Witam!
Ostatnio dzieje się ze mną coś bardzo niepokojącego. Często jestem w bardzo kiepskim nastroju, zastanawiam się ciągle i zamartwiam nad tym co ze mną będzie.
Zdawałam maturę w 2010 r., miałam rok przerwy od nauki, bo chciałam się dostać na medycynę. Nie udało się, więc poszłam na dietetykę, jednak znowu coś się we mnie odezwało i na drugim roku wzięłam dziekankę na dietetyce z myślą o ponownej próbie na medycynę. Niestety znowu się nie powiodło, więc zrezygnowałam. Dietetykę, też rzuciłam, gdyż uznałam, że nie ma po tym zbyt wiele pracy. Zastanawiałam się długo, aż wybrałam informatykę, już w 2010 miałam dylemat czy na to nie iść, ale wtedy uznałam, że to nie ma sensu. Decyzja była w pełni świadoma. Poszłam na politechnikę, chociaż wiedziałam, że będzie ciężko (nie miałam rozszerzonej matmy i fizy w liceum), zawsze dobrze się uczyłam więc uznałam, że jakiś super problemów mieć nie powinnam.
Do sedna. Wszystko zaczęło się zmieniać na jakiś tydzień-dwa przed studiami. Cały czas tylko myślałam, że nie dam rady, będzie pełno osób lepszych ode mnie, do tego dochodziła wyprowadzka do akademika. Dzień przed wyjazdem ciągle tylko płakałam jak mama nie patrzała. Przez pierwszy tydzień spać nie potrafiłam, cały czas byłam w stresie. Z czasem stres zmalał, ale ciągle mam epizody, że zaczynam się martwić i szukać już alternatywnych studiów. bo na tych nie daję rady. Szala przebrała bo zobaczeniu dzisiejszych wyników z pierwszego kolokwium z matematyki. Oblałam. Zabrakło mi jednego punktu. Jak zobaczyłam to to ogarnął mnie blady strach, potem chciało mi się płakać, ale mieliśmy ćwiczenia, więc jakoś się uspokoiłam. Po ćwiczeniach znowu zebrało mi się na płacz. W końcu jak wróciłam do akademika do poryczałam się na dobre, a to przecież tylko jedno kolokwium. Może nerwy mnie zjadły i babka mnie niesprawiedliwie oceniła(ale nie mam się co z nią kłócić, bo jedynie mi życie uprzykrzy). Poprawa będzie tylko jedna i to dopiero w grudniu. Ciągle myślę tylko o tym czy się nie przenieś na jakieś łatwiejsze studia. Ale przecież to na te starałam się dostać chociaż wiedziałam że może być ciężko. Ciągle tylko o tym myślę. Ile razy już mi przez myśl przeszło, żeby rzucić studia. Ale co byłoby mi po tym? Po liceum zawodu brak, pracy też nie ma. A ja chcę mieć wykształcenie i móc w końcu się usamodzielnić. Te studia dają dużo możliwości, a informatyka jest dziedziną, która mi się podoba. Dodatkowo czuję, że ciągle zawodzę rodzinę, moja mama przez to wszystko też ciągle się martwi. A ja? Raz mówię sobie będzie dobrze, musi być, a za chwilę się załamuję, płaczę i nie umiem spać.
Kiedyś tak nie było. Płakałam naprawdę rzadko kiedy, twardo stąpałam po ziemi. A teraz? Mam wrażenie, że cokolwiek nie zrobię to będzie źle. Nie potrafię podejmować decyzji w obawie przed porażką. I ta dzisiejsza porażka dobiła mnie tym bardziej, że ja w sumie nigdy niczego nie oblałam.
Nie wiem co mam ze sobą zrobić, psychika mi już powoli siada.