Witam,
jestem z facetem dokładnie pół roku. Wszystko było cudownie ale od paru tyg zauważyłam coś niepokojącego. Nie czułam już takiego dużego zaangażowania z jego strony. Spotykalismy się niemal codziennie i zawsze chodziliśmy na wspólne imrepezy. Generalnie nierozłączki... Tempo związku było bardzo szybkie, głównie z jego strony bo niejednokrotnie były dni, że nie chciałam się z nim widzieć a on za mną dzwonił i coś proponował.
Wczoraj doszło między nami do rozmowy. Rozpłakał się powiedział, że jest taki bo to wszystko dla niego jest za szybko. Że naprawde napalił sie na ten zwiazek i na niebawem mieszkanie ze mną, ale on nie wie co czuje, ze nie miał czasu nawet zatesknić. Że to w nim narastało. Wczesniej powiedział ze kocha... Że widzi jak się staram i to go przeraża, ze on nie wie czy ja bede jego żoną bo myslał juz o przyszłosci itd. Że ma przesyt.
Serce mi strasznie waliło bo sądziłam, że to zmierza do rozstania ale nie. Ogólnie od wczoraj nie mamy kontaktu mimo ze były zawsze smsy na dobranoc.
Podczas rozmowy zachowałam spokój, bez paniki wyjaśniłam mu, że mnie sie nigdzie nie spieszy i tez uwazam ze tempo jest za szybkie. Że po pół roku trudno zadawać sobie takie pytania bo nigdy nie wiadomo co przyniesie los i że lepiej spotykać się na spokojnie bo ja nie czuje zadnej presji i nie chce by on też czuł.
Po tym wszystkim tulił się do mnie, powiedział że bał się mojej reakcji. Ogólnie nie mógł się odkleić. Na imprezie wieczorem przesiadł się koło mnie mimo ze ja siadłam z drugiej czesci stołu. Połozył mi reke na kolanach, momentami obejmował.
Ale dzisiaj zastanawiam się nad tym. Dlaczego tak się stało ? Czy on naprawde nic do mnie nie czuje czy może intensywnosc relacji była za duża i należy dać trochę luzu ? Jest jeszcze szansa na uratowanie tego, czy lepiej od razu się rozstać ? Bardzo proszę o opinie
Zakochałam się, jest mi strasznie ciężko ale wiem, że jeśli teraz zachowam się emocjonalnie stracimy to bezpowrotnie ze 100% skutecznością.
Bardzo proszę o jakieś rady i opinie bo strasznie cierpię.