Właściwie nie wiem czego oczekuję od was... Może chcę się tylko wygadać, a może znajdzie się ktoś, kto trzeźwo oceni sytuację, bo ja chyba tego nie potrafię wszystkiego zrozumieć. Pogubiłam się...
Kilka miesięcy temu zbliżyłam się do mężczyzny- pierwszy raz od dawna, ponieważ po przejściach postanowiłam dać sobie czas, sama wychować dwoje dzieci, zająć się tylko i wyłącznie naszą mała rodzinką.
Uczucie przyszło jak to zwykle one w najmniej oczekiwanym momencie- zaczepił mnie na ulicy ( trochę się znaliśmy bo był kiedyś moim klientem) -wymiana kilku zdań, na wieść ze rozglądam się za nową pracą - wymiana telefonów. Po jakimś czasie odezwał się i potem już bardzo często dzwonił. Bardzo długie rozmowy- nie mam za lekko w życiu, straciła wielu przyjaciół, a rozmowy z nim dawały mi ulgę, wydawało się, ze nadajemy na tych samych falach, ze mogę mu wiele powiedzieć, wyżalić się, pośmiać...
Tak minęły nam 3 miesiące.
Nie oczekiwałam wiele, właściwie nie dążyłam do tego, by to w jakimś tam kierunku się rozwinęło. Zaczynało brakować mi jednak rozmów, gdy zdarzało się, że nie dzwonił przez kilka dni... Lecz nadal nie dawałam żadnych znaków.
Pewnego wieczoru po prostu przyjechał, poszliśmy na spacer, tam pocałował mnie pierwszy raz i ja odwzajemniłam ten pocałunek. Powiedział, że chce być ze mną, ze jestem kobietą na którą czekał... Jednak potrzebuje czasu, bo rozwodzi się z żoną i póki tego nie załatwi prosi mnie bym czekała, jeśli potrafię...jeśli chcę....
Zgodziłam się, lubię jasne sytuacje... Taka mi się owa wydawała. Lecz on coraz częściej po prostu znika. Nie odzywa się kilka dni, a potem nagle dzwoni jakby nigdy nic. Zapewnia mnie o swoim uczuciu, przysyła kwiaty, prezenty. Fakt- nie pokazujemy się razem- tłumaczy to dbaniem o moją reputację, gdyż formalnie jest żonaty. Ja trzymam go na dystans- gdy planuje wspólną przyszłość, mieszkanie ( a planuje) mówię, by najpierw uregulował tamte sprawy. Czuję się jednak coraz bardziej rozbita. Czasem myślę, czy to ma sens jakikolwiek. Nie wiem, czy wierzyć...Dodam, ze od ośmiu miesięcy to się ciągnie już, ciągle tylko obietnice, czułe słówka, jak to będzie kiedyś...No właśnie...kiedyś...a co teraz? Co jest teraz miedzy nami? Telefon, czasem spotkanie, najlepiej wieczorem i odludnym miejscu jakiś spacer...I nie- nie spaliśmy ze sobą, on chce by top było wyjątkowe- nie w miejscu jak samochód, czy motel... Mówi, ze poczeka ile będzie trzeba, by nasz pierwszy raz był taki jak być powinien- z kolacją, w przytulnym miejscu....
Nie wiem co o tym sądzić, gubię się. On ciągle ma jakieś wytłumaczenia, jakieś sprawy.... ale gdyby chodziło tylko o seks to przecież mieliśmy kilka okazji... Nie wiem czy w tym tkwić, tydzień temu powiedział, że kocha...Interesuje się dziećmi, moim życiem, finansami, pracą... Ale jednocześnie nie wpuszcza mnie do swojego życia....
1 2013-11-25 11:10:41 Ostatnio edytowany przez vinnga (2013-11-25 12:56:49)
Podobne tematy
A pytałaś go dlaczego to wszystko tak długo się ciągnie...? Pytałaś, czy powiedział żonie, czy jasno określił sytuację? Są w separacji? W trakcie rozwodu? Na jakim formalnym etapie ma się jego rozwód...wiem, że takie sprawy potrafią się ciągnąć. Z tego co piszesz wynika, że facet ma zasady. Czeka na rozwód, chce aby to wszystko miało ręce i nogi, pewnie ma dzieci z małżeństwa, więc to na pewno nie jest takie proste. Według mnie powinnaś szczerze z nim porozmawiać, o tym co czujesz, jakie masz obawy, że jest to dla Ciebie bardzo trudne- w końcu ciągnie się już 8 miesięcy...
A decyzja o rozwodzie wynikła z racji zaistnienia Waszej bliskiej relacji? Ukrywanie tego przed całym światem, no cóż pewnie boi się osądów ludzi, ale jest faktem, że ma Ciebie i jesteście razem, i nie powinnaś być traktowana w ten sposób ( nawet nie jak kochanka). Oby faktycznie mówił tak jak jest, porozmawiaj z nim i postaw mu sprawę jasno.
