Witam, chciałabym opowiedzieć Wam historie mojego związku. Nie mam się komu wygadać, przed koleżankami się wstydzę. Liczę również na jakieś rady, choć wiem ,że będą tylko w jednym tonie. Jesteśmy razem ponad 2 lata, rok temu się zaręczaliśmy. Zawsze byliśmy burzliwym związkiem, tzn. on mnie chciał co chwilę zostawić, ale ja byłam bardzo zakochana i walczyłam o niego. Problem jest to, że mnie w ogólne nie szanuje, często mnie wyzywa od głupich lub pizd. Staram się najbardziej jak mogę, żeby go czymś nie zdenerwować, ale czasem wystarczy mała rzecz (np. nieściągnięte pranie czy niewyrzucone śmieci) żeby wywołać burzę. Przy tym zawsze ja jestem wszystkiemu winna, nigdy nie przeprosiła mnie za to. Takie sytuację mają miejsce co najmniej raz w tygodniu. Przy tych kłótniach oczywiście płacze, ale to już na niego nie działa. Swojej mamy też nie szanuje. Mam wrażenie, że stara się mnie wychować i kontrolować całe moje życie. Nie lubi też gdy zajeżdżam do swojego rodzinnego domu, zawsze później wybuchają o to afery, a chyba tam czuje się najbezpieczniej .Do końca roku mam się do niego przeprowadzić, wszystko praktycznie ukończone, a ja jednak czuje się lepiej u siebie niż u niego. Jest tez między nami różnica w wykształceniu, ale to nie była dla mnie nigdy problemem, jak również pieniądze. Nigdy tez nie patrzyłam na mężczyzn przez pryzma grubości portfela. Kiedyś bardzo mi na nim zależało, ale teraz coraz częściej myślę o tym, że to nie ma sensu. Ale kiedy jest dobrze myślę, że kocham go nad życie. Zawsze też podkreślał, że nie będę z nim szczęśliwa bo on już taki jest i nigdy się nie zmieni. Nie jestem zbyt silna psychicznie, ciężko mi podjąć właściwą decyzję bo nie mogę się zdecydować.
Podobne tematy
jeśli chcesz sobie życie zmarnować to powinnaś pozostać w tym chorym związku a nóż za miesiąc ,rok jak się wkurzy to tobą będzie ściny prostować....?można w życiu mieć dylematy np.wybierając kolor ścian w mieszkaniu, kupowanie mebli itp. ale w momencie gdy facet traktuje swoją partnerkę jak rzecz zero szacunku , miłości a ta się zastanawia co dalej LITOŚCI opamiętaj się!
Mówi Ci jasno, że się nie zmieni. Uwierz. Będzie jeszcze gorzej.
W trymiga bym się z tego układu wypisała.
Spodziewasz się rad w jednym tonie, bo innych nie można ci dać. On cię nie szanuje, wyzywa. Jesteś dla niego nikim. Ma cię głęboko w d a ty o niego walczysz? Skoro to widzisz i zdajesz sobie z tego sprawę z tego jak cię traktuje i chyba masz świadomość że ślub go nie zmieni tylko jeszcze bardziej rozzuchwali, to nad czym się jeszcze zastanawiasz? Co cię wogóle skłoniło do zaręczyn??
Dziewczyno, tyłek w troki i uciekaj z tego związku, chyba że zamierzasz resztę życia chodzić kolo niego na paluszkach i nie być godna nawet lizać mu ubłoconych butów
Teraz go kochasz, ale wierz mi- jeszcze kilka miesięcy, lat pomiatania, wyzywania, może z czasem bicia i kochać przestaniesz. A może będą dzieci, może będziesz od niego zależna...i nie będziesz w stanie odejść. Poczytaj - tu są takie posty- wielka miłość a potem tylko strach i niemoc i przerażenie, że nie ma dokąd uciec.
Ty masz na to czas teraz.
Jasne, jeśli chcesz- zostań, wprowadź się...
Ale skoro on mówi - taki jestem i nie zmienię się to hello...! on jest totalnym egoistą. Kochać to pragnienie szczęścia drugiej osoby. To pokonywanie swoich słabości i wad dla dobra partnera.
U was tego nie ma. On jakby mówił- bierz mnie jakim jestem albo wyp....aj...
Wybieraj więc....
magda1983 bardzo dobrze pisze: "jeśli chcesz sobie życie zmarnować to powinnaś pozostać w tym chorym związku".
Natchniona ma racje, jeszcze trochę w tym posiedzisz i zdasz sobie sprawę, ze to tylko przyzwyczajenie a nie uczucie. Ja byłam w podobnej sytuacji, 3,5 roku braku szacunku sprawiło, że zaczęłam zastanawiać się nad swoim uczuciem do niego. Normalnej kulturalnej osobie nawet nie przyjdzie do głowy, żeby nazwać kogokolwiek głupim lub pizdą. "Przychodzi moment kiedy zdajesz sobie sprawę, ze dla niektórych osób nigdy nie będziesz wystarczająco dobra, tylko zastanów się czy to Twój problem czy ich "
Nic nie jest wytłumaczeniem takiej niedojrzałości ze strony twojego faceta, przecież nie ma 15 lat. Przestań się podkładać i robić z siebie męczennicę. Jak on może mieć szacunek do Ciebie, skoro Ty nie masz go do siebie. Uwierz mi ja przechodziłam to samo. Przeczytaj mój post, a zobaczysz ile można wytrzymać. Prawda jest taka, że to my decydujemy o tym jak chcemy być traktowani. Powodzenia w walce samej ze sobą. Jest ciężka, ale naprawdę warto.
potwierdzam wszystko co napisane wyżej. I jeszcze jedno... wyciągnij z tego coś pozytywnego! Lepiej teraz, przed ślubem, mieszkaniem itd. niż po ślubie, z kredytem i dziećmi. Twoje szczęście jest teraz najważniejsze. Jesteś z nim szczęśliwa? Nie
Nie męcz się!
To nie przyzwyczajenie ich niestety ze sobą trzyma, a uzależnienie.
To nie przyzwyczajenie ich niestety ze sobą trzyma, a uzależnienie.
to musi zrobić sobie i jemu "odwyk" ![]()