Kilka dni temu rozstałam się z facetem. Rozsypało mnie to trochę pomimo tego iż wiem, że była to słuszna decyzja. Walczył rozum z sercem i wybrałam rozum.
Myślałam o tym wszystkim dość intensywnie i doszłam do pewnych wniosków.
Cały czas słyszy się tekst : Żeby być z kimś naprawdę szczęśliwym najpierw musisz nauczyć się żyć z samym sobą.
Niby nie mam z tym problemu - umiem zorganizować sobie czas, mam znajomych etc.
Jednak problemem pozostaje sposób myślenia.
Znowu jestem sama i z tego powodu czyje się mniej wartościowa, wybrakowana. - jednym słowem nie czuje się szczęśliwa.
A przecież facet nie powinien być gwarantem mojego szczęścia - ma być dopełnieniem mojego szczęśliwego życia.
Tylko jak się tego nauczyć? Jak nad tym pracować ?
Większość ludzi którzy są sami będą zachwalać ten stan - rzadko kto przyzna się, że jest im po prostu źle i potrzebują kogoś i właśnie tu pojawia się pytanie - jak to zlikwidować. Jak nie czuć się źle i jak przestać traktować brak partnera jako jakaś karę, a nie normalny etap w życiu. Nie chce potrzebować faceta - chce chcieć dlatego, bo mnie wspiera, uzupełnia, ale nie potrzebuje go do tego żeby być szczęśliwą. - Mam nadzieję, że nie zamieszałam.
Chodząc po forum natknęłam się na opinie żeby przyczyn przeróżnych problemów szukać w dzieciństwie. Jednak nie znalazłam tam nic co mogłoby by wpłynąć.
Mam normalną kochającą się rodzinę. Rodzice są 28 lat po ślubie nadal razem. Zero jakieś przemocy, alkoholu czy traumatycznych przeżyć.
Postanowiłam sobie, że teraz wejdę w związek dopiero jak przepracuje ten problem.