Witam!
Jak to zwykle bywa zarejestrowałem się na forum aby się wyżalić i aby ktoś trzeźwo spojrzał na moja sytuację.
Jakies 7 lat temu poznałem dziewczyne na chacie. Pozniej przeszło to na gg, wymieniliśmy się telefonami, pisaliśmy do Siebie. Miałem wtedy 23 lata. Odległosc jaka nas dzieliła to ok 170 km. Jednakze ja wtedy nie wierzyłem w znajomości internetowe no i cóz pomimo, ze nie chciałem, bo naprawdę uważałem ją za fajną dziewczynę zerwałem znajomość. Wybranka jednkaze chciała podtrzymywac nasz wirtualne kontakty, natomiast ja stanowczo stałem na swoim, ze mi nie zależy. Temat sie urwał. Pomimo, ze nie utrzymywalismy znajomosci, wciaz o niej pamietałem, bo zrobiła na mnie ogromne wrażenie i ciężko było mi i o niej zapomnieć, ale tak jak mowie znajomosci interentowe nie były dla mnie. Rozmawialiśmy moze 4 miesiące.
Po 3 latach kiedy moja sytuacja sie nieco zmieniała na moją niekorzyść, ponieważ zachorowałem i byłem sam jak palec w zasadzie. Pamietałem maila wybranki i napisałem. O dziwo odpisała mi, bardzo się ucieszyłem, ze wciąż pamięta i jest sama. Zaczelismy ze sobą rozmawiać, długo i często. Powiedziałem jej o swojej chorobie, o problemach, niskiej samoocenie i braku wiary w siebie. Ona tego wszystkiego słuchała, była ze mną, wspierała mnie i zawsze darzyła ciepłym słowem.Była końcówka 2010 roku, zaczynałem studia mgr. Niedługo po tym tego samego roku trafiłem do szpitala, niestety. Byłem tam 2 tyg. oczywiscie pobyt w szpitalu pomogły mi jej rozmowy, nie mogłem się doczekać aż ją usłyszę. Dodawało mi siły i wiary. Chciałem aby mnie nawet odwiedziła w szpitalu, miała niedaleko ok 50km. Chociaz z drugiej strony nie chciałem aby mnie takiego widziała, ale mimo to bardzo pragnąłem ją zobaczyć, przytulic. Nie zobaczyliśmy się w trakcie mojego pobytu w szpitalu.
Był rok 2011. Ja studiowałem, nie mogłem znaleźć pracy (studia zaoczne) ale rozmawialiśmy bardzo dużo praktycznie dzień w dzień po ok. 2 godz. może i więcej. Na weekendy jak studiowałem, nigdy nie odważyłem sie do niej pojechać bałem się, moja wiara w siebie nigdy nie była wysoka z racji choroby i być moze mojej aparycji. I tak tkwiliśmy w tym przez cały 2011 rok bez spotkania.
W koncu nadszedł rok 2012 konczyłem studia, moj stan fizyczny z racji choroby był na tyle ustabilizowany, ze chciałem sie spotkać jednakze ilekroc chciałem proponowałem spotkanie ona zawsze miała jakomś wymówkę, odbierałem to jako brak wiary w siebie, ze moze boi się, ze ona mnie sie nie spodoba. Tez miałem takie obawy wobec siebie.I to był własnie problem. Kiedy rozpoczynałem rozmowę o spotkaniu zawsze było jakieś ale..Duzo sie jej wyzalałem, mowiłem o swoich problemach o swojej deprasji, ona zawsze potrafiła podtrzymać mnie na duchu. Rozmowy były bardzo uczuciowe, chciałem to przełożyć na świat realny co w końcu się udało.
