Witam. jestem nowa na forum i chciałabym podzielić sie z kimś swoim problemem. Nic mi się nie udało. Dosłownie. Najpierw dość kiepsko zdałam maturę, ale nie tak tragicznie, zeby nie dostać się nigdzie na studia, tylko zlożyłam w jedno miejsce, wygórowane i się nie dostałam. Nie wiedziąłam tak naprawdę, co chcę robić. Ciągle miałam w głowie animację komputerową, choć nigdy nie animowałam. Wymyśliłam sobie, ze poprawię mature, ale tu pojawił sie problem. Wzięłam na siebie za dużo. Nie dość, że chciałam poprawiać wszystkie przedmioty to jeszcze jeszcze wzięłam na siebie jeden dodatkowy. Nie dalam rady. tym bardziej, ze zawsze miałam kiepski system nauki. Tak mineły dwa lata. Oczywiście nie poprawiłam. Nawet nie podeszłam. Poszłam więc do policealnej na informatykę. Myslałam, zeby zrobić specjalizację z grafiki komputerowej. potem poszłam na studia grafikę komputerową. Straciłam na nią 5 lat. A w szkole i tak nie zwracali na to co umiemy, ale ja myslałam, ze jakoś to będzie. W tym czasie pracowałam. Liznęłam wszystkiego po trochu, zamiast od razu się ukierunkować i teraz wychodzi na to, że ani nie znam idealnie żadnego programu, ani nie potrafię animować, realizuję teraz drugą animację 3d, ale za słabo znam program i do tego uczyłam się tego, który nie jest wymagany w Polsce. Nie znam się na projektowaniu. Do tego to tylko licencjat bo był czteroletni a ja mam rok poślizgu. mam 27 lat i 4 lata pracy za sobą, w tym staz i rok pracy na czarno + market. Czuję, ze się wygłupiłam i wszystkich zawiodłam. Znowu się poddaję. Miałam nawet myśli samobójcze, ale odstrasza mnie tylko jedno, ze próba moze okazać się nieudana i zostanę kaleką, a to już byłoby nieznośne. gdzie ja teraz znajde pracę, skoro ani nie nadaję się na grafika ani już nie chcę nim być? Przeraża mnie to. Mam jeszcze pół roku. Potem obrona, koniec zasilku i co robić, skoro jestem jeszcze do tego w strefie największego bezrobocia? Znowu wyjechać i mieszkać pokątnie u ludzi nie mogąc na nic odłożyc? Cały czas myślę. czy naprawde jestem już stracona i pozostaje mi tylko praca za 1000 zł do końca życia? Gdybym chociaż mogła znaleźć coś w czym dałabym razdę się rozwijać.
Nawet języków dobrze nie znam, bo angielski rozumiem i czytam książki, ale dukam strasznie, jak przychodzi co do czego, zeby mówić.
Podobne tematy
elza27 a od czego jest niby życie? A m.in. od tego, by się uczyć nowych rzeczy ![]()
Ja po skończeniu studiów (które de facto również uważam za pomyłkę) też nie wiedziałam co mam ze sobą robić a robiłam wszystko bo musiałam się sama utrzymać
Życie to nie tylko praca. Pracować należy, by sobie poradzić w życiu i świecie materialnym, ale nie powinnaś SWOJEJ OSOBY oceniać przez pryzmat pracy.
Definiuj się inaczej ![]()
Trudno mi coś konkretnego doradzić, bo nie wiem dokładnie jak obecnie wygląda Twoja sytuacja życiowa. Może właśnie wyjazd zagranicę to byłoby TO? Chociaż na jakiś czas ![]()
3 2014-02-12 12:33:42 Ostatnio edytowany przez Katariina (2014-02-12 12:34:54)
Rozumiem rozżalenie, ale... nie jesteś jedyna. Nie ty jedna źle wybrałaś studia i nie ty jedna mieszkasz w miejscu gdzie jest duże bezrobocie.
Zresztą, te studia na pewno nie pójdą na marne. Możesz szukać pracy w zawodzie i w końcu coś znajdziesz, a jeśli faktycznie nie chcesz już mieć z grafiką nic wspólnego znajdź sobie jakieś inne zainteresowanie, rozwijaj, może coś z tego będzie. Może jakiś czas popracujesz na kasie w markecie, ale z tego też da się wyżyć.
Oczywiście, nie wiem gdzie dokładnie mieszkasz i jakie są płace i koszty utrzymania.
