Witajcie
W moim 21-letnim życiu źle się dzieję od początku,odkąd pamiętam. Zawsze byłam osobą skrytą i nieśmiałą, często porównywano mnie do mojej siostry. Ze smutkiem słuchałam komentarzy typu: jestem brzydsza itp. W liceum rozpoczęła się moja metamorfoza, stałam się atrakcyjna dla płci męskiej. Jednak nie mogłam zapomnieć tego,że wcześniej nikt na mnie nie spojrzał, dlatego najlepiej czuję się w obecności "mniej urodziwych osób". Często jeżdżąc autobusem,przed zmianą w wyglądzie byłam kompromitowana przez innych, a zwłaszcza siostrę,dlatego musiałam przesiadać się do innych busów. Kiedy byłam dzieckiem w wieku 6,7 lat mój kuzyn kazał mi się kłaść na łóżku i stymulował stosunek;[. Byłam młoda, ale pamiętam wszystko. Nigdy nie miałam chłopaka, jestem osobą skrytą. Pewnie dużo osób uważa mnie za osobę wyniosłą, niedostępną,ale nie potrafię tak otwarcie rozmawiać o wszystkim, potrzebuję czasu do II osoby. Najgorszym problemem jest poczucie, że mam nieświeży oddech. Tak mi się wydaję. Ktoś powie: idź do dentysty itp. Wszystko mam zdrowe, gastrolog, laryngolog wykluczył wszelkie przyczyny. Jak taka osoba jak ja może spotykać się z kimkolwiek. Przecież jestem zerem i dnem. Poszłam na studia, jestem na III roku, kierunek beznadziejny. Idę do pracy,na wolontariat, nie mogę znieść już tych ciągłych myśli i braku perspektyw. Myślę, że Bóg jest czasami niesprawiedliwy. Tyle osób umiera na nowotwory a ja chodzę po tym świecie. Przecież inni lepiej by wykorzystali ten czas na realizację marzeń, planów. A mnie co czeka?NIC. Rodzice tylko pytają się o chłopaka, z kim się spotykam.A ja nie chcę o tym mówić. Co mam powiedzieć, brzydzę się sobą. Musiałam to tutaj napisać. Z nikim o tym nie rozmawiam, wstyd i jeszcze raz wstyd. Napisałam to dosyć chaotycznie, ale to był moment;/