W lipcu 2012 po niemal 2 latach spotkaliśmy się. Tak wiem po 2 latach! O zgrozo. Gdy ją zobaczyłem, bardzo sie ucieszyłem. Była przy kosci, jednak mnie to nie przeszkadzało, ale nie powiem abym był zauroczony, bardziej sie obawiałem co ona mysli o mnie skoro wiara we mnie jest taka niska. Poszlismy na kawę, usmiechalismy się do siebie. Czas na spacer, usiedlismy na ławce i ona przyblizyła sie do mnie i połozyła głowe na moim ramieniu, złapała mnie za rękę. Słoneczko na nas swieciło i tak trwaliśmy razem. Odrazy mówię, ze nie była to dla mnie komfortowa sytuacja, ale nie chciałem jej odtrącić. Następnie gdy poszlismy cos zjesc ona złapała mnie za rękę, co mnie trochę zaskoczyło byłem zdezorientowany ponieważ sam nie wiedziałem czy do konca tego chce czy nie. Bardziej mnie zalezło na rozmowie tego jak nasza znajomośc się rozwinie. choc z drugiej strony dawno nie byłem w zwiazku wiec potrzebowałem ciepła i bliskości. Po tym jak zjedliśmy, poszliśmy na ławkę, wtedy ją pocałowałem, zasmiała sie poniewaz moj zarost ją szczypał
i tak spędzaliśmy czas na pocałunkach. Nadszedł czas rozstania, pojechalimy na dworzec PKP, tam usiedlismy i znowy namietne pocałunki, z czego ona zapytała"Czy byłbym w stanie ją pokochać" Nic nie mówiłem, poprostu ją pocałowałem i dopowiedziałem " Czy to jest wystarczająca odpowiedz?" Przyjechał pociąg. Tylko się odwrociłem i zauwazyłem jaka smutna wychodziła z peronu. Ja tez w pociągu biłem sie z myslami całą drogę co to takiego było. Bolało mnie troche to, ze nic nie uzgodnilismy, ale pomyslałem skoro było tak cudownie moze znow sie spotkamy. Szczerze powiem nie była to jeszcze miłosc z mojej strony coś sie budowało, ale potrzebowałem na to czasu. W pociągu rowniez rozmawialimy o tym co sie wydarzyło. Wrociłem do domu i kolejny wieczór rozmów i jeszcze z rana.
W 2012 po tym spotkaniu namawiałem ją abysmy sie rowniez spotkali, wymysliłem wspolny sylwester 2012/2013 roku. Zgodziła sie, byłem szczesliwy ze spędzę z nią sylwester. Moje zadowolenie nie trwało zbyt długo kiedy kilka dni przed Nowym Rokiem powiedziała ze nie moze bo musi zostac z synem siostry. Bardzo sie wkurzyłem i nawet nie dzwoniłem na sylwestra. Po Nowym Roku cos mnie podkusiło z tęskonty i zadzwoniłem do niej. Znów zaczęliśmy rozmawiać, był rok 2013.
Rok 2013 zacząłem pracować. Cieszyła się, ze pracuje. Wciaz mowiłem jej duzo o Sobie, o swoich problemach w domu w pracy. Pamietalismy o naszych urodzinach, wysłała mi nawet upominek z dopiskiem "Twoja ....." Jednakze ja chciałem sie spotkać ale coś do tego spotkania nie mogło dojsc poniewaz ja pracowałem na weekendy i jakos nie moglismy sie razem dogadać. Jakos w lipcu 2013 roku odesłałem jej ten upominek włącznie z zyczeniami, nie chciałem tego skoro nie potrafiła się spotkać. Wiem, nie powinniem ale byłem tak zły ze ciągle to wymyslała mi nowe wymówki. Wierzyłem, ze jesli jej odesle to moze mi odda moj upominek i to bedzie pretekst do spotkania. Napisała mi ze nie muisiałem jej odsyłac prezentu na urodziny, odpisałem jej ze niech da komus kto bardziej zasługuje. Pomimo to dalej rozmawialimsy, postawiłem sprawo jasno albo sie spotkamy albo zakonczymy tą znajomość, ona stanowczo odparła ze ja widzę albo związek albo nic. Powiedziałem, ze nie zalezy mi na związku porostu chce sie spotkać i dogadac szczegółów czy warto to dalej ciągnąc czy nie. No i tak dalej to ciągnęliśmy bez przyszłości, wisieliśmy na telefonie.
W Listopadzie 2013 nie pisałem do niej, odpisała mnie wtedy " Czemu sie nie odzywam" napisałem "Przepraszam, ale chce byc sam".
Potrzebowałem chwili dla siebie. Po 2 tygodniach zatęskniłem i się odezwałem. Wtedy ona juz chyba zobojętniała - powiedziała ze juz nie czuje takiego natężenia tęsknoty co ja.Leży zapłakana, nie wiedziałem o co chodzi dokładnie. Nie chciałem jej stracic, mowiłem abysmy sie spotkali. Powiedziała czy "mimo wszystko chce utrzymywać kontakt" pewnie ze chciałem, ciezko było mnie sie z nią rozstać. choc nie spodziewałem się, nic do mnie czuje. Powiedziała mi rowniez, ze sie odchudza i zgubiła sporo kilo ok 20 kg. Co mnie trochę zaniepokoiło. Sylwester 2013/2014 nie wchodził w grę bo pracowałem, ale rozmawialiśmy w noc sylwestrową.
Rok 2014, ona 28 ja 29 lat. Strach pomysleć takie stare konie a dogadac sie nie potrafią.
Styczen 2014 był jakas inna jak gdyby zdystansowana.
