porzucona - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » porzucona

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 15 ]

Temat: porzucona

Dziś kończe 27 lat. Dwa miesiące temu odszedł ode mnie mężczyzna z którym miałam plany na życie miał być ślub, rodzina , dzieci ale na planach sie skończyło, odszedł bo miał dość związków chciał być sam. Zaakceptowałam ten fakt, nie prosiłam, nie dzwoniłam, nie poniżałam się, nie żebrałam o uczucie ... pozwoliłam mu odejść chociaż serce mi pęka z żalu, płacze codziennie i nie wiem jak sobie poradze z tym bólem. Nie mieszkaliśmy razem widywaliśmy się raz w  tygodniu, on mieszkał z matką i nie miał zamiaru sie od niej wyprowadzać, duzo też pracował przez co mało czasu mi poświęcał. Teraz jak analizuje ten nasz związek wiem że nie był ze mną szczery, okłamywał  mnie umawiał się z innymi dziewczynami do kina mówiąc mi że jest bardzo chory i siedzi w domu (pech chciał że też sie wybrałam do kina i spotkałam go) . W momencie kiedy straciłam prace , musiałam wyprowadzić się z mieszkania które wynajmowałam  i lada dzień miałam bronić mgr, w  tak trudnym dla mnie momecie zycia on odszedł... czy tak postepuje facet? Jego matka dla niego była zawsze na pierwszym miejscu był jej całkowicie podporządkowany, nie  akceptowała mnie , nie chciała aby wiązał sie z kimkolwiek chciała go tylko dla siebie... i tez sie tak stało .Teraz ma  swojego synusia przy sobie dokonała tego co chciała a ja zostałam z złamanym sercem i bez zadnego pomysłu na zycie, żyje z dnia na dzień i nie widze sensu aby tę walkę toczyć.Łudziałam się że dzis zadzwoni lub wysle sms-a z życzeniami i sie nie doczekałam.... Jak to możliwe że tak stałam mu sie nagle obojętna. Nie miałam nigdy w nim jakiegos wsparcia zawsze mówił mi że musze sobie sama radzić i nigdy nawet nie usłyszałam od niego dobrego słowa. Teraz zrozumiałam dlaczego unikał kontaktu z koją rodziną, do rodziców jezdził ze mną tylko jak juz naprawde musiał, nie wychodziliśmy nigdzie razem myśle że jego znajomi nawet nie wiedzieli o moim istnieniu a jemu było wygodnie  Zerwał ze mna telefonicznie nawet nie było go stac na szczerą rozmowe ze mną, potraktował jak tania panne zabrał mi 2 lata życia i nie zasłuzyłam sobie na żadne wytłumaczenie z jego strony... Może jest tu na tym forum kobieta która była z jedynakiem mamisynkiem  i może  mi chociaz w jakimś stponiu powiedziec co mam dalej robić....

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: porzucona

Nie jestem kobieta ale facetem twoja historia jest podobna zyje normalnie od 7 miesięcy jestem sam i wiem ze byla to dobra decyzja smile

3

Odp: porzucona
jagodka26 napisał/a:

