Kochamy się, a nie potrafimy ze sobą być... czy to możliwe, żeby kochać kogoś tak mocno, nie móc żyć bez niego, a jednak nie potrafić być razem, dogadać się ze sobą ? Co jest nie tak ? Myślicie, że da się to zmienić ? Jeżeli tak, to w jaki sposób ?
Podobne tematy
Ciężka sprawa, poniekąd rozumem to, ale niestety nie mam jakiejś sprawdzonej, dobrej rady ani rozwiązania. Może trzeba więcej rozmawiać, więcej kompromisów......
Nie wiem dlaczego tak się zdarza, ale czasami tak się dzieje, że kogoś tak bardzo mocno się kocha, a nie potrafi z nim być, a może tylko tak się nam wydaje, że nie potrafimy być z jakąś osobą? Trzeba postarać się umieć dogadać z naszą drugą połówką.
A ja myślę, że to nie jest miłość tylko fascynacja i pożądanie. Gdy się naprawdę kocha drugą osobę, to znosisz dla niej wiele i potrafisz się z nią dogadać. Idziesz na kompromisy, robisz wszystko by obydwojgu razem dobrze się żyło. Skoro wy tego nie potraficie, to wiele wam brakuje i rządzą wami nie te uczucia co trzeba.
Ale podałaśza mało szczegółów by móc postawić jakąś dobrą "diagnozę".
a ja mysle ze to sie zdarza.. czas trzezwo spojrzec na swoj zwiazek i dobrze przemyslec wszystkie za i przeciw. moze nawet postanowic i zrobic wstrzas.. moze to ockneloby ta bardziej uparta strone (no chyba ze dwie sa uparte). ale albo w ta albo w druga strone . nie ma co zwklekac bo dni uciekaja. a lata plyna...
terapia wstrzasowa oczywiscie nic zlego na mysli nie mam, same pozytywne rzeczy, aby nikomu krzywdy nie robic.
Normalna, szczera rozmowa. Dajcie sobie trochę czasu i cierpliwości. Jeżeli zależy wam obojgu, to zmieni się to napewno. Jeżeli są rzeczy, które już teraz są dla was nie do przyjęcia i partner/ka tego nie zmieni już teraz, to później to nie będzie już sensu. Będzie tylko gorzej. Muszą być chęci poprzedzone szczerą rozmową, bez wyrzutów i umiejętne podejścia obojga do sprawy. Bez wyrzucania sobie czegoś. Liczy się wzajemny szacunek i zaangażowanie. Chyba w każdym związku jest taki moment, kiedy przychodzi czas na duże zmiany i trzeba się z tym oswoić.
7 2010-10-17 11:03:10 Ostatnio edytowany przez kanapka_1985 (2010-10-17 11:04:25)
reynevan.. otoz to.. ja takze powinnam zatsanowic sie nad swoim zwiazkiem.. przyzedl czas na zmiany ale nie mozemy sie dogadac czasem niewiadomo kto powinien ustapic czy obie strony poszly juz na kompromis a jednak nadal nie spotkaly sie w 1 miesjcu... to jakis obłęd, aby po kilku latach bycia ze soba byly takie problemy..wiem ze moze dla niektorych kilka lat to malo..ale dla mnie szmat czasu..
a i normalne szczere rozmowy nic nie daja.. no moze ostatnio troszke... ale po jakim czasie..cierpienia.. nie wiem co dalej..
Nie rozumiem dwóch typów ludzi w sytuacjach, kiedy budzą się i zaczynają dostrzegać prawdziwe życie i związek. Kończy się to beztroskie kochanie się i potrzebne jest większe zaangażowanie. Przede wszystkim trzeba zacząć myśleć o przyszłości i zapomnieć o wielu rzeczach na poczet związku. Po co się dobierać i ranić, skoro nie dorosło się do sztuki, co ważne mądrego kompromisu. Kiedy razem ludzie idą na ustępstwa i faktycznie nie wychodzi, to szanuje takich ludzi. Po prostu różnica nie do przejścia ale próbowali. Gorzej jest kiedy jeden partner to ,,on narcyz lub ona gwiazdeczka'' i jedno z nich żyje w nieszczęściu z nadzieją, że samo coś się zmieni. Pakują się głębiej i jeszcze gorzej się pogrążają. Prosty rachunek za i przeciw z przemyślanym podejściem i trochę hartu ducha. Życie umyka a później może być ciężko ułożyć sobie na nowo z kimś innym.
to.skomplikowane - napisałaś bardzo ogólnikowo "być razem i dogadać się" trudno po tym wnioskować lub coś radzić bo inaczej jest gdy jest to początkujący związek bez tzw. "zobowiązań" inaczej gdy jest to małżeństwo (formalne czy nie) gdy dopiero jest to związek i już nie potraficie się dogadać, razem spędzać każdej chwili to przepraszam ale dla mnie nie jest to miłość - to takie zauroczenie i fascynacja - miłość szczególnie na początku jest "ślepa" i wtedy jeśli jest prawdziwe uczucie nawet przelotne ale głębokie to przezwycięża wszyskie trudności i wręcz wydaje się że jest idealnie i idealnie do siebie się pasuje - więc może to nie to nie miłość!!!!!!!!!
