę, że tym sformułowaniem chciała bardziej podkreślić, że mam sobie jechać sam, bo ona nie ma ochoty mi towarzyszyć, tzn takie odniosłem wrażenie. Jednak co do pytania - jest z tradycyjnej rodziny, małżeństwo jest dla niej ważne i często o tym wspominała. Ponadto jest z niewielkiej miejscowości (ja z większego miasteczka), gdzie sama tradycja ślubu jest ważna społecznie. Jak tylko jakieś koleżanki się żenią, to mi o tym mówi. Domyślam się, że małżeństwo jest dla niej istotne. Ja sam nie mam tak gorącego uczucia do małżeństwa, ale nie unikałbym go, jeśli miałoby to uszczęśliwić moją partnerkę. Jednak uważam, całkiem szczerze, że ponad rok związku to za krótko. Po to jest okres chodzenia ze sobą, aby docierać się ale jednocześnie sprawdzać, czy z tą osobą można żyć codziennie, rozwiązywać problemy i zakładać rodzinę (która powinna spajać i być wypełniona miłością a nie suchymi obowiązkami). Szczególnie teraz ta sytuacja mnie zastanawia, bo o ile zrozumiałbym dążenie do formalnego związku o tyle sposób nie jest chyba najlepszy. Szantaż albo terroryzm to nie droga. Zawsze dążyłem do związku opartego na cieple, miłości i zrozumieniu, tak jak u moich rodziców czy bliskich - wiem, że to możliwie i wtedy każdy problem w życiu daje się rozwiązać, czerpiąc siłę z mocy rodziny, wsparcia i tej energii.

Odp: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.
Mateusz87 napisał/a:

Myślę, że tym sformułowaniem chciała bardziej podkreślić, że mam sobie jechać sam, bo ona nie ma ochoty mi towarzyszyć, tzn takie odniosłem wrażenie. Jednak co do pytania - jest z tradycyjnej rodziny, małżeństwo jest dla niej ważne i często o tym wspominała. Ponadto jest z niewielkiej miejscowości (ja z większego miasteczka), gdzie sama tradycja ślubu jest ważna społecznie. Jak tylko jakieś koleżanki się żenią, to mi o tym mówi. Domyślam się, że małżeństwo jest dla niej istotne. Ja sam nie mam tak gorącego uczucia do małżeństwa, ale nie unikałbym go, jeśli miałoby to uszczęśliwić moją partnerkę. Jednak uważam, całkiem szczerze, że ponad rok związku to za krótko. Po to jest okres chodzenia ze sobą, aby docierać się ale jednocześnie sprawdzać, czy z tą osobą można żyć codziennie, rozwiązywać problemy i zakładać rodzinę (która powinna spajać i być wypełniona miłością a nie suchymi obowiązkami). Szczególnie teraz ta sytuacja mnie zastanawia, bo o ile zrozumiałbym dążenie do formalnego związku o tyle sposób nie jest chyba najlepszy. Szantaż albo terroryzm to nie droga. Zawsze dążyłem do związku opartego na cieple, miłości i zrozumieniu, tak jak u moich rodziców czy bliskich - wiem, że to możliwie i wtedy każdy problem w życiu daje się rozwiązać, czerpiąc siłę z mocy rodziny, wsparcia i tej energii.

Zgadzam się z Tobą, że rok to trochę wcześnie. Mój chłopak oświadczył mi się po 3 latach związku i uważam, że było to optymalnie. Kwestią jest jednak nie tylko to czego Ty chcesz, ale także czego ona chce.

Bo jeśli ona jest z małej miejscowości, gdzie jest duża presja na ślub, to ona może już zaczać wysłuchiwać od ciotek "gdzie pierścionek?". Może ona już czuje się gotowa do ślubu. Skoro jak piszesz jest dosyć tradycyjna, to sama nie zacznie tematu, bo tradycja wymaga, żeby to mężczyzna się oświadczył, a kobieta biernie czekała na zaręczyny.