Dziś kończe 27 lat. Dwa miesiące temu odszedł ode mnie mężczyzna z którym miałam plany na życie miał być ślub, rodzina , dzieci ale na planach sie skończyło, odszedł bo miał dość związków chciał być sam. Zaakceptowałam ten fakt, nie prosiłam, nie dzwoniłam, nie poniżałam się, nie żebrałam o uczucie ... pozwoliłam mu odejść chociaż serce mi pęka z żalu, płacze codziennie i nie wiem jak sobie poradze z tym bólem. Nie mieszkaliśmy razem widywaliśmy się raz w  tygodniu, on mieszkał z matką i nie miał zamiaru sie od niej wyprowadzać, duzo też pracował przez co mało czasu mi poświęcał. Teraz jak analizuje ten nasz związek wiem że nie był ze mną szczery, okłamywał  mnie umawiał się z innymi dziewczynami do kina mówiąc mi że jest bardzo chory i siedzi w domu (pech chciał że też sie wybrałam do kina i spotkałam go) . W momencie kiedy straciłam prace , musiałam wyprowadzić się z mieszkania które wynajmowałam  i lada dzień miałam bronić mgr, w  tak trudnym dla mnie momecie zycia on odszedł... czy tak postepuje facet? Jego matka dla niego była zawsze na pierwszym miejscu był jej całkowicie podporządkowany, nie  akceptowała mnie , nie chciała aby wiązał sie z kimkolwiek chciała go tylko dla siebie... i tez sie tak stało .Teraz ma  swojego synusia przy sobie dokonała tego co chciała a ja zostałam z złamanym sercem i bez zadnego pomysłu na zycie, żyje z dnia na dzień i nie widze sensu aby tę walkę toczyć.Łudziałam się że dzis zadzwoni lub wysle sms-a z życzeniami i sie nie doczekałam.... Jak to możliwe że tak stałam mu sie nagle obojętna. Nie miałam nigdy w nim jakiegos wsparcia zawsze mówił mi że musze sobie sama radzić i nigdy nawet nie usłyszałam od niego dobrego słowa. Teraz zrozumiałam dlaczego unikał kontaktu z koją rodziną, do rodziców jezdził ze mną tylko jak juz naprawde musiał, nie wychodziliśmy nigdzie razem myśle że jego znajomi nawet nie wiedzieli o moim istnieniu a jemu było wygodnie  Zerwał ze mna telefonicznie nawet nie było go stac na szczerą rozmowe ze mną, potraktował jak tania panne zabrał mi 2 lata życia i nie zasłuzyłam sobie na żadne wytłumaczenie z jego strony... Może jest tu na tym forum kobieta która była z jedynakiem mamisynkiem  i może  mi chociaz w jakimś stponiu powiedziec co mam dalej robić....

Witaj
wiem ze zadne slowa Cie nie pociesza , ale sprobuje piszesz ze konczysz 27 lat jestes mloda osoba i swiat nalezy do Ciebie teraz masz dola zastanawiasz sie dlaczego On Ci to zrobil ale uwierz ze po pewnym czasie bedziesz sie z tego smiala.
Bardzo dobrze ze nie wydzwanialas za nim ze nie ponizalas sie , serce mi sie kroji kiedy czytam takie historie bo doskonale Cie rozumiem przeszlam cos podobnego ale znacznie gorszego .....jeszcze we mnie tkwi zal ( czasem budze sie w nocy i placze) placze ja i placze moj synek.
A tatus hmmm ... nie plakal za swoim pierwszym synkiem i dlaczego ma plakac za drugim...
Otrzyj lzy pojdz ze znajomymi do pubu ( wiem ze w srodku serce Ci peka) lecz najlepszym lekarstwem na nie jest czas spedzony w jak najwiekszych ilosciach ze znajomymi czy rodzina.
Pozdrawiam

4

Odp: porzucona

Ja byłam z takim 4 lata. Od początku jego matka mnie nie lubiła. Zawsze czułam się podejrzana o sprowadzanie jej synka na złą drogę:) Z resztą wiem, że tak o mnie mówiła reszcie rodziny, że gdy zaczęliśmy się spotykać on stał się pyskaty i dużo zaczął dyskutować. Hmm ja oczywiście stresowałam się bardzo i liczyłam z jej zdaniem, nawet jak mój "kochany" zaczął mi mówić jakim to jestem gburem itp. Efekt był taki, że denerwowałam sie jeszcze bardziej i zaczęłam stawać taka za jaką mnie uważali(ludzie, którzy mnie nie znali wcale). On nie bronił mnie nigdy i zawsze biedactwo był w potrzasku:) taki trudny wybór miał- moje zdanie i zdanie mamy;D We mnie kipiało... Ale wiesz powiem Ci, że taki facet nie zmieni się. On już tak jest tresowany od zawsze. Ciotka mi kiedyś powiedziała zabawną rzecz: jeśli on w tym wieku nie wie czy woli się całować z Tobą czy z mamusią, to odpowiedź jest jasna:)
Znam parę gdzie syn słucha tylko rodziców(ma prawie 30lat). Ona strasznie cierpi. Moim zdaniem, jak minie Ci ten ból i pustka jaką odczuwasz, zauważysz, że mimo uczucia, mimo pozytywnych cech, wszystkiego za co pokochałaś to nie byłoby dobra. Nigdy w nim nie miałabyś wsparcia. Nie wspominając o tym, że Cię okłamywał i umawiał za plecami z innymi. Mnie mój maminsynek zostawił także przez telefon. Od miesiąca spotykał się z uległą Turczynką;D Mama ją uwielbiała=D