A więc trzeźwo: dbanie o reputację? nie wierzyłabym,chyba że dba o swoją. Rozwodzi się z żoną? najlepiej byłoby to sprawdzić tylko nie mam pomysłu jak... może zapytaj wprost czy w ogóle złożył pozew.8 miesięcy to wystarczająco długo żeby podjąć decyzję. Jeśli niczego w tym kierunku nie zrobił-jesteś najwyraźniej odskocznią od codziennego życia,domowych spraw i wymagań czy czepiania żony.Pomyśl jak w tej sytuacji czuje się żona która możliwe że nie wie jak jej facet spędza wolny czas(wiem,nie ma seksu ale o spacery i czułe słówka z przyjaciółką też byłabym zazdrosna
4 2013-11-25 12:03:25 Ostatnio edytowany przez tabu (2013-11-25 12:03:51)
A pytałaś go dlaczego to wszystko tak długo się ciągnie...? Pytałaś, czy powiedział żonie, czy jasno określił sytuację? Są w separacji? W trakcie rozwodu? Na jakim formalnym etapie ma się jego rozwód...wiem, że takie sprawy potrafią się ciągnąć. Z tego co piszesz wynika, że facet ma zasady. Czeka na rozwód, chce aby to wszystko miało ręce i nogi, pewnie ma dzieci z małżeństwa, więc to na pewno nie jest takie proste. Według mnie powinnaś szczerze z nim porozmawiać, o tym co czujesz, jakie masz obawy, że jest to dla Ciebie bardzo trudne- w końcu ciągnie się już 8 miesięcy...
A decyzja o rozwodzie wynikła z racji zaistnienia Waszej bliskiej relacji? Ukrywanie tego przed całym światem, no cóż pewnie boi się osądów ludzi, ale jest faktem, że ma Ciebie i jesteście razem, i nie powinnaś być traktowana w ten sposób ( nawet nie jak kochanka). Oby faktycznie mówił tak jak jest, porozmawiaj z nim i postaw mu sprawę jasno.
Są w trakcie rozwodu.
Dziecko ma jedno, ale ona ma już 22 lata, więc jest dorosła.
Masz rację, nie wiem kim jestem dla niego.. te rozmowy są trudne, zawsze kończą się na zapewnieniach...
Trudna sytuacja...Ok, są w trakcie rozwodu, córka dorosła. Dbanie o Twoją reputację, jak przedmówczyni pisała, On chyba dba o swoją. Powinien dbać o Twoje samopoczucie, Wasze relacje jeśli macie tworzyć pełen związek. Jak pisałaś jesteś po trudnym związku, w dodatku masz dwójkę dzieci, którymi sama musisz się zajmować. Tobie nie jest łatwo, zasługujesz na prawdziwe wsparcie, zasługujesz wreszcie na kogoś kto Ci pomoże, kto będzie wsparciem i miłością dla Ciebie i Twoich dzieci, które też będą musiały odnaleźć się w sytuacji. Długo już się ciągnie taka nie wiadoma sytuacja. Pytanie ile jeszcze będzie się ciągnąć. I musisz sobie zadać pytanie ile Ty w takiej niewiadomej wytrzymasz. Musisz zadać sobie pytanie, czy jesteś Jego pewna i ile jeszcze na tych zapewnieniach da się żyć. Czy warto tracić myśli i energię na osobę i sytuację, która nie jest pewna. Myśl o sobie, o dzieciach i o Waszej wspólnej przyszłości. Być może to nie jest jeszcze osoba, która da Wam szczęście.
Masz rację, tak jak pisałam długo byłam sama, ucinałam wszystkie znajomości w zalążku w obawie o kolejną porażkę...Teraz też dzieci go nie znają i nic nie wiedzą, nie chcę ich w to plątać, by nie zaznały kolejnego odrzucenia, jakie zafundował już im raz ich ojciec...
Sęk w tym, ze On to taka bratnia dusza...Tak się zastanawiam czy to nie moje pragnienie oparcia, zdjęcia ze mnie choć części ciężaru jaki mam teraz na barkach sprawia, ze wierzę w te słowa- w rodzinę, wspólne mieszkanie... Porozmawiam z nim konkretnie, właściwie już tyle udało mi się przejść samej, tyle dokonać, że jeśli okaże się to złudzeniem to kolejny raz dam radę sama . Będzie ciężko, bo nie jest tak, że chwytam się go jako ostatniej deski ratunku...mi zwyczajnie na nim zależy....
Wiem co czujesz. Ja przeszłam i nadal przechodzę trudną sytuację jednak troszkę inaczej, ale wiem co czujesz. Tak myślałam,że nie angażowałaś jeszcze w to dzieci, na Twoim miejscu zrobiłabym to samo. Jesteś silną i mądrą kobietą, na prawdę i nie wątpię, że dasz sobie radę, chociaż będzie ciężko. Postawiłabym mu ultimatum...albo wóz, albo przewóz. Jeśli już nie potrafisz żyć powinnaś dać mu wybór, albo jesteście razem tak jak trzeba i próbujecie sił jako związek, albo niech Ci głowy nie zawraca. Bo Tobie jest jeszcze ciężej, gdyż masz dodatkowy problem na głowie w postaci tej niepewności, którą tworzy. Pragniesz rodziny, wsparcia dla siebie i dzieci, zasługujesz na nie :-) Dąż do celu, jeśli Jemu zależy to powinien to zmienić. To może być sprawdzian dla Waszej relacji, ale to o to chodzi, żeby się wyjaśniło.