Absolutnie nie namawiam Cię abyś się jej oświadczał wbrew swojej woli, bo jeśli czujesz że to jeszcze nie to to nikt nie powinien Cię poganiać. Ale stanowczo doradzałabym Wam rozmowę na ten temat, aby obie strony wiedziały na czym stoją. Wydaje mi się, że tym sformułowaniu mogło kryć się nawiązanie właśnie do kwestii wspólnego życia, i być może to jest punkt zapalny Waszego związku.

Ale oczywiście mogę także źle interpretować jej zachowanie.

15

Odp: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.

No cóż, jeśli odrzucimy inne możliwości, to pozostaje jeszcze taka. Twoja kobieta to kobieta-bluszcz. Jest to rodzaj osoby, która osacza partnera i nie potrafi żyć własnym życiem nawet przez krótki okres czasu. Dwie godziny bez "Misia" to dla takiej pani istna katorga. Bo cóż ona będzie bidulka wtedy robić? Nie ma pasji, nie ma przyjaciół, jest jak małe dziecko, które czeka, aż to ktoś inny się nim zaopiekuje i zorganizuje mu czas.
Mam nadzieję, że to nie ten przypadek... Ale jeśli coś w tym jest jednak, co napisałam, to poszukaj na necie, są różne artykuły, wpisz sobie "kobieta-bluszcz" to się dowiesz, czy istotnie żyjesz obluszczony, czy nie wink
A jak jeszcze chodzi o foszki, obrażanie się, niechęć do szczerej rozmowy... To jest forma biernej agresji. Celowego wpędzania w poczucie winy. Człowiek zrównoważony psychicznie unika takich form interakcji z innymi.

16

Odp: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.
Jesiennowiosenna napisał/a:

[
Zgadzam się z Tobą, że rok to trochę wcześnie. Mój chłopak oświadczył mi się po 3 latach związku i uważam, że było to optymalnie. Kwestią jest jednak nie tylko to czego Ty chcesz, ale także czego ona chce.

No właśnie też mi się tak wydaje. Jesteście ze sobą tylko rok i przeciągacie linę oskarżając siebie o egoizm, a co śmieszne każdy z Was jest egoistą w tej sytuacji jakby to źle nie zabrzmiało wink. No cóż tak jak Ty masz prawo do rozwoju i własnego zdania to również Ona ma prawo do swojego zdania w pewnych kewstiach - widzę, że nie chcesz się z tym pogodzić. Są ludzie bardziej ulegający i tacy co nie ulegną. Ona nie ma zamiaru.
Co więcej uważasz, że rok to za szybko na zaręczyny itp., ale z drugiej strony wymagasz od Niej przyszłościowego podejścia do Twojego kursu/samorozwoju, takiego myślenia teraz o Waszej wspólnej przyszłości w kwestii tego co robisz wink. Nie uważasz, że wkradło się tutaj troszkę hipokryzji? Bo nikt nie będzie za dużo poświęcał dla sprawy, której nie jest się pewnym. Jesteście tylko parą. Natomiast Ty zachowujesz się jakby to miało być coś o wiele poważniejszego (wykraczasz daleko w przód), a Ona dotychczas nie odczuła "przejścia" związku na "głębszy poziom". Nie słowa, a czyny...
Moim zdaniem nikt nie powinien poświęcać się dla zwykłego związku, który jest najmniej stałą formą relacji (w każdej chwili z byle "pierdółki" można ją zerwać). Co innego gdy jest się zaręczonym, a już w ogóle po ślubie. Obie strony dają i otrzymują wyraźny sygnał.
Ja na Jej miejscu zajęłabym się sobą smile. Może zaproponuj Jej, żeby aktywniej spędzała wolny czas z przyjaciółmi i Swoją rodziną? Niech szuka towarzystwa gdzie indziej.

17

Odp: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.

