Zgadzam się z Anemonne. Nie każdy musi chcieć pracować intelektualnie i rozwijać się w tym kierunku, ale matura powinna być takim minimum, które dla własnej wygody powinien osiągnąć - mimo że wydaje mu się, że nie będzie potrzebna. Mam znajomego lat 26, którego ponad rok temu przygotowywałam do matury. Nigdy nie miał aspiracji do robienia kariery, chciał mieć zwykłą pracę i święty spokój. Jednak brak matury - mimo że nie mieszka w małym mieście - był często przeszkodą w zdobyciu danej pracy. Więc już nawet niezależnie od podejścia do tego, czy nauka w szkole jest dobra, zła, potrzebna czy nie, to tę maturę dobrze jest zdać dla świętego spokoju.
Czy Waszym zdaniem jest oszołomiona tryumfem i nie dostrzega inwestycji w przyszłość, jaka jest edukacja, czy też wie, co mówi, bo nie traciła czasu na naukę, a wzięła sprawy we własne ręce?
Moim zdaniem po prostu miała szczęście. Nie można podchodzić do tego tak, że każdy, kto oleje edukację i spróbuje zaistnieć w show biznesie, osiągnie sukces. Ile jest osób, które może miały nawet talent, siłę przebicia, ale po prostu nie spotkały na swojej drodze właściwej osoby? Na pewno więcej, niż tych, którym się udało. A często to czysty przypadek.
Co sądzicie o geniuszach bez matury i magistrach przy łopacie?
O geniuszach bez matury nic nie sądzę, jeśli dają sobie radę, to niech tak żyją dalej. O magistrach przy łopacie - najczęściej sami są sobie "winni". Nie bez powodu na niektóre kierunki (np. socjologia) mówi się "fabryki bezrobotnych". Bo niestety, ale najczęściej dotyczy to osób, które poszły na studia, bo taka moda albo z pasji - a nie zawsze ktoś za pasję zapłaci. Nie słyszałam np. o inżynierach automatyki i robotyki czy informatykach, którzy całe życie siedzą na budowie, bo nie mają pracy. Nawet w malutkim miasteczku, uzdrowisku, gdzie najwięcej zarabiają właściciele knajp, dyskotek i innych rozrywkowych instytucji, ostatnio jeden informatyk, i to bardzo młody, dostał propozycję na prawie 50 tys. miesięcznie. I to nie za programowanie, bo...powiedział, że nie lubi i woli zarobić mniej.
Co nam daje edukacja, a czego pozbawia jej brak?
Zależy od człowieka. Jeżeli ktoś przez szkolne lata nie robi nic, to rzeczywiście nic mu szkoła nie da. Jednak jeśli ktoś podchodzi do tego na poważnie, to będzie miał z tego choćby tyle, że nie zrobi z siebie debila w jakiejś rozmowie. Ostatnio pomagałam z pracami maturalnymi kilku osobom, jedna z nich "A Chełmoński to co napisał?". Inna stwierdziła, że nie czytała Bruegla.