Nazbyt układne kobiety, rzadko znaczą historię...

5

Odp: porzucona

To najwyższy czas na nową miłość.  Ten mężczyzna nic nie był warty. Jesteś po studiach. Masz życie przed sobą i z pewnością znajdziesz kogoś o 10 razy bardziej wartościowego niż twój były.
Tylko nie bój się i wyjdź z domu. Zacznij szukać, a znajdziesz....

Samotność coraz bardziej Ci doskwiera?
Czujesz, że nadszedł czas na miłość i spotkanie z kimś wyjątkowym?
Internetowe Biuro Matrymonialne http://iduo.pl

6

Odp: porzucona

Uważam podobnie jak hempi22, jeszcze tyle przed Tobą! Poznasz w końcu człowieka, który na Ciebie zasługuje, ale nic na siłę, samo przyjdzie. smile

7

Odp: porzucona

Najważniejsze o nie tracić nadziei.
I pamiętaj-najważniejsza jesteś Ty,i Twoje szczęscie:)
Reszta może Cie cmoknąć w 4 literki.

Penetruję swoj wewnętrzny kosmos i płaczę nad rozlanym mlekiem.

8

Odp: porzucona

Dziekuje wam kochane kobietki i Tobie mężczyzno smile za słowa otuchy, staram sie byc silna ale nie zawsze mi się to udaje . dziś piątek wiczór powinnam gdzieś wyjść a dopadł mnie  gigantyczny dół i myślę co "on" robi...czy jest juz kimś ,czy  chociaz trochę tęskni albo przynajmniej myśli  o mnie , wiem że tego sie już nie dowiem bo się nie odzywam a on tez nie szuka ze mna kontaktu... Serce boli jak sobie pomyśle o tych wszystkich obietnicach, szkoda że był tylko mocny w gębie.....Boję sie samotności że będe już zawsze sama czasami myśle że nie zasługuję na to by mnie kochać że jestem tak beznadziejna że nie warta większej uwagi.Dobija mnie ta Jego obojętność tak jakbym nigdy dla niego nic nie znaczyła....Czy niebył mi winień żadnych wyjaśnień ???? tylko tak poprostu odjsc i napisać smsa  że ma już dość związków....Tak bardzo chciałbym zapomnieć  o nim...

9

Odp: porzucona

Dzis będzie o ..0.00  8 miesiączek  jak po 7 latach skończyła sie miłość  moja tongue Jutro idę poszukać nowego serca smile Dzis sie nie udalo smile glowa do gory to dopiero 27 rok zycia smile

10

Odp: porzucona

Dan 1982,  a dlaczego sie rozstalliście?? siedam lat to kawał życia...., podziwiam Cię że masz siłe szukać, ja nie mam ochoty nikogo poznawać myśle  że każdy już bedzie mnie tak ranił , nie jestem w stanie chyba juz nikomu zaufać sad

11

Odp: porzucona

smile Kolega sie zaopiekował i chwała mu Powrotu nie ma ja nie Kropek z akcji TVN tongue
Mam mieszkanie auto i nowa prace wszystko się zmieniło jak jestem sam smile  Z czasem Kobieta sie znajdzie

12

Odp: porzucona

Pewnie że znajdziesz kobietę  i zazdroszę Ci Tego stanu że wiesz że dobrze się stało i nie żałujesz...... u mnie codziennie toczy sie walka: serce z rozumem czy może powinnam była walczyc o ten związek ale drugiej strony przeciez nie zmusze kogos do uczuć, skoro odszedł to znaczy że chciał i już nie kochał.... w naszym związku było tyle kłamstw z jego strony że już sama teraz nie wiem co było prawdą a co kłamstwem. Dlaczego pozwalałam na te kłamstwa i dawałam sie oszukiwać  potrafił mi wszystko wmówic nawe to że wysyłając mmsa dość intymnego pod dwa numery do mnie i do innej osoby , nakrzyczał na mnnie ze zamiast sie cieszyć doszukuje się powodów do kłótni..... Chciałabym bym jeszcze kiedyś uwierzyć że życie może byc piękne .....

