Witam serdecznie, mam pewien problem. Jestem tu bo to forum dla kobiet i chciałbym wiedzieć co kobiety o tym myślą i może mi pomogą.
Moja żona w ogóle nie dba o siebie, mówiłem jej wiele razy że zależy mi, żeby dbałą o siebie. Przed ślubem oprawiała sporty chodziła ze mną na rolki itd. Nie przeszkadzało mi że nie jest szczupła, bo widziałem że pracuje nad sobą. Ale mniej więcej kiedy się zaręczyliśmy przestała wychodzić gdziekolwiek bo nie miała czasu, tylko chodziła do pracy i mówiła że mogłaby ćwiczyć w domu ale nie ma jak. Więc kupiłem jej piłkę gimnastyczną, ale wtedy przyszła kolejna wymówka, że u rodziców jest taka podłoga że nie nadaje się do ćwiczeń. Jak zamieszkaliśmy razem (dopiero po ślubie) to już w ogóle nie chciała ćwiczyć. Potem nadeszła ciąża, to znalazłem jej specjalne ćwiczenia dla kobiet w ciąży, ale mówiła ze nie chce się przemęczać, to też nic nie mówiłem. Po ciąży nie chciała ćwiczyć, nie mogłem jej nawet zwrócić uwagi bo wychodziła z tego zaraz wielka kłótnia. Chciałem nawet zapisać ją na siłownie i powiedziałem że ja zajmę się w tym czasie dzieckiem i nie ma się tym przejmować, ale niedługo po tym znowu zaszła w ciąże. Wcześniej moja żona malowała się chociaż do pracy, ale teraz nic, a nogi ogoli tylko jak idzie do lekarza i się zastanawiam co mogę zrobić. Kiedy o tym rozmawiamy to zaraz jest awantura, a inni boją się z nią porozmawiać na temat jej wyglądu, natomiast ona mi mówi, że jak nie byliśmy jeszcze małżeństwem to już była gruba i się nie ma zamiaru zmieniać. Proszę pomóżcie!
Podobne tematy
Nie napisałeś z jak wielką otyłością zmaga się Twoja żona. Jest różnica między 10 a 40kg nadwagi. Wspominałeś jej o konsekwencjach zdrowotnych?
Zmagasz się z problemem z jakim zmaga się wielu mężczyzn. Zostałeś zdobyty i już nie zależy jej na staraniu się o Ciebie. Jesteś jej mężem i myśli, że wszystko jest w porządku. Może te ćwiczenia z dawnych czasów były próbą zdobycia faceta. Ciężko Ci coś doradzić skoro mówisz jej to a ona nie bierze tego do siebie. Ja bym poza rozmową zmienił nastawienie do niej i częściej wychodził z kolegami. Może wtedy się jej zapali czerwona lampka i zacznie coś ze sobą robić. Przestań się z nią kochać to może zauważy
Już pisałem w innych postach, że to jest jedna z największych wad kobiet. Zdobędą faceta, roztyją się i myślą że wszystko jest w porządku. Powodzenia !
Niektóre kobiety tak mają i znam takie, wiele razy im powtarzam, że facet jest jednak wzrokowcem. Zwłaszcza że 1 się rozwiodła, facet ją zostawił dla atrakcyjniejszej i młodszej. Nie dziwie Ci się mimo, że jestem kobietą. Takie coś się po prostu wynosi z domu, kobieta powinna cały czas pamiętać że jest "kobietą" nie tylko z nazwy. Powiedz jej, że chciałbyś żeby zadbała o siebie, że ją kochasz, ale niech coś zrobi dla siebie i Ciebie. Że Ci to przeszkadza, że nie goli nóg i przestaje pociągać. Starałeś się delikatnie ale do niej nic nie dociera, może trzeba powtórzyć to co napisałes nam, że nie wiedziałeś, że po ślubie się zrobi z niej taka "kura domowa" i że nie podoba Ci się to...tylko rozmowa!.
Jesli z bezpośredniej rozmowy wychodzi awantura to napisz długiego meila . Zabierz dzieci do babci , na plac zabaw , dziekolwiek aby została z listem , meilem poprostu sama. Niech go przeczyta kilka razy i moze jej cos na spokojnie do głowy wejdzie.
A czy ty dbasz o siebie? Co trenujesz ? Moze ona mogła by z toba to robic .
ryba81
Ja jestem typem sportowca, chodzę na siłownie i gram w piłkę nożną raz w tygodniu. To nie jest tak, że nic nie robie a od niej wymagam. Chciałbym aby ona ze mną poszła coś porobić ale na siłownie jak już mówiłem nie chce, a do biegania nie jest przekonana. Teraz jest w ciąży to w ogóle nic nie proponuje jej. Ale zależy mi żeby zmieniła nastawienie i chciała być dla mnie atrakcyjna.
Tomasinho
Wiadomo z chęcią widywałbym się częściej z kolegami, ale bym miał tego powodu więcej narzekań niż niż pożytku, a co gorsze, bym był tym złym ojcem co się szlaja zamiast spędzać czas z rodziną.
Dzięki za pomoc jeszcze popróbuje paru rzeczy. Jak się coś uda to napisze może pomogę komu innemu, pozdrawiam!
niestety wiele osób (i kobiet i mężczyzn), gdy już "zaklepie" sobie partnera przed urzędnikiem czy ołtarzem, zwyczajnie sobie odpuszcza. U kobiet jest jeszcze dobra wymówka, że nie mają czasu, bo przecież mają dzieci itd. Podejrzewam, że skoro wynikają z tego powodu awantury, to temat nie jest twojej żonie obojętny i pewnie ją boli, ale czuje się bezradna i zagubiona, pewnie ma mega kompleksy. Może w tych rozmowach czuje się atakowana? Pomysł z mailem lub listem jest dobry, ale proponuje skup się w nim nie tylko na fizyczności, ale podkreśl też aspekt zdrowotny. A najważniejsze to podkreślić że ją kochasz i akceptujesz, ale dla jej zdrowia, samopoczucia i pewności siebie zmiany są konieczne. Podkreśl też że ją wesprzesz i podkreślaj to cały wielokrotnie.
Witam serdecznie, mam pewien problem. Jestem tu bo to forum dla kobiet i chciałbym wiedzieć co kobiety o tym myślą i może mi pomogą.
Moja żona w ogóle nie dba o siebie, mówiłem jej wiele razy że zależy mi, żeby dbałą o siebie. Przed ślubem oprawiała sporty chodziła ze mną na rolki itd. Nie przeszkadzało mi że nie jest szczupła, bo widziałem że pracuje nad sobą. Ale mniej więcej kiedy się zaręczyliśmy przestała wychodzić gdziekolwiek bo nie miała czasu, tylko chodziła do pracy i mówiła że mogłaby ćwiczyć w domu ale nie ma jak. Więc kupiłem jej piłkę gimnastyczną, ale wtedy przyszła kolejna wymówka, że u rodziców jest taka podłoga że nie nadaje się do ćwiczeń. Jak zamieszkaliśmy razem (dopiero po ślubie) to już w ogóle nie chciała ćwiczyć. Potem nadeszła ciąża, to znalazłem jej specjalne ćwiczenia dla kobiet w ciąży, ale mówiła ze nie chce się przemęczać, to też nic nie mówiłem. Po ciąży nie chciała ćwiczyć, nie mogłem jej nawet zwrócić uwagi bo wychodziła z tego zaraz wielka kłótnia. Chciałem nawet zapisać ją na siłownie i powiedziałem że ja zajmę się w tym czasie dzieckiem i nie ma się tym przejmować, ale niedługo po tym znowu zaszła w ciąże. Wcześniej moja żona malowała się chociaż do pracy, ale teraz nic, a nogi ogoli tylko jak idzie do lekarza i się zastanawiam co mogę zrobić. Kiedy o tym rozmawiamy to zaraz jest awantura, a inni boją się z nią porozmawiać na temat jej wyglądu, natomiast ona mi mówi, że jak nie byliśmy jeszcze małżeństwem to już była gruba i się nie ma zamiaru zmieniać. Proszę pomóżcie!