Ale niepotrzebnie patrzysz na wszystko w czarnych barwach.
Co do języka - skoro czytasz po angielsku to umiesz dużo. Żeby poprawić wymowę i rozumienie zarejestruj się na jakiejś platformie wymiany językowej.
Mam z angielskim to samo, też mnie to dołuje, ale bez przesady ![]()
Ja tu widzę już kilka opcji. Praca :
- jako au pair (jeśli lubisz dzieci)
- doszkolenie się jednak z tej grafiki,
- pozycjonowanie stron
- zajęcie się jakimś hobby, które może sie stać Twoim sposobem na zarobek ![]()
Wiem, że macie rację, choć już wariuję. Ludzie nie lubią słuchać takich rzezcy, a ja mam ochotę za każdym razem płakać.
Catwoman "doszkolenie się jednak z tej grafiki,"
Może byłby w tym sens, ale już w jednym miejscu mi się nie udało. Za słabe zdolności projektowe. Przez całe studia próbowałam wyważać otwarte drzwi i wymyślać projekty niestandardowe, których nie ma, które sa nieprzydatne, zamiast wzorować sie na panujących trendach. Myslałam, zeby pójść na staż w sąsiednim mieście, nawet na poczatek darmowy i zobaczyć, jak zareagują na kogoś, kto pomimo takiego wieku, nie ma doświadczenia, ale potrzebuje, jeszcze kilku tygodni, aby zmienić swoje portfolio, bo nie pójde tam z jedną animacją. Może poznać DTP i będzie latwiej. jak myślicie? Jak spojrzy na mnie pracodawca? Wpisywać wszystko, co robilam, łącznie z zakładem ślusarskim? Moje doświadczenie nie jest imponujące.
Masz rację Katariina. Zawsze uważałam, ze ważne jest kim się jest, a nie jaka jest się osobą. To wszystko sprawia, ze raczej dąże do autodestrukcji niż do rozwoju.
Dzięki za słowa wsparcia
elza27 a czym się interesujesz? Co jest Twoim realnym hobby? To nie musi być coś "spektakularnego" ![]()
Niespektakularnego ale prawdziwego - piszę powieść, tak w wolnym czasie, ale nie przekuję tego na zarobki, na pewno niezbyt szybko. Chciałabym teraz po prostu pracować, móc wracać z pracy i nie mysleć bez przerwy o nauce, jak było do tej pory. Nie uważacie, ze na wyjazd jako au pair w wieku 27 lat to trochę późno? Własnie trochę popatrzyłam na to, ale też obawialabym się, ze trafię na nieuczciwą rodzinę,a lbo do burdelu. zdrowy rozsądek czy paranoja? ![]()
Aha i ostatnio zainteresowała mnie historia, bo stanowi inspirację. Przynajmniej teraz nauczyłam sie czerpać satysfakcję z czytania takich rzeczy bez robienia zbędnych notatek.
A powiedz mi proszę Catwoman, gdzie ja mogę rozmawiac po angielsku , tzn jakieś ciekawe strony znasz może?
9 2014-02-12 13:14:12 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2014-02-12 13:17:09)
Ostrożność jest zawsze3 wskazana. Czyli LUBISZ PISAĆ. Jesteś twórcza. Myślałaś o copywritingu? O nauczycielstwie?
elza tu może nie będę wstawiać, ale jak do mnie napiszesz (możesz kliknąć na mój nick, tam będzie KONTAKT E-MAIL) to Ci podam ![]()
Masz rację, mogę się albo przekwalifikować, albo szukać pracy z możliwością awansu. Dlatego ten market tak mi siedzi w głowie. Spedziłam tam dwa lata, ale nie rozwijałam się tam, bo byłam nastawiona tylko i wyłącznie na grafikę.
A jak Ty sobie poradzilaś po studiach? co zrobilaś, skoro uznałaś je za pomyłkę? Przydały Ci sie w końcu?
Posprawdzam sobie to co piszesz. czasem człowiek rzeczywiście nie dostrzega możliwośći, a dobrze by było tym razem miec jakiś plan.
Dużo by pisać
Przeczytaj raz jeszcze mój poprzedni post - i nie mów od razu "nie"
Wiedz też, że nie ma tak, że jak masz 2 ręce, 2 nogi i kawałek rozumu to skończysz w rynsztoku lub nic tylko szukać liny
Nigdy tak nie myśl o swoim życiu.
masz rację. Dziekuję czas jaki mi poświęciłaś. Będe szukać nowych możliwości. małymi kroczkami tym razem dla lepszego efektu
Jak spojrzy na mnie pracodawca? Wpisywać wszystko, co robilam, łącznie z zakładem ślusarskim? Moje doświadczenie nie jest imponujące.