13 Ostatnio edytowany przez dan1982 (2009-07-31 23:32:11)

Odp: porzucona

to nie facet tylko dziecko smile wiec teraz czas za siebie wylacz serce wiem nie latwa funkcja smile jutro sobota spacerek market itp a w niedziele zapraszam nad staw dokarmiać kaczki i nie mysl co dzis tylko do przodu i nie patsz za siebie

a co do mojej dziewczyny to nie sa razem  to mi dodało skrzydeł  udowodnij co stracił "" wlasnie dostalem sms od bylej prosi o spotkanie to idziem w niedziele ciekawe co wymyslila smile napewno napisze smile

14

Odp: porzucona

Chciałabym się z Wami podzielić także moją historią. Jest to dość długa historia, ale postaram się skrócić i obiektywnie opisać.  Mam 28 lat, wcześniej spotykałam się z 2 osobami, ale nie było to nic poważnego bo brakowało zaangażowania z drugiej strony. Natomiast Eryka poznałam przez nasza wspólna kolezake. Na początku nie zaiskrzyło, nie widywaliśmy się często dopiero po dwóch latach wszystko się zmieniło... zaczeło iskrzyć, stopniowo zakochiwałam się w nim i to z wzajemnościa. I byliśmy ze sobą 3 lata...

Zaczeliśmy sie spotykać i było cudownie przez 1.5 roku. To co w nim ceniłam to poczucie bezpieczenstwa, jest bardzo odpowiedzialnym człowiekiem, spokojnym, pracowitym i wiem na 100%, że mnie nigdy by nie zdradził. Jest dobrze wychowany i szanuje rodziców. Jedynie co mi trochę przeszkadzało to, że jest domatorem. Ja raczej towarzyska i lubiaca wychodzic z domu. Na początku sie trochę dusiłam, ale potem przestało mi to przeszkadzać. I przez te 1.5 roku było po prostu idealnie. W miedzyczasie
jego rodzice mnie polubili, jego mama nawet mowiła, zeby mi nie zrobił krzywdy bo jestem fajną dziewczyną i szukała okazji, żeby ze mną pogadac.

Wszystko się zmieniło jednego dnia... kiedy nagle zmarł jego tata. Już w dniu pogrzebu gdy przyjechałam wczesniej do nich do domu usłyszałam od mojej niedoszłej teściowej "Dziecko, po co ty tak wczesnie przyjechałas, mogłas dopiero z rodzicami do kościoła przyjechać." Poza tym poprosiła mnie, zebym w kosciele usiadla w drugiej lawce bo w pierwszej bedzie siedzieć ona z moim Erykiem i córkami... tak samo zarzadziła odnośnie procesji na cmentarz. tak bardzo chcialam przy nim  być i go wspierać,
sama bardzo przezyłam smierc jego taty, a jego mama po prostu nas rozdzieliła. I wtedy pomyslałam, że chyba musze się wycofac z tego związku bo on mnie chyba nie potzrebuje. Ale po 1.5 roku czułam wobec niego zobowiązanie, poza tym nie chciałam mu dokładać zmartwień, a przede wszystkim bardzo go kochalam.

To był pierwszy nieprzyjemny incydent. A potem on rzadziej do mnie przyjezdzał, jak u mnie siedział to jego mama czesto dzwoniła, zeby wrocił do domu. I wtedy rozumialam, ze czuła się samotna i bała siedziec sama w domu, wiec przymykałam na to oko. Ale widziałam po moim chłopaku, że siedzi ze mną a myslami jest z mamą. Strasznie przykro mi było, ze juz nie jestem dla niego taka wazna jak kiedyś.