Ja jestem kobietą -bluszczem i pewnie długo potrwa zanim do końca się zmienię .
Mogę Ci powiedzieć ,że byłam(jestem) taka sama jak twoja dziewczyna.
Robiłam wszystko,żeby mój facet rezygnował ze swojej pasji i poświęcał czas tylko mnie-wiem egoistyczne.
Nie chciałam,żeby się realizował bo bałam się ,że kogoś pozna i mnie zostawi .
On jednak nie dał sobie wejść na głowę smile nie zrezygnował ze swojej pasji robi to na co ma ochotę
i nie przejmuję się moimi fochami,płaczem,wymuszaniem itp. i założyłam tutaj też temat o swoim związku
i zrozumiałam ,że sama jestem sobie winna ,że zniszczyłam swój związek .
Na twoim miejscu powiedziałabym jej ,że ją kochasz ,że jest dla ciebie bardzo ważna ale ,że potrzebujesz od niej wsparcia.
Jeśli mam być szczera -jeśli twoje rozmowy nie pomogą -rób swoje bo ona będzie robiła dokładnie to co ja
czyli będzie chłodna,obojętna ,zła ,smutna i żebyś z tego zrezygnował .Wiem przykre niestety .

18 Ostatnio edytowany przez Jovanna (2017-11-01 01:07:44)

Odp: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.

Auć. Chyba sam sobie odpowiedziałeś. Kumaty z Ciebie chłopak. Albo jest egoistką, albo chodzi o coś innego. W opcje 2. wątpie, zobacz jak się dałeś urobic - zrezygnowałeś z pasji, by spędzać z nią cały wolny czas. Teraz ona ŻĄDA go. Dysponuje Twoim wolnym czasem. I nie tylko :-) rowniez czasem na rozwój. Masz go spędzać jak ona chce. Inaczej znaczy, że nie kochasz. Jest uzależniona od Ciebie. Nie potrafi samodzielnie funkcjonować. To tak jakby była przyzwyczajona do palenoa całej paczki i nagle dostaje 3 szlugi na dzień. Szlag ją jasny trafia i jedt na "głodzie". Zobacz jak się zachowuje - jest zimna. Celowo, z premedytacją Cie karze. Chce wymusić, zmanipulować jak dziecko. Karmi złość, a powinna nakarmić miłość. Powinna Cie wspierać, cieszyć się gdy jesteś szczęśliwy. Gdyby było jej źle powiedziałaby ci o tym"wiem kochanie, że to takie ważne dla Ciebie, ale to dla mnie ciężki czas. Brakuje mi Ciebie i czuje sie odstawiona na dalszy plan. Daj mi troche wiecej czasu w weekend, czy kiedy bedziesz mogl. Potrzebuje tego, zeby byc szczesliwa przy Tobie i czuc sie kochana" - różnica he?

Ja mialam takiego faceta. Niech go szlag trafi ;>  zartuje oczywiscie, zycze mu dobrze, ale ciezki byl jak slon. Mam tez takie kolezanki. Ja tego nie zrozumiem nigdy, moze Ty to rozgryziesz:-)

1.
- On nie poswieca mi czasu. Ja go w ogole nie widze
- Ale, ze tak calkiem?
- Nie. No siedzi ze mna 3h dziennie, niech sobie je w dupe wsadzi (wulgaryzmy piiiiiiiiiip!)
- Hej, Nati. Ale on ciezko pracuje. Bedziecie miec dziecko. Tylko on zarabia. To super, ze chce Wam wszystko zapewnic. Powinnas byc dumna
- Milosc jest najwazniejsza w zyciu, Asia. A on rzuca mi tylko jakies ochlapy. Sam.wybral co.sie dla niego liczy.

