Życie w trójkącie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Życie w trójkącie

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 69 ]

Temat: Życie w trójkącie

Nie wiem czy historia niesamowita, ale może komuś pomoże, kogoś zainspiruje. Kogoś kto nie odnajduje się w tradycyjnym modelu relacji lub kto miał „nieszczęście” zakochać się, będąc w udanym związku.

Z góry przepraszam za elaborat, ale nigdy nie byłam za dobra w streszczeniach.

Z mężem jesteśmy razem od ponad 7 lat, ale pobraliśmy się stosunkowo niedawno. 7 lat temu poznaliśmy też S. To najlepszy przyjaciel męża, ale zawsze lubiliśmy spędzać czas we troje.

Pomimo świetnych kumpelskich relacji, pomiędzy mną a S. nigdy nie było żadnej chemii. Nie był w moim typie, zgrywał cynicznego podrywacza, co zawsze wyśmiewałam. Pocieszałam niejednokrotnie zakochane w nim dziewczyny, zastanawiając się „co one do cholery w nim widzą, skąd to powodzenie u kobiet?” Bo owszem, wzięcie ma spore, ale jak dotąd żadnej nie udało się go zatrzymać na dłużej.

Od jakiegoś czasu zdawało nam się, że S. robi do nas dziwne podchody. Jakieś niby niezobowiązujące rozmowy o trójkątach – co o tym sądzimy itp. Ciągle też szukał okazji, by spędzać z nami czas.

Upewniliśmy się w swoich podejrzeniach na jednej z imprez, ponad 2 lata temu. Przyszedł do nas ze swoją ówczesną dziewczyną. Gdy wszyscy popiliśmy, zaczął nas namawiać na jakieś grupowe zabawy. Do niczego nie doszło, ale sprowokował nas do rozmyślań o takich łóżkowych eksperymentach. Początkowo byliśmy na nie. Ja, wtedy jeszcze straszna zazdrośnica, na kobietę nie chciałam się zgodzić. Mąż za to, chociaż nie zazdrośnik, nie miał ochoty oglądać innego faceta w naszym łóżku.

Jakiś czas później, krótko przed naszym ślubem, odwiedziliśmy S. z naszą przyjaciółką. Wieczorem, po kilku drinkach, znów jakieś pijackie wygłupy, ale tym razem się nie wycofaliśmy. Zaczęło się od wspólnych tańców, pocałunków, a  skończyło na seksie w jednym łóżku. Ja z mężem, a S. obok z moją przyjaciółką. Rankiem sami się zdziwiliśmy, że nie było żadnej niezręcznej atmosfery. Pożartowaliśmy, pośmialiśmy się i tyle. Później jeszcze raz próbowaliśmy eksperymentować w tym składzie, tym razem z wymianą partnerów. Nie mogłam się jednak przemóc, chciało mi się śmiać, a w mojej głowie kołatała tylko jedna myśl „przecież to S.” Skończyło się więc na rozmowie i drapaniu po pleckach. Mąż odnalazł się w tej zamianie zdecydowanie lepiej, chociaż podobno też bez fajerwerków.

Po drugiej próbie przyjaciółka wypisała się z tego czworokąta i zdawać się mogło, że to koniec naszych przygód. Jednak parę tygodni później mąż przyznał się, że od tamtego czasu zupełnie inaczej patrzy na sprawę trójkąta z facetem. Okazało się, że widok mnie z innym wcale mu nie przeszkadza, a przeciwnie – może być nawet podniecający. Zaczął mnie namawiać, byśmy jeszcze kiedyś dali szansę S. Nie wiedziałam co z tym począć. Z jednej strony w fantazjach czasami pojawiały się takie wizje, ale co innego pomarzyć, a co innego rzeczywistość. Poza tym, wbrew pozorom, wcale nie jestem aż tak otwarta w sprawach seksu. Aby nawiązać intymną relację, potrzebuję czasu i więzi emocjonalnej. Nie przez przypadek mój pierwszy raz z S. nie doszedł do skutku.
W końcu, po urodzinach męża, zgodziłam się. Gdy impreza się skończyła, zaprosiliśmy S. do naszej sypialni. Nie wdając się w szczegóły – wszystko wyszło lepiej niż mogłam sobie wyśnić. Wcześniej w czworokącie byliśmy trochę spięci i dopiero we troje poczuliśmy się zupełnie swobodnie. Wszyscy byliśmy po tej nocy tak zachwyceni, że zaczęliśmy sypiać ze sobą regularnie.

Było to ponad rok temu. Od tego czasu nasza przyjaźń bardzo się umocniła – wspólne wakacje, spacery, rozmowy po świt. Zupełnie inny poziom zaufania, wzajemnej troski. Wow! W górach we troje na szlaku trzymaliśmy się za ręce i powtarzaliśmy jakie to szczęście, że mamy siebie. Żartobliwie nazywaliśmy go naszym chłopakiem. Zgodnie twierdziliśmy z mężem, że S. to kochanek idealny, bo zakochanie mu nie grozi, biorąc pod uwagę jego dotychczasowe przelotne związki i to, jak oschły i zdystansowany bywa na co dzień. Czułam się też spokojna o siebie, w końcu kochałam męża jak nikogo nigdy, byłam z nim przeszczęśliwa, a do tego S. nie był w moim guście, zarówno w kwestii wyglądu jak i charakteru. To dało mi złudne poczucie bezpieczeństwa.

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Życie w trójkącie


Odkąd zaczęliśmy razem sypiać, S. niemalże zamieszkał z nami (jest z innego miasta, ale częściej bywał u nas niż u siebie). Przez kolejne tygodnie poznaliśmy się bardziej, niż przez wcześniejsze parę lat. Wiecie jak to jest, na co dzień gada się zwykle o błahostkach, a po seksie… maski opadają. Wychodzą na wierzch głęboko skrywane tajemnice, tęsknoty, marzenia, lęki i słabości. Poznawałam jego przeszłość, historię która go ukształtowała i sprawiła, że zawsze trzymał gardę w relacjach międzyludzkich. Ciepło robiło mi się na sercu, gdy powtarzał nam, że w żadnym normalnym związku nie czuł tak szczęśliwy jak przy nas.

I w końcu poczułam, że może i jemu zakochanie nie grozi, ale cholera, mnie chyba jednak tak. Im bliżej go poznawałam, tym mocniejsza stawała się więź między nami. Każde kolejne zbliżenie było coraz intensywniejsze. Ku przestrodze – seks jest potężnym i niebezpiecznym narzędziem. Chemia w mózgu w końcu zaczęła robić swoje, co w połączeniu z umacniającą się przyjaźnią dało bardzo niebezpieczną mieszankę. Pamiętam dobrze tę noc, gdy spał obok nas wtulony w moje ramię, i gdy po raz pierwszy to poczułam. Przeraziło mnie to naprawdę mocno.

Kolejne dwa tygodnie on spędzał w swoim mieście, a ja rozmyślałam. Gdy znów przyjechał do nas, od razu zasiadłam z nim do poważnej rozmowy. Powiedziałam, że się jednak do takiego trójkąta nie nadaję, nie potrafię oddzielić sfery seksu od emocji i że zaczynam się zakochiwać. Wtedy on zakłopotany przyznał, że chciał z nami porozmawiać o tym samym – od jakiegoś czasu myślał, że jak ostatni idiota zakochuje się w żonie przyjaciela. Bez sensu i bez wzajemności.