Spadło na niego mnostwo obowiązków po smierci taty, przejął gospodarstwo. Ale akceptowałam te pracę pomimo,  ze poswiecal jej duzo czasu i nawet na wakacje w sezonie nie mogliśmy jechać. Akceptowałam to i nawet jezdziałam do niego, zeby mu pomagać. Przecież praca tez moze byc forma spedzania czasu ze sobą.

I kolejny incydent. W niedziele wybieralismy sie na zakupy. Ale rano pogoda nie była ciekawa, wiec on nie chcial jechać. A potem jak jego mama zapytala czy jedziemy bo tez by wsiadla to od razu chcial jechać, ale mi wtedy sie odechcialo. Powiedzial jej, ze on by nawet i pojechal ale ja nie chcę. A ona na to "to pojedziemy sami". Poczułam nóz w sercu. zaczełam sie zbierac do domu, on mnie niby zatrzymywał, ale dla mnie te slowa były zbyt wielkie. Pojechalam do siebie, a on pojechal z
mama...

Jego mama od smierci taty strasznie nim kieruje. Wmawia mu, ze przeze mnie zaniedbuje prace, ze tata w grobie sie przewraca jak ona siedzi sama w domu. Ze boi się zeby nie zasłabła jak do mnie Eryk jedzie. I najważniejsze - (kazde z nas ma swoj dom i kazde by chcialo w swoim zostac), ze rodzice nie puszczą mnie zebym u nich zamieszkała wiec nasz zwiazek jest bez sensu.

Powiedziałam mu, że bardzo mi przykro, że jego mama mnie tak traktuje od 9 miesiecy i poprosialam, zeby cos z tym zrobił, zeby bronil naszego zwiazku. Ale on twierdzil, ze ona tez mu placze i gdyby nie bronił tego związku to już dawno
nie bylibyśmy razem.

W koncu ja zdobylam sie na odwage i porozmawailam z jego mamą. Powiedzialam, że rozumiem jej cierpinie i samotność po stracie męza ale Eryk jest dorosły i ma prawo ułożyc sobie zycie. Kompletnie nic nie dotsarło. Twierdziła ze przesadzam, ze jestem zazdrosna o matkę... i może powinniśmy od siebie odpoocząć... Ale tak samo było z corką - tez broniła jej związku. Powiedziala nawet, że 2 razy na msze by dała, żeby tylko się rozstali... Drugiego zięcia też nie chciała i ciągle go  krytykuje...

I wtedy się rozstaliśmy bo powiedzialam, że ja chcę zebyśmy zamieszkali u mnie , mielibysmy całą góre i oddzielne wejecie, kuchnie , lazienkę. Tak naprawde bałam sie tam przeprowadzić bo wiem ze jego mama bedzie rzadzić - taki ma charakte, ale tego głośno nie powiedziałam. On powiedzial, ze nie ma mowy bo tam trzyma go praca. Dwa miesiące przeplakalam, on nie chcial sie spotkać i na spokojnie porozmawiać. Ale stwierdziłam, ze tak bardzo go kocham, że zaryzykuje i sie przeprowadzę. W urodziny
pojechałam do niego bez uprzedzenia z tortem i powiedziałam mu to, że przeprowadze sie do niego. On stwierdzil, ze nie da się na to nabrać. Ale po tygodniu sie odezwał i pogodziliśmy się smile

Na poczatku trzymał mnie na dystans, ale potem się poukładało. Czesto się widywaliśmy, spotykaliśmy z przyjaciólmi, zostawał u mnie na weekendy, a mama przestała dzwonic zeby wrocil do domu. Ale spawil mi przykrość w Wielkanoc, powiedzial ze nie przyjedzie do mnie. Zaprosil mnie do siebie. I pojechalabym ale zle się czułam wymiotowałam a tam był noworodek, wiec nie mogłam pojechać. Miałam nadzieje ze przyjedzie chociaz na godzine, ale on tak nie zrobil. Ale przyjechał drugiego dnia i
wybaczyłam mu to  bo bez przesady to nie koniec swiata.