W takich sytuacjach należy słuchać intuicji, która Ci podpowiada, że jest coś nie tak. Na twoim miejscu odcięłabym sie od niego i jego deklaracji. dla swojego zdrowia psychicznego.
A ja mam przeczucie, że on się wcale nie rozwodzi..
Nie dziwię się, że jesteś pogubiona. Tacy, jak on, potrafią w głowie niejednej zrobić niezły młyn. Tu kocha, tam nie może. Jak cię mocniej wkręci, będzie pewnie mówił o swoich zobowiązaniach, pieniądzach itp.
Jestem kolejną osobą, która pisze: Zostaw go.
Witaj. ![]()
Są w trakcie rozwodu.
Dziecko ma jedno, ale ona ma już 22 lata, więc jest dorosła.
Masz rację, nie wiem kim jestem dla niego.. te rozmowy są trudne, zawsze kończą się na zapewnieniach...
Z Twojej wcześniejszej wypowiedzi zrozumiałam, że po trzech miesiącach znajomości, powiedział Ci o sprawie rozwodowej. Minęły kolejne miesiące (pięć), więc do tego czasu ze dwie rozprawy powinny już się odbyć. Tak myślę.
Skoro blisko jesteście duchowo i dużo rozmawiacie, to powinnaś być zorientowana o terminach rozpraw, o ich przebiegu.
Jego córka jest dorosła, zatem nie występuje tu przeszkoda z powodu posiadania nieletniego dziecka, troska o jego wychowanie.
Twierdzisz, że prawdą jest, iż rozwodzi się z żoną, ale zachodzi pytanie kto wniósł pozew.
Bo mogła wnieść żona z orzeczeniem o winie - jakiej, z jakiego tytułu?
Jeśli on, też żona ma prawo o domaganie się takiego orzeczenia.
Ale Ty nic nie wiesz, bo temat jest TABU!
Na dodatek pojawia się i znika.
A jak się pojawia, to..... baju, baju będziesz w raju......aż do następnego razu.
Rozmowy z nim nie dają Ci żadnego wyjaśnienia, kim dla niego jesteś.
Moim zdaniem, facet normalnie z Tobą pogrywa.
Mało mówisz co wiesz o nim, albo wiesz tylko to, co Ci on raczy powiedzieć.
Czy wiesz gdzie mieszka, widziałaś żonę, a córkę, gdzie pracuje, jakich ma kolegów?
Pewnie nie, bo nigdzie razem nie wychodzicie.....a sama nigdy nie próbowałaś się dowiedzieć.
Jesteś w porządku kobietą, matką i skoro opisujesz tu swoją historię, to sama zdajesz sobie już sprawę, że ta jego miłość i deklaracje wspólnego przyszłego życia 'patykiem na wodzie' są pisane.
Moim zdaniem on się waha. Nie wiadomo czy ten rozwód w ogóle będzie.
Gdy znika najpewniej jest z żoną.
Ja bym się odcięła, nie wierzyła i jasno mu powiedziała,że jeśli chce mnie w swoim życiu to niech wróci w momencie gdy będzie formalnie rozwiedziony.
W takim układzie niestety Twoja rola "tej trzeciej" może się ciągnąć w nieskończoność.
Są w trakcie rozwodu.
Masz na to dowód? I mówię o takim namacalnym, a nie o tym, że Cie pocałował i patrząc w oczka powiedział, że są w trakcie rozwodu.
Dokładnie, na chwilę obecną musisz ze swojej strony zakończyć tę relację, dla dobra siebie i swoich dzieci. W tej chwili nie ma szans na poważny związek, a tego byś oczekiwała. Facet najprawdopodobniej nie umie podjąć konkretnej decyzji, lawiruje pomiędzy Tobą, a żoną. Smutne, ale niestety ten typ tak ma. Zatem nie bądź zależna od jego decyzji, sama decyduj o swoim życiu, bo szkoda czasu.
Trzeba się usunąć. I niech on podejmuje decyzję.Bo na prawdę Autorko możesz w roli kochanki czekającej na rozwód spędzić resztę swojego życia.
Dokładnie, na chwilę obecną musisz ze swojej strony zakończyć tę relację, dla dobra siebie i swoich dzieci. W tej chwili nie ma szans na poważny związek, a tego byś oczekiwała. Facet najprawdopodobniej nie umie podjąć konkretnej decyzji, lawiruje pomiędzy Tobą, a żoną. Smutne, ale niestety ten typ tak ma. Zatem nie bądź zależna od jego decyzji, sama decyduj o swoim życiu, bo szkoda czasu.