Gdy tylko mąż wrócił do domu, zaczęliśmy rozmawiać we troje. Ta rozmowa rozpoczęła dość burzliwy okres w naszej znajomości. Mąż początkowo wkurzył się na nas: bo otwarcie związku miało być tylko na poziomie fizycznym i skoro nie umiemy wykluczyć z tego emocji, to było nie zaczynać. Pojawiło się też mnóstwo innych wątpliwości, ważenia interesów, rozmyślań o przyszłości, długich rozmów. Czy to uczucie jest niebezpieczne? Czy nie osłabi mojej miłości do męża? Czy da się wrócić do punktu wyjścia? Czy chcemy w ogóle wracać? Próbowaliśmy nawet nie spotykać się z S., ale skończyło się na tym, że oboje okropnie za nim tęskniliśmy. To najbliższa osoba w naszym życiu. On też nie mógł bez nas wytrzymać – powiedział, że możemy już nigdy więcej z nim nie spać, bylebyśmy tylko nie skreślali go z naszego życia. Że niczego nie spierdoli, nie będzie próbował, że ta przyjaźń to najcenniejsze co ma w życiu. Więc próbowaliśmy wrócić na start, spotykaliśmy się z nim, ale już nie chodziliśmy z nim do łóżka.

Pomimo to, sam regularny kontakt z nim wystarczał, by uczucie rosło i nie dawało się zdławić. W końcu dotarło do mnie, że kocham go. I to w nietypowy sposób – bo wcale nie czułam motylków, nie patrzyłam na niego przez różowe okulary. Pokochałam go pomimo dostrzeganych wciąż wad. Zaakceptowałam go w pełni od początku do końca i mimo tej całej pokręconej sytuacji byłam pewna swoich uczuć. Paradoksalnie uspokoiłam się dzięki temu. Wcześniej bałam się, że jeśli pokocham S., to moje uczucie do męża ucierpi na tym. Osłabnie, zmarginalizuje się, może nawet zniknie. A tu nic z tych rzeczy.  Ani przez moment nie zwątpiłam, że chcę z mężem być, że wciąż kocham go tak samo jak wcześniej. A nawet mocniej, za to że pozwolił nam zbudować coś tak niesamowitego.
W podobnym czasie S. przyznał się nam, że też czuje to samo. Był sam w szoku, bo nigdy wcześniej nie kochał nikogo, nie układało mu się w żadnym związku, a nagle zaczął odkrywać w sobie pokłady tych nieznanych uczuć z niesamowitą intensywnością. Mówił, że przy nas czuje się szczęśliwy jak nigdy z nikim. Nauczył się kochać i sam czuje się kochany.

Było więc jasne, że miłość będzie trwała, jeżeli dalej będzie naszym przyjacielem. Co więc z tym począć? Zerwać kontakt zupełnie? Przez długi czas myślałam, że to najlepsze wyjście – też dla dobra S. Co bowiem możemy mu dać? Pozwalamy angażować się w coś, co przecież nie może mieć przyszłości. Nawet teraźniejszość ma tylko na pół gwizdka. O tym ani S., ani mój mąż nie chcieli nawet słyszeć. Mąż stwierdził, że nie chce stracić przyjaciela, że sam jest współwinny całej sytuacji i razem musimy znaleźć z niej jakieś wyjście. Zapytaliśmy S. czego on oczekuje. On stwierdził, że chce być przy nas tak długo, jak tylko mu pozwolimy. Jesteśmy dla niego najważniejsi, więc się dostosuje do naszej decyzji, ale sam najbardziej chciałby… być z nami. Zbudować związek we troje.

Rozmyślaliśmy nad tym i mąż nieoczekiwanie dla mnie przyznał, że w zasadzie nigdy nie czuł zazdrości o nas, a czasem jedynie zazdrość, że „kradnę mu” najlepszego przyjaciela. I ewentualnie o nasze szczęście, gdy widział jak cudownie się ze sobą czujemy, jak wspaniale się dogadujemy, jak doskonale bawiliśmy się ze sobą w łóżku. I nie chce nas unieszczęśliwiać zabierając to wszystko. Przyznał jednak, że chciałby też mieć podobnie, ale do tego musiałabym zmienić swoje podejście. Jak wspominałam, byłam straszną zazdrośnicą, więc wcześniej mocno strzegłam swojego „terytorium”.
W końcu jednak postanowiliśmy spróbować.

Znów zaczęliśmy ze sobą sypiać, spotykać się regularnie i w zasadzie robić wspólnie wszystko to, co robią pary – tylko, że we troje. Na początku tego roku S. przeprowadził się do naszego miasta.  Jeździmy razem na urlopy, chodzimy na randki, do kina, na kolację, tańce. Dzielimy się obowiązkami, opiekujemy się sobą w chorobie, kochamy się. Jesteśmy dla siebie bardzo ważni i chcemy dla siebie jak najlepiej.

Jednakże w zamian (tak Excop, oto Twoje „coś za coś”) zaczęliśmy też szukać „dziewczyny” dla mojego męża. Początkowo był we mnie jeszcze opór. Wyrzucałam mężowi, że być może zrobił wszystko z wyrachowania, że „wpakował” nam S. do łóżka, bym później czuła się w obowiązku się zgodzić na inne kobiety. Nagle jednak te wszystkie myśli wydały mi się śmieszne. Nasza miłość przetrwała taki emocjonalny huragan, więc może przetrwać wszystko. Zaczęłam zgłębiać lektury dotyczące poliamorii, otwartych związków, radzenia sobie z zazdrością.

Ostatecznie znalazła się wesoła blondynka z jego byłej pracy. Spotykamy się czasem w „podgrupach” – ja z S. na romantycznej kolacji, a mąż ze swoją „dziewczyną” na szybki numerek. Dobrze się dobrali, bo po prostu lubią seks, bez zbędnych ceregieli i nadmiaru czułości. Na razie taki układ wszystkich zadowala i może śmiesznie to zabrzmi, ale nawet polubiłam kochankę męża. Nie jest to co prawda materiał na wielką przyjaźń, ale czasami wyskoczymy gdzieś towarzysko we czwórkę.

Jak widać, trochę trwało, zanim się dotarliśmy i wymagało wielu kompromisów. W końcu jednak udało nam się poukładać naszą relację tak, by nikt nie czuł się pokrzywdzony. Ja mam dwóch mężczyzn, których kocham i przy których czuje się najszczęśliwsza na świecie. Jesteśmy do tego najlepszymi przyjaciółmi. W końcu uwolniłam się też od uczucia zazdrości, co naprawdę zbawiennie podziałało na mój stosunek do siebie i do męża.

Życie we troje jest z jednej strony łatwiejsze: dwa razy więcej rąk do pomocy, podwójne wsparcie, dużo dobrej zabawy, także w łóżku. Poza tym S. i mój mąż doskonale się uzupełniają, bo mają zupełnie odmienne charaktery. S. jest ugodowy i zawsze potrafi załagodzić spory pomiędzy mną i mężem. Są jednak także minusy: trudniej wypracować wspólne stanowisko. Nawet w takich błahostkach: co na obiad, gdzie na urlop. Do tego, może Panie zrozumieją, jak się spędza za dużo czasu w towarzystwie dwóch facetów, to naprawdę można mieć czasem dosyć. Meczyki, piwko, rubaszne żarty. Czasem naprawdę i mnie brakuje „czwartej” dla przeciwwagi. No ale niestety nie łatwo nam znaleźć tolerancyjną koleżankę. Dlatego też (i to kolejny z minusów), ukrywamy naszą relację przed większością znajomych i rodziny, bo niektóre reakcje bywają naprawdę przykre.

