Mateusz i ja poznaliśmy się na studiach. Imprezy sprawiły, że zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Nigdy czegoś takiego nie czułam. Kiedy tylko go widziałam czułam cholerne motylki w brzuchu, pożądanie, wszystko w środku pulsowało z drugiej strony wiedziałam, że sama nie zrobię pierwszego kroku. Potem zaczęły się wakacje. Wyjechałam do pracy. Byliśmy dalej w przyjacielskich stosunkach. Nagle napisał, że za mną tęskni i o mnie myśli. Byłam w 7 niebie! Zaczęliśmy do siebie pisać. Doszło do tego że spotkaliśmy się na woodstocku. Powiedział, że przyjechał specjalnie dla mnie, bo wiedział, że też tam będę. Spotkaliśmy się, miałam pustkę w głowie. Pocałował mnie. Namiętnie. To było piękne! Nie będę opisywać tych 4 dni spędzonych razem. Było cudownie! CUDOWNIE. Oczywiście zapytał czy chcę się z nim kochać, powiedziałam że nie. Mimo tego, że po prostu szalałam na jego punkcie - odmówiłam, ale i tak było niesamowicie. Po wakacjach. Spotykaliśmy się na początku przed zajęciami potem szliśmy na wykłady. Jeden sms mie zaniepokoił: "Tylko że ja dalej nie chce z nikim być, ale bez Ciebie nie mogę żyć. Potwierdza mi to każdy kolejny dzień. Myślę o Tobie cały czas. Jestem szczęśliwy, więc to bardzo dobrze". Nie chce ze mną być ? Zignorowałam to przecież napisał, że o mnie myśli . Chyba jest ok
Zaczął się powoli zmieniać. Nie lecę na pieniądze, ale chyba na początku każdy chce zrobić dobre wrażenie, poszliśmy na śniadanie. Oczywiście za mnie nie zapłacił, poczułam się jak idiotka. Oczywiście, że nie chcę zeby chłopak płacił za wszystko ale ten jeden raz mógłby być gentlemenem, tak? Potem poszliśmy drugi raz też nie zapłacił, a mi troszkę zabrakło nawet to powiedział, że obiad stawiam ja. Zamurowało mnie. Byłam taka wściekał, ale nie pokazywałam tego po sobie. Teraz myślę, że sądził że jestem bogata.. Potem nie maił czasu na spotkania, spóźniał się na busy do mnie. Nie wiedziałam co się dzieje. Potem na wykładach trzymał mnie za rękę. Był taki kochany. Całował mnie w czoło, przytulał, głaskał po włosach, dawał mi sweter kiedy było mi zimno, dzwonił w każdy dzień! Było idealnie. Czułam się jak w transie. Muszę przyznać ze po raz pierwszy byłam szczęśliwa. Podobało mi się wszystko! Obiecał że poznam jego kolegów, ale jakoś tak wyszło, że impreza nie wypaliła, chociaż kilku poznałam:) Cały czas mówił, że mnie kocha, że kiedy coś robi cały czas o mnie myśli, że jestem inna niż wszystkie dziewczyny jakie poznał itd. Kolejnym problemem była marihuana, którą palił. Mówił ze nie jest uzależniony, ale pali bo po prostu chce. Nie pił za piwa, bo nie lubił. Potem okazało się że jest dilerem. Tak na prawdę nie miałam nic przeciwko. Serio. Mówił mi o tym, wiem że bardzo dbał o to aby nie wpaść. Ogólnie był bardzo inteligentny, znał się na wszystkim, do tego męski, silny, piękny. Wiedział czego chce w życiu. Wszystko w nim mnie pociągało. Dalej mnie pociąga..Nie dotykał mnie nachalnie, nie nalegał zebym się z nim kochała. Po kolejnym odwołanym spotkaniu wkurzyłam się i nie odbierałam od niego telefonów... Potem spotkaliśmy się dzień przed zajęciami. Powiedział mniej więcej: że pochodzimy z dwóch różnych światów, że nie chce mieć dziewczyny, nie ma teraz problemy, może gdyby miał 28 lat, może bedzie mógł za rok na koniec dodał, że jestem piękna i żebym uważała na chłopaków. Masakra jakaś. Chodzimy dalej na studia.. Traktuję go jak kolegę, ale tęsknię. Cholernie tęsknię!! Widzę go prawie codziennie. To jest trudne w chuj. Nie zniosę tego chyba dłużej. Jeszcze jak bym go nie widziała to spoko, a tu... Jestem na siebie zła, że mu tak bardzo zaufałam... Przykro mi i cały czas chce mi się płakać. Moja duma nie pozwalami zapytać czy na pewno nie chce