2.
Dzwoni z płaczem kumpela, ktorej chlopak ostatnio wiecej pracuje
- Asiaaa ;( on mnie juz nie kochaaa.
Ja na rowne nogi. -
- Co sie dzieje?!
- Bo ja mu sie juz nie podobam. Wiesz jak rzadko uprawiamy seks? - mysle bidulka. A ona: "TYLKO raz dziennie. Kiedys mogl kilka razy pod rzad. Juz go nie pociagam" - chlip chlip. ♡

Hej. Ja mam.nadzieje, że jednak się mylę. Bo ja z egoistą troche żyłam. I jak miałam dla niego czas było spoko. Tylko, życie mnie tak przydusiło, że nie mialam wyboru. To nie bylo moje widzi misie. Ja mojemu dawałam 3h na dwa tygodnie. Więc nawet nie jest z Tobą tak źle ;> a u egoistki wparcia nie bedziesz miec. W najgorszym momencie zycia jeszcze Ci dowali. Ciezko. Obserwuj ja. Pogadaj moze szczerze. Zapytaj wprost. Zacznij wymagac. Jak nie zobaczysz poprawy to ja bym nie marnowala wolnego czasu na bezsesowne fochy. Tylko dalabym znac ze jak bedzie chciec milo, intensywnie spedzic czas niech da znac..i lu do swoich zainteresowan (oczywiscie trzeba okazywac cieplo, nie olewac gdy chce pogadac). Ale mnie nie sluchaj. Ja jestem teraz lekko kopniętą indywidualistka i malo co mnie rusza. Pamietaj tylko, ze Ty tez mozesz miec wymagania, ktore nie sa spelniane. Nie tylko ona. Kij ma 2 konce.

He said "I'll tell you a little story 'bout the wicked witch of wonder"
Hell! No! Don't let her take my soul!!

19

Odp: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.

Dziękuje za wszystkie cenne opinie, pokazujące różne strony ej samej sytuacji. Szczególnie te ostatnie komentarze #Jovanna, #eh23 czy #Koczek. Te opisy, które przedstawiacie bardzo pasują do naszej sytuacji, i nie mówię tu tylko o tym ostatnim zdarzeniu, ale w ogóle. To odciąganie mnie od rodziny, czy od przyjaciół nie było związane z Jej niechęcią do nich, tylko Jej chęcią spędzania czasu ze mną. Co mi odpowiadało, jasne, bo kochając Ją chciałem i lubiłem z nią przebywać... ale dochodziło już z czasem do takiego kuriozum, że wszystko robiliśmy razem, nawet jak to wymagało tylko jednej osoby. Np do czasu rozpoczęcia kursu zakupy do domu robiliśmy zawsze razem. Nie mówię tu o zakupach w sklepie meblowym, tylko normalne codzienne zakupy: chleb, masło, i tak dalej. Sama nigdy ich nie robiła. Nawet po Jej kosmetyki zawsze chodziliśmy razem. Za przejawy indywidualizmu często dostawałem fohem po głowie albo przynajmniej jednoznacznymi ironiami. Gdy zwierzyłem się moim przyjaciołom z tego (fakt, sami mężczyźni), mówili podobnym głosem, że daje się wmanewrowywać, zepchnąć do pozycji biernej, zdominowanej. Sugerowali uderzanie pięścią w stół, pokazywanie kto jest mężczyzną, i tak dalej... ale ja tak nie umiem, nie wiem, nie mam tego genu w sobie. Ja chce kochać i żyć w harmonii, nie tyranii którejkolwiek ze stron. Zawsze wierzyłem, że jak dwie osoby się szerze kochają to dogadują się i dbają o siebie, niezależnie od ich statusu formalnego związku. Czy prawdziwie kochać to dopiero po ślubie? Bo to by sugerowało, że dba się o związek a nie o osobę, która ten związek tworzy, a to moim zdaniem kuriozalne.
Mam tą przewagę, że dawno temu, jeszcze w poprzednim związku, przeczytałem książkę "Mężczyźni są z marsa a kobiety z Venus". Tak, wiem, może nie ambitna lektura, ale otworzyła mi oczy na pewne sprawy i nauczyłem się wiele o tym jak tłumaczyć swoje potrzeby i emocje. Dlatego chcąc dać mojej Dziewczynie poczucie komfortu i bezpieczeństwa otaczałem Ją całą swoją uwagą - i to działało, była radosna i szczęśliwa. Szczerze mówiąc, myślałem, że tak wyglądają przeciętne związku, oglądając programy, kabarety, słuchając i obserwując znajomych z pracy, w zasadzie wszystko mi pasowało, nic nienaturalnego u nas się nie działo. Pamiętam jak na studiach koledzy znajdowali dziewczyny i też znikali, bo im panie zakazywały spotkań. Owszem inni sprawiali lepsze inni gorsze wrażenie, ale mówię sobie - związek taki jak moich rodziców jest wyjątkowy, widać się takich nie spotyka często więc będę też szczęśliwy w innym, ale może nie tak widocznej... ciepłej.