Ja i S. mamy po 30 lat, mąż jest od nas trochę młodszy.

3

Odp: Życie w trójkącie

Naprawdę ciakawa historia... Wszyscy szczęśliwi, seks aż kipi ze wspólnego łożka, można się zachwycić ogólnym romantyzmem i innymi emocjami.... Tylko jakoś problemu nie widzę? ... O co chciałaś zapytać?

Reklama

4

Odp: Życie w trójkącie
Salomonka napisał/a:

Naprawdę ciakawa historia... Wszyscy szczęśliwi, seks aż kipi ze wspólnego łożka, można się zachwycić ogólnym romantyzmem i innymi emocjami.... Tylko jakoś problemu nie widzę? ... O co chciałaś zapytać?

Absolutnie o nic wink Po prostu w innych tematach pojawiały się strzępy mojej historii i zaciekawionym osobom obiecałam założyć osobny wątek ze swoją opowieścią.

5

Odp: Życie w trójkącie

Ciekawa jestem co zrobisz, jak zajdziesz w ciążę z S. Albo jak on lub twoj mąż przywlecze ci jakąś chorobę. Takie życie jest ryzykowne.
A co gdy mąż się zakocha? Gdy zakocha się tak, ze zostawi ciebie? S ci wystarczy? Masakra

Reklama

6

Odp: Życie w trójkącie

Póki wszystkim pasuje taki układ to życzę wam najlepszego.

Dzieci zamierzacie mieć ? Jeśli tak to któremu urodzisz ? Pewnie po jednym każdemu.

Mimo wszystko faktycznie takie rozwiązanie jest dostępne dla niewielu. To już mój romans przy tym wydaje mi się być normalnoscia.

7

Odp: Życie w trójkącie
Katarzynka88 napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Naprawdę ciakawa historia... Wszyscy szczęśliwi, seks aż kipi ze wspólnego łożka, można się zachwycić ogólnym romantyzmem i innymi emocjami.... Tylko jakoś problemu nie widzę? ... O co chciałaś zapytać?

Absolutnie o nic wink Po prostu w innych tematach pojawiały się strzępy mojej historii i zaciekawionym osobom obiecałam założyć osobny wątek ze swoją opowieścią.


Aha....

8

Odp: Życie w trójkącie

Ja bym tak nie mogła, ale skoro Wam to pasuje i nikogo nie krzywdzicie, to dlaczego nie.

Zastanawiam się tylko, co będzie, gdy pojawią siedzi, lub, gdy któreś z Was zacznie mieć dość takiego układu.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

9 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2018-07-10 18:41:32)

Odp: Życie w trójkącie
Cyngli napisał/a:

Ja bym tak nie mogła, ale skoro Wam to pasuje i nikogo nie krzywdzicie, to dlaczego nie.

Zastanawiam się tylko, co będzie, gdy pojawią siedzi, lub, gdy któreś z Was zacznie mieć dość takiego układu.


Nie, no.... układ zawsze można zmienić. Preferencje zostają w człowieku, pewne nawyki, maniery, przyzwyczajenia na przykład.  Z nimi, obudzonymi predyspozycjami znaczy, trudno już w życiu wziąć rozbrat, ale układ? To z pewnością, da się zaktualizować. Fajne życie, nie ma co dyskutować. Na nudę na pewno nie będziesz narzekać Katarzynka smile

10

Odp: Życie w trójkącie
samotnax4 napisał/a:

Ciekawa jestem co zrobisz, jak zajdziesz w ciążę z S.

Nad tym rozmyślałam niejednokrotnie. Mąż jednak macha na to ręką i jedyny problem widzi w tym, że jak wyskoczy nam kopia kolegi to dziadkowie się pokapują (mąż to ciemnooki brunet, a S. niebieskooki blondyn) big_smile Uważa, że wychowałby to dziecko jak własne, a instytucja wujka S. i tak będzie w naszym życiu funkcjonowała, niezależnie od tego kto je spłodzi.

samotnax4 napisał/a:

Albo jak on lub twoj mąż przywlecze ci jakąś chorobę. Takie życie jest ryzykowne.

Żeby nam przywlec chorobe, S. musiałby sypiać z innymi. A ten jak na złość się uparł, że będzie nam wierny. Z mężem go namawiamy, by szukał kobiety (z troski o niego), bo zasłużył, aby mieć kogoś, kto będzie mu w stanie poświęcić cały swój czas. Ten jednak się po raz pierwszy zakochał i na chwilę obecną ani w głowie mu inne romanse. A kochanka męża też nie została wybrana przypadkowo, niemniej nie jesteśmy głupi i na szczęście wiemy do czego służy prezerwatywa.

samotnax4 napisał/a:

A co gdy mąż się zakocha? Gdy zakocha się tak, ze zostawi ciebie? S ci wystarczy? Masakra

Postaram się być na tyle silna, by mu życzyć szczęścia. To dla mnie ważne, że jesteśmy razem, bo chcemy, a nie bo musimy. Zresztą, jak pokazują historie na tym forum, żaden ślub i żadne zakazy nie są w stanie zabezpieczyć nas przed rozstaniem, zdradą, zakochaniem. Ważne by wiedzieć, dlaczego jesteśmy razem i by z powodu motylków nie kwestionować od razu wspólnej przyszłości.

11 Ostatnio edytowany przez Katarzynka88 (2018-07-10 19:51:08)

Odp: Życie w trójkącie
Cyngli napisał/a:

J co będzie, gdy któreś z Was zacznie mieć dość takiego układu.

Cóż, to samo pytanie dotyczy każdego związku. Nie znam recepty na wieczność jakiejkolwiek relacji.

HrefiDzieci na razie nie planujemy, ale pewnie ich pojawienie się też zmusi nas do przemeblowania.

Salomonka dziękuję za miłe słowa smile

12 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2018-07-10 18:48:18)

Odp: Życie w trójkącie

Ależ proszę bardzo smile W końcu jestesmy tu po to, aby się wspierać smile

Miłego, słodkiego życia smile

13

Odp: Życie w trójkącie

A co, gdyby S. stwierdził, że chce być ojcem dla dziecka? To bardziej skomplikowane, niż się wydaje.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

14

Odp: Życie w trójkącie

Cyngli, z pewnością masz rację. Na razie dziecka nie planujemy, ale wiadomo, zdarzają się w życiu nieprzewidziane sytuacje. Sama akurat tym tematem martwię się często i próbuję o tym z nimi rozmawiać. Oni jednak zazwyczaj tylko się ze mnie śmieją, że wiecznie szukam problemów nim się pojawią.

Zaczęłam nawet czytać o macierzyństwie w poliamorycznych związkach i zdziwiłabyś się jak ludzie sobie umieją z tym radzić i ile jest szczęśliwych wielkich rodzin. Pewnie zrobilibyśmy wszystko dla dobra dziecka i priorytetem byłoby rozstrzygnąć: co to dobro oznacza.

