Mnie dowcip zastał w pracy.
Pracowałam wówczas "na swoim". Od piątej rano w warsztacie. (Wiosna - roboty po uszy.) O dziewiątej przychodzi syn i częstuje się papierosem. Zaskoczona pytam od kiedy pali. Odpowiedział, że tak tylko dzisiaj. Kręci mi się po pomieszczeni i widzę, że nie może z siebie czegoś wydusić.
- Ile potrzebujesz?
- Nie, to nie to. Tak tylko przyszedłem - odpowiada.
Zdziwiłam się, bo zazwyczaj się tak motał, jak potrzebował pieniędzy.
Drepce, pyta o pracę. Wydaje się zdenerwowany. I komicznie wyglądał z tym papierosem. Widzę, że coś go męczy.
W pewnym momencie pyta:
- Co by mama powiedziała, gdyby moja dziewczyna była w ciąży? Kolega z klasy wpadł i się zastanawiam.
W głowie milion myśli, a przeważa: "spokojnie, to twoje dziecko, jeszcze zdążysz go udusić".
- Pogratulowałabym ci i złożyła wyrazy współczucia - wydostaję z siebie.
- Czemu?
- Bo właśnie zakończyłeś swoją młodość. Ubierasz się i idziesz szukać roboty.
Musiałam mieć niezłą minę, bo Młody wybuch śmiechem. O mało nie zeszłam na zawał.
Po obiedzie wracam z córką z zakupów, a ona do mnie bez pardonu:
- Jestem w ciąży.
- Ty też? - pytam już na luzie.
- Będziemy mieli braciszka, albo siostrzyczkę?! - woła z przerażeniem.