Oczywiście, że tak. To, że pracowałas w różnych miejscach na różnych stanowiskach świdczy o Tobie, że jesteś zaradna i nie boisz się wyzwań.
Kiedyś znalazłam kilkustronicowe CV swojego wykładowcy. Mimo ogromnego doświadczenia i wysokiego wykształcenia ten Pan w swoim CV wpisywał nawet, że w liceum roznosił ulotki. ![]()
elza27 napisał/a:Jak spojrzy na mnie pracodawca? Wpisywać wszystko, co robilam, łącznie z zakładem ślusarskim? Moje doświadczenie nie jest imponujące.
Oczywiście, że tak. To, że pracowałas w różnych miejscach na różnych stanowiskach świdczy o Tobie, że jesteś zaradna i nie boisz się wyzwań.
![]()
Kiedyś znalazłam kilkustronicowe CV swojego wykładowcy. Mimo ogromnego doświadczenia i wysokiego wykształcenia ten Pan w swoim CV wpisywał nawet, że w liceum roznosił ulotki.
pewnie że tak, nie mysl o sobie tak krytycznie, ze nic Ci sie nie udało - nie udały sie pewne rzeczy, ale to jeszcze nie powód do jakiegoś samozamartwiania. Ważne, ze sie starasz, idziesz do przodu, nie każdy musi byc na studiach wybitny, ja też nigdy nie byłam, ale znam swoje mocne strony.
Czesc, doskonale Cie rozumiem- w ubiegłm roku skonczyłam studia, które są totalnie nieprzydatne (marketing, zarzadzanie, pr) i obecnie nie wiem co mam ze sobą zrobić. szukam pracy i jedyne oferty jakie dostaję to call center. mam 27 lat. nie wyobrazam sobie pracy na sluchawce. co innego podczas studiowania w wieku 22 lat, ale teraz? nie moge z tym dojsc do porzadku.. mieszkam z najfajniejszym facetem jakiego miałam w zyciu, a mimo to nie doceniam go i codziennie zatruwam mu zycie. w koncu mnie zostawi, bo ile mozna zyc z kims takim. no, ale nie o tym chcialam pisac.. co do pracy to mysle, ze moze czas zostawic za soba mzonki o "byciu kims" i po prostu od czegos zaczac. takmi sie wydaje, ale z realzacja gorzej, przynajmiej u mnie. pozdrawiam Cie cieplo
martucca, życie to nieustanna zmiana
I trzeba za nią podążać, zdobywać doświadczenie.
Przytłaczające jest jak wiele osób zaczęło studia, żeby studiować, a teraz lądują z niczym. Warto postawić na nowe umiejętności. Właściwie...to konieczność.
Moim zdaniem to rozczarowanie studiami i załamka po nich jest dość częste i związane z przełomem w życiu. Po skończeniu studiów prawie wpadłam w depresję, bo doszłam do wniosku, że po co mi było zakuwanie jak głupia i świetnie zdana matura skoro źle wybrałam studia, skończyłam, a teraz wszystko jest nie tak jak oczekiwałam - ani nie mam takiej wiedzy jak sądziłam, ani wystarczająco doświadczeń zawodowych, ani mnóstwa dodatkowych "plusów" do CV, ani widoków na atrakcyjną pracę. Każdy idąc na studia ma pewną wizję siebie po nich, a zderzenie z rzeczywistością (nie w każdym, ale na pewno w większości przypadków, bo nie każdy jest wybitny) jest bolesne.
Ale moim zdaniem nie ma co się załamywać. 25-30 lat to wcale nie jest wiek, po którym już się nic nie osiągnie, a czasy są takie, że uczyć się trzeba całe życie.