To faktycznie niefajnie. Wiele kobiet buntuje się, by coś robić w tym kierunku, ale to dlatego, że wielu mężów ma roszczeniową postawę tzn: schudnij, a do tego ugotuj, zajmij się dzieckiem itp. Ty natomiast jesteś złoty facet, też chcesz zająć się dzieckiem itp, a ona mogłaby wtedy zająć się sobą, a ona nie chce... Heh inna by Cię całowała, dziękowała
A że nóg nawet nie ogoli to przykre, bo przecież to chwila, moment. A skoro wcześniej nogi goliła, to nie może powiedzieć, że "wiedziałeś jaka jest". Jak mówisz jej, to jaka jest kłótnia, tzn co mówi żona? Heh, no ok, żona była gruba, ale powiedz jej wprost, że nie chodzi o wagę, bo sam piszesz, że nie chodzi Ci o wagę, tylko ogólne zadbanie. Wiadomo, nie musi chudnąć, bo piszesz, że nie o to chodzi, bo fakt, wziąłeś ją z nadwagą, to ok. Sama miałam nadwagę dużą, to wiem jak to jest. No, ale powiedz prawdę, że chodzi przecież o samo zadbanie, ruch to zdrowie, tak dla zdrowia.
Oczywiście jak ma bardzo dużą nadwagę, to warto i by schudła dla zdrowia, ja w końcu się ogarnęłam, to zrozumiałam, schudłam, a mam zamiar jeszcze schudnąć, bo wtedy ważyłam 86 kg przy 170- to już otyłość, teraz ważę 75 przy 170- mała nadwaga, a dążę do 60 kg
No i osiągnę, bo już nie jestem leniem jak wtedy, wiele zrozumiałam, staram się więcej ruszać, motywacją jest zdrowie, ale nie tylko. Ogólnie lepiej będę się czuła ważąc te 60 kg, lepiej wyglądała i będę jeszcze bardziej zadowolona dzięki temu
No, ale możesz jej ogólnie powiedzieć, że przecież chodzi o ogólne zadbanie o siebie. Ja np rzadko się maluję, ale chłopak o tym wie, akceptuje i spoko, a Twoja żona pewnie częściej się malowała, to możesz jej śmiało powiedzieć, że chcesz, by znowu się czasem malowała. No bo inną ją brałeś
No i żeby nie wiem zrobiła sobie dzień spa, depilację itp, bo to nie zajmie dużo czasu, powiedz jej tak wprost
Nie wiem, może to do niej przemówi? A ćwiczenia, to wprost powiedz, że przecież ludzie ćwiczą nie tylko, by schudnąć. Nie chcesz, by schudła, a jakbyś chciał, to dla zdrowia (ale mówię nie wiem jaką nadwagę ma Twoja żona), ale chodzi Ci przede wszystkim o jej zdrowie, bo ruszając się, to nawet mając nadwagę i tak jest zdrowsza. Wiadomo, chcesz, by zrobiła coś dla siebie jak dawniej, chociaż coś niedużego. No i tyle
Mam nadzieję, że to pomoże.
A może żona to ten typ, że im bardziej naciskasz tym bardziej ona się opiera, tak podświadomie?
Minął rok od ostatniego wpisu, i powiem ze było ciężko. Raz lepiej raz gorzej, ale dużo sie nie zmieniło. Nadwaga jest wciąż, ciągle nie dba o siebie. A co gorsze stara sie mieć mnie na własność na zły sposób, w tym sensie ze nie moge mieć atrakcyjnych koleżanek bo zaraz padają teksty typu "idz sobie do niej" w bardziej, lub mniej chamski sposób wypowiedziane. Próbowałem na wiele sposobów naprawić sytuacje i szczerze to jest tylko jeden plus, sam przez to stałem sie troche lepszy. Ale nie wiem co zrobic, zeby ona sama zabrała się za siebie na poważnie...
Osobiście? Uważam, ze ona robi to celowo by zniechęcić cię do seksu. Nie ma na ciebie ochoty, chce mieć święty spokój i używa zaniedbania jako broni.
Wcale bym się nie zdziwiła gdybyś zagroził jej rozwodem, a ona odetchnęłaby z ulga bylebyś na czas płacił alimenty.
(Czy jej rodzice okazują/okazywali sobie uczucia, czy dla nich małżeństwo było raczej tylko "obowiązkiem"? )
Albo przestałeś Ją interesować jako mężczyzna, albo ma jakąś "blokadę". Napisałeś, że dbasz o dom (w sumie to dość mało o tym napisałeś, ale coś tam wspomniałeś?), o Siebie, Swoją kondycję, o rodzinę, a o JEJ SAMOPOCZUCIE JAKO KOBIETY
? Adorujesz Ją - kiedy ostatni raz zaprosiłeś Ją na miasto i powiedziałeś jak jest piękna? Nigdy nie miała powodu do zazdrości? Być może rzadko mówisz Jej, że jest piękna i dlatego nie czuje potrzeby, aby taką być? Jedni starają się dla Siebie, inni dla kogoś.
Tak czy inaczej Jej nadwaga (o ile jest duża, bo już nie przechodźmy w skrajność, że parę kilo nadwagi to koniec świata
- trzeba być normalnym) powstała, gdy już była z Tobą, a wcześniej DBAŁA O SIEBIE. To na 100% ma związek z Tobą - lepiej zrób Sobie rachunek sumienia. Bo nie wierzę, że wcześniej miała tyle czasu, aby o Siebie zadbać oraz Swój rozwój, a teraz nie - chyba, że zbyt dużo wzięła na Swoje barki lub nie otrzymała dobrego wsparcia... Jednak na to trzeba poświęcić czas.
13 2015-04-27 18:11:18 Ostatnio edytowany przez samjuzniewiem2 (2015-04-27 18:15:20)
Seks nie jest problemem, tylko to ze ona nie chce schudnąć, a nadwage ma sporą, a co za tym idzie nie może sie seksownie ubrac itd. wie ze mam atrakcyjne znajome i jest bardzo zazdrosna o mnie, ale sama nic nie robi z sobą, bo słucha jakichś głupich bab które myślą że są mądre i mówią, że kobieta ma wyglądać dobrze dla siebie, a nie dla faceta swojego. Nektarynka ja dbam o siebie i o swoją atrakcyjność. Bo wiem, że teksty w stylu "musisz mnie kochac takiego jakim jestem" to jest pieprzenie bzdur. Jedyna prawda odnosnie tego cytatu powinna dotyczyć charakteru i uczuć, a nie wyglądu. Według mnie jesli nie chcesz być najlepsza/y dla drugiej osoby to znaczy ze jest się nie z ta osoba z ktora powinno sie być. Bo dla swojej milości nie powinno byc takich murów. Tym bardziej tak małych które nie są nie do przeskoczenia. Tu nawet wsparcie nie jest potrzebne, wystraczy spiąć sie i codziennie pocwiczyc. I dlatego nie rozumiem Jej nastawienia...
Patrzy w lustro i mowi ze jest gruba ale nic nie robi zeby to zmienic, bo tak jest jej łatwiej, a mimo zazdrosci wie ze jej nigdy nie zdradze, wiec nie czuje sie zagrożona...
Szczerze wolałbym rady co moge zrobic zeby sie to zmieniło, a nie wymówek na to co jest, ani próby znalezienia winy we mnie, bo ja jej nie karze obżerać sie niezdrowym jedzeniem ani unikać cwiczen, tylko wrecz przeciwnie zawsze ją chwale jak cwiczy, choc baaaardzo zadko ma to miejsce. A co do adoracji to mowie jej tylko prawde, nie mowie ze pieknie wyglada tylko mowie co mi sie w niej podoba, ze ladnie sie usmiecha czy ma piekne oczy. Ale nie bede klamal ze ladnie wyglada, bo uwazam ze jest piekna ale niszczy swoje piekno zakrywajac je tłuszczem. Moze to brzmi surowo ale taka jest prawda. Proszę o mądre rady! pozdrawiam
Na razie jest w ciąży, to zbytnio ci ćwiczyć nie będzie (będzie się za to obrzerać, tyć za dwoje, gorzej jak jej po porodzie zostanie-oczywiście to żart).