Luty 204 odbieram telefon i mowi mi ze sie z kims spotyka. Ja "Ok to dobrze", chodzi z nim na kabarety na spacer. Odezwał się po 2 latach.Stwierdziła, ze woli miec coś pewnego na miejscu niż niepewnego na odległość. Mowila ze powinniem wiedziec, bolało mnie to,ze z kims na miejscu potrafiła pojsc na spacer spotkac sie a ze mną nie, chocby do głupiego kina, odległosc nie była dla mnie problemem. Dokonca jej nie wierzyłem. Miałem klapy na oczach nie widziałem tego. Postanowiłem ze bede walczył. Zblizały sie jej imieniny. Rano zadzwoniłem, niby ze ide do pracy (zawsze sie rano budzilimy)a tak naprawde przygotowałem się i pojechałem do niej samochodem.Ladnie ubrany pod krawatem (taką mam pracę) z różą. Miałem upominek - perfumy. Zaprakowałem pod jej miejscem pracy tuż obok jej samochodu i wyczekiwałem na nią, trochę zdenerwowany bo nie wiedziałem czego mogłem sie spodziewać, sądziłem, ze moze ją soba oczaruje
Gdy ona mnie zobaczyła uśmiechnęła się i powiedziała ze myslała z bede w pracy. Zrobiłem jej niespodziankę. Była strasznie szczupła, wyglądała inaczej. choc wygląd dla mnie nie miał znaczenia. Zapytałem moze nie słusznie czy rzeczywiscie jest ktos odpowiedziała ze tak. Pojechalismy na spacer, juz w jej samochodze mowiła mi "Nic Ci nie obiecywałam, myslałeś ze rzucę Ci sie w ramiona" W tedy poczułem sie na straconej pozycji, ale ok, poszlismy na spacer. Usiedlismy na ławce, przytuliłem sie do niej, powiedziałem, ze ładnie pachnie, odpowiedziała ze dostała perfumy od tamtego chłopaka, który jest o 5 lat starszy! No cóz wiedziałem, ze nie mam co liczyc, byłem frajerem który przejechał 170 km zeby to usłyszeć. Wrocilismy do samochodu i pojechalismy w miejsce gdzie stał moj samochod. Powiedziała, ze to nie to, ze zasługuje na kogos lepszego, chciałem ją ostatni raz pocałować, skiwnęła głową - bolało. Przytuliła mnie mowiac przepraszam! Wysiadłem na jakmis pustkowiu (miejsce pracy) samotny, ze zranionym sercem, chcoaiz czego sie spodziewałeś, głupku.
Wrociłem do osrodka noclegowego - aha czy mowiłem ze chciałem tam spędzic 2 dni ?
Musiałem odwołac rezerwacje. Zadzwoniłem do niej poszły straszne słowa, ze mnie tak potraktowała, wodziła za nos i ze nie chce jej znac. Całą noc nie spałem. Wrociłem do domu, jechając samochodem łzy nie przestawały kapać. Napisała mi abym bezpiecznie wrócił do domu ze życzy mi aby nikt więcej mnie tak nie potraktował - przykre.
Tak oto zostałem sam, bez wsparcia bez osoby, którą chciałem pokochać, bo była dla mnie spełnieniem marzeń ![]()
Teraz wyżalam swoje smutki nie jej jak to było dotychczas a piszę na forum ![]()
Nie mogę uwierzyć ze jej nie ma, tęsknie pomimo ze mnie tak potraktowała. Boli, ze podczas pierwszego spotkania zrobiła ten krok i zbliżyła się do mnie. Co chciała przez to osiągnąć ? Poczuć jak to jest być kogoś blisko ? Bo nigdy nie była ? Strasznie cierpie bo mówiłem jej o wszystkim o moich zwycięstwach i porażkach, słabościach kompleksach, myslałem, ze moge jej ufac, byc moze to sprawiło, ze ją to zmęczyło, tylko czemu nigdy nie powiedziała mi w czym jest problem. Z jednej strony mowiła ze nie chce mnie stracic a z drugiej ze nic nie czuje. Powiedziała, ze to nie to - czy to możliwe skoro raz sie tylko spotkaliśmy? Wątpię. Teraz zostałem sam z problemami bez poczucia wsparcia, braku zaufania. Co najgorsze zostałem tak zraniony, ze wątpie aby moja samoocena podniosła się z czasem. Ona być może jest szczęśliwe zakochana i układa sobie życie. Być moze 35 letni chłopak jest bardziej zaradny, zdrowy i na miejscu, i to jego może pokochać a nie mnie.....
Żałuję ze dałem się w to wciągnąć i wcześniej tego nie zakończyłem, może bym mniej cierpiał....