I moim zdaniem to doświadczenie rozczarowania po studiach nie musi być złe, może wyjść na plus - gdy posłuży za motywację, by bardziej się przyłożyć do własnego rozwoju. Wybierając studia mało kto wie co tak naprawdę chciałby robić, w trakcie studiów wizja się zmienia, po nich można pójść nawet w zupełnie przeciwnym kierunku, ważne żeby nie powiedzieć sobie: zmarnowałem życie i teraz to już mi zostaje kasa w Biedronce. Lepiej iść na tą kasę niż nie pracować wcale, ale ze świadomością, że tylko od nas zależy czy to już praca na całe życie czy sytuacja przejściowa, bo mamy jeszcze przed sobą 30-40 lat życia zawodowego i możemy nawet i pięć razy zmieniać zdanie, aż w końcu znajdziemy to co nam sprawi frajdę - ważne by cały czas coś robić, próbować nowych rzeczy.
I na pracy życie się nie kończy, bo jest tyle innych pól, na których można się realizować.
zgadzam się Katrina, ale no właśnie ale... w teorii. Bo w praktyce wygląda to trochę inaczej- żeby zacząć się uczyć czegoś nowego musiałabym poświęcić znów 5lat życia na studia. Studia kosztują (dzienne również-za coś utrzymać się trzeba). Nie mam na to kasy, Po prostu.
Wiem, że narzekać można zawsze i na wszystko- po prostu aktualnie nie widze dla siebie żadnej szansy. Bardzo możliwe, ze przezywam kryzys o jakim piszesz, nawet na pewno. Szukam rozwiązań cały czas. I jestem w kropce.
19 2014-02-13 15:45:44 Ostatnio edytowany przez Katariina (2014-02-13 15:46:49)
A czy na pewno by robić to co Cię interesuje potrzebujesz 5-cioletnich studiów? Są podyplomówki i kursy, które wychodzą taniej, jest też samokształcenie.
W innym temacie napisałaś, że lubisz sport, myślałaś o tym by zostać trenerką fitness? Nie wiem, jakie papierki do tego trzeba mieć, ale na pewno nie specjalistyczne studia, a to jest teraz bardzo dobry fach. Mam koleżankę, która skończyła prestiżowe studia na dwóch uczelniach, w tym za granicą, od podstawówki była genialna - ale została trenerką, bo lubi. I kasa z tego jest chyba spora.
20 2014-02-13 15:54:45 Ostatnio edytowany przez martucca (2014-02-13 15:59:22)
jasne, że tak, ale trenerów jest od ... . szczególnie tych tylko po kursach. Myślałam o tym, ale zupełnie się to nie opłaca- kurs bez wykształcenia kierunkowego to o kant 4 liter rozbić - chyba, że jest się utytułowanym zawodnikiem, niestety ja zawodowcem nie jestem. Będę kombinować, bo przecież żyć jakoś trzeba - aktualnie nie wiem jak.
jak czytam to co piszę to widzę jak beznadziejnie do wszytskiego podchodzę, jaka jestem męcząca i upierdliwa - myślę, że wynika to ze strachu przed niepowodzeniem. za 2 godziny przychodzi do mnie korepetytorka a ja już kombinuję jak odwołać lekcje angielskiego... mam w sobie dużo lęku, za msc rozpoczynam terapię grupową, oby wytrwać, oby coś się zmieniło
21 2014-02-13 16:10:24 Ostatnio edytowany przez Katariina (2014-02-13 16:12:37)
Bez przesady z tą samokrytyką, każdego czasem ogarnia zniechęcenie.
W każdym razie nie odwołuj angielskiego .
Właśnie mnie zmotywowałaś, żeby napisać mejla do szkoły językowej, bo muszę w końcu ustalić sobie zajęcia ![]()
ciesze się
nie odwołam, ale przyznam, że mnie kusi. samokrytyka hm stram się patrzeć na siebie z boku i wcale mi się nie podoba obraz jęczącej i płaczącej wiecznie nieszczęśliwej osoby jaką ostatnio jestem. trzeba zagryźć zęby, jutro będzie lepiej
Ale dlaczego kusi, nie zrobiłaś zadania? ![]()
Oprócz zagryzania zębów spraw sobie jakąś drobną przyjemność, zrób sobie wolny wieczór a od następnego dnia podwój wysiłki
Czasem warto.
w sumie to nie wiem, dopiero zaczynam - dziś lekcja próbna, dogadanie szczegółów, a ja już chcę się wycofać - sytuacji wcale nie poprawia obecność faceta w domu- pokłóciliśmy się wczoraj (przeze mnie) i dziś nie odzywamy się do siebie - próbowałam przeprosić, niestety kazał mi się wynosić. kiepska sprawa, bo mieszkamy w kawalerce.
zapowiadają się urocze walentynki.
z tą drobną przyjemnością to przemyślę:)