15 Ostatnio edytowany przez adiaphora (2018-07-10 20:00:29)

Odp: Życie w trójkącie

wydaje mi się, że jak najbardziej można funkcjonować w takim trojkącie, gdy się kocha. Nie ma sensu wybierać pomiędzy jedną milością a drugą, skoro można mieć obie i wszyscy się zgadzają na taki związek. Niestety większość ludzi nie akceptuje poliamorii uważając, że można kochać na raz tylko jedną osobę, z czym się nie zgadzam. W końcu mając kilkoro dzieci jakoś możemy kochać je wszystkie i nikt nie kwestionuje tego a w przypadku doroslych ludzi jest już nieeemooożliwe. Albo - albo.
Fajnie Katrzynka, że podzielilaś się swoją historią, zapewne wielu przeczyta ją z wypiekami na twarzy, inni się oburzą, a jeszcze innym pomoże zrozumieć ich własne obawy i wątpliwości.
Zastanawiam się, czy ja bym mogla funkcjonować w takim związku. Pewnie byłoby ciężko, zwlaszcza, gdyby to była kobieta wink Ale wychodzę z zalożenia, że lepiej dzielić się tortem z innymi niż jeść gowno samemu wink wiec wolalabym dzielić się swoim ukochanym z inną kobietą niż go stracić. Z dwoma męzczyznami z kolei było mi łatwiej, ale co mój na to? Myślę, że dogadalibyśmy się jednak. Jest raczej otwartym człowiekiem. Na razie jednak nie musimy się o tym przekonywać, ale kto wie co życie przyniesie? wink

16 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-07-10 20:23:52)

Odp: Życie w trójkącie

Hmm.. Ja tu niestety żadnego trójkąta nie widzę- fakt że z matmy słaba byłam..
Widzę najpierw 2 pary, które się zabawiają- tylko seks.. Potem Pana zafascynowanego nową Panią i Vice Versa, przy akceptacji męża.
Potem relacja dwójki się zacieśnia, mąż się wkurza, znajdują mu koleżankę do pocieszenia.. Ale nie jest idealnie szukają dalej..nawet tu na nk jest ogłoszenie..
Nie widzę wartości dodanej dla małżeństwa, chyba że oszczędność w wydatkach na hotel..
Czy Panowie są bi? I jakoś trudno mi uwierzyć, ze S mając taki temperament ogranicza się do Waszego łóżka.

"Jesteś przyjacielem, ponieważ jesteś węzłem, który łączy, lecz nie zniewala. Przyjacielem, ponieważ jesteś podmuchem, który uspokaja, lecz nie usypia. Przyjacielem, ponieważ jesteś bratem, który poprawia, lecz nie upokarza. Przyjacielem, ponieważ jesteś wzrokiem, który śledzi, lecz nie osądza. Przyjacielem, ponieważ jesteś ręką, która prowadzi, lecz nie ciągnie na siłę. "

17

Odp: Życie w trójkącie

Dwoje ludzi, mąż i żona -- to jest trudne życie. Trudniejsze niż życie samemu. Jak pojawią się dzieci, to trudność rośnie jeszcze bardziej i bardziej. A jeśli to ma być trójka osób... hmm... to organizacja życia jeszcze trudniejsza. Czyli pierwszym zagrożeniem jest zwykłe życie.

Drugim zagrożeniem jest zdrada. Któryś z Panów będzie chciał seksu z inną kobietą. Albo ktoś się zakocha poza tym trójkątem. Czyli takie same problemy jak w standardowych małżeństwach.

Wydaje się, że fajnie byłoby razem żyć z ukochaną osobą, ale w związku, który nie wymaga wyłączności -- ani seksualnej ani uczuciowej. Zakochania przechodzą, a seks to tylko zabawa.

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości.

18 Ostatnio edytowany przez Katarzynka88 (2018-07-10 21:49:55)

Odp: Życie w trójkącie

Ela210, być może nie do końca foremny, ale jednak trójkąt, bo czas w łóżku i poza nim spędzamy głównie we troje. Mąż jest hetero, a S., hmm... elastyczny. Nie ma pomiędzy nimi większych fizycznych interakcji, ale zdarza się im okazywanie czy deklarowanie miłości (takiej przyjacielskiej). Zdecydowanie częściej ze strony S., bo jak już wspominałam, mąż jest dość chłodny i reaguje raczej zakłopotaniem w stylu "no dobra już dobra, też cię kocham, spadaj."

jakoś trudno mi uwierzyć, ze S mając taki temperament ogranicza się do Waszego łóżka.

Ale my tego wcale od niego nie wymagamy. To on się upiera przy wierności. No cóż, może z czasem zmieni zdanie. Sama się zdziwiłam, bo miałam go właśnie za podrywacza, lubiącego łatwy seks. Pozory jednak mylą, ale to kolejna długa historia, której chyba nie warto przytaczać, bo przecież możesz wierzyć w to, co zechcesz smile

Czy wartość dodana jest? Nie mnie oceniać, ale skoro nabroiliśmy i "mleko się rozlało", to trzeba było to jakoś uporządkować. Gdy pytam chłopaków, czy zmieniliby cokolwiek mogąc cofnąć czas, bez wahania odpowiadają, że nie.

adiaphora dzięki za ten głos. Fajne porównanie z kilkorgiem dzieci. Kto wie, czy wierzyłabym w poliamorię, gdyby mnie samej to nie trafiło.

19 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-07-10 23:17:56)

Odp: Życie w trójkącie

No widzisz, a Ty chcesz we dwoje z S.. I uparcie szukasz przyjaciółki dla męża.. A S.. pewnie niechętnie, bo On kocha męża w ten sposób też.
Wg mnie Twój mąż też jest Bi.. a Ty jesteś umieszczona w tym układzie.. tyle komplikacji pod jednym dachem..

"Jesteś przyjacielem, ponieważ jesteś węzłem, który łączy, lecz nie zniewala. Przyjacielem, ponieważ jesteś podmuchem, który uspokaja, lecz nie usypia. Przyjacielem, ponieważ jesteś bratem, który poprawia, lecz nie upokarza. Przyjacielem, ponieważ jesteś wzrokiem, który śledzi, lecz nie osądza. Przyjacielem, ponieważ jesteś ręką, która prowadzi, lecz nie ciągnie na siłę. "

20

Odp: Życie w trójkącie

Ela, dzięki za opinię. Niemniej oceny ocenami, ale proszę nie zmieniaj faktów. Nie szukam uparcie przyjaciółki "dla męża". Jak pisałam, to mąż chciał kogoś dla wyrównania proporcji. Jest na ten moment wspomniana blondyna, ale nie wykluczamy, że kiedyś zastąpi ją ktoś inny. Nie mamy z nią głębszej relacji, bo też nie do końca odpowiada nam charakterologicznie. Ja zaś, przyznaję, szukam przyjaciółki, jednak dla siebie. Takiej która będzie akceptowała mój związek, której będę mogła się wygadać z naszych problemów (owszem, też swoje mamy). Jeżeli przy okazji zechce się zaprzyjaźnić z moimi Panami, to będzie to miły dodatek, wyjść czasem gdzieś we czworo. W hotelach/restauracjach dziwnie patrzą na nasze romantyczne wypady "we troje" wink

tyle komplikacji pod jednym dachem..

Oj tak, bywa ich sporo, ale akurat to o czym piszesz snu z powiek mi nie spędza. Przeciwnie, myślę nawet, że gdyby obaj byli biseksualni, mogłoby to wiele pomiędzy nami uprościć. Ale w tych sprawach nie da się ot tak, na życzenie...

21

Odp: Życie w trójkącie

Fajny układ, aczkolwiek na pewno nie dla każdego. Wam wyszło i można tylko pozazdrościć.