Potem był jeszcze jeden przykry moment. Zaczął wysmiewac się z naszych znajomych, którzy sie pobierają. Bo jeden kolega zeni się z rozwodka, inny pobrali sie po roku znajomości. I tym mnie przeraził, ze nie mysli o przyszłości, że slub to dla głupich a nie dla niego. Rozpłakałam się i powiedzialam, ze mnie to boli bo ja bardzo bym chciala zebysmy byli ze sobą do konca zycia i nawet w tej chwili jestem na to gotowa. Przeprosil i wszystko sie zmienilo, czesto przyjezdzał, mówił o slubie ,
dziecku. I tak było przez dwa miesiace. Naprawde się starał i dużo robił.

Co mozna mi zarzucic, czym mogłam zawinić to , że czasami mialam focha, ze musi coś zrobic i nie może przyjechać do mnie, ale nie na długo za godz dzwoniłam, alb spotykaliśmy się nastepnego dnia i było ok. I czasami miałam łzy w oczach bo wszyscy w rodzinie i pracy pytali kiedy wesele, sama bardzo chciałam tego i czekałam na zareczyny, zeby wiedziec na czym stoję, ale nie mowilam o tym zeby nie czuł nacisku.

i nagle pewnego dnia zapytałam czy planuje dzis do mnie przyjechać bo chciałam wiedziec jak dzien rozplanować, a on wybuchł, że ma dość moich pretensji, narzekania, łez w oczach, ze potzrbuje wiecej swobody i przestrzeni... I doszedł temat mamy. Ze jest miedzy młotem i kowadłem bo jak jedzie do mnie i ze mną jest dobrze to ma wojny w domu, ze zaniedbuje gospodarstwo. I ze ja się nie dogadam z jego mama bo jestem do niej wrogo nastawiona. Poza tym stwierdzil, że  ja z nia nie wytrzymam i nawet
jesli sie wprowadze do nich to i tak uciekne z powrotem... Powiedzialam mu, że potzrebuje jego wsparcia. Jelsi jego mama sprawi mi przykrość to zeby stał po mojej stronie bo poki co zawsze mówi, że się na nią uwziełam i jestem wrogo nastawiona... Powiedziałam, że go bardzo kocham, zostawie swoj dom i rodziców dla niego, ale on stwierdził, że to nie ma sensu bo i tak nie będzie dobrze... i zostawił mnie dwa miesiące temu.

Napisałam maila do niego jeszcze po jakimś czasie, ale nic to nie dało...

Jego mama powiedziala mojej kolazance ze dobrze, ze sie rozstaliśmy bo ja i tak bym sie nie przeprowadzila albo po urodzeniu dziecka ciagneloby mnie do rodzicow... Chyba mu to wpajała i on w koncu w to uwierzył.

Co do jego mamy to jest niby dla mnie miła, wpycha jedzenie, przynosi polar zebym nie zmarzła, ale wpaja jemu ze ja i tak sie nie wprowadze, albo zabiore dzieci i wroce do rodziców. Poza tym cały czas mówi, że oni sobie zrobią to tamto, kupią to tamto, a mnie nie ma w tych planach. A on jej broni zawzięcie nawet gdy nie ma racji. Jest niestety maminsynkiem...

Domysłam się, ze gdybym się tam przeprowadziła to byłoby mi cieżko dogadać się z tą kobietą bo nie lubię gdy ktoś mną rządzi. Ale z drugiej strony baaardzo go kocham i chciałabym zaryzykować bo nie wyobrazam sobie bez niego zycia. Wiem, że on mnie kocha, ale rezygnuje z tej milosci bo widzi ze sie nie dogamy...

Nie mamy zadnego kontaktu.

Co robić walczyć ii go odzyskać? Czy dać sobie spokój bo nic dobrego z tego nie będzie?
Myślicie ze on w koncu otrzasnie się i wróci do mnie?

Posty [ 15 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » porzucona

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018