Nie mnej kobiety różnie reagują w trakcie ciąży, ale jak opisujesz po zaręczynach przestała o siebie dbać to już miałeś pierwsze sygnały jej lenistwa.
pewnie nie zauwazyles dlatego zwroce uwage, wróciłem do tematu po roku- juz nie jest w ciąży- urodziła
16 2015-04-27 18:53:26 Ostatnio edytowany przez paulo71 (2015-04-27 18:55:08)
pewnie nie zauwazyles dlatego zwroce uwage, wróciłem do tematu po roku- juz nie jest w ciąży- urodziła
No to masz problem.
Jak nie chce dbać o siebie , o swój wygląd to przestanie być całkowicie dla ciebie atrakcyjna, to możesz jej powiedzieć a przynajmniej na straszyć, że znajdziesz sobie inną, która o siebie dba i jest atrakcyjna.
To drugi powód częsty zdrady.
Przepraszam za wyrażenie: ale też nie chciałbym mieć maciorki w domu. Nie przepadam za otyłymi kobietami jako partnerki, jako znajome mogą być.
17 2015-04-27 19:05:29 Ostatnio edytowany przez Otis (2015-04-27 19:30:49)
Niektórzy faceci z tą obsesją sportu i zdrowia przesadzają. Nie żeby byli jakoś nad wyraz wysportowani, ot trochę gimnastyki. Ale za to godzinami mogą rozprawiać o dietach i ćwiczeniach, jak jeść węglowodany, z białkiem czy bez, dlaczego przed treningiem a nie po, dlaczego stawy to, a mięsnie tamto, ble, ble, ble. Ciastka normalnego taki odmówi bo to ?złe węgle? są, destabilizują gospodarkę lipidową. Takie coś może być smętne do wyrzygania. A obecne na co dzień nie do zniesienia.
Ja nie wiem, jak u Was jest. Może chcesz, żebyście byli dla siebie atrakcyjni, bo sam chcesz czuć się jakoś szczególnie fizycznie atrakcyjny. I jakoś nie po drodze Ci, że ona nie chce całego Twojego wysiłku (i klaty
) docenić, programowo Cię zlewa. Nie twierdzę, że tak jest. Pytam czy przypadkiem tak nie jest.
Jeśli tak, to rada jest prosta - przestań cisnąć. Jak by mi baba codziennie marudziła, że może bym coś ze sobą zrobił, może bym się czymś zajął, zadbał o siebie, etc ? to skutek byłby na bank odwrotny.
Może zabierz ją na majówkę w Tatry. Jak poczuje frajdę z fizycznego zmęczenia, to później łatwiej Ci będzie zaciągnąć swoją szanowną i na basen i na kort. I przerwa od dziecka też Wam się przyda.
Typowy przykład lenia narzekacza. Takiego któremu nie podoba się jego ciało, narzeka, ale nic z tym nie robi. A potem ma pretensje do całego świata, że nie jest atrakcyjny dla partnera. I nie ma co się dziwić frustracji partnera. "Zakochałem się w Aniele, teraz żyję z świnią w chlewie".
Moim zdaniem nic nie zdziałasz. Ten typ już tak ma. To dotyczy obu stron bo i facetów też. Dużo jest narzekających świniaków w trakcie narzekania opychających się chipsami i zapijając słodzoną colą.
Jest też moim zdaniem szkodliwa promocja tego jakoby otyłość była czymś normalnym, a osoby otyłe były seksy. Ostatnio nawet trafiłem na jakąś stronę gdzie trzy babki pozowały w samej bieliźnie żeby pokazać, jakie są seksowne i "walczyć" z trendem przesadnej chudość (to też jest złe). Dwie wyglądały ok, były "normalne". Jedna natomiast wyglądała po prostu źle. Te fałdy zwisające z brzucha nie były ani sexy, ani ładne, ani normalne. Nie omieszkałem tego skomentować, za co oczywiście zostałem zjechany. To samo dotyczyło innych komentujących, którzy byli atakowani przez stadka knurów lub ich komentarze po prostu usuwane. Wieprzyki tworzą jakieś dziwne wieprze klany promujące otyłość jako coś sexy. Bleeee. To dotyczy głównie kobiet. Bo żaden facet otyłemu koledze nie powie, że wygląda dobrze. Dlatego co ciekawe na siłowni często jak się widzi kobietę to wygląda bardzo dobrze. Rzadko trafiała się otyła babka która konkretnie coś robi. Raz nawet trafiła się taka, która przyszła poćwiczyć z kolegą i po 5 minutach zaczęła narzekać, że jej ciężko, że za trudno, że nie, nie i nie. Aż w końcu jej ktoś powiedział, że jak ma tak narzekać to niech stąd idzie bo ludziom chęć do życia odbiera. Widziałem ją ostatnio. "Urosła" jeszcze bardziej.
Za to otyłych facetów którzy próbują coś robić i to często z sukcesem jest dużo. Najczęściej taki trenuje z dobrze wyglądającym kolegą. Bo kolega zawsze pomoże i powie prawdę i da wsparcie. Natomiast babki bardzo często zakłamują rzeczywistość i prawdy nie powiedzą, tylko utwierdzają wieprzyki, że bycie wieprzem jest ok i seksy.
Napisał były wieprz.
Dlatego co ciekawe na siłowni często jak się widzi kobietę to wygląda bardzo dobrze. Rzadko trafiała się otyła babka która konkretnie coś robi.
Wydaje mi się, że to raczej bierze się ze wstydu przed spojrzeniami innych ludzi. Już pomijając fakt, że dla osób otyłych siłownia to średnio dobry pomył.
Poza tym zgadzam się z Tobą - panuje obecnie jakaś moda na pocieszanie osób otyłych i utwierdzanie ich w przekonaniu, że są sexi. Nie są. Może dla fetyszystów tak, ale generalnie budzą niesmak.
Autorowi wątku szalenie współczuję żony. Ja rozumiem, że można mieć nadwagę, że można mieć otyłość, nawet dużą. Nie rozumiem jednak, jak można NIC z tym nie robić. Nie obudzić się któregoś dnia i nie uświadomić sobie stanu, do jakiego się doprowadziło. Nie rozumiem, jak można nie lubić ćwiczyć i z własnej woli truć swój organizm chemicznym żarciem i toną słodyczy. Nie rozumiem w końcu, jak można nie chcieć podobać się ukochanej osobie. Pod tym względem zgadzam się z Iceni - podejrzewam, że żona autora wątku robi to z premedytacją. Innego wytłumaczenia nie widzę.
Znajoma na fejsie ostatnio zamiescila z feministyczna indygnacja reklame shakow proteinowych, ktora jest w metrze w Londynie. Na plakacie jest zgrabna kobieta w bikini, a slogan glosi " Czy masz gotowe cialo na plaze?". Rzeczona znajoma dostala padaczki ze wscieklosci, a jej kolezanki zaraz zaczely dodawac posty jak je ta reklama wstrzasnela, bo porownaly sie do modelki i je zabolalo.
Coz, chociaz jestem kobieta, ktora zdecydowanie jest feministka, ich reakcja mnie rozsmieszyla. Pomijajac fakt, ze nie wiem jak inaczej reklamowac shaki proteinowe, ktore sa przeznaczone dla ludzi, ktorzy chca rzezbic sylwetke, to dziwi mnie dlaczego ktos, kto woli siedziec w domu z paczka czipsow i pizza, jest niesamowicie oburzony, kiedy skonfrontuje sie go z jego wlasnym lenistwem i zapuszczeniem. Oczywiscie kolezanki usilowaly udowodnic, ze producent wywiera na nich presje, zeby byly szczuple, a to rodzi anoreksje, bulimie i depresje. Na sugestie, ze jak im sie nie podoba, to moga nie kupowac, przestaly odpowiadac na moje posty ![]()
Jak nie w góry, to do Warszawy na Pardubicką, tylko zamiast na konia, to konia na nią i heja.
Galop jej dobrze zrobi.
A tak poważnie, to powiedz jej "suma" nie masz zamiaru uprawiać w nocy. Sumo to w Japoni.
Ciężką masz sprawę i ciężko powiedzieć co jest przyczyną lub rozwiązaniem, ale mam kilka uwag, które możesz przemyśleć.