22 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-07-11 11:11:32)

Odp: Życie w trójkącie

Nie zrozumiałyśmy się. Jedyną rozbieżność którą tu mamy to że Ty twierdzisz, że to harmonijny trójkąt, a dążenie jest cały czas do czworokąta.
Raz piszesz- że mąż się zdenerwował, potem że super było w czworokącie z blondynką, potem że blondynka wam nie odpowiadała, potem że sama się wypisała.. I było wreszcie super w trójkącie, a za chwilę, że szukacie przyjaciółki jednak.. Może to moje rozczarowanie bo w temacie Hipokryty sugerowałaś, że można żyć wspólnie w trójkącie z mężem i kochankiem w harmonii tongue .. No nie widzę tu stabilnego trójkąta. Ale jak Ty widzisz Ok.
W sumie nie zastanawiałam się głębiej nad tematem. smile
Ale też nie widzę bym tu coś nadpisała, jeśli chodzi o fakty.

"Jesteś przyjacielem, ponieważ jesteś węzłem, który łączy, lecz nie zniewala. Przyjacielem, ponieważ jesteś podmuchem, który uspokaja, lecz nie usypia. Przyjacielem, ponieważ jesteś bratem, który poprawia, lecz nie upokarza. Przyjacielem, ponieważ jesteś wzrokiem, który śledzi, lecz nie osądza. Przyjacielem, ponieważ jesteś ręką, która prowadzi, lecz nie ciągnie na siłę. "

23

Odp: Życie w trójkącie

Ela, łooojesu, ale pomieszanie. Starałam sie pisać chronologicznie i w miarę czytelnie, ale ok, wpis jest dość długi i można się zagubic. Po kolei:
1) zaczęliśmy od eksperymentu, czworokata z moją koleżanką która wypisała się po 2 próbach,
2) jakiś czas później zaczęliśmy regularnie sypiać we troje, co po różnych turbulencjach przerodziło się w związek,
3) blondynka znalazła się później, to inna dziewczyna od tej pierwszej i jest niejako obok naszego trójkąta,
4) nie wykluczamy że kiedyś zastąpi ją ktoś inny i może stworzymy czworokat, ale nic na siłę. I tak, trójkąt jest super wink

24 Ostatnio edytowany przez Excop (2018-07-11 22:25:44)

Odp: Życie w trójkącie

Nie rozumiem tego. Choć owszem, jako kochanek, miałem ciągoty do 2K i ja, ale nie doszło do tego w sumie. Bo "ona" zazdrosna była.
Jako mąż, czy partner, nigdy bym się na coś takiego nie zgodził z kolei. W żadnej konfiguracji. To moje zdanie tylko, oczywiście. Bo szef stada jest tylko jeden, jeśli o samca chodzi. Co zwolennicy "natury" i naszego pochodzenia odzwierzęcego, często podkreślają, że każe im to bzykać wszystko, ale samemu tylko, a nie, z "przyjaźni" lub desperacji, oddawać pole innemu by miał dostęp do mojej samicy. smile
Cóż, każdy sobie ściele, jak potrafi. Albo inni mu pokażą w końcu, jak to należy robić, by w barłogu się nie obudzić pewnego dnia.
I tego drugiego, nie życzę, droga Katarzynko. Ani Tobie, a tym bardziej, Twojemu mężowi. smile

facet po przejściach

25

Odp: Życie w trójkącie

Popieram i życzę aby Wam się udało długo żyć w szczęściu. Po prostu Ci zazdroszczę odwagi, wyzwolenia...
Żałuję, że mnie to nie spotkało dawno temu zamiast rozterek, okropnych dramatów rozstań i powrotów i miotania się pomiędzy dwoma mężczyznami, których jednocześnie kochałam (a oni mnie).
Teraz jednak, w bardzo dojrzałym życiu u progu starości, gdybym ja i moi bliscy potrafili przełamać bariery psychologiczne, społeczne, religijne..., wolałabym do trójkąta kobietę. Większe urozmaicenie erotyczne, a poza tym pomoc w prowadzeniu domu i przyjaciółka obok.
Biorąc pod uwagę przewagę kobiet nad mężczyznami - przynajmniej w dużych miastach - to trójkąty mogłaby rozwiązać problem, również niżu demograficznego smile

There are more things in heaven and earth, Horatio,
Than are dreamt of in your philosophy.

26 Ostatnio edytowany przez Katarzynka88 (2018-07-15 17:40:26)

Odp: Życie w trójkącie
Excop napisał/a:

Nie rozumiem tego. Choć owszem, jako kochanek, miałem ciągoty do 2K i ja, ale nie doszło do tego w sumie. Bo "ona" zazdrosna była.
Jako mąż, czy partner, nigdy bym się na coś takiego nie zgodził z kolei. W żadnej konfiguracji. To moje zdanie tylko, oczywiście. Bo szef stada jest tylko jeden, jeśli o samca chodzi. Co zwolennicy "natury" i naszego pochodzenia odzwierzęcego, często podkreślają, że każe im to bzykać wszystko, ale samemu tylko, a nie, z "przyjaźni" lub desperacji, oddawać pole innemu by miał dostęp do mojej samicy. smile
Cóż, każdy sobie ściele, jak potrafi. Albo inni mu pokażą w końcu, jak to należy robić, by w barłogu się nie obudzić pewnego dnia.
I tego drugiego, nie życzę, droga Katarzynko. Ani Tobie, a tym bardziej, Twojemu mężowi. smile

Nawet jeśli taka jest „natura”, to jesteśmy ludźmi i mamy zdolność ujarzmiania instynktów. To nas wyróżnia spośród innych zwierząt. Chociaż akurat zazdrość nigdy nie leżała w naturze mojego męża, więc wielkiego ujarzmiania nie było. Oboje mamy dużo niezależności, partnerskie relacje i nie traktujemy się wzajem jak trofea na półce.

„Dostęp do samicy”, jak to czarująco ująłeś, zainicjował sam mąż z własnej ciekawości. A wybór padł naturalnie na przyjaciela, zaufanego i chętnego. Z czasem pojawiły się silne uczucia, a wraz z nimi dopiero ważenie interesów i próby ich pogodzenia (w imię przyjaźni, miłości). Długo szukaliśmy rozwiązania, które uszczęśliwia nas wszystkich i obecne wygrało. Niemniej dziękuję, że mimo braku zrozumienia, nie życzysz nam źle.

Można nas nie rozumieć, potępiać, bierzemy to „na klatę”. Rozbraja mnie tylko krytyka ze strony osób, które same np. nałogowo zdradzają swoich partnerów, porzucają ich dla spróbowania czegoś nowego, by później powrócić z „czystym sumieniem”, ew. zmieniają partnerów jak rękawiczki w pogoni za nowymi doznaniami. Może i takie zachowania są bliższe „naturze” o jakiej piszesz, ale zdecydowanie dalsze mojemu sumieniu.

Niezwykła, dziękuję za ciepłe słowa. Co do odwagi, wcale się tak nie czuję. Ciężko mi było nawet przed sobą przyznać, że chciałabym tak żyć. Większość rodziny i przyjaciół nadal nie wie. Zabieramy S. praktycznie wszędzie, w tym na obiady do rodziców, ale dla nich to po prostu „przyjaciel rodziny”. Może kiedyś przełamiemy się zupełnie, a może sytuacja sama nas zmusi.

