Poczytałam trochę. Widzę, że piszą tu sensowni ludzie. Proszę o szczere opinie, mogą być szczere do bólu. ![]()
Sprawa wygląda tak.
Dość długa znajomość. Wszystko ok. Seks udany, inicjowany na ogół przez męża, wcześniej jeszcze chłopaka.
Niewiele po ślubie po założeniu przez nas netu znalazłam najpierw jakieś stronki gejowskie. Pytałam, tłumaczył, że ciekawość. Odpuściłam. Nie zachowywał się przecież jak gej.
Później odkryłam, że miał wiele znajomości. Przyznał się do jednego kontaktu seksualnego z mężczyzną (że niby on -ten mężczyzna- zrobił mu loda). Przy czym muszę dodać, że wielokrotnie mnie w tej całej sprawie okłamywał... a jeśli się do czegokolwiek przyznawał, to dlatego, że mu udowadniałam.
Sprawa jasna, ale jest ale. Byłam w ciąży. Dla dobra dziecka zgodziłam się zostać. Bardzo o to prosił, tłumaczył, że to z ciekawości, później go wciągnęło, że już go to nie interesuje.
Jakoś było. No może brak zaufania pozostał. Czasami też wybuchałam, pytałam "dlaczego", nie mogłam też oglądać spokojnie filmów o tej tematyce. Seks też już nie taki. Wiadomo, wyobraźnia działała.
Jest dobrym mężem, dobrym ojcem. Dogadujemy się na co dzień.
Przez kilka lat cisza.
I znów. Zauważyłam (bo przyznam się szczerze, że czasem jednak go kontrolowałam), że zniknęła prezerwatywa. Tłumaczył się, że zużył sam, rano. Nie chciał pobrudzić itd... (To możliwe - pytanie głównie do panów?)
Ale mi oczywiście mało.
Po jakimś roku znalazłam w "ciasteczkach" w komputerze stronę gejowską. Początkowo się wyparł, ale się nie dało, bo ja w tym czasie byłam w pracy. Ostatecznie stwierdził, że czytał jakiś artykuł o onanizmie, czytał opinie użytkowników i przez przypadek kliknął w link, który okazał się stroną gejowską (twierdził, że forum, nie da się tego orzec po śladzie, no ja nie umiem), że bał się, że mu nie uwierzę, dlatego wykasował historię.
Artykułu oczywiście nie znalazł (było to parę tygodni przed).
Piszę o tym dość sucho, bo chcę się skupić na faktach, a nie grać na emocjach czytających.
Oczywiście swoje przeszłam.
Coś pękło. Poprosiłam o separację. Nie chciał, ale ostatecznie się zgodził, sądząc chyba, że szybko mi przejdzie. Już rok minął i mi nie przeszło...
Ale też nie umiem ostatecznie zakończyć związku. Jestem zawieszona. On bardzo się stara. Dba o mnie i o dziecko. Pomaga. Ciągle chce wrócić...
A ja już sama nie wiem. Mam ogromny żal. No i myślę, że coraz trudniej będzie mi ułożyć sobie życie na nowo. A jednak nie potrafię zdobyć się na ostatecznie rozwiązanie.
Nie wiem, co mam zrobić.
Proszę, piszcie, tylko szczerze. ![]()