Witam
mój problem jest już pewnie oklepany. Od ponad 4 lat jestem z chłopakiem. 2 lata jesteśmy zaręczeni. W naszym związku było wiele wzlotów i upadków. Od jakiegoś czasu coś jest naprawdę nie tak... On oczywiście twierdzi,że to moja wina, ale zacznę od początku.
Większość kłótni i awantur jest z jego powodu. Bardzo często mnie oszukuje i okłamuje a ja głupia za każdym razem mu wybaczam. Oczywiście zawsze twierdzi,że to moja wina,że musiał tak zrobić. Obwinia mnie dosłownie o wszystko. Ostatnio jechaliśmy do domu. Nie chcąc objerzdżać całego miasta zaproponowałam żeby jechał obwodnicą. Zgodził się. W trakcie jazy skręcił w złą drogę. Oczywiście zrobił mi awanturę,że to moja wina,że ja chciałam jechać tą drogą,że teraz musi jeszcze więcej km zrobić... Wyleje wodę, potknie się czy zapomni czegoś to jest moja wina... W czwartek dowiedziałam się,że gówno dla niego robie,że zasady i naszego kompromisy nie mają znaczenia. Jak on coś chce tak ma być to co ja chce nie ma znaczenia bo on nie będzie robić nic "wbrew sobie".Poświęcam się dla niego w 100 %. Nie raz w środku nocy jechałam do niego, pomagałam mu emocjonalnie ( nie ma łatwej sytuacji w domu) jak i finansowo. Jego zdaniem moje problemy to moja sprawa. Powiedział mi wprost " nie obchodzi mnie to. Nie obarczaj mnie swoimi problemami".
W piątek rano miał mnie zawieść na uczelnie. Wrócił późno. Mówię mu,że rano musimy wstać a on do mnie " spier*aj". Nie wytrzymałam i uderzyłam go w twarz. Obraził się śmiertelnie. Rano go przeprosiłam bo wiem,że nie powinnam podnosić na niego ręki. Ja przepraszam to teraz nie usłyszałam;(
On jest maniakiem "pewnej" gry... Przed wczoraj "zabronił mi" do niego dzwonić z każdą pierdołą bo przeszkadzam mu w grze. Ok cały wczorajszy dzień nie dzwoniłam. Czekałam aż on zadzwoni wieczorem. Przez cały dzień wysłałam mu 2 sms w tym jeden dotyczący (prawie) naszego mieszkania. 19- dzwoni. Gadamy już dobre 10 min kiedy on do mnie " czy mogła bym do niego nie pisać jak śpi po nocce bo go budzę a nie będzie wyciszać dźwięku bo może ktoś dzwonić w ważnej sprawie". Nie ukrywam wkurzyłam się. 4 lata pisałam i nie przeszkadzało mu to.. Powiedziałam,że jak chce mogę wogóle nie pisać a on na to " to bajka przynajmiej nie będę dopłacał do abonamentu za sms do Ciebie".... Na koniec dodał tylko,że ja tylko marudzę ja się go czepiam...A ja przecież nic do niego nie powiedziałam takiego. Już nawet swojego zdania mieć nie mogę "bo marudzę" . Kurczę chyba nigdy przez nikogo nie wylałam tylu łez, które i tak nie robią na nim wrażenia. Może to jest efekt tego,że " naprawdę" zrobie dla niego wszystko, ale obiecałam wczoraj sobie,że tym razem nie pękne i nie odezwę się jak sobie tego życzy.. Tylko czy mi się uda ? Nie czuje się kochana chociaż on twierdzi,że kocha.
Przepraszam za chaos- musiałam się gdzieś wygadać bo przyjaciół też mi już odebrał .
pozdrawiam
1234567