Co do trójkąta z kobietą, są dni gdy doskonale rozumiem Twoje słowa. Może i na urozmaicenia erotyczne nie narzekam, ale pomocy w domu i przyjaciółki czasami brak. Faceci się ze sobą bardzo solidaryzują, mają swoje męskie sprawy, tematy i pasje. Są dni gdy przydałaby się towarzyszka na froncie dla złagodzenia obyczajów wink

Ciekawa jestem jak ostatecznie skończyła się Twoja historia. Wybrałaś jednego z nich? A może żadnego?

27 Ostatnio edytowany przez wilczysko (2018-07-15 22:53:40)

Odp: Życie w trójkącie
Katarzynka88 napisał/a:
Excop napisał/a:

Nie rozumiem tego. Choć owszem, jako kochanek, miałem ciągoty do 2K i ja, ale nie doszło do tego w sumie. Bo "ona" zazdrosna była.
Jako mąż, czy partner, nigdy bym się na coś takiego nie zgodził z kolei. W żadnej konfiguracji. To moje zdanie tylko, oczywiście. Bo szef stada jest tylko jeden, jeśli o samca chodzi. Co zwolennicy "natury" i naszego pochodzenia odzwierzęcego, często podkreślają, że każe im to bzykać wszystko, ale samemu tylko, a nie, z "przyjaźni" lub desperacji, oddawać pole innemu by miał dostęp do mojej samicy. smile
Cóż, każdy sobie ściele, jak potrafi. Albo inni mu pokażą w końcu, jak to należy robić, by w barłogu się nie obudzić pewnego dnia.
I tego drugiego, nie życzę, droga Katarzynko. Ani Tobie, a tym bardziej, Twojemu mężowi. smile

Nawet jeśli taka jest „natura”, to jesteśmy ludźmi i mamy zdolność ujarzmiania instynktów. To nas wyróżnia spośród innych zwierząt. Chociaż akurat zazdrość nigdy nie leżała w naturze mojego męża, więc wielkiego ujarzmiania nie było. Oboje mamy dużo niezależności, partnerskie relacje i nie traktujemy się wzajem jak trofea na półce.

„Dostęp do samicy”, jak to czarująco ująłeś, zainicjował sam mąż z własnej ciekawości. A wybór padł naturalnie na przyjaciela, zaufanego i chętnego. Z czasem pojawiły się silne uczucia, a wraz z nimi dopiero ważenie interesów i próby ich pogodzenia (w imię przyjaźni, miłości). Długo szukaliśmy rozwiązania, które uszczęśliwia nas wszystkich i obecne wygrało. Niemniej dziękuję, że mimo braku zrozumienia, nie życzysz nam źle.

Można nas nie rozumieć, potępiać, bierzemy to „na klatę”. Rozbraja mnie tylko krytyka ze strony osób, które same np. nałogowo zdradzają swoich partnerów, porzucają ich dla spróbowania czegoś nowego, by później powrócić z „czystym sumieniem”, ew. zmieniają partnerów jak rękawiczki w pogoni za nowymi doznaniami. Może i takie zachowania są bliższe „naturze” o jakiej piszesz, ale zdecydowanie dalsze mojemu sumieniu.

Niezwykła, dziękuję za ciepłe słowa. Co do odwagi, wcale się tak nie czuję. Ciężko mi było nawet przed sobą przyznać, że chciałabym tak żyć. Większość rodziny i przyjaciół nadal nie wie. Zabieramy S. praktycznie wszędzie, w tym na obiady do rodziców, ale dla nich to po prostu „przyjaciel rodziny”. Może kiedyś przełamiemy się zupełnie, a może sytuacja sama nas zmusi.

Co do trójkąta z kobietą, są dni gdy doskonale rozumiem Twoje słowa. Może i na urozmaicenia erotyczne nie narzekam, ale pomocy w domu i przyjaciółki czasami brak. Faceci się ze sobą bardzo solidaryzują, mają swoje męskie sprawy, tematy i pasje. Są dni gdy przydałaby się towarzyszka na froncie dla złagodzenia obyczajów wink

Ciekawa jestem jak ostatecznie skończyła się Twoja historia. Wybrałaś jednego z nich? A może żadnego?

Nawet się nie wygłupiajcie z jakimś coming outem wśród rodziny, albo znajomych. Mało kto Was zrozumie, a większość potępi. Poza tym staniecie się źródłem plotek. Szkoda nerwów. Jesteście dorośli i nie musicie się nikomu tłumaczyć.

28 Ostatnio edytowany przez Excop (2018-07-15 23:23:27)

Odp: Życie w trójkącie
Katarzynka88 napisał/a:

Nawet jeśli taka jest „natura”, to jesteśmy ludźmi i mamy zdolność ujarzmiania instynktów. To nas wyróżnia spośród innych zwierząt. Chociaż akurat zazdrość nigdy nie leżała w naturze mojego męża, więc wielkiego ujarzmiania nie było. Oboje mamy dużo niezależności, partnerskie relacje i nie traktujemy się wzajem jak trofea na półce.

„Dostęp do samicy”, jak to czarująco ująłeś, zainicjował sam mąż z własnej ciekawości. A wybór padł naturalnie na przyjaciela, zaufanego i chętnego. Z czasem pojawiły się silne uczucia, a wraz z nimi dopiero ważenie interesów i próby ich pogodzenia (w imię przyjaźni, miłości). Długo szukaliśmy rozwiązania, które uszczęśliwia nas wszystkich i obecne wygrało. Niemniej dziękuję, że mimo braku zrozumienia, nie życzysz nam źle.

Można nas nie rozumieć, potępiać, bierzemy to „na klatę”. Rozbraja mnie tylko krytyka ze strony osób, które same np. nałogowo zdradzają swoich partnerów, porzucają ich dla spróbowania czegoś nowego, by później powrócić z „czystym sumieniem”, ew. zmieniają partnerów jak rękawiczki w pogoni za nowymi doznaniami. Może i takie zachowania są bliższe „naturze” o jakiej piszesz, ale zdecydowanie dalsze mojemu sumieniu.

Zauważ, że o tej "samicy", napisałem sarkastycznie. Niemniej jednak, swojej kobiety, nie oddałbym innemu, nawet na chwilę. Taki mam pogląd na związek kobiety i mężczyzny. Oczywiście, z gwarancją, że sam siebie innej nie oddam. Nawet, jeśli "...nigdy nie mów, nigdy", tak popularne ostatnio jest.
Jak można życzyć źle komuś, kto sam wybiera sobie taką drogę?  W końcu, szczęście, to ulotna rzecz i każdy szuka go  i przytrzymać je chce na dłużej, inaczej. Nawet, jeśli jest to bardziej inaczej. smile

facet po przejściach

29

Odp: Życie w trójkącie

Nie wyobrażam sobie takiego związku, ale jeśli komuś to odpowiada, to nie potępiam

30

Odp: Życie w trójkącie

Jestem pod wrażeniem umiejętności i chęci dogadania się, wzajemnej akceptacji i niesamowitej inteligencji emocjonalnej do pogodzenia i poukładania sobie wszystkiego tak w życiu wewnętrznym jak i stricte fizycznym, by nie rzec fizjologicznym i to pomiędzy trzema osobami... Ogromna sztuka.