Mając trochę wolnego czasu w tym tygodniu, wdrożyłem kilka rad od Pań ale i przyjaciół. Przygotowałem posiłek (ok, może nie ja - pojechałem do dobrej restauracji i kupiłem jedzenie, po czym przygotowałem je w domu - okropnie gotuje i tylko podstawowe dania), oglądaliśmy filmy, kino - tak jak niegdyś. Wielkiej poprawy naszych stosunków nie ma, nawet jak chciałem z Nią porozmawiać na ten temat. Od razu zmieniała go, albo unikała, najczęściej rzucając jakiś cyniczny tekst o tym jaki jestem beznadziejny w tej czy innej kwestii. Obstawiam, że to albo zagrywka va banque, albo faktycznie straciła już zainteresowanie mną. Po tym czasie praktycznie w ogóle nie rozmawiamy, na pytania jak minął dzień, czy inne otrzymuje zdawkowe odpowiedzi 4, 5 sylabowe. Do mojej rodziny ostatecznie nie pojechała, przez co nie mogłem zostać u nich na noc tylko tego samego dnia wracałem do Niej. Przez te ostatnie dziesiątki dni była dla mnie bardzo niemiła, złośliwa a teraz zupełnie już gra obcą osobę. Gdy spojrzę na jakieś wspólne zdjęcie czy znajdę coś co mi zrobiła kilka miesięcy temu z serduszkiem czy odciskiem ust to mi się serce kroi, ale wiem, że nie mogę być z nią szczęśliwy, jeśli tak ma wyglądać 20, 30 lat naszego życia, szczególnie jak zaraz dojdą nowe i tak bardzo wymagające obowiązki. Bo boje się, że za każdym razem tak będzie i że jak już się przyzwyczai, to zawsze będzie na mnie wymuszała pełne zaangażowanie w nią i robienie tego co i jak Ona chce (nie dopuszczając, że może się mylić). To trochę jak #eh23 opisała, tylko z innym zakończeniem. Prędzej czy później to zakończy się katastrofą.
Dodatkowo co jeszcze mnie bardzo smuci to to, że jeśli się rozstaniemy, to będzie prędzej czy później się wyprowadzić, a to już któryś raz jak będzie musiała wynajmować i mieszkać na wynajętym mieszkaniu. Przykro mi strasznie, bo na pewno będzie sobie myślała, że znów świat jej zrobił krzywdę, że nikt jej nie kocha, że jest sama, i tak dalej... i żal mi i smutno z tego powodu, bo mimo wszystko co mi robi kocham ją(inaczej niż dawniej, ale takie mocne uczucie musi pozostawić trwały ślad w sercu) i nie chce, żeby tak myślała... ale być z nią tylko z żalu/litości dla niej? Przecież tak też daleko nie zajdziemy, szczególnie, że kursu nie zaliczę, sam będę nieszczęśliwy, ale Ona nie będzie. Czy mam prawo być takim egoistą, żeby wyjść z takiego związku? Ludzie samotni pragną miłości, a ja ją mam (taką czy inną, ale na swój sposób mnie kocha). Z drugiej strony, skoro istnieją związki oparte na partnerstwie, to może powinienem dać nam obojgu szanse na znalezienie takiego partnera z którymi oboje będziemy szczęśliwi?

20

Odp: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.

Wiesz, nawet jeżeli ona nie chce rozmawiać, a Ty jeszcze masz siły do ratowania tego, to ja zrobiłabym herbatę, posadziłabym ją przy stole i monologiem powiedziała co się dzieje. Że to jest problem, że się robi toksyczne i najnormalniej w świecie wprost ją zapytaj: pracujemy nad tym czy się rozstajemy. I jej odpowiedź niech będzie wiążąca. Wybierze rozstanie to wyprowadzka.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

21

Odp: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.

