Mam 28 lat, byłam ze swoim TŻ 6 lat. To była ogromna, bardzo silna miłość, zgodność charakterów, związek spokojny, stabilny. Żadnych zdrad, awantur, 100% zrozumienia i przyjaźń między nami.Ostatnio zaczęło się psuć. Zaczął się ode mnie oddalać, zwiększał dystans, teraz wiem, że był zestresowany nową pracą, że nie chodziło o mnie. Przez wszystkie lata mówił i pokazywał, że kocha mnie nad życie, że jestem najważnieszą osobą w jego życiu. Ale kiedy się oddalał, straciłam grunt pod nogami, zrobiłam najbardziej płytką i perfidną rzecz jaką mogłam zrobić. Okłamałam go, że chyba jestem w ciąży. Chciałam ściągnąć na siebie z powrotem jego uwagę, chciałam żeby się zainteresował, chciałam powiedzieć mu za kilka dni, że to fałszywy alarm. On wiedział, że kłamię.
Różnymi sposobami próbował nakłonić mnie żebym się przyznała, ale było mi tak wstyd, że nie potrafiłam. W końcu powiedział "wiem, że zrobisz wszystko żeby mnie zatrzymać i wiem, że robisz to z miłości, jeśli się przyznasz, że mnie okłamałaś, wybaczę ci i zapomnę o całej sprawie, ale jeśli tego nie zrobisz i okaże się, że to nieprawda wymaże cię z życia". Wymiękłam. Przyznałam się. Tylko, że to była pułapka. Powiedział, że za wszelką cenę musiał mieć pewność, czy to kłamstwo, czy nie. Pytał jak mogłam mu zrobić, widziałam jaki był zestresowany mimio to brnęłam w kłamstwo. Powiedział, że czuje do mnie pogardę i obojętność, że jestem złą kobietą, oszustką. W jego głosie była gorycz, niedowierzanie. Powiedział, że nie będzie z kimś takim, że żałuje, że mnie poznał, że nigdy więcej nie chce mnie widzieć. Sparaliżowało mnie kiedy to usłyszałam. Zablokował wszelką możliwość kontaktu ze sobą. Straciłam cudowny związek i z cudownym mężczyzą i pluję sobie w twarz za swoje wyrachowanie i perfidię. Oddałabym wszystko jak stoję, żeby cofnąć czas.
Jestem tak zdruzgotana, że nie zjadłam nic od 2 dni, nie śpię, nie wstaję z łóżka, momentami nie mogę oddychać, kręci mi się w głowie. Spieprzyłam najważniejszą sprawę w moim życiu na własne życzenie.
Nigdy sobie nie wybaczę tego co zrobiłam i na jego miejscu też bym tego nie zrobiła. Nie próbowałam przepraszać, ani tłumaczyć, bo uważam, że nie mam prawa po czymś takim (choć i tak nie mam takiej możliwości, bo zablokował wszytko). W jednej chwili runęło wszystko. Błagam Was o wsparcie, nie umiem z tym żyć, jestem tak przestraszona, że nie umiem funkcjonować.