Mówisz, że koleżanki jej opowiadają, że "kobieta ma być piękna dla siebie, a nie dla faceta". Cóż, mówisz, że się z tym nie zgadzasz. Ja prywatnie uważam, że jeśli mówisz to głośno, to buntowanie się przeciwko ćwiczeniom może być jej próbą zamanifestowania jakiejś takiej niezależności. Coś w stylu "jak mnie kocha, to zostanie i ma akceptować" zmieszane z "A pokażę mu". Przy takim podejściu atrakcyjne koleżanki mogą być rozjuszające ale jednocześnie manifestować "ha, jestem gruba a i tak jest ze mną". Zasadniczo, skoro ona to powtarza, a Ty się buntujesz, że ona coś ma robić dla Ciebie, to myślę, że z założenia nie należy podkreślać, że ona ma to robić dla Ciebie. Więcej - należy tego unikać jak ognia. Jeśli ma przekorną naturę (jak wiekszość ludzi chyba), to lepszy skutek osiągniesz zamykając temat. Przynajmniej się nie będziesz tym siebie i jej denerwował, a jak naciskanie nie pomagło, to raczej się to nie zmieni. Myślę, że najlepiej w tym wypadku byłoby zaszczepić w jej głowie idee, że ona chce jednak ćwiczyć.
Można to poczynić trochę podstępem. Mówisz, że jesteś sportowcem i wykupiłeś jej karnety na siłownię, obiecując zając się potomstwem. Bardzo fajnie, ale to nie zawsze działa. Po pierwsze, że lubisz siłownie, nie znaczy, że ona też. To samo z bieganiem i takimi. Ja lubię sport, ale idea siłowni jakoś mnie odrzuca. To samo z siatkówką i koszykówką. Ale jest masa zajęć które lubię sama. I takie, które lubię przez towarzystwo.
Jest ten typ, co się rusza dla samego siebie, oraz ten, co się rusza, bo przyszedł pogadać z kumplami/kumpelami, a ci akurat to robią. Zamiast wysyłać ją na siłownie, może spróbuj pójść z nią na spacer albo nordic walking. Coś nieinwazyjnego może na początek. Co ona robiła, jak jeszcze nie byliście narzeczeństwem? I dlaczego to robiła? To może ci pomóc ogarnąć, co ją motywowało, a to z pewnością pomogłoby znaleźć rozwiązanie.
Jeśli to "ćwiczę by upolować męża", to trochę przekichane, ale nie ma sytuacji niemożliwych. Jeśli zamienisz sport z pańszczyzny dla ciebie w przyjemność dla niej, oboje na tym zyskacie. Czy ma ćwiczące koleżanki? A nuż pływają, tańczą, chodzą na jogę. Nie musi to być nic, co ma jakieś dobroczynne wpływy na utratę wagi nawet, po prostu ruch, który będzie kojarzyć z dobrym samopoczuciem. Może one mogą na nią jakoś wpłynąć. Niech ona nie myśli, że zadowala tym Cię, tylko siebie i niech ona faktycznie zadowala tym siebie, a nie Ciebie.
Moja mama znalazła czas na nordic walking (to nie wielkiego, ale jednak ruch), chociaż jest często zmęczona, bo chodzi tam z koleżankami. I są one dla siebie grupą motywacyjną. Ona co prawda sport lubi, ale jest zabiegana i nie ćwiczyła niczego latami.
Ja sportu jeszcze w liceum nienawidziłam. Dlaczego? Bo mi dranie kazali na wuefie grać w siatkówkę i kosza. Słowami kluczowymi byli "kazali" i "siatkówka" i "koszykówka". Jak mi nikt nie każe, to chodzę na bokwę, biegam, pływam i tańczę rock and rolla czy też próbuje inne rzeczy.
Sporo kobiet lubi tańczyć i większość ludzi lubi rzeczy, które im wychodzą. Wczuj się w jej potrzeby. Z moich pomysłów, to powiedz, że chciałeś nauczyć się tańczyć i czy będzie Twoją partnerką, niech chociaż spróbuje (oczywiście nie siłowo, po prostu robienie nowych rzeczy wspólnie ożywia związek). Nie wiem, czy znasz mężów/partnerów koleżanek, ale jak zaprosisz ich i swoją żonę razem na jogę czy cokolwiek to będzie, to może to polubią. Nie wiem, co wy tam możecie lubić. To nie jest łatwe, nie zawsze skuteczne i wymaga czasu, ale chcesz byś Twoja partnerka poświęciła czas i energię na sport, więc wydaje się, że to fair inwestycja.
Jeśli chodzi o jedzenie, to nie wiem kto robi u was zakupy, ale jak nie będzie w domu miała ciast i czekolady, to może się jej nie chcieć po nią iść. Jak jej przyrządzisz odjechaną w kosmos sałatkę, to może zje ją ponownie zamiast steku innym razem. Tylko niech to nie będzie w formie siłowej, tylko nonszalanckiej. Raczej "a zrobiłem sałatę, jak tez chcesz to bierz" zamiast "zrobiłem to byś nie żarła biszkoptów". Chodzi mi o podejście. Nie wiem, czy jadacie coś razem i jak się odżywia (oprócz napychania się), ale jeśli możesz, jakoś ją nakieruj na delektowanie się jedzeniem, by jadła wolniej - wolniej jedząc będzie szybciej czuła się pełna.
Nie wiem jak komplementy na nią ogólnie działają, bo jeśli motywująco generalnie (nie w tej sprawie, ale innych), to z nich nie rezygnuj. Ale jeśli czujesz, że ona może przez nie mieć wrażenie, że uważasz, że robi to dla Ciebie, to zastąp to pytaniami, czy dobrze się bawiła, albo czy coś ciekawego się zdarzyło podczas biegania/siłowni/czegokolwiek co sportowego zrobiła. Niech komplementem będzie Twoja szczera uwaga. I bądź tym zainteresowany, ale nie pod kątem kalorii.
Próbowałeś ją zmotywować marchewką, ale może to nie jest jej ulubiona forma marchewki. Może od komplementów woli spędzić z Tobą czas albo jak z nią rozmawiasz. Nie znając Twojej żony tylko gdybam, więc po prostu to sobie przemyśl.
Jeśli ona nie lubi sportu i nigdy nie polubi mam dla Ciebie smutną wiadomość: jeśli dotychczas Twoje prośby nie odniosły skutku, a ona się czuje nieszczęśliwa ćwicząc, to jej się raczej nie zmieni. Ale jeśli ją kochasz, to powinieneś postarać się to zaakceptować. Nie można ludzi zmieniać na siłę. Przestała ćwiczyć jak jeszcze byliście narzeczeństwem, więc żeniłeś się z kimś kto nie ćwiczy. O ile rozumiem Twój problem, to "widziały gały co brały". Ona w pewnym sensie ma do tego prawo.
Możesz spróbować nie reagować na jej zaczepki odnośnie grubości czy koleżanek. Odpowiadaj jej, że nie jest to problem nie do rozwiązania, ale nie bądź w to taki zaangażowany. Niech to będzie neutralna uwaga, niech ona sama poczyni krok by to zmienić, a nie ty za nią. Bo tak Ty w pewnym sensie czujesz się odpowiedzialny, a nie ona. Zrzucanie winy na ciebie? Neutralne "Nie kazałem ci przecież tego jeść" ale tak spokojnie, jak to tylko fizycznie możliwe, niech się nuta oskarżenia przez to nie przewinie.
Generalnie może samo zejście z tematu może pomóc. To pewnie inteligentna kobieta, dotarło do niej, że chcesz by się ruszała. Powtarzanie nie pomogło, więc pewnie nie pomoże.