Takie osoby jak ja i twoja dziewczyna nie zdaja sobie sprawy, ze robimy źle -myślimy tylko o sobie z niewiadomych powodów. Po prostu ciagle i ciągle chcemy byc kochane i zadbane.
Ja z własnego doświadczenia wiem,że muszę iść na terapie. Mialam cudowny związek moj facet był bardzo wrażliwy i zawsze sie starał mimo wszystko,w ciągu kilku miesięcy go tak zmieniłam, ze nie umiem z tym żyć -zdystansowany, obojętny gdy znowu swoje zaczynam. Gdyby nie te forum, dalej myślalabym ,ze To wszystko jego wina przecież sie on odsuwa nie ja. Możliwe, że Ona Cię kocha, ale boi sie odrzucenia dlatego sie odsuwa. Z opisu wynika ,ze jesteś bardzo wartościowym facetem na Twoim miejscu porozmawiałabym z nią tak szczerze lub napisała list, jeśli przyzna Ci sie, ze boi sie rozstania zaproponuj jej moze psychologa tylko tak delikatnie,zeby jej nie urazić.
Niestety nie każdy człowiek jest idealny, każdy popełnia błedy ,kazdy sie czegoś boi - czasami wystarczy pomóc żeby to wszystko uratować  takze zrozumieć.    wink

22

Odp: Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.

Dla mnie niemal oczywiste jest, że ona strzela fochem, bo to kobieta bluszcz. Miałam kiedyś przyjaciela, wspaniały facet, z którym robiło się różne projekty na studia, dużo rozmawiało etc. Nie był to mężczyzna, za którym się uganiałam, ot, przyjaciel. Pewnego dnia poznał A., a ona całkowicie go zniewoliła. Zachowywała się dokładnie jak twoja kobieta, a apogeum jej chamstwa sięgnęło pierwszego roku znajomości. Na początku odsunęła go ode mnie, zrozumiałam to, w końcu mogła widzieć we mnie swoją rywalkę. Ale na mnie się nie skończyło. Pod jej wpływem on zerwał kontakty ze wszystkimi kolegami, a na końcu z rodziną. A. też nie wyjdzie sama do drogerii czy po chleb, bo jeszcze ktoś ją porwie. Tak, dokładnie takiego argumentu używa. Przejęła kontrolę nad jego mailem, telefonem. Nie chce, żeby on zmienił pracę na lepiej płatną, woli by pracował na 3/4 etatu, bo ma go więcej dla siebie. Sama siedzi w domu i w ogóle nigdzie nie pracuje. Każdego dnia oplata go niczym bluszcz, a mnie żal byłego przyjaciela. Ona w ogóle potrafiła być zła, gdy on na studiach robił w weekendy badania do pracy magisterskiej. Wiedziała, że on musi zakończyć studia i napisać pracę, ale strzelała fochy jak twoja kobieta. Wiem, że ją kochasz, dlatego nie rzucam rad w stylu: zostaw ją. Uważam jednak, że powinieneś mieć się na baczności i nie ulegać jej próbom szantażu. Chodzisz do pracy i na kurs, jedziesz do rodziny, spotykasz się z kumplem. A. też nie ma znajomych, bo woli oplatać mojego przyjaciela, ale gdyby on jej się postawił, to ona by go nie zostawiła. Co najwyżej trochę pomarudziła. Musisz być twardy, jak ona narzeka na kurs, to powiedz, że chcesz go ukończyć i nie zrezygnujesz z niego.  Gdy ona nie chce, żebyś jechał do krewnych, to powiedz, że trudno, ale i tak pojedziesz. Będzie strzelała fochy, ale w końcu jej przejdzie, nie będzie chciała cię stracić.

Posty [ 22 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Ona chce odejść, zarzucając mi, że nie mam dla niej czasu.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018