Witam wszystkich!
W październiku kończę 50 lat, jestem żoną, matką i babcią :). Właśnie wali mi się mój świat.
16 lat temu mój drugi mąż podjął decyzje, że jedzie do pracy za granicę. Nie sprzeciwiłam się uważając, że jeżeli nie pozwolę to może mieć pretensje że pozbawiłam go szansy na lepszą prace. Ponieważ kiedyś był problem z przekraczaniem granicy to widzieliśmy się 4 razy do roku. Wiosna i jesienią on przyjeżdżał do domu. Latem ja z 2 dzieci jechałam do Szwecji na wakacje do pracy. Pieniądze przeznaczałam na wyposażenie dzieci do szkoły i na uzupełnienie garderoby rosnącym małolatom. Zimą, jako nauczyciel miałam kilka dni wolnego, zaraz więc jak mogła to pakowałam walizki, świąteczny prowiant i jechałam do męża. Ostatni raz pojechałam do pracy latem jak mój mąż zainkasował moje wynagrodzenie i przeznaczył je bez uzgodnienia na cel przez siebie wyznaczony. Po latach zmieniły się zasady podróżowania, weszliśmy do UE i mój mąż przyjeżdżał do domu co miesiąc, a potem co tydzień. Niestety mąż nie rozumiał, że jest częściej w domu więc i moje oczekiwania się zmieniły. Nadal uważał, że przyjeżdża do domu pan, władca i należy mu się hołd. Nadmienię, że wiodąc żywot kawalera w Szwecji / nie złapałam go na zdradzie lub nie chciałam/ mój małżonek swobodnie tez się na ziemi ojczystej. Nie liczył się z moim zdaniem. Każde dokładanie się do budżetu domowego to awantura. Jego pieniądze są jego, moje są nasze. Wakacje to 13 razy Chorwacja- bo jemu się podoba. Moje zdanie się nigdy nie liczyło. On kupił- super, ja- takie sobie... zaczęłam go odbierać jako faceta z kompleksami, który nie może znieść jak ja odnoszę sukces. Zawsze mógł liczyć na moją pomoc. Dzieci dorosły a ja zaczęłam się rozwijać. Zrobiłam podyplomówkę i zaczęłam oprócz szkoły pracować z psami i dziećmi niepełnosprawnymi. Ludzie, psiaki bardzo mnie wciągnęły. Zaczęłam hodować psy z myślą doboru ich do pracy z osobami niepełnosprawnymi. Wiązało się to z kontaktami z ludźmi, wyjazdami na konferencje, szkolenie, zaczęłam wykładać na uczelni.... Hodowla i moja praca została doceniona, a moja osoba jest już rozpoznawalna w środowisku. Starałam się włączyć męża w moje hobby. Początkowo włączał się, tolerował, ale nie wytrwał. Kocha moje psy/ 2 berneńczyki i 5 cavalierów, które kupiłam i utrzymuję sama/ ale właśnie dostałam ultimatum. Żadnego więcej psa, zero pomocy z jego strony, rezygnacja z pracy z psami, stopniowa likwidacja hodowli....W zamian dyspozycyjność wobec męża, udział w jego planach, opieka nad teściową. Ja jako ja powoli zniknę... Jestem osoba aktywną i nie wyobrażam sobie siebie przed TV czekającą na pana i władcę. On zdaje sobie sprawę, że mam małe pole manewru. Mam swoje ukochane psy i muszę im zapewnić dach nad łbem.
Próbowałam rozmawiać, tłumaczyć jakie to dla mnie ważne, proponowałam kompromis-NIC. On zadecydował. Powoli przez te wszystkie lata, awantury, fochy i szantaże- miłość gdzieś wygasła. Teraz boję się, że go znienawidzę za to co mi robi. Może jestem egoistką, która realizuje swoje marzenia, ale nasze drogi chyba się rozeszły....
Szukam rozwiązania, jutro muszę sprawdzić swoje możliwości finansowe.
Podobne tematy
nie jesteś egoistką,dlaczego tak uważasz? masz prawo mieć swoje pasję,hobby i spełniać swoje marzenia
nie patrz na męża,pomyśl o sobie,masz zrezygnować ze wszystkiego po to aby skakać koło księcia i teściowej? nie daj się
Tłamsił Cię tyle lat, może już wystarczy? Może pora, żebyś zawalczyła o swoje szczęście?
Też tak sądzę, ale muszę mierzyć siły na zamiary. Sprawdziłam swoje możliwości finansowe.
Szukam możliwości wynajmu domu, pomagają mi przyjaciele. Jutro spotykam się z radcą prawnym w sprawie założenia własnej działalności i pozyskania funduszy.
Pan i władca szuka pretekstu do awantury. Nie daję się sprowokować. Poinformowałam go, że przystaję na jego warunki/ chwilowo nie mam innego wyjścia- moje kochane futra muszą mieć dom/.
On nie zdaje sobie sprawy z tego kto będzie sie opiekował jego mamusią jak on jest w Szwecji. Ale to już nie będzie mój problem ![]()
hej,hej
przeczytalam uwaznie Twoja historie.
Gratuluje Ci odnalezienia pasji w zyciu, to ogromnie cenne i nie tak czeste.
Wiesz, uderzylo mnie jedno zdanie "On nie zdaje sobie sprawy z tego kto będzie sie opiekował jego mamusią jak on jest w Szwecji."
To zdanie swiadczy o tym, ze nie rozmawiacie. A to nie dobrze.
hej,hej
przeczytalam uwaznie Twoja historie.
Gratuluje Ci odnalezienia pasji w zyciu, to ogromnie cenne i nie tak czeste.Wiesz, uderzylo mnie jedno zdanie "On nie zdaje sobie sprawy z tego kto będzie sie opiekował jego mamusią jak on jest w Szwecji."
To zdanie swiadczy o tym, ze nie rozmawiacie. A to nie dobrze.
Sonia ,a dlaczego Baja ma rozmawiac o opiece nad tesciowa,skoro jej maz nie potrafi rozmawiac z zona o wlasnych sprawach......przeciez ON zachowuje sie jak pan i wladca...znalam takie osoby , apodyktyczne,ktore nie znosily sprzeciwu,bo uwazaly ,ze maja monopol na cala prawde i g**o prawde,ale mialo byc tak jak ONI zadecyduja.
BAJA dobrze postapilas,bo zaczynasz walczyc o swoj los......jeszcze troche zycia przed Toba
powodzenia !!!!
Krys54
wiem, ze sa ludzie z ktorymi nie da rady rozmawiac.
Chcialam jednak zwrocic uwage, ze Baja ma problem...powazny problem, bo musi poszukac lokum. I to zawsze moze zrobic. Ale czasami warto wczesniej wykorzystac inne dostepne mozliwosci. Czasami warto uzmyslowic drugiej stronie co straci...moze facet nie widzi. Czasami warto pojsc droga negocjacji. I to chcialam pokazac swoim wpisem.