23 2015-04-28 07:34:58 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-04-28 07:37:36)
Pewnie niedługo się pojawi temat. Mój mąż nie chce uprawiać seksu bo go nie pociągam. Jeden już taki tu był temat? Jaki to mąż zły i w ogóle. A okazywało się, że prosiaczek siedzi cały dzień w domu, nic nie robi, je sam syf, a cały czas traci na dziecko i oglądanie TV. I prosiaczek często odrzuca nawet próby pomocy ze strony męża. A nawet jak mąż się dzieckiem zajmuje to prosiaczek wolny czas traci na oglądanie debilnych problemów pożerając w tym czasie kolejną paczkę chipsów. I wielkie zdziwienie. Facet wyszedł za seksowną pełną werwy kobietę, a dostał leniwego prosiaka. No i co tu się dziwić? To samo zresztą dotyczy też facetów. Nie jeden i nie dwóch się zapuściło i osiadło na laurach po ślubie. Kobieta wyszła za bardzo pociągającego ją faceta, a teraz ma wieprza któremu problem sprawia wejście na drugie piętro w bloku. I też wielkie zdziwienie, że żona nie chce z nim uprawiać seksu, jak musi fiutka w zwałach tłuszczu szukać, a on po dwóch ruchach jest zasapany.
No i właśnie dużo winy jest w tych debilnych programach, czy nawet ostatnio teledyskach promujących otyłość jakoś coś normalnego. Ktoś kto to promuje powinien dostać wyrok za namawianie ludzi do zniszczenia sobie zdrowia.
I druga sprawa. Tak naprawdę u osób otyłych zrzucenie kilku kg tak naprawdę nie wymaga nawet żadnych specjalnych i rygorystycznych diet z liczeniem kalorii, ani nawet wielkiego wysiłku fizycznego. Wystarczy wprowadzenie zdrowych nawyków żywieniowych i wieprzyk przestaje być wieprzykiem.
Tu jest problem jednak głębszy, bo nie dotyczy tylko tuszy, ale ogólnego "zapuszczenia" się.
No i właśnie dużo winy jest w tych debilnych programach, czy nawet ostatnio teledyskach promujących otyłość jakoś coś normalnego. Ktoś kto to promuje powinien dostać wyrok za namawianie ludzi do zniszczenia sobie zdrowia.
Nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Np. taka Adele śpiewa pięknie, chociaż ma sporą nadwagę. Bardzo lubię jej teledyski i nie widzę, by w jakikolwiek sposób namawiały mnie do nie dbania o siebie.
I druga sprawa. Tak naprawdę u osób otyłych zrzucenie kilku kg tak naprawdę nie wymaga nawet żadnych specjalnych i rygorystycznych diet z liczeniem kalorii, ani nawet wielkiego wysiłku fizycznego. Wystarczy wprowadzenie zdrowych nawyków żywieniowych i wieprzyk przestaje być wieprzykiem.
No chyba, że pierwsze skrzypce grają problemy hormonalne, o tym też nie można zapominać. Ale to raczej nie jest przypadek z historii.
25 2015-04-28 07:56:58 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-04-28 07:58:18)
Nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Np. taka Adele śpiewa pięknie, chociaż ma sporą nadwagę. Bardzo lubię jej teledyski i nie widzę, by w jakikolwiek sposób namawiały mnie do nie dbania o siebie.
Ale Adele nie śpiewa, że jej tusza jest fajna. A są tacy co śpiewają. O to mi chodziło. Np. taka Meghan Trainor czy jakoś tak śpiewa, że bycie grubym jest spoko i jest to piękne. Gówno prawda. Jest to obrzydliwe.
No chyba, że pierwsze skrzypce grają problemy hormonalne, o tym też nie można zapominać. Ale to raczej nie jest przypadek z historii.
Jak to mawia mój znajomy endokrynolog. Hormony są najrzadszym powodem tycia, ale są za to najczęstszym wytłumaczeniem.
Jak to mawia mój znajomy endokrynolog. Hormony są najrzadszym powodem tycia, ale są za to najczęstszym wytłumaczeniem.
Coś w tym jest. Ale na dobrą sprawę nie wiemy, czy dana osoba z nadwagą jest gruba, bo za dużo je, czy też może to ten przypadek "hormonalny". Zdecydowanie bardziej współczuję tej drugiej grupie, bo o ile tym pierwszym wystarczy się po prostu wziąć za siebie, o tyle u tych drugich pomimo diety i ćwiczeń ciężko o efekt.
Ale to są jakieś przypadki jeden na milion gdzie faktycznie jest to problem związany tylko z hormonami. Hormony mogą utrudniać, ale same w sobie nie powodują tycia. W fizjologii nie ma cudów. Tycie wymaga nadwyżki kalorycznej. Bez nadwyżki nie utyjesz, czy masz problemy hormonalne czy nie masz. Mam taki przykład z życia wzięty. Moja żona ma Hashimoto. Ale się leczy i je odpowiednio do tych zaburzeń hormonalnych i jest szczupła. Jej koleżanka też ma Hashimoto, ale jest chorobliwie otyła. Leki przyjmuje, ale nie ma żadnej diety. Poszła do dietetyka który jej ułożył dietę to schudła bardzo dużo mimo tych hormonów. Ale potem wróciła do "normalnego" jedzenia i znów jest otyła. A winne oczywiście hormony.
Tycia na pewno nie, ale z teco co wiem to mogą powodować nadmierny apetyt. Dla mnie np. to byłby już spory problem, bo ja generalnie nie mogę chodzić głodna - od razu zaczyna boleć mnie głowa, robić mi się słabo, odczuwam nudności. Więc żeby nie odczuwać tego głodu, zapewne jadłabym wtedy o wiele więcej, niż teraz. Na pewno jednak starałabym się jakoś rozwiązać problem u lekarza, a dziwi mnie, że wiele osób tłumaczących się hormonami tego nie robi. Już pomijając fakt, że moim zdaniem żadna dieta u osoby zdrowej nie jest tak skuteczna, jak racjonalne odżywianie się (nawet zjedzenie tej paczki chipsów raz na miesiąc nie zaszkodzi) i duża ilość ruchu. Przy moim codziennym wysiłku fizycznym nie mogłabym sama być na diecie, bo doprowadziłabym się chyba do wyniszczenia.
Główny problem jest chyba taki, że zalecenia które każą opierać dietę na węglowodanach są błędne. Węglowodany są mało sycące. Bo to żaden problem przecież zjeść nawet kilogram frytek i dostarczyć w tym samym czasie 1500kcal. Ale kto np. jest w stanie zjeść kilogram np. grillowanej piersi. Mało kto, bo białko w ogóle syci szybko i dużo bardziej niż węglowodany. A niestety w diecie przeciętnego Polaka białka nie ma prawie wcale, za to jest masa węglowodanów, tłuszczy trans i tłuszczu ogólnie. Generalnie u osób otyłych bardzo często pojawia się insulinooporność co tylko problem pogłębia. Kluczem jest obcięcie wysokoenergetycznych węglowodanów (chyba że ktoś trenuje, to po treningu takei węgle krzywdy nie zrobią) do czasu schudnięcia. Potem ta insulinooporność się zmniejsza i węgle można wprowadzać powoli. Ale i tak głównym powodem jest lenistwo. Ja sam byłem gruby. Może nie jakoś skrajnie otyły, bo nikt nie wierzył, że ja ważę tyle ile ważę. Dawali mi zawsze przynajmniej 10kg mniej, dziś zresztą też każdy mi mówi, że wyglądam na ok. 80kg, a ważę 92kg, ale ja trenujęt o też jest inaczej. Ale nie o tym miało być. Przez lata walczyłem z kałdunek, który w końcu spaliłem w ciągu 2 miesięcy stosowania się do zaleceń z religijnym zacięciem. Da się? Da się. Tylko nie wolno się oszukiwać.
Tak, Marcinie, hormony utrudniają. Do tego stopnia, że większość osób otyłych z przyczyn hormonalnych to zniechęca do robienia czegokolwiek.
Osoba, która zawsze miała problem z nadwagę nie zmieni się w modelkę. Praktycznie nigdy. Komórki tłuszczowe nie znikają. Zrzucenie kilku kilogramów jest wyczynem, a utrzymanie tej wagi wiąże się z ograniczeniami na zawsze. Wysiłek fizyczny osobie otyłej nie sprawia przyjemności, osoba otyła zwykle jest zmęczona, częste są też przypadki depresji. Do tego dochodzą nawyki żywieniowe, zwyczaj poprawiania sobie humoru jedzeniem - i to, co ludzie szczupli nazywają "ot, takim sobie zrzuceniem nadwagi" jest olbrzymim wyzwaniem, ogromnymi wyrzeczeniami, z którymi mało kto ma siłę się zmierzyć. Tym bardziej, że wizja wielomiesiecznej harówy, pozbawiania się przyjemności (ulubionego jedzenia) + świadomość, że i tak nie będzie się wyglądało jak chuda koleżanka bywa barierą nie do przejścia,
Odchudzenie osoby otyłej rzadko da się przeprowadzić metodą silnej woli. Zwykle konieczny jest rajd po specjalistach, włącznie z psychiatrą, bo osoba, która nie czuje się dobrze we własnym ciele i jeszcze jest wystawiona na naciski otoczenia - z dużym prawdopodobieństwem ma depresję.