ze mną być... Nie zniosłabym odmowy! Myślę ze jeśli ktoś kogoś kocha to nie odchodzi ot tak. Zawsze kierowałam się tymi słowami: "Nie czaję tych co trwaja w dziwnych zwiazkach. Kochasz to jesteś nie to nara, piątka", ale teraz to już sama nie wiem, chyba dla niego chciałabym trwać w dziwnym związku! Pomyślałam ze zaczekam na niego ten rok, ale... w sumie... po co? Odrzucił mnie... Z drugiej strony... Poznałam Mirka. Oczywiście nie jest taki jak Mateusz, ale myślę, że mogłabym go pokochać. Nie wiem co robić. Mówiłam Mateuszowi ze nigdy się nie wiążę, dlałam szansę tylko jemu- taka jest prawda..(i tak zostałam oszukana), a teraz ten Mirek. Nie wiem co robić... Nie chcę wyjść na jakąś ... dziewczynę, która przebiera w chłopakach, nie wiem czy komukolwiek jeszcze zaufam.... Czy jestem gotowa by wiązać się z kimś po miesiącu bycia z kimś innym? Przeciez niedawno mówiłam do Mateusza, że go kocham, że tęsknie... a teraz mam to mówić komuś innemu? Jezu już sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć.. Co wy sądzicie? Dajcie jakiekolwiek rady.. Najlepsze jest to że byłam w 100 % pewna że mnie kocha.. Naprawdę. Nie byłam zaślepiona. Widziałam to. A może byłam zaślepiona? aaaaaaaaaaaaa
1 2013-12-04 13:53:32 Ostatnio edytowany przez sylwia600 (2013-12-04 13:55:32)
Podobne tematy
Jak na moje to powinnaś dać sobie z Nim na spokój. Myślisz, że jest On wart twojego uczucia? chyba nie jak tak postępował hmm..chyba, że tacy macho się Tobie podobają to nie wiem. Taki związek nie ma sensu widzisz w nim przyszłość z dilerem no zastanów się...Natomiast daj szanse Mirkowi bo akurat może chłopak jest tego wart.
Witaj. Też jestem zdania, że powinnaś dać sobie spokój z tym całym Mateuszem. Tylko przysporzyłby Ci problemów i zmartwień w przyszłości, albo wciągnął Cię w coś, czego byś żałowała do końca życia. Zacznij powoli z Mirkiem. Nic na siłę, powoli poznajcie się dobrze.
Prosto jest radzić. A serce swoje ;-)
Ale rzeczywiście darowałąbym sobie tego Mateusza.
A z Mirkiem? Musisz być pewna. Żebyś nie zraniła chłopaka.
Oczywiście, że poradzić jest znacznie prościej niż działać. Ale trzeba walczyć o swoje lepsze "jutro", zagłuszyć serce rozumem i dać sobie czas. Bo jednak stare przysłowie "Czas leczy rany" działa. Gdyby wszystko było proste nie mielibyśmy problemów :-)
Facet,ktory pozwala kobiecie zaplacic na kilku pierwszych randkach, traktuje ja jak popychadlo.
Dobrze, spróbujmy wyciągnąć z tego wnioski.
Pierwszy jest banalny, że aż strach - nie wszystko złoto co się świeci.
Drugi: uważnie obserwować każdego nowego potencjalnego, czytać z zachowań, a nie tylko słuchać miłych słów i cieszyć się, że czuły. Zazwyczaj zawsze jest na początku.
Po trzecie: nie spieszyć się z deklaracjami " kocham". Bo potem po prostu jest głupio.
Po czwarte: próbować nauczyć się odróżniać zauroczenie od zakochania, a te dwa pierwsze od miłości. Moim zdaniem poza zauroczenie nie wyszłaś.
Po piąte: dziękować panom, którzy zarabiają na życie czy drobne przyjemności łamiąc prawo. Ciesz się, bo mogłaś w niezłe g... wdepnąć i dopiero najeść się wstydu, zanim by wyszło, że masz z tym niewiele wspólnego, a łatka i tak by została. Jako jego dziewczyna narażasz się na spore niebezpieczeństwo, bo gdyby on podskoczył swoim mocodawcom, a jakiś ma na pewno, to duża szansa, że zebrałabyś tego owoce w postaci na przykład pociętej buzi,ot, tak, żeby chłopaka do posłuszeństwa przywołać. Tak na marginesie.
Po szóste: dać sobie i Mirkowi czas. Pospotykajcie się, pobądźcie ze sobą, przecież do ślubu Cię nie namawia. Czas pokaże, czy warto.
Po siódme: już się nie mądrzę.
Wiem, że Ci ciężko, bo fascynacja to wielka Pani i łatwo się jej poddajemy, tyle że ma jedną zaletę - żyje krótko.