Cześć
Sam nie wiem od czego zacząć. Mam 20 lat i ostatnio doszedłem do wniosku, że moje życie jest "puste", jakkolwiek to zabrzmi. Nie będę tutaj opisywać całego życia bo to bez sensu i i tak pewnie nie chciałoby się nikomu o tym czytać. Albo napiszę, wyrzucę to z siebie chociaż raz, ale uprzedzam, że to nie będzie z byt ciekawe.
Urodziłem się w Poznaniu i tu się wychowywałem, miałem znajomych z podwórka i jakoś się żyło. No może poza tym, że miałem problemy z rówieśnikami w szkole, jakoś zawsze miałem problemy z nawiązywaniem kontaktów w wielkich grupach. No ale nie było źle. Niestety gdy miałem 12 lat wyprowadziłem się na wieś i straciłem kontakt z wszystkimi (nie miałem komórki ani nic), ale poznałem nowych znajomych. Z początku było fajnie, z wszystkimi się dogadywałem, aż pewnego dnia jeden znajomy chciał mi sprzedać komórkę ale była zablokowaną Pinem (nie ważne) i się obraził a wiadomo jak na wsi, wszyscy się znają to jeden drugiemu coś powiedział i prawie wszyscy się obrazili. No ale miałem jednego znajomego jednak z czasem jakoś ta znajomość się urwała, do tamtego czasu życie toczyło się szkoła=dom i tak w kółko. Gdy skończyłem gimnazjum się przeprowadziliśmy znowu do Poznania ale wiadomo, najlepsze lata gdy poznaje się znajomych na "dłużej" przegapiłem i nikogo praktycznie już tu nie znałem a ja sam chyba przestałem umieć rozmawiać z ludźmi. No cóż, miałem iść do liceum i myślałem, że tam kogoś poznam, ale niestety moja nieśmiałość i odmienność (jestem gejem czy się to komuś podoba czy nie, nie zmienię tego i nie zamierzam się "leczyć") sprawiły, że zakumulowałem się tylko z kilkoma znajomymi (dziewczynami), z chłopakami tez na początku gadałem ale , ze oni tylko gadali o imprezach i "laskach", a ja nie imprezuję ani nie piję bo zwyczajnie nie lubię i nie chcę (mam ojca alkoholika i wiem, co alkohol potrafi zrobić z człowiekiem dlatego go po prostu unikam) a laski mnie nie kręcą to jakoś się od nich odizolowałem, po prostu nie gadałem bo nie miałem o czym. Oczywiście o mojej orientacji tez nikomu nic nie mówiłem ale "skoro facet trzyma tylko z laskami to musi być gejem" to narodziła się plotka i tak zaczęła żyć. Potem pewnego razu na wf w szatni kilku z nich zostało i chciało mnie pobić (uświadamiając mi, że skoro jestem pedałem to mam się ich słuchać) ale jakoś się im wyrwałem i uciekłem ze szkoły. Następnego dnia wszyscy oczywiście o tym wiedzieli i musiałem iść na "sprawozdanie" do psychologa. Opowiedziałem mu wszystko ale nie powiedziałem, że jestem gejem ale on mi chyba nie uwierzył i i tak mi zasugerował, ze nim jestem i, że tak naprawdę sam jestem sobie winien. Myślałem, że psycholog mimo wszystko ma jakoś pomagać a nie takie rzeczy mówić i od tamtego czasu moja samoocena spadła do zera. W szkole się wszyscy gapili jak na kosmitę albo gadali plotki i po 2 miesiącach dałem sobie spokój, bo miałem już dość i odszedłem z tej szkoły.
Od tamtego czasu kompletnie się odizolowałem od ludzi i to był chyba błąd ale nie czułem się na siłach, po prostu bałem się, że zaraz ktoś znowu wytknie mi moją "inność" i będzie powtórka z rozrywki a nie chciałem by ktoś sie o tym dowiedział (z rodziny) bo nie jest ona zbyt tolerancyjna.
No nic musiałem iść do innej szkoły bo chcę skończyć liceum (właśnie kończę) ale nie nawiązałem tam jakiś większych relacji z ludźmi. Jedynie takie "cześć, co tam u ciebie?". A wiadomo, ze teraz wszyscy poznają się na imprezach i tylko gadają o alkoholu i ćpaniu (tak, nie kryją się z tym) ale mnie to nie kręci. Naprawdę wszyscy tylko o tym jakby nie mieli żadnych pasji ani hobby czy zainteresowań. Nie ćpam i nie pije więc nie chodzę na imprezy i tutaj koło się zamyka.
Obecnie niby nie jestem sam, mam jakieś tam znajome ale nie przyjaciółki ale znajomych żadnych i nie chodzi mi tu o to, że chce ich mieć by ich podrywać czy coś, nie, nie. Nie rusza mnie wszystko co ma parówkę między spodniami. Wręcz przeciwnie jak słucham facetów co gadaj tylko kiedy idą na chlanie lub ile lasek zaliczyli to aż mi się czasem przykro robi, dlaczego ja nie mogę być takim "debilem" i mieć takich zmartwień!? Najbardziej ta samotność doskwiera gdy widzę na facebooku zdjęcia czy nowe związki. Sam chciałbym ale stwierdziłem, że ujawnię się z moją orientacją dopiero po skończeniu szkoły ze względów bezpieczeństwa (może to błąd ale boję się zwyczajnie reakcji rodziny i ludzi ze szkoły, wie o mnie tylko Mama). Stwierdziłem, że przez te lata moja samoocena jest równa zeru i kompletnie nie umiem rozmawiać z ludźmi, nie mam o czym. Niby próbuje nawiązać kontakt ale zawsze potem i tak mnie ktoś zbywa. Czy naprawdę by kogoś poznać muszę chodzić na imprezy, pic hektolitry wódki i sypiać z kim popadnie> Bo powoli odnoszę wrażenie, że tylko tak w dzisiejszych czasach można "złapać" znajomych, ale czy wartościowych? Czasem chyba wolałbym byle jakich byle by nie siedzieć ciągle w domu ,ale innym razem chciałbym kogoś z kim mógłbym pogadać nawet o dupie maryni. Nie wiem już co mam robić ale czasem wstaje i nie wiem co mam robić, czuję się nikomu niepotrzebny i bez perspektyw na przyszłość, nie widzę jej. Całe, życie byłem nieudacznikiem i boję się, że już zawsze nim będę. Że zawsze będęs amotny, nigdy się nie zakocham i nie będę umiał nawiązywać kontaktu z ludźmi.
Wiem, że wiele błędów jest pewnie po mojej stronie ale czasem nie mam już siły i pomysłu co robić. Wiem, tez, że pisanie nic mi tu nie da ale musze się gdzieś wyżalić.