W kwestii seksu, czy kochacie się tylko w trójkę, czy jednak zdarzają się zbliżenia tylko Ty z S., tudzież tylko Ty z mężem? Jak to wygląda - ustalacie: "wiesz, mam ochotę na S. idziemy się kochać", ewentualnie "wiesz, S., mam ochotę na męża, idziemy na górę", albo ogólnie "chodźmy, zróbmy coś we troje" a np. S. lub mąż mówią "nie mam ochoty", jak to rozwiązujecie? I jak to się rozkłada: częściej we troje czy indywidualnie, częściej z S. czy z mężem, jeśli już indywidualnie? Pozdrawiam i podziwiam.

PS.: nie ujawniajcie się w realnym świecie.

31 Ostatnio edytowany przez Katarzynka88 (2018-07-18 18:56:22)

Odp: Życie w trójkącie
Excop napisał/a:

W końcu, szczęście, to ulotna rzecz i każdy szuka go  i przytrzymać je chce na dłużej, inaczej. Nawet, jeśli jest to bardziej inaczej. smile

Zgadzam się. Nawet jeśli to co mamy okaże się nietrwałe, to obecnie jesteśmy szczęśliwi i to też ma swoją wartość. Może nawet największą, jeśli faktycznie "w życiu piękne są tylko chwile". Był taki etap, gdy chciałam wszystko zakończyć tylko z obawy, że nie będziemy mieć wspólnej przyszłości, ale cierpliwie uczą mnie doceniać "tu i teraz".

VanLoon napisał/a:

Jestem pod wrażeniem umiejętności i chęci dogadania się, wzajemnej akceptacji i niesamowitej inteligencji emocjonalnej do pogodzenia i poukładania sobie wszystkiego tak w życiu wewnętrznym jak i stricte fizycznym, by nie rzec fizjologicznym i to pomiędzy trzema osobami... Ogromna sztuka.

VanLoon dziękuję za miłe słowa, chociaż nie wiem czy do końca zasłużone. Nie było aż tak różowo, lecz wszystkiego opis nie oddaje. Chęci dogadania się faktycznie mieliśmy, ale umiejętności na początku trochę brakowało. Był gniew, były łzy i różne inne tarcia. Długie próby zbalansowania wszystko tak, by był czas zarówno dla trojga, jak i na intymność we dwoje, na ich męskie wypady, a także życie osobiste i zawodowe każdego z nas.

VanLoon napisał/a:

W kwestii seksu, czy kochacie się tylko w trójkę, czy jednak zdarzają się zbliżenia tylko Ty z S., tudzież tylko Ty z mężem? Jak to wygląda - ustalacie: "wiesz, mam ochotę na S. idziemy się kochać", ewentualnie "wiesz, S., mam ochotę na męża, idziemy na górę", albo ogólnie "chodźmy, zróbmy coś we troje" a np. S. lub mąż mówią "nie mam ochoty", jak to rozwiązujecie? I jak to się rozkłada: częściej we troje czy indywidualnie, częściej z S. czy z mężem, jeśli już indywidualnie? Pozdrawiam i podziwiam.

PS.: nie ujawniajcie się w realnym świecie.

Z seksem akurat problemów i ustaleń jest najmniej, wszystko wychodzi bardzo naturalnie. Kochamy się zarówno we trójkę, jak i ja sama z mężem albo S. Jak najczęściej? Mamy różne fazy, był taki okres że kochaliśmy się w zasadzie tylko we troje. Ostatnio za to sypiam częściej z mężem, gdyż z nim najwięcej bywam sam na sam. Tylko z S. kocham się przede wszystkim w te wieczory, gdy spotykamy się z koleżanką męża, a także gdy męża z innych powodów nie ma z nami. Np. ostatnio zabrałam S. na wyjazd służbowy (mąż nie mógł nam towarzyszyć).

Z reguły gdy spędzamy czas we troje, do łóżka też chodzimy we troje, chyba że któryś z Panów chce np. posiedzieć dłużej przy komputerze, jest chory lub zmęczony. Wtedy faktycznie zdarza się „bawcie się beze mnie, ja idę spać”. Bywa też, że po prostu z mężem chcemy pospać tylko we dwoje i S. to doskonale rozumie i wyczuwa. Ale ogólnie zainicjowanie seksu wygląda zazwyczaj tak jak w normalnych relacjach. Mam ochotę, to zaczynam, albo oni zaczynają, albo jeden z nich. I jak jest wzajemność, to… dzieje się smile

Co do rady, aby się nie ujawniać, to tak zadecydowaliśmy, ale przyznam, że utrzymywanie tajemnicy bywa czasem kłopotliwe. Nie żyjemy w wielkim mieście, gdzie łatwiej o anonimowość. Wychodzimy często we troje, a krew nie woda. Nie zawsze chcemy i umiemy się pilnować. Jest gdzieś z tyłu głowy obawa, że nasi bliscy się dowiedzą od osób trzecich i zinterpretują wszystko opacznie.

Również pozdrawiam.

32

Odp: Życie w trójkącie

Sama nie masz problemów z akcepatacją tej sytuacji? Pytam, bo ja jakoś sobie nie wyobrażam, aby sypiać z mężem a potem zaspakajać kogoś innego. I nie odbierz mnie źle smile
Nie jestem "purytańska" w łożku, potrafię zaskoczyć swojego faceta... Ale próbuje sobie wyobrazić sytuację, że muszę jakoś zabiegać o czas, aby móc się pokochać z własnym mężem...

Do tego mężowi nie przeszkadza, że kocha się z tobą po kimś innym? Tak, wiem.. akceptujecie siebie nawzajem...
Ale co dzieje się, gdy obaj jednocześnie mają na ciebie ochotę?

O matko z córką.... O co ja pytam... smile

33

Odp: Życie w trójkącie

Salomonka Haha, nie ma problemu. Sytuacja jest niecodzienna, więc pytania mnie nie dziwią. Nie chcę tylko przesadzać ze szczegółami, by nie prowokować co bardziej wrażliwych czytelników. Ale skoro pytasz, to owszem, często chcemy się kochać jednocześnie i wtedy... robimy to. Przecież wszystko zaczęło się właśnie od łóżkowego eksperymentu - trójkąta z mężem i przyjacielem, który wszak zakładał aktywność wszystkich stron. Ekhm... mam nadzieję, że nie muszę zdradzać technik czy pozycji wink

Nigdy też nie zdarzyło się, by ktokolwiek miał jakiekolwiek opory i nie chodzi tu tylko o seks, ale i czułości, pocałunki, pieszczoty. Kochamy się właśnie jednocześnie albo na zmianę, w zależności od tego, na co w danej chwili mamy ochotę, a później zasypiamy przytuleni we troje. Gdy kocha się dwie osoby jednocześnie, wszelkie tego typu dylematy magicznie znikają, a pozostają co najwyżej problemy "jak wyjść w nocy do toalety, będąc środkową łyżeczką" wink

Co do zabiegania o czas na seks z mężem, na początku mógł to być problem, bo właśnie się trochę zachłysnęliśmy tym trójkątem i dopiero po jakimś czasie dotarło do nas, że czas we dwoje nadal jest ważny i potrzebny. Wtedy tylko wystarczyło pogadać z S. i sprawa załatwiona. On co prawda najchętniej codziennie spałby w naszej sypialni, ale oddał nam całkowicie decyzyjność w tej sprawie.