Żeby osoba otyła podjęła wyzwanie - musi sama tego chcieć, Posiadanie wysportowanego męża, który "zachęca" do ćwiczeń przynosi dokładnie odwrotny skutek. Kobieta czuje się nieakceptowana, zmuszana, ma świadomość, że nigdy nie dorówna wyglądem koleżankom męża ani nawet jego oczekiwaniom wobec niej. Z marnym samopoczuciem i zerową motywacją (bo co to za motywacja: chcieć z wieloryba stać się mniejszym wielorybem) - wolny czas spędza na bezmyślnym gapieniu się w TV i pocieszaniu jedzeniem.
Jedyne światełko w tunelu to zadbać o dobre samopoczucie żony. O to, żeby czułą się zrelaksowana, kochana i akceptowana. Wtedy, być może, znajdzie energię i chęci na jakieś działania, może zapragnie wyglądać lepiej, Ale zapewnienie jej takiego samopoczucia jest tak samo trudne jak dla osoby otyłej zrzucenie nadwagi...
Najlepsza dieta to mniej jeść. A ludzie otyli się opychają, zamiast zjeść jedną lub dwie kromki chleba to pół bochenka zjedzą. Stos pyrów, polanych tłuszczem i schab przysłowiowo. Poźniej czekoldki, kanapa, program telewizyjny typu schoł albo inny porąbany program. I tak od posiłku do posiłku, a kolację to najlepiej po 22 bo takie prosie powie głodne nie pójdzie spać.
Nie mnije żona autora zaniedbuje się, to może doniej dotrze, że jak jest nadwaga to jej polecą kolanka.
Później przychodzi do mnie taka czy taki, bo ma problem z kolanami. A ja mówię, aby wyleczyć trzeba najpierw zrzucić tę tone tłuszczu.
Tutaj jest dorosła kobieta, ale jak zauważyłem , to dzieci są już tuczone jak prosięta.
Najlepsza dieta to mniej jeść. A ludzie otyli się opychają, zamiast zjeść jedną lub dwie kromki chleba to pół bochenka zjedzą. Stos pyrów, polanych tłuszczem i schab przysłowiowo. Poźniej czekoldki, kanapa, program telewizyjny typu schoł albo inny porąbany program. I tak od posiłku do posiłku, a kolację to najlepiej po 22 bo takie prosie powie głodne nie pójdzie spać.
Bez obrazy, ale ja znam więcej szczupłych osób, które jedzą w ten sposób, niż grubych.
Najlepsza dieta to mniej jeść. A ludzie otyli się opychają, zamiast zjeść jedną lub dwie kromki chleba to pół bochenka zjedzą. Stos pyrów, polanych tłuszczem i schab przysłowiowo. Poźniej czekoldki, kanapa, program telewizyjny typu schoł albo inny porąbany program. I tak od posiłku do posiłku, a kolację to najlepiej po 22 bo takie prosie powie głodne nie pójdzie spać.
Bez obrazy, ale ja znam więcej szczupłych osób, które jedzą w ten sposób, niż grubych.
Jak jest młody, ma ruch to ma większe zapotrzebowanie . Ale jeśli tego ruchu będzie mniej , to zobaczysz jak zaczyna tyć.
Mam syna i jest szczupły, zje pół chleba na raz, duży obiad, ale niestety ćwiczy, itd. no i jest młody.
Ja też mając 20 lat jadłem dużo i byłem szczypior. Dzisiaj nie jestem już taki jak kiedyś ale jestem szczupły jak na mój wiek.
paulo71, to też nie jest do końca taka prosta zależność. Znam osoby otyłe, które generalnie niedużo jedzą i pracują fizycznie, jak i osoby szczupłe, które jedzą bardzo dużo i siedzą na bezrobociu, oglądając seriale i podjadając chipsy. Wydaje mi się, że tutaj dużą rolę odgrywa sama przemiana materii. U otyłych jest często zaburzona.
Sama mam Hashimoto.
W momencie podjęcia terapii i zastosowaniu diety "żp" - żrę połowę - bieganiu wszystko zaczęło wracać do normy.
Nie byłam otyła. Chodziło o 5-10 kg po porodzie.
Rozmiar 40 mi nie przeszkadza, bo jestem wysoka. 42 już tak.
Cytat endokrynologa: "w momencie gdy podejmujemy leczenie różni nas od reszty społeczeństwa to, że pół godziny przed śniadaniem/kawą bierzemy tabletkę".
Czyli ktoś kto nic z sobą nie robi i zasłania się hormonami - to wymówka.
Tu jest pies pogrzebany. Ja też mam schorzenia które utrudniają osiągnięcie wymarzonej sylwetki, ale ich nie uniemożliwiają. Kwestia tego czy chcę to osiągnąć. Bo jak chcę i się pilnuję to idzie to bardzo szybko, ale jak tylko odpuszczę i sobie pofolguję za mocno to jest źle.
Jest też błędne przeświadczenie, że dieta musi być nudna i niesmaczna. Jest przeciwnie. Dieta może być bardzo smaczna i bardzo urozmaicona.
A ja jem to co chcę ale nie na zasadzie ile fabryka dała. Taką mam przemianę materii i mogę sobie na to pozwolić. Jednak niezbędny jest ruch.
Bieganie. Rower. Konie.
W mojej opinii odpowiednia dieta to dieta urozmaicona i jak najmniej przetworzona. Żadnych diet owocowych, jogurtowych, białkowych. Jeść wszystko, ale w odpowiednich ilościach. Ja np. nigdy nie byłabym w stanie zjeść całej czekolady naraz, a miałam bardzo szczupłą koleżankę, dla której jedzenie dwóch dziennie to była norma.
Tylko weźcie pod uwagę, że dla niektórych "wymarzona sylwetka" to coś nieosiągalnego. Dla żony autora zapewne nie jest to zrzucenie 5-10kg, ale wyglądanie tak jak koleżanki jej męża. A to niezmiernie mało prawdopodobne. Więc już na starcie nie widzi sensu podejmowania wyrzeczeń, skoro cel wydaje jej się nieosiągalny.
paulo71, to też nie jest do końca taka prosta zależność. Znam osoby otyłe, które generalnie niedużo jedzą i pracują fizycznie, jak i osoby szczupłe, które jedzą bardzo dużo i siedzą na bezrobociu, oglądając seriale i podjadając chipsy. Wydaje mi się, że tutaj dużą rolę odgrywa sama przemiana materii. U otyłych jest często zaburzona.
Przemiana materii z wiekiem maleje, a więc powinno się mnej jeść.
Genetycznie także jest to uwarunkowane.
Wszystko też zależy od naszego postępowania.
To jest temat rzeka, każdy przypadek jest inny.
Nie mniej żona autora wątku z pełną premedytacją doprowadza się do braku atrakcyjności.
Ja lubię szczupłe kobiety, ale też biorę pod uwagę, że 35 latka nie będzie wyglądała jak miss polonia a tym bardziej jak urodziła dziecko.
Pewnie , że jak bedzie ćwiczyć, dbać o siebie to będzie atrakcyjna niż taka, co o siebie nie dba.
Tak samo jest z higieną, są kobiety które dbają a są takie, które ..... wiadomo, mam taką w pracy, po wielkich naciskach wszystkich i opini o niej zaczeła dbać trochę o siebie.
Tylko weźcie pod uwagę, że dla niektórych "wymarzona sylwetka" to coś nieosiągalnego. Dla żony autora zapewne nie jest to zrzucenie 5-10kg, ale wyglądanie tak jak koleżanki jej męża. A to niezmiernie mało prawdopodobne. Więc już na starcie nie widzi sensu podejmowania wyrzeczeń, skoro cel wydaje jej się nieosiągalny.
vinnga, ale tutaj nie chodzi tylko o to, by być atrakcyjną dla męża i wyglądać jak jego koleżanki. Chodzi o brak dbałości o siebie dla siebie, nie tylko ze względów czysto estetycznych, ale również zdrowotnych.