Inaczej gdy po pwenym czasie , gdy zaczynamy patrzeć na siebie przez pryzmat codzienności, gdy bardziej stajemy się "prawdziwymi" sobą gdy już nie "udajemy" ideału - gdy jesteśmy zmęczeni, chorzy, źli i zaczynają się problemy to uważam że jeśli jest uczucie coś co nas do tej pory wiązało trzeba spróbować dopasować swoją indywidualność do związku. W końcu jesteśmy tak różni że samo raczej nic się nie uda trzeba pracować, starać się , wzajemnie iść na pewne ustępstwa. I z pomocą miłości można z czasem ułożyć wszystko tak że będziecie mogli kochać się i być ze sobą.
Pomocy.! :-( jestem z chłopakiem ponad rok czuje ze kocham go jak nikogo innego wcześniej i kiedy juz wiem ze po jakiejś sytuacji go znienawidze i chce umówić sie z jakimś kolega czuje dziwny dystans i nie mam na to jednak ochoty. Kiedy sie kłócimy nie chce juz z nim być,ale jednak nie potrafię urwać kontaktu. On nie potrafi rozmawiać ani pytać kiedy nie jest czegoś pewny tylko ma swoją myśl i bezczelnie wmawia mi ze cos zrobiłam i domaga sie przeprosin. Jak mam mu wytłumaczyć zeby to zmienił??to ze wystarczy spokojnie porozmawiać a nie robić cos z niczego.. Bardzo mi na nim zalezy,ale przy kłótniach a bardziej przy jego dogadywaniach dostaje białej gorączki i bym go rozszarpała..:-(
Witam. Chciałabym opisać swoją sytuację-proszę Was, pomóżcie mi! Chciałabym, by ktoś spojrzał na to z innej strony.
Jestem z moim facetem już ponad 7 lat. W tym czasie rozstawaliśmy się kilka razy;i stale wracaliśmy. Jak to w każdym związku raz jest dobrze, raz źle. U nas dobrze jest tylko kiedy jest seks. Kiedyś nie był taki, zmienił się diametralnie. Kiedy się pokłócimy, to ja wyciągam rękę; trudno mu się przyznać do błędu. Nie potrafi rozmawiać, jest raczej typem cichego odludka, robiącego z siebie ofiarę. Ucieka od problemów, obowiązków. Chowa się w swojej jaskini. To ja zawsze o wszystkim myślę, podsuwam pomysły, próbuję rozmawiać. Kiedy gdzieś jedziemy,to ja wszystko organizuję, za granicą to ja się o wszystko martwię-on tylko prowadzi auto.
Rok temu odeszłam bo już nie wytrzymałam; po miesiącu powiedział mi o swojej chorobie (teraz wątpię, by ona kiedykolwiek istniała), że ma tylko mnie; ale do tej pory nie pokazał mi wyników badań czy jakichkolwiek dokumentów ją potwierdzających; póżniej wypominał, że przy nim nie byłam; że stale od niego odchodzę;
Parę lat temu się zaręczylismy.... ale o ślubie nie wspomniał ani razu przez 7 lat... głównym powodem naszych kłótni (które doprowadziły do rozstania rok temu) był temat ślubu, dzieci, naszej przyszłości. Jemu fajnie się żyło bez obowiązków, bez planów (myślał jedynie o swoim motorze); ja pragnęłam dziecka, ślubu bo go kochałam, a on się coraz bardziej denerwował na same wspomnienie o tym.
Po 6 miesiącach rozstania wrócilismy do siebie ( a właściwie ja dałam mu, kolejna już, szansę). Wierzyłam, że się uda tym razem. I znowu to samo: dwa - trzy tygodnie super zyczliwości, miłości po uszy, zapewnien o miłości; I znowu kłótnia o byle co, robienie wyrzutów; Starałam się zmienić, być mniej wymagająca, odpuszczać pewne jego błędy, złe zachowania....ale....
Parę dni temu wyszedł do baru z kolegami; późną nocą napisał mi smsa, że właśnie wrócił do domu a tym czasem.....po kilkudziesięciu minutach widziałam, jak wchodził do domu! Nie odbierał moich telefonów; kiedy wkońcu odebrał, skłamał, powiedział, że był w domu i że śpi; do tej pory nie przyznał się do kłamstwa; uważa, że to moja wina, że to ja go sprawdzam. Pecha miał, bo nakryłam go na kłamstwie.
Proszę powiedzcie mi co mam robić: tkwić w tym nadal i mieć wiecznie nadzieję, że się zmieni? czy może odejsć od niego por raz kolejny, tym razem na zawsze? Trudno mi ponieważ mamy ustaloną datę ślubu; zaręczyny przed rodzicami przed nami jeszcze....może zakończyć to zanim się ponownie zaręczymy?
Kocham go ale i nienawidzę; martwi mnie jego brak szacunku do mojej osoby, jego chamskie zachowanie wobec mnie, jego głupie odzywki pod moim adresem, brak poczucia odpowiedzialności za drugą osobę.
Błagam,pomóżcie!
Barcelona