34 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2018-07-18 20:59:26)

Odp: Życie w trójkącie
Katarzynka88 napisał/a:

Salomonka Haha, nie ma problemu. Sytuacja jest niecodzienna, więc pytania mnie nie dziwią. Nie chcę tylko przesadzać ze szczegółami, by nie prowokować co bardziej wrażliwych czytelników. Ale skoro pytasz, to owszem, często chcemy się kochać jednocześnie i wtedy... robimy to. Przecież wszystko zaczęło się właśnie od łóżkowego eksperymentu - trójkąta z mężem i przyjacielem, który wszak zakładał aktywność wszystkich stron. Ekhm... mam nadzieję, że nie muszę zdradzać technik czy pozycji wink

Nigdy też nie zdarzyło się, by ktokolwiek miał jakiekolwiek opory i nie chodzi tu tylko o seks, ale i czułości, pocałunki, pieszczoty. Kochamy się właśnie jednocześnie albo na zmianę, w zależności od tego, na co w danej chwili mamy ochotę, a później zasypiamy przytuleni we troje. Gdy kocha się dwie osoby jednocześnie, wszelkie tego typu dylematy magicznie znikają, a pozostają co najwyżej problemy "jak wyjść w nocy do toalety, będąc środkową łyżeczką" wink

Co do zabiegania o czas na seks z mężem, na początku mógł to być problem, bo właśnie się trochę zachłysnęliśmy tym trójkątem i dopiero po jakimś czasie dotarło do nas, że czas we dwoje nadal jest ważny i potrzebny. Wtedy tylko wystarczyło pogadać z S. i sprawa załatwiona. On co prawda najchętniej codziennie spałby w naszej sypialni, ale oddał nam całkowicie decyzyjność w tej sprawie.

Czyli S nie jest pełnoprawnym kimś  w waszym związku.. Jak macie sie ochotę pokochać z mężem, to kupujecie S bilet do kina?

Trochę rola uzupełniająca w waszym związku, dla tego S...
Takie dobicie do 100% satysfakcji.. Jedni potrzebują jedwabnej bilelizny, różowych pończoch, inni nie obejdą się bez grającego wibratora, a wy macie S... smile

35

Odp: Życie w trójkącie
Salomonka napisał/a:

Jak macie sie ochotę pokochać z mężem, to kupujecie S bilet do kina?

Odpowiedź masz w moich poprzednich postach smile Ale żeby rozwiać wszelkie wątpliwości, S. oprócz pokoju u nas ma też własne mieszkanie. I owszem, nasza relacja od początku zakładała swego rodzaju hierarchię, która nadal jest obecna. Nie wartościuję w żaden sposób miłości do nich, ale mój mąż, jako partner z którym mamy wspólność także gospodarczą, będzie zawsze pełnił inną rolę inną niż S. Zarówno S. jak i mąż taki układ akceptują bez uwag. Ja rzeczywiście miewałam myśli, że lepiej byłoby dla S., gdyby znalazł kogoś na "pełen etat", On jednak uparcie się przed tym broni smile

I S. nie jest naszą zabawką, to przede wszystkim nasz najbliższy przyjaciel i proszę nie sprowadzaj go do roli naszego "fetyszu".

36 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2018-07-18 21:50:41)

Odp: Życie w trójkącie
Katarzynka88 napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Jak macie sie ochotę pokochać z mężem, to kupujecie S bilet do kina?

Odpowiedź masz w moich poprzednich postach smile Ale żeby rozwiać wszelkie wątpliwości, S. oprócz pokoju u nas ma też własne mieszkanie. I owszem, nasza relacja od początku zakładała swego rodzaju hierarchię, która nadal jest obecna. Nie wartościuję w żaden sposób miłości do nich, ale mój mąż, jako partner z którym mamy wspólność także gospodarczą, będzie zawsze pełnił inną rolę inną niż S. Zarówno S. jak i mąż taki układ akceptują bez uwag. Ja rzeczywiście miewałam myśli, że lepiej byłoby dla S., gdyby znalazł kogoś na "pełen etat", On jednak uparcie się przed tym broni smile

I S. nie jest naszą zabawką, to przede wszystkim nasz najbliższy przyjaciel i proszę nie sprowadzaj go do roli naszego "fetyszu".


Niech Bóg broni! smile

Różnych mamy przyjaciół w życiu i zabawki tez mamy różne. Nie miałam na myśli sprowadzenia S do roli fetyszu, a tobie skąd to przyszło do głowy? smile

Fetysz to rodzaj bóstwa, a S takiej pozycji w waszym związku nie ma.

Ja próbuje tylko zrozumieć mechanizm.. Taka już jestem. Przecież rozumiesz, że nie każdy rodzi się i umiera obyczajny smile Choć nikt nie zna się na wylot, do końca.
W sumie nawet bym ci zadrościła, gdyby nie to, że sama mam wielkie poczucie przynależności do faceta. Do jego zapachu, głosu, odczuć, nawet tych w łożku. Rozmienianie tego na ileś tam drobnych, jakoś mnie osobiście nie kręci. Zakładam, że jestem w 1000 lat w tyle za tobą i wiele mam do nadrobienia w tym temacie, ale nie będę się prześcigać smile  Nic na siłę smile

Z drugiej strony popatrz, ile mniej mam problemów:) Nie muszę wyszukiwać seks partnerki dla mojego faceta, którego ubóstwiam zaspakajać sama smile Już samo to, powoduje że czuję się komfortowo:)

Pozdrawiam i trzymaj się smile

37

Odp: Życie w trójkącie

Salomonka chodziło mi o fetysz w znaczeniu potocznym. Przepraszam jeśli coś nadinterpretowałam, ale mnie uderzyło to zestawienie S. w jednym zdaniu z różowym wibratorem wink I spokojnie, nie czuję się w żadnym razie od nikogo bardziej "oświecona". Sama jeszcze dwa lata temu pewnych rzeczy sobie nie wyobrażałam. Jak pisałam w pierwszym poście, może zainspirujemy kogoś, kto się w tradycyjnej relacji nie odnajduje. Ty zaś, skoro jeżeli jesteś szczęśliwa i spełniona, to bardzo rozsądnie, że niczego nie chcesz szukać i zmieniać na siłę.

Też pozdrawiam smile

38

Odp: Życie w trójkącie
Katarzynka88 napisał/a:
Excop napisał/a:

W końcu, szczęście, to ulotna rzecz i każdy szuka go  i przytrzymać je chce na dłużej, inaczej. Nawet, jeśli jest to bardziej inaczej. smile

Zgadzam się. Nawet jeśli to co mamy okaże się nietrwałe, to obecnie jesteśmy szczęśliwi i to też ma swoją wartość. Może nawet największą, jeśli faktycznie "w życiu piękne są tylko chwile". Był taki etap, gdy chciałam wszystko zakończyć tylko z obawy, że nie będziemy mieć wspólnej przyszłości, ale cierpliwie uczą mnie doceniać "tu i teraz".

No, właśnie. Tu i teraz. Dlatego przestrzegałem jedynie, że coś, co obecnie daje satysfakcję, pomijając jej źródła, kiedyś bardzo dużo może kosztować. I tylko w tym zakresie miałem czelność się odzywać w Twoim temacie. Bo to nieprawdą jest, że ludzie  się nie zmieniają. Zmieniają się, niestety. Zbyt często i zbyt głęboko.
Idąc za tym, "Przyjaciół trzymaj blisko, wrogów zaś, jeszcze bliżej", naprawdę głęboki ma sens.
Już nie będę głowy zawracał, przyrzekam. smile

facet po przejściach

Posty [ 1 do 38 z 69 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Życie w trójkącie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018