Tylko weźcie pod uwagę, że dla niektórych "wymarzona sylwetka" to coś nieosiągalnego. Dla żony autora zapewne nie jest to zrzucenie 5-10kg, ale wyglądanie tak jak koleżanki jej męża. A to niezmiernie mało prawdopodobne. Więc już na starcie nie widzi sensu podejmowania wyrzeczeń, skoro cel wydaje jej się nieosiągalny.
vinnga, ale tutaj nie chodzi tylko o to, by być atrakcyjną dla męża i wyglądać jak jego koleżanki. Chodzi o brak dbałości o siebie dla siebie, nie tylko ze względów czysto estetycznych, ale również zdrowotnych.
Ja tylko podkreślam, że presja ze strony męża może sprawiać, że jej się nie chce nawet palcem ruszyć, bo ją to zwyczajnie dołuje. A kwestie zdrowotne? Gdyby ludzie kierowali się tymi kwestiami to przemysł tytoniowy i alkoholowy powinien splajtować. W sumie wytwórnie słodyczy i McDonald's też. A wszystkie one mają sie bardzo dobrze
Po prostu zdrowie, dopóki ostro nie zaszwankuje, nie jest żadną motywacją dla ogromnej większości społeczeństwa.
43 2015-04-28 10:03:06 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-04-28 10:08:24)
Piosenkę Trainor "All about that bass" odbieram jako humorystyczną, a nie jako nawoływanie do otyłości, czy tym bardziej jako usprawiedliwianie jej. Popadacie ze skrajności w skrajność, bo o ile uważam, że otyłości rzeczywiście nie należy promować, to określanie jej jako czegoś "obrzydliwego" też nie pomaga. A po epitetach w stylu "świnki" albo "knurki", to tylko ręce opadają. Brak kultury i zrozumienia nie ułatwia osobom z nadwagą podjęcia decyzji o odchudzaniu. Najlepiej by było, gdyby społeczeństwo podchodziło do tego problemu ze zrozumieniem, to wtedy być może mniej byłoby u osób otyłych zniechęcenia i depresji. I wcale nie chodzi mi o zrozumienie polegające na olaniu problemu. Wprost przeciwnie. Jestem za tym, żeby uświadamiać, a nie krytykować czy używać obraźliwych słów. A już idiotyzmem jest powtarzanie stereotypów, że otyłe osoby jedzą tony jedzenie. Za dużo internetów się naoglądaliście i potem w takie bzdury wierzycie. W większości przypadków wcale to tak nie wygląda. Tony jedzenia może je się przy wadze 150-200 kg, a to też niekoniecznie. Znam kilkanaście otyłych osób i ich otyłość wynika z różnych powodów. Każda z tych osób miała w życiu jakiś epizod z nieprzemyślanymi dietami, po których siadła przemiana materii i nastąpiło jojo. Nieprawidłowe odchudzanie to nie jest wina złej woli, tylko braku stosownej wiedzy. Ale czego można oczekiwać, jeśli co drugi dietetyk zaleca dietę 1000 kalorii dla osoby o wadze 120 kg przy wzroście 165-170 cm, bo przecież liczy się kasa, więc muszą być szybkie efekty. Skoro dietetycy powszechnie takie coś praktykują, to jaką wiedzę ma mieć społeczeństwo? Zadziwiające też, że nie znam ani jednej otyłej osoby, która gloryfikowałaby swoją tuszę. Otyłe osoby nigdy nie pomyślą, że otyłość jest super, bo na co dzień zmagają się z konsekwencjami tego stanu, np. szybko się męczą, cierpią na różne bóle pleców czy coś w tym stylu. Taka osoba nie powie, że ona woli być otyła niż szczupła. A celebrytki w mediach, które usilnie przekonują, że ich otyłość jest świetna? One się w ten sposób promują i nie znaczy, że faktycznie tak uważają. Jeśli miałabym wierzyć temu, co ludzie mówią w mediach, to byłabym naprawdę głupia i niczego nieświadoma.
Zgadzam się z vinngą. Żona musi się podle czuć z tą nadwagą i z tym wysportowanym mężem, i z tymi szczupłymi koleżankami. Można by jej wykupić karnety na siłownię czy wizyty u dietetyczki. Ale problemu to nie zlikwiduje. Może jakbyście sobie przypomnieli dawne czasy, to wróciłaby ochota do pozytywnych zmian.
Osoby otyłe jedzą tony jedzenia. To żaden stereotyp. Tyję się od nadwyżki kalorycznej. Fizjologia człowieka nie jest stereotypem. Fizjologia jest obiektywna. Żeby chudnąć trzeba mieć deficyt kaloryczny, żeby tyć trzeba mieć nadwyżkę. Zapotrzebowanie dla każdego człowieka jest inne i zależy od masy czynników. Ale to że się tyje to wina tylko i wyłącznie zbyt dużego spożycia pożywienia w stosunku do zapotrzebowania. Ja siebie sam nazywałem knurem jak byłem otyły i to byłą tylko i wyłącznie moja wina.
Wśród osób bardzo otyłych wprowadzanie diety bardzo nisko kalorycznych jest nawet uzasadnione klinicznie. Potem kaloryczność się ZWIĘKSZA, ale mocne obcięcie kalorii na początku wśród chorobliwie otyłych jest wręcz ZALECANE przez lekarzy.
46 2015-04-28 10:14:09 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-04-28 10:15:39)
Nie czytałam żadnego wartościowego artykułu, który uzasadniałby dlaczego osoba ważąca 120 kg ma jeść nagle 1000 kalorii. Owszem, powinno się sporo obniżyć, ale nie do takiego pułapu, bo normalny człowiek ma większe zapotrzebowanie kaloryczne niż 1000 kcal. Ale nie znam się, więc nie wiem. Widzę tylko jak się skończyły te złote teorie.
Owszem, nadwaga bierze się z nadwyżki kalorycznej, ale do tego nie są potrzebne tony jedzenia, bo nie o ilość tu chodzi. Wystarczy jeść posiłki, które mają ogrom kalorii, a większość słodyczy i fast foodów to ma. Był taki film dokumentalny, który nakręcił jakiś Amerykanin. Bodajże przez kilka miesięcy żywił się w McDonaldzie i tylko tam. Jadł normalne ILOŚCI jedzenia, ale w tych zwykłych porcjach było mnóstwo kalorii. I dlatego przytył. A nie przez to, że ciągle coś wpychał do paszczy.
To, że aby schudnąć trzeba zmienić dietę i zwiększyć ilość ruchu wiedzą wszyscy. Żona autora na pewno też. Problemem jest to, że ona z tej widzy nie korzysta. A autor przyszedł tu po radę co ON może zrobić, żeby zmienić jej postawę. Informacje o tym, że ona powinna jeść mniej są mu więc do niczego niepotrzebne, bo przecież nie zacznie odejmować z jej talerza połowy porcji.
Ja widzę tu tylko 2 sposoby:
1. powiedzieć żonie, że nie odpowiada mu jej wygląd i że jak nic ze sobą nie zrobi to on odejdzie. Stopień trudności: bardzo łatwe. Szanse powodzenia: nader znikome.
2. zapewnić żonie dobre samopoczucie, otoczyć miłością i bezwarunkową akceptacją. W takiej atmosferze w kobietach wyzwala się chęć do życia i zmian, Stopień trudności: kosmicznie trudne. Szanse powodzenia: duże.
To samo dotyczyło innych komentujących, którzy byli atakowani przez stadka knurów lub ich komentarze po prostu usuwane. Wieprzyki tworzą jakieś dziwne wieprze klany promujące otyłość jako coś sexy. Bleeee. To dotyczy głównie kobiet.
O mało sie nie poplułam kawą
Ale właściwie taka prawda. Sama mialam kolezanke, pol glowy odemnie mniejsza a 20 kg większa. Z tym że ona miala faktycznie budowe po swoim ojcu-grube kolana, pulchne paluchy, wielkie tluste bary. Zawsze patrzyla na mnie z wsciekloscią jak bylo rozpoczęcie roku a ja mialam szpilki, krótką sukienke etc i ktos powiedzial "Ale ona ma nogi" a wieprz oczywiście musial zawsze skomentowac "Tez bym takie miala gdyby nie moje hormony, zreszta wyglad to w ogole nie jest wazny". Dlatego stosowala glodowke po ktorej w szpitalu wyladowala
Generalnie paszety mają tendencję do zaklamywania rzeczywistoci.
Diety bardzo niskokaloryczne stosuje się o osób z BMI powyżej 30 i tylko krótkotrwale. Potem się kaloryczność co ciekawe zwiększa. Na początku pokłady energii z tłuszczu zapasowego są tak duże, że organizm korzysta praktycznie tylko z nich. W miarę obniżania się BMI kaloryczność jest zwiększana a nie zmniejszana;)
Odchudzenie osoby otyłej rzadko da się przeprowadzić metodą silnej woli. Zwykle konieczny jest rajd po specjalistach, włącznie z psychiatrą, bo osoba, która nie czuje się dobrze we własnym ciele i jeszcze jest wystawiona na naciski otoczenia - z dużym prawdopodobieństwem ma depresję.
Jak dla to tlusciochy mogą nawet u psychiatry zamieszkać. Byle nie za moje podatki. :-)
sclady, dietę 1000 kcal można stosować u osoby, która leży obłożnie chora i nie ma w zasadzie żadnej możliwości ćwiczeń. W innym przypadku taka dieta nie zda egzaminu. W mojej opinii osoba otyła, ale uprawiająca ćwiczenia nie powinna schodzić poniżej 1500-1700 kcal.
Martainn, mam dwie koleżanki, jedną z naprawdę sporą otyłością, drugą szczuplutką i w dodatku w średnim wieku. Ta druga w jeden dzień zjada tyle, ile ta pierwsza w dwa lub trzy.
52 2015-04-28 10:35:54 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-04-28 10:38:08)
sclady, dietę 1000 kcal można stosować u osoby, która leży obłożnie chora i nie ma w zasadzie żadnej możliwości ćwiczeń. W innym przypadku taka dieta nie zda egzaminu. W mojej opinii osoba otyła, ale uprawiająca ćwiczenia nie powinna schodzić poniżej 1500-1700 kcal.
Martainn, mam dwie koleżanki, jedną z naprawdę sporą otyłością, drugą szczuplutką i w dodatku w średnim wieku. Ta druga w jeden dzień zjada tyle, ile ta pierwsza w dwa lub trzy.
A ja proponuję żeby obie koleżanki przez tydzień zapisywały WSZYSTKO co jedzą i piją. Ale dosłownie wszystko. Gwarantuję, że je więcej.
Też miałem takiego kolegę. Ja prawie nic nie jem! Jak zapisywał to wyszło mu 5000kcal, z czego 2000kcal ze "zdrowych soków":D
Martainn, tak się składa, że z obiema mieszkałam na stancji i widziałam, co i jak jedzą. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że jedzenie tej pierwszej było książkowym przykładem super zdrowego odżywiania, ale generalnie dziewczyna nie jadła dużo, nie lubiła tłustego ani smażonego, chleb pełnoziarnisty, nigdy nie widziałam, żeby jadła makarony, sosy, zabielane zupy. Druga natomiast uwielbiała tłuste potrawy, ziemniaki ze skwarkami polane tłuszczem, zupy zabielane śmietaną, ogromna ilość ciast (dużo piekła, bo lubiła). Ta pierwsza w dodatku uprawiała nordic walking (chodziłyśmy razem, po 2 godziny dziennie do lasu) i dodatkowo ćwiczyła 4 godziny tygodniowo na siłowni. Miała problemy hormonalne.
A teraz quiz. Ile Twoim zdaniem kalorii spożywa Pan ze zdjęcia? Łatwo to zweryfikować bo wydał nawet e-booka. Podpowiem też że je tak od 2 lat.
A teraz quiz. Ile Twoim zdaniem kalorii spożywa Pan ze zdjęcia? Łatwo to zweryfikować bo wydał nawet e-booka. ]
2000 kcal?
56 2015-04-28 10:50:53 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-04-28 10:52:32)
800-1200kcal;) Jak się poczyta książki Arnolda to on sam pisze, że w formie na zawody większość zawodników w tamtym czasie trenowała po 2 godziny dziennie codziennie i jedli ok. 1000 kcal:)
Ja kalorii nie liczę. Pilnuję tylko liczby węglowodanów. Na diecie zaproponowanej przez gościa ze zdjęcia w dwa miesiące zgubiłem 17 cm w pasie chudnąc "tylko" 10kg.
57 2015-04-28 10:52:54 Ostatnio edytowany przez Otis (2015-04-28 11:26:42)
No właśnie. Tylko czy takie wykłady pomogą tej kobiecie i jej wysportowanemu mężowi? On to dobrze rozumie, ona ciągle takich rzeczy słucha.
Związek to nie są dwa wysportowane kółka zębate. Coś tam oprócz tego biegania i seksu chyba jest. Pytanie jak zmotywować kobietę, żeby chciała z tym konkretnie facetem (jej mężem) dzielić upodobanie do atrakcyjnego ciała. Ja się ciągle zastanawiam czy jej niechęć do sportu nie jest przypadkiem niechęcią do męża (do jego postawy).
Martainn, kłóciłabym się ze stwierdzeniem, że taka ilość kalorii jest naprawdę dobra dla organizmu tego pana, ale nie jestem ekspertem, więc nie będę się kłócić. W sumie komandosi podczas szkoleń również bardzo mało jedzą, a ćwiczą aż do granicy wytrzymałości. W sumie sama też zauważyłam, że jeśli chodzi o wzmocnienie ciała i ogólnej sprawności, to 15 minut dziennie ćwiczeń siłowych daje większe efekty, niż godzina jazdy na rowerze czy innego pilates.
59 2015-04-28 11:03:37 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-04-28 11:04:35)
5025 bo tu jest klucz. Wbrew pozorom takie diety u osób, które nie są chorobliwie otyłe ma sens tylko przy wysiłku fizycznym i to wcale nie małym. Bardziej chodzi tutaj o kwestię nawet tego jak są rozłożone składniki odżywcze, a nie same kalorie. Ale żeby nie było. Ja nie jestem zwolennikiem stosowania takich diet długoterminowo. Jeśli już to krótko "na ostatni szlif". Kwestia składników odżywczych, minerałów itd. Można jeść i 5000 kcal i jak to napisałaś żywić się śmieciami, a co za tym idzie mieć spore niedobory, a można jeść 1500kcal i nie mieć niedoborów. To bardziej kwestia jakości, a nie ilości.
Na mnie nie podziałałoby, gdyby facet truł mi głowę o takie rzeczy. Najbardziej zachęciłyby mnie chyba wspólne zdrowe posiłki i aktywność fizyczna. Ale takie normalne zdrowe posiłki, które są wartościowe i smaczne. Nie w ten sposób, że na śniadanie gotowane jajka bez niczego albo omlet, a na obiad gotowany/pieczony kurczak i brązowy ryż, bo to obrzydliwe. Aktywność też nie w ten sposób, że zaciąganie na siłownię, tylko szybkie spacery z psem (jak zacznę się męczyć, to sama pomyślę nad wagą), wycieczki rowerowe, dużo seksu itp.
To są dobre pomysły. Tyle czy ona będzie chciała to jeść.
A moim zdaniem bez psychologa się tutaj nie obejdzie. Kobieta ewidentnie ma problem ze swoją samooceną, wydaje mi się też, że cierpi na depresję. Fajna dla niej byłaby terapia grupowa, w której mogłaby poznać osoby o podobnym problemie. Oczywiście jej partner również musiałby ją wspierać.
Tu się zgadzamy. Podstawą powinna być wizyta u specjalisty.
może po prostu zacznijcie chodzic na jakies zajecia razem, które obojgu Wam będą się poodbały? Na tańce, squasha itp.?
O, tańce i squash to fajne pomysły. Mnie też by się spodobały i to bardzo.